Forum dyskusyjne miłośników twórczości J.R.R. Tolkiena
w sieci od 11/2001
 
Gospoda(0) | Zasady Forum | FAQ | Szukaj | Kalendarz |  Zarejestruj się |  Profil | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości | Zaloguj

"Najważniejsze były same opowieści. Powstały w moich myślach jako rzeczy `dane` i, w miarę jak oddzielnie się pojawiały, tworzyły się między nimi związki. Absorbująca, choć stale przerywana praca (szczególnie dlatego, wyłączając nawet względy życiowe, że myśli ulatywały ku drugiemu biegunowi i podejmowały kwestie językowe): a jednak zawsze miałem poczucie zapisywania czegoś, co już gdzieś było `istniejące`, a nie `wymyślone`." List do Miltoma Waldmana, J.R.R. Tolkien. Listy


Temat: O. Badeni i Tolkien (Strona 1 z 1)

  skocz na koniec strony
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tolkienowskie -> Tolkienistyka i Posttolkienistyka Wydruk
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Nifrodel
Alsílatiel / Administrator


Dołączył(a): 08 Lis 2001
Wpisy: 2731
Skąd: Ossiriand
Nieobecny(a): panta rhei...

Wysłany: 12-03-2010 22:57    Temat wpisu: O. Badeni i Tolkien Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum


W wieku 97 lat w Krakowie zmarł 11 marca 2010 ojciec Joachim Badeni - dominikanin.

Redakcja Aiglosa chciałaby przypomnieć i podzielić się z Wami wywiadem, którego udzielił nam dla numeru czwartego w 2005 roku.

Cytat:

Wywiad z o. Joachimem Badenim,
Almanach Tolkienowski Aiglos nr 4, wiosna/lato 2005.

O. JOACHIM BADENI OP to osoba nietuzinkowa. Urodzony w 1912 roku w wielkiej magnackiej rodzinie, wychowanek żywieckich Habsburgów, żołnierz Brygady Podhalańskiej, od ponad sześćdziesięciu lat jest skromnym, acz niezwykłym zakonnikiem. Wychowawcą pokoleń polskich dominikanów. Osobą cieszącą się wielkim i niekwestionowanym autorytetem. Jest znakomitym duszpasterzem, znawcą mistyki chrześcijańskiej i buddyzmu zen. Słynie z dowcipu, ciętego języka i... miłości do "Władcy Pierścieni". Temu późnemu uczuciu, które rozkwitło, gdy przekroczył sześćdziesiąty rok życia, pozostaje wierny do dzisiaj.
*
Na wywiad z ojcem Badenim jechaliśmy pełni tremy i niepewności, jak wypadnie nasze spotkanie z wielkim człowiekiem. Wyruszyliśmy bladym świtem (o 5.30 rano!), żeby zdążyć do Krakowa na 9.00. Jechaliśmy przez jesienną Polskę, miejscami przypominającą ukochane przez ojca Badeniego złociste Lórien i przepowiadaliśmy w myślach pytania, którymi chcieliśmy zasypać naszego rozmówcę. Gdy wreszcie, poprzez klasztorne krużganki, w których nasze kroki odbijały się pięknym echem, dotarliśmy do rozmównicy, każde z nas miało dokładnie zaplanowane, o co i kiedy zapyta ojca Badeniego. Oczywiście, wszystkie te plany wzięły w łeb, gdy wreszcie on sam do nas przyszedł. Okazał się dużo bardziej bezpośredni, wesoły i młody duchem niż mogliśmy się spodziewać, nawet znając jego dotychczasowe wypowiedzi i książki. Komplementował żeńską część naszej "delegacji", wybrzydzał na Gwiezdne wojny, opowiadał o Lórien z pasją, której mógłby mu pozazdrościć nastolatek, a jednocześnie zachwycał swoją mądrością, bystrym, krytycznym umysłem, doskonałą pamięcią i poczuciem humoru. Ojciec Badeni ma ponad 90 lat, a jest tak pełen życia, że naprawdę nie sposób było przeprowadzić z nim rutynowego wywiadu. Nasze spotkanie przerodziło się więc w rozmowę - częściowo dotyczącą Tolkiena, częściowo życia. Wyszliśmy pod ogromnym urokiem naszego rozmówcy, przekonani, że żaden wywiad nie odda niezwykłości naszego spotkania. Zdecydowaliśmy się więc na przedstawienie czytelnikom "Aiglosa" fragmentów naszej rozmowy z ojcem Badenim, z pominięciem naszych pytań.
Ojciec Joachim Badeni opowiedział nam:


