Forum dyskusyjne miłośników twórczości J.R.R. Tolkiena
w sieci od 11/2001
 
Gospoda(0) | Zasady Forum | FAQ | Szukaj | Kalendarz |  Zarejestruj się |  Profil | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości | Zaloguj

"Z pewnością nie wybrano cię dla jakichś zalet, których by innym brakowało, a w każdym razie nie dla władzy lub mądrości. Skoro jednak zostałeś wybrany, musisz dać z siebie tyle siły, serca i rozumu, na ile cię stać." Gandalf do Froda, Władca Pierścieni


Temat: Namiestnicy Gondoru (Strona 2 z 2)

Idź do strony Poprzednia  1, 2
  skocz na koniec strony
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tolkienowskie -> Władca Pierścieni Wydruk
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
leszli
Członek Kompanii Thorina


Dołączył(a): 18 Gru 2008
Wpisy: 166
Skąd: Wrocław


Wysłany: 22-07-2022 19:43    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Ok, choroba popuszcza, przytomność wraca, można kontynuować temat Jestem rozwalony

Nie wiem, jak było u Was, ale mnie już dawno temu uderzyła wyjątkowa niespójność w przedstawieniu dziejów Gondoru we Władcy Pierścieni. Mam na myśli niespójność między tym, co czytamy w Dodatkach a tym, co przedstawia spotkanym w Ithilien hobbitom Faramir. Z przymrużeniem oka

Zacznijmy może od słów syna Denethora.
Faramir napisał(a):
Death was ever present, because the Númenoreans still, as they had in their old kingdom, and so lost it, hungered after endless life unchanging. Kings made tombs more splendid than houses of the living, and counted old names in the rolls of their descent dearer than the names of sons. Childless lords sat in aged halls musing on heraldry; in secret chambers withered men compounded strong elixirs, or in high cold towers asked questions of the stars. And the last king of the line of Anárion had no heir.

‘But the stewards were wiser and more fortunate. Wiser, for they recruited the strength of our people from the sturdy folk of the sea-coast, and from the hardy mountaineers of Ered Nimrais. And they made a truce with the proud peoples of the North, who often had assailed us, men of fierce valour, but our kin from afar off, unlike the wild Easterlings or the cruel Haradrim.


A teraz przeanalizujmy sobie po kolei. Nie neguję w tym miejscu pragnienia wiecznego życia i budowy okazałych grobowców. Natomiast z wypowiedzi Faramira wynika, jakoby istniał duży problem z władcami, którzy nie interesowali się przedłużaniem rodu, zajmując się w tym czasie badaniem sekretów alchemii. Informacji na temat zabaw z eliksirami wiele raczej nie znajdziemy, ale o bezdzietności już tak. I jak się ma z tym sprawa? Spośród 22 królów Gondoru, którzy nastąpili po Isildurze i Anarionie aż 5 w momencie śmierci nie miało męskiego potomka. Znacząca mniejszość, ale z drugiej strony - prawie co czwarty król wstępnie pasuje do opisu Faramira. Tylko, że niekoniecznie. Przypatrzmy się im po kolei:
Tarannon Falastur – pierwszy z królów żeglarzy (913), po nim królem został bratanek - nie wiemy nic na temat przyczyn jego bezdzietności, ale fakt, że był pierwszym z królów żeglarzy sugeruje, że niekoniecznie pasuje do niego bycia zasuszonym starcem patrzącym tylko w gwiazdy i drzewo genealogiczne
Narmacil I – syn Atanatara Alcarina (1294), po nim królem został brat - ok, tutaj rzeczywiście władca wyjątkowo słaby, ale przynajmniej na tyle świadomy by oddać realną władzę bratankowi
Telemnar – wszystkie dzieci zmarły w zarazie (1636) - nie jest to więc typowo bezpotomny władca, po prostu czynniki od niego niezależne doprowadziły do tego, że potomstwo nie mogło przejąć władzy z powodu swego zgonu
Ondoher – obaj synowie zginęli w bitwie (1944) - znowu, nijak ma się do opisu Faramira - aktywny władca, który miał trójkę dzieci, dwóch synów i córkę wydaną tak, by możliwe było następstwo tronu za jej pośrednictwem (ale pewien Namiestnik postanowił inaczej ;P )
Earnur – wiadomo, natomiast nijak nie był to zasuszony starzec patrzący w gwiazdy (2050)

