Forum dyskusyjne miłośników twórczości J.R.R. Tolkiena
w sieci od 11/2001
 
Gospoda(0) | Zasady Forum | FAQ | Szukaj | Kalendarz |  Zarejestruj się |  Profil | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości | Zaloguj

Witryny zrzeszone w forum:
Hobbiton  Pod Rozbrykanym Balrogiem


"Waszym przeznaczeniem jest wybór." Aragorn, Władca Pierścieni


Temat: Fanfik okazyjny (Strona 1 z 1)

  skocz na koniec strony
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tolkienowskie -> Twórczość fanowska Wydruk
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
M.L.
Uprzedzony, ujadający krzykacz / Administrator


Dołączył(a): 27 Cze 2002
Wpisy: 5823
Skąd: Mafiogród


Wysłany: 06-01-2017 01:07    Temat wpisu: Fanfik okazyjny Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Ot, takie coś, zainspirowane okazją, jaka dzisiaj przypada.
Może się spodoba, może nie, tak dla zabawy, a może nie tylko.
Nie jest długi, to jedna z jego zalet. Język wieeeeeeeeeelgachny uśmiech

--------------------------------
Gdzieś na zachód od kraju Moria

Gdzieś na zachód od kraju Moria, trzej mężów o szlachetnych obliczach siedziało w ciszy przy ognisku. Każdy z nich na swój sposób odczuwał pustkę i radość, żal i spełnienie. Tą dziwną mieszankę emocji, którą odczuwa się wówczas, kiedy spełnia się wreszcie to, na co od tak dawna się czekało.
Spełnienie, kiedy po tak długim oczekiwaniu dokonuje się wreszcie coś, na co tak długo się czekało, zwłaszcza wówczas, kiedy do końca nie wiedziało się kiedy i jak to się stanie, oraz wówczas kiedy bardzo tego się tego pragnie, ale już się nie wierzy, że to się wydarzy.
Żal, gdyż oczekiwanie stało się w pewnym momencie, nawet nie wiadomo kiedy, treścią życia. A wtedy, kiedy to na co się czekało wreszcie się wykonało, przychodzi świadomość, że coś się skończyło i trzeba odejść.
Radość, gdyż spełniło się to, co jak zostało zapowiedziane, musiało się spełnić, ale przestało się już wierzyć, że kiedykolwiek się spełni.
Pustkę, gdyż wypełniło się wszystko, i nic już nie pozostało po tej stronie Morza.
*
Gdzieś na zachód od miejsca narodzin patriarchy Izaaka siedziało w ciszy przy dogasającym ogniu trzech mędrców, każdy z nich zatopiony we własnych wspomnieniach. A mieli co pamiętać i o czym wspominać, gdyż pamięć była zarazem ich błogosławieństwem i przekleństwem.
Pierwszy, w którego włosach ciągle pełgały złote ognie, wspominał odległe dni chwały, kiedy był jeszcze wielkim wojownikiem w jasnej zbroi, ze świetlistym mieczem, posłańcem jasności przed którym pierzchała ciemność, w czasach nim został mędrcem żyjącym w Ukrytej Dolinie.
Drugi o włosach niczym żywe srebro, wspominał swą miłość poznaną w kraju którego już niema. Najpiękniejszą z kobiet, u której boku wybrał drogę mądrości, u której boku stawiał czoła panoszącemu się Złu i która od niego odeszła, zostawiając pustkę, ból, tęsknotę i obowiązek, który właśnie się dopełnił.
Trzeci o brodzie długiej i jedwabistej, wspomniał moment, kiedy rozpoczęło się jego wieczne oczekiwanie. On najwierniejszy i pełen największych wątpliwości. Kiedyś myślał, że jego losem jest trwać i oczekiwać na ostatniego, i dopiero teraz zrozumiał, że oczekiwać miał na Tego który Był, Jest i Będzie Pierwszym.
*
Gdzieś na zachód od zakurzonej, spalonej słońcem mieściny, zwanej w języku tubylców Bēt Laḥm, trzej mężowie, nazywani niekiedy, przez niektórych królami, choć nigdy nimi nie byli, nawet w odległej przeszłości, której nikt już nie pamiętał, siedząc pośród nocy, przy ledwie żarzącym się ogniu wiedzieli co mają uczynić. Czekali na to od niezmierzonych lat, w czasie których widzieli jak wyrastają i upadają miasta, ludy, królestwa i cywilizacje. Widzieli niezliczone wędrówki ludów, bohaterów na rydwanach w pancerzach z brązu; mędrców, odkrywających prawdy tego świata, a skrywających się w pitosach; zdobywców i przegranych. Widzieli wojny i cierpienia. I wtedy wątpili w sens swojej misji. Widzieli też wielkie miłości i poświęcenie bez miary, a wtedy odzyskiwali nadzieję. Kryli się przed nierozumnym tłumem, ścigającym i niszczącym wszystko co obce, i przechadzali się u boku filozofów i mędrców szukających Prawdy. Widzieli, bogactwo i biedę, mądrość i głupotę, oddanie i egoizm, wielkie odkrycia i jeszcze większe upadki. Trwali, choć wir czasu coraz bardziej ich nużył i męczył i tylko ludzie potrafili ich ciągle zaskakiwać tak złymi jak i dobrymi uczynkami. Tylko to nie oznaczało, że ich lepiej rozumieli.
I wszyscy trzej, w tym momencie wspomnieli tego, jedynego spośród ich ludu, który zrozumiał ludzi, współczuł im i zazdrościł. Teraz już wiedzieli dlaczego. Choć też wiedzieli, że ludzie tego nie docenią.
*
Gdzieś na zachód od Miasta Pokoju, w którym tak często gościła wojna i zniszczenie, trzech odwiecznych mędrców, którzy nigdy nie byli królami, siedziało przy wygasłym ognisku patrząc na gwiazdę, która nie była gwiazdą, ale za którą podążali, gdyż prowadziła do zrozumienia tajemnicy.
Nie szli by przynieść dary, choć je przynieśli, szli by zobaczyć cud zapowiedziany przed odmianą świata. Chcieli zobaczyć, to co niemożliwe, choć zostało zapowiedziane przez Cierpliwą o Mądrym Sercu. I oto ujrzeli, jak Twórca Opowieści wkroczył w stworzoną przez Siebie opowieść, zobaczyli i zrozumieli, choć nawet im było trudno pojąć to co się stało. Im niemal tak starym jak góry, lasy, pustynie i równiny przez które wędrowali. Oni którzy wiedzieli, zastanawiali się, jak ten cud przyjmą ci, którzy mogli tylko wierzyć. Ale to już nie była ich opowieść. Ich opowieść dobiegła właśnie i ostatecznie końca.
Oni, którzy wiedzieli, że znak który ich prowadził nie był ani gwiazdą, ani tym bardziej kometą, ale korabiem pokazującym im drogę i wzywającym do powrotu. Ich trzech, ostatnich spośród ich ludu po tej stronie morza, trzech wielkich i sławnych, ale zapomnianych...

