Forum dyskusyjne miłośników twórczości J.R.R. Tolkiena
w sieci od 11/2001
 
Gospoda(0) | Zasady Forum | FAQ | Szukaj | Kalendarz |  Zarejestruj się |  Profil | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości | Zaloguj

"(...)rada to niebezpieczny podarunek, nawet między Mędrcami, a każda może poniewczasie okazać się zła." Gildor, Władca Pierścieni


Temat: "dziwne" hobby- o wartościach zainteresowań (Strona 2 z 2)

Idź do strony Poprzednia  1, 2
  skocz na koniec strony
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tolkienowskie -> Tolkienistyka i Posttolkienistyka Wydruk
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
mONA
Mieszkanka Shire


Dołączył(a): 17 Cze 2002
Wpisy: 745
Skąd: Shire
Nieobecny(a): jestem. gdzieś. gdziekolwiek. w Shire :-)

Wysłany: 17-11-2005 22:25    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Ciężko jest znaleźć pracę, przyznając się do zainteresowań...
A jeszcze trudniej pracować, przynajmniej w firmie prywatnej, której zespół stanowią ludzie "z całkowicie innego bieguna". Na stażu patrzyli się na mnie jak na dziwaka i głupio komentowali, gdy wypsnęło mi się, że miałam świetny trening fechtunku czy byliśmy postrzelać z łuku... Nawet duży szok wywołało to, że śpiewam w "tolkienowskim zespole" i że jedziemy z koncertem do Pragi. Nie wyobrażam sobie mówić przyszłemu pracodawcy, czym tak naprawdę się interesuję i co robię w wolnym czasie. Wolę powiedzieć "uprawiam sport, spaceruję po górach i czytam książki".

Nifrodel ma rację - im mniej pracodawca wie, tym lepiej. Niecodziennie zainteresowania budzą obawy - irracjonalne, bo przecież wiadomo, że praca to jedno a zainteresowania drugie.

_________________
"Niebezpiecznie jest wychodzić za własny próg [...] Trafisz na gościniec i jeżeli nie powstrzymasz swoich nóg, ani się postrzeżesz, kiedy cię poniosą."

Moje Śródziemie
Powrót do góry
 
 
Zair Ugru-nad
Strażnik Północy


Dołączył(a): 25 Maj 2003
Wpisy: 841
Skąd: z Czwartej Ery


Wysłany: 17-11-2005 22:27    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Achika napisał(a) (zobacz wpis):

No patrzcie, a ja myślałam, że właśnie uczelnie są / powinny być oazą ludzi o szerokich i niesztampowych zainteresowaniach... (przypomina mi się wspomnieniowy tekst o pewnym profesorze biologii z UMCS, który kiedyś czytałam w lokalnej gazecie - pan ten m.in. był aktywnym członkiem Towarzystwa Miłośników Indian lub czegoś podobnego, nie pamiętam, w każdym razie na pewno chodziło o Indian, i brał udział w jego zlotach ^___^). Co innego prywatne firmy - słyszałam od redaktorów pism fantastycznych, że debiutanci często wolą publikować pod pseudonimami, żeby broń Boże szef się nie dowiedział, że poświęcają swój potencjał na sprawy pozasłużbowe. Groza.


Widzisz - czasy sie zmieniły ostatnio, szczególnie w naukach przyrodniczych, w których badania są bardzo funduszożerne. W polskiej nauce robi się wyścig szczurów - od tego, ile publikacji wyda instytut/zakład/katedra zależy, ile otrzyma funduszy na dalsze badania. Skutek chyba jest prosty do przewidzenia - praca, praca, i jeszcze raz praca. Znam osobiście takich, co potrafią wyrabiać 200% normy - są właśnie takimi "ideałami" - nie rozpraszają swojego umysłu na sprawy nie związane z pracą naukową. Ale jednocześnie niestety wyznaczają poprzeczkę - skoro oni mogą, to czemu nie inni? Poza tym jest jeszcze jedna rzecz - profesor stoi na zupełnie innej pozycji niż adiunkt czy doktorant, którzy często są po prostu wyrobnikami.