Zatem - do obrazu królów przedstawionego przez Faramira z 22 legalnych władców Gondoru wywodzących się od Anariona pasuje może jeden (Narmacil I). Jak z dalszą częścią tekstu? Trudno powiedzieć coś na temat wykorzystania potencjału ludzkiego niewykorzystywanego przez królów, natomiast zwróćmy uwagę na dwie kwestie. Po pierwsze, jak wyżej wskazano, pierwsze kilkaset lat to generalny spokój, zatem i te zaciągi wojskowe nie wiadomo w czym miałyby być tak pomocne, skoro poważne wojny ustały. Ale ok, wiadomo, zawsze coś na granicy się dzieje, niech będzie. Natomiast dwa pierwsze poważne najazdy na Gondor są dla niego bardzo problematyczne - pierwszy doprowadza do ostatecznego upadku Osgiliath (chociaż mamy skuteczny kontratak Boromira w Ithilien), drugi grozi upadkiem królestwa. Czy armia Gondoru wydaje się tu skuteczniejsza niż za Ondohera? No nie powiedziałbym.

Sojusz z Eorlingami - to prawda, świetnie posunięcie Ciriona. Ale sposób, w który przedstawia to Faramir stoi w sprzeczności z tym, co wiemy z innych źródeł. Mocne więzy z ich przodkami, rzeczywiście poprzedzone pewnymi problemami to przecież zasługa królów. Natomiast po migracji części Northmenów nad północną Anduinę, co musiało zakończyć efektywną współpracę z Gondorem, nijak nie mogli oni wyprawiać się przeciwko królestwu. Mamy zatem kompletne pominięcie roli królów w tworzeniu więzi z tym ludem oraz poplątanie dwóch zupełnie różnych okresów.

Czy Faramir jest człowiekiem, który świadomie by zakłamywał historię? Nie, zdecydowanie nie. Czy Faramir jest niechętny powrotowi króla? Nie, chociaż do tego przejdziemy potem. Faramir powtarza po prostu to, czego się nauczył. Widać zatem wyraźnie, że Namiestnicy chcąc legitymizować swoją władzę de facto zafałszowali w pewnym momencie historię królestwa, podkreślając słabość królów i ich niezdolność do sprawnego władania państwem a podkreślając własne zasługi, czy nawet przypisując sobie te przynależne królom. Kiedy miało to miejsce? Tutaj zdani jesteśmy wyłącznie na spekulacje. Ale obstawiałbym, że raczej dopiero w czasach po Cirionie, kiedy to definitywnie skończył się spokojny okres rządów Namiestników a królestwo coraz mocniej podupadało, doznając kolejnych strat terytorialnych i demograficznych. Skoro sytuacja pogarszała się, to wykorzystując jednocześnie pamięć tego, że wcześniej była pod rządami Namiestników całkiem niezła można było wprowadzić narrację "no robimy co możemy, ale królowie tyle zepsuli, że trudno więcej z tego ugrać". Czy było to skuteczne? Trudno powiedzieć. Niewątpliwie Namiestnicy cieszą się dużym poparciem - w słowach mieszkańców Gondoru widać zaufanie i podziw wobec Denethora, miłość wobec Boromira i Faramira. To nie są władcy, których się toleruje, to są władcy, za którymi poddani są gotowi skoczyć w ogień. Oczywiście, duży wpływ na to fakt, że obaj synowie Namiestnika są pierwszymi, do tego, żeby w ten ogień skakać osobiście i ostatnimi z niego wychodzić, ale czy są pod tym względem wyjątkiem w swoim rodzie? Raczej nie, Namiestnicy dają się poznać jako bardzo zaangażowani w spełnianiu swych obowiązków, zarówno jako zarządców kraju jak i wodzów na polu walki. Ale nie mogą powstrzymać postępującego upadku Gondoru, więc ludzie w oczywisty sposób wzdychają do pamięci o królach, powtarzając opowieści o gałęzi północnej. Niejako odpowiedzią na to była zapewne taka a nie inna narracja Namiestników. Narracja, która niekoniecznie musiała wynikać z cynicznej gry politycznej, ale być może pewnej frustracji, wynikającej z poczucia niewystarczającego uznania dla ich czynów. Namiestnicy byli bowiem rzeczywiście oddanymi swej służbie, zdolnymi, dzielnymi władcami, mimo to w Gondorze dalej czekano na powrót króla, choćby z linii północnej. W Gondorze istnieje też mocne przeświadczenie o tym, że ich walka jest kluczowa dla przetrwania całego Zachodu i to ich poświęceniu reszta tej części Śródziemia może zaznawać pokoju, chociaż niczym się nie odwdzięcza. Widzimy to wyraźnie w rozmowie Boromira z Aragornem, gdzie ten drugi tłumaczy, że pokój w Eriadorze jest zasługą Strażników, którzy jednak dużo mniej cenieni są za swe czyny. Widać też to w słowach Denethora w rozmowie z Pippinem:
Cytat:
And why should such songs be unfit for my halls, or for such hours as these? We who have lived long under the Shadow may surely listen to echoes from a land untroubled by it? Then we may feel that our vigil was not fruitless, though it may have been thankless.’
Oczywiście - pytanie na ile to poczucie dotyczyło pozostałych mieszkańców Gondoru? Tego zwyczajnie nie wiemy. Nie widać takiego nastawienia u Mablunga i Damroda w Itilinien, ani u Beregonda. Ten co prawda zaznacza, chociaż uderzenie Saurona dotyczy wszystkich królestw Zachodu, to na Gondor spada największa jego część, ale to akurat jest proste stwierdzenie faktu. Być może była to zatem osobista zadra Namiestników, którzy mogli też czuć się niedoceniani przez przywódców innych krain poza Rohanem, gdyż mogli uważać, że winna im przysługiwać w krainach Zachodu taka pozycja, jaką cieszył się potem Elessar.

