Kerfluffle, czyli kilka uwag o pisaniu fanfików
Idź do strony 1, 2, 3  Następna  :|=|:
Forum dyskusyjne miłośników twórczości J.R.R. Tolkiena -> Twórczość fanowska

#1: Kerfluffle, czyli kilka uwag o pisaniu fanfików Autor: TallisKeetonSkąd: Oleśnica WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
Mój referat o fanfikach Uśmiech Stary ale poprawiony materiał, który nie poszedł na TolkFolku Uśmiech



Gdzie się czają kerfluffle, czyli kilka uwag o pisaniu fanfików


Co to jest pisanie i czytanie fanfików?
To jedna z aktywnych form odbioru sztuki. Podkreślam, aktywnych. Aktywny sposób odbioru jakiejś produkcji, w przeciwieństwie do pasywnego, takiego w którym się tylko czyta, albo tylko ogląda, to sposób, który wymusza wykonywanie pewnych twórczych czynności, co, z kolei wymusza zmienianie samego odbieranego tekstu. Jeśli jesteśmy fanem aktywnym, który nie tylko odbiera ale i samodzielnie coś wytwarza, to jest oczywiste i niezbędne, że jego twórczość będzie zmieniała kanon. Można być aktywnym nie tylko, gdy się pisze fanfiki lub inne dzieła inspirowane, można być aktywnym odbiorcą także, gdy się dyskutuje i myśli o tym tekście kultury, który się przeczytało, zobaczyło, usłyszało, skonsumowało. Najczęściej fanem aktywnym zostaje się, przez dopełnienie owego tekstu, jakimiś własnymi pomysłami a często i przez polemikę z kanonicznym autorem. Dlatego, śmieszą mnie zawsze ludzie, których postawę można streścić tak – niech sobie piszą fanfiki i kręcą adaptacje ale niech nie zmieniają niczego. Otóż, z zasady i adaptacja na film i adaptacja na fanfik, polega na zmienianiu kanonu. Nie można napisać fanfika czy zrobić adaptacji, które nie będą się wyraźnie odróżniać od kanonicznego dzieła. To przecież logiczne. Zarówno adaptator amator, jakim jest fanfikciarz, jak i adaptator profesjonalny, jakim jest najczęściej reżyser filmowy lub teatralny, mają swe święte i niezbywalne prawo do robienia zmian. W jednym z artykułów w sieci na temat fanfików spotkałam się z takim, być może nieco skrajnym podejściem. Wyrażało się ono w słowach – „Wartość telewizji, filmu i powieści nie leży w tym, że zostały stworzone i wyprodukowane, ale w tym, jak zostaną przerobione przez fanów”. Zgadzam się z tą opinią, bo widać wyraźnie, że tylko ta produkcja będzie naprawdę coś znaczyć, którą fani podchwycą i, do której będą się chcieli zbliżyć intelektualnie, naukowo, czy emocjonalnie, poprzez swoją własną działalność i produkcję. Tylko to będzie trwałym nabytkiem i trwałą wartością w kulturze popularnej – to co, będzie inspirowało. Niekiedy pojawiają się głosy, że fanfiki są produkcją na skraju prawa, że łamią, albo chociaż naginają prawo autorskie. Stąd owe paniczne obwieszczenia, przed każdym prawie angielskojęzycznym fanfikiem, że postacie, miejsca, historia, itd. są własnością tego czy owego. Otóż, nie są własnością. Własnością autora jest utwór od pierwszej do ostatniej literki, jako całość dzieła ale nie jego części, takie, jak imiona, motywy, miejsca i nazwy. Na szczęście polscy autorzy jeszcze nie nabyli tej paniki. I, niech nie dadzą sobie wmówić, że to jest konieczne. Różnica między plagiatem i utworem inspirowanym, jest tak wyraźna, jak między zwycięzcą mundialu a tym, który odpadł w eliminacjach. Żaden fanfikciarz nie rości sobie pretensji do bycia autorem a tym bardziej właścicielem! utworu kanonicznego, ani też, do czerpania zysków z utworu kanonicznego ani, do dysponowania utworem kanonicznym – np. wydawania licencji. Fanfikciarstwo to nie tylko zabawa, rozrywka czy hobby to także, artystyczna i intelektualna (mniej czy bardziej) działalność, której istnienie może nas uchronić przed paranoją kultury zmonopolizowanej i skomercjalizowanej do granic możliwości.

Pisanie utworów na podstawie innych utworów było popularne już dawno temu. Pisanie amatorskiej literatury na wzór tej, tworzonej przez poprzedników i mistrzów oraz pisanie literatury z wykorzystaniem tej, która stanowiła ówcześnie popularny sort powieści, muzyki lub poezji było w XVI – XIX wieku bardzo powszechne. Była to zabawa ówczesnej society. Gdybyśmy chcieli zagłębić się w historię, to, musimy uznać fakt, że fanfiki – czyli dopisywanie, odpisywanie, polemiki z klasyką, manipulację dziełami i rozmaite, czasem niecne, wykorzystywanie znanych i znakomitych dzieł z dawnych lat, przez innych, czy to uznanych czy też, amatorskich autorów istnieje zapewne, tak samo długo, jak literatura. Glosy, palimpsesty, komentarze do dzieł przełomowych, wybory i kompilacje z własnymi, nowymi wtrąceniami, przekładanie treści utworu z dawniejszej na nowszą formę, na przykład poematu na powieść (typowe w przypadku adaptowania dawnej literatury Północy – z poematu na powieść), pisanie powieści współczesnej lub kręcenie filmu ze znanych legend i mitów, by dotarły w tak odnowionej formie do współczesnych autorowi odbiorców (Troja, Król Artur, Odyseja, Beowulf), czy, obecnie najbardziej popularne, (bo i najłatwiejsze) dopisywanie dalszego ciągu najbardziej popularnym opowieściom (takim, jak Przeminęło z wiatrem) lub polemika z dawnym tekstem, jaką jest np. powieść Grendel. To wszystko są, w ten czy inny sposób fanfiki, opowiadania fanowskie. Bo tylko zawzięty fan, miłośnik jest w stanie poświęcić czas na rozwijanie czegoś co już, zostało wymyślone dużo wcześniej, a najczęściej i dużo lepiej. Lepiej, z pewnością, ale to jeszcze nie oznacza, że całość produkcji fanowskiej to beznadziejna pulp fiction. Myślę, że kluczem do prawdziwie ambitnego fanfikciarstwa jest chęć dalszego rozwijania ulubionego świata lub utworu. Czyli, dawanie coś od siebie a nie, jedynie korzystanie z zastanego materiału, aby było mi łatwiej coś sobie napisać. A to uczciwe fanfikciarstwo, niestety, ale wymusza wprowadzanie zmian, bo skoro chcemy być porządnym fanfikciarzem musimy być kreatywni a to nie znaczy, że będziemy się starać pisać to samo i tak samo, jak autor kanonu, z którego korzystamy.

Czy fanfiki są czymś oczywistym, przyjmowanym, jako naturalne przedłużenie zainteresowania tematem?
Nie. Niestety nie. Choć, zdarza się to rzadko to, nadal są tacy, którzy nienaukowe sposoby zainteresowania tematem traktują, jak coś gorszego, coś uwłaczającego uwielbianemu tematowi. Są tacy, tak, samo, jak i ci, którzy odmawiają filmom możliwości adaptowania jakichkolwiek wybitnych dzieł literackich. Owi krytycy uważają, że Władcy nie powinno się adaptować, bo nie nadaje się do adaptowania. Bo poprzez adaptację coś tam zostanie utracone z głębi dzieł. Oczywiście, że coś tam zawsze się traci na przekładzie na film lub teatr, i chyba nie ma książki, która by na tym nie straciła. Ale to normalne, nie można traktować tego jak zarzutu, bo kino wprawdzie dysponuje obecnie wielkimi możliwościami ale jednocześnie nadal największe możliwości ma kartka i pióro. Film i filmowcy mają swoje, specyficzne ograniczenia, poczynając od ograniczeń w czasie i w finansach zaś autora ogranicza tylko ilość stron, które zechce zapisać i wydatki na papier, pióra lub wydruki. Napisać można wszystko, sfilmować nie. No, ale takie postawy – odmawiające możliwości adaptacjom oraz dziełom fanfikowym, czyli inspirowanym lub powielającym coś są skrajne i, powiedziałabym skrajnie antytwórcze. Bowiem z takiej postawy wynika tylko jedno – po co robić cokolwiek, co nie jest leżakowaniem przed telewizorem? Przecież cokolwiek stworzymy, gdzieś kiedyś już było, już zostało napisane i opowiedziane. Wątpliwości co do sensu fanfikciarstwa istniały już długo przed erą internetu lecz, dopiero w tej erze, wątpliwości te są tak powszechnie wygłaszane i zdają się mieć ważkie podstawy w doświadczeniu czytelników.

