Forum dyskusyjne miłośników twórczości J.R.R. Tolkiena
w sieci od 11/2001
 
Gospoda(1) | Zasady Forum | FAQ | Szukaj | Kalendarz |  Zarejestruj się |  Profil | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości | Zaloguj

Witryny zrzeszone w forum:
Hobbiton  Pod Rozbrykanym Balrogiem


"Wszystkie drogi są teraz zakrzywione." Dunedainowie, Silmarillion


Temat: XIV Tolk Folk - relacje (Strona 3 z 5)

Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5  Następna
  skocz na koniec strony
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tolkienowskie -> Tolk Folk Wydruk
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
M.L.
Uprzedzony, ujadający krzykacz / Administrator


Dołączył(a): 27 Cze 2002
Wpisy: 5674
Skąd: Mafiogród


Wysłany: 13-07-2012 21:35    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Hie, hie tylko nie przyjechałem, od razu odbył się udany Tolk Folk. Uśmiech

A poważnie z przyjemnością czytam wasze relacje i cieszę się, że Tolk Folk był udany. Uśmiech

_________________
ēl sīla lūmena vomentienguo wieeeeeeeeeelgachny uśmiech
---------------------------------------
For the grace, for the might of our Lord
For the home of the holy
For the faith, for the way of the sword
Powrót do góry
 
 
Zair Ugru-nad
Strażnik Północy


Dołączył(a): 25 Maj 2003
Wpisy: 839
Skąd: Imlad Morgul


Wysłany: 13-07-2012 23:00    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Bardzo mi żal, że nie udało mi się dojechać na tegoroczny TF. Niestety moja Bestia podupada na zdrowiu, a letnie upały jej nie służą...

Cieszę się że bawiliście się dobrze, i do zobaczenia następnym razem Uśmiech Jestem za

_________________
Ten nieruchomy już jest martwy, ten, który się rusza, przeżyje.

Żaden człowiek nie może się bronić bez ryzyka.
- J. Liechtenauer
----
Nasz azyl dla zwierząt
shadow of mind
galeria DA
półka w Bibliotece
Powrót do góry
 
 
Vilva
Członek Kompanii Thorina


Dołączył(a): 03 Lip 2003
Wpisy: 191
Skąd: Irlandia


Wysłany: 14-07-2012 19:35    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Skoro nikt się nie zdecydował to chyba ja zacznę... poprawcie mnie gdy pomylę jakiś termin, kolejność, ksywkę itp. (pamięć już nie ta, co onegdaj). Oraz uzupełniajcie o opisy zdarzeń, przy których mnie nie było, proszę Uśmiech

14 TOLKFOLK oczami rozbrykanej kobyły

Poniedziałek - dej łan
Mimo ciężkich juków, ze względu na urodę krajobrazu wybrałam pieszą drogę z PKSu przez zalew Sudety i pola na dwór namiotowy. Po drodze miałam parę przystanków na otarcie potu (dzień był ładny i ciepły), drewna na ognisko zdecydowałam nie wlec za sobą od razu (spory plecak, namiot i gitara wystarczyły, a i lata nie te).
Okazało się że wrota zawarto (byłam pierwszą TFowiczką), ale rydwan gospodarza stał na terenie. Przywitałam się, ustawiłam rezydencję z herbem rozbrykanej kobyły i dopełniłam formalności meldunku. Ściągnęłam buty, zasiadłam przed namiotem rozpakowując pierwsze Piwko i w pięknej pogodzie i ciszy podziwiałam panoramę gór i napawałam się spokojem.
Wkrótce zajechali Erudar i Majka (taksą, burżuje) i zebraliśmy nieco drew na ognisko. Mona, Kasia i Żygołak przywieźli elementy beczki (okazało się że brak do niej śledzi - brezent został nałożony na aby) i niebieskich pawilonów (złożono je pod daszkiem do późniejszego rozstawienia), zaś wieczorem dotarli Ewa i Bąk, wciąż przeżywając wrażenia z podróży busem w stylu filmu 'speed - niebezpieczna szybkość'.
Wspominki i rozmowy co się u kogo pozmieniało od zeszłego roku, potem oczywiście ognisko ze śpiewem, graniem i dalszym ciągiem rozmów. Następnie nocna burza, ulewa, deszcz itp.
I tak do dnia tu...
(cdn.)