Zwróćmy też uwagę na to, jak członkowie rodu Hurina reagują na Aragorna. Boromir od początku wykazuje sceptycyzm i daje Aragornowi do zrozumienia, że ten musi dopiero dowieść swojej przydatności. Faramira kojarzymy z tym jak bez wahania uznaje Aragorna od chwili, gdy ten go leczy i jak piękne rozgrywa z nim przedstawienie pt. "przekazanie władzy gościowi, który nie pokazał żadnych papierów a tylko miecz i sztandar". Jestem rozwalony Ale popatrzmy na scenę w Ithilien:
PRzesłuchanie Froda przez Faramira w Ithilien napisał(a):
‘No, not because I choose,’ answered Frodo. ‘It does not belong to me. It does not belong to any mortal, great or small; though if any could claim it, it would be Aragorn son of Arathorn, whom I named, the leader of our Company from Moria to Rauros.’

‘Why so, and not Boromir, prince of the City that the sons of Elendil founded?’

‘Because Aragorn is descended in direct lineage, father to father, from Isildur Elendil's son himself. And the sword that he bears was Elendil's sword.’

A murmur of astonishment ran through all the ring of men. Some cried aloud: ‘The sword of Elendil! The sword of Elendil comes to Minas Tirith! Great tidings! ’ But Faramir's face was unmoved.

‘Maybe,’ he said. ‘But so great a claim will need to be established, and clear proofs will be required, should this Aragorn ever come to Minas Tirith. He had not come, nor any of your Company, when I set out six days ago.'

Oczywiście można powiedzieć, że Faramir zachowuje się tu właściwie. Nie daje się porwać emocjom, spokojnie dąży do wyciągnięcia prawdy ze słów pojmanego przybysza, potencjalnie zamieszanego w śmierć Boromira. Niemniej może też stać za tym niejako wrodzony sceptycyzm rodu Hurina wobec postulatów potomków Isildura. Z przymrużeniem oka Potem, kiedy Faramir opowiada hobbitom o swoich marzeniach to wspomina o koronie powracającej do Minas Anor, ale wydaje się być tutaj odmienny od brata i ojca, raczej dzieli tę wizję z innymi mieszkańcami królestwa, i to raczej tymi, którzy jeszcze mają siłę na jakiekolwiek marzenia, ale to może być ten element jego natury, który powoduje, że bywa odbierany jako słabszy od Boromira.

