Forum dyskusyjne miłośników twórczości J.R.R. Tolkiena
w sieci od 11/2001
 
Gospoda(0) | Zasady Forum | FAQ | Szukaj | Kalendarz |  Zarejestruj się |  Profil | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości | Zaloguj

"Najważniejsze były same opowieści. Powstały w moich myślach jako rzeczy `dane` i, w miarę jak oddzielnie się pojawiały, tworzyły się między nimi związki. Absorbująca, choć stale przerywana praca (szczególnie dlatego, wyłączając nawet względy życiowe, że myśli ulatywały ku drugiemu biegunowi i podejmowały kwestie językowe): a jednak zawsze miałem poczucie zapisywania czegoś, co już gdzieś było `istniejące`, a nie `wymyślone`." List do Miltoma Waldmana, J.R.R. Tolkien. Listy


Temat: Tolkien Estate blokuje biografię Hillary'ego Tolkiena (Strona 2 z 2)

Idź do strony Poprzednia  1, 2
  skocz na koniec strony
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tolkienowskie -> Tolkienistyka i Posttolkienistyka Wydruk
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
M.L.
Uprzedzony, ujadający krzykacz / Administrator


Dołączył(a): 27 Cze 2002
Wpisy: 6015
Skąd: Mafiogród


Wysłany: 12-11-2010 04:17    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Długo się zastanawiałem jak na to odpowiedzieć. I nie ma dobrej odpowiedzi, bo mówimy Miriel o dwóch różnych sferach. Owszem zazębiających się, ale różnych. Ty widzisz plotkarstwo nieuzasadnione napadanie na ludzi, tylko dlatego że są sławni. Tego się obawiasz, tego się brzydzisz, zresztą ja także. Tylko to nie to samo co dochodzenie do prawdy, co chęć zrozumienia, co chcę dowiedzenia się. Tak wiem, to może prowadzić do zjawisk skrajnych i prowadzi co obserwujemy we współczesnych mediach, to prawda, ale widzisz tu mamy kilka kwestii.
Ktoś kto nie szuka taniej sensacji ale chce dochodzić do prawdy 3 razy się zastanowi nim wyda autorytatywny wyrok. A 5 razy się zastanowi nim upubliczni intymne szczegóły, jeżeli to nie ma znaczenia dla twórczości danej osoby lub podejmowanych przez nią decyzji. Tak wielu inaczej, ale problem w tym, że hamulcem tu nie jest i nigdy nie będzie prawo, a jedynie to co nazywamy kultura i moralnością, czyli coś co tkwi w nas.
Rozumiem, że uważasz, iż nigdy nie powinniśmy zaglądać do osobistych listów i dzienników mniej lub bardziej znanych osób? A jeżeli nie to gdzie wytyczyć granicę? Ponadto jest kwestia odpowiedzialności za swoje czyny. Dotyczy to przede wszystkim tych, którzy je popełniają, a nie tych, którzy je ujawniają.
Wszelkie immunitety tworzone w najlepszej wierze sa nadużywane. Pan poseł sie nimi zasłoni by nie odpowiedzieć za przekroczenie prędkości, dyplomata, by nie zdradzić że ma kochankę (nota bene szpiega obcego mocarstwa), artysta by nie pójść do wiezienia za dystrybucje narkotyków. Owszem wchodzenie z butami w sferę prywatą jest złe, a przynajmniej niesie wiele zagrożeń, upokorzeń i nieprzyjemności, ale blokowanie dostępu do tej sfery tworzy tych zagrożeń nie mniej. Bo to nie prawo a normy kultury i moralności mają stać na straży takich zachowań.

