Forum dyskusyjne miłośników twórczości J.R.R. Tolkiena
w sieci od 11/2001
 
Gospoda(0) | Zasady Forum | FAQ | Szukaj | Kalendarz |  Zarejestruj się |  Profil | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości | Zaloguj

"Najważniejsze były same opowieści. Powstały w moich myślach jako rzeczy `dane` i, w miarę jak oddzielnie się pojawiały, tworzyły się między nimi związki. Absorbująca, choć stale przerywana praca (szczególnie dlatego, wyłączając nawet względy życiowe, że myśli ulatywały ku drugiemu biegunowi i podejmowały kwestie językowe): a jednak zawsze miałem poczucie zapisywania czegoś, co już gdzieś było `istniejące`, a nie `wymyślone`." List do Miltoma Waldmana, J.R.R. Tolkien. Listy


Temat: Tolkien Estate blokuje biografię Hillary'ego Tolkiena (Strona 1 z 2)

Idź do strony 1, 2  Następna
  skocz na koniec strony
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tolkienowskie -> Tolkienistyka i Posttolkienistyka Wydruk
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
M.L.
Uprzedzony, ujadający krzykacz / Administrator


Dołączył(a): 27 Cze 2002
Wpisy: 6015
Skąd: Mafiogród


Wysłany: 09-11-2010 10:13    Temat wpisu: Tolkien Estate blokuje biografię Hillary'ego Tolkiena Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Dzisiaj rano dotarła do mnie pośrednio wiadomość od Andrew Comptona, iż Tolkien Estate zablokowało wydanie biografii Hilaryego Tolkiena zatytułowanej Wheelbarrows at Dawn: The Lost of Box of Tolkien Memories (’Taczki o świcie. Znalezione pudełko pamiątek Tolkiena’)
Nie pisaliśmy do tej pory na forum o tej książce, trochę przez gapiostwo, a trochę z premedytacją.
Książka miała się ukazać 4 grudnia 2010 roku. Ale wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, ze się nie ukaże.
Pomimo zmian wprowadzanych w treści ksiażki na życzenie TE, postanowiło ono podjąć kroki sądowe by powstrzymać ta publikację.
Z tego co pisze pan Andrew Compton, TE życzyło sobie usunięcia większości referencji do JRRT.

Jeżeli te wieści okażą się prawdą, to mamy do czynienia z aktem zwykłej cenzury prewencyjnej.
Czym innym jest bowiem ingerowanie czy wręcz blokowanie wydawania tekstów autorstwa samego Tolkiena. Jak bardzo bym bowiem nie uważał tego za głupie, to spadkobiercy mają prawo być głupi i nie zgadzać się na publikacje schedy intelektualnej.
Czym innym jednak blokowanie publikacji opracowania naukowego czy popularno-naukowego, czy nawet popularnego jakim jest biografia. Każdy ma do tego prawo. I oczywiście osoby, które czują się pokrzywdzone, mogą dochodzić swoich praw, ale po publikacji. Blokada publikacji nazywa się cenzurą i jako tak uderza w wolność słowa i wolność badań oraz publikacji ich wyników.
------
Edit: Mam jednak nadzieje, że ktoś pójdzie jednak po rozum do głowy i mimo wszystko do tej publikacji dojdzie.

_________________
ēl sīla lūmena vomentienguo wieeeeeeeeeelgachny uśmiech
---------------------------------------
For the grace, for the might of our Lord
For the home of the holy
For the faith, for the way of the sword
Powrót do góry
 
 
Melinir
Członek Kompanii Thorina


Dołączył(a): 16 Mar 2003
Wpisy: 209
Skąd: Mar Vanwa Tyaliéva


Wysłany: 09-11-2010 22:50    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Zgadzam się, ze jest to cenzura, powstaje jednak pytanie, czy to samo TE zadecydowało, czy np. było to życzenie dzieci Tolkiena? Miały tam być publikowane listy i zdjęcia, być może znalazło się coś, czego publikacja byłaby nie po myśli Priscili, czy Christophera Tolkienów? Jeśli np. były tam jakieś uwagi odnoszące się do żyjących członków rodziny Tolkiena, a niezbyt im się podobające, to mogli wyrazić sprzeciw. Nie usprawiedliwia to oczywiście wstrzymania publikacji, bez podania przyczyn, w dodatku w takich spornych sprawach można spokojnie zrobić tak, by wilk był syty i owca cała - np. publikować fragmenty, omówić, etc.
Oczywiście to gdybanie, bo nie wiemy.
Powrót do góry
 