Jakie jest nastawienie samego Denethora? Tutaj mamy pewien problem. Na pewno nie było ono zbyt pozytywne od samego początku, zapewne już od czasów służby Aragorna u Ectheliona, gdzie być może Denethor domyślił się kim jest Thorongil. Nie bez przyczyny Gandalf uczula też Pippina, żeby ten nie mówił za wiele o Aragornie. Z bezpośrednich wypowiedzi Denethora mamy jednak tylko te z ostatnich chwil jego życia:
Cytat:
Do I not know that you command this halfling here to keep silence? That you brought him hither to be a spy within my very chamber? And yet in our speech together I have learned the names and purpose of all thy companions. So! With the left hand thou wouldst use me for a little while as a shield against Mordor, and with the right bring up this Ranger of the North to supplant me.

‘But I say to thee, Gandalf Mithrandir, I will not be thy tool! I am Steward of the House of Anárion. I will not step down to be the dotard chamberlain of an upstart. Even were his claim proved to me, still he comes but of the line of Isildur. I will not bow to such a one, last of a ragged house long bereft of lordship and dignity.’

‘What then would you have,’ said Gandalf, ‘if your will could have its way?’

‘I would have things as they were in all the days of my life,’ answered Denethor, ‘and in the days of my long-fathers before me: to be the Lord of this City in peace, and leave my chair to a son after me, who would be his own master and no wizard's pupil. But if doom denies this to me, then I will have naught: neither life diminished, nor love halved, nor honour abated.’

Przed analizą tej wypowiedzi należy poczynić ważne zastrzeżenie - nie wiemy ile w tym prawdziwego Denethora a ile podsycanego przez Saurona szaleństwa i paranoi. Niemniej uważam, że coś się z tego da wyciągnąć. O ile skala ubliżania Aragornowi raczej wynika z tych ostatnich czynników, to jednak umniejszanie linii Isildura i jej prawom do tronu Gondoru jest niejako nawiązaniem jeszcze do stanowiska Pelendura i tysiąca lat pomijania tej kwestii przez Namiestników. A nawet może to być jeszcze spuścizną samych królów Gondoru, którzy w teorii powinni podlegać linii północnej, ale wobec śmierci Isildura i jego starszych synów praktycznie od razu ta zasada przestała w praktyce obowiązywać. Niemniej znajdujemy w UT wzmiankę o tym, że Meneldil cieszył się z wyjazdu Isildura na Północ.
Cytat:
Meneldil was the nephew of Isildur, son of Isildur's younger brother Anărion, slain in the siege of Barad-dŭr. Isildur had established Meneldil as King of Gondor. He was a man of courtesy, but far-seeing and he did not reveal his thoughts. He was in fact well-pleased by the departure of Isildur and his sons, and hoped that affairs in the North would keep them long occupied


Niechęć do jakichkolwiek aspiracji linii północnej do władzy nad Gondorem datuje się zatem praktycznie od samego początku Trzeciej Ery.

W kontekście niechęci do oddawania władzy warto odnieść się też do przytoczonej przez Faramira rozmowy jego brata z ojcem:
Cytat:
‘And this I remember of Boromir as a boy, when we together learned the tale of our sires and the history of our city, that always it displeased him that his father was not king. “How many hundreds of years needs it to make a steward a king, if the king returns not?” he asked. “Few years, maybe, in other places of less royalty,” my father answered. “In Gondor ten thousand years would not suffice.”

