Forum dyskusyjne miłośników twórczości J.R.R. Tolkiena
w sieci od 11/2001
 
Gospoda(0) | Zasady Forum | FAQ | Szukaj | Kalendarz |  Zarejestruj się |  Profil | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości | Zaloguj

Witryny zrzeszone w forum:
Hobbiton  Pod Rozbrykanym Balrogiem


"W tej stronie, wysoko nad sterczącym szczytem górskim biała gwiazda wyjrzała właśnie spośród rozdartych chmur. Gdy ją tak ujrzał zagubiony w przeklętym wrogim kraju, wzruszyło go jej piękno, a nadzieja wstąpiła znów w jego serce. Jak chłodny, jasny promień olśniła go bowiem nagle myśl, że bądź co bądź Cień jest czymś małym i przemijającym; istnieje światło i piękno, którego nigdy nie dosięgnie." Sam Gamgee, Władca Pierścieni


Temat: Pojawienie się Nazguli -2251 rok Drugiej Ery (Strona 1 z 3)

Idź do strony 1, 2, 3  Następna
  skocz na koniec strony
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tolkienowskie -> Twórczość fanowska Wydruk
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Turek
Mieszkaniec Shire


Dołączył(a): 13 Maj 2017
Wpisy: 24



Wysłany: 13-04-2018 22:10    Temat wpisu: Pojawienie się Nazguli -2251 rok Drugiej Ery Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Witam!
Jakiś czas temu zadałem na tym forum pytanie: co to znaczy, że Nazgule pojawiły się w 2251 r. Drugiej Ery? Wszystkie w komplecie? Pierwszy? Czy może - ten rok był datą, kiedy obecność takich kreatur została zauważona przez Wolne Narody - zwłaszcza przez elfy?
Trochę porozmawialiśmy na forum (zwłaszcza z Aragornem7, który pracował nad historią Śródziemia), a później zacząłem kombinować sam. Zacząłem pisać coś, co rozrosło się do rozmiarów fanfika.
Na potrzeby fabuły musiałem przyjąć jedno - nie wymienione u Mistrza, ale chyba logiczne założenie: że w Numenorze musiały bardzo długo istnieć stałe osady elfów, nauczających Edainów.
I tak postanowiłem posłużyć się Pengolodem - elfim mędrcem, który żył w Eregionie, a podczas wojny z Sauronem ok. 1700 r. DE ewakuował się z Szarych Przystani. Założyłem, że zanim dotarł do Amanu - na dłużej (stulecia) zatrzymał się w Numenorze, gdzie nauczał chętnych, a później wspierał stronnictwo Wiernych.
Jak wspomniałem, tekst trochę mi się rozrósł, więc będę publikował fragmenty. Oczywiście jeśli pojawią się komentarze - będzie mi niezmiernie miło.
PS. początkowo myślałem o publikacji w "Bibliotece Minas Tirith", ale nie udaje mi się rejestracja w niej. Mogę więc tylko czytać zamieszczane tam teksty - one też są dla mnie cenną inspiracją

_________________
Szagrat: pamiętam Wielkie Oblężenie... 3000 lat, jak ten czas leci!
Powrót do góry
 
 
M.L.
Uprzedzony, ujadający krzykacz / Administrator


Dołączył(a): 27 Cze 2002
Wpisy: 5805
Skąd: Mafiogród


Wysłany: 13-04-2018 23:10    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Problem jest taki, według tekstów Tolkiena takich osad nie było. Numenor był wyspą tylko ludzi. Owszem przybywali Elfowie na Numenor w tym z Tol-Eressei, ale nie osiedlali się tam. Oczywiście masz prawo do licencia poetica, ale to nie zmienia faktu założenie jest błędne.
_________________
ēl sīla lūmena vomentienguo wieeeeeeeeeelgachny uśmiech
---------------------------------------
For the grace, for the might of our Lord
For the home of the holy
For the faith, for the way of the sword
Powrót do góry
 
 
Turek
Mieszkaniec Shire


Dołączył(a): 13 Maj 2017
Wpisy: 24



Wysłany: 14-04-2018 21:35    Temat wpisu: Pojawienie się Nazguli -2251 rok Drugiej Ery Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

M.L. napisał(a) (zobacz wpis):
Problem jest taki, według tekstów Tolkiena takich osad nie było. Numenor był wyspą tylko ludzi. Owszem przybywali Elfowie na Numenor w tym z Tol-Eressei, ale nie osiedlali się tam. Oczywiście masz prawo do licencia poetica, ale to nie zmienia faktu założenie jest błędne.

Zanim umieszczę pierwszy większy fragment, wyjaśnię o co mi chodziło: oczywście Numenor był dla Edainów, elfy były gośćmi. Jednak skoro podróż z Nieśmiertelnych Krain trwała ponad miesiąc (39 dni wyprawy Ar-Farazona), to taka wyprawa miała sens, tylko jeśli na miejscu pozostawało się odpowiednio długo. A zatem elfy nie były rzecz jasna gospodarzami Numenoru - ale ich wizyty musiały być długotrwałe i łączyć się z trwałym zamieszkiwaniem na miejscu

_________________
Szagrat: pamiętam Wielkie Oblężenie... 3000 lat, jak ten czas leci!
Powrót do góry
 
 
Turek
Mieszkaniec Shire


Dołączył(a): 13 Maj 2017
Wpisy: 24



Wysłany: 14-04-2018 21:43    Temat wpisu: Pojawienie się Nazguli -2251 rok Drugiej Ery -I część Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

