Forum dyskusyjne miłośników twórczości J.R.R. Tolkiena
w sieci od 11/2001
 
Gospoda(0) | Zasady Forum | FAQ | Szukaj | Kalendarz |  Zarejestruj się |  Profil | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości | Zaloguj

Witryny zrzeszone w forum:
Hobbiton  Pod Rozbrykanym Balrogiem


"Piękne tytuły! - szyderczo mruknął smok. - Ale nawet szczęśliwe numery nie zawsze wygrywają." Smaug, Hobbit


Temat: XV Tolk Folk - relacje (Strona 8 z 9)

Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Następna
  skocz na koniec strony
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tolkienowskie -> Tolk Folk Wydruk
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Mara
Członek Kompanii Thorina


Dołączył(a): 30 Kwi 2013
Wpisy: 142
Skąd: Szara Przystań (Gdynia)


Wysłany: 01-08-2013 17:59    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Relacji Tolkfolkowego nowicjusza ciąg dalszy.

Zanim przejdę do dnia drugiego mały przypis do relacji z 15.07.
A konkretnie do ksywki Silmetha.
Kiedy się przedstawiał, nie usłyszałam tego "th" na końcu i jakoś później też mi to umykało (dopiero tu, na forum zobaczyłam prawidłowy zapis), w związku z czym przez cały TF funkcjonował dla mnie jako Silmä, co po fińsku oznacza... (dum-dum-dum) OKO Uśmiech Saurona ;D
Sorki za pomyłkę (acz do czciciela ZUA chyba pasuje...)

Dzień drugi (wtorek, 16.07) - "Dwie Wieże" Elfik

Od Helcaraxe do Szczelin Zagłady
Jak zdążyłam napomknąć poprzednim razem, noce na TF-ie (oprócz jednej) były strasznie zizizzimne. Można było poczuć się jak elfowie nocujący w plenerze podczas przeprawy przez Helcaraxe (No dobra, to przesada, ale ciepło nie było!) Natomiast około 7. rano słoneczko zaczynało przygrzewać na tyle mocno, że w namiocie robił się piekarnik. Dokładnie o 7.30 wnętrze namiotu (przynajmniej mojego. Kto miał tropik, może wytrzymywał nieco dłużej...) osiągało temperaturę Szczelin Zagłady - co zostało sprawdzone z zegarkiem w ręku. Co dzień (ze wspomnianym jednym wyjątkiem) dokładnie o tej porze gwałtownie wyplątywałam się ze śpiwora, zrzucałam zbędną odzież i wypełzałam z namiotu, żeby się nie upiec.
Na szczęście można było po takim mordorskim poranku wskoczyć pod zimny prysznic (innego zresztą nie było... w domku zimna woda, a w beczce w prysznicu polowym jeszcze nie zdążyła się nagrzać)

Tajemnica Pana Andrzeja
Głównym punktem programu tego dnia było wyjście na Wielką Sowę, zanim jednak do niego doszło minęło dobrych parę godzin od mojej szczelinnozagładziej pobudki. Żaden punkt programu TF-u nie zaczynał się wcześniej niż o 11., a często i później (przysłowiowe "świtkiem rankiem koło południa Pserwa )
Zdążyłam zatem zostać pouczona przez Mamę, że na TF-ie nie mówimy po angielsku (w odpowiedzi na moje radosne "Good morning, Tolk-Folk" przy śniadanku), co, jak milcząco przyjęłam, nie odnosiło się wszakże do dyskusji z braćmi Czechami. Z przymrużeniem oka

