Forum dyskusyjne miłośników twórczości J.R.R. Tolkiena
w sieci od 11/2001
 
Gospoda(0) | Zasady Forum | FAQ | Szukaj | Kalendarz |  Zarejestruj się |  Profil | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości | Zaloguj

"(...)rada to niebezpieczny podarunek, nawet między Mędrcami, a każda może poniewczasie okazać się zła." Gildor, Władca Pierścieni


Temat: Tolkien w Mówią Wieki (2004-01-04) (Strona 1 z 1)

  skocz na koniec strony
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tolkienowskie -> Tolkienistyka i Posttolkienistyka Wydruk
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
M.L.
Uprzedzony, ujadający krzykacz / Administrator


Dołączył(a): 27 Cze 2002
Wpisy: 6017
Skąd: Mafiogród


Wysłany: 28-12-2003 15:19    Temat wpisu: Tolkien w Mówią Wieki (2004-01-04) Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Jak widac wszystkie środowiska ulegają urokowi książki i nie oszukujmy się, filmu także. maaahahahahhhaaaaaaahahaaaaaaa

Styczniowy numer pupolaryzatorskiego czasopisma historycznego Mówią Wieki ma być w znacznej mierze poświęcony Mistrzowi, jego dziełu i historycznym nawiązaniom w jego dziełach.
Będziemy mogli w nim znaleść nastepujące taksty :
- Tolkien - mit i historia,
- Attyla na Polach Pellenoru,
- Jak Hobbit nie zostal Aryjczykiem
Będzie także dyskusja redakcyjna m.in z udziałem M.Gumkowskiego, na temat Władcy Pierścieni.

_________________
ēl sīla lūmena vomentienguo wieeeeeeeeeelgachny uśmiech
---------------------------------------
For the grace, for the might of our Lord
For the home of the holy
For the faith, for the way of the sword
Powrót do góry
 
 
Nifrodel
Alsílatiel / Administrator


Dołączył(a): 08 Lis 2001
Wpisy: 2731
Skąd: Ossiriand
Nieobecny(a): panta rhei...

Wysłany: 28-12-2003 18:59    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

M.L. skromnie Uśmiech nie wspomniał, że jest autorem artykułu : - "Jak Hobbit nie zostal Aryjczykiem". Jestem za
Numer zapowiada się niezmiernie ciekawie i na pewno go kupię Uśmiech