I (2 stycznia 2251, Eldalonde)
- Pengolodzie…!
Umysł istoty rozumnej podczas snu odpoczywa. Porządkuje otrzymane doznania, kreuje fantazje, niekiedy bardzo realne, oparte na podświadomości i zdobytym doświadczeniu. Koń śni galop, pies – polowanie, człowiek – skomplikowane intrygi i przygody. A elf? Elf uzyskuje możliwość umysłowego kontaktu z pobratymcami, którym – nie wydając dźwięków – może przekazywać swoje myśli. Rozbrzmiewają one w elfich umysłach jak wypowiedziane słowa. Oczywiście umiejętność tę należy kształcić już od młodego wieku, umysł który nie przeszedł przeszkolenia może odczuwać tylko ogólne emocje: radość, strach, ciekawość; kontakt utrudnia jednak odległość, a bardzo ułatwia - fizyczne sąsiedztwo. Komfortowa sytuacja panuje jeśli milczące elfy patrzą sobie w oczy – tak też szkoli się początkującą elfią młodzież.
- Pengolodzie…!
Pengolod nie był młodzieniaszkiem, od dawna posiadał już doświadczenie w tej sztuce, ale i dla niego istniały ograniczenia. Elf zbudził się, ale nie wstawał z posłania. Czuwał, obserwując otoczenie. Sypialnia była pusta, tak jak i cały budynek… całe Eldalonde było jak wyludnione. A ten głos, który rozbrzmiewał teraz w umyśle Pengoloda – silny, władczy, tak jakby nie należał do pobratymca, ale Istoty Wyższej. Elf kilka razy w swoim życiu słyszał taki głos – w poprzedniej epoce świata, gdy Tuor przybył do Gondolinu i przemówił głosem Ulma, Pana Wód. Dwieście lat temu, gdy posłańcy Najwyższego Króla Manwego próbowali nawrócić Atanamira Niechętnego…
- Mów panie! Sługa twój słucha…
Jakby cały świat stanął w oczekiwaniu. Z umysłu Pengoloda znikł szum wiatru w drzewach nad Eldalonde, odległe bicie fal morskich w Zatoce Eldanna… słuchał tylko głosu.
- Niosę ci posłanie od Mandosa, który zna przeszłość i przyszłość, ale nie może sam wpływać na ich bieg. Dlatego przekazuje tę wieść tobie, żyjącemu w krajach śmiertelnych…
- Wysłucham i będę posłuszny – odparł żarliwie Pengolod.
- W Śródziemiu objawiła się przewrotna moc, która sprzeciwia się naturze. Pałace Mandosa czekają na śmiertelników, których dusze powinny opuszczać świat, gdy ich czas się dopełnia. Ale jest kilku ludzi, śmierci podległych, którzy żyją już nazbyt długo… o wiele przekroczyli naturalną miarę lat, wyznaczonych dla ich plemion. Oni sami i moc, która ich wspiera, mogą sprowadzić na wasz świat niewyobrażalne zło…
- Kim są ci ludzie? Co mogę zrobić? Czy mam zanieść wieść władcom szlachetnego Numenoru, którzy goszczą mnie na swojej wyspie? Czy mam też płynąć do Śródziemia?
- Ci ludzie oddali się w służbę złu, aby uzyskać nieśmiertelność, a przy tym – liczne moce, niedostępne ich rodzajowi, dające władzę i przyjemności. Pochodzą z różnych ludzkich plemion i mają różne imiona - inne miana otrzymywali przy narodzinach, inne nadawali sobie sami, jeszcze inne nada im przyszłość… i moc, której oddali się w służbę.
- Ilu jest tych ludzi – odmieńców? Jak ich szukać?
- Sześciu jest tych, którzy wielokrotnie przekroczyli czas życia, właściwy ich gatunkowi… Na nich szczególnie zwrócone są oczy Mandosa, lecz nie wie on, czy nie pojawią się jeszcze inni. Pengolodzie, mistrzu wiedzy, który na własną prośbę opuściłeś Krainy Nieśmiertelne, aby śledzić losy świata i nauczać tych, którzy pragną wiedzy – przekaż tą wieść przywódcom elfów w Śródziemiu. Niech mają oczy otwarte, a może rozpoznają zło, zanim stanie się nazbyt potężne.
- Czy mam wracać do Śródziemia, aby przekazać tę wieść współbraciom?
- Do Śródziemia udał się twój druh, Glorfindel, który po to został przywrócony do życia, aby zwalczać zło… a to zło, które teraz powstaje, niesie wielkie potworności… Lecz ty, Pengolodzie, pozostań w Numenorze. Próbuj dowiedzieć się, czy szlachetni Edainowie-Numenorejczycy sami nie trafili na ślad owych „nieumarłych” i czy nie mogą swoją wiedzą wesprzeć was, elfów w nadchodzącej walce…
- Już dwieście lat minęło, jak powróciłem do Numenoru. Żyję wśród Edainów, wiele znaczę u ich władców i przekazuję wiedzę ich młodzieży, ale widzę w nich niedobrą przemianę… Daleko odeszli od swoich dziadów, którzy pięć wieków temu przybyli obronić Śródziemie przed powracającą ciemnością. Czasem boję się, że ciemność pojawia się w nich samych…
- Mądre są twoje słowa, Pengolodzie. Edainowie z Numenoru zmienili się… i wciąż zmieniają. Mimo, że cieszysz się wśród nich szacunkiem - nie zdradzaj swojego zadania i to, co usłyszałeś - zachowaj w sekrecie. Zło jest podstępne, a pragnienie nienaturalnie długiego życia może pokalać dusze śmiertelników - nawet tych z najszlachetniejszego ludzkiego plemienia. Zasięgaj ich wiedzy, pytaj o wszystko, tak jak czynisz to dotychczas – lecz nie zdradzaj się z otrzymanym przesłaniem. Tylko najdostojniejsi spośród elfów Śródziemia, a wśród nich przyjaciel twój, Glorfindel, posiadają moc, która może przekreślić potęgę zła…
Głos zaczął zanikać.
- …z Eressei przybędzie do ciebie wysłannik. Pomożesz mu popłynąć do Śródziemia…
Głos cichł, aż zamilkł. Do uszu Pengoloda powrócił szum wiatru i fal, pierwszy nieśmiały świergot jakiegoś ptaka czującego przedświt… elf trwał w bezruchu, rozmyślając. Czy wierzyć w to posłanie? Mędrzec nie miał wątpliwości, co do mocy swojego rozmówcy. To nie mógł być elf, lecz ktoś znacznie potężniejszy… może majar…? Eonwe? Ale – Pengolod przeklinał to wspomnienie – oprócz Tuora w Gondolinie i posłańców Manwego w Armenelos, pamiętał też innego rozmówcę, władającego takim głosem: Annatara, który siedem wieków temu doradzał Kelebrimborowi wykuwanie sekretnych Pierścieni… Czy obecne przesłanie nie mo-gło być jego kolejną pułapką?
Umysł mistrza wiedzy przez stulecia nauczył się wątpić, poddawać wydarzenia krytyce, szukać rozmaitych ich interpretacji. Podniósł się z posłania, zapalił lampkę, wyszedł do sąsiedniej izby. Księgi, notatki, woluminy na stołach – pogrążone były w mroku. Cały pałacyk i ogród wokół niego - stał pusty. Noc miała jeszcze potrwać, w końcu niedawno minęło Eruhantale – święto końca jesieni i dnie były teraz najkrótsze. Eldalonde było niemal wyludnione - mieszkańcy świętowali Yule, najdłuższą noc w roku, następującą po najkrótszym dniu – i zwiastującą początek nowego roku.
Nowy rok… trzydziestolecie panowania króla Ankalimona przyniosło huczne obcho-dy, nie tak jednak wystawne, jak nieco wcześniejsze połączenie początku XXIII stulecia Numenoru – ze stuleciem urodzin następcy tronu Srebrnorę… to jest oczywiście Jego Wysokości Wielkiego Kapitana Veantura. Święta państwowe obchodzono w Numenorze coraz okazalej i wystawniej – można było wręcz sądzić, że przyćmiewają one tradycyjne uroczystości religijne ku czci Eru, Jedynego: Erukyerme na początek wiosny, Erulaitale w połowie roku i Eruhantale u schyłku jesieni.
Za kilka dni do Eldalonde wrócą mieszkańcy z noworocznych zabaw, dni powoli zaczną się wydłużać, a nieco później do pałacyku Pengoloda przybędą mile widziani goście: uczniowie z najlepszych numenorejskich rodzin, którzy na święta i nowy rok powrócili do swych rodzin. Młodzi arystokraci, których nauczał, sprawowali ważne funkcje w królestwie (coraz częściej mówili: w imperium) Numenoru i w jego rozrastających się zamorskich prowincjach… Już od dwustu lat, od kiedy Pengolod powrócił do Numenoru, uczył chętnych wiedzy o historii, o Beleriandzie, sojuszu ludzi z elfami… Oczywiście nie selekcjonował uczniów, jego drzwi były otwarte dla każdego – w praktyce jednak kształciła się u niego elita.
Za oknami, po ulicach Eldalonde zawiał zimny wicher - jeszcze daleko do wiosny. A po święcie Erukyerme, być może z Eressei przybędzie kolejny statek jego pobratymców – przywiozą dary dla Numenorejczyków, księgi wiedzy dla Pengoloda, odbiorą kolejną partię jego notatek… wśród nich powinien być ów zapowiedziany wysłannik. Kolejny – po Glorfindelu, którego wysłano, aby pomógł elfom Śródziemia walczyć ze złem i po Pengolodzie, który ze Śródziemia przez Numenor dotarł do Eressei… a później poprosił o zgodę na powrót do Krain Śmiertelnych. Kto to będzie i jak Pengolod zdoła mu pomóc?
- Niech mi Valarowie wybaczą. Ale zanim cokolwiek podejmę, zasięgnę rady wśród przyjaciół - Edainów. Może Elatan z Andunie…