_________________
Obrazki:)
I jeszcze więcej obrazkówUśmiech
Powrót do góry
 
 
Vilva
Członek Kompanii Thorina


Dołączył(a): 03 Lip 2003
Wpisy: 191
Skąd: Irlandia


Wysłany: 14-07-2012 21:47    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Wtorek - dej tu
Od czasu nocnej burzy grzmiało, lało, padało, mżyło, deszczyło grzmię jak Manwe ... wiatr rozregulował stelaż i ściągnął połowę brezentu z beczki, a deszcz sprawił że stał się on 2 x cięższy. Nawet wespół wzespół nie daliśmy rady go naciągnąć, póki organizatorzy nie przywieźli butelek z wodą. Poprawiono nieco beczkę i obciążono jej linki ww. butlami.
Podczas krótkich przerw w deszczowej pogodzie dobili Balduran i Aragorn, i zdążyli rozstawić swoje domki. Reszta wywlekła się z mokrych namiotów i spędzaliśmy czas moknąc pod mokrym daszkiem (obwieszanym płachtami bo zacinało) na mokrej łące.
Grano w osadnioków i rozmawiano. Gospodarz podrzucił aktualny temat EURO 2012, rozmowa (zbaczając jak to u nas) przeszła na stadiony i ich budowę, potem na skecz z kakakaskiem Rycerz (i było z tego powodu wieele radości).
By przybliżyć temat Ari ściągnął na swój palantir (burżuj Super śmiech ) fragment ww. kabaretu (i znów było z tego powodu wieeele radości). Naturalną koleją rzeczy Majka spontanicznie sporządziła wywieszkę 'ZAKAZ WSTĘPU BEZ KAKAKASKU' Rycerz , która zawisła na bramie dworu namiotowego (rzucając cień ZUA i deklowatości na tegoroczny TF). Wiadomo, w czasie deszczu dzieci się nudzą...
Z powodu wciąż padającego słońca rydwany zakopywały się w błocie co dostarczało nam nieco rozrywki przy pchaniu;) Każdego, komu wyrwało się słowo 'kask' poprawiano, by się nie jąkał i wymawiał właściwą formę: 'kakakask' Rycerz ; stopniowo ogarniała nas głupawka typowa dla zadeszczonych wakacji (pamiętacie czasy 'uchodźców z Amanu' i 'Numenoru'? ano właśnie Uśmiech). Wszystko było obślizgłe i zawilgłe... niewiem, czy udało się rozpalić ognicho, bo przemoczona, dość wcześnie poszłam spać. Padało prawie bez przerwy od poprzedniej nocy, przez 24h - i skończyło gdzieś nad ranem, gdy zaczął się dzień fri.
(cdn.)