Na pierwszy rzut oka wydaje się to stać w sprzeczności ze stosunkiem Namiestników do królów, który opisałem wyżej. Jednak jest wręcz przeciwnie. Zwróćmy uwagę na to, że Denethor nie przedstawia do końca swojego spojrzenia na tę kwestię, ale raczej własnych poddanych (a przynajmniej ich wpływowej części). Namiestnicy nie tyle nie chcieli nałożyć korony, co zdawali sobie doskonale sprawę z tego, że taki ruch nie zostałby powszechnie zaakceptowany przez resztę elity Gondoru, a pewnie i pośledniejszych poddanych. Władza królów Gondoru wynikała także z ich zupełnie odmiennego od reszty ludzi pochodzenia, nie tylko niosącego w prostej linii dziedzictwo Numenoru, ale też domieszki krwi Eldarów i Majarów, dłuższemu czasowi życia i mocy wypływającej z tego pochodzenia. Chociaż Namiestnicy i część innych możnych Gondoru miała w sobie domieszkę tej krwi, to na tyle dużą, by wyrastać ponad innych tak, jak wyrastał potem Elessar. Możni Gondoru mogli zaakceptować Namiestnika jako primus inter pares, nawet z mocnym naciskiem na primus, ale jakakolwiek próba wzmocnienia tego statusu, przeskoczenia o ten poziom wyżej musiałaby obudzić demony Wojny Bratobójczej, a to doprowadziłoby do upadku królestwa.

Podsumowując tę część - Namiestnicy budowali swą pozycję nie tylko rzeczywistymi zasługami i teorią legitymacji władzy właśnie ze względu na zasługi a nie tylko pochodzenia, ale też na umiejętnym przepisaniu historii królestwa, co w połączeniu ukazywałoby ich jako lepiej sprawujących się u władzy niż królowie. Jednocześnie wspierali też mające swe korzenie w czasach królewskich deprecjonowanie linii północnej, co szczególnie dobrze pasowało do opisanego wyżej podejścia - upadek Arnoru jasno wskazywał, że potomkowie Isildura są jeszcze gorzej przygotowani do sprawowania władzy niż następcy Anariona. Ewidentnie był to też efekt nastawienia poddanych, których część wciąż oczekiwała powrotu króla i pokładała swe nadzieje w linii północnej, co powodowało naturalny odruch obronny Namiestników, dobrze komponujący się z ogólnym przeświadczeniem o niedocenianiu ich zasług poza Gondorem, które mogło, ale nie musiało być powielane przez przynajmniej część ich poddanych.
Powrót do góry
 
 
M.L.
Uprzedzony, ujadający krzykacz / Administrator


Dołączył(a): 27 Cze 2002
Wpisy: 6300
Skąd: Mafiogród


Wysłany: 23-07-2022 12:15    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Bardzo ciekawa analiza. I w sumie trudno się z nią nie zgodzić. Owszem dla Atanatara Alcarina da się zastosować tezę o dekadencji królów, ale w rzeczywistości jest on jednym z niewielu tego rodzaju przykładów. Zasadniczo, królowie byli energiczni i dbali o rozwój a potem podtrzymanie potęgi Gondoru, co nie znaczy, ze nie popełniali błędów. Ale od ok. 1000 roku musieli się mierzyć z niewidzialna ale realną ręką Saurona.
A co do linii z Arnoru to rzeczywiście mamy do czynienia z propagandą i to w sumie sięgająca Pelendura. Myślę, że argumentacja padająca z ust Denethora po raz pierwszy użyta została wówczas, choc pewnie w bardziej dyplomatycznej formule, a potem została powtórzona wobec panów królestwa przez Mardila. Gdyż Arvedui miał rację to Isildur wraz z Anarionem był założycielem królestwa Gondoru, a ajko starszy brat miał pierwszeństwo do tytułu. Obaj uznawali zwierzchnictwo Elendila jako najwyższego władcy Numenorejczyków w Śródziemiu. Jako najstarszy syn dziedziczył ten tytuł po Elendilu. Meneldil de facto zostawał jako namiestnik, choc z tytułem królewskim. Wreszcie Arvedui był także synem Firiel a wiec po kądzieli spadkobierca Anariona. Jego prawa były niepodważalne, więc trzeba było podkopać jakoś legitymację. Słabość Arthedainu mogła być przedstawiona jako skutek grzechów i zaniedbań linii Isildura a to owocowało brakiem błogosławieństwa Valarów, a więc utracili oni swe przyrodzone prawa na skutek własnych działań, stali się niegodni korony Królów wśród Ludzi.