 
M.L.
Uprzedzony, ujadający krzykacz / Administrator


Dołączył(a): 27 Cze 2002
Wpisy: 6015
Skąd: Mafiogród


Wysłany: 09-11-2010 23:10    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Mamy tutaj kilka problemów:
1) Czy tej sprawy w ogóle dotyczy prawo autorskie?
a) czy dotyczy ono listów (czy listy są traktowane jako utwory czy dokumenty prywatne).
b) czy protest dotyczy listów JRRT czy Hillary'ego.

2) Czy użyli listów i innych materiałów w ramach obowiązującego prawa cytowanie, czy je przekroczyli?

3) Czy wreszcie protest dotyczył samego faktu publikowania materiałów o charakterze źródłowym, czy tego co w tych materiałach było zawarte?

4) Formalnie przestępstwo nie zaistniało, gdyż do publikacji nie doszło.

Niestety działanie na rzecz wstrzymania publikacji danego tekstu, jeżeli nie mamy do czynienia ze stwierdzonym przez sąd naruszeniem praw autorskich, jest działaniem mającym cechy działań cenzorskich.

I wreszcie ostatnia rzecz, naruszaniem dobrego imienia jest propagowanie kłamstw na temat danej osoby, a nie propagowanie prawdy, nawet tej najbardziej przykrej. Nie wiem co było w tej książce, nie wiem czy była to prawda czy fałsz, ale badacz nie jest do tego by głaskać po główce, a przynajmniej nie powinien być do tego.

_________________
ēl sīla lūmena vomentienguo wieeeeeeeeeelgachny uśmiech
---------------------------------------
For the grace, for the might of our Lord
For the home of the holy
For the faith, for the way of the sword
Powrót do góry
 
 
Nifrodel
Alsílatiel / Administrator


Dołączył(a): 08 Lis 2001
Wpisy: 2731
Skąd: Ossiriand
Nieobecny(a): panta rhei...

Wysłany: 10-11-2010 00:14    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Na www.theonering.net piszą:

Cytat:
I am sorry to have to advise that despite the tremendous work and dedication to this project by Angela Gardner, Neil Holford, the Publishers, designers, artists, and financial backing by ADC Publications Ltd I have no choice but to cancel the publication of the book for legal reasons.

Despite many revisions and changes made at the insistence of The Tolkien Estate it appears that The Tolkien Estate will seek to take court action to prevent the release of this book regardless. Everyone involved in the publication has worked hard to meet the requests of The Tolkien Estate time and time again, however it would be misleading to release a Biography on Hilary Tolkien without proper reference to his close relationship with his brother.

The launch event on Saturday 4th December has therefore been cancelled and a full refund will be made shortly to anyone has placed advanced orders.

Best wishes
Andrew Compton”


Oznacza to, że musiały się znaleźć w tej publikacji takie materiały, których TE nie pozwoliło opublikować. Pytanie, jakie? hmmmm...

Dziwi, że nawet wielokrotne poprawki naniesione pod dyktando The Tolkien Estate nie zadowoliły instytucji i jest gotowa egzekwować swoje prawa:

M.L. napisał(a) (zobacz wpis):

Mamy tutaj kilka problemów:
1) Czy tej sprawy w ogóle dotyczy prawo autorskie?