W prywatnych firmach jest bardzo różnie, ale w wielu przypadkach kadrze kierowniczej z trudem przychodzi zrozumienie, że jedną z podstawowych metod motywacji do pracy jest uszanowanie pracownika jako człowieka z pełnymi prawami do posiadania i spędzania wolnego czasu w sposób, jaki on sam tego pragnie, w tym do posiadania niekonwencjonalnych pasji. Co nie oznacza, że takie miejsca pracy nie istnieją.

Achika napisał(a) (zobacz wpis):

Valhalla napisał(a) (zobacz wpis):

Kiedyś zauważyłam taką dziwną zależność pomiędzy rodzajem pasji a środkami służącymi do jej realizacji. Zainteresowania takie, jak np. w dziedzinie sportu - tenis, narciarstwo, wspinaczka, nawet paralotniarstwo - pomimo, że potrafią absorbować bardzo dużo czasu, nie są potępiane. Dlatego chyba, że do ich realizacji wykorzystuje się powszechnie cywilizacyjne współczesne zdobycze - na przykład drogi sprzęt, odzież i tak dalej.


Hm... nie wiem, jak sformułować zdanie, żebyś się nie obraziła, ale chyba ze specyficznymi ludźmi masz do czynienia... A poza tym - przecież oprzyrządowanie rycerskie potrafi być co najmniej równie kosztowne, więc argument [tych ludzi] jest nietrafiony.


Dlaczego mam się obrazić? Nie do końca rozumiem Twoją myśl. Od razu Cię uprzedzę, że NIE MAM do czynienia z idiotami. W swojej wypowiedzi zaznaczyłam wyraźnie, że mam na myśli wydatki na realizacje zainteresowań korzystających z najnowszych zdobyczy cywilizacyjnych. Oznacza to, że ogólnie rzecz biorąc bardziej zrozumiałe jest wydanie 2000 złotych na kable do sprzętu HIFI niż na replikę miecza, wykonaną przy zastosowaniu historycznych technologii kucia głowni. Jest to moja bardzo ogólna obserwacja.

Achika napisał(a) (zobacz wpis):

Valhalla napisał(a) (zobacz wpis):

Niestety w większości przypadków przyznanie się do takich zainteresowań np. w CV, utrudnia bardzo zdobycie pracy.

Piszesz na podstawie doświadczeń swoich, swoich znajomych, czy tylko tak ogólnie? Bo ja znam zupełnie przeciwny przypadek - na własne oczy widziałam życiorys kumpla, w którym podkreślał on swoje aktywne zainteresowanie walkami wschodu, fantastyką i grami bitewnymi i jakoś nie miał problemów z zatrudnieniem się.


Piszę to na podstawie wiadomości, jakie udało mi się posiąść na szkoleniu dla pracodawców zorganizowanym przez jedną z firm zajmujących się rekrutacją. Po jednym z wykładów akurat wywiązała się dyskusja na temat właśnie zainteresowań, jakie ludzie umieszczają w CV i reakcji różnych pracodawców.

Achika napisał(a) (zobacz wpis):

Valhalla napisał(a) (zobacz wpis):
Wielka szkoda, że we współczesnym świecie, w atmosferze pogoni za pieniędzmi i karierą, nawet niecodzienne zainteresowania zaczynają należeć do wartości deficytowych...

Val, a w jakim "niewspółczesnym" świecie oryginalne zainteresowania były akceptowane? Możesz podać parę przykładów? Bo mnie się zdaje, że 100 lat temu albo dawniej to raczej ludzi z bardzo górnych warstw społecznych było stać (finansowo, czasowo i społecznie) na zajęcia typu kolekcjonowanie motyli, a wśród większości społeczeństwa takie zainteresowania byłyby traktowane jak fanaberie i tępione (ale podkreślam, że to tylko mój domysł).

Na tym forum mam nicka "Valhalla" i bardzo proszę o nie skracanie jego. Nic nowego
Moja wypowiedź odnosi się _wyłącznie_ do świata współczesnego. Czasy się zmieniły i to bardzo. Dzisiaj ćwiczymy średniowieczne sztuki walki starajac się je odtworzyć, wydajemy kasę na repliki broni i uzbrojenie, a w średniowieczu ćwiczono te sztuki walki po to, by je zastosować w realnych sytuacjach. Jazda konna jest dzisiaj dla nas niecodzienną formą spędzania wolnego czasu - kiedyś koń byl podstawowym "środkiem" komunikacji. Chodzi mi o to, że większość niecodziennych zainteresowań, jakie ten temat porusza, kiedyś, przed laty było normalnymi elementami życia. To, że wśród codziennego współczesnego zgiełku do tego wracamy, oznacza, że czegoś nam brakuje, że tęsknimy za tym, co daje nam wytchnienie, odpoczynek od cywilizacyjnego wyścigu szczurów.