_________________
Gwiazdy były dalekie...
Niebo się otwarło
jak gdyby dłoń nieśmiała,
blask się do niej garnął...

~~~~~~~~
Almanach Tolkienowski Aiglos
Eldalairië
Powrót do góry
 
 
Sevolas
Członek Kompanii Thorina


Dołączył(a): 12 Lut 2002
Wpisy: 127



Wysłany: 09-01-2004 12:31    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Władca Pierścieni: Różnymi drogami do Śródziemia

Dyskusja Redakcyjna

Niesłabnąca od lat popularność twórczości Johna Ronalda Reuela Tolkiena wzmogła się po ekranizacji najpoczytniejszej jego powieści Władca Pierścieni. W styczniu na ekrany polskich kin weszła ostatnia część trylogii "Powrót Króla". Z tej okazji w redakcji "Mówią wieki" zorganizowaliśmy dyskusję poświęconą fenomenowi Tolkiena i historycznym wątkom w jego twórczości.
W dyskusji udział wzięli: literaturoznawca Marek Gumkowski, filolodzy klasyczni Beata Spieralska i Marcin Morawski, historyk Robert Suski oraz reprezentujący redakcję Jarosław Krawczyk i Bogusław Kubisz.



Więcej na: http://kiosk.onet.pl/art.asp?DB=162&ITEM=1145947&KAT=238
Powrót do góry
 
 
Goku
Ka-Me-Ha-Me-Ha!


Dołączył(a): 02 Lis 2001
Wpisy: 1232
Skąd: Kame House


Wysłany: 09-01-2004 13:54    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Jeszcze trochę szczegółów Uśmiech

"Mówią Wieki"
1 (styczeń) 2004 (2004-01-04)
Cena: 8 PLN (chyba Uśmiech)

Zawartość tolkienowska Uśmiech

WŁADCA PIERŚCIENI: RÓŻNYMI DROGAMI DO ŚRÓDZIEMIA Dyskusja Redakcyjna - str 8
http://www.mowiawieki.pl/artykul.html?id_artykul=921

ATYLLA NA POLACH PELENNORU Robert Suski - str 17
"Władca pierścieni J.R.R.Tolkiena to bez wątpienia jedno z najważniejszych dzieł literackich XX wieku. Magiczny świat, w którym trwa walka na śmierć i życie pomiędzy siłami dobra i zła, zamieszkany przez elfy, krasnoludy, orków czy czarnoksiężników, od 50 lat fascynuje kolejne pokolenia czytelników. Ale Tolkien, profesor literatury staroangielskiej, nie wyczarował go, posługując się wyłącznie wyobraźnią. "

MOC JEDYNEGO PIERŚCIENIA - Isabelle Smadja - str 20
"Od siedmiomilowych butów z Tomcia Palucha do magicznego zwierciadła z Królewny Śnieżki, od wrzeciona śpiącej królewny do klucza tajemniczej komnaty Sinobrodego, przedmioty magiczne, dobroczynne lub niszczące, stały się zwyczajowym elementem baśni. Przez sam swój tytuł Władca Pierścieni nie stanowi pod tym względem wyjątku i stawia w centrum akcji pierścień o niezwykłej mocy. Dlaczego ten właśnie przedmiot, a nie inny, w opowieści o dramacie władzy i śmierci? [...] "

JAK HOBBIT ZOSTAŁ ARYJCZYKIEM - Michał Leśniewski - str 22
"Sukces pierwszej powieści J.R.R. Tolkiena Hobbit, czyli tam i z powrotem, wydanej w Wielkiej Brytanii w 1937 roku, sprawił, że przygodami Bilba Bagginsa zainteresowali się wydawcy zagraniczni. Oferta napłynęła także z hitlerowskich Niemiec, ale towarzyszyło jej żądanie, by autor udowodnił swe aryjskie pochodzenie. Odpowiedź Tolkiena była godna profesora Oksfordu i wielkiego pisarza"

[Edit]
Wklejam artykuł "Różnymi drogami do Śródziemia"

WŁADCA PIERŚCIENI: RÓŻNYMI DROGAMI ŚRÓDZIEMIA

Dyskusja Redakcyjna


Niesłabnąca od lat popularność twórczości Johna Ronalda Reuela Tolkiena wzmogła się po ekranizacji najpoczytniejszej jego powieści Władca Pierścieni. W styczniu na ekrany polskich kin wejdzie ostatnia część trylogii Powrót Króla. Z tej okazji w redakcji "Mówią wieki" zorganizowaliśmy dyskusję poświęconą fenomenowi Tolkiena i historycznym wątkom w jego twórczości. W dyskusji udział wzięli: literaturoznawca Marek Gumkowski, filolodzy klasyczni Beata Spieralska i Marcin Morawski, historyk Robert Suski oraz reprezentujący redakcję Jarosław Krawczyk i Bogusław Kubisz.

Jarosław Krawczyk: Filmy Petera Jacksona przyniosły nową falę fascynacji Władcą Pierścieni Tolkiena. Jako wielbiciel angielskiego pisarza i jego powieści przeżyłem już kilka takich fal. Po raz pierwszy przeczytałem Władcę Pierścieni jeszcze w latach sześćdziesiątych. Podówczas była to dla mnie tylko piękna baśń. Wznowienie i kolejny renesans popularności powieści w Polsce osobliwym zrządzeniem losu wpisały się w czas "Solidarności". Znałem takich, którym dzielny Frodo, kartka za kartką dorastający do odpowiedzialności historycznej, kojarzył się z Lechem Wałęsą, a czarodziej Gandalf z prof. Bronisławem Geremkiem. Podobno była to jedna z kultowych lektur "na internie". Tak jak Drużyna Pierścienia walczyliśmy z "imperium zła", a książka Tolkiena dawała nadzieję, że nie jest to walka daremna. Prawda, że ta nadzieja bywała wątła, desperacka – ale to akurat bardzo Tolkienowskie. Teraz już pewnie nikt tak Władcy Pierścieni nie czyta. Żeby lepiej pojąć sens dzieła Tolkiena, na początek wyjaśnijmy Czytelnikom, kim był autor Władcy Pierścieni?