Internet opisywany jest jako przełom w technologiach komunikacyjnych. Ale jeszcze nikt nie uświadomił nam, jak bardzo dopomaga rozwijaniu pomysłu o bardzo starym rodowodzie. Jest nim rodzaj pisania, który wykorzystuje starsze dzieła jako bazę, na zasadzie odrębnego potraktowania w nowym utworze, tego, co inni autorzy, a w przypadków najbardziej elementarnych mitów, autor zbiorowy, wymyślił lub spisał. W tej chwili ta, bardzo wiekowa odmiana literatury, a raczej wiekowy sposób pisania, dostał całkiem nowe medium i zastępy nowych czytelników. Ale fanfiki w dzisiejszym rozumieniu istniały sporo przed początkiem internetu, istniały w fanzinach – amatorskich magazynach i czasopismach literackich wydawanych przez fanów konkretnego gatunku, czy autora, czy cyklu, a kiedy do środków masowego przekazu współtworzących gusta fanów doszedł Internet, opowiadania fanowskie zaczęły być coraz bardziej popularne i autorów się namnożyło. To sprawa oczywiście dyskusyjna, bo nie wiadomo czy – podobnie, jak przy nagłym rozwoju technik cyfrowych umożliwiających robienie filmów na domowym sprzęcie komputerowym a więc zupełne upowszechnienie możliwości kręcenia filmów bez skomplikowanego i drogiego, fachowego zaplecza – pomoże twórczości, czy też, zaszkodzi jej nawałem produkcji niefachowej i niskich lotów. Taka sama obawa wiąże się szczególnie z internetem, bo nie tak dawno opowiadania pisane przez fanów ukazywały się najczęściej w niskonakładowych, głównie nonprofitowych pismach literackich a dzisiaj dzięki łatwości, z jaką można założyć stronę internetową, fanowskie pisma literackie poważnie straciły na znaczeniu. Darmową stronę założyć łatwiej choćby i samodzielnie niż, zorganizować materiały, druk, papier, wygląd, redakcję i dystrybucje pisma, które najczęściej okazuje się, jak wiadomo 2, czy 3 sezonową efemerydą. Dlatego zrozumiałe musi być oburzenie wielu fanów poważniej traktujących swą, ulubioną twórczość na łatwość publikowania masowej produkcji, powiedzmy szczerze, upiornie grafomańskiej, jaka ukazuje się stale w Sieci. Jednakże, taka produkcja istniała i przed powstaniem Sieci a dziś jest jedynie bardziej widoczna, bo łatwiej o jej publikacje. Nie ma tu tego sita, które istnieje w papierowym, komercyjnym obiegu – sita wydawców, zawodowych krytyków, rankingów i konkursów. Niepokoje dotyczące fanowskiej produkcji zdają się być ostatnio intensywniejsze, gdyż, nie ma – jak to było w epoce fanzinów papierowych – sita redakcyjnego przez, które musiał przejść tekst. Ale sądzę, że te niepokoje i wątpliwości tylko wydają się być większe, bowiem łatwiej nam do takich głosów dotrzeć. One są w tej sytuacji, w jakiej są prasowe doniesienia o katastrofach i wojnach. Dzisiaj wydaje się nam, że jest ich więcej niż, było w przeszłości, np. w początkach ubiegłego wieku lub, zaraz po 2 wojnie, ale to złudzenie, wynikające z tego, że to nie świat zrobił się gorszy, czy groźniejszy to, tylko prasa jest szybsza w jego opisywaniu i dostarczaniu nam wieści. Na świecie nie jest gorzej ani, lepiej niż, było 100 czy 200 lat temu a tylko my więcej i szybciej się o wszystkim dowiadujemy. Co prawda w tej specyficznej dziedzinie produkcji literackiej, jak, i w każdej dziedzinie twórczości ilość nie przechodzi w jakość lecz rozumiemy, że spośród tysięcy utworów miernych i idiotycznych łatwiej jest odnaleźć i wycenić te, które naprawdę warte są choćby paru minut uwagi. Takie, dobre i bardzo dobre dzieła powstają i to, nie aż, tak rzadko, jakby się wydawało, tym, którzy nie śledzą środowiska fanfików. I, choć może się to wydać skrajnym przykładem fanowania to moim zdaniem warto przedzierać się przez 50 – 100 utworów w, jakimś dużym sieciowym archiwum, aby natrafić na taki, z którego warto przeczytać coś więcej, jak tytuł i opis, albo nawet i go wydrukować. Istnieją rozmaite trendy, autorzy, strony i pisma, których produkcja jest nie tylko nadającą się do poczytania w wolnej chwili, ale wcale udatnie i umiejętnie, w sposób rozważny i przemyślany, rozwijającą ulubiony świat, cykl lub utwór. Ciągle powracam do kwestii lepszości tego co dodane od siebie, lepszości tego co kreatywniejsze nad, tym, co jest tylko wzorowaniem się i mimikrą. To, co po swojemu rozwija świat lecz, w zgodzie z tegoż świata zasadami, albo to, co polemizuje ze światem kanonicznym lecz, w sposób przemyślany, ciekawy i nie uwłaczający oryginalnemu tworowi, tworowi który staje się tworzywem dla kogoś innego. Dzisiejsza fanfikowa twórczość to, w ogromnej części „pulp fiction”, z czego zapewne zdają sobie sprawę i sami autorzy. Jednakże, tak dzieje się, z każdą produkcją i twórczością, z każdym gatunkiem i modnym ruchem – jedynie niewielki procent wart jest zajmowania miejsca w klasterach, a jeszcze mniejszy jest godny zajmowania ilości papieru, na którym się go wydrukowało. Co nie zmienia faktu, że każdemu wolno spróbować swych sił – przynajmniej takie jest założenie tej odmiany działalności fanowskiej. Nie każdy, kto chciałby coś napisać jest w stanie wymyślić oryginalną opowieść i oryginalny świat, ale światy powszechnie znane i, te mityczne i te baśniowe a także te, pozostawione nam przez twórców dzieł przełomowych oraz przez Ojców Założycieli gatunku, są na tyle atrakcyjne i bogate, że mogą służyć do badania i rozwijania swych, pisarskich umiejętności – można więc tworzyć na solidnej bazie stworzonej przez lepszych a nie, na niepewnym gruncie swej, cokolwiek nieopierzonej pomysłowości i mglistego doświadczenia.

Co trzeba zrobić, aby mieć dobry fanfik?
Co trzeba wymieszać, aby uzyskać strawne połączenie podrabiania kanonu z, jednoczesnym mniej lub bardziej jawnym przeciwstawianiem się mu? Osobiście myślę, że kluczem jest umiar. Umiar w dobieraniu składników, tych własnych i tych, kanonicznych. Trzeba nie tylko zrozumieć, jak i co wolno od siebie dodać do dawnej konstrukcji, aby ją polepszyć, wzmocnić czy też ubarwić ale również zrozumieć z, pracą nad jakim, którym materiałem kanonicznym ty, autorze jesteś w stanie sobie poradzić. Jeśli nie wiesz nic o językach Tolkiena nie pisz jakimś pseudoelfickim, albo pisz lecz, nie umieszczaj swego dzieła w Śródziemiu, jeśli twoje pojęcie o koligacjach wśród elfów jest mizerne nie pisz gapfillera z beleriandzkiej epoki w Silmarilionie. Gapfillera – wypełniacza luk, czyli typu fanfika najbardziej wymagającego szczegółowej wiedzy o kanonie. Jeśli wychodzą ci nieźle, opowieści poważne lub smutne nie próbuj parodii a, jak umiesz pisać humorystycznie i parodiować, nie staraj się na siłę tworzyć dramatycznego eposu. Być może niezamierzeni wyjdzie ci z tegoż eposu nowy Terry Pratchett ale najczęściej wyjdzie po prostu niezamierzona komedia. To, co się liczy w chwili, gdy chcemy napisać fanfik, gdy krąży nam jego pomysł wokół głowy, gdy jakiś uparty temat nie daje spokoju to jest właśnie świadomość plusów i minusów własnego stylu, świadomość własnych możliwości i ograniczeń, zetkniętych z dziełem oryginalnym, które często jest także dziełem wybitnym. Nie zawsze kanon będzie dziełem wybitnym, bo oczywiście są fanfiki pisane na podstawie gier, telewizyjnych seriali czy cykli fantasy klasy B. Większa część fandomów fanfikowych nie bierze początku z wielkich, klasycznych opowieści lub z dobrych filmów ale właśnie z seriali, animowanek i gier. I dlatego myślę, że fandom fanfikowy Tolkiena ma tutaj utrudnione zadanie, gdyż to, w porównaniu do większości fanfikciarstwa dużo wyższa klasa utworów, do których podrabiania się zabieramy. Pisanie fanfika to walka z niemożnością, z własnymi ograniczeniami.
Budujemy w materiale, który nie jest nasz.
O, którym z konieczności wiemy, jakby ‘z drugiej ręki’, czyli z pozycji odbiorcy a nie autora. O tym trzeba pamiętać zawsze. Należy także pamiętać, że niekiedy można powiedzieć, iż budujemy w tym podebranym komuś materiale własną wieżę lecz, innym razem my jedynie ornamentujemy i upiększamy, albo też zmieniamy wystrój wieży, która sobie stoi bardzo mocno i stałaby nawet, gdybyśmy nie dodali swoich trzech groszy. Zależy, jak bardzo autor swój świat dopracował. Czy jest to budowa niemal ukończona czy też, ledwie fundament a może budowla jest połowicznie skończona ale potrzeba jej, jeszcze kilku efektownych ornamentów lub rzeźb?
Śródziemie jest taką wysoką wieżą, na którą możemy wejść, wokół której możemy porobić wykopaliska albo dodawać swoje ornamenty czy rzeźby do rozległej i prawie kompletnej budowli. Inne utwory, jak mi się wydaje nie są tak kompletne i szczegółowe a być może znajdą się tam i takie, które można porównać do ledwo posortowanej sterty materiałów budowlanych, porzuconych przez twórcę kanonicznego. Moim zdaniem, ponieważ tolkienowska wieża jest już mocno dopracowana nie należy jej burzyć i przebudowywać od fundamentów po dach. Wystarczy, że co jakiś czas odmalujemy elewację, dosztukujemy gzymsy i reliefy i unowocześnimy wystrój wnętrza.
Kanonowi, zwłaszcza temu lepszego sortu należy się szacunek i skupienie się na nim w trakcie pracy fanfikciarza. Skupienie się na kanonie a nie na własnych ambicjach. Moim, skromnym zdaniem, czyli zdaniem bardzo niedoświadczonego fanfikciarza i tłumacza fanfików, im bardziej dopracowany kanon tym trudniejsza nasza rola i tym, więcej szacunku i skupienia wymaga. Oczywiście, szacunek nie polega na niewolnictwie i trzymaniu się kanonu ile wlezie. Uważam osobiście, że mimikra, za każdą cenę a przede wszystkim za cenę usypiania czytelnika zwłaszcza dobrze znającego kanon jest, takim samym nieporozumieniem, jak skrajne przerobienie świata na coś mocno alternatywnego, albo nierozpoznawalnego. Do wyprodukowania dobrego fanfika potrzebny jest umiar ale i jeszcze coś, silnie z owym umiarem związanego – wiadomo, że fanfik ze swej natury jest produkcją wtórną, więc, aby uczynić go atrakcyjniejszym, musimy, albo usunąć z niego nadmierną ilość wtórności, która jest przeszkadzajką, albo uczynić ją zaletą. Główną zaletą. Główną zaletą niektórych dobrych fanfików jest wtórność, zgodnie z zasadą „znacie, to posłuchajcie”. Można np wtórność uczynić zaletą przez zmianę nastroju z poważnego na komediowy lub, wręcz parodystyczny a, jeśli wiemy, że mimo naszych najlepszych starań wytworzymy Marię Zuzannę albo 10 w Drużynie, to, może lepszym pomysłem byłoby napisać to, całkiem nie na poważnie. Widziałam nawet fanfiki, które były parodiami innych fanfików typu horror. Nie miałam za bardzo odwagi ich czytać ale i to lepsze od wtórności. I tutaj, jak i wszędzie istnieją autorzy pierwszej ligi. Autorzy ci, są przede wszystkim znani. Znani w Sieci. Czasem z kilku, a częściej z jednej, bardzo dobrej produkcji. Fanfikciarze znani są najczęściej z ników oraz miejsc dyskutowania i publikowania swych dzieł. Autorzy pierwszoligowi moim zdaniem to ci, którzy otrzymali nominacje lub nagrody za fanfiki. To znaczy, zapewne jest wielu dobrych autorów, którzy nigdy, niczego nie otrzymali ale błądząc po głębiach internetu najłatwiej dotrzeć do czegoś czytalnego sterując na strony z utworami, obdarowanymi nagrodami. Najbardziej znane nagrody to ‘Mithril Awards’, MEFA – ‘Middle Earth Fanfiction Awards’ oraz ‘Golden Mushroom Award’. Utwory pierwszoligowe.
Z tymi utworami jest tak, jak z szukaniem igły w stogu siana. Zawsze jest szansa na ich odnalezienie ale często bardzo niewielka. Trzeba mieć naprawdę dużą cierpliwość na poszukiwanie i sporą odporność na zalew kiczu, bełkotu, głupot i utworów miałkich a w najlepszym razie nudnych i przeciętnych. Gdzie można najłatwiej odszukać coś sensownego? Jest kilka stron, które wypełniają autorzy pierwszoligowi i ich, częstokroć właśnie nagrodzone i nominowane utwory. Oczywiście najłatwiej można ich wyszukać przez strony nagród, takie, jak nagrody Mithrilu i nagrody Środziemia, ale także na takich stronach jak: Henneth – Annun Site Archive, Stories of Arda, oraz West of The Moon. Zanim zacznie się pisać własne fanfiki, warto nie tylko poczytać ale i głębiej postudiować masy utworów zawarte w wyżej wymienionych stronach. Dzięki temu można będzie zobaczyć, co już zostało opisane na 1000 i 1 sposobów a co jeszcze czeka na odkrycie, jaka tematyka uchodzi za bardziej kanoniczną a jaka za bardziej kontrowersyjną, i czy początkujący autor fanfikcji może zmierzyć się z takimi, czy innymi stylami, tematami lub lukami w oryginalnym tekście. Na takich, dobrych stronach widzimy co uchodzi za pewną jakość a co, za obiekt twórczości fanfikowej autorów – parodystów.