Na wyprawę na Sowę ruszyliśmy silną kilkunastoosobową grupą pod przewodnictwem Mitha. Kiedy czekaliśmy na dole przy ulicy na przyjazd Pana Andrzeja z busem, Omi i kilka innych osób, które rano/przed południem ruszyło na poszukiwanie sklepu, zdradziło tajemnicę Pana Andrzeja. Okazało się, że Pan Andrzej znalazł ich błądzących po ulicach Piławy (ruszyli do sklepu w złym kierunku), zawiózł gdzie trzeba, a potem jeszcze obwiózł po mieście służąc za przewodnika. Za darmo.
Jak wyjaśnił Omi, Pan Andrzej jest niczym chochlik, który potrafi napsocić (jak dzień wcześniej, każąc drugiej części naszej grupy czekać we Wrocku przez 40 min.), ale z reguły jest bardzo pomocny, przychodzi na wezwanie (niczym Spiryt of Tolkien, hehe) albo nawet zjawia się nie wzywany, trzeba tylko zadbać o jego dobry humor i wystawić mu miseczkę z piwem.
Bez miseczki z piwem może być różnie...

Na Wieżowe Wzgórza po hobbicku
Pan Andrzej zostawił nas przy kościele w Kamionkach, skąd ruszyliśmy szlakiem na Sowę. Po około pół godzinie czy coś około tego okazało się, że nowe buty Laurethy porobiły jej dziury w piętach, w związku z czym musiała najpierw iść w nich jak w klapkach (przydeptując tyły), a potem, gdy zrobiło się stromiej, śmigać pod górkę w samych skarpetkach. Czyli prawie boso. Jak na prawdziwą hobbitkę przystało, poradziła sobie znakomicie i wcale nie doszła na szczyt ostatnia, raczej w czołówce drużyny.

Pogoda dopisała (cały czas porównuję z moją wycieczką na Wielką Sowę sprzed kilku lat, kiedy o tym, że doszłam na szczyt, przekonałam się stając jakieś 20 metrów od wieży widokowej - bo dopiero z tej odległości było ją widać we mgle Smutek ) i "latarnia górska" na Sowie vel. wieża Elostirion (tak właśnie wyobrażam sobie ową wieżę Uśmiech ) prezentowała się w słoneczku bardzo ładnie. Z góry można było podziwiać widoki, ale skoro Cirdan zabrał z wieży palantir, morza nie dało się zobaczyć...

Na ławeczkach pod wieżą Mith wykonał sesję zdjęciową tym osobom, które najmniej sobie tego życzyły Uśmiech, lokalny kot, który po fachowej wymianie zdań uznany został za kocicę, w dodatku wysterylizowaną, został wygłaskany, a potem ruszyliśmy w dół przez przełęcze Kozie Siodło i Jugowską, by w umówionym czasie spotkać się z resztą ekipy w Gospodzie pod Złotym Okoniem... eee.. tj. Pod Pstrągiem (niekoniecznie złotym).

Z punktualnością - jak to na TF-ie? - nie wypaliło. Między innymi przez jagody (też nie złote...). Mniam mniam. Potem jeszcze Omi wył z głazu (ale nie z przepony), choć to akurat na opóźnienie specjalnie nie wpłynęło, a potem to chyba wszystkim już dłużyło się to zejście przez las i wypatrywali powrotu na łono cywilizacji. Lauretha i ja urozmaicałyśmy sobie czas m.in. pogawędkami o ziołach (zwłaszcza tych trujących), zastanawiając się jakby to było zrobić potrawkę, czy inną surówkę z naparstnicy purpurowej na konkurs kulinarny - w charakterze dodatku do pieczarek na przykład Złośliwy uśmiech

Wspomniane przed chwilą łono cywilizacji objawiło się w postaci Pierwszego Przyjaznego Domu po zejściu z gór (gdybym schodziła tędy podczas poprzedniej bytności w Górach Sowich, mogłabym powiedzieć wręcz "po tej stronie Gór Mglistych" Śmiech ), ale zdania na temat bielawskiego Rivendell były mocno podzielone. Jednym się podobało, dla innych była to kiczowata mieszanka zbyt wielu stylów. Ale grunt, że dosłownie parę kroków dalej czekała Gospoda pod Pstrągiem i reszta ekipy.