Marek Gumkowski: Tolkien był przede wszystkim filologiem odkrywającym filologiczne korzenie słów, a przy tej okazji odtwarzającym procesy zmian kulturowych, jakie zapisały się w ich historii. W oczach Tolkiena – pisze Thomas A. Shippey, autor Drogi do Środziemia – słowo nie było podobne do cegły, jakiejś pojedynczej, zdelimitowanej jednostki; przypominało raczej stożek stalaktytu, interesujący sam w sobie, ale znacznie ciekawszy jako wynik procesu narastania. Filolodzy bowiem znacznie bardziej niż krytycy literaccy są skłonni wierzyć w to, co określa się jako "realność historii". Dlaczego? Jak pisze Shippey: Jednym z powodów był fakt, iż pracowali częściej z rękopisami niż z drukowanymi książkami [...] Owo poczucie "dotykalności" historii wynika także ze świadomości filologów, że teraźniejszość kształtowana jest przez przeszłość. Poczucie to zrodzone zostało nie tylko przez "stalaktyty słów", ale i przez powstawanie państw narodowych na skutek rozdzielenia się języków (np. niemieckiego i holenderskiego), przez wyrastanie mitu narodowego z zapomnianej przeszłości (jak w przypadku fińskiej Kalevali), a także przez nazwy geograficzne, unieruchamiające krajobraz w świadomości powszechnej.
Po drugie, Tolkien był znawcą i miłośnikiem literatury staroangielskiej i dawnej kultury Północy. Jest na to wiele dowodów we Władcy Pierścieni. Sam odkryłem niedawno jeden z nich, zapoznając się z analizą Beowulfa, staroangielskiego poematu zachowanego w manuskrypcie z X wieku. Jego dwie pierwsze części wypełnia rozgrywająca się w Danii, z dala od rodzinnego kraju tytułowego bohatera – Gota, który zabija potwora Grendela, a następnie jego matkę. W kolejnej części odnajdujemy starego Beowulfa, który jest królem plemienia na rodzinnej Gotlandii i stacza ostatni bój z Ognistym Smokiem. Zwycięża bestię, ale sam ginie. Ta część opowieści wydaje się mechanicznie doczepiona do dwóch pierwszych. William Patton Ker w książce The Dark Ages (w polskiej wersji Wczesne średniowiecze) pisze m.in.: Beowulf po zabiciu Grendela i jego matki w Danii nie ma już nic do zrobienia, wraca do domu w rodzinnej Gotlandii, a dopiero w ostatnich latach życia pojawia się Ognisty Smok i ostatnia przygoda. Wszystko to jest zbyt proste. Otóż wcale nie jest takie proste: dwa człony opowieści o Beowulfie nie są wariantami tej samej heroicznej przygody. Narrator wyjaśnia pośrednio, do czego jest potrzebna druga przygoda. Pojawia się ona po to, by rodacy i poddani Beowulfa uznali w nim bohatera, do czego nie wystarczały jego bohaterskie czyny dokonane gdzieś daleko, w obronie innego ludu. Dopiero ostatnia walka ze smokiem czyni Beowulfa godnym miłości, pamięci i pieśni rodaków. To ukazuje w zupełnie nowym świetle sens ostatnich rozdziałów Władcy Pierścieni. Rozdział Porządki w Shire wydaje się z pozoru niepotrzebnym obniżeniem wysokiego tonu wcześniejszej heroicznej opowieści. Włączenie Froda, bohatera zmagań światowych potęg Dobra i Zła, w drobny konflikt hobbitów, poczciwych safandułów, z pospolitymi zbójami, którzy zawładnęli Shire’em, śmieszy i drażni. Czyż bowiem hobbici nie są nieco śmieszni? Tak jak mieszkańcy Bree, którzy domagają się od Froda, by w opisie swej misji uwzględnił wydarzenia, które rozegrały się w ich małym kraiku, ponieważ opowieść bez tego wydawała im się za mało interesująca [...], poświęcona przeważnie dalekim i znacznie mniej ważnym wypadkom gdzieś na południu. Mieszkańcy Shire’u myślą podobnie. Właśnie dlatego musi zostać stoczona bitwa Nad Wodą, w której Frodo i towarzysze, którzy zdobyli podziw i szacunek najwaleczniejszych władców i ludów swej epoki, ale "gdzieś na południu", potwierdzą swoje bohaterstwo w oczach rodaków, bo dopiero ocalenie własnego domu i plemienia ostatecznie potwierdza status herosa.