Przykładowy leksykon, który znajduje się poniżej jest, w większej części tłumaczeniem na polski i rozbudowaniem elementów z rozmaitych glosariuszy słownictwa fanfikowego dostępnych w Sieci. Skupia się on na słownictwie najczęściej używanym w ogólnym ruchu fanowskim oraz w szczególnym jego odłamie, jakim jest grupa fanów i autorów opowiadań fanowskich. Z oczywistych względów większość tego – fandomowego – słownictwa zaczyna swą karierę na terenie języka angielskiego.
Ale w miarę rozprzestrzeniania się nowych słów po fandomie, zarówno konwentowym, jak i sieciowym, zostają one mniej lub bardziej zaadaptowane do wymowy i pisowni w różnych językach i to zjawisko postępuje. Ponieważ język angielski należy do wyjątkowo praktycznych wiele słów to skróty i uproszczenia. Terminologia pisania fanfików jest nowa na terenie polszczyzny i w większej części zupełnie nie zaadaptowana jeszcze przez ogólny język polski. Przeważają proste kalki lub aglicyzmy, polskich odpowiedników praktycznie brakuje. Nazewnictwo fanfikowe jest bardzo rozmaite w zależności od języka, np. w polskim przejęliśmy praktycznie wszystko z angielskiego ale, w rozmaitych językach to samo wyrażenie pochodzenia angielskiego może być różnie rozumiane. Np. w języku polskim ‘slasz’ oznacza nie tyle dowolne dwie postaci występujące w fanfiku ile ich stosunki lub romanse homoseksualne, podczas, gdy w języku włoskim ‘slasz’ to po prostu dowolna para osób, odgrywających najważniejszą rolę w opowiadaniu i
to, zarówno para w sensie utworu romantycznego, czy erotycznego (a o orientacji dowolnej), jak i po prostu dwie postacie, mające najważniejszą rolę i intensywne, ważne dla akcji kontakty między sobą. Dla Włochów
‘slaszem’ mogą być na przykład utwory zawierające dwie postacie sobie skrajnie wrogie. Lub postacie przyjaciół – dwie, silnie odcinające się od reszty ról. W tym sensie slaszem będzie na przykład fanfik, w którym główne role odgrywają jedynie Harry Potter z Voldemortem, jako właśnie dwaj główni adwersarze. W ogóle uważam, że bardzo zabawna jest historia pojęcia ‘slasz’, które niejako w trakcie użytkowania uściślało się, bo od pierwotnego znaczenia – poprzecznej kreski, wyjaśnionego w każdym słowniku, poprzez znaczenie takie, jak u Włochów – techniczne/graficzne oznaczenie występujących w utworze dwu głównych postaci, przeszło do ich kontaktów o charakterze romansowym lub erotycznym, a w końcu do romansu ściśle męsko – męskiego. A jest to zabawne, bo dla mnie historia tego słowa to historia zawężania i uproszczania znaczenia. Być może poprzez, jakieś nieporozumienia między wielojęzycznymi użytkownikami fanfików.

Różnice zdań wśród fanów i autorów
Kiedy już odpowiedzieliśmy sobie na pytanie, czy jest sens pisania fanfików, kiedy już, wyodrębniliśmy się z pośród odbiorców, którzy nie widzą sensu w pisaniu jeszcze raz tego, co zostało już wcześniej stworzone, natykamy się na kolejną przeszkodę. Wiemy już, że fanfiki tworzyć można, że wolno i że warto. Kolejną sprawą jest jak. Zauważyłam, że istnieje co najmniej kilka różnic zdań co do kryteriów jakości tak samo, jak co do sensu pisania fanfików. Niektórzy od opowieści fanowskiej żądają skrajnej mimikry, żądają jedynie dopisywania podobnego do podobnego, co uważam za bardzo nudne i gdyby fanfiki opierały się tylko na wypełnianiu luk w tekście kanonicznym nie przetrwałyby tak długo, bo pomysły wyczerpałyby się bardzo prędko. Drugą różnicą zdań jest ta, tycząca mniemanej łatwości pisania fanfika. Może, jak ktoś tego nie próbował to wydaje mu się to proste.
Podejście do fanfików musi być nacechowane potrzebą wypośrodkowania, umiaru, między tym co chciałby natworzyć sub – autor, a tym, że należy oddać pierwotnemu autorowi, co autorskie. I tutaj pojawia się kwestia intencji pisania fanfika. Czy intencją naszą będzie pewien hołd fana złożony autorowi, poprzez własną twórczość, choć oczywiście z jednoczesnym pragnieniem lepszego, głębszego zrozumienia jego dzieła? Oraz z, pragnieniem dalszego pobytu w jego świecie kiedy już, przeczytaliśmy książki, oglądnęliśmy filmy, posłuchaliśmy muzyki i chcemy więcej określonego rodzaju materiału? Czy też, intencją naszą będzie wredne wykorzystywanie nazw, postaci, miejsc i wydarzeń do tworzenia całkowicie nieprzystających do oryginału potworków? Do tworzenia wyłącznie dla siebie i własnej fantazji? Wg mnie, należy, pisząc fanfiki starać się wypośrodkować między tym, czego chce obecny autor, przecież i autor i człowiek, zupełnie różny od oryginalnego, który nie ma obowiązku ani, tylko naśladować ani, wyłącznie starać się dorównać oryginalnemu autorowi a tym, czego by chciał autor kanonu. Naginanie cudzego tworu do własnych wymagań jest z pewnością fajne ale, wg mnie i ono ma swe granice i, tą granicą będzie pokazanie utworu odbiorcy, który nie zna kanonu, bo chyba, nikt by nie chciał, aby opinię o jego ulubionym autorze, świecie lub cyklu, postronny obserwator wyrobił sobie na utworach typu X rating albo Mary-Sue? Czy Tolkien zasługuje na taką kompromitację? Oczywiście, można by zapytać inaczej – czy Tolkienowi zaszkodziłaby taka kompromitacja? Ja myślę, że nie. Pierwszą zasadą fanfikciarstwa jest i powinna być, zabawa dla autorów i czytelników. To jest rodzaj pisania, który ma być przyjemnością dla czytelnika, ale także dla autora. Nikt nie pisze fanfików dla pieniędzy, albo bo w ramach obowiązków pracownika. Ludzie piszą dla zabawy, dla frajdy. Czasem też, dla zgrywu i polewu z nadmiernie czczonego Kanonu. Dlatego też, nadmierne załamywanie rąk nad niektórymi stylami i typami fanonu, uważam za zrzędzenie. Trzeba przecież zdawać sobie sprawę, że to nie komercyjna i profesjonalna twórczość, ale rodzaj rozrywki – dla autora, dla bety i dla czytelnika.

