Forum dyskusyjne miłośników twórczości J.R.R. Tolkiena
w sieci od 11/2001
 
Gospoda(0) | Zasady Forum | FAQ | Szukaj | Kalendarz |  Zarejestruj się |  Profil | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości | Zaloguj

Witryny zrzeszone w forum:
Hobbiton  Pod Rozbrykanym Balrogiem


"Głupcem jest ten, kto wchodzi w układy z Morgothem." Hurin, Silmarillion


Temat: Opowiadanie. (Strona 1 z 2)

Idź do strony 1, 2  Następna
  skocz na koniec strony
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tolkienowskie -> Twórczość fanowska Wydruk
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
thorlong
Mieszkaniec Shire


Dołączył(a): 11 Lis 2010
Wpisy: 42
Skąd: Kraków


Wysłany: 12-09-2011 08:23    Temat wpisu: Opowiadanie. Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Dodaje tu moje opowiadanie, jest to część większego utworu. Oceńcie to, nie szczędząc mi krytycznych uwag i własnych subiektywnych komentarzy. Najbardziej mi zależy na ocenie spójności tekstu, i błędów stylistycznych. Chętnie przeczytam co mogę jeszcze poprawić.


Rozdział 1.
Mroźny, porywisty wiatr wiał z północy. Chmury sunęły po niebie, zasłaniając księżyc i gwiazdy. Zeslavic - niewielka wieś, leżąca u podnóża Gór , pogrążona była w całkowitej ciemności. Drewniane domy chłopów rozmieszczone były w nierównomiernych odległościach od siebie na całej długości rozległej doliny. Mieszkało tu prawie czterdzieści rodzin. Surowy klimat nie sprzyjał rolnictwu, głównym zajęciem była więc praca w tutejszych tartakach. Trzeba przyznać, że było to wymarzone miejsce dla zbiegów, banitów
i innych przestępców. Jednym z takich właśnie ludzi był Gusvado. Owy człowiek mieszkał na uboczu w małym, kamiennym i zniszczonym domku. Drzwi wykonane z bukowego drewna nie wyglądały solidnie, w wielu miejscach drewno spróchniało, dziwne, że silnie wiejący wiatr nie zniszczył ich całkowicie. Niewielkie okna na pewno nie zapewniały dobrego oświetlenia, zasłonięcie ich skórą z czarnych niedźwiedzi niewiele pomagało podczas takiej pogody. W środku wcale nie było przytulniej. Wąski korytarz prowadził do pomieszczenia o stosunkowo wysokim suficie. Już od progu widać było, że pokój , przez wiele lat pełnij funkcje salonu, kuchni i sypialni. Tuż przy drzwiach w starym podniszczonym kominku jasny ogień pochłaniał kolejne sterty desek. Obok, w kącie leżały rozłożone skóry służące jako miejsce do spania. Na środku stał dębowy stół, lekko wytarty i zauważalnie poczerniały od dymu. Przy stole na białym, lipowym krześle siedział młody człowiek. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji, pokrywały ją pojedyncze zmarszczki i jedna blizna biegnąca od lewego ucha do ust. Krótkie czarne włosy nie wiadomo gdzie przechodziły w zarost. Dwa świecące, zielono – niebieskie oczy wyróżniały go i często stanowiły obiekt zazdrości. Szary płaszcz, podarty w wielu miejscach nosił znamiona długiego noszenia, a wysokie buty zostawiały na kamiennej podłodze ślady świeżego błota. Człowiek długo się nie ruszał, nawet nie mrugał oczami. Można było pomyśleć, że śpi. On jednak pogrążony w myślał nie zwracał na nic uwagi. Ciche głosy dobiegające zza drzwi momentalnie wyrwały go z zadumy. Rozpoznał jeden z nich. Bez słowa zerwał się na nogi, sięgnął po miecz leżący na stole. Instynktownie padł na kamienne płyty, przewidując co za chwile nastąpi. Nie pomylił się, huk wysadzanych drzwi ogłuszył go na krótką chwilę. Bukowe drewno wleciało do środka z ogromną prędkością. Leżąc na ziemi, widział zarys wysokiego czarodzieja z uniesioną ręką. Domyślał się kim ta osoba jest, i czego od niego chce. Niespodziewanie z dymu przysłaniającego drzwi wyłonił się inny człowiek. Był niski, jasne włosy sięgały mu ramion, czarna kolczuga i krótka zakrzywiona broń błyszczały odbijając światło ognia. Gusvado poderwał się z ziemi i zręcznie sparował pierwszy cios napastnika. Teraz to on uderzył, proste cięcie od góry spadło wprost na szable Jasnowłosego. Próbował jeszcze dwa razy zaskoczyć przeciwnika uderzając od dołu, Jasnowłosy z lekkością parował każdy jego cios. Widząc zręczność przeciwnika, Gusvado momentalnie zmienił taktykę. Tym razem nie próbował odbijać mieczem szabli, zamiast tego uniknął ciosu uskokiem w lewo i ciął podłużnie prawą ręką. Krew z przeciętej