Przywiązanie Tolkiena do dawnej kultury Północy miało jeszcze jeden istotny aspekt: przekonanie pisarza o szczególnej wartości tego, co określa się jako północną "bohaterską teorię odwagi". Jak pisze Shippey: Centralnym filarem tej teorii był Ragnarok – dzień, w którym bogowie i ludzie będą walczyć ze złem i olbrzymami i obie strony poniosą nieuchronną klęskę. Najważniejsza była tu odmowa utożsamiania klęski wartości z ich odrzuceniem. Prawi mają rację, nawet jeżeli nie ma żadnej nadziei na ich zwycięstwo. Północna mitologia wymaga więc od ludzi więcej niż chrześcijaństwo, gdyż nie oferuje im żadnego nieba, zbawienia, nagrody za cnotę z wyjątkiem posępnej satysfakcji, że zrobiło się to, co należało. Tolkien pragnął, żeby bohaterowie Władcy Pierścieni żyli zgodnie z tymi wymaganiami. Starannie usuwał z ich pola widzenia łatwą nadzieję, wręcz obdarzając świadomością długotrwałej klęski i zatracenia.
Dodam jeszcze, że dla zrozumienia twórczości Tolkiena ważna jest informacja, że był on głęboko wierzącym katolikiem. Nie mógł zaakceptować do końca wizji świata i historii wynikającej z "teorii odwagi" ludów Północy, wizji w swej istocie pogańskiej. Przypomnijmy Denethora, Namiestnika Gondoru, który ulega przekonaniu o nieuchronności klęski. Jego samobójstwo na stosie na podobieństwo barbarzyńskich królów podległych Władcy Ciemności Gandalf – i autor Władcy Pierścieni – jednoznacznie potępia. Dlatego wizja bohaterstwa pozbawionego nadziei opiera się u Tolkiena na paradoksie – reakcją na grozę, przed którą, wydawałoby się, nie ma ucieczki ani ratunku, jest żart, dowcip i śmiech. W najstraszliwszym momencie Bitwy na Polach Pelennoru Eomer wygłasza strofę pieśni: Walczyłem do kresu nadziei, w żałobie serca, / Noc zajdzie w krwawej łunie nad ostatnią klęską, ale "ze śmiechem". Ową pieśnią Eomer "wyzywa niebezpieczeństwo" i widząc płynące Anduiną czarne okręty, na których – jak sądzi – przybywają nowi nieprzyjaciele, podnosi miecz. Za chwilę wyrzuci go w górę, "w blask słońca", z radością, dostrzeże bowiem flagę z Białym Drzewem Gondoru powiewającą na maszcie pierwszego statku i zrozumie, że to sojusznicy płyną z pomocą. Wzniesiony miecz jest tu symbolem niezłomności w obliczu nieuchronnej klęski. Jeśli potrafimy zrozumieć patos i wielkość owej sceny, łatwiej zrozumiemy, jak żyjącemu w XX wieku profesorowi filologii staroangielskiej z Oksfordu udało się to, czego nikt nie dokonał od kilku stuleci: stworzyć epopeję i zarazem mitologię, w którą pragniemy uwierzyć.

Marcin Morawski: North Theory of Courage – teoria północnej odwagi, odwagi heroicznej, jest Tolkienowi bardzo bliska. Ta odwaga jest specyficzna. Najlepiej obrazuje ją cytat ze staroangielskiego poematu o bitwie pod Maldon z 991 roku między Anglosasami a wikingami, w której ci pierwsi ponieśli klęskę. Gdy w walce ginie angielski wódz, jeden z jego ludzi – świadom nieuchronnej porażki – mówi: Niech nasza myśl będzie głębsza, a odwaga tym większa, im mniej mamy sił. To przekonanie o klęsce, brak nadziei są obecne we Władcy Pierścieni. Np. Galadriela, przedstawiając Drużynie Pierścienia siebie i Keleborna jako walczących z "siłami ciemności", używa słowa defeat. Przekład Marii Skibniewskiej tego nie oddaje, ale oznacza to walkę ze świadomością wielkiego prawdopodobieństwa porażki. W "duchu północnym" jest też jednak mała iskierka nadziei. Edda poetycka kończy się wizją zagłady bogów i ludzi, ale potem opisane są narodziny nowego świata. Zatem nadzieja jest, ale tak nikła, że trzeba być przygotowanym na przegraną. Wyprawa Froda i Drużyny jest szaleństwem. Tak naprawdę nie jest do końca udana, bo choć powiernik dociera do Orodruiny, to w decydującym momencie mówi: Pierścień jest mój. I tu chyba ujawnia się katolicyzm Tolkiena. W ostatniej chwili przychodzi ratunek, i to z najmniej oczekiwanej strony.

J.K.: Czy zatem przesłanie Tolkiena: szansa jest nikła, ale przymus moralny każe podjąć walkę, choć ewentualne zwycięstwo i tak będzie chwilowe, bo Cień wróci, zostało zaczerpnięte z północnych eposów? Czy myśl, która towarzyszy płynącym do Szarej Przystani, że następne pokolenie znów będzie walczyć ze Złem, jest także obecna w pradawnej mitologii Północy?