Nie zgadzam się z tymi, którzy twierdzą, że fanfikciarstwo chociaż jest ze swej natury sposobem pisania stojącym automatycznie niżej od oryginalnych utworów to ma pewien atut, mianowicie, jako poletko doświadczalne, jako teren, gdzie przyszli oryginalni autorzy mogą sobie poćwiczyć pisanie za młodu. Jest to bzdura. A nawet dwie bzdury. Drugą bzdurą wiążącą się ściśle z poprzednią jest taka opinia, że fanfikciarstwo jest łatwiejsze od oryginalnego pisarstwa. I są to bzdury z trzech powodów.
1. Fanfikciarstwo ma taki sam potencjał jakości, jak i oryginalne utwory i dlatego nie jest automatycznie gorsze od pisarstwa oryginalnego. Coś, nie może być gorsze tylko dlatego, że nie jest oryginalne a tylko zainspirowane lub zreinterpretowane. Poszczególne utwory są gorsze, ale nie cały potencjał pisania fanfików. A nawet mają one większy potencjał poprzez to, że bazują na lepszych dokonaniach poprzedników a nie nieporadnych eksperymentach, mają więc taką, jakby podpórkę w lepszym materiale. Uważam, że fanfik ma taki sam potencjał, gdyż w fanfikach jest tyleż samo nędzy i tyleż wspaniałości, jak w utworach oryginalnych, wydawanych komercyjnie a przynajmniej w utworach ściśle fantastycznych wydawanych komercyjnie. Starczy porównać zawartość półek księgarni z literaturą sf i fantasy i zawartość, jakiejś dużej internetowej witryny z fanfikami – i tu, i tam od 75 do 99% to będzie badziewie rozmaitych lotów.
2. Osobiście wątpię, aby przyszli oryginalni pisarze zaczynali masowo swoje ćwiczenia w pisaniu od fanfików. Albo, jesteś przyszłym oryginalnym pisarzem i zaczynasz pisać swoje własne teksty już, od początku, już od chwili, gdy mając lat kilkanaście poczułeś takie pragnienie, albo, jesteś od początku fanfikciarzem i najprawdopodobniej nigdy nie miałeś niesamowitego pragnienia, aby stać się „prawdziwym” autorem oryginalnych utworów. Mało, który autor fanfika zechce, oraz jest w stanie napisać coś oryginalnego. Zwykle poprzestaje więc na fanfiku, bo wie, że nic lepszego nie wymyśli. Czy przyszli oryginalni autorzy piszą fanfiki? Nie, oni od razu piszą swoje teksty i wysyłają je do gazet i wydawnictw i, ani im w głowie pisać, tak, jak ktoś przed nimi. Nowi autorzy stawiają sobie za cel, jak można podejrzewać nie, aby zachwycić wydawcę warsztatem lecz, właśnie niewypowiedzianie oryginalnymi pomysłami i fabułami. Ani im w głowie trenować na znanym im świecie. Przyszli oryginalni są oryginalni od razu na początku. A przynajmniej przez chwilę się im tak wydaje.
3. Zresztą, jaki sens dla oryginalnego autora miałoby trenowane na fanfikach? Skoro trenowałby na nich, to prawdopodobnie miałby utrudniony start, bo nabyłby stylu koniecznego do „podrabiania” określonego świata lub autora i zacząłby pisać własne teksty nie mogąc się wyzwolić z nawyków, których nabył przez kontakt z nie swoim światem a może nawet wyzbyłby się własnej wyobraźni zastąpionej elementami cudzego świata, tymi, które najbardziej polubił, jako fanfikciarz. To tak, jakby trenować własne mięśnie przez patrzenie, jak trenują inni. Dowiesz się, jak się je trenuje ale nie jak się ich używa. Jak napisano w jednym eseju na stronie „Fanfic Symposium” – It's not a training ground for beginners. Fanfiki są trudniejsze pod wieloma względami. Głównie dlatego, że pisanie fanfika ogranicza autora. Że trzeba trzymać się określonego świata, jego reguł, jego wyglądu. Że autor musi wtłoczyć swoją wyobraźnię, pomysły oraz opinie pomiędzy słowa kogoś innego, kto był inny; myślał inaczej, żył inaczej, pracował inaczej i często wiele lat temu. Oczywiście przy fanfiku nieźle trzymającym się kanonu a takimi najczęściej są klasyczne gapfillery jest to dość trudne zaś, im bardziej zechcemy kanon naginać do własnych pomysłów lub wyciągać z niego na światło dzienne nieścisłości, polemiki i niedopracowania, które chcemy sami dopracować tym pisanie będzie łatwiejsze – wystarczy nie uznawać tego czy owego ograniczenia a jednocześnie wykorzystywać bazę świata stworzonego przez kogoś.

Klasycznym ograniczeniem dla wyobraźni i możliwości oraz chęci fanfikciarza ściśle wiernego budowie świata w Śródziemiu będzie np. teza – orkowie są wszyscy i zawsze źli albo teza Denethor nigdy nie spotkał się z Frodem, natomiast dla autora fanfika mniej trzymającego
się kanonu nie będzie ograniczeniem teza, iż Denethor nigdy nie spotkał się z Sarumanem lub Legolasem, dlatego, że w książce nic o tym nie było, bo takie wydarzenie akurat mogło mieć miejsce, tyle, że dawno i Tolkien o tym pisać nie musiał, bo nie było związane z zasadniczą historią powieści. Ale było to fizycznie, politycznie i psychologicznie wielce możliwe, Denethor mógł spotkać się z Sarumanem, jako przywódcą bractwa Istarich i z Legolasem, jako ambasadorem Thranduila tak,
więc nie burzy to kanonu a tylko go poszerza. Poszerza zakres możliwości autora i mapę świata. W przeciwieństwie do spotkania Namiestnika z Frodem, które kanon burzy, bo wymaga albo przedłużenia życia Denethorowi, albo dostarczenia Froda w, jakiś sposób do Gondoru jeszcze za życia Denethora. Tak więc mamy tu fanfikciarzy trzymających się kanonu, fanfikciarzy poszerzających kanon, np. każąc Sarumanowi spotkać się z Denethorem oraz fanfikciarzy łamiących kanon każących np Denethorowi spotkać się z Frodem.
Fanfiki powinno się pisać, z kilku powodów.
1. aby przebywać częściej w tym, swym ulubionym świecie, czyli sprawiamy sobie przyjemność dodatkową – nie tylko przez przebywanie w świecie kanonu, ale i rozwijanie go, aby dłużej w nim pobyć,
2. aby odkrywać coraz więcej z ulubionego świata, gdyż, do pisania fanfika potrzeba nam swoistego research’u,
3. aby powiększać ten, nasz ulubiony świat dla siebie i innych. Przy czym powiększanie, rozbudowywanie jest, wydaje mi się najtrudniejsze, bo im bardziej rozwijamy mapę geograficzną, historią, wydarzenia i rozbudowujemy charakterystyki i życie postaci (osobiście najbardziej lubię ten ostatni model, gdy postacie tolkienowskie uzyskują więcej życia, głębi i historii – przede wszystkim tej, sprzed kanonicznej akcji, historii z czasów ich młodości i dzieciństwa), tym większe jest niebezpieczeństwo, że rozwodnimy świat kanonu własnym światem. Oczywiście, po tej właśnie skrajnej stronie stoi pisanie zupełnie dowolnych opowieści z wykorzystaniem tylko tego co się chce, i tylko tak, jak się chce i, tylko do zaspokojenia własnych ambicji, czy ukojenia własnych smutków, frustracji i lęków. I, nie zważając całkiem na opinię autora kanonicznego, czytelnika fanowskiego oraz tego, o kim najbardziej zapominamy – czytelnika postronnego. Istnieje nawet angielskie określenie na taką, egoistyczną praktykę w pisaniu fanfików, określenie tyczące wypełniania wyłącznie swych pragnień poprzez pisanie fanfika. Autorzy fanfików najczęściej nie powielają pierwotnego tekstu a przetwarzają i przepisują go zgodnie z własnymi wyobrażeniami o tym, jak powinien był wyglądać, często
„naprawiając” niektóre aspekty, albo likwidując te, które wydają się im nie satysfakcjonujące. Takim, popularnym likwidowaniem aspektów dzieła, które wydają się nie satysfakcjonujące autorom fanfików jest np.: notoryczne wskrzeszanie lub ratowanie Boromira.
Jeden z eseistów, którego tekst cytowała autorka na, jakiejś stronie o fanfikach, niejaki Jenkins, stworzył 10 podstawowych kategorii zmian, jakie dzieją się w fanfikach. Fanfiki podzielił na typy wedle zmian, jakie stosują autorzy w swoim tekście, zmian wobec tekstu kanonicznego. Są to właściwie wszystkie, główne czynności, które fanfikowiec może zrobić, aby odmienić obraz tekstu kanonicznego. W sumie nie ma ich aż, tak bardzo wiele.
(1) Recontextualization– najłatwiejsze do wymyślenia ale trudne do napisania wypełnianie treścią luk pomiędzy epizodami. Łatwo znaleźć lukę, trudniej ją wypełnić treścią, tak, aby był z tego gapfiller a nie cokolwiek innego. Rodzaj przemiany wymagający najwięcej wiedzy o świecie kanonicznym.
(2) Expanding the Series Timeline Rozpinanie linii czasowych, jakiegoś serialu czy odcinka bardziej w przeszłość albo w przyszłość. Poszerzanie czasu, jaki mają postacie do dyspozycji.
(3) Refocalization Chyba rzadko stosowane ale moim zdaniem ciekawe posunięcie, czyli przeniesienie uwagi z głównych postaci na pogłębienie postaci drugoplanowych. Nie jest to jednak tożsame z napisaniem tego samego, z innego, niż kanoniczny punkt widzenia. To nie jest po prostu ten sam tekst ale z zastosowaniem innego POV, kiedy zdarzenia opowiada lub do nich się odnosi ktoś inny niż główny bohater np. jakiś postronny obserwator lub trzecio planowy uczestnik. Inne POV jest bardzo popularne w fanfikach porterowych, gdyż u Rowling niemal wszystko jest opisywane z punktu widzenia Harrego, i czytelnik wie tylko tyle, ile wiedzieć może Harry, zaś fanfikciarze lubią stawiać w centrum inne postacie, które także brały udział w wydarzeniu i kazać im opisywać je ze swej perspektywy.
(4) Moral Realignment. Przesunięcie moralnych strzałek. Najczęściej polega to na przetworzeniu postaci negatywnych w pozytywne, albo odwrotnie, oraz na ustaleniu krain dobrych, jako złe i odwrotnie. Schemat prosty i mało wydajny.
(5) Genre Shirting Przesuwanie ciężkości z jednego na inny gatunek, np. gdy tekst kanoniczny był skupiony na akcji, tekst fanfikowy może być bardziej refleksyjny – np. zawierać refleksje postaci w chwili, która w kanonicznym tekście była ściśle sceną walki. To nie będzie znaczyć, że usunięto scenę walki zastępując ją wewnętrznym monologiem a tylko, że dodano refleksję uczestnika tej walki, bitwy. W fanfikach ze Śródziemia zabieg ten najbardziej popularny jest w fanfikach z udziałem refleksji wojowników, najczęściej chyba Gimlego, Legolasa i Boromira.
(6) Cross Overs Czyli przejścia między światami, spotkanie dwu albo i więcej światów, albo postaci z różnych utworów, np. Star Trek i Gwiezdne Wojny, albo Gwiezdne Wrota i Star Trek. Albo Śródziemie i Star Trek.
(7) Character Dislocation Przesunięcie postaci z czasów, w jakich się urodziła i żyła w oryginalnym tekście do ery przed jej czasami lub po nich. Często postać taka spotyka swych przodków, albo potomków. Czasem rodzi się w całkiem innej epoce, albo później lub wcześniej niż w oryginale.
(8) Personalization Wstawianie do tekstu postaci mającej funkcję i cechy alter-ego autora. Jeśli autor jest w Realu np. urzędnikiem albo nauczycielem, to taka postać w tekście będzie jego wersją przystosowaną do wymogów danego świata.
(9) Emotional Intensification. Podwyższenie emocjonalnej temperatury sceny czy całego tekstu, w to wliczamy wszelkie H/C (hurt/comfort). Czyli tam, gdzie w oryginalne scena podpadałaby pod kategorię ‘drama’, w fanfiku, może już podpadać pod ‘tragedy’, a tam, gdzie jest oryginalnie klimat, który można określić, jako ‘humor’, w fanfiku będzie to już ‘parodia’. Pomijając to, że większość fanfików to parodia niezamierzona. Śmiech
(10) Eroticization. Erotyzacja, czyli wstawianie erotyki, tam, gdzie w oryginalne wcale jej nie było albo były ilości śladowe. Oczywiste jest, że fani fanfików różnią się bardzo i bardzo powszechnie w kwestiach dotyczących wartości i przydatności, wszystkich, tych zabiegów czynionych na tekstach pierwotnych.