W tym konkretnym przypadku mamy podstawowe pytania, na które odpowiedzi nie znamy:
Dlaczego TE postanowiło zablokować wydanie ksiazki? Czy chodziło o publikacje listów Tolkiena, wtedy TE miało oczywiście prawo zakazać ich publikacji? Tyle że czytając iż wydawnictwo i autorzy chcieli dojść do porozumienia, to rozumiem, ze byli gotowi nie publikować listów in extenso a najwyżej dopuszczalne prawem cytatu fragmenty, a ewentualnie przedstawiać te listy w postaci omówienia. Nie zakładam, że to robili bo im jakoś szczególnie ufam, ale wiedząc, że są związani z Tolkien Society, a organizacja ta zawsze dbała o jak najlepsze relację z rodziną JRRT, trudno mi sobie wyobrazić, by chcieli w ewidentny sposób łamać obowiązujące prawo.
W takim razie może chodziło o drażliwe sytuacje opisywane w listach także Hilarego Tolkiena. I znowu pytanie czy to były kłamstwa, lub kwestia błędnych wniosków, wówczas reakcję TE można zrozumieć. Czy chodziło o prawdę tyle że nieprzyjemną. Prawda ma to do siebie, że bywa nie przyjemna, ale ponoć tylko prawda może nas wyzwalać. Ponadto pamiętając o związkach autorów z TS, trudno wyobrazić sobie, żeby to były straszne rzeczy. Więc wraca pytanie co takiego? Dlaczego? Sam,a ochrona prywatności. Sorry Miriel, moze Ci się to nie podobać, ale to za mało.
Cała nasza kultura jest zbudowana na poszukiwaniu prawdy. Jesteśmy dziećmi greckich filozofów, dla których wiedza i prawda były celem badań i poszukiwań, dziećmi chrześcijaństwa, które nakazuje nam szukać Prawdy, wreszcie dziećmi Oświecenia, które z badań naukowych, poszukiwania wiedzy i obiektywnej prawdy uczyniło centrum egzystencji. Możesz tego nie lubić, ale to nas definiuje, wiedza, rozum i prawda. Oczywiście wszystko można wypaczyć i często to się robi, ale czy w Japonii ścisła prywatność nigdy nie posłużyła ukryciu zbrodni.

I tylko jeszcze kilka uwag do konkretnych kwestii przez ciebie poruszonych.

Miriel napisał(a) (zobacz wpis):
Ja rozumiem, że zaraz mogę usłyszeć, że "tak to się zaczyna od małego", że od szczegółów, od małej cenzury zaczyna się duża dyktatura, ale mnie takie teksty nie przekonują.

Mogą cie nie przekonywać, ale historia uczy, ze tak właśnie jest. Nic na to nie poradzę.

Cytat:
Ja uważam, że są też jakieś środki, jakieś kompromisy, a nie tylko skrajności.

Oczywiście, zę są, ale je wyznaczać powinna kultura, rzetelność, uczciwości i moralność.

Cytat:
Ale odwoływania się do cenzury i wolności słowa, Memelu, w kwestii przyznawania sobie prawa do zaglądania do czyichś listów, uważam za przesadne (delikatnie mówiąc).

Rozumiem, że nie powinienem czytać i wykorzystywać listów Lorda Ch. Napiera do jego siostry Lady Bunbury, pisane w latach 30-tych i 40-tych XIX wieku, gdyż wchodzę w czyjąś prywatność?

Cytat:
Uważam, że prawo do wolności słowa nie może usprawiedliwiać naruszania czyjegoś prawa do prywatności.

A czy prawo do prywatności usprawiedliwia ukrywani prawdy?

Cytat:
Są granice wszystkiego, nawet granice, za którymi odwoływanie się do wolności słowa jest po prostu nieetyczne.

Owszem to dotyczy także prywatności. Nasz cywilizacja to ciągły spor i walka między prawem do prywatności prawem do wiedzy, prawami społeczności prawami jednostki. To ciągły ruch i dynamiczna struktura. Tacy jesteśmy.

Cytat:
Moim zdaniem ani względy naukowe, ani hasła wołające o wolność słowa i straszące cenzurą (sorry, uważam je za populistyczne) nie dają prawa do wtrącania się w czyjeś życie osobiste, prywatne, rodzinne.