_________________
"A warrior does not give up what he loves,
he finds the love in what he does".
Dan Millman
Powrót do góry
 
 
Achika
Weteran Bitwy Pięciu Armii


Dołączył(a): 23 Lut 2004
Wpisy: 446
Skąd: Lublin


Wysłany: 18-11-2005 09:38    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Nifrodel, cóż ja mogę powiedzieć - bardzo Ci współczuję. A na trening nikt od nas z pracy nie wychodzi, bo mamy je w godzinach wieczornych lub w weekendy.

Valhalla napisał(a) (zobacz wpis):

W swojej wypowiedzi zaznaczyłam wyraźnie, że mam na myśli wydatki na realizacje zainteresowań korzystających z najnowszych zdobyczy cywilizacyjnych. Oznacza to, że ogólnie rzecz biorąc bardziej zrozumiałe jest wydanie 2000 złotych na kable do sprzętu HIFI niż na replikę miecza, wykonaną przy zastosowaniu historycznych technologii kucia głowni. Jest to moja bardzo ogólna obserwacja.


A, to źle Cię zrozumiałam - myślałam, że chodzi ogólnie o uprawianie "drogich" hobby, a nie "nowoczesnych". Bo fakt, wydawanie pieniędzy na miecz jest zdecydowanie mniej akceptowane w społeczeństwie ^___*.

Valhalla napisał(a) (zobacz wpis):

Na tym forum mam nicka "Valhalla" i bardzo proszę o nie skracanie jego.


Tak? Przepraszam, miałam wrażenie, że ktoś się tu do Ciebie tak zwracał.

Valhalla napisał(a) (zobacz wpis):

Moja wypowiedź odnosi się _wyłącznie_ do świata współczesnego.


Aha, czyli znowu źle Cię zrozumiałam.

Valhalla napisał(a) (zobacz wpis):

Czasy się zmieniły i to bardzo. Dzisiaj ćwiczymy średniowieczne sztuki walki starajac się je odtworzyć, wydajemy kasę na repliki broni i uzbrojenie, a w średniowieczu ćwiczono te sztuki walki po to, by je zastosować w realnych sytuacjach. Jazda konna jest dzisiaj dla nas niecodzienną formą spędzania wolnego czasu - kiedyś koń byl podstawowym środkiem komunikacji. Chodzi mi o to, że większość niecodziennych zainteresowań, jakie ten temat porusza, kiedyś, przed laty było normalnymi elementami życia. To, że wśród codziennego współczesnego zgiełku do tego wracamy, oznacza, że czegoś nam brakuje, że tęsknimy za tym, co daje nam wytchnienie, odpoczynek od cywilizacyjnego wyścigu szczurów.


Ech. I tak mamy szczęście, że nie żyjemy w latach 50-60 ubiegłego wieku, kiedy to zainteresowania "rycerskie" stawiałyby nas automatycznie w gronie osób wysoce podejrzanych, a może wręcz wrogów ludu ^___*

_________________
Dlaczego nie lubimy SF?
Powrót do góry
 
 
Nifrodel
Alsílatiel / Administrator


Dołączył(a): 08 Lis 2001
Wpisy: 2731
Skąd: Ossiriand
Nieobecny(a): panta rhei...