Action, Adventure - Opowiadanie gdzie główną atrakcje stanowią walki, pościgi i w sumie nic szczególnego. Najczęściej jest to po prostu zabieg rozwinięcia znanych juz, tolkienowskich (i/lub jacksonowskich) najsłynniejszych scen batalistycznych lub scen walk wg bardzo dowolnego widzimisie autora. Niekiedy to sie dobrze czyta, jako efektowną akcje ale nic ciekawego poza tym tam nie ma. Całkiem jednak fajny fanfik tego typu, który niedawno czytałam był o scenach w Morii. Ta chwila kiedy Aragorn z Frodem utknęli na schodach, tyle, że opowiadane przez Gimlego. Bardzo fajny, krótki tekst z wersji filmowej ale nieźle wykorzystuje tu charakter Gimlego. I przedstawia myśli i uczucia Gimlego w czasie tej sceny. Innymi, ważnymi i często używanymi gatunkami są; general i drama, angst i tragedy, horror i thriller, romance, supernatural i spiritual, mystery, fantasy i sf. Jest jeszcze family ale chyba nie jest tak popularny, jak pozostałe gatunki. Czasem spotyka się jeszcze takie rozróżnienia, jak magic, heroic i epic.
Najważniejszymi pojęciami na literę A są trzy pojęcia, które do tej pory w uproszczeniu i niesłusznie miałam za jedno:
AU. Alternative Universe.
Wszechświat alternatywny, jest to świat całkowicie niekompatybilny z oryginalnym, przedstawionym w kanonie. Istnieją dwie odmiany AU. W każdej z nich nie jest możliwe, aby pogodzić wydarzenia z oryginalnym uniwersum. Np w oryginale LOTR Boromir zginął, a w AU autorstwa Kasjopei nie zginął. Tego się pogodzić nie da. Lecz, są epizody i uniwersa, które pogodzić się da. Najpowszechniej w fanfikach godzi się wersję książkową z wersją filmową, czyli Tolkiena z Jacksonem. Prostym dość przykładem tego zabiegu byłby fanfik, gdzie nastąpiłoby pogodzenie powieści, w której występuje postać Czarodzieja Radagasta Burego, z filmem, z którego Radagasta usunięto. Możemy tego dokonać używając np. sceny z ćmą na wieży Orthanku – możnaby napisać fanfik, w którym owa ćma przylatuje do uwięzionego Gandalfa na polecenie Radagasta – Opiekuna Zwierząt. Osobiście bardziej mi szkoda wyrzucenia z filmu postaci Radagasta Burego niż, przereklamowanego Toma Bombadila. Radagast, moim zdaniem, jako niedługi lecz, znaczący epizod bardzo dobrze wpasowałby się w ekologiczne przesłanie filmu produkcji Nowozelandczyków – nacji sławnej z opieki nad swym przyrodniczym dziedzictwem.
AR. Alternative Reality
Rzeczywistość alternatywna, w której to problemem nie są jaskrawe punkty, w których opowieść się nam rozgałęziła na dwie, alternatywne, nie zdatne do pogodzenia, ale to, że różnice leżą tam głębiej. Rzeczywistość, w której rozgałęzienia nie widać natychmiast, gołym okiem ale ono istnieje w wielu, zmagazynowanych tam różnicach, w różnym charakterze postaci, w różnicach miejsca, czasu, czy chronologii, których jednak nie możemy przygwoździć, jako jednego, wyraźnego wydarzenia historycznego, które uczyniło ten świat różnym od kanonicznego. W tym typie fanfika występuje często zwierciadlana zamiana ról u dwu, ważnych postaci, które inną całkiem rolę odgrywały w utworach oryginalnych. Na terenie Władcy przykładem na to może być, np założenie, że to nie Frodo ale ktoś inny (Sam, Merry, albo ktoś jeszcze inny), w pewnym momencie zostaje Powiernikiem. Najczęściej w którymś momencie Wyprawy Frodo ginie (Np na Wichrowym Czubie, po przybyciu do Rivendell, albo w Morii) i, do sztafety przyłącza się ktoś inny, w jego miejsce. Są to wszystko oczywiście proste założenia, robione na zasadzie gdybania. Choć, ostateczny produkt może być prosty, to jednak przestrzegałabym przed niedocenianiem potencjału takich, prostych odwróceń. Np. sama bardzo lubię wspaniały fanfik Syn Gondoru, który opiera się na bardzo powszechnym schemacie - co by było, gdyby Boromir przeżył. Widywałam opisy takich fanfików setkami i, gdybym podeszła do tego, kolejnego z takimi uprzedzeniami, to nigdy bym go nie przeczytała. A jest to tekst wybitny. Ma swoisty humor, dopracowane postacie i dynamikę.
AH. Alternative History.
Historia alternatywna, czyli założenie, że prawdziwa historia to tekst kanoniczny zaś, historia alternatywna to tekst fanoniczny. W tym, drugim, pewne wydarzenie znane z kanonu, potoczyło się inaczej, co doprowadziło do całkiem innych konsekwencji co, zupełnie zmienia nam opowieść, ale dopiero od pewnego punktu w dziejach. Wyobrażamy to sobie, jako światy w różnych wersjach, w każdym z nich, to samo lub podobne wydarzenie, potoczyło się nieco inaczej. Każdy z tych światów to wprawdzie nadal odrost tego, oryginalnego, ale to zupełnie inna gałąź.
Mary – Sue. Maria Zuzanna
Bardzo ciekawą sprawą są tzw. Mary Sue. Jest to z pewnością jedna z najczęściej występujących klisz fanfikowych. Czyli takich upiornie powtarzalnych motywów, pomysłów. Innym, takim powtarzalnym pomysłem jest „10 w Drużynie”, a co gorsza częstokroć jest to także Mary – Sue. Nazwa pochodziła od jednego ze starych fanfików startrekowych. Nazwać opowiadanie Mary Sue, albo po naszemu Marią Zuzanną oznacza je zhepać. Obrazić, sfakać itp.  MZ jest to typ fanfiku, w którym występują OC, original charachters, czyli postacie oryginalne, wytwarzane przez fanfikciarza a nie autora oryginalnego tekstu. Oczywiście, nie każdy OC to MZ. MZ to alterego fanfikciarza, wysłane do świata utworu. Ma to funkcję tylko jedną i bardzo wyraźną – zaspokajania pragnień i marzeń autora. Oczywiście MZ jest po prostu znacznie ulepszoną kopią autora, która potrafi dużo więcej oraz potrafi to, czego autor nie potrafi a chciałby, i w ogóle często MZ ratuje nie tylko, któregoś z najbardziej atrakcyjnych, głównych herosów, ale nawet i przy okazji cały świat. Na końcu misji zwykle poślubia, jednego z głównych bohaterów. MZ są to postacie oryginalne, których niepotrzebne istnienie można by podsumować tekstem z Sapkowskiego: „Tylko złe ksiązki mówią coś o swych autorach, dobre mówią o bohaterach”. Istnieje jednakże, być może na pocieszenie autorom Marysiek, lepsza odmiana tegoż procederu. Nazywa się to z angielska self-insertion. W tym wypadku różnice między nimi są dwie. Po pierwsze, istnienia Maryśki możemy się tylko domyślać, gdyż żaden autor (a raczej autorka) w życiu się nie przyzna, że stworzyła Mary-Sue zaś self-insertion jest planowym i oczywistym do odczytania umieszczeniem postaci autora w utworze. Istnieje cała grupa fanfików zwana self-insertion fiction, w których autor jest jednocześnie jednym z bohaterów. Historia, w której autor wpisuje sam siebie w dzieje, jako postać. Nie wiem skąd się to wzięło, myślę, że być może jakiś wpływ na to miały gry komputerowe, gdzie należy stworzyć sobie postać, która odpowiadałaby naszym gustom oraz wyobrażeniom, jakie chcielibyśmy mieć o sobie. Po drugie self-insertion jest rodzajem dużo bardziej realistycznego potraktowania swej postaci, swego alter-ego. Postać typu SI musi być pełna wad, problemów i niedoskonałości, w przeciwieństwie do Marysieńki, która jest z zasady niewiarygodnie doskonała. Żeby nie było, że tylko kobiety piszą Mary – Sue – istnieje duża liczba męskich odpowiedników, nazywanych różnymi, męskimi imionami ale zawsze można ich odróżnić po tych, dwu imionach np. Gary – Stu. Czasami Marie Zuzanny i ich mutacje nazywa się AOFC, Annoying Original Female Character. Original Characters dzielą się na OFC i OMC – original female i original male character.
Anonymouse
Gra słów wykorzystująca podobieństwo brzmienia słowa ‘anonimowy’,
‘anonymous’ do słowa ‘mouse’ – ‘mysz’. Chodzi o mysz komputerową.
‘Anonymouse’ to ktoś, kto pisze na forum albo komentuje utwory anonimowo, nie rejestrując się. Dosłownie znaczy to ‘anonimowa mysz’. Razem brzmi, jak ‘anonymous’ –‘anonimowy’.
Antific
Utwór, w którym autor prześladuje lub/i zabija całość obsady (filmu lub książki), której nie znosi. Raczej dziecinne, ale czasem śmieszne.
Badfic
Historia napisana specjalnie źle, napisana dla samej radochy i ubawu ale także ku edukacji, aby wypunktować powszechne błędy czynione przez niedoświadczonych autorów. W drugim znaczeniu jest to opowieść napisana po prostu źle ale nie specjalnie. Naprawdę kiepski tekst. Zwykle ci, którzy rozpoznają różnicę między dobrym badfikiem a złym badfikiem nie wiedzą czy się śmiać czy płakać.
Beta, skrót od słów beta – reader
Fanfikciarz, który jest na tyle doświadczony, że inni chcą, aby poprawiał im ich utwory i zanim wypuszczą je dalej w obieg, konsultują je z nim. Każdy szanujący się autor ma przynajmniej jedną Betę. Bety mogą specjalizować się w zakresach oceniania – np. w stylu i stylizacji, albo w zgodności z kanonem, albo zajmować się konkretnymi aspektami utworu, na których znają się najlepiej np. militariami, psychologią postaci, zastosowaniem obcych języków lub mechanizmami gospodarczymi. Większość bet najczęściej służy również do poprawiania błędów gramatycznych i ortograficznych.
Bandom
Fandom realnych zespołów muzycznych, o których pisze się fikcyjne opowiadania. Zespołów, które stają się bohaterami fanfików.
Breaking the fourth wall, czyli rozbijanie czwartego muru.
Poza czwarty mur. „Czwartym murem” nazywa się niewidzialną barierę między fantazją a rzeczywistością. Postać rozbija czwarty mur, kiedy mówi do, lub odnosi się bezpośrednio do swej publiczności lub swego twórcy, (zabieg ten często występuje w filmach animowanych i w komiksach) odkrywając lub relacjonując swoją wiedzę o swej, własnej fikcyjności. Nie jest to jednak termin ściśle fanfikowy. „Czwarty mur” jest zdruzgotaną ruiną w fanfikach typu sub-reality oraz typu meta-fik.