tętnicy trysnęła na wszystkie strony, ciemno – czerwona ciecz zalała kolczugę. Broń wypadła z bezwładnej ręki człowieka, który powoli osunął się na kolana, a potem na twarz. Kałuża krwi wypełniała dziury w kamiennej podłodze, rozlewała się szeroko i szybko zajmowała kolejne metry kwadratowe domu. Nie czekając na następnego przeciwnika szary zabójca ruszył w stronę gdzie jeszcze niedawna znajdowały się drzwi. Powoli przestąpił próg, zaskoczenie prawie odebrało mu dech. Czterech kuszników ubranych w pomarańczowe płaszcze celowało prosto w niego, za nimi na koniu siedział uśmiechnięty siwy czarodziej, w ręku trzymał zapaloną pochodnię. Nie zmienił się prawie od ich ostatniego spotkania, czarna tunika, ledwo widoczna w tak ciemną noc powiewała na wietrze. Bełty wyleciały na rozkaz czarodzieja, Szary w ostatniej chwili zdążył schować się z powrotem do domu. Pociski chybiły, choć nieznacznie. Dwa z nich wbiły się we framugę drzwi, pozostałe ze świstem wleciały do środka, przelatując kilka cali nad głową Szarego. Wykorzystując niedokładność przeciwników, wynikającą przede wszystkim ze słabej widoczności, a nie umiejętności, człowiek wybiegł z domu i w dwóch skokach znalazł się przy pierwszym kuszniku. Ten zajęty ładowaniem broni nie zdążył się nawet zasłonić. Miecz roztrzaskał mu szczękę od ucha do ucha. Drugi ze strzelców rzucił kusze na ziemie i wyciągnął zza pasa długi zakrzywiony nuż. Z krzykiem runął na zabójcę towarzysza, był jednak za wolny, o wiele za wolny. Gdy tylko podniósł broń do zadania ciosu spadła ona na ziemie razem z ręką. Kolejny cios trafił go w klatkę piersiową i powalił na ziemię. Pozostali najemni kusznicy w czasie gdy ich kompani umierali zdążyli załadować broń i wycelować. Szary był jednak szybki i nieprzewidywalny. Skoczył na nich choć dzieliło ich ponad piętnaście stóp, wpadł pomiędzy nich, powalając obu na ziemie. Jeden z najemników upadając oddał strzał, dziki kwik konia i przekleństwa upadającego czarodzieja zlały się w okropne dźwięki rozpaczy i wściekłości. Pochodnia zgasła. Pierwszy z ziemi poderwał się człowiek w szaro – czerwonym płaszczu, z dziwnym błyskiem w oczach. Ciął krótko mieczem w skroń wstającego kusznika, czaszka pękła z głuchym trzaskiem. Teraz już zdecydowanie bardziej czerwony niż szary człowiek wykonał obrót w lewo na pięcie. Ostrze nie napotykając przeszkód zatopiło się w ciele bezbronnego, uciekającego najemnika. Wszystko to od pierwszych strzałów do zabicia ostatniego kusznika trwało nie więcej niż minutę. Wydawać by się mogło, że to koniec walki. Nigdy jednak nie wolno lekceważyć czarodziei, przynajmniej póki jeszcze oddychają. Niestety ten którego zobaczył szary wojownik, oddychał i to bardzo głośno, co gorsza wyglądał na zdenerwowanego. Z jego ręki bez ostrzeżenia wyleciała jasno świecąca fioletowa kula, jej średnica nie przekraczała dwóch cali, człowiek pamiętał jednak ile zostało z drzwi po spotkaniu z identycznym pociskiem. Mimo znakomitego refleksu i dynamicznego uniku, Gusvado nie zdołał ominąć spotkania z lecącym obiektem. Kula przeszła przez lewe ramie człowieka na wylot, po czym z hukiem wybuchła tuż przy ziemi. Siła z jaką to zrobiła cisnęła go na twarz. Upadł, miecz wysunął mu się z bezwładnej ręki, poczuł coraz wyraźniejszy zapach spalonego mięsa. Ból paraliżował mu wszystkie członki, odbierał zdolność rozsądnego myślenia. Leżący z całych sił zaciskał zęby, wiedział, że jeśli tego nie zrobi to zacznie krzyczeć, może nawet płakać. Wiedział także jak wielką satysfakcje sprawi to siwemu czarodziejowi. Usłyszał śmiech, zimny śmiech triumfującego czarodzieja, przypomniał sobie imię siwego, poznał je dawno temu, daleko stąd.
- Nawet się nie domyślasz ile czasu zajęło mi odszukanie cię...ile pracy i poświęceń. Kto by pomyślał, że schowasz się na tym północnym pustkowiu. – czarodziej mówił powoli, akcentując każde słowo. Uśmiech nie znikał mu z brodatej twarzy. – Warto jednak było, choćby dla samego widoku jak leżysz w błocie, krwawiąc i próbując powstrzymać łzy. Taki bezsilny...taki żałosny. Cóż za ironia losu, pamiętasz chyba jeszcze jak to ja byłem w podobnej sytuacji?
Człowiek milczał, Nie widział najmniejszego sensu odpowiadać. Oczywiście pamiętał...aż za dobrze pamiętał i żałował, że wtedy nie podjął innej decyzji.

