John Garth - Tolkien and the Great War
Idź do strony 1, 2, 3  Następna  :|=|:
Forum dyskusyjne miłośników twórczości J.R.R. Tolkiena -> Tolkienistyka i Posttolkienistyka

#1: John Garth - Tolkien and the Great War Autor: AdiemusSkąd: Krakuff WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
Garth na str 105 napisał(a):
Smith declaret that, through art, the four would have to leave the world better, than they had found it. Their role would be 'to drive from life, letters, the stage and society that dabbling it and hankering after the unpleasant sides and incidents in life and nature which have captured the larger and worser tastes in Oxford, London and the world ... to re-establish sanity, cleanliness, and the love of real and true beauty in everyone's breast.' Smith wrote to Tolkien the next day: 'It struck me last night that you might write a fearfully good romantic drama, which as much of the "supernatural" as you cared to introduce. Have you ever thought of it?'

TOLKIEN AND THE GREAT WAR. The Threshold of Middle-earth. John Garth, HarperCollins Publishers, 2003. Wiem, czytałem w prawach autorskich na stopce, że podawanie jakichkolwiek cytatów wymaga zezwolenia. Ale robię to w celach poznawczych i reklamowych -może więc ewentualny wyrok łagodnym bedzie...
Książkę czyta się rewelacyjnie. Garth -jak czytamy na obwolucie- włożył w tę książkę 5 lat pracy. Bibliografia jest imponująca (może nie będę przepisywał), a wszystkie (jak się zdaje) cytaty udokumentowane w "notatkach" (np. fragmenty w powyższym cytacie pochodzą z listu Smitha do Johna Ronalda z dnia 24.10.1915).

Do tej pory znałem tylko Błażejewskiego "Powiernika Pieśni" i "Biografię" (wprawdzie raczej "po łebkach") H. Carpentera. Praca Gartha znakomicie uzupełnia i rozwija H.C., a dokładnie lata 1905-1920, koncentrując się na czterech przyjaciołach - założycielach Tea Club - Barrowian Society (i jest im także poświęcona. Może nie będę tracić miejsca na wyjaśnianie, kim byli, ktokolwiek czytał coś o Tolkienie wie, o kogo chodzi). Poznajemy nie tylko fakty z ich życia -poznajemy ich myśli i uczucia wyłożone w listach wymienianych między sobą i innymi osobami oraz znalezione w dziennikach. Poznajemy rozwój ich pracy twórczej - każda z trzech części zawiera liczne cytaty, nie tylko JRRT -ale jego przede wszystkim. W porównaniu z Carpenterem mniej jest o Edith, jej postać fizycznie schodzi na drugi plan - ale nadal widać ją jako inspirację i muzę Tolkiena. Przynajmniej w pierwszej części pracy.
Część druga, "Tears unnumbered", to prawdziwa gratka dla miłośników batalistyki. Garth najdokładniej, jak tylko można, odtworzył wojenne dzieje całej czwórki (łącznie z ich korespondencją i fragmentami dzieł, jakie wtedy tworzyli; oczywiście cytaty wydają się być starannie dobrane pod kątem tytułowego założenia - I wojna światowa i jej wpływ na Śródziemie). Do książki dołączone są dwie mapki, z których wynika, że trzech spośród Wielkiej Czwórki (Wiseman dostał przydział do Royal Navy i wojnę spędził na okręcie "Dreadnought") walczyło niedaleko od siebie, na przestrzeni zaledwie kilkunastu mil kwadratowych. I znowu muszę nawiązać tu do H.C. -śmierć Gilsona opisuje zaledwie jednym zdaniem
H. Carpenter, Biography napisał(a):
Rob Gilson had died at La Boisselle, leading his men into action on the first day of the battle, 1 July.