M.M.: Po części tak, ale u Tolkiena jest chyba myśl, że Melkor, wyrzucony poza granice świata, prędzej czy później powróci i dopiero wtedy nastąpi ostatnia bitwa.

M.G.: Tu jednak chodzi o brak nadziei. Bronimy sprawy przegranej, ale obstajemy przy niej, bo tak trzeba, bo takie są racje moralne. I to m.in. sprawia, że powieść Tolkiena jest epopeją. Teoria odwagi była potrzebna do osiągnięcia patosu. To efekt połączenia katolicyzmu Tolkiena z jego fascynacją mitologią północną. Bez tych składników stworzenie takiego dzieła byłoby niemożliwe, bo katolicyzm zakłada istnienie Opatrzności – happy end jest wpisany jest w jego eschatologię.

J.K.: Skoro jesteśmy przy Północy, to można zauważyć we Władcy Pierścieni opozycję Północ–Południe. Wszystko, co dobre należy do tej "jasnowłosej", zielonej, świeżej Północy, a ponury świat grozy istnieje na Południu.

Robert Suski: U Tolkiena widać zafascynowanie ideą krwi. Jest to nurt obecny w pierwszej połowie XX wieku, który wcale nie sprowadzał się tylko do nazizmu i był dość powszechną metodą patrzenia na świat. Jest tam mowa o "królewskiej krwi numenorejskiej", która z biegiem czasu jest rozwadniana, o dawnej świetności ludzi z Westernesse. To pokłosie darwinizmu. Odkrycie w drugiej połowie XIX wieku praw ewolucji i ich późniejsza recepcja dały podstawy nacjonalizmom. W pierwszej połowie XX wieku powszechne myślano o narodach i ich cechach determinowanych przez te prawa i dziedziczoną krew. Moim zdaniem u Tolkiena wyraźniejsza jest opozycja Wschód–Zachód niż północ–południe. To, co dobre, jest na Zachodzie, a to, co złe – na Wschodzie. To jest jeden z kluczy do Tolkiena.

Beata Spieralska: Protestuję przeciwko sprowadzaniu "idei krwi" do darwinizmu. To wcale nie zaczęło się w XIX wieku, ale funkcjonowało już od średniowiecza. Myślę o roli genealogii oraz rytuałach przekazywania władzy królewskiej i cnót z pokolenia na pokolenie. Poza tym ta idea głosiła, że co starsze to lepsze: był wiek złoty, potem srebrny, teraz mamy żelazny, a potem będzie jeszcze gorzej.

J.K.: Jest tu mistycyzm krwi, krwi królewskiej, krwi dynastii. Jak pisał Marc Bloch w Królach cudotwórcach, prawie wszystkim średniowiecznym królom Francji przypisywano zdolność leczenia dotykiem rąk – była to więc "cecha dziedziczna". Podobnie angielskim – uzdrawiająca magia była przywiązana do krwi Plantagenetów, a później Stuartów. Powieściowy Aragorn po odzyskaniu królestwa też to potrafił.

R.S.: Ten motyw pojawia się jeszcze wcześniej. Jeden z najstarszych tekstów odczytanych z tabliczek klinowych mówi, że młodzież nigdy nie była tak zła jak dziś, cały świat schodzi na psy i niedługo cywilizacja upadnie. Ale Tolkienowska idea krwi wpisuje się w ówczesny klimat intelektualny Anglii. Innym kluczem do Trylogii może być tradycjonalizm, którym zresztą autor był przesiąknięty. To, co tradycyjne, wiejskie jest dobre, z kolei nowoczesność i jej symbol – przemysł, są destrukcyjne. Doskonale uchwycił to Peter Jackson w ekranizacji Dwóch wież.
J.K.: Ciekawa perspektywa. Tyle że "antyindustrialny" nurt w kulturze brytyjskiej ma nieco wcześniejszą genealogię. W latach sześćdziesiątych XIX wieku w Anglii pojawiły się antyindustrialne utopie, np. koncepcje Johna Ruskina, jednego z najbardziej wpływowych myślicieli brytyjskich tego stulecia. Ruskin, historyk sztuki i "esteta", który czcił każdy kwiatek i chmurę nad głową, tak bardzo nienawidził wielkiego, przemysłowego miasta, że swe książki kazał drukować pod Londynem i dowozić transportem konnym, a nie tą obrzydliwą koleją. Ruskin, sojusznik prerafaelitów w walce o odnowę sztuki brytyjskiej, był jednym z intelektualnych ojców założycieli Arts & Crafts Movement, który pod wodzą Williama Morrisa, innej wielkiej postaci kultury brytyjskiej, odmienił plastyczne oblicze Wielkiej Brytanii. Z grubsza chodziło o to, aby szary czlowiek żył w aurze prawdziwie artystycznego designu, nie zaś pośród przedmiotów wytworzonych maszynowo. Ten design miał demonstracyjnie średniowieczne korzenie. Ileż tam tematów czy wzorów arturiańskich, celtyckich, saskich. Nie dziwię, że Tolkien, zanużony po uszy w średniowieczu, który musiał być za pan brat z tekstami Ruskina i Morrisa, stworzył w wizji Orthanku Sarumana straszliwą karykaturę wyjarzmionego przemysłu, który klonuje zautomatyzowane potwory.