O LEKTURZE "WŁADCY PIERŚCIENI"

Sięgnąłem po "Władcę Pierścieni" trzydzieści lat temu, w Szwecji, u mojego brata. Połknąłem bakcyla i tak już zostało. Kiedyś odczytywałem w Tolkienie władzę Partii, wiszące nad człowiekiem zło. Takie wspomnienie, z tym związane: miałem w domu dyplom ukończenia szkoły podchorążych brygady spadochronowej w Szkocji i spaliłem go, bo bałem się rewizji. Jak widać, władza ludowa wytworzyła poprzez aparat bezpieczeństwa klimat lęku. I to był właśnie ten Cień - the Shadow z Tolkiena. Cień, który rósł, im bliżej było Mordoru, a wraz z nim rosło poczucie lęku. Również wędrówka wielu Polaków podczas II wojny przypominała coś z drogi Drużyny. Przygody, trudności, trudy samego marszu, zagrożenia na rzece - gdy spotyka się orków. Tak naprawdę jednak naszego doświadczenia nie odnajdujemy u Tolkiena, bo mitu nie można przeżywać konkretnie. Jest on konkretem zupełnie innego typu. U Tolkiena magiczne jest drzewo, ale nie jest to drzewo poety. Ono jest konkretne - ale nie fantastyczne. Konkretne - ale nie realne. Konkretne - ale mityczne. Czasem trudno jest nam to zrozumieć, bo my jesteśmy konsekwentnie demitologizowani. Myślę, że tajemnica Tolkiena to jest magia książki. Nas, dominikanów, zawsze szkolą w szukaniu definicji wszystkiego - jak określić to, co jest magią "Władcy Pierścieni"? Mam 93 lata. Chodzę w habicie już 60 lat. Jest to pewna specyfika osobowości, może nietypowa. Zawodowo, my, dominikanie, musimy mieć kontakt osobisty z tamtym światem, światem objawionym w Piśmie Świętym i w tradycji Kościoła. Ze światem Boga, aniołów, duchów i świętych, którzy interweniują w nasze codzienne życie. Kiedy tego kontaktu nie mamy, to jesteśmy do niczego jako pośrednicy między tym światem a wami. A jak jest z Tolkienem? On opisywał to, co widział, ze wszystkimi szczegółami. Nie komponował, nie wymyślał, tylko właśnie widział i spisywał. I stąd całkowite przekonanie o prawdziwości jego świata, które udziela się czytelnikowi. Świat, który drzemie w nas i jest archetypem - to właśnie Tolkien. To nasz odtworzony sen. A czy sen ten jest całkiem nierealny? Nie jest nierealny w tym sensie, że nie istnieje nigdzie - on istnieje w nas. Gdy ktoś potrafi go genialnie udramatyzować - jak Tolkien we "Władcy Pierścieni" - to wtedy trafiamy na coś nam bardzo bliskiego. Ja, na przykład, bardzo dobrze się czuję w Śródziemiu, szczególnie w Lórien. Liście tam teraz spadają jesienne... Coś ze mnie tam jest. To jest raj. To jest pierwszy rozdział Księgi Rodzaju. W ogóle Tolkien jest niesamowicie chrześcijański, a jednocześnie bardzo w tym chrześcijaństwie dyskretny. Chrześcijanin winien przeżywać kontemplację, czyli widzenie tajemnic bożych. To nie jest tylko przywilej mistyków, to przywilej każdego człowieka ochrzczonego. Żeby jednak przekazać fascynację Słowem Boga, trzeba być najpierw samemu tym Słowem Boga zafascynowanym. A niestety nie każdy jest. Natomiast Tolkienem można się o wiele łatwiej zafascynować i będzie to fascynacja prowadząca w głąb, dalej, do objawienia chrześcijańskiego. Mnie samemu Tolkien pomaga w życiu duchowym. Choć, oczywiście, dla wielu ludzi może być wręcz przeciwnie. Gdy ktoś jest obojętny religijnie, to może to być dla niego rodzaj pogańskiego mitu. Tacy ludzie nie rozumieją Tolkiena, bo na co dzień żyją poza mitem. Żyją w twardym konkrecie. Natomiast, jeśli w rzeczywistości dzisiejszej szukają jakiegoś sensu głębszego, to wtedy znajdą ten sens też u Tolkiena. A jeśli nie, to będzie to wina czytającego. Oczywiście, zawsze istnieje niebezpieczeństwo związane z taką lekturą. Jakby odpowiedzieć na takie niebezpieczeństwo? Trzeba po prostu wykazać chrześcijańskość tego mitu. Istnienie Zła obiektywnego, Dobra obiektywnego, Objawienia, istnienie możliwości zniszczenia zła przez ofiarę, która odbywa się poprzez miłość, wierność, przyjaźń i odwagę ludzi pozornie słabych. Święci byli przecież pozornie słabi. Jest pewna mentalność, która oczywiście nie chwyci tego zupełnie, ale jeśli ktoś ma mentalność kontemplacyjną, to wtedy chwyci. Tolkien to kontemplacja.
A film? Trzeba filmować, bo to przygotowuje do lektury, do widzenia niewidzialnego mitu, ale tak naprawdę to Tolkiena trzeba czytać. Najlepiej po angielsku. Ja - czytelnik dorabiam sobie do mitu moje własne obrazy, które siedzą we mnie przez całe życie. Dla mnie film był wielkim rozczarowaniem. Jest widowiskowy, ale - jak to powiedział syn Tolkiena, Christopher - "Tatusia nie da się sfilmować."