****
Jest to część pierwszego rozdziału. Wiem, że nie ma tu prawie dialogów. Zapewniam, że dalej jest ich więcej. Mam nadzieje, że to nie za bardzo utrudnia to czytanie.

_________________
To, co nazywają cnotą, jest dla mnie urojeniem, czymś błahym i zmiennym, zależnym od klimatu, czymś, co nie podsuwa mi idei żadnego wszechmocnego bytu.


Ostatnio zmieniony przez thorlong dnia 16-09-2011 21:02, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
 
 
Nadia
Weteran Bitwy Pięciu Armii


Dołączył(a): 04 Lip 2011
Wpisy: 293
Skąd: Poznań
Nieobecny(a): Nie leczę swojej adsięwłombaktrii NN.

Wysłany: 12-09-2011 09:44    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

A zatem:

Po, pierwsze: akapity. Nie ma ich u ciebie wcale. A szkoda, bo ułatwiają "ogarnięcie" tekstu. Na pewno powinny znajdować się: na początku; przed: jednym z takich ludzi był G. (przechodzimy do szczegółów); przed opisem G.: "Przy stole, na białym lipowym krześle siedział młody człowiek" (kończymy opis pomieszczenia, zaczynamy opis człowieka); następnie: wtargnięcie napastników również powinno być wydzielone akapitem, Ciche głosy dobiegające zza drzwi momentalnie wyrwały go z zadumy. Resztę trudno wyczuć, bo dalej tekst staje się bardzo zawiły (o tym za chwilę). Ale ogólnie: im więcej akapitów, tym lepiej (oczywiście bez przesady).

O ile do momentu walki tekst czyta się dobrze, tak już po paru zdaniach opisu potyczki trudno zorientować się w czymkolwiek: "on", "go", na "nich", i już nie wiadomo, kto jest kto, kto na kogo skoczył, kim jest "go", a kim są "oni". Nie zaszkodziłoby podać więcej imion lub nazw, po których możemy rozpoznać, kto kogo zaatakował, kto wybiegł z chaty itp.