Bulwer-Lytton Fiction Contest, Konkurs Literacki Bulwera – LyttonaJest to coroczny konkurs odbywający się na Stanowym Uniwersytecie w San Jose, w którym wyzywa się uczestników do napisania możliwie, jak najgorszej otwierającej frazy w powieści. Edward George Bulwer-Lytton
był poślednim, wiktoriańskim powieściopisarzem i pierwotnym odkrywcą odwiecznego, notorycznego “Była, ciemna, burzliwa noc”.
Canon, kanon.
Określenie na coś; postać, zdarzenie, wątek, intrygę, pomysł, część świata, ideę, przedmiot, miejsce itd…które zdarzyły się naprawdę, czyli w profesjonalnym źródle, z którego się korzysta. Słowa tego używa się powszechnie we wszelkich fanfikdomach (fandomach fanfikowców).
Challenge, czyli wyzwanie.
Po naszemu często zwane także pojedynkiem. Nieformalna gra, popularna w kołach fanów piszących fanfiki. Ktoś mówi, „Hej, wyzywam was, żebyście napisali o X-ie!” I, każdy komu spodoba się ten pomysł na fanfik odpowiada fanfikiem, w którym umieszcza X-a. X-em może być postać lub specyficzny zbiór postaci, może być to crossover, jakaś określona sytuacja, wydarzenie albo nawet zestaw śmiesznych linijek tekstu lub przedmiotów, które muszą w tekście wystąpić. Wyzwanie musi być interesujące, niezwykłe oryginalne – i, o ile to możliwe musi to być coś, czego nie zrobiono jeszcze nigdy do tej pory. Prośba o więcej opowiadań z parą postaci, o których pisze się ciągle, nie jest wyzwaniem. Taki typowy pojedynek w fandomie polskim to np.: w świecie Harrego Pottera będzie to tekst: w utworze ma wystąpić jaskinia, różdżka Voldemorta i ministerialny Wydział Nieprawidłowego Użycia Produktów Mugoli, ale nie może wystąpić sam Voldemort. Zwykłe przy pojedynku jest podanie takich wymagań jak: tytuł, długość, temat, typ: opowiadanie, oraz często pozornie całkiem przypadkowe zdanie, które musi się znaleźć w tekście utworu np. nocny spacer, szalik w kratę, wiśnie albo zielona herbata. Drobną różnicą między angielskimi challengeami a polskimi pojedynkami jest to, że w tych pierwszych, ktoś wymyśla temat i rzuca go w tłum a ktoś inny, nieograniczona ilość innych autorów, może go sobie wykorzystać, a w tych drugich, autor, który podał temat pojedynku jest wyzywającym i sam musi się zmierzyć z tym, którego na pojedynek wyzwał lub najczęściej tym, kto się do pojedynku sam zgłosił. Challenge jest kategorią open, gdzie pisać na jeden zadany temat może nieograniczona liczba osób, chociaż zwykle czas, jaki mają jest ograniczony do np. miesiąca lub określonych dat, po których challenge się kończy a pojedynki z zasady odbywane są tylko między dwiema osobami. Publika samodzielnie, wyłonieni jurorzy albo jedynie sami moderatorzy oceniają zalety i wady utworów pod różnym kątem i wydają wyrok.
Crossover, czyli miszlung.
Opowieść, która wiąże dwa lub trzy różne fandomy. Może być to wymieszanie postaci z bliskich sobie gatunków czy uniwersów, np. Batman spotyka Wolverine’a (z X-men) albo, tak dzikie wymysły, jakie tylko chcecie np. Buffy spotyka… teletubbisie. Ogólnie to opowieść zawierająca spotkanie dwu lub więcej fantastycznych światów, gdzie powszechne jest mieszanie się różnych miejsc i czasów, gigantyczne skoki czasowe postaci z różnych utworów lub, od różnych autorów. Np bierzemy Gwiezdne wojny lub Star Trek i przesuwamy ich postacie w czasie do czasów Śródziemia. Albo bierzemy postacie ze Śródziemia – te nieśmiertelne, jak Maglor i przenosimy ich do czasów odległej galaktyki. Śmieszne i beznadziejne. I moim zdaniem poza wyeksploatowanym już sensem – spotkania różnych kultur i ras, nie ma to wiele do zaoferowania. Skrajną odmianą crossoveru, jest megacrossover, kiedy spotykają się co najmniej 4 (!) fantastyczne światy, rzeczywistości lub epoki. A czasem np. jest burza i w, jakąś bibliotekę gdzieś w Minnesocie uderza piorun otwierają się ukryte w książkach portale i robi się ciekawie. Tak naprawdę CO są nudnymi, wtórnymi typami fanfików. Chętnie postawiłabym beczkę miodu temu, kto by napisał przekonywująco, jak i dlaczego Gandalf ma szanse na spotkanie z Tomem Riddlem. Albo Maglor na spotkanie z kpt. Picardem. Generalnie to podejrzewam, że CO to pomysł, który fanfikciarze podebrali od komiksiarzy, gdyż to oni często pisali i nadal piszą komiksy o spotkaniach bohaterów różnych komiksowych serii np. Supermea i X – menów, albo Spidermana i Hulka. Jednym z takich CO dość zresztą znanych, jest komiks Liga Niezwykłych Gentelmenów, w którym to spotykały się postacie z najsłynniejszych, wiktoriańskich powieści – Holmes, Quattermaine, Jekyll, Frankenstain, Nemo, Dracula itd...Uważa się go za dobry komiks, jednak film na tej podstawie był okropny.
Denialfic czyli pokazujemy, jak bardzo nie lubimy autora, który skrzywdził naszą ulubioną postać. Są to uniwersa alternatywne, które pisze się, po to tylko, aby uniknąć lub zapobiec tragicznym wydarzeniom, które nastąpiły w kanonie. Takim wydarzeniom, których się oczywiście nie lubi. W tym przypadku Syn Gondoru będzie typowym przykładem, ponieważ w nim uniknięto śmierci Boromira. Cóż to zresztą jest za problem dla fanfikciarzy ta, jedna strzała mniej. Śmiech
Drabble
Jest to typ fanfika ustanowiony przez Stowarzyszenie SF Uniwersytetu w Birmingham, jako: winieta, czyli krótka scenka zawierająca 100 słów z, maksymalnie 15 słowami więcej, dopuszczonymi, jako tytuł. Ten typ fanfika zaczął się w brytyjskim fandomie SF, w późnych latach 80 – tych. ‘Half-drabble’ to 50 słów a ‘double drabble’ liczy 200 słów.
Fen
Liczba mnoga od fan. Używane głównie na konwentach. Obecnie słowo to odzyskuje popularność.
Ficathon
Ficathon to grupowe pisanie challenge’a, czyli wyzwania. Jedna osoba wymyśla temat a inni współtworzą opowieść zaplanowaną w temacie. Propozycja taka jest puszczana obiegiem, aby, każdy napisał jedną historię na zadany temat. Oraz na określony czas. Niekiedy wyzwania takie mają wyznaczony określony deadline na dostarczenie utworów ale niekiedy chodzi tam o napisanie fanfika pasującego do określonej daty np. z okazji urodzin jakiejs postaci lub, z okazji dnia matki, albo z okazji Świąt albo walentynek. Na terenie polskiego fandomu znam przykład ograniczenia czasu do dokładnie 24 godzin. W ciągu 24 godzin uczestnicy muszą napisać fanfik pojedynkowy na zadany temat. W ostatnim, takim pojedynku na jednym z kilkunastu wymagań było, aby w tekście znalazło się określenie różowy słoń.
Gap-filler.
Wypełniacz luk. Najczęściej utwór o długości krótkiej do średniej. Co oczywiste, bo trudno, aby ‘wypełniacz’ miał długość noweli lub powieści. Wypełniacz charakteryzuje się tym, że jest mocno osadzony w kanonie a więc pisanie go wymaga dobrej znajomości kanonu. Najczęściej taki fanfik nie jest i nie zamierza być, w żadnym razie kontrowersyjny lub, nie ma za zadanie polemizowania z kanonem. Typowym przykładem gapfillerów jest np: co się działo w Rivendell zanim Frodo sie obudził. To przecież cztery dni były. Albo, zanim w ogóle do Rivendell dotarł. Najczęściej są one średnie albo nawet dobre i starannie napisane, nawet, jeśli nieco monotonne. Jest to typ fanfika, w którym obecnie już dużo trudniej odnaleźć, jakąkolwiek oryginalną lukę do wypełnienia, która nie zostałaby już gdzieś, kiedyś wykorzystana.
GFIME "Girl Falls Into Middle-Earth" Czyli „Dziewczę wpadające do Śródziemia” – początek wielu Marysiek oraz Legiromansów. Uciekaj czytelniku jak najdalej od tych fanfików, jakby ocalenie twej fanowskiej duszy od tego zależało. Bowiem prawdopodobnie zależy. Śmiech
GAFF, czyli God Awful Fan-Fiction.
Jest to strona w sieci, na której gromadzi się najgorsze, najpotworniejsze przykłady fanfikciarstwa. Ta strona zbiera i wyśmiewa przykłady z wielu gatunków. Miłej zabawy. Śmiech
Iconoclast. Ikonoklasta.
Jest to autor, który wyspecjalizował się w pisaniu o paru, konkretnych postaciach i pisze o nich najczęściej tylko dlatego, bo nikt inny o nich nie pisze. Rzadka nazwa, która nigdy się szeroko nie przyjęła. Osobiscie nie mam pojęcia, jaką drogą szło u twórcy tej nazwy kojarzenie słowa ikonoklasta z pojęciem autora wyspecjalizowanego w pojedynczej postaci. Może od ikony - czyli jakiejś typowej postaci? Historyczni ikonoklaści niszczyli wizerunki świętych, fanfikowi ikonoklaści zdaje się, że tworzą fanfikowe wizerunki postaci pisząc opowiadania - portrety o jednej lub paru ulubionych postaciach, specjalizują się w ich historiach.
Kerfluffle, kerfuffle.
Jest to kłótnia, najczęściej o sprawy fanowskie, zwykle w formie pisemnej. Można by ją policzyć, jako malutką wojnę flejmową, gdyby nie to, że dotyczy spraw trywialnych, miałkie przekomarzania na głupie i bezwartościowe tematy. Z prawdziwymi, odwiecznymi, Wielkimi Wojnami Flejmowymi (Flame – Wars) ma tyle wspólnego co scyzoryk z półtorakiem Legiromance, Lego-romans.
Jest to opowiadanie skoncentrowane na romansie między Legolasem, a którąś z wersji Mary–Sue lub postaci typu self-insertion. Niezwykle powszechne i nieodmiennie denne.
Movieverse Wersja filmowa
Odnosi się do alternatywnego continuum, gdy książka czy komiks zostaną przełożone na popularny film. Fanfik opierający się na filmowej adaptacji utworu a nie na samym utworze. Typowym przykładem movieverse fanfika o wyłącznie filmowym pochodzeniu będzie fanfik ze sceną pościgu do Brodu Bruinen w wykonaniu Arweny ratującej Froda.
Nuzgul
Inna nazwa na ‘plotbunny’. Pochodzenie nieznane, ale najwyraźniej było to zamierzone przekręcenie słowa ‘Nazgul.’
OFUM Camilla Sandman's Official Fanfiction University of Middle-Earth,
Oficjalny Uniwersytet Fanfików Śródziemia Camilli Sandman.