Ale powiedz co rozumiesz pod tymi stwierdzeniami. czy napisanie zgodnie z prawdą, ze syn Tolkiena będąc księdzem przezywał kryzys wiary narusza tą prywatność. Czy napisanie, ze ktoś uprawia seks z nieletnimi narusza tą prywatność. Powiedz gdzie postawisz granicę.

Cytat:
Ja wiem, że chcą oni wszystko wiedzieć: w imię badań naukowych, idei, nauki, kultury, wolności, walki z cenzurą i wolności słowa - sorry, dla mnie to nie wystarcza, by grzebać w czyimś życiu prywatnym.

OK. Mam kompletnie odmienne zdanie, dlaczego bo inaczej uprawianie mojego zawodu nie miałoby najmniejszego sensu. I żeby było jasne nie tylko mojego. Jak już pisałem, kultura zachodu od starożytności jest zbudowana na poszukiwaniu wiedzy i prawdy. Skutki tego, bywały różne, ale to nasze dziedzictwo, ja uważam je za wartość, nawet kiedy pewne skutki uboczne mi nie odpowiadają.

Cytat:
Kwestia, jak tutaj już napisano, że najpierw powinna się książka ukazać, a potem powinien być proces - tak? A więc lepiej uderzyć, a potem się procesować, czy może jednak lepiej nie uderzyć i nie procesować się?

To jest kwestia zasad prawnych, żeby ukarać musi być przestępstwo, a przestępstwo trzeba najpierw udowodnić. Zasada dowodzenia winy jest i tak ostatnio coraz częściej łamana, ale to nie znaczy, że jest zła. Najpierw ma być przestępstwo, potem dowód, iż do przestępstwa doszło, potem kara. Nie odwrotnie.
Ty widzisz w zachowaniu TE obronę prywatności, a ja widzę wykorzystywanie wpływów i uprzywilejowanej pozycji.

Cytat:
Być może to, co w tej książce miało być napisane, mogło zranić uczucia rodziny Tolkiena.

A być może Twoje słowa o naukowcach ranią moje uczucia. Czy te nie są dla Ciebie ważne? Chyba nie powinnaś krytykować tego co napisałem publicznie, bo możesz zranić moje uczucia?
To co napisałem jest: Śmieszne?? Głupie?? Kretyńskie?? Ostro przesadziłem?? To zupełnie bez sensu?? Cokolwiek napiszesz pewnie się zgodzę.
Ale chodzi mi o to, że każdy ma inny próg wrażliwości, co oznacza, że o nikim nie powinniśmy się nijak wypowiadać, z nikim polemizować, nie toczyć żadnych dyskusji, niczego i nikogo nie oceniać. Bo przecież jak ocenimy szczerze badziewiasty rysunek lub fanfik to zranimy czyjeś uczucia. Jak powiem studentowi, że napisał beznadziejną pracę to może się załamać. Przecież tak nie można.

Cytat:
Przedkładanie w tym wypadku kwestii naukowej i badawczej nad uczucia ludzi uważam za przedmiotowe traktowanie ludzi.

Owszem, bo kiedy badam to czym się zajmuje, to traktuje ludzi jak obiekty badań, co nie przeszkadza nad jednymi się zachwycić a innych uznać za raczej żałosnych. Na tym polega nauka i działalność naukowa i badawcza, badamy, analizujemy i krytycznie oceniamy. A jeżeli badanie ma być wiarygodne to zestaw danych musi być możliwie najbardziej kompletny. Fakt, że kardynał Richelieu miał hemoroidy, jest pewnie dla niego wstydliwy, ale ma znaczenie i to niebagatelne.

Cytat:
Odwrócę tę sprawę: skoro nie ma żadnych prawnych i politycznych względów, dla których opinia publiczna miałaby prawo wiedzieć o prywatnych i rodzinnych sprawach Tolkienów - rodzina ta nie musi godzić się na sprzedawanie swoich prywatnych spraw.