_________________
Szagrat: pamiętam Wielkie Oblężenie... 3000 lat, jak ten czas leci!
Powrót do góry
 
 
M.L.
Uprzedzony, ujadający krzykacz / Administrator


Dołączył(a): 27 Cze 2002
Wpisy: 5805
Skąd: Mafiogród


Wysłany: 14-04-2018 23:33    Temat wpisu: Re: Pojawienie się Nazguli -2251 rok Drugiej Ery Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Turek napisał(a) (zobacz wpis):
Jednak skoro podróż z Nieśmiertelnych Krain trwała ponad miesiąc (39 dni wyprawy Ar-Farazona), to taka wyprawa miała sens, tylko jeśli na miejscu pozostawało się odpowiednio długo.

Ale flota Ar-Farazona płynęła przeciw woli Valarów, była wielka i składała się z ciężkich okrętów. Spokojnie można założyć, że statkom z Tol-Eressei zajmowało to o wiele mniej czasu.

Cytat:
A zatem elfy nie były rzecz jasna gospodarzami Numenoru - ale ich wizyty musiały być długotrwałe i łączyć się z trwałym zamieszkiwaniem na miejscu

Co to znaczy długotrwałe? Wszystko zależy, jak oszacujesz długotrwałe. Jak pokazuje opowieść Aldarion i Erendis, nie musiały być ani długotrwałe ani łączyć się z trwałym zamieszkiwaniem.

Można natomiast założyć, że Pengolodh z ciekawości zamieszkał na pewien czas na Numenorze, ale czy tak późno. Elfowie już nie byli wtedy mile widziani.

_________________
ēl sīla lūmena vomentienguo wieeeeeeeeeelgachny uśmiech
---------------------------------------
For the grace, for the might of our Lord
For the home of the holy
For the faith, for the way of the sword
Powrót do góry
 
 
Turek
Mieszkaniec Shire


Dołączył(a): 13 Maj 2017
Wpisy: 24



Wysłany: 16-04-2018 22:34    Temat wpisu: Re: Pojawienie się Nazguli -2251 rok Drugiej Ery Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

"Spokojnie można założyć, że statkom z Tol-Eressei zajmowało to o wiele mniej czasu".

Muszę się z tym zgodzić - przecież Numenor utrzymywał kontakty z Tol-Eresseą, która była widoczna z Meneltarmy (i z wód wokół Numenoru) - a zatem nie mogłą być zbyt daleka.
Natomiast 39 dni to wyprawa Farazona do leżącego o wiele dalej na Zachód Amanu (która omija Eresseę).

Poniżej zamieszczam kolejny fragment mojej pracy. Używam tam nazwy "śródziemny czwórskok", jako kluczowego dla Numenoru szlaku handlowego. Wzorowałem go na "trójkącie atlantyckim", który w XVII/XVIII w. napędzał gospodarkę Europy Zachodniej, dzięki wyzyskowi kolonii.
Pozdrawiam!

_________________
Szagrat: pamiętam Wielkie Oblężenie... 3000 lat, jak ten czas leci!
Powrót do góry
 
 
Turek
Mieszkaniec Shire


Dołączył(a): 13 Maj 2017
Wpisy: 24



Wysłany: 16-04-2018 22:43    Temat wpisu: Pojawienie się Nazguli -2251 rok Drugiej Ery -II część Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