Skoro skutecznie straszyli sądem, najwyraźniej tak. hmmmm...
Zwłaszcza, że autorom rzetelność badawcza najwyraźniej nie pozwoliła na obcięcie wszystkiego, co mogłoby być przedmiotem dociekań ze strony prawnej. Uznali, że to zaszkodzi książce i ze smutkiem trzeba się zgodzić, że lepiej porzucić niemal skończoną pracę niż zgodzić się na zbyt okrojoną publikację, albo ocenzurowaną hmmmm... .

My mieliśmy kiedyś cenzurę polityczną, w Anglii mają cenzurę kapitalistyczną. Uśmiech

Swoją drogą, to absurdalne, że takie wypociny jak książeczka o kuszeniu zła przez Tolkiena I. Smadji czy buble w stylu Porady lecznicze a la Tolkien Gregorutti i Vassallo zarabiają na Tolkienie aż furczy, a normalna książka biograficzna ma kłopoty z publikacją Nic nowego .

M.L. napisał(a) (zobacz wpis):
a) czy dotyczy ono listów (czy listy są traktowane jako utwory czy dokumenty prywatne).


List to dokument prywatny. Skoro właściciel listu może go sprzedać za wielkie pieniądze na aukcji a Tolkien Estate nic do tego Nie Nie to równie dobrze można fragment listu przytoczyć w książce i Tolkien Estate również nie powinna nadmiernie się czepiać. Pytanie, jak wiele różnych cytatów, ilustracji i zdjęć znajduje się w książce? Być może tyle, że Tolkien Estate rościło sobie słuszne prawo własności? Uśmiech Saurona ;D

M.L. napisał(a) (zobacz wpis):
b) czy protest dotyczy listów JRRT czy Hillary'ego.


To jest pytanie. hmmmm...

M.L. napisał(a) (zobacz wpis):
2) Czy użyli listów i innych materiałów w ramach obowiązującego prawa cytowanie, czy je przekroczyli?3) Czy wreszcie protest dotyczył samego faktu publikowania materiałów o charakterze źródłowym, czy tego co w tych materiałach było zawarte?


Zależy jak rozumieć "many revisions and changes" hmmmm... Gdyby nie przekroczyli obowiązującego prawa, Tolkien Estate nie mogłaby im grozić. Pytanie, na ile jest możliwe napisanie rzetelnej biografii, w której nie znajdzie się nadmiar rzeczy "objętych prawem własności". hmmmm...
Czy poprawiali swoje błędy? Czy zmieniali coś "niewygodnego" dla rodziny na przykład? Czy rewidowali wedle jakiejś "poprawności politycznej"?

A może po prostu w którymś momencie nie zgodzili się na pewne zmiany i w zamian dostali niedwuznaczną groźbę. Uśmiech Saurona ;D

Cytat:
4) Formalnie przestępstwo nie zaistniało, gdyż do publikacji nie doszło.


Widocznie prawnicy mieli działające na wyobraźnię środki perswazji, czas i zaplecze, by się nimi posłużyć (w końcu za to im płacą). Uśmiech Saurona ;D Zaś autorzy wiele do stracenia (zwłaszcza w sensie finansowym). Spox

M.L. napisał(a) (zobacz wpis):
Niestety działanie na rzecz wstrzymania publikacji danego tekstu, jeżeli nie mamy do czynienia ze stwierdzonym przez sąd naruszeniem praw autorskich, jest działaniem mającym cechy działań cenzorskich.


Wiesz, rodzinę można zrozumieć, że nie chce aby ktoś rozgrzebywał życiorys pisarza i naświetlał różnorodne powiązania. Nikt nie lubi naruszania swojej prywatności. Ba! Sam Tolkien był szalenie sceptycznie nastawiony względem biografii, nawet wobec pełnej peanów książeczki biograficznej Williama Ready'ego Understanding Tolkien zachował pełną rezerwy niechęć. Co się dziwić, że rodzina egzekwuje prawo.
Pytanie, czy prawa nie nadużywa?


M.L. napisał(a) (zobacz wpis):
I wreszcie ostatnia rzecz, naruszaniem dobrego imienia jest propagowanie kłamstw na temat danej osoby, a nie propagowanie prawdy, nawet tej najbardziej przykrej. Nie wiem co było w tej książce, nie wiem czy była to prawda czy fałsz, ale badacz nie jest do tego by głaskać po główce, a przynajmniej nie powinien być do tego.