_________________
Obrazki:)
I jeszcze więcej obrazkówUśmiech
Powrót do góry
 
 
Vilva
Członek Kompanii Thorina


Dołączył(a): 03 Lip 2003
Wpisy: 191
Skąd: Irlandia


Wysłany: 15-07-2012 06:04    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Środa - dej fri
Jako że wcześniej spałam, wcześnie też i wstałam, czyli ok. 5.00 (Bąk i Erudar jeszcze się nie położyli Elfik ). Ucieszyła mnie bezdeszczowa pogoda i po porannej kawie poszłam się myć w strumyku
Rzeczka po dobowej ulewie wielokrotnie zwiększyła swą objętość; wodospadziku gdzie chłodzimy żarcie i napitki nie było widać (tylko mały, może 10cm próg wskazywał na miejsce spadku wody). W dodatku zahaczona leżała na niej wielka sterta naniesionych z gór przez wodę gałęzi, liści, błota i czego tam jeszcze...
Rozkopałam stertę spławiając ją z prądem, umyłam się (ta woda prosto z gór jest zbawienna dla cery i o wiele czystsza niż miejska, mam nadzieję że nikt z nas nie zbeszcześci jej detergentem; woda i piasek to naprawdę skuteczne ekośrodki czyszczące IV generacji), po czym jako że reszta obozu spała, drepnęłam do miasteczka (sklep EKO;)) po prowianty (spotykając Eltariona) i z powrotem zbierając przy drodze drwa (spotykając mućki idące na pastwisko).
Pogoda nadal sprzyjała, więc reszta wywlekła się (i co tam miała zmoczonego) do suszenia, spoczywając na łące (ze względu na słońce) lub pod daszkiem (ze względu na słońce).
Organizatorzy przywieźli (na dachu ich rydwanu dumnie tkwił przymocowany biały kakakask Rycerz Śmiech ) różne sprzęty na TF (także różne kakakaski Rycerz w wersji np. 'z boberkiem' i 'z haradzką woalką'). Przyjeżdżały kolejne osoby, przygotowywano się do piłkarzykowego miniEURO, dojechały śledzie beczkowe;) i można było rozpiąć ją jak należy. Wszystko to oczywiście w kakakaskach Rycerz , ze względu na wymogi BHP (czyli jak określił Aragorn, 'Braku Higieny Pracy').
Znów grano w Osadników, a ja (coby nie siedzieć na pusto) zlitowałam się nad butlami z wodą (leżały na prażonej słońcem łące) i przenosiłam je do cienia pod drzewami (po 2szt w każdej ręce, czyli po 20 l. jednocześnie). Dziewczyny potem powiedziały że to było 800 litrów (no w ostatnim etapie pomagał mi Balduran, więc może jakieś 600-700). Drzewa i rzeka szumiały, wieczorem ognisko było jak należy (choć początkowo nieco jeszcze rozmokłe). Po kolejnych śpiewach, graniu, kiełbaskach, rozmowach itp. zapadłam w namiot (nie wiem czy nocą była standardowa burza) aż do dnia for.
(cdn.)

_________________
Obrazki:)
I jeszcze więcej obrazkówUśmiech
Powrót do góry
 
 
Sirielle
Ontalómë / Administrator


Dołączył(a): 15 Cze 2004
Wpisy: 3807
Skąd: Himring / Midgard


Wysłany: 15-07-2012 12:52    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Vilva, świetnie się czyta Twoją relację Śmiech Jestem za W końcu wiem, skąd się wzięła faza na kakakaski wieeeeeeeeeelgachny uśmiech (Nie o sam kabaret mi idzie, a o to jak to się zaczęło.) Ale że to Ty wodę nosiłaś, to jakaś masakra, jej było naprawdę masę i chyba na koniec mnóstwo zostało. Brawa dla Baldurana za zaoferowaną pomoc, ale trzeba było zorganizować czyn społeczny (w kakakakaskach, rzecz jasna Pserwa ), a nie nosić samej.

Jeśli komuś umknęło - Vilva wcześniej dała link do kabaretu, ale go powtórzę - kakakaski ;D


Link

We środę to i ja dotarłam do Bielawy, ale jeszcze nie na pole. Drogę z Wrocławia do Bielawy spędziłam miło w towarzystwie Nadii i Nutriasobolowej Elfik które spotkałam na przystanku PKS. Nie przyjechałam na pole, bo myślałam, że wcześnie się położę, by się stawić w pełni sił na poranne zdobywanie Wielkiej Sowy. Nic z tego, skończyło się na pizzy, zakupach w markecie i tradycyjnych kuchennych rozmowach po nocy - z Eldarami i Gondorczykami Uśmiech

Wyprawa na Wielką Sowę była piękna, choć myślałam, że naprawdę gdzieś po drodze zostanę. Cały czas o tym żartowałam, ale były momenty, że moje miastowe lenistwo się okropnie dawało we znaki. W końcu się zorientowałam, że gadanie przy podejściu pod górę odbiera siły i od tego momentu szło mi znacznie lepiej Z przymrużeniem oka Nie wiem tylko, czemu wszyscy wspominają, że to ja nieoszczędzałam jagód, skoro zbiorowo się na nie rzuciliśmy Pserwa - wszyscy u końca pochodu. Zdecydowanie jagody uratowały nam życie Z przymrużeniem oka Wielkie dzięki dla całej Trzynastki, która we czwartek zdobywała Wielką Sowę Śmiech i dla Mitheithela, który był pomysłodawcą wyprawy i nas prowadził Jestem za

Dzielna Trzynaska Śmiech Rycerz Smoczek

Ten obrazek znajduje się na serwerze forum i został załadowany przez jego użytkowników.
Zaloguj się żeby go obejrzeć.