_________________
ēl sīla lūmena vomentienguo wieeeeeeeeeelgachny uśmiech
---------------------------------------
For the grace, for the might of our Lord
For the home of the holy
For the faith, for the way of the sword


Ostatnio zmieniony przez M.L. dnia 07-01-2017 11:46, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
 
 
vater
Członek Kompanii Thorina


Dołączył(a): 14 Lut 2013
Wpisy: 147



Wysłany: 06-01-2017 10:29    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Bardzo klimatyczne i mądre zarazem. Dzięki za tę opowieść na dzisiejszą okazję Uśmiech
Powrót do góry
 
 
Frangern
Weteran Bitwy Pięciu Armii


Dołączył(a): 31 Lip 2004
Wpisy: 373
Skąd: Piękne Miasto Kraków ;)


Wysłany: 07-01-2017 10:41    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Piękny tekst, bez dwóch zdań. Aż trudno mi dodać coś więcej do tej oceny. chwała wam, chylę czoła, dzięki Serdeczne dzięki za podzielenie się nim.
_________________
"(...) co prawda nie jest to źle być sceptykiem, gdyż mniej człowiekowi żal, jeśli mu się nie uda."
Filip II Habsburg
Powrót do góry
 
 
M.L.
Uprzedzony, ujadający krzykacz / Administrator


Dołączył(a): 27 Cze 2002
Wpisy: 5823
Skąd: Mafiogród


Wysłany: 07-01-2017 19:35    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Niektórzy nie lubią takich połączeń i w sumie ich rozumiem, bo sam mam wątpliwości, co do sensu łącznia tego typu opowieści, ale jak widać nie jestem konsekwentny w swoich wątpliwościach.
_________________
ēl sīla lūmena vomentienguo wieeeeeeeeeelgachny uśmiech
---------------------------------------
For the grace, for the might of our Lord
For the home of the holy
For the faith, for the way of the sword
Powrót do góry
 
 
M.L.
Uprzedzony, ujadający krzykacz / Administrator


Dołączył(a): 27 Cze 2002
Wpisy: 5823
Skąd: Mafiogród


Wysłany: 01-11-2018 15:17    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Tak w związku z dzisiejszym świętem. Tekst nie nowy, ale sentymentalny.