Druga wieża
Jako osoba nie mająca jakichkolwiek wspomnień czy inszych sentymentów związanych z ową placówką gastronomiczną mogę stwierdzić krótko: nie zrobiła ona na mnie najlepszego wrażenia.
Kolejka zamawiających mogłaby wystąpić w skeczu kabaretu TEY "Na tyłach sklepu warzywniczego", gdyż odpowiedź obsługi na pytania o widniejące w menu potrawy niemal niezmiennie brzmiała "Nie ma". Zaczęłyśmy się nawet z Nadią i Nutrią obawiać, że w ogóle nie ma już nic do jedzenia i będzie trzeba wstawić przysłowiowe zęby w ścianę (albo po powrocie na pole dyskretnie upolować z łuku i upiec nad ogniskiem kilka kur gospodarza, rżnąc potem głupa i winę za ich brak zwalając na lisy Język ). A po kilku godzinach chodzenia po górach naprawdę chciało się nam jeść!

Koniec końców okazało się, że są pstrągi, choć nie z rusztu, bo tego nie chciało się im najwyraźniej rozpalić dla tak [ironia mode on] niewielkiej grupy jak my [ironia mode off]. Na pstrągi smażone naczekaliśmy się za to tyle czasu, że zaczęły krążyć spekulacje, czy nie szybciej byłoby, gdybyśmy sami je złowili, wypatroszyli i zabrali ze sobą na pole (pardon: dwór) w celu upieczenia nad ogniskiem.

Czekanie na jadło urozmaicało nam (choć niekiedy ciężko było wszystko usłyszeć z drugiego końca stołu) słuchanie wspomnień Mony i Mamy (przy wsparciu kilkorga innych TF-owiczów z dłuższym stażem) o początkach Tolk-Folku i burzliwych kolejach jego losu, aż do powstania Stowarzyszenia Wieża. (To druga - oprócz Elostirionu/Wielkiej Sowy - z dwóch wież wymienionych w tytule relacji Uśmiech )

Słodką kąpiółkę śpiewaj o zmierzchu
Po powrocie na dwór namiotowy byłam zdeterminowana, żeby wziąć prysznic (poza tym dniem kąpałam się rano, ale po całodziennej wycieczce...wicie, rozumicie...), co udało mi się około wpół do dziesiątej wieczorem - czyli o zmierzchu. Za to woda była cieplutka, więc potem z radością śpiewałam przy ognisku - acz niekoniecznie kąpiółki (chyba, że za "kąpiółkę" uznac "Żale Sarumana", w których cały Orthank kąpie się w Isenie Język )

Tym razem ognisko było już na swoim zasadniczym miejscu, tj. pomiędzy domkiem, a namiotami. I jak zwykle, kiedy rozmowy i śpiewy zaczęły się rozkręcać w najlepsze, przyczłapał Erudar i zaczął rozbijać wszystkich na drużyny. Które w dodatku od poprzedniego dnia zdążyły w niewyjaśnionych okolicznościach zmienić skład (tym razem w naszej drużynie był członek specjalny, zbiorczo określony przez Ariego jako "Tici z Huanem" Język ). Od Ariego dowiedzieliśmy się, że mamy wymyślić sobie nazwę i wymyślić coś, co można by robić śmiesznego/głupiego/fajnego na Tolk-Folku... Jakoś kreatywność na zamówienie nigdy mnie tak do końca nie przekonywała...

Tym razem w namiocie wylądowałam już po 3. nad ranem i to stało się regułą.

W następnym odcinku: Turniej łuczniczy, czyli o nieprzynoszeniu wstydu Maedhrosowi, O Bąku i jego drużynie - cz.I, czyli jak Bąku trupę teatralną zbierał oraz Kapczór de flak, czyli o ustępowaniu przed brutalna siłą Śmiech

_________________
"Nie na zawsze przykuci jesteśmy do okręgów świata, poza nimi zaś istnieje coś więcej niż wspomnienie."