poprzedzonym krótkim opisem, jak to Tolkien wraca po akcji na miejsce "odpoczynku od linii frontu" i zastaje list od Smitha z informacją o tym wydarzeniu. Garth na opis tej (odtworzonej) akcji poświęca kilka stron, łącznie z wypowiedzią żołnierza, który znalazł w okopie ciało Roba "wyglądające, jakby ktoś go tam dowlókł, albo dowlókł się sam, ale nie było już oznak życia".
Są dokładne opisy akcji, w których uczestniczył Tolkien, przebieg jego choroby - a także liczne ciekawostki:
Garth na str. 206 napisał(a):
Tolkien was not the only old TCBSite invalided home to Birmingham, for T. K. Barnsley was back too. Buried alive by a trench mortar at Beaumont-Hamel in August, Tea-Cake has been packed off to England with a split eardrum and suffering from shell shock. Rob Gilson's sister, Molly, dressed wounds here for the army surgeon, Major Leonard Gamgee. A man of some repute, and an Old Edwardian, he was a relative of famous Sampson Gamgee who had invented, and given his name to, surgical gamgee-tissue, mentioned by Tolkien as the source of Sam Gamgee's surname in The Lord of the Rings.
Im dalej w las, tym więcej przykładów na to, że Śródziemie zostało ukształtowane pod wpływem wojennych przeżyć i przemyśleń Johna Ronalda. Garth analizuje poszczególne wątki składające się na pierwotną wersję Śródziemia (którą znamy jako "Księgę zaginionych Opowieści"), starając się odszukać źródła i dopasować treść prozy lub poezji do zdarzeń. Ale -jak wiadomo również i z Listów- nie była to prosta alegoria: Elfy - nasi, Orki - Niemcy. W siłach Zła Tolkien oddał zło, którego przykłady znajdowano po obu stronach, anglicy także rozstrzeliwali przeciwników, którzy chcieli się poddać, a których z różnych względów nie chciało im się eskortować; Garth podaje też przykład wydanego rozkazu, zabraniającego udzielać pomocy rannym. Z drugiej strony podaje uczciwie, ze jakaś jego teza niekoniecznie musi być prawdziwa (bardzo podoba mi się jego kilkakrotnie użyte w takich miejscach sformułowanie: "jakakolwiek nie byłaby odpowiedź...").
Ale może poczytajcie sami:
Garth na str. 220-221 napisał(a):
Orcs and Balrogs, however, are not enough to achieve the destruction of Gondolin. 'From the greatness of his wealth of methals and his powers of fire' Melko constructs a host of 'beasts like snakes and dragons of irresistible might that should overcreep the Encircling Hills and lap that plain and its far city in flame and death'. The work of 'smiths and sorcerers', these form (in three varietes) violate the boundary between mythical monsters and machine, between magic and technology. The bronze dragon in the assault move ponderously and open breaches in the city walls. Fiery versions are thwarted by the smooth, step incline of Gondolin's hill. But a third variety, the iron dragons, carry Orcs within and move on 'iron so cunningly linked that they might flow ... around and above all obstacles before them'; they break down the city gates 'by reason of the exceeding heaviness of their bodies' and, under bombardment, 'their hollow bellies clanged ... yet it availed not for they might not be broken, and the fires rolled off them'.
The more they differ from the dragons of mythology, however, the more these monsters resemble the tanks of the Somme. One wartime diarist noted with amusement how the newspapers compared these new armoured vehicles with 'the ichtyosaurus, jabberwocks, mastodonts, Leviathans, boojums, snarks and other antediluvian an mythical monsters.' Max Ernst, who was in the German field artillery in 1916, enshrined such comparisons of canvas in his iconic surrealistic painting Celebes (1921), an armour-plated, elephantine menace with blank, bestial eyes. The Times trumpeted a German report of this British invention: 'The monster approached slowly, hobbling, moving from side to side, rocking and pitching, but it came nearer. Nothing obstructed it: a supernatural force seemed to drive it onwards. Someone in the trenches cried, "The devil comes," and that word ran down the line like lightning. Suddenly tongues of fire licked out of the armoured shine of the iron caterpillar ... the English waves of infantry surged up behind the devil's charriot.' The Time's own correspondent, Phillip Gibbs, wrote later that the advance of tanks on the Somme was 'like fairy-tales of war by H. G. Wells'.
Indeed, there is a whiff of science fiction about the army attacking Gondolin, a host that has 'only at that time been seen and shall not again be till the Great End'. In 1916, Tolkien was anticipating the dictum of Arthur C. Clarke that 'Any sufficiently advanced technology is indistinguishable from magic.' From a modern perpective, this enemy host appears technological, if futuristic; the 'hearts and spirits of blazing fire' of its brazen dragons remind us of the internal combustion engine. But to the Noldoli the host seems the product of sorcery. 'The Fall of Gondolin', in Tolkien's grand unfolding design, is a story told by an Elf; and the combustion engine, seen through enchanted eyes, could appear nothing other than a metal heart filled with flame.
Entuzjastycznie odebrałem tę książkę; chciałoby się przepisać Wam tu z połowę... po prostu jest tego warta. Ale raz, że prawa autorskie, dwa, że brak możliwości... Muszę ją po prostu oddać jutro do biblioteki. Ale -prędzej czy później- kupię. I Wam polecam, bo jest tego warta, mimo iż cena -jak na nasze warunki- trochę zaporowa, to wydanie w twardej oprawie, które mam przed sobą, to 20 funtów.

Chaotycznie wygląda ta "recenzja". Ale nie wiem po prostu, co w niej zamieścić, tyle fajnych wątków zostało w książce poruszonych... Może to, iż Garth żałuje, że Tolkien w późniejszych latach zmienił koncepcję narracji "Silmarilliona" na bardziej suchą, rezygnując z groteskowych wątków towarzyszących postaci Tevilda/Saurona, psychologicznych niuansów dotyczących Valarów (wprost stwierdza, że stali się mniej ciekawi).