Perłowy ognik

Ten, którego niegdyś zwano Findaráto, zbudził się z niespokojnego snu. Nie mógł sobie przypomnieć, o czym śnił, i już to było niezwykłe. Zazwyczaj bowiem pamiętał swoje sny wyraziście i ze wszystkimi szczegółami, nawet te, których wolałby nie pamiętać. Tym razem nie pamiętał nic poza dziwnym niepokojem.
Co mogło wytrącić go z równowagi? Co wywołało ten niepokój?
Brak odpowiedzi był może bardziej niepokojący niż sam zapomniany sen. Spojrzał na rozgwieżdżone niebo, widoczne między kołyszącymi się koronami drzew. Gwiazdy migotały spokojnie, nieme i piękne przypomnienie dawnego życia, którego on nie pamiętał i nie mógł pamiętać. Wsłuchał się w odgłosy nocy. Szum drzew, kołysanych wiatrem, szmer zwierząt przemykających pośród zarośli, spokojne oddechy swoich towarzyszy. Podniósł się ostrożnie, by nie zbudzić nikogo. Było chłodno, ale nie na tyle, by ktoś, kto przebył Helkaraxe, zwrócił na to uwagę. Odetchnął głębiej chłodnym, rześkim, nocnym powietrzem. Czuł, że świt był już niedaleki, ale sen go odszedł zupełnie. Zapragnął zanurzyć się w spowity nocnym mrokiem las. By, choć przez chwilę, poczuć się jak jego przodkowie zaraz po przebudzeniu nad Cuivienien, nim odkrył ich Cień i zanim dotarł do nich Oromë. Rozejrzał się po swoich towarzyszach. Ich przynajmniej nie gnębiły niespokojne sny.
Niech śpią, on wróci nim się przebudzą.
Bezszelestnie zagłębił się las, chłonąc jego spokój. Nie potrzebował światła latarni. Gwiazdy dostarczały dość blasku, by mógł rozeznać drogę. Szedł jakiś czas delektując się tą wędrówką. Wydawało się, ze zniknął cały świat, wszystkie jego troski i niepokoje. Był tylko ten las i on był, w tym momencie, całym światem. Namiastką tego, co było, a może tego, co być powinno i kiedyś w przyszłości będzie. Mrok bez cienia lęku, ciemność bez strachu, noc, która niesie tylko spokój i ukojenie. Tak być powinno, ale nie było. Tym bardziej chciał chłonąć tę chwilę spokoju i ukojenia, zwłaszcza że nie wiedział jak długo jeszcze trwać będzie.
Nagle aż zatrzymał się. Czy to złudzenie? Nie, przecież oczy elfa mylić się nie mogą. Kątem oka dostrzegł między drzewami nikłą iskrę światła, jakby jedna z gwiazd uwięzła miedzy konarami drzew. Ruszył ostrożnie w tamtą stronę. Nawet najmniejsza gałązka nie trzasnęła pod jego stopą.
Okruszyna światła była bliższa niż mu się wydawało. Nie przeszedł więcej niż sto rangar, kiedy wyszedł na niewielką polanę. Na jej środku dojrzał niewielki, ziemny kopczyk, starannie obłożony darniną i przystrojony świeżym, jeszcze nie zwiędłym kwieciem. Na jego szczycie płonęła niewielka gliniana lampka, to ona była źródłem blasku, który dostrzegł między drzewami. Jej światełko było tak nikłe, że aż dziw, że je w ogóle zauważył. Wiedział, co ma przed sobą – miejsce pochowku jednego z Atanich. Jedną z tajemnic. Widział wiele, zbyt wiele śmierci: w Alqualondë, w czasie drogi przez Helcaraxe i tutaj, w Beleriandzie. Tylu pięknych elfów, którzy mogli się cieszyć niezliczonymi latami życia, odeszło. A jednak patrząc na ten nikły, perłowy ognik, wiedział, że to coś innego. Jak wielki by nie był smutek rozstania, osładzała go nadzieja, że kiedyś się znowu spotkają. Rozstanie ludzi z tym światłem było ostateczne. Wiedział, że to dar Najwyższego, ale nie rozumiał jego sensu.