II (30 stycznia 2251, Armenelos)
Komnata nie była wielka, ale urządzona z przepychem. Kosztowny, puszysty dywan na kamiennej posadzce, ozdobny okrągły stół na kilka osób, rzeźbione wyściełane fotele, wykwintne kandelabry w ścianach, witraże w podwójnych oknach. Okna były zamknięte i uszczelnione, a w kominku przy ścianie wesoło trzaskał ogień – w końcu była zima! Nawet łagodny, morski klimat Numenoru nie zmieniał faktu, że mieszkańcy Armenelos nosili się w futrach i ciepłych płaszczach – a czapa śniegu na szczycie górującej nad stolicą Meneltarmy wyglądała okazalej niż w ostatnich latach. Do wiosennego Erukyereme było jeszcze daleko…
Komnata była wyposażona wystawnie - ale jako gabinet służący do pracy i służbowych spotkań: jedna z dłuższych ścian przysłonięta była niemal w całości ogromną, namalowaną na tkaninie, kolorową mapą: przy lewej krawędzi niewielki pięcioramienny Numenor, ogromna połać mórz i rozległe, postrzępione wybrzeża zachodniego Śródziemia. Przeciwległą ścianę wypełniał kolosalny, wielopiętrowy regał, na którego półkach stały szeregi ksiąg. Przy stojącym na środku komnaty okrągłym stole siedziało trzech mężczyzn, czwarty stał czytając i komentując trzymany w ręku pergamin.
-…Podsumowując, co zajął, to zatrzyma, a teraz domaga się posiłków do dalszej ofensywy. W szczególności: miotaczy ognia, ciężkich maszyn oblężniczych, inżynierów i technologii do budowy takowych na miejscu... lista jego potrzeb jest dość długa, mam ją w załączniku. Jeśli pomyślnie zakończy swoje operacje, Akhorahil obiecuje nam pełny dostęp do południowego Haradu, którego obecnie „ze względu na zagrożenie ze strony buntowników” zapewnić nam nie może… Ten list otrzymaliśmy z Hyarn przedwczoraj, ale datę ma jeszcze ubiegłoroczną, sprzed Eruhantale. Przecież Hyarn to dalekie południe Śródziemia i do naszej Romenny płynie się ponad dwa miesiące, zwłaszcza zimą.
Książę Elatan, zwany młodszym, z rodu pan na Andunie, a z urzędu – przełożony królewskiej kancelarii, które to stanowiska dawały mu nieoficjalny status „drugiej osoby w państwie” odłożył pergamin i popatrzył na siedzących wokół stołu. Pierwszy zareagował siedzący u szczytu stołu najmłodszy – i najwytworniej odziany – lekko otyły mężczyzna. Wyprostował się gwałtownie, aż zabrzęczały mitrylowe naszywki na ramionach jego szaty.
- On oszalał! Jawnie sprzeciwia się woli mojego ojca! Kpi sobie z nas! Chce budować własne imperium, a my go jeszcze dozbrajamy? Czcigodny Kiryaturze, jak na to zareagujemy?
Siedzący po prawicy pytającego, drobny, w średnim wieku dostojnik, leciutko wzruszył ramionami. Podobnie jak jego pradziadek tegoż imienia dowodził numenorejską flotą wojenną (tylko że była ona teraz wielokrotnie potężniejsza), odpowiadał za kontakty z partnerami w Śródziemiu i w zasadzie to on, a nie książę Andunie zasługiwał na nazywanie go drugą osobą w państwie. Za Elatanem stały wieki tradycji, za Kiryaturem – realna siła. Jednak Elatan budził jego szacunek, podczas gdy ten tu „mitrylowy chłoptaś” – szkoda gadać…
- Dozbrajaliśmy go przez ostatnie stulecia, dostojny Veanturze, a wcześniej jego ojca. Oddaliśmy mu w zarząd Hyarn – leżący daleko na południe od Haradu, ale kluczowy dla naszego handlu i wpływów w Śródziemiu. Już od trzystu lat osiedlają się tam tysiące naszych rodaków, zbudowaliśmy tam sieć fortów, założyliśmy plantacje, warsztaty, kopalnie, stocznie w Hyarn… szczegóły zna obecny tu Henderch…
- Wspomniałeś o stoczniach, Kiryaturze? Czy Akhorahil może wystawić własną flotę? –Veantur stuknął mitrylowym tipsem kciuka o blat stołu.
- Nie oceaniczną, rzecz jasna! Przybrzeżną i desantową, dość dobrą na lokalne wojenki, ale niezdolną do walki na oceanach. Naszej żeglugi nie sparaliżuje, nie zbuduje też okrętów równych naszym. Niech może Henderch…
- Wasze Dostojności, za pozwoleniem… – nieśmiało, z wahaniem odezwał się czwarty rozmówca, wysoki, smagłolicy, najskromniej ubrany.
- Mów Henderchu – Veantur nie zadał sobie trudu dodać „czcigodny”, ani nawet „miły”. Elatan i Kiryatur nieznacznie spojrzeli po sobie. Oczywiście, zwykły oficer wywiadu był niemal nikim dla następcy tronu Numenoru. Ale ten oficer wracał właśnie z karkołomnej misji prowadzonej niemal na końcu świata, przywoził istotne informacje, więc choćby odrobina szacunku…
– Wasze Dostojności, Akhorahil z Hyarn jednak może sparaliżować królewską żeglugę do Śródziemia. A przynajmniej uczynić ją nieopłacalną, jeśli zablokuje „czwórskok”…
- Rzeczywiście… - zawahał się Kiryatur – bez Hyarn tracimy kontrolę nad najbogatszymi szlakami handlowymi, a zwłaszcza nad dostawami niewolników! Nasz „śródziemny czwórskok” przestaje funkcjonować…
– Czcigodny Kiryaturze, nasi dziadowie radzili sobie bez niewolników. Więc przeszkody w tym akurat procederze nie uważałbym za całkowite nieszczęście – wtrącił Elatan.
- Elatanie, to byłoby nieszczęście! - Veantur wzdrygnął się, aż brzęknęły mitrylowe bransolety – Bez taniej siły roboczej padnie cała nasza gospodarka! I obronność też! Wy tam na zachodzie, w Eldalonde i w Andunie, żyjecie chyba w innym świecie – parsknął. - Wizyty elfów, śpiewanie starych pieśni, rozpamiętywanie minionych dziejów… - A podstawą naszej siły jest handel w Śródziemiu, a on wymaga regularnych dostaw biomasy do pracy, zrozumcie to wreszcie!
Widząc jak Elatan zbladł, Kiryatur zacisnął wargi. Oczywiście miał identyczne zdanie jak następca tronu (no, może nie nazwałby niewolników „biomasą”), ale taka impertynencja wobec kanclerza i przedstawiciela bocznej linii dynastii, rodu pierwszego po królewskim… I to jeszcze w obecności zwykłego oficera… Arogancki chłystek! Może lepiej, żeby Henderchowi przydarzył się jakiś wypadek, zanim rozpowie zwykłym żołnierzom jak przyszły władca pomiata starszym od siebie księciem krwi? A może wystarczy mu uświadomić, że niczego nie widział ani nie słyszał…?
- Czcigodny Elatanie – rozpoczął z namaszczeniem, aby rozładować atmosferę – Hyarn to nie tylko niewolnicy. To towary tropikalne, kruszce, surowce. To zwornik, węzeł całego naszego systemu portów w Śródziemiu. Nie zastąpi go ani Umbar, ani Dol Amroth, ani Lond Daer, ani ten nowy, u ujścia Anduiny, nie pamiętam nazwy… - spojrzał na Hendercha.
- Pelargir, wasza Dostojność, tam planują zbudować kotwicowisko – odparł zapytany.
- Dziękuję, szanowny Henderchu – kontynuował Kiryatur – Krótko mówiąc Hyarn jest kluczowym portem naszego handlu ze Śródziemiem. I w takiej sytuacji Akhorahil nie musi nawet atakować naszych statków. Po prostu nie pozwoli im się zaopatrywać – i już to nas sparaliżuje. Przed nami, czcigodni, stoi pytanie – jaką politykę przyjąć wobec jego samowoli?
- Elitą armii i administracji Akhorahila są przecież nasi rodacy, osiedleni w Hyarn – zauważył Elatan. - Czy możemy odwołać się do ich lojalności wobec Numenoru, miły Henderchu?
- Wasza Dostojność, większość już urodziła się w Hyarn i ma tam rodziny, innego władcy jak Akhorahil nie znają. Niewielu znajdzie się tam takich, którzy przeciwko własnemu chlebodawcy wybiorą lojalność wobec wyspy, do której płynie się dwa miesiące. Jeśli sam król Ankalimon przybyłby tam z wielką flotą – potęga jego imienia mogłaby przywrócić tam naszą władzę. Ale jeśli pojawi się tam po prostu jakiś nowy gubernator – to wybuchnie otwarty bunt w obronie Akhorahila.