Wiesz jakie są względy, czym wyżej człowiek w hierarchii społecznej, czym bardziej jest eksponowany jako polityk biznesmen, artysta, tym silniejszemu powinien podlegać prześwietlaniu, dlaczego bo jego pozycja w społeczeństwie i tak jest uprzywilejowana, a przywileje mają przynosić odpowiedzialność, a nie bezkarność.
Nikt nie musi być politykiem, kelebrytą czy kimkolwiek innym acz znanym. Ch. Tolkien mógł po śmierci tatusia zamknąć sklepik i już. Miał wybór. Każdy z nich przynosił swoje skutki. Mógł spalić papiery i kontentować się zyskami z wydanych za życia Tolkiena książek. Taką opcję zostawił mu w testamencie ojciec. Wtedy miałby mniej pieniędzy (choć nadal byłby bogaty), ale miałby też święty spokój. Wybrał inną opcję, dzięki temu jest znany, ma wielkie pieniądze, sławę. Niestety dla niego ceną jest to, że nie ma spokoju i narażony jest na to, że życie prywatne jego, jego ojca i rodzeństwa, do jakiegoś stopnia stało się publicznym. Być może nie był świadomy konsekwencji wyboru, ale to już jego a nie mój problem. Za swoje czyny każdy ponosi odpowiedzialność.
Wybrałem swoją drogę, każdy może ocenić moje teksty a co za tym idzie i mnie samego, nie zawsze jest to przyjemne, ale to cena robienia czegoś, na co się zdecydowałem. Byłbym idiotą mając o to pretensje do innych.
Nie da się zjeść ciasteczka i go mieć zarazem.

_________________
ēl sīla lūmena vomentienguo wieeeeeeeeeelgachny uśmiech
---------------------------------------
For the grace, for the might of our Lord
For the home of the holy
For the faith, for the way of the sword
Powrót do góry
 
 
Miriel
Powiernik Pierścienia


Dołączył(a): 10 Paź 2006
Wpisy: 986
Skąd: Vinyamar
Nieobecny(a): ...the waves are washing over half forgotten memory...

Wysłany: 12-11-2010 05:10    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Hm, Memelu drogi, na niektóre Twoje pytania są odpowiedzi w moim wpisie Uśmiech A druga rzecz: nie do końca napisałam to, co Ty sądzisz, że napisałam Uśmiech Nie napisałam, że my mamy nie zaglądać do listów - napisałam, że jeśli ktoś nie chce sprzedać swojej prywatności, to powinniśmy to uszanować. Napisałam, że rodzina ma prawo nie zgodzić się na upublicznienie osobistych spraw. Także na Twoje pytanie o granice też odpowiedziałam we wpisie. Mój wpis nie dotyczył nierobienia czegoś ze względu na ranienie uczuć - nie o to chodziło, chodziło o prawo do niezgodzenia się na upublicznienie prywatnych rzeczy. Uśmiech Np. ja się mogę nie zgodzić na upublicznienie listów mojego sławnego dziadka-artysty, ponieważ to co tam jest napisane, może mi zaszkodzić. Nie mówimy o przestępstwie ani tego typu sprawach. Może po prostu pisał, że sikałam w majtki albo biłam młodszą siostrę, czy coś takiego, i upublicznienie tego byłoby dla mnie przykre, dla mojej siostry i mamy. Sam napisałeś, że nie prawo, a poczucie przyzwoitości jest ważne - a więc poczucie przyzwoitości sprawia, że nie zgadzam się na to, by ktoś wydał książkę z listami mojego sławnego dziadka. Aha, no i Memelu, nie przesadzajmy, nie dorabiaj mi tego, czego nie napisałam Z przymrużeniem oka) oczywiście, co innego jest, gdy sprawa dotyczy listów z połowy XIX wieku.