Członek LOS - Ligi Obrońców Szczerby (Maglora)
Powrót do góry
 
 
Ominous
Ogarniacz nieogarniających


Dołączył(a): 02 Cze 2007
Wpisy: 518
Skąd: Hamburg


Wysłany: 02-08-2013 19:42    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Mara napisał(a):
Okazało się, że Pan Andrzej znalazł ich błądzących po ulicach Piławy (ruszyli do sklepu w złym kierunku), zawiózł gdzie trzeba, a potem jeszcze obwiózł po mieście służąc za przewodnika. Za darmo.
Dokładnie tak. Poznaliśmy caałe "miasto", kościół, stacje paliw, bankomat i stadion miejski. A także synów oraz żonę Pana Andrzeja Śmiech

A więc teraz czas na środę.

W tym dniu żaden z punktów programu mnie nie pociągał [oprócz odpuszczania sobie 5 rok z rzędu kulinarnego] aż do zapadnięcia zmroku i wyruszenia w nieznane po flagi, ale po kolei...

Pół środy spędziłem w magicznym i niedostępnym dla zwykłych śmiertelników miejscu jakim jest organizatorka, czyli poddasze domku. Pracowałem tam w pocie czoła nad nagrodą specjalną za kalambury - malowałem wykonanego z gliny przez kaile smoka. Podczas pracy przekonałem się jak cudowną akustykę ma poddasze - łowiłem głosy z całego dworu namiotowego Jestem rozwalony Nawet tajną rozmowę przywódców grup integracyjnych, którzy postanowili się nie poddawać i zwołać nas ponownie w niedługim czasie...

Koniec końców gdy skończyłem malowanie Ozło zaczął nawoływać moję imię przez mikrofon - jak się okazało organizował zebranie grupy Kuby, do której trafilem przeniesiony z grupy Bąka Zdziwienie Koniec końców przepisywanie ludzi od tak z grupy do grupy było mało fajnym pomysłem na integrację Nic nowego No nic to, stawiłem się na wezwanie i grupy znów rozpoczęły narady. Po ustalaniu zawołania, programu politycznego i godła coraz więcej głosów padało za najwzyklejszym w świecie pojmaniem i przywiązaniem Erudara do słupa. Pomysł rozniósł się na inne grupy niczym płomień na stosach sygnałowych Gondoru i pół godzinki póżniej całe pole radośnie wiązało Erudara Jestem rozwalony Jestem za
Dawno nie widziałem takiej integracji,któej ceną było jedynie związnie głównego integratora. Tym samym grupy bodajże przestały istnieć, poza grupą Drauga, która przekształciła się w Spirit Tolkiena, ale to już nie moja część opowieści Z przymrużeniem oka

W ostatnich chwilach wiązania Eru, zanim jeszcze się uwolnił [albo go wypuszczono] dodzwoniła się do mnie zbłąkana Niuch i chwilę potem już biegłem sprowadzić ją, jej brata i Alqualaure na dwór namiotowy. Misja zakończyła się pełnym sukcesem.

Wieczorem rozpoczęły się przygotowanie do wielce tajemniczego dla mnie Capture the Flag. Po kilkukrotnym wyłtumaczeniu przez nieugiętą Kaśkę/Ellarone nastąpiło podzielenie się na drużyny. Trafiłem do jednej grupy z Mithem, Beriadanem, Fornadanem, Meldagorem, Neryą, Marą i Mariuszem, czyt. skład jak dla mnie wyśmienity. Szybko też podzieliliśmy się na role, z czego z mojego początkowego "chce coś żeby się nie nabiegać" zostałem najwięcej biegającym Kilim "bo Ty wszystkich znasz"... taaak, racja, orientuję się w Tolkfowiczach, dopóki połowa drużyny przeciwnej to nie są Czesi Pserwa