- Co wiemy o jego armii, zasobach? – Veantur przechodził do konkretów. Henderch powstał.
- Wasza Dostojność, Hyarn jest potężnie umocniony. Port wojenny, cytadela, arsenały. Stały garnizon – pod dziesięć tysięcy, magazyny żywności i cysterny wystarczające na co najmniej rok, może dwa. Liczne mniejsze fortece wzdłuż wybrzeża, garnizony w głębi kraju, możliwość rekrutacji wojowników z lokalnych plemion. Dokładny raport złożyłem w kancelarii… Ale chciałbym zwrócić uwagę Waszej Dostojności na sojusze, które Akhorahil zawarł… albo może zawrzeć. Na potrzeby buntu może porozumieć się z plemionami Haradrimów, Khandyjczy-ków, murzynów z dżungli… ma im czym płacić!
- Więc nie bunt, tylko regularna wojna… co najmniej na kilka lat – zasępił się Kiryatur. – Wygramy ją, ale jakim kosztem…?
- Obawiam się czegoś znacznie gorszego – Elatan pokręcił głową - boję się, że ten obłąkaniec może nawiązać stosunki z Mordorem. W końcu ktoś, kto dobrowolnie wyłupił sobie oczy, aby zastąpić jej jakimiś amuletami, może się ważyć na wszystko!
- Książę Numenoru, potomek Elrosa, miałby zawierać sojusz z Mordorem, przeciw własnym rodakom? - Veantur aż się żachnął.
- Dostojny Elatan może mieć rację – zaoponował Kiryatur - musimy brać pod uwagę opcję sojuszu Akhorahila z Mordorczykiem. Zauważcie, że obaj na tym potężnie zyskują. Mordorczyk – dostęp do otwartych mórz, Akhorahil – ciężki sprzęt i technologie zbrojeniowe, których my mu odmawiamy.
Veantur odchrząknął
- W świetle tego, co powiedzieliście… musimy zastanowić się, jaką wybrać politykę wobec Akhorahila. Otwarte użycie siły to ostateczność. Musiałaby to być potężna operacja wojskowa, w której to bylibyśmy agresorami, a przecież przeciwnikiem byłby książę Numenoru. Nie możemy sprowokować bratobójczego konfliktu, wojny domowej. Gdyby to on zaatakował – sprawa byłaby jasna.
- Tak jak Murazor w Umbarze za czasów Kiryatana… trzy wieki temu? – przypomniał Kiryatur, a po sekundzie ugryzł się w język. Paskudna sprawa… Młodszy syn króla Numenoru, żądny władzy i niezadowolony z faktu, że spod kontroli ojca przejdzie w przyszłości pod rządy brata – postanowił wraz ze swymi poplecznikami powołać w Śródziemiu własne królestwo. Gdyby Murazor zdobył ziemie „niczyje” – może spotkałoby się to z akceptacją króla, chociaż członek dynastii nie powinien pospolitować się ze zwykłymi namiestnikami i gubernatorami – takimi jak właśnie Akhorahil w Hyarn czy też namiestnik Dol Amroth… Imrazor…? Imrahil…? Kiryatur nie mógł sobie w tym momencie przypomnieć. Ale nie… Murazor postanowił sięgnąć po ziemie już opanowane przez Numenor – odebrać ojczyźnie najbogatszą i najważniejszą posiadłość w Śródziemiu – wicekrólestwo Umbaru, „perłę w koronie” imperium. I znowu – gdyby był lojalny, to nic nie stało na przeszkodzie, aby najpierw ojciec, a później brat dali mu to stanowisko, najważniejsze w zamorskich posiadłościach Numenoru. Tymczasem on spróbował podboju, chciał rozpętać bratobójcze starcie… a odparty – zniknął, po prostu, nie znaleziono ani wieści, ani ciała... I od ponad trzech wieków był wspominany jako „czarna owca” dynastii...
- Admirale, wymieniłeś imię, które miało być w Numenorze na wiek wieków zapomniane! –rzucił Veantur, po czym kontynuował – Otwarta wojna byłaby niepożądana. Nie możemy jed-nak pozwalać na otwarte kwestionowanie władzy Armenelos. Mamy więc kilka opcji: jeśli nie chcemy oddawać inicjatywy Akhorahilowi, to możemy albo sprowokować jego uderzenie – i rozpocząć wojnę jako obrońcy, albo podjąć działania przez pośredników… albo zorganizować na niego zamach?
- Zamach jest rozwiązaniem najtańszym – odparł po krótkim namyśle Kiryatur - Ale już przygotowujemy koalicję plemion w południowym Haradzie, które mogą zablokować Akhorahila… przynajmniej na jakiś czas. Dozbrajamy ich z Umbaru, ale żeby ich opór był skuteczny i związał armię Hyarn – trzeba ich wesprzeć ciężkim sprzętem i naszymi oddziałami.
- Działania przez pośredników wykluczają otwarte użycie naszej armii. – dodał Elatan. - Ale oczywiście znajdą się miejscowi ochotnicy… zwabieni przygodą awanturnicy z Umbaru, czy znad ujścia Anduiny. Warto, żeby te formacje miały charakter „pstrokaty”, łatwiej będzie zakamuflować nasz w nich udział. Może nawet krasnoludy? Jest ich sporo w Umbarze, moglibyśmy zwerbować jakiś oddział…
- Oczywiście! Krasnoludom możemy dobrze zapłacić, zresztą być może znajdą się tam, w głębokim Haradzie, jakieś interesujące ich skarby… Zauważyłem, że im trudniej nam się rozmawia z elfami - tym lepszymi partnerami są dla nas karły. - Veantur zaczął bawić się swoją mitrylową bransoletą.
- Elfów nie angażowałbym w ogóle w te sprawy. – Żachnął się Kiryatur. - To nasz problem wewnętrzny, a oni prowadzą własną politykę i nie możemy im do końca ufać… Zawsze dziwił mnie ten Pengolod z zachodniego wybrzeża – czy to tylko uczony, czy może… - Znacząco zawiesił głos.
- Pengolod jest mistrzem wiedzy, który uczył jeszcze naszych dziadów. A elfy zawsze były naszymi przyjaciółmi, chociaż nie zawsze się rozumieliśmy. Ale masz rację Kiryaturze – sprawa Akhorahila to nasze własne brudy i sami musimy ją załatwić. Krasnoludy można kupić, nic im do naszej polityki, za złoto zrobią co każemy. A elfy po prostu nie zechcą uczestniczyć w tym konflikcie. - odparował Elatan.
Veantur wstał, strzepnął ze swojego mitrylowego napierśnika jakiś nieistniejący pyłek:
- Więc postanowione: na samego Akhorahila wysyłamy zręcznego skrytobójcę, na jego armię - dozbrojone przez nas plemiona Haradrimów, ale oficjalnie nie zrywamy z nim relacji. Henderchu, udasz się do Umbaru, nadzorować całą akcję. – Po chwili dodał niedbale. – Jesteś dobrym sługą Numenoru, pomyślimy o nagrodzie za twoje starania. Zamykam spotkanie.
Elatan uśmiechnął się, opuszczając komnatę. Mimo że on kontynuował tradycje przyjaźni wobec elfów, Kiryatur należał do coraz liczniejszego grona niechętnych elfom „Ludzi Króla”, a Henderch był parweniuszem na dworze – to wszyscy oni po cichu kpili z manii młodego Veantura, nieustannie poszerzającego swoją mitrylową kolekcję. Oczywiście, kiedyś Veantur zostanie władcą i cały lud złoży mu należny hołd – ale na razie jest tylko młodym następcą tronu, którego talenty i osiągnięcia nijak nie pasują do imienia. Dostał je po żyjącym przed wiekami bohaterskim dowódcy floty, który znalazł dla numenorejskich okrętów drogę do Śródziemia. Tymczasem jego pazerność na mitryl, obnoszenie się z mitrylowymi pierścieniami i naramiennikami – powodowała, że na dworze coraz częściej nadawano mu przydomek „Telemmaite” – „Srebrnoręki”... Z kolei jego okazywana już bezwzględność, a nawet okrucieństwo (i głupota – już kilka razy oszukali go przygodni spryciarze, którzy sprzedali mu jako mitryl zwykłe srebro) – zachęcały do uzupełniania przydomka rzeczownikiem „…bandyta”.
Było już późne popołudnie, gdy Elatan wychodził z budynku Admiralicji. Idąc w kierunku powozu i otulając się lepiej futrem (dnie były jeszcze krótkie i chłodne), ujrzał podbiegającego pazia. Szybko rozpieczętował podane mu pismo. Zaproszenie od Pengoloda nie zaskoczyło go – sam zamierzał złożyć mu wizytę – ale musiał wygospodarować trochę czasu…