Czy w Japonii ochrona prywatności nie posłużyła do ukrycia przestępstwa? Na pewno tak. Ale przypomniał mi się dowcip i powiedzenie: "A u was to biją Murzynów!" Język

_________________
noldorski blog
japoński blog
filmowy blog
Powrót do góry
 
 
M.L.
Uprzedzony, ujadający krzykacz / Administrator


Dołączył(a): 27 Cze 2002
Wpisy: 6015
Skąd: Mafiogród


Wysłany: 12-11-2010 14:20    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Miriel napisał(a) (zobacz wpis):
Czy w Japonii ochrona prywatności nie posłużyła do ukrycia przestępstwa? Na pewno tak. Ale przypomniał mi się dowcip i powiedzenie: "A u was to biją Murzynów!" Język

Nie chodzi o to, kto jest gorszy, kto jest lepszy. Tylko o to, że każdą normę i zasadę prawną można wykorzystywać źle lub dobrze.

Pragnienie wiedzy tak jak i ochrona prywatności nie są w założeniu niczym złym, wręcz przeciwnie, ale mogą zostać źle wykorzystane.
I pytanie, w tej konkretnej sytuacji, jest proste: czy to badacze, autorzy książki przekroczyli granice tego, co moglibyśmy uznać za przyzwoite, czy TE nadużywa praw autorskich lub prawa do prywatności, oraz swojej uprzywilejowanej pozycji?

Nie ukrywam, że mi bliżej do autorów, bo nie chciałbym by potomek Lorda Napiera powiedział mi, że nie wolno mi używać jego korespondencji, gdyż przypadkiem bym się dowiedział iż jest potomkiem z nieprawego łoża.
---------------------
EDIT: I jeszcze jedno widząc pojawiającą się gdzieniegdzie skłonność do prezentowania JRRT niemal w nimbie świętości, wolę spojrzeć na niego jak na człowieka, z wieloma wadami i zaletami. Jego wielkość wyrasta bowiem z tego kim był, a na to kim był składają się wszystkie cechy charakteru i jego zachowań. Gdyby był inny to i dzieła które by nam zostawił byłyby inne i nie wiem czy pasjonowałyby nas wtedy równie mocno.

_________________
ēl sīla lūmena vomentienguo wieeeeeeeeeelgachny uśmiech
---------------------------------------
For the grace, for the might of our Lord
For the home of the holy
For the faith, for the way of the sword
Powrót do góry
 
 
klemenko
Weteran Bitwy Pięciu Armii


Dołączył(a): 05 Maj 2004
Wpisy: 372
Skąd: Bonn


Wysłany: 17-11-2010 18:04    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

No i mamy stanowisko drugiej strony:
TE napisał(a):
Statement of the Tolkien Estate - Wheelbarrows at Dawn

The J R R Tolkien Estate has been made aware of a statement by ADC Publications concerning its cancellation of its proposed publication Wheelbarrows at Dawn by Angela Gardner and Neil Holford.

ADC's statement suggests that the publication has been cancelled as a result of the Tolkien Estate's threats to take court action preventing the release of the book.

As this statement is highly misleading, the Tolkien Estate considers it important that the true facts be clarified for those concerned.

The book in question was presented by ADC as a biography of J R R Tolkien's brother Hilary. However, the publication included numerous personal letters from J R R Tolkien to his brother and from other family members that were reproduced virtually verbatim.

The copyright in these private, unpublished letters belongs to the Tolkien Estate. As the guardian of these rights and of the privacy of the Tolkien family, both of which it takes great care to protect, the Estate quite properly declined permission for the letters to be reproduced in this way.

However, the Estate made clear to ADC that it had no issue with the publication of the book providing the material in question - affecting only 20 pages out of a total of some 300 - was removed.

Although ADC's response was to agree to this, what it then did in practice was to paraphrase the letters, something that had been made clear from the outset would not resolve the issue.