W końcu ruszyliśmy i gra się rozpoczęła. Chociaż przegraliśmy dwa razy, mieliśmy gorszą bazę i hmm mniejszą siłę przebicia gra była naprawdę udana. Kilka faktów zanotowanych podczas rozgrywki:
- Ajs [Eru jeden wie jak to się pisze] biegnący na Ciebie może być ostatnim widokiem w twoim życiu [Mariusz może potwierdzić]
- Można nie widzieć człowieka leżąca pół metra od Ciebie na drodze - 'Ej, tu ktoś leży, serio go nie widzicie'
- jeśli słyszysz jakiś szelest to nie mysz polna, kuna czy inna nocna przepiórka ale ktoś się czołga do naszej bazy
- Balduran jest jak nindża i dopiero za czwartym razy wierzy w koniec gry i wstaje z mroku
- Mith i Beria są świetnymi włamyhobbitami
- wpadnięcie po ciemku na druciane ogrodzenie boli...
Ja chce jeszcze raz Jestem za

A potem dłuuugie schnięcie do rana zakończone bodajże moim, Neryi, Mamy, Smoczycy i Ariego noclegiem w beczce.

C.D.N...

_________________
Aiglos
<I'm not good, I'm not nice, I'm just right.>

"Nawet jak jest obłędnie wesoły, to jest bezuczuciową szują."

Nie pytaj, co Tolk-Folk może zrobić dla Ciebie, ale co Ty, Anonymous możesz zrobić dla Tolk-Folku!
do roboty

Okosaur czuwa!
Powrót do góry
 
 
Sirielle
Ontalómë / Administrator


Dołączył(a): 15 Cze 2004
Wpisy: 3814
Skąd: Himring / Midgard


Wysłany: 06-08-2013 13:39    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Świetnie się Wasze relacje czyta Jestem za Ja niestety przez dojazdy mam wrażenie, że byłam na innym konwencie, jednak jak się nie jest na polu to większość wydarzeń umyka. Inna sprawa, że też przyjechałam później, przez co ominęło mnie wejście na Wielka Sowę i kilka innych atrakcji.

Żałuję, że nie mogłam więcej posiedzieć na ogniskach, czytając Wasze relacje widzę, że sporo mnie ominęło. Szczególnie, że ze śpiewów załapałam się głównie na Dagona i Zło, i to w momencie, kiedy mnie to wcale nie bawiło. Na piosenki tolkienowskie trafiłam tylko raz, kiedy Smoczyca grała na gitarze, ale była skutecznie zagłuszana. Może już za dużo nas tam było, by się przebić z pieśnią, może za wcześnie na wspólne śpiewanie, domyślam się, że więcej go było późniejszą porą. Na ognisku urodzinowym były śpiewy i klimatyczna muzyka za sprawą zespołów, to duży plus.

Moje wrażenia z Tolk Folku jako konwentu i spotkania znajomych są jak najbardziej pozytywne, ale z Tolk Folku jako konwentu fanów JRRT słabe. Klimat ratuje Spiryt Tolkiena, wieczór Istarich, jednak brakuje mi TFu z dawnych lat, gdzie integrował nas Tolkien, nie turbo-kola. Może to mój pech, ale skoro zanik Tolkiena zauważyło kilka osób i to nie tylko dojeżdżających, to coś w tym jest. Szkoda, by Tolk Folk zamienił się w biwak z atrakcjami, spróbujmy mu przywrócić więcej klimatu Jestem za

By było jasne - apeluję do uczestników, nie organizatorek, bo do samej organizacji konwentu nie mam zastrzeżeń, przeciwnie Jestem za

_________________
Portfolio|dA|Last.fm
Á mahta Valarauko! Áva usë! Aaaaaaaarrrgh, á entula!!!

Nelyafinwë żyje! I już zna Zasady forum (MiniFAQ), a Ty?

