Forum dyskusyjne miłośników twórczości J.R.R. Tolkiena
w sieci od 11/2001
 
Gospoda(0) | Zasady Forum | FAQ | Szukaj | Kalendarz |  Zarejestruj się |  Profil | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości | Zaloguj

"Szczęśliwy ten, który z własnej woli znosi ból utraty, choć mógł wybrać inaczej. A nagrodą niech będą wspomnienia, nigdy nie wygasłe i nie więdnące..." Legolas, Władca Pierścieni


Temat: O Tolkienie w serwisie "Rzeczpospolitej" (Strona 1 z 1)

  skocz na koniec strony
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tolkienowskie -> Tolkienistyka i Posttolkienistyka Wydruk
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Frangern
Weteran Bitwy Pięciu Armii


Dołączył(a): 31 Lip 2004
Wpisy: 379
Skąd: Piękne Miasto Kraków ;)


Wysłany: 13-08-2019 14:52    Temat wpisu: O Tolkienie w serwisie "Rzeczpospolitej" Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Przy okazji rocznicy wydania pierwszego tomu WP na serwisie internetowym tego dziennika pojawiły się dwa teksty, poświęcone powieści. Jedne to wywiad, zaś drugi to felieton dziennikarza.

Cytat:
„Władca Pierścieni” to epos, a nie baśń
„Władcę pierścieni” można porównać tylko do najwybitniejszych dzieł realizmu - uważa prof. Jakub Zdzisław Lichański, historyk literatury i kultury z Uniwersytetu Warszawskiego.

Marzena Tarkowska: Dokładnie 65 lat temu, 29 lipca 1954 r., ukazało się pierwsze wydanie „Władcy Pierścieni" J.R.R. Tolkiena. Jak powieść została wtedy przyjęta przez recenzentów?

Jakub Zdzisław Lichański: Część krytyków zareagowała, delikatnie mówiąc, chłodno. Ci, którzy wiedzieli coś o Tolkienie i literaturze tego typu, pisali o powieści entuzjastycznie. Wśród nich był bliski przyjaciel Tolkiena z Uniwersytetu Oksfordzkiego, pisarz C.S. Lewis. Z niechęcią do „Władcy Pierścieni" odniósł się szkocki krytyk Edwin Muir, który kompletnie nie zrozumiał tej książki.

Od kiedy można mówić o literackim fenomenie „Władcy Pierścieni"?

Mniej więcej od lat 60. Po tym jak na amerykańskim rynku ciepło przyjęto powieści fantasy Ursuli Le Guin, Amerykanie chcieli uporządkować ten gatunek. Ważna pod tym względem była książka Lina Cartera o „Władcy Pierścieni" z 1969 roku. Jej autor próbował osadzić twórczość Tolkiena właśnie w tym nurcie. Tymczasem Tolkien widział źródło swojej powieści gdzie indziej: w eposie staroangielskim. Co ciekawe, większą wagę niż do „Władcy Pierścieni" przywiązywał do „Silmarillionu", który chciał wydać po opublikowaniu „Hobbita", ale wydawnictwo odrzuciło książkę w jej pierwotnym kształcie.

W czym tkwi popkulturowy potencjał „Władcy Pierścieni"?

Przede wszystkim w wymyśleniu szalenie spójnego świata. Można porównać go tylko do najwybitniejszych dzieł realizmu. Różnica jest taka, że „Buddenbrookowie" Thomasa Manna czy powieści Balzaca przedstawiają świat, który bardzo dobrze znamy. Tolkien osadził dzieje „Władcy Pierścieni" w odległych czasach. Ale jeśli znamy literaturę epicką wczesnego średniowiecza, jest to równie realistyczne, co dzieła wielkich pisarzy XIX-wiecznych. Wielu naśladowców Tolkiena próbowało budować swoje światy w podobny sposób, ale nie mieli tego zaplecza intelektualnego co on.

Czy np. twórcy komiksów Marvela mogli czerpać z Tolkiena lub luźno się nim inspirować? Tam też pojawiają się drużyny superbohaterów.

Gdybyśmy rozmawiali w roku 1955 w Anglii lub w USA, moja odpowiedź byłaby negatywna. Dziś nie możemy już oderwać Tolkiena od gigantycznej biblioteki fantasy, filmografii, komiksów i gier komputerowych, które narosły wokół jego twórczości. Z drugiej strony drużyna u Tolkiena powstaje inaczej niż w komiksach Marvela. U niego bohaterowie nie spotykają się przypadkowo, ale wzajemnie testują przed podjęciem wyzwania. Czyli zgodnie ze strukturą baśni. To pokazuje, że nie da się oddzielić „Władcy Pierścieni" od tradycji literatury staroangielskiej.

Co pan sądzi o najsłynniejszej ekranizacji trylogii w reżyserii Petera Jacksona?

Znawcy twórczości Tolkiena mają specyficzny sposób odbioru filmów na podstawie pierwowzoru. Dopiero gdy spojrzymy na nie, abstrahując od dzieła literackiego, ocena się zmienia. Peter Jackson wprawdzie nie popełnił fundamentalnych błędów, ale widz jego filmów musi wczuć się w skórę odbiorców kultury anglosaskiej. Trzeba pamiętać, że jest to film na motywach powieści, a nie powieść.