_________________
Szagrat: pamiętam Wielkie Oblężenie... 3000 lat, jak ten czas leci!
Powrót do góry
 
 
Turek
Mieszkaniec Shire


Dołączył(a): 13 Maj 2017
Wpisy: 24



Wysłany: 19-04-2018 00:08    Temat wpisu: Pojawienie się Nazguli -2251 rok Drugiej Ery -III część Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

III (25 lutego 2251, ruiny Ost-in-Edhil)

Pięćset lat – to szmat czasu. Na miejscu dawnego elfiego miasta już dawno wyrósł las, wiele z drzew-pionierów zdążyło zresztą zbutwieć, po tym jak obok wzrosły ich dzieci i wnuki. Oczywiście pozostały ruiny, pozwalające domyślać się, jak piękny i bogaty był to niegdyś gród. Zaczynała się wiosna – resztki śniegu spływały strumyczkami w dół stoków, na gałęziach drzew pojawiały się pąki, na ziemi – pierwsze trawki i nieśmiało wyłaniające się łodyżki kwiatków. Było chłodno – niebo było na wpół zachmurzone, od wznoszącego się na wschodzie łańcucha stromych, solidnie ośnieżonych gór, wiał ostry wiatr.

W dwóch wysokich wędrowcach, idących niespiesznie pomiędzy drzewami, otulonych ciepłymi płaszczami, uważny obserwator rozpoznałby elfów. Oczywiście musiałby najpierw podejść do nich blisko, a to oznaczało – wyminięcie kilkunastu elfich strażników, tworzących wokół dwójki luźny, ale szczelny kordon. Dwóch elfów najwyraźniej było pogrążonych w rozmowie… mimo że żaden nie otwierał ust. Jedynie oczy rozbłyskiwały im, gdy wymieniali się myślami.
- Tędy, Glorfindelu, biegł mur obronny… widzisz ten wypalony krąg? Po dziś dzień ziemia jest wyjałowiona po klątwie, jaką rzucił tu Mordorczyk… a tamtędy szło się do domu Mistrzów Rzemiosł… niedaleko stał pałacyk Kelebrimbora…
- Jakie to musiało być piękne miasto, Elrondzie! Te góry w oddali… Tak wyglądał upadający Gondolin, gdy patrzyłem na niego po raz ostatni…
- Wśród budowniczych wielu było uciekinierów z Gondolinu, którzy chcieli odtworzyć utracone piękno. Co za los, Glorfindelu: ty, który widziałeś chwałę Gondolinu – nie ujrzałeś ani na moment wspaniałości Ost-in-Edhil, przybyłeś do nas dopiero po jego zburzeniu podczas woj-ny z Mordorczykiem. A ja, który pamiętam rok po roku budowę Ost-in-Edhil i jego rozkwit - nie mogę pamiętać Gondolinu…
- A ta przesieka? Niech zgadnę – resztka gościńca do Khazad-Dum?
- Tak. Krasnoludy nie zdołały ocalić naszego miasta. Ale dzięki ich uderzeniu – nasze niedobitki mogły się wycofać. I tak schroniliśmy się w Imladris…
- Nie znam karłów zbyt dobrze, to zamknięta społeczność. Trochę razem walczyliśmy, trochę handlowaliśmy. Wiem, że wy tu żyliście z nimi niemal za pan brat?
- Wszystkim ta przyjaźń służyła. Teraz też współpracujemy, krasnoludy z Morii kupują w Eriadorze żywność, trochę nam pomagają w Rivendell… ale faktycznie bez Ost-in-Edhil nasze stosunki bardzo osłabły. Nie staliśmy się wrogami, po prostu każdy ma własne problemy. Liże własne rany…