B.S.: Z jednej strony jest Saruman z masową produkcją orków – klonowaniem, i słowa potępienia entów dla jego niszczycielskiego dzieła, ale z drugiej strony należy postawić pytanie: po co oni to robią? Tolkienowskie potępienie wynika nie tylko z samego charakteru tych prac, ale również z ich celu. Sauron i Saruman chcą zdobyć potęgę i władzę dla siebie. Ale w świecie Tolkiena żyją też krasnoludy, które trudnią się rzemiosłem. I za to ich lubimy.

J.K.: To właśnie duchowi potomkowie Ruskina i Morrisa, fanatyków i popularyzatorów rzemiosła artystycznego, jedynego antidotum na przemysłową, zuniformizowaną tandetę! Pociągnę dalej wątek "industrialny". Rosjanin Kirył J. Yeskov napisał niedawno głupią powieść Ostatni władca Pierścienia, która jest próbą kontynuacji opowieści Tolkiena, tylko że z punktu widzenia... przegranego Mordorczyka. Kiedy czytałem tego knota, nasunęły mi się nieodparte skojarzenia z propagandą sowiecką: oto istniał wspaniały przemysł, wszyscy mieli pracę, fantastycznie działały służby wywiadowcze, a zwłaszcza wywiad gospodarczy. To nie tylko "anty-Tolkien" w sensie antydemokratycznym, antyzachodnim. To również apologeta przemysłu ciężkiego. Tu mamy opozycję Wschód–Zachód. Ten ostatni jest zgniły, perfidny i przerafinowany, ale ocenia go homo sovieticus.

M.M.: Przytoczę anegdotę o niechęci Tolkiena do techniki. Podobno kiedy po raz pierwszy rejestrowano na taśmie głos pisarza czytającego swe dzieła, ten odmówił Ojcze nasz w języku Gotów, żeby "wyegzorcyzmować" magnetofon. Zapewne były to również echa dzieciństwa, które Tolkien spędził na przedmieściach Birmingham, bardzo zniszczonych przez przemysł. Technikę i technologię, reprezentowane w Trylogii przez siły Zła, uważał on za pogwałcenie natury. Greckie słowo mechane oznacza coś sprzecznego z naturą i narzędzie do zapanowania nad światem. Tu tkwi całe jej zło. Natomiast magia elfów jest czymś innym, co podkreśla np. Galadriela w rozmowie z Samem. To dwa różne sposoby wykorzystania natury, bo technika też ją przecież wykorzystuje, tyle że w sposób niszczycielski, gwałcący.

R.S.: Także krasnoludy związane z górnictwem i metalurgią przez własną chciwość obudziły zło.

M.M.: Jednak twory krasnoludów czy elfów to nie maszyny, ale rękodzieło. To, co tworzyły, miało upiększać świat, a nie go przekształcać i podporządkowywać.

J.K: Znów kłania się Morris...

B.S.: Utrata Morii jest dla krasnoludów, i nie tylko, przestrogą, że we wszystkim należy zachować umiar. Industrializm we Władcy Pierścieni także dlatego jest zły, że jest przesadny. Nie trzeba iść aż tak daleko i tak szybko.

M.G.: To paradoks, że najefektowniejsze sceny filmu stworzono za pomocą nowoczesnej techniki, której Tolkien nie znosił. Ale trzeba się zastanowić, jak na jego twórczość wpłynęły czasy, w których żył. Np. we Władcy Pierścieni bardzo rygorystycznie jest przestrzegany kalendarz księżycowy, dokładnie odwzorowany z kalendarza z lat 1941–1942. Oczywiście jest dostosowany do kalendarza Shire’u. To niezwykłe, że jesteśmy w samym środku drugiej wojny światowej, a w "tym samym" czasie rozgrywają się wydarzenia w Śródziemiu. Dzięki temu można dokładnie zsynchronizować zdarzenia, gdy Drużyna dzieli się, a pisarz łamie narrację na dwa równolegle wątki. Jest to przypomnienie, że powieść była pisana w specyficznym okresie przez człowieka podlegającego – nawet nieświadomie – wpływom wynikającym z atmosfery inte-
lektualnej, emocjonalnej i historycznej czasu wojny.

R.S.: Należy wystrzegać się prezentyzmu. Próbowano już wykazać, że Władca Pierścieni to czytelna aluzja do drugiej wojny światowej: Frodo z Drużyną to alianci, Pierścień to bomba atomowa, a Saruman to Stalin. Z drugiej strony w każdym dziele jest jakiś refleks teraźniejszości.
Bogusław Kubisz: Być może kalendarze lunarne akurat z tych lat zostały wykorzystane przypadkowo, bo akurat takie pisarz miał pod ręką, ale przecież lata 1941–1942 to apogeum wojennych triumfów Hitlera. Ten kontekst wzmacnia jeszcze straceńczy klimat wyprawy Drużyny Pierścienia.