O ZŁU I DOBRU U TOLKIENA

Teraz na Ziemi zło jest najbardziej widzialne, najbardziej eksponowane. Myślę, że dlatego Tolkien chciał, żeby walka ze złem była w centrum jego powieści. W każdym z nas są tendencje do zła i do dobra. Tendencje do zła można wyolbrzymiać, zaspokajać zboczone pragnienie zła. I współczesna literatura często gloryfikuje zło. Czym innym jest widzenie w złu braku dobra, a czym innym pokazywanie zła jako atrakcyjnego - to jest zbrodnia. Ono jest dla nas atrakcyjne, bo trafia w to, co w nas jest złem. U Tolkiena, choć on na szczęście nie moralizuje, zło jest od razu napiętnowane, jest jednoznacznie złe. Myślę, że dlatego można go czytać nawet dzieciom. W jego książce jest wojna, ale nie ma ukazywania udręczenia, nie ma sadyzmu. Jeśli ktoś fascynuje się złem u Tolkiena, to jest to rzutowanie jego własnego zła na to dzieło. W świecie Tolkiena nie ma zła, które widać na ulicy. We "Władcy Pierścieni" trzeba szukać dobra i zła - ale nie tego, jak ono wygląda w mojej rodzinie czy klasztorze. Trzeba patrzeć, jak ono działa, jak można je zwalczyć. Zło u Tolkiena wzięło się z dysharmonii. Jest mityczne - pokazywane w wymiarze powszechnym, począwszy od symfonii. To wtedy powstało drobne zło, jeden fałszywy akord, który rujnuje całość. I w tym właśnie zawarta jest prawda, że często drobne zło burzy całość. Zło u Tolkiena nie jest atrakcyjne. U niego nie ma żadnych sytuacji dziwnych, tylko typowe: wojna, bitwa, miłość, Bóg, ludzie, istoty pośrednie między aniołami i ludźmi. Aparatura pojęciowa Tolkiena jest najzupełniej normalna, nie fantastyczna. Orkowie są karykaturą stworzenia, ale autor nie wymyślił ich jako stworków z ośmioma ogonami czy paroma głowami, tylko pokazał, że można z człowieka szlachetnego zrobić potwora. A to jest całkiem inne podejście niż np. w fantastyce. To, co normalne, nie jest potworne, tylko swojskie i właśnie dlatego bardziej straszne. Ciekawe jest to, że u Tolkiena samo zło istnieje naprawdę, jest obiektywne. To ważne, bo w pojęciu współczesności ono jest tylko problemem socjologii. Jak się każdemu da bułkę z kiełbasą, to przestanie być zły; zmieni się środowisko i wszystko będzie dobrze. Natomiast Tolkien pokazuje, że istnieje zło obiektywne. Zło u niego pozostaje złe - i ma tak trwać do końca świata. To zło zawsze się w kimś uosobi - czy będzie to Morgoth czy Sauron, czy ktoś inny. Co potem się stanie - tego nie