Wędrowcy szli resztką gościńca do rozleglejszej polany. Na jej przeciwległym skraju stało kilka większych i mniejszych namiotów, a wokół nich – kilka wozów. Pomiędzy nimi uwijało się kilkanaście wyższych i niższych postaci.
- Miejsce jest sposobne, więc handel, chociaż bardzo skromny, trwa – kontynuował Elrond. - Krasnoludy z Morii kupują żywność, Numenorejczycy z Tharbadu – klejnoty, słyszałem że obecny następca numenorejskiego tronu jest szczególnie łasy na mitryl. Ale to tylko cień dawnej świetności…
- Gdyby Kelebrimbor przeżył… może on zdołałby odbudować miasto…?
- Nie wiem, czy te ruiny kiedykolwiek odżyją. Z Kelebrimborem zginęło mnóstwo rzemieślników, Mordorczyk szczególnie zajadle polował na członków Gwaith-i-Mirdain. A wielu spośród ocalałych – odpłynęło za Morze, Pengolod chociażby... Niedługo po wojnie prosiliśmy i krasnoludów i Numenorejczyków, aby pomogli nam odbudować miasto. Odmówili, bo to za duży koszt…

Przez dłuższą chwilę szli między ruinami i drzewami, rozglądając się powoli.
-…Byłoby więc sześciu śmiertelnych ludzi, z dzikich plemion południa i wschodu, których śmierć się nie ima? - podjął Elrond.
- Taką otrzymaliśmy wieść od Pengoloda z Numenoru. Ty, ja, Dostojny Gil-Galad, Kirdan, Pani z Lorien... – cała wasza Biała Rada już zaczęła poszukiwania.
- To oczywiste. My, którzy z taką łatwością komunikujemy się samą myślą, rozpoznaliśmy się nawzajem… i zostaliśmy rozpoznani przez Moce, które rządzą światem. Ty, Glorfindelu przecież też należysz do naszego grona, Biała Rada nie jest jakąś sztywną strukturą, chętnie zaprosimy cię na nasze spotkania…
- Będę zaszczycony…
- Jesteś przecież żywą legendą, zresztą Pengolod – też.
- Jako ocaleli z Gondolinu…?
- Nie trywializuj, Glorfindelu-Balrogobójco, Glorfindelu – obrońco mojego ojca i jego rodziców, Glorfindelu-odrodzony… Wracając do Pengoloda-Mistrza Wiedzy to poznałem w Eregionie. Był tak głodny mądrości, tak łatwo opanował wymianę myśli…
- Czy możemy być pewni, że owa potęga zdolna przeciwstawić się naturze śmiertelników – to Sauron, tak jak mniema Pengolod? – wrócił do tematu Glorfindel.

Chłodny, przenikliwy wiatr zawiał mocniej. Rozmówcy otulili się lepiej opończami.
- Nie ma pewności, czy to sprawka Mordorczyka, ale chyba nie istnieje inna możliwość. Pojedynczy śmiertelnik mógłby przypadkiem zdobyć jakiś magiczny przedmiot wydłużający mu życie, czy stać się celem takiego uroku, ale jeśli jest ich kilku, w dodatku żyjących w różnych krainach, a objawiają się w podobnym czasie… to muszą być narzędziami kogoś, czyje plany rozciągają się na całe Śródziemie. Nikt, oprócz Mordorczyka nie ma takiej mocy.
- Czcigodny Elrondzie, starszy jestem od ciebie, walczyłem z Sauronem jeszcze w Beleriandzie i nieco poznałem jego moc. Czy potrafiłby wydłużyć ludzkie życie? – wątpię, chyba tylko za cenę znacznego uszczerbku własnej mocy. Wszak nawet jego pan, Morgoth swoim sługom takiej nagrody dać nie był w stanie. Uleczyć rany, wzmocnić ciało, dać mu nadnaturalną siłę czy odporność… nawet powstrzymać martwe zwłoki od rozkładu – tak, ale powstrzymać śmiertelnika przed naturalnym zgonem – to potrafiłby tylko Eru, Jedyny.
- Możny Glorfindelu, twoja wiedza o wiele stuleci przekracza moją. Ale opuściłeś Śródziemie ponad dwa tysiące lat temu, a wróciłeś do niego dopiero, gdy Mordorczyk odrzucił pozory i ogłosił kontynuację dzieła Morgotha – zniewolenia całego świata. Wcześniej, zanim powróciłeś, przez stulecia Mordorczyk przybierał piękną postać i jeśli chciał – mógł skusić i pozyskać sobie niemal każdego. Wiele się nauczył od upadku Morgotha. Stosuje nie tylko przemoc, ale i intrygę, kłamstwo, szlachetne pozory. Być może oferuje swoim sługom „pozorną nieśmiertelność” – trwanie przez kilkaset czy tysiąc lat, które obdarowanemu wydawać się może wiecznością – a skończy się, gdy Mordorczyk przestanie takiego śmiertelnika potrzebować?
- To możliwe, Elrondzie. „Pozorna nieśmiertelność” dla wybranych przywódców nie byłaby chyba dla Saurona nazbyt kosztowna?
- Mordorczyk jest od Morgotha znacznie słabszy – ale też sprytniejszy. Taka „pozorna nieśmiertelność” – to oszustwo akurat na jego miarę. Walczyłeś z jego armiami, widziałeś ilu lu-dzi oddało mu się na służbę. Ludzi! Nie pomiotu Morgotha, orków czy trolli, ale Dzieci Jedynego! Przecież Mordorczyk, jako Annatar, potrafił usidlać nawet elfy! Galadriela, Gil-Galad, Kirdan – oni potrafili odrzucić jego propozycje, ale nawet oni nie przeniknęli jego maski, nie rozpoznali w nim prawdziwego zła. Nie ufali mu, ale nie wiedzieli dlaczego. Ja – też byłem nieco nieufny, rozmawiałem z nim przecież, wiedziałem że coś mi nie odpowiada ale nie po-trafiłbym tego nazwać i być może ugiąłbym się przed nim. A nieszczęsny Kelebrimbor całkowicie się zatracił…