Cytat:
„Władca Pierścieni”. Zakaz wstępu dla alegorii
Jan Maciejewski

Dopiero teraz, po dwudziestu latach od pierwszego spotkania, zdałem sobie sprawę z całego jej bezwstydu. Dziecko trochę jednak żyje w raju. Nagość, nie tyle ciała, ile gestów i słów, nieprzystrojonych jeszcze w pozy i ironię, nie robi na nim takiego wrażenia.

Zanim świat zerwie w jego imieniu owoc z drzewa poznania, może się jeszcze chwilę poprzechadzać, w zapinanych na rzepy butach, między wzniosłymi deklaracjami i szlachetnymi, choć przychodzącymi ot tak, samymi z siebie gestami. Nie czerwieni się na widok bohaterów, w których przeszłości nie tkwią zakręty i pęknięcia; nieszczególnie oburza go ten – kompletnie nie do przyjęcia w dzisiejszej popkulturze – brak realizmu i psychologicznej głębi. Przeciwnie, fakt, że dobrzy są jednocześnie piękni, a źli brzydcy, wydaje się naturalnym stanem rzeczy. Ale z każdą stroną „Władcy Pierścieni" czerwieniłem się coraz mniej. Nawet to, co najbardziej bezwstydne, z czasem przestaje krępować; także kiedy jest bezwstydnie piękne.

Już nie pamiętam, dlaczego akurat tę książkę zabrałem ze sobą na wakacje. Z jednej strony potrzebowałem pewnie wsparcia w zajmowaniu czymś czteroletniej, pozbawionej przedszkolnego rygoru wyobraźni, a opowieści o krasnoludach, ich kopalniach i dopatrywanie się w co drugim przydrożnym kamieniu pochodzących z nich skarbów doskonale się do tego nadawały. A z drugiej chyba sam chciałem się znowu przewidzieć i przesłyszeć; przez chwilę zobaczyć cień spacerującego po lesie elfa i usłyszeć zmieszany z odgłosami liści szelest ich dziwnego języka.

Ani teraz, ani tym bardziej podczas pierwszej, po dziecięcemu naiwnej lektury nie potrafiłem tego zrozumieć – do czego Tolkienowi potrzebne były te wszystkie wymyślane i budowane od alfabetu aż po szczyt najbardziej wysublimowanych gramatycznych konstrukcji języki. Czy naprawdę niezbędna była tej opowieści skomplikowana mitologia „Silmarillionu", skoro jej wątki zostały we „Władcy Pierścieni" tylko muśnięte? Dlaczego ten świat musiał być aż tak szczelnie i misternie zamknięty?

Chyba po to, żeby nie dostało się do niego nic z naszego, „prawdziwego" świata. Żeby uchronić opowieści o Śródziemiu od najgorszej rzeczy, jaka może się przydarzyć baśniom i mitom – osunięcia się w alegorię. Wzięcia na służbę przez ten świat i jego sprawy. Bo wtedy rzeczywiście wzniosłe słowa zaczynają drażnić; kiedy pobrzmiewa w nich echo tutejszych interesów i prawd, nieufność jest wręcz wskazana. Wszystkie wymyślone krainy, ludy i przygody ich mieszkańców okazują się zwykłą przebieraniną. Jedyne, co z niej w nas zostaje, to pytanie, po co, na rzecz czego została urządzona.

Taką właśnie wielką maskaradą stał się gatunek, którego mimowolnym przedstawicielem stał się Tolkien, publikując 65 lat temu „Władcę Pierścieni". Literatura fantasy, świat bajek dla dorosłych, zaciągany – w zależności od światopoglądu ich autora – do walki z dyskryminacją rasową, zniszczeniem środowiska naturalnego albo relatywizacją tradycyjnych wartości.

Integralny katolicyzm Tolkiena, aż do śmierci i mimo wszystkich trudności z tym związanych uczestniczącego wyłącznie w przedsoborowej mszy świętej, nie parzy czytelników jego trylogii ewangelizacyjnym zapałem. Ale to wcale nie znaczy, że odłożył on swoją wiarę na bok podczas pisania. Ona wciąż w tym świecie i dziejących się w nim historiach jest, ale bardziej jako ich atmosfera niż treść; nawraca, choć przecież, milcząc, nie może do niczego przekonywać. Zbawia nie duszę, tylko wyobraźnię; zmywa z niej podejrzliwość i interesowność. Przekonuje, że może coś być na rzeczy w stwierdzeniu innego brytyjskiego katolika, Gilberta Keitha Chestertona: Najbardziej prawdopodobne jest, że wciąż żyjemy w raju. To tylko nasze oczy się zmieniły.

_________________
"(...) co prawda nie jest to źle być sceptykiem, gdyż mniej człowiekowi żal, jeśli mu się nie uda."
Filip II Habsburg
Powrót do góry
 
 
Wyświetl wpisy z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tolkienowskie -> Tolkienistyka i Posttolkienistyka Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)

Temat: O Tolkienie w serwisie "Rzeczpospolitej" (Strona 1 z 1)

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich wpisów
Nie możesz usuwać swoich wpisów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dodawać załączników w tym dziale
Nie możesz ściągać plików w tym dziale

Powered by phpBB2
Copyright © tolkien.com.pl Wszystkie prawa zastrzeżone.