Wiesz, być może w takiej formie jak wymarzyli sobie autorzy ta książka nie powstanie. Może chcieli zmieścić w niej za dużo? Nie wiem, czy gdyby książka skupiała się wyłącznie na rewizji stosunków między braćmi, bez prezentowania ich twórczości plastycznej, zdjęć, listów, byłaby możliwa do zablokowania. Uśmiech Saurona ;D

Zobacz J.R.R Tolkien Artist and Illustrator - redagowany przez W. Hammonda i Ch. Scull - rzetelne opracowanie pobłogosławione przez Tolkien Estate. Uśmiech Saurona ;D Czyli najwyraźniej można.
Pytanie, jakie są ograniczenia. hmmmm...

Przypuszczalnie nie natury finansowej, hmmmm... skoro w niekomercyjnym i niedochodowym Aiglosie nr 5 nie dostaliśmy zgody na przedruk malutkich ilustracji Tolkiena w artykule Ty Rosenthal, porównujących prace plastyczne Tolkiena z przykładami stylistyki ruchu Arts and Crafts. Uśmiech Saurona ;D

To, że Tolkien Estate nie mówi jasno o ograniczeniach, nie tłumaczy kryteriów, jakie trzeba spełniać, aby dostać zgodę, ani nie wyjaśnia dlaczego nie pozwala na publikację, jest zastanawiające. Spox Dyktowanie rewizji i zmian w biografii - również. nio nie wiem