Despite the Estate's devoting considerable resource to helping ADC, not least by suggesting specific editorial changes which would meet its concerns, ADC then announced the cancellation of the book.


Czyli rzeczywiście chodziło o zamieszczone listy JRRT.

I dodatkowy komentarz Hammondów: http://www.lotrplaza.com/forum/forum_posts.asp?TID=239504&PID=72799 17#7279917

_________________
http://www.godnedziecinstwo.pl/
Powrót do góry
 
 
Nifrodel
Alsílatiel / Administrator


Dołączył(a): 08 Lis 2001
Wpisy: 2731
Skąd: Ossiriand
Nieobecny(a): panta rhei...

Wysłany: 17-11-2010 18:50    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Dzięki Klemenko Uśmiech Wygląda więc na to, że chodzi przede wszystkim o prawa do listów. No cóż...wszystko wskazuje na to, że trzeba zaczekać do 2043 r hmmmm...
(zaraz, zaraz, ile będę miała wtedy...? boje się hmmmm... ups... kompletny szok! zemdlałem z wrażenia )

_________________
Gwiazdy były dalekie...
Niebo się otwarło
jak gdyby dłoń nieśmiała,
blask się do niej garnął...

~~~~~~~~
Almanach Tolkienowski Aiglos
Eldalairië
Powrót do góry
 
 
M.L.
Uprzedzony, ujadający krzykacz / Administrator


Dołączył(a): 27 Cze 2002
Wpisy: 6015
Skąd: Mafiogród


Wysłany: 17-11-2010 23:02    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

klemenko napisał(a) (zobacz wpis):
No i mamy stanowisko drugiej strony:

I bardzo dobrze. Niedobrze jest kiedy mówi tylko jedna strona. Uśmiech

Cytat:
Czyli rzeczywiście chodziło o zamieszczone listy JRRT.

A ja jednak śmiem wątpić. Trudno można mnie uznać za anty-TE oszołoma, ale czytając to wyjaśnienie sa dwie rzeczy na które warto zwrócić uwagę. fragment

TE napisał(a):
The book in question was presented by ADC as a biography of J R R Tolkien's brother Hilary. However, the publication included numerous personal letters from J R R Tolkien to his brother and from other family members that were reproduced virtually verbatim.

Faktem pozostaje to, że jedynym powodem wydania książki o Hilarym Tolkienie jest jego brat. Jakby to cynicznie nie brzmiało, nie oszukujmy się Hilary jest interesujący tylko ze względu na brata. I nie mam wątpliwości, że jedynym, a przynajmniej głównym powodem publikacji, była chęć opublikowania nieznanych do tej pory materiałów dotyczących J.R.R. Tolkiena.

Uznawszy, że motywy autorów i wydawcy nie były w 100% czyste, pozostaje pytanie czy postawa TE jest czysta.

W tym fragmencie zwracam uwagę na sformułowanie "virtually verbatim" ('prawie dosłownie'), ale 'prawie' stanowi wielką różnicę.

Cytat:
Although ADC's response was to agree to this, what it then did in practice was to paraphrase the letters, something that had been made clear from the outset would not resolve the issue.


I to jest clue, świadczące, że nie koniecznie chodzi o listy. Jako autor mam prawo cytatu i mam prawo do prezentacji materiału źródłowego własnymi słowami.

Cytat:
I dodatkowy komentarz Hammondów: http://www.lotrplaza.com/forum/forum_posts.asp?TID=239504&PID=72799 17#7279917

Od czasu bardzo nieprofesjonalnego ataku tych wybitnych ludzi na książkę Kane'a i jego samego, straciłem dla nich wiele z dawnego szacunku.

Cytując fragment ich postu (pełny tekst pod adresem podanym przez klemenko):

Cytat:
From this it seemed, on the face of it, that author and publisher believed it enough to have only the permission of the owner of physical letters in order to print them. But even a layman may read on the British Library web site that

unpublished manuscripts with an author created before 1989 remain in copyright until at least 2039 and until at least 70 years after the death of the author (whichever is the later date). Where such works are 100 years old and the author has been dead for 50 years, the work may nevertheless be reproduced by the Library for the purposes of research or private study or with a view to publication . Permission for publication itself however must be sought from the copyright owner.