wiemy, to nie jest powiedziane wyraźnie. Zła, trująca jest też u Tolkiena władza - sama w sobie. Bogactwa i władzy trzeba się u niego pozbyć dla siebie. To jest służba. Złą władzę może pokonać tylko miłość, wierność i pozorna słabość. Przez tę słabość Stwórca przywraca w jakiś częściowy sposób ład w symfonii. Wiemy, że istoty złe mogą mieć szansę zbawienia. Gollum, mimo że jest potworem, ma też w sobie iskierkę dobra. Na jego przykładzie Tolkien pokazuje we "Władcy Pierścieni" momenty łaski. Kościół nigdy nie ogłosi, że człowiek jest ostatecznie potępiony. Czasami wystarczy chwila miłości Bożej. Myślę, że czytanie Tolkiena może dać bardzo głęboka motywację do działania wbrew złu. I przekonuje, że zło można pokonać ubogimi środkami. U Tolkiena zwycięża słabość, ale słabość, która nie jest słabością zła, tylko słabością biologiczną. Hobbici są mali, śmieszni nawet. Zwycięża więc nie jakiś bohater, tylko biedny mały człowiek. Chrystus był uważany za nic wielkiego - ot, syn cieśli. Czyli zwycięstwo nad złem przychodzi w sposób niespodziewany. U Tolkiena nie siła, tylko ofiara przynosi zwycięstwo. To jest lepsze od kazania. Frodo ma bardzo silną wolę. On się ciągle boi, ale mimo to działa. Nie bierze relanium, tylko idzie do przodu. To dla nas wspaniała lekcja - działać pomimo stresu. Zbawiciel we Władcy Pierścieni nie jest więc żadnym mocarzem. Jego ofiara nie jest też powtórką Ukrzyżowania. To słabość, która mimo wszystko zwycięża. Frodo nie jest ostatecznym synem Boga, ale naprawia symfonię, zbawia tamten świat. I to jest chrześcijaństwo - jeszcze jakie - ukazanie dobra, które zwycięża zło. Źródłem symfonii jest Eru, najwyższy Bóg; z niego płynie ład. Chociaż zgrzyt burzy symfonię, on nie mówi: "stop". Eru nie wciela się u Tolkiena. Jest pozornie obojętny, ale jest. Wkracza w momentach krytycznych. Bóg jest Opatrznością i to, co my rozumiemy przez Opatrzność, jest czytelne we "Władcy Pierścieni". Wszystko idzie normalnie, po ludzku, ale gdy plan Opatrzności ma być przez ludzką głupotę kompletnie zniszczony - następuje interwencja. Dyskretna, ale skuteczna. To jest działanie Opatrzności w chrześcijańskim pojęciu. Gdy Frodo wkłada Pierścień, w ostatniej chwili ten zbrodniarz - Gollum - ratuje świat. Bohaterów ludzkich czeka u Tolkiena śmierć. Ta śmierć jest darem w tym sensie, że prowadzi do pełni życia. Śmierć dla ateisty to koniec, a u nas to jest początek.