Zdjęcie © Mitheithel, link do albumu w temacie foto.
Eee, tak, wydęta koszulka rulezuje Jestem rozwalony

Jeszcze co do koszulek - wszyscy interpretowaliśmy rysunek na koszulce Omiego. Od wilka po lwa Lannisterów pożerającego słońce Martellów, a po drodze były pomysły kompletnie szalone Z przymrużeniem oka

A tak - chwilę po tym, jak wspomniałam, że nigdy na żywo nie widziałam padalca, pojawiły się aż dwa. Piękne, Glaurungi miniaturki, tylko im łapki i "kolce" doprawić Love Nawiązuję do Glaurunga Alana Lee z duńskiej okładki Dzieci Húrina:


Ten obrazek znajduje się na serwerze forum i został załadowany przez jego użytkowników.
Zaloguj się żeby go obejrzeć.




Padalce widać na zdjęciach w albumie Mitheithela.

_________________
Portfolio|dA|Last.fm
Á mahta Valarauko! Áva usë! Aaaaaaaarrrgh, á entula!!!

Nelyafinwë żyje! I już zna Zasady forum (MiniFAQ), a Ty?

Przymierze AntySzczerbowe
Powrót do góry
 
 
Vilva
Członek Kompanii Thorina


Dołączył(a): 03 Lip 2003
Wpisy: 191
Skąd: Irlandia


Wysłany: 15-07-2012 13:39    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Dzięki, Sirielle:) Również za uzupełnienie mojej relacji w postaci reportażu z wycieczki na Sowę, na której mnie nie było...
A tu ciąg dalszy mojego opisu:

Czwartek - dej for
Pierwszy oficjalny dzień tegorocznego TFu. Dojeżdżały kolejne osoby, chętni ruszyli w drogę na Wielką Sowę, zaś ja z Ewą pomagałyśmy Monice i Kasi w ośrodku Sudety przygotować dekoracje do spektaklu. Wśród kostiumów znalazłam i triumfalnie włożyłam idealny dla mnie kakakask Rycerz , nieco mniejszy od przydziałowego boberka (dzięki niemu nie zostałam zdekapitowana gałęzią, przenosząc dekoracje Pserwa ).
Olbrzymie plansze z płótnem zapełniały się starym murem, a styropianowy tron - konturami orłów. Dziewczyny znając moją szczegółowość przy obrazkach dowcipkowały, że powinnam dostać maciupki pędzelek i nim malowaćZ przymrużeniem oka. Stwierdziłam że jedną z metod 'postarzenia' budowli są ślady buszowania tu orków; wzięłam najmniejszy dostępny pędzel i z tyłu orlego tronu namazałam koślawo napisy: 'Grisznak tu był', 'Mordor pany', 'Galadriela jes gópia' i 'Rohan to h**e' (Baldi zinterpretował to jako 'Rohan to home'Śmiech).
Zdążyłam też wypluskać się krótko w zbiorniku Sudety (czyli jak mówi Bąk, iść na Dagona Z przymrużeniem oka ). Planowałyśmy z Ewą spacer do ulubionej gospody 'pod Rozbrykanym Pstrągiem', ale przepadł ze względu na brak czasu - zbliżało się oficjalne otwarcie XIV TolkFolku.
Pawilony stanęły, TFowicze dopisali, zorganizowano też skrócony kurs BHP w dziedzinie kakakasków Rycerz (noszenie i obsługa/ czyszczenie, smarowanie i konserwacja/ czesanie i czochranie boberka). Natargano drewna na ognisko i kolejny wieczór spędziliśmy jak to zwykle na TF - śpiew, gra, rozmowy, muzyka, kiełbaski i inna wyżerka...
Ponieważ wieczór był suchy i ciepły, zrealizowałyśmy z Ewą jedną z dawnych 'grupowych' TFowych tradycji, czyli 'noc pod gwiazdami'. Znaczy, wywlekłyśmy do spania śpiwory wprost na łąkę - leżąc, patrząc w gwiazdy i leniwie gwarząc o tym i owym, zapadałyśmy w sen... aż nadszedł dzień fajf.
(cdn.)