J.K.: Władca Pierścieni to alegoria antytotalitarna. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że są tam bezpośrednie akcenty antykomunistyczne. Pamiętamy, co zastają hobbici zwycięsko powracający do Shire’u. Duzi Ludzie trzymają wszystkich za mordę, pełna reglamentacja, uniformizacja, militaryzacja. Piwa i tytoniu – rzeczy niesłychanie ważnych dla hobbickiego stylu życia – brak. W ogóle brak oznak potocznej, najzwyklejszej radości życia, chyba że w sklepach "za żółtymi firankami". Ja to wszystko widziałem w Polsce.

M.G.: Ale skąd Tolkien mógł czerpać informacje o tym, co dzieje się za żelazną kurtyną? Jak wiadomo, nie lubił czytać prasy, a w każdym razie czytał ją z dwutygodniowym opóźnieniem. W rozmowach z przyjaciółmi w pubie, poznawał fakty już z komentarzem i interpretacją. Przypuszczam jednak, że musiał coś o tym wiedzieć.

B.S.: Do Anglii nie przenikało zbyt wiele o tym, co naprawdę dzieje się w Związku Radzieckim.

J.K.: To, że Sowieci oszukali George’a Bernarda Shawa i Herberta G. Wellsa nie oznacza, że nikt w Wielkiej Brytanii nie miał pojęcia o naturze sowieckiego komunizmu.

B.K.: W czasie wojny Tolkien zapewne niewiele mógł się dowiedzieć, bo działała cenzura, a władze brytyjskie czujnie wyłapywały publikacje mogące rozdrażnić wschodniego sojusznika. Widać to chociażby w polskiej prasie emigracyjnej, która nie mogła zbyt otwarcie
pisać celach polityki sowieckiej, Katyniu czy
losach zesłańców.

M.M.: Mówimy o drugiej wojnie światowej, a przecież Tolkien uczestniczył w pierwszej wojnie: walczył we Francji, nad Sommą. Także te czasy znacząco wpłynęły na jego dzieła. Przypomnę scenę podczas narady w Rivendell, kiedy Elrond wspomina swoją młodość i końcówkę I Ery. Po zwycięstwie nad Morgothem i upadku Thangorodrimu elfy ogłosiły, że Zło upadło na zawsze. Tymczasem wkrótce powróciło. To kojarzy się z pierwszą wojną światową, która miała położyć kres następnym konfliktom.

B.K.: Czy we Władcy Pierścieni można znaleźć inne wątki historyczne? Robert Suski w artykule, który zamieścimy w styczniowym numerze "Mówią wieki", dowodzi podobieństw miedzy powieściową Bitwą na Polach Pelennoru i historycznym starciem na Polach Katalaunijskich, kiedy Rzymianie i Goci pobili Hunów Attyli.

B.S: Nawiązując do rozważań Roberta Suskiego o związkach historii Gotów z Władcą Pierścieni, dodam, że Eowina doskonale wpisuje się w tradycje germańskie o kobietach-wojowniczkach, które przekazał Tacyt w Germanii.

B.K.: Czy w bohaterach Trylogii można dostrzec rysy postaci historycznych?

B.S.: Boromir ze swoim rogiem nieodparcie kojarzy mi się z Rolandem. W listach Tolkien wspomina o etosie rycerskim i pisze, że nie podoba mu się rycerska pycha. Dlatego Rolanda utożsamiam z Boromirem, a nie z Aragornem, stworzonym na podobieństwo króla Artura. W Ereku i Enidzie Chrétien de Troyes opisał szatę koronacyjną Ereka, na której wyhaftowano alegorię quadrivium, czyli czterech sztuk wyzwolonych. Ma ona przypominać, że król powinien być przede wszystkim mądrym władcą, a dopiero potem dzielnym rycerzem. I właśnie taki jest Aragorn.

R.S.: Ciągle zadaję sobie pytanie, dlaczego książka profesora literatury staroangielskiej wciąż znajduje czytelników i jest tak popularna.

B.S.: Byłabym ostrożna w ocenianiu popularności Tolkiena. Przed ekranizacją była to literatura niszowa. Cały świat tego nie czytał.

M.G.: Nie zgadzam się. Za granicą Władca Pierścieni był kilkakrotnie wybierany książką roku, a w polskim plebiscycie na książkowy kanon końca XX wieku zajął trzynaste miejsce. Powieść przetłumaczono na kilkadziesiąt języków, a jej łączny nakład, nie licząc Związku Radzieckiego i Rosji, gdzie ukazało się kilka wydań pirackich, szacuje się na co najmniej kilkadziesiąt milionów egzemplarzy.

B.K.: Czy w powieści Tolkiena można znaleźć jakieś wątki polskie czy słowiańskie?

B.S.: Mnie zawsze Lugburz kojarzył się słowiańsko.

J.K.: Imiona Boromira i Faramira brzmią znajomo. Być może są związane z onomastyką słowiańską.