_________________
ēl sīla lūmena vomentienguo wieeeeeeeeeelgachny uśmiech
---------------------------------------
For the grace, for the might of our Lord
For the home of the holy
For the faith, for the way of the sword
Powrót do góry
 
 
M.L.
Uprzedzony, ujadający krzykacz / Administrator


Dołączył(a): 27 Cze 2002
Wpisy: 6300
Skąd: Mafiogród


Wysłany: 24-07-2022 12:44    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

leszli napisał(a) (zobacz wpis):
Jakie jest nastawienie samego Denethora? Tutaj mamy pewien problem. Na pewno nie było ono zbyt pozytywne od samego początku, zapewne już od czasów służby Aragorna u Ectheliona, gdzie być może Denethor domyślił się kim jest Thorongil.

I to też jest ważny element nastawienia Denethora. "Historia Aragorna i Arweny" właściwie nie pozostawia wątpliwości, że Denethor się domyślał już wtedy, choć podaje to w trybie warunkowym. Ale to jest ważne stwierdzenie. Oto 25 poprzednich Namiestników nie musiało się przejmować problemem następstwa tronu. Z wyjątkiem Mardila i być może Eradana (drugiego panującego Namiestnika), następni mogli zapomnieć o linii królewskiej. W Gondorze jej nie było a o dawnym Arnorze nie wiedziano albo nic, albo bardzo niewiele. Można było domniemywać, że oi tam linia wygasła, a nawet jeżeli nie, to w sumie mało kogo to interesowało co tam się dzieje, także z potomkami Isildura. Powrót króla stał się mitem sami królowie zresztą też. Władza Namiestników stała się na tyle stabilna, że nawet przejście władzy na linię po kądzieli, po śmierci Diora odbyło się, jak się wydaje bez problemu. Dlaczego? Właśnie ze względu na mit powrotu króla. Stał się on elementem legitymizacji władzy namiestników powiedziałbym pewnego rodzaju sakralizacji i rytualizacji. W warstwie symbolicznej widać to wyraźnie nawet układzie sali tronowej i usytuowaniu tronów.
Mit jest ważnym narzędziem legitymizacji władzy ale i niebezpiecznym. I tego świadomość miał Denethor II. Uświadomienie sobie, że Thorongil jest być może potomkiem Isildura, przypomniało mu, że jego panowanie wcale nie jest pewne, że jako że cała filozofia władzy i jej legitymizacja opiera się o ideę panowania niejako w zastępstwie króla, to co jeżeli ten król-pretendent się pojawi? I po raz pierwszy od czasów Mardila to nie było pytanie retoryczne ani teoretyczne.

_________________
ēl sīla lūmena vomentienguo wieeeeeeeeeelgachny uśmiech
---------------------------------------
For the grace, for the might of our Lord
For the home of the holy
For the faith, for the way of the sword
Powrót do góry
 
 
leszli
Członek Kompanii Thorina


Dołączył(a): 18 Gru 2008
Wpisy: 166
Skąd: Wrocław


Wysłany: 31-07-2022 22:51    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Cytat:
Myślę, że argumentacja padająca z ust Denethora po raz pierwszy użyta została wówczas, choc pewnie w bardziej dyplomatycznej formule, a potem została powtórzona wobec panów królestwa przez Mardila.

No właśnie zastanawiam się, na ile korzenie tej narracji Namiestników nie leżą we wcześniejszym podejściu królów. Faktem jest, że zgodnie z prawem, władcy Arnoru powinni być ich zwierzchnikami, jako spadkobiercy Isildura. Argumentacja Pelendura o tym, że władzę nad Gondorem sprawuje linia męska Anariona może być jego autorstwa, ale może też być kontynuowaniem wcześniejszej narracji królów, którzy w ten sposób dowodzili (sami przed sobą), że biedniejsi kuzyni z Północy nie mają żadnych praw do zwierzchnictwa nad wszystkimi Dunedainami. Zwróćmy uwagę na to zdanie:
Cytat:
It was in the reign of Araphant in the North and of Ondoher son of Calimehtar in the South that the two kingdoms again took counsel together after long silence and estrangement.