Przecinki: nie będę wszystkich poprawiać, ale pamiętaj o wydzieleniu wtrąceń przecinkami, np.: Tuż przy drzwiach, w starym podniszczonym kominku, jasny ogień pochłaniał kolejne sterty desek. albo: obok, w kącie, leżały...

A teraz szczegóły:

thorlong napisał(a) (zobacz wpis):

Owy człowiek

Nie ma czegoś takiego, powinno być: ów człowiek.

thorlong napisał(a) (zobacz wpis):

Szary płaszcz, podarty w wielu miejscach nosił znamiona długiego noszenia

Oczywiście powtórzenie; ja bym dała: nosił znamiona długiego użytkowania.

thorlong napisał(a) (zobacz wpis):

Kałuża krwi wypełniała dziury w kamiennej podłodze, rozlewała się szeroko i szybko zajmowała kolejne metry kwadratowe domu.

Nie no, bez przesady; chyba że to Lśnienie 2. Złośliwy uśmiech

thorlong napisał(a) (zobacz wpis):

Nie czekając na następnego przeciwnika szary zabójca ruszył w stronę gdzie jeszcze niedawna znajdowały się drzwi.


To pewnie literówka: od niedawna albo niedawno.
Poza tym, dlaczego zabójca?

thorlong napisał(a) (zobacz wpis):

Drugi ze strzelców rzucił kusze na ziemie i wyciągnął zza pasa długi zakrzywiony nuż.

A nuż uda mu się go załatwić? hmmmm... Złośliwy uśmiech Jeśli chodzi ci natomiast o NÓŻ, to uważaj na takie literówki.
Poza tym: kusze. Miał dwie kusze? Jeśli jedną, to kuszę.

thorlong napisał(a) (zobacz wpis):

Niestety, ten, którego zobaczył szary wojownik, oddychał, i to bardzo głośno, co gorsza, wyglądał na zdenerwowanego.

Przecinki nie gryzą. Z przymrużeniem oka

thorlong napisał(a) (zobacz wpis):

Wiedział także jak wielką satysfakcje sprawi to siwemu czarodziejowi. Usłyszał śmiech, zimny śmiech triumfującego czarodzieja

Powtórzonka Język

I jeszcze:
Przed "jak" zazwyczaj stawiamy przecinek, chyba że chodzi ci o gatunek ssaka z rodziny krętorogich.


Starałam się powstrzymać moją złośliwość, zwłaszcza że opowiadanko jest całkiem niezłe i ogólnie napisane dobrym stylem.


Ostatnio zmieniony przez Nadia dnia 12-09-2011 17:40, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
 
 
Leadriga
Weteran Bitwy Pięciu Armii


Dołączył(a): 07 Wrz 2007
Wpisy: 297
Skąd: Smolec
Nieobecny(a): jak północny wiatr, przelatuję i znikam ;)

Wysłany: 12-09-2011 10:15    Temat wpisu: Re: Krytyczna ocena. Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

thorlong napisał(a) (zobacz wpis):

Krótkie czarne włosy nie wiadomo gdzie przechodziły w zarost.

Jakoś dziwnie to brzmi. Lepiej by było: "Krótkie czarne włosy płynnie przechodziły w zarost".

thorlong napisał(a) (zobacz wpis):

Dwa świecące, zielono – niebieskie oczy wyróżniały go i często stanowiły obiekt zazdrości.

Pytanie- te oczy świeciły jak u kota nocą, czy po prostu zwracały uwagę? Bo w drugim przypadku lepiej by brzmiało "lśniące" albo "błyszczące". I nie dwa tylko dwoje oczu. Z przymrużeniem oka

_________________
"Historio, historio,
czarna dyskoteko,
nie pozwalasz wytchnąć
ludziom ani wiekom.

Historio, historio,
jaka w tobie siła,
żeś ty całe światy
z mapy poznosiła."

-Agnieszka Osiecka "Orszaki, dworaki"


Ostatnio zmieniony przez Leadriga dnia 12-09-2011 18:23, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
 
 
TallisKeeton
Brehon


Dołączył(a): 11 Lis 2001
Wpisy: 1764
Skąd: Oleśnica


Wysłany: 12-09-2011 17:52    Temat wpisu: Re: Krytyczna ocena. Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

[quote="Leadriga";p="99839"]
thorlong napisał(a) (zobacz wpis):

w małym, kamiennym i zniszczonym domku. (...)Wąski korytarz prowadził do pomieszczenia o stosunkowo wysokim suficie.