_________________
Obrazki:)
I jeszcze więcej obrazkówUśmiech
Powrót do góry
 
 
Vilva
Członek Kompanii Thorina


Dołączył(a): 03 Lip 2003
Wpisy: 191
Skąd: Irlandia


Wysłany: 15-07-2012 18:05    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Piątek - dej fajf
Obudziło mnie patelniowe gorąco i żar z nieba, Ewy nie mogłam dobudzić więc zwlekłam się ze śpiworem w cień.
Z wolna zbierano chętnych do pokazywanek (kalamburów), rozkręcało się piłkarzykowe miniEURO, niektórzy pichcili pieczarkowe dania na konkurs kucharzenia w którym każdy TFowicz chciał być żurorem;).
Kalambury rozegrały się pod pawilonami i mieliśmy wieele radości (zwłaszcza usiłując prześledzić tok rozumowania niektórych autorów obrazków). Zapamiętałam niestety tylko parę haseł: '3 szczapy elfów'Śmiech, 'syn Gondoli'Śmiech, 'spalenie okrętów w Garze'Śmiech, no i oczywiście 'kasa + Peja'ŚmiechŚmiech (tzn. oczywiście 'Kasiopea', ale za chorobę nie domyśliłabym się kto to ten gość w czapce z daszkiem). Godne zapamiętania były też wytrwałość i poświęcenie Pandy pokazującego w sumie 2 litery: 'ML' Język . Jeśli ktoś pamięta więcej takich 'smacznych kwiatków', proszę o dorzucenie:).
Później część luda podążyła na Sudety by ćwiczyć do spektaklu. Ewa obiecała Adamobowi i Gandiemu prowadzącym LARPa wyrysować im do tego (wg. ich wskazówek i opisów JRRT) mapę Lothlorien, wyciągnęłam więc pastele i zaległam na ławce pod płachtą. Obok siedział Leszek i przez pewien czas podziwiałyśmy szczegółowość figurek do gier i zegarmistrzowską precyzję Leszka, który je pomalował. Gwarzyliśmy o różnych metodach malowania, wielowarstwowego nakładania różnych typów farb, tajnikach modelarstwa, przydatnych materiałach... takie tam techniczne pierdółki, nieistotne dla nikogo prócz grafików, modelarzy i innych 'manualnych dłubaczy'Z przymrużeniem oka.
W trakcie rozwoju mapy przewijali się inni TFowicze i (jak to u nas) komentowaliśmy powstające dzieło Ewy. Np. jako że były tam talany o różnych nazwach, niektórzy domagali się Talanu Czerwonej Latarni Z przymrużeniem oka. Zdziwiło nas, że Talan Spokoju rośnie dokładnie pomiędzy Talanem Śpiewu i Talanem Tańca Super śmiech oraz że Srebrna Żyła na obrazku jest szara, a Anduina - brązowa (tak Ewa zilustrowała opis JRRT z 'Wyprawy'):
Cytat:
'Łąka wąskim językiem wciskała się między różnobarwne ramy: z prawej strony - od zachodu - perliła się Srebrna Żyła, z lewej - od wschodu - Wielka Rzeka toczyła swe ciemne, głębokie wody.'