Co na zakończenie? Naprawdę nie wiem. Muszę chyba przeczytać jeszcze raz...
A jak wam się wydaje zbyt chaotycznie ze strony Adiemuska, to tu macie dwa linki do innych recenzentów:
http://www.greenmanreview.com/book/book_garth_tolkien.html
http://www.troynovant.com/Stoddard/Garth/Tolkien-and-Great-War.html
W załącznikach: moje nieudolne tłumoczenie dla tych, którzy angielski znają jeszcze gorzej ode mnie (albo dopiero zaczynają się uczyć) oraz okładka.

#2:  Autor: AdiemusSkąd: Krakuff WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
Aha, wygląda na to, że nie przyglądaliście się okładce, a szkoda. Zdjęcie z niej wykonano w Oxfordzie na kilka miesięcy przed wojną; wydaje mi się, że zostało użyte nieprzypadkowo.
Tolkien to ten jedyny pokolorowany gościu, który wspina się na drzewo. Język

Jeszcze nie łapiecie symboliki? Jestem rozwalony

Ja widzę dwie sprawy.
- po pierwsze primo, Tolkien jako jedny z tego rocznika naprawdę się wybił "nad poziomy" Pserwa
- po drugie primo, widzę tu też nawiązanie do opowiadania "Liść, dzieło Niggla", które zresztą przywołuje też i Garth w swojej pracy. Tolkien opisał w nim przecież siebie, jako malarza, który przez całe życie maluje jeden, jedyny obraz, drzewo właśnie. Nieustannie poprawiając i cyzelując, z powodu chorowitego wręcz perfekcjonizmu nie jest w stanie ukończyć dzieła. Tak też (niestety) było i z dziełem Profesora, dostaliśmy niedokończoną Mitologię Śródziemia, pełną -z jednej strony- dziur i nieścisłości a z drugiej wypełnioną licznymi wersjami tej samej sceny czy opowieści (jak rzucicie okiem do innego tematu w tym dziale, zobaczycie, że np. wersji wrzucania Pierścienia do Szczelin Zagłady można naliczyć sześć)

#3:  Autor: SędziwojkaSkąd: Smoków, Lutetia & Al-Ándalus WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
Jesli ktoś chciałby poczytać sobie Gartha, to jest dostępny w sieci na tej stronce. Z przymrużeniem oka

#4:  Autor: AdamSkąd: Łódź WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
Właśnie kupiłem na Allegro ww. książkę za 16,5zł (z wysyłką, bo za książkę cena była 10zł w Kup teraz).

Jest to to amerykańskie wydanie z podkolorowaną postacię Tolkiena na okładce.

No nic, czekam na listonosza w takim razie Uśmiech

Mam tylko nadzieję, że nie przepłaciłem i książka okaże się warta tych pieniędzy za nią wyłożonych Uśmiech

#5:  Autor: TallisKeetonSkąd: Oleśnica WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
Czytam sobie w guglu i trafiłam na coś sprzecznego.
Otoż w tej biografii Arthur Tolkien pracował w Bank of Africa a u Carpentera afair w Banku Lloyda. Komu się pomyliło?
poz Uśmiech
tal

#6:  Autor: M.L.Skąd: Mafiogród WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
Osobiście bym bardziej wierzył Garthowi, gdyż jego praca bazuje na znacznie bardziej rzetelnych i rozleglejszych badaniach źródłowych, niż w przypadku Carpentera. To nie gwarantuje, iż nie mógł popełnić błędu i oczywiście należałoby to sprawdzić, by mieć pewność, ale tak na słowo to raczej zaufałbym Garthowi. Uśmiech

#7:  Autor: AdamSkąd: Łódź WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
A co to jest za różnica gdzie konkretnie (jaki bank) pracował ojciec Tolkiena? Istotne, że w Anglii i RPA. W zasadzie nie tyle kim był, ale jego brak są istotne w zrozumieniu kim był JRR Tolkien...

#8:  Autor: klemenkoSkąd: Bonn WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
Wg Carpentera Artur Tolkien w Anglii pracował dla Lloyds Bank, a w Bloemfontein - dla Bank of Africa. IMHO nie ma tu sprzeczności. (Carpenter, s. 10).
Adam napisał(a) (zobacz wpis):
Istotne, że w Anglii i RPA.

No właśnie nie w RPA, a w Wolnym Państwie Oranii. W razie czego ML dopowie szczegóły Super śmiech

Strona 1 z 3

Powered by phpBB 2 © 2001,2002 phpBB Group