_________________
Gwiazdy były dalekie...
Niebo się otwarło
jak gdyby dłoń nieśmiała,
blask się do niej garnął...

~~~~~~~~
Almanach Tolkienowski Aiglos
Eldalairië
Powrót do góry
 
 
M.L.
Uprzedzony, ujadający krzykacz / Administrator


Dołączył(a): 27 Cze 2002
Wpisy: 6015
Skąd: Mafiogród


Wysłany: 10-11-2010 02:46    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Nifrodel napisał(a) (zobacz wpis):
Oznacza to, że musiały się znaleźć w tej publikacji takie materiały, których TE nie pozwoliło opublikować. Pytanie, jakie? hmmmm...

Mozna domyslać się, że chpodzi o listy ewentualnie ilustracje i zdjęcia. Pytanie czy tylko o listy samego Tolkiena, czy takze te Hillarego?

Cytat:
Skoro skutecznie straszyli sądem, najwyraźniej tak. hmmmm...
Zwłaszcza, że autorom rzetelność badawcza najwyraźniej nie pozwoliła na obcięcie wszystkiego, co mogłoby być przedmiotem dociekań ze strony prawnej. Uznali, że to zaszkodzi książce i ze smutkiem trzeba się zgodzić, że lepiej porzucić niemal skończoną pracę niż zgodzić się na zbyt okrojoną publikację, albo ocenzurowaną hmmmm... .

A ja nie jestem przekonany. Nie zdziwił bym się jakby to był rodzaj blefu. Mozę nie zupełnego, ale powiedzmy sytuacja była na tyle niejasna i ewentualny wyrok sądowy na tyle nie pewny, ze wydawnictwo postanowiło nie podejmować ryzyka długiego i kosztownego procesu.

Cytat:
My mieliśmy kiedyś cenzurę polityczną, w Anglii mają cenzurę kapitalistyczną. Uśmiech

Tak bym tego nie nazwał. To raczej cenzura korporacyjna. Wielkie korporacje wykorzystują dostępne sobie narzędzia prawne i finansowe by manipulować systemem na swoją korzyść.

Cytat:
Swoją drogą, to absurdalne, że takie wypociny jak książeczka o kuszeniu zła przez Tolkiena I. Smadji czy buble w stylu Porady lecznicze a la Tolkien Gregorutti i Vassallo zarabiają na Tolkienie aż furczy, a normalna książka biograficzna ma kłopoty z publikacją Nic nowego .

I to jest rzeczywiście paradoks, że nędzne wypociny się mogą ukazywać, a rzeczy potencjalnie interesujące i wartościowe nie.

Cytat:
List to dokument prywatny. Skoro właściciel listu może go sprzedać za wielkie pieniądze na aukcji a Tolkien Estate nic do tego Nie Nie to równie dobrze można fragment listu przytoczyć w książce i Tolkien Estate również nie powinna nadmiernie się czepiać. Pytanie, jak wiele różnych cytatów, ilustracji i zdjęć znajduje się w książce? Być może tyle, że Tolkien Estate rościło sobie słuszne prawo własności? Uśmiech Saurona ;D

No więc właśnie warto by wiedzieć, jak to jest w brytyjskim systemie prawnym, tym bardziej, że bazuje on na precedensach. Może właśnie na tym polegał blef, że prawnicy dowodzili, że list podpada pod kategorię utworu. I ich argumenty były na tyle silne, ze szykował się długi proces i wydawca sobie odpuścił.

Cytat:
Zależy jak rozumieć "many revisions and changes" hmmmm... Gdyby nie przekroczyli obowiązującego prawa, Tolkien Estate nie mogłaby im grozić.

W Wielkiej Brytanii i nieco mniejszym stopniu w USA prawo ma charakter precedensowy, czyli zostawia duży margines swobody na interpretacje i ucieranie poglądów stron procesu. To jest źródłem elastyczności, ale i braku, w wielu wypadkach, jasnych zasad. I tą szara strefę sprawni prawnicy potrafią skutecznie wykorzystać. Teza iż przekroczyli granice może być kwestia interpretacji konkretnych przepisów. Sprawa jednak musiała budzić na tyle dużo wątpliwości, ze wydawca zrezygnował z dalszej walki.

Cytat:
Pytanie, na ile jest możliwe napisanie rzetelnej biografii, w której nie znajdzie się nadmiar rzeczy "objętych prawem własności". hmmmm...
Czy poprawiali swoje błędy? Czy zmieniali coś "niewygodnego" dla rodziny na przykład? Czy rewidowali wedle jakiejś "poprawności politycznej"?
A może po prostu w którymś momencie nie zgodzili się na pewne zmiany i w zamian dostali niedwuznaczną groźbę. Uśmiech Saurona ;D