Widać wyraźnie, że te relacje nie były przez długi czas najlepsze. I pytanie - dlaczego? Kwestia Tharbadu i rywalizacja o Enedwaith? Niewykluczone, ale pytanie - czy tylko to? Wydaje mi się, że pewne podkopywanie pozycji władz Arnoru przez królów Gondoru mogło mieć tu miejsce. Oczywiście, to czysta spekulacja. Idąc nią jednak dalej, kolejna kwestia - mamy tutaj dwie, odrębne jednak tematy. Jednym jest prawo do władzy nad Gondorem, drugim ogólne prawa do sprawowania władzy przez potomków Isildura. Denethor odmawia im tego drugiego. Oczywiście, w czasach i jego i Pelendura, jak wskazujesz, argumenty za tym, że linia północna nie potwierdza czynami praw do władzy, jak najbardziej były. W zasadzie, pojawiły się one już dużo wcześniej, co najmniej w momencie podziału królestwa i porzucenia Annuminas. Nakładało się to w czasie na rosnącą potęgę Gondoru. Można by nawet zadać pytanie - czy Gondor w jakimś stopniu wpływał np. na separatyzm w Arnorze? Na ten temat nie znajdujemy w tekstach żadnej wzmianki i byłby to chyba zbyt daleko idący wniosek. Natomiast i tak faktem jest, że Ondoher był pierwszym władcą Gondoru, o którym wiemy, że nawiązuje bliższe relacje z Arnorem, radykalnie zmienia w tym względzie politykę poprzedników. O ile on z argumentacją Pelendura, wydziedziczającą jego córkę zapewne by się nie zgodził, to jednak wcześniejsi władcy? Myślę, że raczej tak.

Swoją drogą, napotykamy w tym względzie na jeszcze jeden problem. Mianowicie - słowa Gandalfa i Boromira w trakcie narady w Rivendell. Mithrandir mówi tam:
Cytat:
For Isildur did not march away straight from the war in Mordor, as some have told the tale.

Na co Boromir odpowiada:
Cytat:
‘Some in the North, maybe,’ Boromir broke in. ‘All know in Gondor that he went first to Minas Anor and dwelt a while with his nephew Meneldil, instructing him, before he committed to him the rule of the South Kingdom. In that time he planted there the last sapling of the White Tree in memory of his brother