... my jednak zinterpretowaliśmy to po swojemu, dochodząc do wniosku że elfy myły się w Srebrnej Żyle, a pozostałe sprawy higieniczne realizowały w Anduinie, prowadząc zarazem podjazdową (p-odchodową), ekologiczną wojnę biologiczną z krajami położonymi w dole rzeki ŚmiechŚmiechŚmiech
I tak to się toczyło do czasu przyjścia 'bitewnych' z Sudet i przyjazdu spyżo-busa (zaś kolejka doń przypomniała mi czasy stanu wojennego Z przymrużeniem oka ).
Po kobylastej porcji (2 gołąbki, 2 krokiety i sałatka) chciałam popić to nieco, więc w składzie: ja i Ewa, Mithrandir + Hithlome, Alagos/ Dexter + Delein ruszyliśmy leśną ścieżką wzdłuż gór do Pstrąga (wiedziałam że i tak to spalę w drodze Uśmiech ) Podziwiając niezawodne rozświetlone bukowe lasy, gwarzyliśmy luźno. Jednym z tematów była np. obecna niepoprawność polityczna bohaterów dawnych bajek i kreskówek (przykładem mafiozi - dilerzy dragów: Makowa Paniena i Król Krak Śmiech )
W Pstrągu jak zwykle atmosfera z bajki. Cicho i zielono, górami otoczono, perląca się rzeczka z brykającymi, srebrzystymi pstrągami, drewniane ławy otoczone zaroślami, przy Piwko dalszy ciąg rozmów... szybki rzut oka na Leśny Dworek (byłyśmy tam z Ewą przez pierwsze plenery i zawsze nam się kojarzy z pierwszymi TFami - szczytem marzeń byłoby wynajęcie go wraz z przyległym terenem na któryś TF - dla nas był kiedyś Ostatnim Przyjaznym Domem na Szlaku). Nadszedł czas wracać na pole - zamówiliśmy 2 taksy (burżujstwo po dwakroćŚmiech!) do dworu namiotowego.
Na łące zbierano się do LARPa (nie uczestniczyłam więc nie znam fabuły) oraz do wieczoru Istarich. Pierwsza rozmowa była na temat zepsucia i wolnej woli u Nazguli (także Golluma, orków i innych paskudów). Degrengolada duszy spowodowana wielowiekowym 'uwiązaniem się' do świata fizycznego, możliwość (w każdej chwili) powiedzenia Złu 'NIE' oraz ewentualne konsekwencje z tego wynikające, świadomość pogrążania się w otchłani zła i niemożność (jak przy silnych nałogach) podążania inną ścieżką niż ta coraz węższa i ciemniejsza, prowadząca do totalnej degeneracji...
Drugiej dyskusji nie słyszałam, bowiem na uboczu z Ewą i mamą Mony rozmawiałyśmy głównie o tym jak to jest być babciąUśmiech.
Zza gór nadciągał coraz silniejszy wiatr, chmury, błyski grzmię jak Manwe i zdecydowano się przerwać LARPa. Schroniliśmy się pod daszkiem, gdyż znów nadciągały atrakcje rzutujące także na nasze głowy (niezależnie od kakakasków Rycerz )...
Najpierw 30 osób trzymało stelaż pawilonów, by się nie zawalił na wietrze (tu moja plastyczna wyobraźnia wyświetliła obraz jednej błyskawicy trafiającej w maszt stelaża i rozchodzącej się po kratownicy na wszystkie słupki, po czym 30 zwęglonych trupów; no może 29 +
jednego sparaliżowanego). Przymurowało mnie do tego drewnianego daszka obłożonego ceramiczną dachówką jak do opoki...
Następnie ktoś w najgorszą wichurę chciał rozpalać ognisko (moja wyobraźnia ww. zwęglone trupy otoczyła pożogą lasu zapoczątkowaną iskrami z ogniska).
Ognisko zdaje się rozpalono, a w miejsce wichury przyszła potężna ulewa i ktoś zamartwił się co będzie z ogniem. Pomyślałam że
tej nocy w ramach mądrych pomysłów (burza + brak kakakasków Rycerz = rozprzestrzenianie się atmosfery deklowatości Pserwa ) zapewne przeniosą ognisko pod pawilony (rozbujana wyobraźnia zwizualizowała naelektryzowane stelaże z mokrymi zgliszczami niebieskiego ortalionu, 29 zwęglonych trupów i 1 sparaliżowanego, wszystko otoczone płonącym lasem).