I to jest ważne pytanie, na jakie poszli modyfikacje? Tego jednak nie wiemy i trudno spekulować.

Cytat:
Widocznie prawnicy mieli działające na wyobraźnię środki perswazji, czas i zaplecze, by się nimi posłużyć (w końcu za to im płacą). Uśmiech Saurona ;D Zaś autorzy wiele do stracenia (zwłaszcza w sensie finansowym). Spox

Tylko dlatego nazwałem to cenzura prewencyjną. Bo mogę sobie do szuflady napisać co chcę. Na przykład 800 stron o utajonym życiu Nifrodel. Język wieeeeeeeeeelgachny uśmiech W tym może nie być nawet strony prawdy, ale póki tego nie opublikuję przestępstwa w świetle prawa nie ma.
A mówię o sytuacji kłamstwa, a nie publikacji informacji prawdziwych choć może przykrych.

Cytat:
Wiesz, rodzinę można zrozumieć, że nie chce aby ktoś rozgrzebywał życiorys pisarza i naświetlał różnorodne powiązania. Nikt nie lubi naruszania swojej prywatności.

Też to mogę zrozumieć. Ale pamiętajmy ochrona dobrego imienia to kwestia walki z rozpowszechnianiem kłamstw, a nie rozpowszechnianiem informacji prawdziwych, choć być może przykrych. Tymczasem prawem badacza jest, a przynajmniej powinno być, dochodzenie do prawdy a nie wznoszenie pomników.

Cytat:
Wiesz, być może w takiej formie jak wymarzyli sobie autorzy ta książka nie powstanie. Może chcieli zmieścić w niej za dużo? Nie wiem, czy gdyby książka skupiała się wyłącznie na rewizji stosunków między braćmi, bez prezentowania ich twórczości plastycznej, zdjęć, listów, byłaby możliwa do zablokowania. Uśmiech Saurona ;D

Tak bym zrobił. Zostawiłbym listy Hilarego i osób trzecich in extenso, natomiast w przypadku listów Tolkiena albo bym omówił ich treść, ewentualnie wykorzystał fragmenty w ilości nie naruszającej prawa do cytowania. Pytanie, czy tego właśnie nie zrobiono. Ale tego oczywiście nie wiemy.

Cytat:
Zobacz J.R.R Tolkien Artist and Illustrator - redagowany przez W. Hammonda i Ch. Scull - rzetelne opracowanie pobłogosławione przez Tolkien Estate. Uśmiech Saurona ;D Czyli najwyraźniej można.

To nie o to chodzi, ze nie można, bo wiemy, ze można. Problem w tym dlaczego w tym wypadku nie można?

Cytat:
To, że Tolkien Estate nie mówi jasno o ograniczeniach, nie tłumaczy kryteriów, jakie trzeba spełniać, aby dostać zgodę, ani nie wyjaśnia dlaczego nie pozwala na publikację, jest zastanawiające. Spox Dyktowanie rewizji i zmian w biografii - również. nio nie wiem

I dokłądnie o to chodzi.

----------------------
EDIT: Tak na dodatek każdy może sobie przejrzeć sobie jak obecnie wygląda ustawa o prawie autorskim w Wielkiej Brytanii - http://www.legislation.gov.uk/ukpga/1988/48/contents

_________________
ēl sīla lūmena vomentienguo wieeeeeeeeeelgachny uśmiech
---------------------------------------
For the grace, for the might of our Lord
For the home of the holy
For the faith, for the way of the sword


Ostatnio zmieniony przez M.L. dnia 10-11-2010 03:48, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
 
 
TallisKeeton
Brehon


Dołączył(a): 11 Lis 2001
Wpisy: 1775
Skąd: Oleśnica


Wysłany: 10-11-2010 02:53    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Nifrodel napisał(a) (zobacz wpis):

To, że Tolkien Estate nie mówi jasno o ograniczeniach, nie tłumaczy kryteriów, jakie trzeba spełniać, aby dostać zgodę, ani nie wyjaśnia dlaczego nie pozwala na publikację, jest zastanawiające.

Pytanie, jakie są ograniczenia. hmmmm...


Z tego co czytam tu i na innych stronach o paru podobnych sprawach wynika, że ograniczenia te polegają na widzimisię w zależności od tekstu. W każdej publikacji coś się znajdzie, zgodnie z regułą dajcie mi człowieka a paragraf na niego się znajdzie.
poz Uśmiech
tal

_________________
Nigdy nie powstanie dzieło, które odda głębię trylogii. Cóż nam pozostaje? Wyrosnąć w końcu z młodzieńczego hasła "ja bym to lepiej zrobił", gdyż "lepiej" jest pojęciem względnym, subiektywnym."
Powrót do góry
 
 
M.L.