Wysłany: 02-08-2006 20:26    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Myślę, że warto wrócić do tematu Uśmiech Przeczytałam niedawno opinię, która świetnie uzupełnia wypowiedzi przytoczone w pierwszym wpisie.
W swojej książce: Splintered Light. Logos and Language in Tolkien's worldprofesor Verlyn Flieger tak odpowiada na pytanie dlaczego warto czytać Tolkiena Uśmiech

Tłumaczenie tego fragmentu jest autorstwa Nellelórë Lubimy się

Verlyn Flieger, Splintered Light. Logos and Language in Tolkien's world napisał(a):

Dlaczego ktokolwiek miałby czytać Tolkiena? Dla odświeżenia i rozrywki. Dlaczego ktokolwiek miałby traktować to, co pisał, poważnie - tak poważnie (a to znaczy: naprawdę bardzo poważnie) jak traktował to sam Tolkien? Bo to pisarstwo jest twarde, bezkompromisowe, uczciwe. Bo bezpośrednio - choć tylko w wyobraźni - mierzy się z tymi dwoma niewygodnymi, żenującymi, nawet zakazanymi tematami, od których nasze czasy uciekają: ze śmiercią i z relacjami pomiędzy ludzkością i Bogiem. Jeśli rzeczywiście będziemy czytać Tolkiena, i jeśli naprawdę będziemy go traktować poważnie, możemy nauczyć się czegoś o nas samych - nauczyć się sporo o tym, czego nie wiedzieliśmy, i nawet więcej o tym, co kiedyś wiedzieliśmy, a potem zapomnieliśmy.

Tolkien oferuje nam kontakt z tym, co nadnaturalne; otwiera nasze oczy na to, co cudowne; daje nam, choćby nawet na krótko, wszechświat pełen piękna, znaczenia i celu. To, czy taki wszechświat naprawdę istnieje, jest mniej ważne niż ta niezaprzeczalna prawda, że bardzo go potrzebujemy, że głęboko nas niepokoi jego brak i możliwa konieczność stworzenia go sobie - lub odtworzenia - samemu. Tolkien pokazuje nam, jak to zrobić.

A ponad wszystko - zwraca nam słowa, te wymęczone, stare żetony, zniszczone od używania, i sprawia, że znów są nowe w całej swej mocy, różnorodności i magii. Przypomina nam to, co zapomnieliśmy, to, że "zaklęcie" [ang. "spell"] jest i rzeczownikiem, i czasownikiem, że oznacza zarówno czar, jak i tworzenie słów z liter, i że użycie go w którymkolwiek z tych sensów zawsze oznacza użycie go w obu z nich.

W Przedmowie do pierwszego wydania pytałam: "Dlaczego ktokolwiek miałby czytać Tolkiena?" Moja ówczesna odpowiedź to: "Dla odświeżenia i rozrywki." Teraz wiem więcej o Tolkienie i o tym, co pisał, niż wtedy, i poprawiłabym moją oryginalną odpowiedź na taką: "Dla odświeżenia i rozrywki i, co nawet ważniejsze, dla głębszego zrozumienia dwuznaczności dobra i zła oraz etycznych i moralnych dylematów świata nieustannie uwikłanego w wojny z samym sobą."


Podpisałabym się pod ta wypowiedzią i myślę, że wielu z nas także Uśmiech Jestem za