Gorzki to dar, tylko przez krótką chwilę cieszyć się pięknem i wspaniałością Ardy. Odchodzić, nim się ją pozna i prawdziwie pokocha.
To było ponad pojęcie każdego elfa. I wiedza, iż jest to dar Jedynego, nie ułatwiała jego zrozumienia. Tak, trudny to dar, trudny do przyjęcia i zaakceptowania. Łatwy zaś do pomylenia z przekleństwem. Tak naprawdę nie dziwił się tym spośród ludzi, którzy tak go traktowali. Wiedział, że się mylą, że popełniają wielki błąd, ale ich rozumiał, a przynajmniej wydawało mu się, że ich rozumie.
Zapatrzył się w nikły ognik prostej glinianej lampki. Wszystko w około znikło. Zostało tylko to źdźbło perłowego blasku. Tak słabe, tak ulotne, a jednak rozpraszające ciemności nocy. Tak piękne w swojej ulotności i delikatności. I nagle zobaczył, że jest ono jak fëa Atanich, słaba i ulotna, a jednak piękna. I jak ten słaby płomyk, była iskrą przedwiecznej światłości rozpraszającej najgłębsze ciemności. Nawet najciemniejsza noc, nawet największy mrok nie mogły zgasić tego okruszka światła. Skażone mogło zadymić nieprzyjemnie, stracić część swego blasku, ale zgasić się nie dawało. I dostrzegł nagle pokrewieństwo miedzy gwiezdnymi ognikami i tym nikłym perłowym blaskiem glinianej lampki. Tak samo rozjaśniały mrok nocy, czyniąc go mnie groźnym, mniej strasznym i niebezpiecznym.
Czy to okruch gwiezdnego blasku na ziemi? Czy może to ogniki ludzkich dusz ozdabiają niebo, dając nadzieję tym, co pozostali?
I nagle poczuł się samotny i opuszczony. Nie, nie jako Finrod Felagund, ale jako jeden z Eldarów. Oni tu pozostawali, nie mieli wyboru, zamknięci w kręgu śmierci i odrodzenia, czekając na koniec tego świata. Tymczasem Atani, prawdziwie wolni, opuszczali Ardę, odchodząc do Przedwiecznego. Czyj los był bardziej godny pożałowania? Ich, którzy tu pozostawali, czekając nieuchronnego, choć wciąż odległego końca, czy ludzi, których tylko krok dzielił od zanurzenia się w blasku światłości Iluvatara. Zrozumiał, dlaczego ludzie palili światło na grobach swych przodków i co oznaczał ten perłowy ognik.
Niespodziewany, ptasi trel wyrwał go z zadumy, ogłaszając nadejście świtu. Spojrzał po raz ostatni na ukrytą w lesie mogiłę, po czym odszedł cicho w stronę obozowiska.

_________________
ēl sīla lūmena vomentienguo wieeeeeeeeeelgachny uśmiech
---------------------------------------
For the grace, for the might of our Lord
For the home of the holy
For the faith, for the way of the sword
Powrót do góry
 
 
Wyświetl wpisy z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tolkienowskie -> Twórczość fanowska Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)

Temat: Fanfik okazyjny (Strona 1 z 1)

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich wpisów
Nie możesz usuwać swoich wpisów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dodawać załączników w tym dziale
Nie możesz ściągać plików w tym dziale

Powered by phpBB2
Copyright © tolkien.com.pl Wszystkie prawa zastrzeżone.