Uprzedzony, ujadający krzykacz / Administrator


Dołączył(a): 27 Cze 2002
Wpisy: 6015
Skąd: Mafiogród


Wysłany: 11-11-2010 02:22    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

TallisKeeton napisał(a) (zobacz wpis):
Z tego co czytam tu i na innych stronach o paru podobnych sprawach wynika, że ograniczenia te polegają na widzimisię w zależności od tekstu. W każdej publikacji coś się znajdzie, zgodnie z regułą dajcie mi człowieka a paragraf na niego się znajdzie.


Ważne jest jedno, co należy podkreślić za TAO:

TAO napisał(a):
To, że działania TE okazały się skuteczne, nie świadczy o tym, że ich roszczenia były uzasadnione. Mogły być, owszem – ale pewność moglibyśmy mieć dopiero po procesie, a nie po ugodzie przedprocesowej, a tym bardziej – po kapitulacji strony słabszej. Kapitulacja nigdy nie jest dowodem słuszności roszczeń przeciwnika.
pełny wpis i inne zob. http://www.elendilion.pl/2010/11/09/ksika-o-hilarym-tolkienie-odwoana/# comments

Jednocześnie wyjaśniam dlaczego użyłem terminu cenzura, może nieco na wyrost, ale także po to by pokazać czym grożą tego typu działania i czemu należy je piętnować.
Można twierdzić, ze cenzura dotyczy tylko i wyłącznie działań państwa. Dlaczego uważam inaczej? Oczywiście cenzurę instytucjonalną formalnie rzecz ujmując może uprawiać tylko administracja państwowa. A jednak terminu cenzura używamy także w sytuacja, gdy nie jest ona bezpośrednio zaangażowana w proces zatrzymywania takiej czy innej publikacji. W końcu używamy terminów: cenzura wewnętrzna (inaczej odredakcyjna) czy autocenzura.
Słowo cenzura nie odnosi się wyłącznie do oficjalnych działań państwa w takiej czy innej postaci.

W tym konkretnym przypadku mamy do czynienia z z chęcią zatrzymania publikacji, mimo prób porozumienia, można się domyślać, że powodem jest drażliwość takich czy innych informacji. Z tej perspektywy działanie to choć w swojej metodologii różne od instytucjonalnej cenzury prewencyjnej, jednocześnie wypełnia merytoryczne uwarunkowania takiej cenzury, tak wiec nosi znamiona cenzury prewencyjnej.

Mogę zrozumieć i rozumiem, że rodzinie nie jest przyjemnie czytać pewne rzeczy, tak jak nie było przyjemnie żonie Kapuścińskiego, dzieciom krakowskiej profesury, czy potomkom brytyjskich kolaborantów z Wysp Normandzkich z okresu II wojny światowej. Ale niestety dla nich a na szczęście dla prawdy badacz, w tym wypadku biograf, ma prawo publikować nawet najprzykrzejsze rzeczy, pod warunkiem, źe są one prawdziwe lub przynajmniej wystarczająco udokumentowane w dostępnych dla niego materiałach źródłowych.

Cynicznie mógłbym powiedzieć, że potomkowie J.R.R. Tolkiena czerpią korzyści materialne i prestiżowe z faktu sławy i popularności ojca, niestety medal ma dwie strony, druga strona to koszt tej sławy.

_________________
ēl sīla lūmena vomentienguo wieeeeeeeeeelgachny uśmiech
---------------------------------------
For the grace, for the might of our Lord
For the home of the holy
For the faith, for the way of the sword
Powrót do góry
 
 
Miriel
Powiernik Pierścienia


Dołączył(a): 10 Paź 2006
Wpisy: 986
Skąd: Vinyamar
Nieobecny(a): ...the waves are washing over half forgotten memory...

Wysłany: 11-11-2010 11:21    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Napiszę ogólnie, bo dokładnie o co chodzi w tej konkretnej sprawie i jakie są konkretne powody wstrzymania tej publikacji, nie wiem.