O ŚWIETLE I KOBIETACH U TOLKIENA

U Tolkiena bardzo ważne jest światło. Frodo, by zwyciężyć, musi obumrzeć; coraz bardziej traci, coraz bardziej się uduchawia. I wtedy staje się całkiem jasny, prześwietlony. To jest tajemnica światła - ono pojawia się tam, gdzie jest bardzo ciemno. Ciemność u Tolkiena jest jak u świętego Jana Ewangelisty: zło jest ciemne, a dobro jest jasne. Pisze św. Paweł: "Dawniej byliście ciemnością, dziś światłością w Panu" (List do Efezjan). Coś podobnego jest - nie dokładnie, tylko mitycznie - u Tolkiena. Frodo otrzymuje światło, które ma mu rozświetlić ciemności. To światło dostaje od kobiety -od Galadrieli. Co ciekawe, światło daje Galadriela, nie jej mąż. Ja bym to zinterpretował tak, że kobieta: matka albo żona w pewnych sytuacjach ciemnych będzie światłem. To jest mit kobiety. Bardzo piękny. Tolkien był bardzo zakochany w swojej żonie; Lúthien tańcząca na polanie w lesie to właśnie ona. On miał bardzo konkretne przeżycie kobiety w małżeństwie, a mimo to widział żonę pod postacią Lúthien. Dlaczego przechodził od konkretu, normalnego, zmysłowego, seksualnego konkretu żony do mitycznej Lúthien? On widział w kobiecie, w swojej żonie mit kobiecości - płeć kobiecą; bardzo kobiecą, ale nie zmysłową, tylko tańczącą w świetle księżyca. Dlaczego nie zmysłową? Dlatego, że chciał przekazać, że mit przekracza zmysły i ukazuje aspekt prawdy, która przekracza każdego człowieka. Jest coś w człowieku, co jest być może śladem pierwotnego pomysłu Stwórcy. Kobiety u Tolkiena nie są więc zmysłowe, ale to nie znaczy, że są bezpłciowe - bo seks nie jest mityczny, ale płeć tak. Z kobiecości, jak i z męskości można zrobić mit, i Tolkien właśnie to zrobił. We "Władcy Pierścieni" z Pierścienia kobiety emanuje specjalne, tajemnicze światło. To jest superfeminizm, ale bardzo piękny. To jest jak ikona. Ikona z Jasnej Góry jest kojąca, bardzo kobieca, nawracająca. Galadriela nie jest oczywiście Dziewicą Maryją, jest królową, ale jest w niej coś podobnego. Może widzenie kobiecości jako strzegącej, emanującej światłem i bezpieczeństwem... Zabezpieczenie światłem i własną osobowością to jest właśnie typ kobiecy. To władza kobiety, która daje pokój, poczucie szczęścia i bezpieczeństwa. To jest Matka Boska na Jasnej Górze, a u Tolkiena - na długo, długo przed Maryją - jest typ kobiety, który w pełni będzie zrealizowany w chrześcijaństwie, a w jego micie jest już obecny w świadomości i podświadomości bohaterów.