Przymierze AntySzczerbowe
Powrót do góry
 
 
Ominous
Ogarniacz nieogarniających


Dołączył(a): 02 Cze 2007
Wpisy: 518
Skąd: Hamburg


Wysłany: 07-08-2013 23:26    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

No to czas na czwartek Śmiech

Czwartek, z racji prowadzonych przeze mnie kalamburów był dniem wyjątkowym. Był to jedyny punkt programu którego znałem dokładnie godzinę rozpoczęcia, a która i tak się przesunęła Jestem rozwalony

Przed obiadem miał się odbyć konkurs teatralny, który miał jednak miejsce po napełnieniu brzuchów, czyli teoretycznie tuż przed kalamburami. Konkurs nie konkurs, bo w tym roku ogarnęły się tylko dwie drużyny. Pamiętam, iż Meldagor długo nie mógł Neryi wybaczyć jej rezygnacji z konkursu Jestem rozwalony No nic, uśmialiśmy się i tak wszyscy z Elf Parade i nalotu krasnoludzkiego sanepidu. A potem trzeba dać było się wszystkim odpocząć po atrakcjach czyt. Omi i Niuch wreszcie ruszyli tyłki i ukryciu w czeluściach mistycznej Organizatorki pilnie wypisywali i składali karteczki z hasłami. W między czasie przebiegłem się po polu pozyczając starym zwyczajem wszelakie kapelusza na hasła [tutaj podziękowania dla Smoczycy, mONY, Alqualaure, Beriadana i Neryi]. Koniec końców start kalamburów został ustalony na godz. 18. No i się zaczęło...
W tym roku hasła podzieliśmy na 5 kategorii: lamerskie, średniaki, Tolkfolkowe, Cytaty i Hardkorowe. Oczywiście, jak drzewiej bywało znów hardkory okazały się banalne a lamerskie najtrudniejsze. Najwięcej zabawy dawały zaś cytaty i Tefeowe Super śmiech Była to najdłuższa, bo wreszcie przeprowadzona o przyzwoitej porze i nie poganiana innymi punktami programu, rozgrywaka w historii Tolk-Folku. Trwała dobre 2 godziny przynosząc zwycięstwo grupie Balduran, Fornadana i Istimora.
Oczywiście, znając TF te kalambury nie mogły być normalne, co udowodniła zdobywając nagrodę specjalną Hithlome hasłem Saeros [a także zeszłorocznym A Elebereth Gilthoniel]. Adamob z hasłem Synowie Feanora i rysowaniem ich ekhm wraz ze wszystkimi przymiotami danymi przez Ery, o czym również nie zapomniała Hithlome, dorysowując Saerosowi co trzeba Pserwa Na wyróżnienie również zasłużył Panda, który mimo iż nie znał znaczenia haseł potrafił je przekazać bez problemu grupie, oraz Duni dzielnie walczący z cytatami jak: Far over Misty Mountains cold, lub Wielki jest upadek Gondolinu Także tego, zabawa była przednia co mnie jako prowadzącego niezmiernie cieszy i obiecujemy powtórkę za rok z nowymi hasłami Z przymrużeniem oka

Dalszej części dnia dokładnie nie pomnę, poza wyprawą do sklepu w trakcie biegu hobbickiego, więc skończę na tym czwartkową relację.

C.D.N...

_________________
Aiglos
<I'm not good, I'm not nice, I'm just right.>

"Nawet jak jest obłędnie wesoły, to jest bezuczuciową szują."

Nie pytaj, co Tolk-Folk może zrobić dla Ciebie, ale co Ty, Anonymous możesz zrobić dla Tolk-Folku!
do roboty

Okosaur czuwa!
Powrót do góry
 
 
Adamob
Członek Kompanii Thorina


Dołączył(a): 20 Wrz 2005
Wpisy: 221
Skąd: Szwędam się po Eriadorze.


Wysłany: 08-08-2013 23:01    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Dobry wieczór Uśmiech

To i ja się może wypowiem. Głównie z tego powodu, iż dużo zastrzeżeń co do małej ilości Tolkiena w Tolk Folku, a ja przewrotnie powiem że to był mój chyba najlepszy Tolk Folk ( a na każdym dotychczasowym bawiłem się wspaniale).