Na uniwersytet do fikcyjnego uniwersum porywani są autorzy najbardziej złych fanfików i poddawani torturom edukacyjnym, przez bardzo zirytowane postacie kanoniczne. Podgatunek tolkienowskich fanfików, który zainspirował podobne twory w innych fanfikach.
POV – Point of View.
Punkt widzenia. Chodzi tu o to, że sam tekst ma przedstawiać ściśle kanoniczne wydarzenia ale w narracji postaci innej niż, ta, która je przedstawiała w kanonie. Np. jeśli rozdział „Bieg do Brodu” kanonicznie został napisany w punktu widzenia zewnętrznego narratora to, fanoniczna wersja tych scen będzie pisana z POV np Glorfindela, Froda, albo np. Asfalota. A, czytałam całkiem nieźle opowiadania, w których narratorem znanych scen były czarne charaktery. Moim zdaniem b.trudno jest napisać cokolwiek z POV orka albo uruka. Nie mówiąc już o Nazgulach. Polecam też utwory, które eksploatują POV Bilba i Elronda w Rivendell i Glorfindela nad Brodem Bruinen. Czytałam już, niezłe opowiadanie – horror z punktu widzenia Pierścienia. Ale najbardziej ze wszystkich, dziwnych POVów podobało mi sie opowiadanie o wyścigu do brodu Bruineny z punktu widzenia Asfalotha.
Plotbunny
Czy kiedyś dopadła was jakaś idea, jakiś pomysł, który właściwie prowadziłby donikąd ale, o którym bardzo chciałoby się napisać? Jeśli tak, to zostaliście zaatakowani przez plotbunny. ‘Plot’, to intryga, narracja, fabuła a ‘bunny’ to królik. Prawdopodobnie nazwę zainspirowały słowa Johna Steinbecka "Idee są jak króliki. Masz parkę i uczysz się, jak z nimi postępować i niedługo masz już tuzin.”
Protectors Of The Plot Continuum. Obrońcy Kontinuum Narracyjneg
Pisarskie towarzystwo oddane eliminowaniu Marysiek z opowieści, które zostały nimi zainfekowane – Obrońcy działają głównie na terenie fanfików LOTRowych, czyli z Władcy Pierścieni.
Spackle
Jest to nazwa wzięta od pasty, którą uszczelnia się dziury w murze. Czyli, jest to opowiadanie, które ma wypełniać dziury w kanonie zastępując brakujące sceny lub kulejącą motywacje. Inaczej nazywa się to też, ‘oakum’, czyli pakuły, którymi uszczelnia się statek.
Sturgeon's Law. Prawo Sturgeona
Brzmi ono w największym skrócie – 90 procent wszystkiego, to gówno. Powiedzenie pisarza Theodora Sturgeona, który rzekł raz : Pewnie, że 90 procent fantastyki to gówno, bo 90 procent wszystkiego to gówno. Fandomowi scholarze do dziś się spierają, jakiego dokładnie niecenzuralnego słowa użył Sturgeon. Śmiech Prawo może być aplikowane fanfikom i zwykle jest.
Suethor
Osobnik specjalizujący się w wytwarzaniu Mary Sue – nazwa powstała ze zbitki słów Sue i autor.
Vignette.
Bardzo krótka historia, której tematem jest krótki odstęp czasu, pojedynczy przedmiot lub jeden bohater, zdarzenie, emocja, relacja itp… Winieta, czyli krótka scenka bardzo rzadko jest scenką akcji a najczęściej zawiera dialog wewnętrzny postaci, gdy przemyśla ona coś, co się właśnie stało lub debatuję nad czymś, z czym dopiero się ma zmierzyć, albo zwyczajnie cieszy się chwilą. Z konieczności wszystkie fanfikty typu
‘drabble’, czyli do 200 słów są winietami. Winiety często są utworami silnie lirycznymi i/lub dramatycznymi.
Wilver Niemożliwy technicznie kolor, kombinacja srebrnego z…właściwie z czymkolwiek innym, naprawdę. Nazwany tak, ponieważ Marie Zuzanny mają tendencje do utrzymywania, iż ich włosy, oczy itd… są w odcieniach takich, jak lawendowo – srebrny, wrzosowo – srebrny i tak dalej. Niekiedy zwany również ‘urple’, od ‘purple.’