_________________
Gwiazdy były dalekie...
Niebo się otwarło
jak gdyby dłoń nieśmiała,
blask się do niej garnął...

~~~~~~~~
Almanach Tolkienowski Aiglos
Eldalairië
Powrót do góry
 
 
Lomendil
Strażnik Północy


Dołączył(a): 17 Cze 2006
Wpisy: 788

Nieobecny(a): in tenebris

Wysłany: 03-08-2006 09:44    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Valhalla napisał(a) (zobacz wpis):
Achika napisał(a) (zobacz wpis):

No patrzcie, a ja myślałam, że właśnie uczelnie są / powinny być oazą ludzi o szerokich i niesztampowych zainteresowaniach...


Widzisz - czasy sie zmieniły ostatnio, szczególnie w naukach przyrodniczych, w których badania są bardzo funduszożerne. W polskiej nauce robi się wyścig szczurów [...] Poza tym jest jeszcze jedna rzecz - profesor stoi na zupełnie innej pozycji niż adiunkt czy doktorant, którzy często są po prostu wyrobnikami.


Niestety, są to smutne prawdy. Uczelnie, a przynajmniej postrzegane z perspektywy poszczególnych instytutów, robią się strasznie "specjalistyczne" i ksenofobiczne w odniesieniu do różnorakich zainteresowań. Mnie np. traktowano zawsze jako osobnika pośledniejszej kategorii, bo nie zachwycałem się Horacym i Tukidydesem, wolałem "wieki ciemne"... a niektórzy z profesorów myśleli, że staroangielski to język... Shakespeare'a i sądzili, że irlandzki to jakaś odmiana angielskiego [sic!!!!] Kiedyś przez pomyłkę do teczek doktorantów trafiła prośba o propozycję zajęć - więc złożyłem odpowiedni projekt, że mógłbym prowadzić zajęcia nt. mitologii germańskiej w świetle autorów klasycznych, tzw. interpretatio Romana - nawet nie było reakcji... Owszem, jak ktoś jest już profesorem i ma dobre układy wewnątrz instytutu, pozwalają mu zajmować się także tym, co lubi...
Co do Tolkiena zaś, aby pozostać w temacie: owszem, zauważyłem, że na uniwersytecie dużo osób się przyznaje do fascynacji, ale tak jakoś pobocznie: tak, znam, czytałem, podobało mi się - i na tym koniec, bo to przecież niepoważne, nie licuje z moją godnością jako pracowanika naukowego... Są, oczywiście, wyjątki, ale dla większości charakterystyczne jest podejście opisane przez innych.
Aczkolwiek przyznam się, że kilka razy, dla wyjaśnienia pewnych pojęć czy obrazów np. w tekstach greckich, odwoływałem się do LOTR itd., i niektórzy studenci dzięki temu łatwiej "załapywali" Uśmiech

_________________
Friends help you move. Real friends help you move bodies.
Powrót do góry
 
 
Nifrodel
Alsílatiel / Administrator


Dołączył(a): 08 Lis 2001
Wpisy: 2731
Skąd: Ossiriand
Nieobecny(a): panta rhei...

Wysłany: 06-08-2006 20:50    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Ciąg dalszy ciekawych wypowiedzi o wartościach książek Tolkiena Uśmiech
Tym razem Paweł Milcarek - filozof i publicysta, adiunkt na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Redaktor naczelny kwartalnika Christianitas Uśmiech

Paweł Milcarek, Kiedyś mówiłem tak o Tolkienie, Zapiski napisał(a):

Dzieła genialne (a jako historyk kultury średniowiecza spotykam się z nimi na co dzień) przekraczają granicę między oświeconą elitą i tzw. zwykłymi ludźmi. Wzbudzają szczery podziw także u tych, którzy nie docierają do ich najgłębszych struktur. Jeśli jest się w średniowiecznej katedrze, to bardzo niewielu wie, co jest na witrażach pod sklepieniem. Nikt nie dociera wzrokiem do ukrytej rozety czy malowidła. Nieliczni widzieli rzeźby zagubione na dachu w labiryncie wież i przypór. Nie wiadomo, dlaczego są w takich miejscach niedostępnych dla oka nawet zainteresowanego człowieka. Ale genialne dzieło – sztuki, filozofii czy literatury - nawet jeśli w pierwszej chwili myśl go nie ogarnia, budzi instynktowny zachwyt. Nie wszystko musimy przeniknąć, zrozumieć, a dzieło i tak jest dla nas ożywcze, buduje nas. Ci, którzy nie dotrą do najgłębszych struktur, potrafią szczerze się nim zachwycić. Ci, którzy dotrą, wciąż się nim zachwycają.

Zastanawiam się, co przyciąga mnie do Tolkiena. Dlaczego po latach ucieczki, stwierdziłem, że to jest to, czego tak bardzo mi brakowało. Człowiek ma chyba w swojej osobowości zarysowany naturalne puzzle: on się w nas przez całe życie kształtuje, a miejsce brakującego elementu jest dziurą w strukturze psychicznej, z czasem może nawet stać się raną zatruwającą całego ducha. I czasem nagle przychodzi coś, efekt podświadomych poszukiwań czy dar Opatrzności - i odnajdujemy ten brakujący element, odkrywając, że on od dawna powinien w tym miejscu być!

Bohaterowie Tolkiena są mi tak bliscy, ponieważ prezentują bardzo tradycyjną postać uniwersalizmu, a mianowicie zakorzenienie: Są tak bardzo zakorzenieni w swoim świecie, tak bardzo kochają ziemię, tradycję, swych bliskich, że aż zazdrościmy im tego! Rozumiemy, z jakich powodów potrafią poświęcić tak wiele dla tego, co jest ich historią i życiem.

_________________
Gwiazdy były dalekie...
Niebo się otwarło
jak gdyby dłoń nieśmiała,
blask się do niej garnął...