Burza się burzyła choć na szczęście nieco bokiem. Z sentymentem pomyślałam o tych wszystkich alkoholach, spławiających się wesoło w dół rzeczki (która tymczasem zyskała już chyba status wodogrzmotów). Regis usiłował wcześniej ratować część butelek, ale wymiękł gdy Matka Natura przypomniała mu (za pomocą podmytego brzegu, ciemności, spienionych głębin, oślizłych gałęzi drzew) o niezbędnych rytualnych ofiarach. Ktoś rzucił: 'no to żuliki z Wrocka będą miały darmową bibkę' i daliśmy sobie spokój.
Gdy ulewa nieco zelżała, kopsnęłam się do swej rezydencji by sprawdzić stan namiotowy (namiot sztuk 1; nie odpłynął, znaczy jest OK:)) i umocnić mu szpilki. Włożyłam foliówkę deszczową i poszłam do beczki sprawdzić jak powodzianie.
W beczce stopniowo zrobiła się atmosfera jak w stajni po wyścigach Z przymrużeniem oka , pełno przemoczonego parującego luda (komu przemokło lub zawalił się namiot, tam szukał schronienia), rozmawialiśmy popijając ocalałe lub zapobiegliwie przechowane napoje. Do czasu...
Myślicie że to koniec atrakcji? Ha Mam coś dla ciebie ! Ktoś (chyba Bąk) rzucił by szukać spławiających się rzeczką napitków (tu moja galopująca wyobraźnia wyświetliła mi w głowie naelektryzowany stelaż, mokre zgliszcza, zwęglone trupy, pożogę lasu i płynące w dół rzeki topielce, wciąż wyciągające ręce w kierunku turlających się po kamykach rzeki butelek. Oraz nagłówki kolorowych gazet w całej Polsce).
Jednakże idąc do Tojek (swoją drogą, przeprawa przez istne bagna) słyszałam dzikie ryki i nawoływania dochodzące niekiedy wśród huku spienionej rzeki - zatem spontaniczny nocny LARP pt. 'Poszukiwacze zaginionej Gorzałki' został jednak zorganizowany.
Atmosfera Deklowatości rządziła, w beczce przybywało powodzian. W pewnej chwili wparował Bąk z ekipą (którzy uratowali większość napojów z kipieli), wznosząc chwałę Kamili która, cytuję: 'przewodząc ekipie ratowniczej, mimo że sama nie pije, dzielnie łowiła flaszki aż za trzecią kataraktą!!!'ŚmiechŚmiechŚmiech.
Atmosfera stopniowo przestała przypominać stajnię po wyścigach (w końcu konie nie piją procentówZ przymrużeniem oka), a poszukiwacze zaczęli częstować zdobyczną ciężarówką Śmiech napitków (komu miodówkę, komu cytrynówkę, komu krupnik, może czeremchówkę, poza tym piwa - część niezidentyfikowana z powodu zmycia przez wodę nalepek). Bąk stwierdził potem, że tego wieczoru na chwilę odrodziła się atmosfera dawnego namiotu Satry/ Zua (ech, wspomnienia...).
Ponieważ swe wieczorne piwko już spożyłam i nie miałam ochoty na alkoholowe rozpasanie (sobota miała być pracowitym dniem spektaklu), grzecznie się pożegnałam i wdziawszy podsuszoną foliówkę, podążyłam do swego namiotu by dospać do dnia siks.
(cdn.)

_________________
Obrazki:)
I jeszcze więcej obrazkówUśmiech
Powrót do góry
 
 
Wyświetl wpisy z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tolkienowskie -> Tolk Folk Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5  Następna

Temat: XIV Tolk Folk - relacje (Strona 3 z 5)

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich wpisów
Nie możesz usuwać swoich wpisów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dodawać załączników w tym dziale
Nie możesz ściągać plików w tym dziale

Powered by phpBB2
Copyright © tolkien.com.pl Wszystkie prawa zastrzeżone.