Wyszli na kolejną polankę, stanęli przy resztkach zdruzgotanej kolumny.
- W tym miejscu było prawdziwe targowisko, na którym wymienialiśmy swoje dzieła z krasnoludami. Ile pod tą kolumnadą narodziło się przyjaźni. Jak chętnie dzieliliśmy się sekretami… - Westchnął Elnord.
- Nie poznałem Kelebrimbora bliżej w Gondolinie, żałuję. Wszyscy twierdzą ze w rzemiosłach i wiedzy jeden Feanor przewyższał go wiedzą i talentem.
- Tak jest, nie inaczej! Ale Kelebrimbor był bardziej od Feanora wielkoduszny. Nie chował swoich dzieł w skarbcach, rozdawał je chętnie. Galadrieli… którą ponoć skrycie kochał…, Kelebornowi, mnie, zwykłym elfom. Prawie każdy jego znajomy, znaczący czy prosty, otrzymał od niego jakąś błyskotkę.
- Byłby to prawdziwy ideał artysty! – Glorfindel nie ukrywał zachwytu.
- Więcej nawet! Zawarł sojusz z krasnoludami z Morii, chciał opiekować się nawet ludźmi – w tym podobny był do Pengoloda, który teraz naucza w Numenorze.
- Na czym ta opieka miała polegać?
- To było największe dzieło Kelebrimbora – i niemal całkowicie utracone. Ostatnie kilkaset lat jego pracy to był ogromny projekt – Pierścienie Mocy, dedykowane rozumnym istotom. Trzy z nich są najpotężniejsze, dla przywódców elfów: dwa otrzymał Gil-Galad, który odstąpił mi jeden z nich; trzeci dostała Galadriela. Widziałeś przecież mój Pierścień – nie wiem tylko, dlaczego Gil-Galad postanowił tak wyróżnić mnie, nie zaś na przykład Kirdana... Ale takich pierścieni było znacznie więcej – krasnoludy miały otrzymać siedem klejnotów, nieco słabszych, a ludzie – dziewięć, o jeszcze mniejszej mocy…
- Dlaczego słabszych?
- Dla każdej rasy – moc adekwatna do jej możliwości. Zbyt wielka moc podarowana zbyt słabej istocie – mogłaby jej zaszkodzić, zdominować ją – pierścień władałby swoim posiadaczem, a nie odwrotnie. Każdy klejnot dedykowany był rozumnej rasie i miał wspierać talenty posiadacza. Nie mam szczegółowej wiedzy, tylko Kelebrimbor miał świadomość, jaką moc w te klejnoty zakuwa, być może też jego towarzysze-kowale z Gwaith-i-Mirdain... A oni niechętnie dzielili się szczegółami, mówili, że ujrzymy ich pełną moc, gdy powstanie cały komplet. W każdym razie klejnoty miały zachowywać piękno, pomagać odkrywać talenty, dawać siłę i wytrwałość w tworzeniu pięknych dzieł…

Elrond westchnął
- Nie wiedzieliśmy, jakie ten plan przyniesie skutki. Kelebrimbor chciał porozdawać pierścienie krasnoludom i ludziom – artystom, mędrcom, badaczom. Miały ich wspierać… zresztą zdążył dać jeden z pierścieni Durinowi, władcy Morii… Gdyby te klejnoty trafiły w ręce odpowiednich ludzi, szybko zdobyliby oni moc i wiedzę, które ochroniłyby ich przed pokusami Mordorczyka. My też udzielalibyśmy im opieki. Ale Mordorczyk zdążył wcześniej wykuć własny Pierścień „Jeden, aby wszystkimi rządzić”, a potem – rozpętał wojnę…
- I pierścienie Kelebrimbora przepadły? Nie próbowaliście ich szukać, z pomocą tych, które wam pozostały? Przecież musiały to być potężne przedmioty?
- Przepadły dla nas, elfów. Wiemy, że przejął je Mordorczyk, z pomocą „Jedynego Pierścienia”… albo zostały zniszczone. Odebraliśmy w naszych umysłach krzyk rozpaczy Kelebrimbora… a niedługo później ostatni jęk, gdy konał. W czasie wojny wzięliśmy do niewoli licznych jeńców z armii Mordorczyka – byli wśród nich tacy, którzy widzieli jak plądrował skarbiec Kelebrimbora, torturując jego samego… Musimy uznać, że przejął Pierścienie przeznaczone dla ludzi i krasnoludów. Może tylko jeden Kelebrimbor mógłby odnaleźć te klejnoty, wbrew woli Mordorczyka. Bo tylko Kelebrimbor znał w pełni ich moc…
- Elrondzie, wybacz, coś mi umknęło… Co właściwie z ukradzionymi pierścieniami mógłby zrobić Sauron? Dlaczego tak mu na nich zależało? Chciał je zamknąć w swoim skarbcu?
- Mordorczyk wie, przynajmniej po części, jaka jest moc Siedmiu i Dziewięciu… Pracował przecież, wraz z Kelebrimborem przy ich wykuwaniu. Wtedy przezwał się Annatarem…
- Elrondzie, wspomniałeś że klejnoty miały rozwijać talenty, dawać wytrwałość, chronić przed zmęczeniem, przemijaniem… starzeniem się… Jeśli mają one nadprzyrodzone moce, to być może Sauron rozdaje je swoim poplecznikom?
- Do czego zmierzasz Glorfindelu? – Elrond przystanął i patrzył z zaciekawieniem na przyjaciela. - To możliwe, ale... po co Mordorczykowi poeci i rzeźbiarze? Potrzebuje raczej generałów, być może czarnych magów…
- Jeśli Sauron przyłożył rękę do wykucia tych pierścieni – to mógł zdeformować ich moc. Zamiast czynienia piękna, leczenia, artyzmu, kreatywności - mógł nasycić je mocą dominacji nad innymi istotami, panowania…
- …A zamiast sił do pracy, wsparcia talentów artystycznych – dać im po prostu moc podtrzy-mywania życia, aby ich posiadacz mógł cieszyć się zdobytymi bogactwami i władzą…
- Przyznasz Elrondzie, że taka hipoteza jest kusząca?
- Przypuszczasz więc, że owi długowieczni władcy ludzkich plemion – to posiadacze pierścieni, które Mordorczyk najpierw pomagał Kelebrimborowi wykuć, a później zagarnął?
- Przyszło mi to do głowy… I chyba nawet mam sposób, aby sprawdzić tą hipotezę…
- Tylko… dlaczego posłanie mówi o sześciu śmiertelnych? Mówiłem ci, Glorfindelu, że pierścieni dla ludzi było przecież dziewięć?
- Niektóre mogły przepaść, zostać zniszczone… albo jeszcze się nie ujawniły.

Stali przed ruinami bramy, na zarośniętym już rozwidleniu dróg. Ta na wschód biegła w kierunku gór, a kończyć się miała pod bramami Morii. Ta na północ – do Imladris. Glorfin-del wskazał na szlak południowo-zachodni.
- Najpierw udam się do Tharbadu.

_________________
Szagrat: pamiętam Wielkie Oblężenie... 3000 lat, jak ten czas leci!
Powrót do góry
 
 
Wyświetl wpisy z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tolkienowskie -> Twórczość fanowska Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3  Następna

Temat: Pojawienie się Nazguli -2251 rok Drugiej Ery (Strona 1 z 3)

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich wpisów
Nie możesz usuwać swoich wpisów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dodawać załączników w tym dziale
Nie możesz ściągać plików w tym dziale

Powered by phpBB2
Copyright © tolkien.com.pl Wszystkie prawa zastrzeżone.