~~~~~~~~
Almanach Tolkienowski Aiglos
Eldalairië
Powrót do góry
 
 
Nifrodel
Alsílatiel / Administrator


Dołączył(a): 08 Lis 2001
Wpisy: 2731
Skąd: Ossiriand
Nieobecny(a): panta rhei...

Wysłany: 27-07-2007 11:33    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Spotkałam się z ciekawą wypowiedzią Josepha Campbella, znakomitego mitoznawcy i religioznawcy, antropologa i myśliciela, która pasuje do tego tematu Uśmiech Jestem za i postanowiłam się nią z Wami podzielić Tiaaaa
Otóż, co brzmi może trywialnie, ale warto od tego rozpocząć Uśmiech Saurona ;D : sądzi on, że dzisiejszy świat jest zdemitologizowany, a mit jest potrzebny ludziom w budowaniu swojej tożsamości i przechodzeniu przez kryzysowe etapy życia, które spotykają nas wszystkich. Mit wyjaśnia los człowieka, umiejscawia go w porządku świata, uczy szancunku dla jego różnorodności. Zapytany, kto dziś przekazuje prawdy o świecie i mity, odpowiada, że takie zadania są funkcją artystów, którzy posługują się językiem symbolicznym i metaforycznym.

Joseph Campbell napisał(a):

Jednakże musi być to artysta rozumiejący mitologię i człowieczeństwo, a nie zwykły socjolog, oferujący ci jakiś program. (...)
Usiądź sobie w pokoju i czytaj - czytaj, czytaj, czytaj.... Czytaj dobre ksiażki, dobrych pisarzy; wówczas twój umysł znajdzie się na ich poziomie i przez cały czas będziesz doznawał przyjemnego, łagodnego, płonącego spokojnym płomieniem zachwycenia. Taki sposób przeżywania życia może ci nieustannie przynosić wielką satysfakcję. Gdy znajdziesz autora, który cię naprawdę "weźmie", czytaj wszystko, co napisał. Nie mów sobie: "Cóż, trzeba by przeczytać ksiażkę pana Iska lub Ygreka", i supełnie się nie przejmuj listą bestsellerów. Po prostu czytaj wszystko, co dany autor ci oferuje. Potem możesz przejść do czytania tego, co on czytał. Wówczas świat ukaże ci pewną perspektywę zgodną z określonym punktem widzenia. Jeśli jednak będziesz przeskakiwał od jednego autora do drugiego, może potrafisz powiedzieć, w którym roku i przez kogo został napisany taki a taki wiersz - ale żaden z tych autorów nie powie ci niczego istotnego.


W sposób nieunikniony Język nasuwa mi się tu skojarzenie z Tolkienem, artystą, który stworzył własną mitologię. Bo przecież to, co tutaj robimy to nic innego jak delektowanie się jego twórczością, pogłębianie wiedzy o inspiracjach pisarza tudzież zabawianie sie różnorodnymi interpretacjami Elfik lub po prostu czerpanie przyjemności ze spędzania czasu z ludźmi o podobnych zainteresowaniach Piwko .
"Taki sposób przeżywania życia może ci nieustannie przynosić wielką satysfakcję. " Elfik Dedykuję tą wypowiedź wszystkim "znudzonym" Z przymrużeniem oka

_________________
Gwiazdy były dalekie...
Niebo się otwarło
jak gdyby dłoń nieśmiała,
blask się do niej garnął...

~~~~~~~~
Almanach Tolkienowski Aiglos
Eldalairië
Powrót do góry
 
 
Wyświetl wpisy z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tolkienowskie -> Tolkienistyka i Posttolkienistyka Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzednia  1, 2

Temat: "dziwne" hobby- o wartościach zainteresowań (Strona 2 z 2)

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich wpisów
Nie możesz usuwać swoich wpisów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dodawać załączników w tym dziale
Nie możesz ściągać plików w tym dziale

Powered by phpBB2
Copyright © tolkien.com.pl Wszystkie prawa zastrzeżone.