_________________
Gwiazdy były dalekie...
Niebo się otwarło
jak gdyby dłoń nieśmiała,
blask się do niej garnął...

~~~~~~~~
Almanach Tolkienowski Aiglos
Eldalairië
Powrót do góry
 
 
M.L.
Uprzedzony, ujadający krzykacz / Administrator


Dołączył(a): 27 Cze 2002
Wpisy: 6015
Skąd: Mafiogród


Wysłany: 13-03-2010 14:24    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

To byl przeuroczy czlowiek. Dla którego Tolkien i jego twórczosc byly czyms waznym. Dla mnie byl to dowód, ze Tolkienem mozna sie zafascynowac w kazdym wieku. Nie ma w tym wzgledzie zadnych ograniczen.
_________________
ēl sīla lūmena vomentienguo wieeeeeeeeeelgachny uśmiech
---------------------------------------
For the grace, for the might of our Lord
For the home of the holy
For the faith, for the way of the sword
Powrót do góry
 
 
Nolimon
Członek Kompanii Thorina


Dołączył(a): 26 Lip 2006
Wpisy: 111
Skąd: Dalekie Południe/Grybów/Kraków


Wysłany: 13-03-2010 17:02    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Cytat:
Pogrzeb o. Joachima Badeniego, który zmarł dziś w nocy w klasztorze ojców dominikanów w Krakowie odbędzie się w poniedziałek 15 marca.

Obrzędy pogrzebowe rozpoczną się o godz. 8.30 wystawieniem trumny w kościele ojców Dominikanów przy ul. Stolarskiej 12, o godz. 10.00 zostanie odprawiona pogrzebowa Msza św., a o 12.30 - rozpoczną się obrzędy pogrzebowe na Cmentarzu Rakowickim przy bramie od ulicy Rakowickiej.

(z GW Kraków)

Postaram się być o 8:30 u Dominikanów. Potem mam zajęcia, więc na cmentarz się udam już po pogrzebie.

Teraz ogromnie żałuję, że nie miałem okazji poznać tego wspaniałego człowieka i tolkienisty. Mam wrażenie po ponownym przeczytaniu tego wywiadu, że o. Badeni miał doskonałą percepcję Tolkiena i jego mitu. "Tolkien to kontemplacja." Badeni dostrzegł i opisał w tym wywiadzie jeszcze coś bardzo ważnego: książki Tolkiena, jak prawdziwy mit, odbijają w zwierciadle ich czytelnika.
Cytat:
Świat, który drzemie w nas i jest archetypem - to właśnie Tolkien. To nasz odtworzony sen. A czy sen ten jest całkiem nierealny? Nie jest nierealny w tym sensie, że nie istnieje nigdzie - on istnieje w nas. Gdy ktoś potrafi go genialnie udramatyzować - jak Tolkien we "Władcy Pierścieni" - to wtedy trafiamy na coś nam bardzo bliskiego. [...] Mnie samemu Tolkien pomaga w życiu duchowym. Choć, oczywiście, dla wielu ludzi może być wręcz przeciwnie. Gdy ktoś jest obojętny religijnie, to może to być dla niego rodzaj pogańskiego mitu. Tacy ludzie nie rozumieją Tolkiena, bo na co dzień żyją poza mitem. Żyją w twardym konkrecie. Natomiast, jeśli w rzeczywistości dzisiejszej szukają jakiegoś sensu głębszego, to wtedy znajdą ten sens też u Tolkiena. A jeśli nie, to będzie to wina czytającego. [...] Jest pewna mentalność, która oczywiście nie chwyci tego zupełnie, ale jeśli ktoś ma mentalność kontemplacyjną, to wtedy chwyci.

To właśnie Tolkien opisywał w eseju "O baśniach" i w listach. Czy można więc Tolkiena traktować jak papierek lakmusowy? Poniekąd tak. Zwłaszcza dla tych, którzy przylgnęli do Śródziemia jeszcze zanim usłyszeli o filmie. Ci wszyscy, których Śródziemie i jego historie tak istotnie poruszyły, pewnie za takim światem podskórnie tęsknili. To jest właśnie magia Tolkiena - przyciąganie ludzi pragnących czegoś więcej, nie mieszczących się w tym świecie. To, co jest w tym wszystkim niesamowite: zarówno ludzi wierzących, jak i niewierzących. Wszak nikomu nie odmówione jest człowieczeństwo i związane z nim pragnienia. Tolkien o tym doskonale wiedział i stworzył dzieło uniwersalne, nie tylko dla katolików, chrześcijan, wierzących, filozofów, ale po prostu dla ludzi. W chrześcijaństwie chodzi przede wszystkim o człowieka, jakkolwiek ten obraz byłby zamazany. I Tolkien, i Badeni to rozumieli.

_________________
Qui melil i lótë i harya menerya min elendë, é alassë tiriën menelenna. Ilyë eleni nar lilótië.
Powrót do góry
 
 
Wyświetl wpisy z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tolkienowskie -> Tolkienistyka i Posttolkienistyka Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)

Temat: O. Badeni i Tolkien (Strona 1 z 1)

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich wpisów
Nie możesz usuwać swoich wpisów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dodawać załączników w tym dziale
Nie możesz ściągać plików w tym dziale

Powered by phpBB2
Copyright © tolkien.com.pl Wszystkie prawa zastrzeżone.