Ale razi mnie powoływanie się tak mocno na cenzurę i wolność słowa. Ja rozumiem, to chwytliwe, mocne, każdego rusza, zaraz każdy może poczuć się osobiście zagrożony w swojej wolności słowa, jakby niepowiedzenie czegoś z jakichś powodów od razu miało prowadzić do dyktatury, zniewolenia i cenzury ogólnej. Ja rozumiem, że zaraz mogę usłyszeć, że "tak to się zaczyna od małego", że od szczegółów, od małej cenzury zaczyna się duża dyktatura, ale mnie takie teksty nie przekonują. Ja uważam, że są też jakieś środki, jakieś kompromisy, a nie tylko skrajności. Uważam, że są różne sprawy, kryminalne, dotyczące przestępstw, naruszania czyjegoś prawa, sprawy polityczne - wtedy rozumiem za zasadne odnoszenie się do haseł wolności słowa i cenzury. Ale odwoływania się do cenzury i wolności słowa, Memelu, w kwestii przyznawania sobie prawa do zaglądania do czyichś listów, uważam za przesadne (delikatnie mówiąc). Uważam, że prawo do wolności słowa nie może usprawiedliwiać naruszania czyjegoś prawa do prywatności. Tak samo jak prawo do wolności słowa nie może naruszać czyjejś godności osobistej, obrażać, pozwalać na nawoływanie do nienawiści i rasizmu, pozwalać na kłamstwo itp. Są granice wszystkiego, nawet granice, za którymi odwoływanie się do wolności słowa jest po prostu nieetyczne.

Ale rozumiem, że nasza kultura już przewartościowała coś takiego, jak prawo człowieka do prywatności. Szkoda.

Moim zdaniem ani względy naukowe, ani hasła wołające o wolność słowa i straszące cenzurą (sorry, uważam je za populistyczne) nie dają prawa do wtrącania się w czyjeś życie osobiste, prywatne, rodzinne. I tak jak mówię, nie piszę teraz już o tej konkretnej sprawie Tolkiena i Tolkien Estate, to służy mi w tej chwili jako przykład. Ogólnie uważam, że każdy ma prawo do prywatności, do swoich spraw rodzinnych, listów, i tłumy czy naukowcy wcale nie muszą wiedzieć wszystkiego.

Ja wiem, że chcą oni wszystko wiedzieć: w imię badań naukowych, idei, nauki, kultury, wolności, walki z cenzurą i wolności słowa - sorry, dla mnie to nie wystarcza, by grzebać w czyimś życiu prywatnym.

Zauważyłam, że nasza kultura (zachodnia) uważa, że jak ktoś jest osoba publiczną i - jak napisał Memel - czerpie z tej popularności zyski - to obowiązuje jakaś niepisana umowa, że opinia publiczna ma mieć prawo do wiedzy o wszystkim, co dotyczy tej osoby, także do jej życia prywatnego. Nie podoba mi się to i nie zgadzam się z tym. Tu jest jakiś błąd myślenia - twórca, artysta, osoba publiczna daje nam swoją sztukę, swoją twórczość - a niekoniecznie swoją osobę. To jest co innego. Oczywiście są i tacy, którzy sprzedają się całościowo, włącznie z życiem intymnym, ale to jest ich wybór. Czy ich cenimy jako ludzi? Jaka mamy na ich temat opinię? Nie zawsze dobrą. Więc skąd te oburzenie, że ktoś właśnie nie chce sprzedać prywatności na użytek mas? (zaraz usłyszę, że cenzura i wolność słowa, darujcie sobie to).

Kwestia, jak tutaj już napisano, że najpierw powinna się książka ukazać, a potem powinien być proces - tak? A więc lepiej uderzyć, a potem się procesować, czy może jednak lepiej nie uderzyć i nie procesować się? Być może to, co w tej książce miało być napisane, mogło zranić uczucia rodziny Tolkiena. I te uczucia są dla mnie ważne. Przedkładanie w tym wypadku kwestii naukowej i badawczej nad uczucia ludzi uważam za przedmiotowe traktowanie ludzi.

Odwrócę tę sprawę: skoro nie ma żadnych prawnych i politycznych względów, dla których opinia publiczna miałaby prawo wiedzieć o prywatnych i rodzinnych sprawach Tolkienów - rodzina ta nie musi godzić się na sprzedawanie swoich prywatnych spraw.

To, co Tolkien chciał sprzedać, to nie jego życie prywatne i rodzinne, ale opowieści o legendarium.

_________________
noldorski blog
japoński blog
filmowy blog
Powrót do góry
 
 
Wyświetl wpisy z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tolkienowskie -> Tolkienistyka i Posttolkienistyka Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następna

Temat: Tolkien Estate blokuje biografię Hillary'ego Tolkiena (Strona 1 z 2)

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich wpisów
Nie możesz usuwać swoich wpisów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dodawać załączników w tym dziale
Nie możesz ściągać plików w tym dziale

Powered by phpBB2
Copyright © tolkien.com.pl Wszystkie prawa zastrzeżone.