----------------------------------------------------------------


Może nawet wątek rozwinie się w coś ciekawego dla taich, jak ja fanów fanfikciarstwa - mam nadzieję Uśmiech
poz Uśmiech
tal

#2:  Autor: AdiemusSkąd: Krakuff WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
Kawał dobrej roboty, Tal Jestem za -jestem pełen uznania chwała wam, chylę czoła, dzięki
Imho to dobrze, że nie poszedł na TFie -jest tak dużo różnorodnych informacji, że w formie "słyszanej" uległyby wyparowaniu. A teraz można sobie spokojnie przeczytać i przemyśleć. Nie mówiąc o tym, że jest też potencjalnie większa grupa odbiorców (w końcu ile osób przyszło na tegoroczny panel fanfikowy, tuzin? piętnaście? Jestem rozwalony ).
Oprócz prozy (która jest najczęstszym polem uprawianym przez tworzących fiki) poruszyłaś jeszcze (lekko) temat filmu i teatru. Aż się (w związku z tym) prosi o wspomnienie o poezji (o ile zechcemy tym szumnym słowem nazwać mniej lub bardziej udane rymowanki i białe wierszyki), także o tej z muzyką, czyli piosenkach (samą muzykę "inspirowaną Śródziemiem" odłóżmy lepiej na bok, chociaż to taki sam fanfik, jak i wymienione wcześniej Język ). Nie będę ukrywał, że właśnie ten motyw interesuje mnie najbardziej -ostatnio (o ile coś piszę Język ) koncentruję się na rymowankach właśnie, a szczególnie tych do pośpiewania "przy ognisku" Spox

Imho temat ten jest wart wybryknięcia z Kucyka do Tolkienistyki. A sam referat warto byłoby (po korekcie interpunkcji i paru błędów stylistycznych Patrzeć spode łba,podejrzliwie ) opublikować na Ennorath w dziale "fandom" Jestem za

#3:  Autor: TallisKeetonSkąd: Oleśnica WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
Taa, nigdy się nie lubiliśmy z przecinkami - albo wstawiam ich za dużo albo za mało wściekły Błędów stylistycznych staram się unikać, poprawiać co się da - ale ponieważ to miało być mówione, to wyszło, jak wyszło Uśmiech
A napisałam tylko o prozie, bo tylko na tym się wyznaję, to jest tylko tego czytałam więcej - poezję fanowską czytałam bardzo rzadko i jakoś nie bardzo gustuję Elfik a fanfilmów widziałam słownie 2, więc nic nie mogę powiedzieć o kondycji całości tych fanfikowych gatunków. W dodatku, gdy czytałam jakieś artykuły o fanfikciarstwie to tylko o opowiadaniach.
Jeśli Ennorath to zechce to obawiam się, że poprawianiem mogę się zająć dopiero w końcu października, bo teraz mam jeszcze jeden egzamin i
6-go jadę na senatorium. A tam nie będzie czasu, bo tam zamierzam przemyślać sprawę kolejnego (po Nowej Zelandii) arta, o którymś co bardziej "tolkienowskim" kraju na OPD. Zaś między tym egzamem a wyjazdem chcę zakończyć i wygładzić arta o filmie - zwłaszcza, że dotarłam do wielu interesujących filmowych analiz i może pare linijek Beowulfa dodać.
Dziękuję pięknie Adi chwała wam, chylę czoła, dzięki
poz Uśmiech
tal

#4:  Autor: Dagnerie WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
Kawał dobrej roboty Tallis Uśmiech Piękny tekst.
Odniosę się do kilku fragmentów:
- podoba mi się to, że też zwróciłaś uwagę na rozbieżność w definicji "slasha"
- zaciekawił mnie podział na te różne erotyzacje, przesunięcie uwagi z pierwszoplanowych bohaterów na drugoplanowych itd; nigdzie wcześniej o tym nie czytałam (może dlatego, że operuję raczej innym typem terminów fanfikowych)
- "MZ to alterego fanfikciarza, wysłane do świata utworu."
Oj nie zgodziłabym się Z przymrużeniem oka Z tego co czytałam już rozgranicza się Mary Sue i self-insertion. Postać oryginalnie należąca do dzieła (np. Galadriela czy inna Arwena) może stać się gorszą MS od dobrze, aczkolwiek bez przesady opisanego self-insertion.
Nie wiem na ile operujesz włoskim, ale pewien pan Manzoni (według niektórych Włochów) napisał powieść ("Promessi sposi", polski tytuł "Narzeczeni") w której główna bohaterka to Mary Sue (wszechidealna, wszyscy ją kochają i nawet zły się nawraca blablabla)
- poruszyłaś ważny temat stereotypowej wprawki autora na fanfikach i zgodzę się z Tobą, że jeśli pisze się z zasadami kanonu i z tym, co nazywacie "duchem tolkienowskim" [(offtopic) wyobraziłam sobie właśnie ducha Tolkiena pomagającego pisać fanfika (end offtopic)], to może być ciężko. Co innego gdy po jakimś czasie autor widzi, że duch Tolkiena nie przyszedł, kanon leży i kwiczy, to można się pokusić o przeróbkę tego na oryginał (w sensie nazw, imion postaci ecc.)

Tyle z mojej strony Uśmiech Na pewno będę często zaglądała do tego tekstu dla przyjemności.

#5:  Autor: Zair Ugru-nadSkąd: z Czwartej Ery WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
Wreszcie pojawił się tekst, który porządkuje te wszystkie pojęcia, które jak dotąd w dużej mierze były dla mnie kompletnie niezrozumiałe Jestem za Popieram Adiego, żeby po drobnych poprawkach stylistycznych (i podziale na paragrafy Jestem rozwalony) opublikować go na stronce Ennorath Uśmiech

Chciałabym się tylko odnieść do jednego aspektu, dotyczącego zamieszania z prawami autorskimi.
TallisKeeton napisał(a):
Niekiedy pojawiają się głosy, że fanfiki są produkcją na skraju prawa, że łamią, albo chociaż naginają prawo autorskie. Stąd owe paniczne obwieszczenia, przed każdym prawie angielskojęzycznym fanfikiem, że postacie, miejsca, historia, itd. są własnością tego czy owego. Otóż, nie są własnością. Własnością autora jest utwór od pierwszej do ostatniej literki, jako całość dzieła ale nie jego części, takie, jak imiona, motywy, miejsca i nazwy. Na szczęście polscy autorzy jeszcze nie nabyli tej paniki. I, niech nie dadzą sobie wmówić, że to jest konieczne.


Niedochodowe pisanie fanfików, podobnie jak tworzenie prac plastycznych, muzycznych czy fotograficznych inspirowanych "światem oryginalnym" nie jest łamaniem prawa. Jest to dokładnie tym, co ładnie określiłaś na początku tekstu - aktywnym odbiorem dzieła, w tym wypadku literackiego.

Jednakże z interpretacją własności autora polemizowałabym. Własnością prawną autora dzieła jest całe dzieło rzecz jasna, jak i każdy jego element. Przychodzi mi na myśl porównanie do tworzenia grafik wykorzystujących elementy grafik innych autorów, jakie dość często spotyka się na DeviantART. Zawsze jest podane, z czyjej pracy wzięty jest dany element, razem z linkiem do oryginalnego dzieła. Tak samo w przypadku Ardy - Arda jako świat, ze wszystkimi jego elementami, rozpoznawalnymi imionami własnymi, jest własnością autora, czyli J.R.R. Tolkiena. Jest to niezbywalne prawo autorskie twórcy. Moim zdaniem umieszczenie takiej informacji o prawach autorskich nie jest w żadnym wypadku paniczne, a jedynie oddającym szacunek twórcy i jednoznacznie definiującym rolę autora fanfika, jak również prostującym niejasności jakie mogą pojawić się u osoby, która czyta fanfik, a nigdy nie czytała dzieła oryginalnego. Taki ktoś np. może odnieść błędne wrażenie, że cała plejada bohaterów, jacy pojawiają się w fanfiku - np. Feanor, jego synowie etc. są postaciami stworzonymi i będącymi własnością autora fanfika. Chyba to nie fair wobec Tolkiena, nieprawdaż? Dlatego moim zdaniem musi być informacja jednoznacznie wskazująca na to, że publikowane w serwisie czy czasopiśmie dzieła zawierają elementy i postaci wykreowane przez autora dzieła "źródłowego". Co innego np. postaci, które w Legendarium nie występują, a są oryginalnym pomysłem autora fanfika - do nich z kolei prawa autorskie twórcy ma autor fanfika. A wykorzystanie ich przez innego autora fanfika powinno być za zgodą tego pierwszego (pod warunkiem, że twórca żyje) i z podaniem informacji, kto jest twórcą (i ew. linkiem to dzieła, z którego wzięta została inspiracja).

Niestety w naszym kraju kwestia praw autorskich twórcy ciągle leży sobie w cieniu i bardzo niewielki procent ludzi (w tym głównie twórców) traktuje je poważne Ratujcie bo go pobiję Jestem przeciw Podobnie zresztą, jak ogólnie pojęty szacunek do drugiego człowieka, ale myślę, że jedno idzie w parze z drugim. Jestem przeciw

Bardzo ważna jest również informacja o niedochodowym charakterze serwisu internetowego czy czasopisma, publikującego twórczość fanowską. Tutaj w grę wchodzą majątkowe prawa autorskie, które są z kolei własnością Christophera Tolkiena i TE.

#6:  Autor: AchikaSkąd: Lublin WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
Jeżeli ta informacja jest tak ważna, to znaczy, że istnieją również dochodowe serwisy publikujące fanfiki. Mogę prosić o adres?

#7:  Autor: Zair Ugru-nadSkąd: z Czwartej Ery WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
Achika napisał(a) (zobacz wpis):

Jeżeli ta informacja jest tak ważna, to znaczy, że istnieją również dochodowe serwisy publikujące fanfiki. Mogę prosić o adres?


Ale to wcale tego nie oznacza. Teoretycznie taki serwis mógłby istnieć i działać, gdyby miał zgodę TE. Z drugiej strony natomiast znane są wydane fanfiki autorów takich, jak Yeskov czy Pierumow.

Natomiast informacja o niedochodowości serwisu WWW czy jakiegokolwiek wydania w druku stawia w jasnej sytuacji właściciela serwisu, wydawcę oraz autorów dzieł tam publikowanych.

#8:  Autor: LórinSkąd: Warszawa WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
Świetny tekst, Tallis. Jestem za

Chciałem tylko dodać, że każdy gatunek fanfikowy można poprowadzić w niezwykle ciekawym kierunku. Piszesz, że „tak naprawdę CO są nudnymi, wtórnymi typami fanfików.” Nie byłbym taki kategoryczny. Jeden z moich ulubionych fanfików to crossover Harry'ego Pottera i... Kubusia Puchatka! Jestem rozwalony

Strona 1 z 3

Powered by phpBB 2 © 2001,2002 phpBB Group