Co mówi nam ta wymiana zdań? Po pierwsze - istniała opowieść wedle której Isildur od razu ruszył na Północ. Wydaje się ona dobrze współgrać z narracją, wedle której oddał on władzę nad południowym królestwem - oto Isildur niejako porzuca zniszczony wojną kraj. Jak wiemy, i jak wiedział Boromir, tak nie było - Isildur spędził pewien czas w Gondorze, umacniając królestwo, grzebiąc swego ojca (co wiemy z NO), przysposabiając do sprawowania władzy bratanka. I ta prawdziwa, po pierwsze - stawiająca w lepszym świetle Isildura i co ważniejsze - podkreślająca, że prawa do władzy nad Gondorem przysługiwały Meneldilowi z nadania Isildura, wersja była przekazywana w Gondorze przez kolejne 3000 lat. I teraz moje pytanie do lepiej znających się na niuansach angielszczyzny - jak dla mnie "commited the rule" brzmi zdecydowanie inaczej niż "relinquished this realm" - to pierwsze brzmi bardziej na właściwą sytuację, czyli jak trafnie ML opisał uczynienie z Meneldila Namiestnika z tytułem króla, to drugie jak kompletne porzucenie praw do Gondoru przez syna Elendila. Ale mówię - tutaj czekam na potwierdzenie tego wrażenia przez kogoś bardziej kompetentnego niż ja.
Niemniej - pozostaje problem dwóch wersji. Oczywiście, fakt ich istnienia jest naturalny, tylko pytanie - czemu akurat na Północy powstała ta, w której Isildur od razu rusza na północ? Może to po prostu wersja elfów, dla których te dwa to w sumie na tyle krótko, że nie robi różnicy? Jestem rozwalony
ML napisał(a):
Słabość Arthedainu mogła być przedstawiona jako skutek grzechów i zaniedbań linii Isildura a to owocowało brakiem błogosławieństwa Valarów, a więc utracili oni swe przyrodzone prawa na skutek własnych działań, stali się niegodni korony Królów wśród Ludzi.
Z tym, jak wyżej napisałem, w pełni się zgadzam. Co więcej, jak pisałem w temacie o historii Arnoru, nie zdziwiłbym się, gdyby to sami potomkowie Arveduiego zgodzili się z taką opinią i niejako postanowili jako Naczelnicy odpokutować porażkę poprzedników.
ML napisał(a):
Mit jest ważnym narzędziem legitymizacji władzy ale i niebezpiecznym. I tego świadomość miał Denethor II. Uświadomienie sobie, że Thorongil jest być może potomkiem Isildura, przypomniało mu, że jego panowanie wcale nie jest pewne, że jako że cała filozofia władzy i jej legitymizacja opiera się o ideę panowania niejako w zastępstwie króla, to co jeżeli ten król-pretendent się pojawi? I po raz pierwszy od czasów Mardila to nie było pytanie retoryczne ani teoretyczne.
Ponownie w pełni się zgadzam, podobnie jak z resztą posta. I właśnie ta wyjątkowa sytuacja, w której znalazł się Denethor skłoniła go do tego, żeby zacząć korzystać z palantira. Czytamy w NO:
Cytat:
At least one of his motives must have been jealousy of Thorongil, and hostility to Gandalf, to whom, during the ascendancy of Thorongil, his father paid much attention; Denethor desired to surpass these ‘usurpers' in knowledge and information, and also if possible to keep an eye on them when they were elsewhere.
Był on najpewniej pierwszym człowiekiem od czasów Earnila, który to zrobił. Dawało mu to dużo większą wiedzę, ale też poprzez korzystanie z tego narzędzia niejako podnosiło jego znaczenie, wywyższało go wobec innych śmiertelników. I to w jakiś sposób działało - oczywiście, doprowadziło z jednej strony do szaleństwa Denethora i podsuwania mu przez Saurona obrazów, które je pogłębiało, ale z drugiej - niewątpliwie dawało mu dodatkową wiedzę przydatną do podejmowania decyzji, a przede wszystkim - w oczach mieszkańców Minas Tirith, nieświadomych tego, co dokładnie robi Denethor, ale widzących pewne efekty korzystania z kryształu, im władca walczył w myślach z Sauronem, co budowało jego obraz jako istoty większej, potężniejszej od innych. Beregond mówi:
Cytat:
And the Lord Denethor is unlike other men: he sees far. Some say that as he sits alone in his high chamber in the Tower at night, and bends his thought this way and that, he can read somewhat of the future; and that he will at times search even the mind of the Enemy, wrestling with him
Niemniej końcowy efekt był dla Denethora tragiczny. I jak widać, samo pojawianie się ryzyka powrotu króla prawie doprowadziło ród Namiestników do kompletnej ruiny. Denethor popełnia tu w zasadzie hybris - próbuje stawiać się w pozycji, do której bliżej mu niż innym śmiertelnikom, ale wciąż - pozycji, do której nie jest przeznaczony. I stąd musi nastąpić jego upadek. Nie wiemy jednak, czy któryś z jego poprzedników zachowałby się inaczej - bo jak słusznie ML stwierdził, żaden nie znalazł się tak blisko wizji realnego powrotu króla. Swoją drogą, ciekawe, że dopiero Aragorna zagnało aż do Gondoru, inaczej niż jego poprzedników - a przecież jako Thorongil służył przed tym, jak Elrond zażądał od niego zdobycia tronów Gondoru i Arnoru w zamian za rękę Arweny. Z drugiej strony, po tym jak Elrond nie wprost, ale jednak zasugerował mu, że taki będzie wymóg. Z przymrużeniem oka Czyli wracamy do starej koncepcji upadku Namiestników jako efektu intryg knutych na dalekiej północy przez Powierników Trzech. Wszak to dopiero po tym jak nastraszył Denethora Galadriela zaprosiła go do siebie i ładnie wystroiła przed jego spotkaniem z jej wnuczką Jestem rozwalony
Powrót do góry
 
 
Wyświetl wpisy z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tolkienowskie -> Władca Pierścieni Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzednia  1, 2

Temat: Namiestnicy Gondoru (Strona 2 z 2)

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich wpisów
Nie możesz usuwać swoich wpisów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dodawać załączników w tym dziale
Nie możesz ściągać plików w tym dziale

Powered by phpBB2
Copyright © tolkien.com.pl Wszystkie prawa zastrzeżone.