M.M.: Niektórzy wytykali Tolkienowi zapożyczanie nazw i imion z konkretnych języków, np. Moria to nazwa z Biblii. Jego jednak fascynowało samo brzmienie słów i wrażenia niesione przez połączenie określonych dźwięków. Tolkien uczył się wielu języków, m.in. serbskiego, rosyjskiego i polskiego, i stąd, być może, obecność swojsko brzmiących nazw.

M.G.: W czasie wojny polski kierowca pomagał Tolkienowi tworzyć techniczny słowniczek angielsko-polski. Ponoć pisarz miał wielki sentyment do Polaków i bolał nad zdradą sprawy polskiej przez Wielką Brytanię w czasie drugiej wojny światowej – nad tragedią Jałty.
J.K.: Miejmy nadzieję, że akurat ten cień już nigdy nie powróci. Serdecznie dziękujemy za rozmowę.

_________________
play dirty, play dead - just be yourself


Ostatnio zmieniony przez Goku dnia 01-06-2004 11:11, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
 
 
Nifrodel
Alsílatiel / Administrator


Dołączył(a): 08 Lis 2001
Wpisy: 2731
Skąd: Ossiriand
Nieobecny(a): panta rhei...

Wysłany: 13-01-2004 14:22    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

We wczorajszej GW, na stronie drugiej, Wojciech Orliński Elfik pisze:

Gazeta Wyborcza, 12.01.2004 (poniedziałek) napisał(a):

Dyskusja w "Mówią Wieki" to pierwszy znany mi przypadek, w którym poważny miesięcznik popularnonaukowy zajął się literaturą fantastyczną. No, ale to nie byle jaka fantastyka Rządzę . Tolkien to ciekawy temat dla historyków. Robert Suski dowodzi : pierwowzorem boju na Polach Pellennoru był opis bitwy na Polach Katalaunijskich w 451 r. gockiego historyka Jordanesa. Bitwę tę stoczyli Rzymianie, odpierając atak Hunów pod wodzą Attyli. Według Jordanesa bitwa ta ocaliła ludzi mieszkających na zachodzie przed nawałnicą barbarzyńców ze wschodu. Podobnie u Tolkiena zło jest zlokalizowane na wschodzie, a ostatnie wolne ludy mieszkają na zachodzie .
Nie mniej ciekawe jesty uwikłanie samego Tolkiena w historię XX wieku.
Michał Leśniewski pisze o ofercie niemieckich wydawców zainteresowanycj w 1937 roku drukiem "Hobbita" pod warunkiem "udowodnienia" aryjskiego pochodzenia autora. Tolkien odpowiedział: Rozumiem, ze tak naprawdę chcą panowie zapytać, czy czasem nie jestem żydowskiego pochodzenia? Niestety, nic mi nie wiadomo o tym, by którykolwiek z moich przodków wywodził się z tego utalentowanego narodu. Zawsze z dumą nosiłem moje niemieckie nazwisko, nawet w okresie ostatniej, nieszczęsnej wojny, gdy słuzyłem w angielskiej armii. Jeśli jednak takie impertynenckie i niepotrzebne zapytania staną się regułą w kwestiach literackich, to niedaleki jest czas, kiedy niemiecko brzmiące nazwisko przestanie być powodem do dumy.
W "Tygodniku Powszechnym" Andrzej Franaszek i Tomasz Fiałkowski wykazują wyższość ksiażki nad filmem. Dobrym przykładem są Umarli, których Aragorn, jako król Gondoru wzywa na pomoc. W książce nic w tym z taniego horroru, to raczej traumatyczne przejście przez królestwo śmierci. W filmie natomiast mamy wykreowaną komputerowo armię zielonkawych kościotrupów, która w dodatku, wbrew Tolkienowi, bierze udział w bitwie pod Minas Tirith. Następnie zaś, niby aktywny żel Domestos Jestem rozwalony , wpływa do miasta, by wytępić zarazki w postaci orków.
Mają rację, ale jednak gdyby nie film, nie byłoby dziś nad ksiażką dyskusji tak ciekawej, jak ta w "Mówią Wieki".

_________________
Gwiazdy były dalekie...
Niebo się otwarło
jak gdyby dłoń nieśmiała,
blask się do niej garnął...

~~~~~~~~
Almanach Tolkienowski Aiglos
Eldalairië
Powrót do góry
 
 
asceta
Członek Kompanii Thorina


Dołączył(a): 12 Kwi 2002
Wpisy: 85
Skąd: Racibórz


Wysłany: 28-01-2004 18:54    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Artykuł M.L. ukazał się w kiosku Onetu.
http://kiosk.onet.pl/art.asp?DB=162&ITEM=1148138&KAT=1292
Powrót do góry
 
 
Wyświetl wpisy z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tolkienowskie -> Tolkienistyka i Posttolkienistyka Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)

Temat: Tolkien w Mówią Wieki (2004-01-04) (Strona 1 z 1)

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich wpisów
Nie możesz usuwać swoich wpisów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dodawać załączników w tym dziale
Nie możesz ściągać plików w tym dziale

Powered by phpBB2
Copyright © tolkien.com.pl Wszystkie prawa zastrzeżone.