Mam pewną teorię, dlaczego tak wyszło. Składa się z dwóch części.
Pierwsza czyli fakt że Tolk Folk jubileuszowy odbywał się jako urodziny Bilba, to wszystko było robione pod kątem imprezy. I wszystkim (większości ?) udzielił się rozprężony klimat biesiadowania. Byłem od czwartku, i naprawdę ogniska były tak intensywne ( w sensie, że tyle sie działo) że nie wiadomo kiedy przychodziła ta 4 - 5 rano. Faktem jest jednak że biesiady są mało merytoryczne i tolkienistyki bywa w nich niewiele.

Druga sprawa to taki fakt, że chyba coraz więcej osób ( w tym mnie ) można określić tolkienistami na emeryturze, czyli kimś takim, kto swoje już przeczytał, większość rzeczy które chciał to przedyskutował. Śródziemie jest czymś ważnym w jego życiu, nadal go porusza, ale już nie czuje potrzeby kopania w tej części swej świadomości, budowania, przerabiania, rewizji, nie wiem jak to określić ale może mnie rozumiecie Z przymrużeniem oka
I naprawdę w "grupie Dagonowej" ( choć nie wiem jakie są jej granice, przypuszczam że dość płynne, bo sam żadnej inicjacji nie pamiętam) są osoby o bogatej wiedzy o Tolkienie, jakoś tak wychodzi że na Tolk Folku się tym nie afiszują a skupiają na innych elementach. Pod ocenę przedkładam czy to jest słuszne skoro są wśród swoich.

Ano i trzecia pomniejsza sprawa. Jednak TolkFolkowicze to specyficzny rodzaj ludzi, którzy hmm jakby to określić Z przymrużeniem oka są kreatywni i potrafią eskalować Z przymrużeniem oka
Gdzieś indziej wyciągniecie trampoliny skończyłoby się skakaniem i ewentualnym jej zniszczeniem, na Tolk Folku przyjmuje postać 15 levelowej gry ze skomplikowanymi akrobacjami, systemem punktacji i wzrastającym poziomem trudności. A spożywanie turbocoli przybiera postać rytuału z kilkoma osobami asysty w strojach odpowiednich przy rytmicznych dźwiękach gitary (za oba pomysły Hail to the Panda, bo je rozkrecił w swój ostatni wieczór na TF Z przymrużeniem oka ). Fakt, może i z boku to wygląda żałośnie, czy gorsząco ale nadal jest czymś niezwykłym, co w domu na co dzień się raczej nie zdarza nawet na imprezach "po cywilu" . I do tego też sie teskni przez cały rok, i dla mnie to też jest klimat Tolk Folku, spotkać ludzi i atmosferę gdzie niemal żaden rzucony w powietrze pomysł nie zginie, lecz urośnie poniesiony dalej przez innych, aż przerasta samego Twórcę (Draug i cała reszta też Hail za Spirit of Tolkien Uśmiech )

Tylko fakt, każdy może lubić bawić się inaczej. Też pod ocenę można przedłożyć pomysł osobnych miejsc biwaku cichego i głośnego. Nie przywiązny do konkretnych osób tylko do miejsc właśnie, co umożliwiałoby swobodny przepływ osób miedzy nimi.
Sam bym tak krążył, bo i w tym roku krążyłem. I udało mi sie uczestniczyć w większości śmiesznych akcji, i załapałem się na śpiewy (nie będące Dagonowymi), dowiadując się że jednak nie umiem śpiewać Język I dane mi było wysłuchać Pieśni Enta i Entiany, i serce mi ściskało gdy raczono autobus motywem Shire. I mogłem pogadać z Faunsami i ze Straysami i w panelu Erudara też coś dodałem. U mnie jakoś się udało to wyważyć, ale może ja mam małe wymagania i jestem hurraoptymistycznie do Tolk Folku nastawiony bo na niewielu konwentach bywam.


Jeszcze dwie małe rzeczy Język
Ad Konkurs Teatralny: Nie ma to jak zajechać na pole, rozbić ledwie co namiot i Panda pyta się: - Chcecie wstąpić do drużyny bo nam się posypała, a teraz sie właśnie zaczyna konkurs teatralny już jedna drużyna wystawia.
- No spoko, a co gramy
- Nieoczekiwana wizyta krasnoludów. Musimy wymyśleć scenariusz Jestem rozwalony

Ad Kalambury No ja nie wiem co trzeba by jeszcze narysować, żeby przejść od "Dzieci Feanora" do "Synów Feanora". I tak zapomniałem w emocjach że było ich 7 a nie trzech :p


Dobrej nocy wszystkim !