While this copyright information web site adds that

especially with manuscripts and other unpublished sources it is important to distinguish between the owner of the document and the copyright owner. The owner may be the copyright owner, but very often is not. Ownership confers the right to remove, sell, or even destroy unpublished materials, but it does not confer the rights covered by copyright law. A letter from Thomas Hardy to Queen Victoria, for example, may be in the ownership of the present Queen of England, but the Queen cannot publish the letter, or even reproduce it on her Christmas cards, without the permission of the Hardy estate.

Neither of these sites indicates any exceptions even for brief quotation or summarizing with regard to unpublished material. Further, the Oxford Style Manual states that 'fair dealing [i.e. the fair use of copyrighted work] is not usually available for unpublished material unless - even though unpublished - such material has been made generally available’ (2003 edition, p. 493).

Niestety ostatni fragment to tylko interpretacja Hammondów, jak wierzę zgodna z intencjami TE, ale jednak tylko interpretacja.
Twierdzą oni, że nic w podanych fragmentach nie sugeruje, że jakiekolwiek wyjątki są czynione na rzecz krótkich cytowań lub streszczeń. To prawda, ale nic też nie sugeruje, że takie krótkie cytowania i streszczenia są niedozwolone. A cytowany, dla wzmocnienia ich argumentów, Oxford Style Manual, po pierwsze nie jest żadną wykładnią prawa i jego interpretacji, ponadto używa słowa 'usually' czyli 'zazwyczaj'.
I myślę, że tu tkwi diabeł w szczegółach, prawo brytyjskie jest prawem precedensowym. To oznacza, że najprawdopodobniej interpretacja tych przepisów nie jest jednoznaczna, co oznacza, że w sądzie musiałyby się zderzyć dwie interpretacje. Kto by wygrał nie wiemy, ale wydawnictwo uznało, że ma w tej sytuacji gorszą pozycję, co nie znaczy, że nie ma racji. Kwestia w świetle brytyjskiego prawa jest dyskusyjna.
-----------------
EDIT:
I jeszcze jedno. Faktem jest, że treść listów podlega prawu autorskiemu. Czyli nie można ich in extenso publikować bez zgody właściciela praw autorskich. Ale same listy są własnością strony trzeciej, która ma prawo ich użyczyć, sprzedać podarować komu chce. I ta osoba nie może znowu, in extenso, publikować listu, ale ma prawo cytatu i prawo do przedstawiania zawartości pisma. Jedyny obowiązek to dokładne opisanie źródła cytowania, lub streszczenia. W tym wypadku rodzina Hilarego Tolkien dała prawo do wykorzystania własności ich ojca, dziadka. I tak, TE miało prawo żądać by nie cytować listów w całości, ale autorzy mieli prawo opisać własnymi słowami, co J.R.R. Tolkien odpowiedział na list brata.
I dlatego działania TE noszą znamiona cenzury.

_________________
ēl sīla lūmena vomentienguo wieeeeeeeeeelgachny uśmiech
---------------------------------------
For the grace, for the might of our Lord
For the home of the holy
For the faith, for the way of the sword
Powrót do góry
 
 
Wyświetl wpisy z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tolkienowskie -> Tolkienistyka i Posttolkienistyka Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzednia  1, 2

Temat: Tolkien Estate blokuje biografię Hillary'ego Tolkiena (Strona 2 z 2)

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich wpisów
Nie możesz usuwać swoich wpisów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dodawać załączników w tym dziale
Nie możesz ściągać plików w tym dziale

Powered by phpBB2
Copyright © tolkien.com.pl Wszystkie prawa zastrzeżone.