_________________
Tomorrow all will be known, and You're not alone
So don't be afraid, in the dark and cold
'Cause the bards' songs will remain


Ostatnio zmieniony przez Adamob dnia 10-08-2013 09:00, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
 
 
Erudar
Mieszkaniec Shire


Dołączył(a): 14 Lip 2011
Wpisy: 35



Wysłany: 09-08-2013 20:49    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Wiem, że spamuję, ale nie chcę tego robić jeszcze bardziej i zakładać osobnego tematu na to, a mam parę słów do powiedzenia.
Zdaję sobie sprawę, że odciąganie ludzi od ogniska, zabieranie ich do ludzi w stanie różnych (opiekunów drużyn) i kilka innych akcji nie było przyjemnych.
Chciałem dobrze, wyszło jak zwykle.
Nie było to dopracowane pierwszy raz robiłem coś takiego i planując coś teoretycznie nie przychodzi do głowy mnóstwo spraw, którego wychodzą w praktyce. Poza tym miało to w dużej mierze polegać na współpracy z niektórymi osobami, co różnie wyszło. I na dodatek w żadnej, oprócz jednej drużyny, to nie wyszło.
Koniec końców chciałem wszystkich urażonych i zgorszonych przeprosić i obiecać, że jeśli mnie bardzo nie zakrzyczycie, to na przyszły rok przygotuję funkcjonującą wersję tego i taką przez którą nikt nie poczuje się w jakiś sposób przeze mnie poszkodowany i nie będzie się czuł przymuszany, tylko wręcz przeciwnie: będzie chciał w tym uczestniczyć.
Powrót do góry
 
 
mONA
Mieszkanka Shire


Dołączył(a): 17 Cze 2002
Wpisy: 745
Skąd: Shire
Nieobecny(a): jestem. gdzieś. gdziekolwiek. w Shire :-)

Wysłany: 09-08-2013 21:07    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Eru - spoko Z przymrużeniem oka w końcu wyszło, jak było zamierzone Jestem rozwalony Wszyscy się bardzo ładnie zintegrowali jednego popołudnia wieeeeeeeeeelgachny uśmiech *


*a ja nadal mam fazę z reakcji pana Ryszarda jadącego jeepem Elfik widzącego integrujący się przy słupie cały TF Złośliwy uśmiech

_________________
"Niebezpiecznie jest wychodzić za własny próg [...] Trafisz na gościniec i jeżeli nie powstrzymasz swoich nóg, ani się postrzeżesz, kiedy cię poniosą."

Moje Śródziemie
Powrót do góry
 
 
M.L.
Uprzedzony, ujadający krzykacz / Administrator


Dołączył(a): 27 Cze 2002
Wpisy: 5691
Skąd: Mafiogród


Wysłany: 15-08-2013 23:39    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Kulce porozpoczynali relacje. Narobili smaku i porzucili. A ja tu w Londynku Zdroju nie mogem siem doczekać. Język wieeeeeeeeeelgachny uśmiech
_________________
ēl sīla lūmena vomentienguo wieeeeeeeeeelgachny uśmiech
---------------------------------------
For the grace, for the might of our Lord
For the home of the holy
For the faith, for the way of the sword
Powrót do góry
 
 
Wyświetl wpisy z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tolkienowskie -> Tolk Folk Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Następna

Temat: XV Tolk Folk - relacje (Strona 8 z 9)

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich wpisów
Nie możesz usuwać swoich wpisów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dodawać załączników w tym dziale
Nie możesz ściągać plików w tym dziale

Powered by phpBB2
Copyright © tolkien.com.pl Wszystkie prawa zastrzeżone.