Cytat:
Dom był mały, ale miał wysokie sufity hmmmm... ? Drobna nielogiczność.


Widziałaś stare kamienne domki w Irlandii czy Szkocji? Mają wysokie spadziste dachy, przez co sprawiaja wrażenie budynków wysokich i bardzo wąskich.

thorlong napisał(a) (zobacz wpis):

Na środku stał dębowy stół, lekko wytarty i zauważalnie poczerniały od dymu. Przy stole na białym, lipowym krześle siedział młody człowiek.

Jak wyżej. Stół poczerniał od dymu, a krzesło nie. Chyba że było świerzo wystrugane.

A czemu krzesło miało być poczerniałe od dymu przecież się nie paliło?
Stół to co innego, stawia sie na nim lampki i świeczki, oraz gotujące, parujące naczynia. Skoro bylo białe to może bylo świeżo malowane?
poz Uśmiech
tal

_________________
Nigdy nie powstanie dzieło,które odda głębię trylogii.
Cóż nam pozostaje?Wyrosnąć w końcu z młodzieńczego hasła"ja bym to lepiej zrobił",gdyż "lepiej"jest pojęciem względnym,subiektywnym."
Powrót do góry
 
 
Leadriga
Weteran Bitwy Pięciu Armii


Dołączył(a): 07 Wrz 2007
Wpisy: 297
Skąd: Smolec
Nieobecny(a): jak północny wiatr, przelatuję i znikam ;)

Wysłany: 12-09-2011 18:23    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Ok, mój błąd Uśmiech Poprawiłam.
_________________
"Historio, historio,
czarna dyskoteko,
nie pozwalasz wytchnąć
ludziom ani wiekom.

Historio, historio,
jaka w tobie siła,
żeś ty całe światy
z mapy poznosiła."

-Agnieszka Osiecka "Orszaki, dworaki"
Powrót do góry
 
 
Gytha
Mieszkaniec Shire


Dołączył(a): 24 Sty 2009
Wpisy: 12



Wysłany: 12-09-2011 20:37    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Przykro mi to mówić, ale w tym opisie brak logiki. Napastnicy mieli przewagę liczebną, więc czemu atakowali kolejno? Dlaczego ten czarownik czekał, aż wszystkich innych bohater pozabija? Nie mógł wcześniej użyć czaru? Wytłumaczeniem mogłoby być to, że musiał się "naładować", ale w takim razie po kiego grzyba marnował czar na te drzwi, skoro a) jak wynika z opisu, ledwie się trzymały i wystarczyłby dobry kopniak, b) w oknach były tylko skóry, więc nietrudno byłoby tą drogą dostać się do domu? (Nawet jeśli okna były małe, to można byłoby skórę przeciąć i stamtąd rzucić czar czy strzelić z kuszy, zranić bohatera, a resztę załatwiłby ten z szablą). Skąd pomysł, żeby kusznicy strzelali jednocześnie? Jakaś totalna głupota ich ogarnęła? A skoro było tak ciemno, to dlaczego w ogóle napastnicy chceli użyć kusz? Ciekawam też, jakiegoż to czaru przyspieszenia użył Twój bohater, że załatwił wszystkich w ciągu minuty. Wydaje mi się ponadto, że masz niewielkie pojęcie o walce mieczami czy szablami - to nie jest taka szermierka, jaką się widzi na olimpiadzie, taka broń swoje waży i walka przypominała raczej młócenie na oślep. A tutaj bohater załatwia jednym cięciem człowieka obranego w kolczugę...

Zawsze mnie też zastanawia, skąd w tych fantastycznych światach biorą się metry, cale i minuty Śmiech. Czy naprawdę tak trudno użyć miar naturalnych? Tu przynajmniej można by się było zecydować na jeden system - albo calowy, albo metryczny.

Cytat:
Trzeba przyznać, że było to wymarzone miejsce dla zbiegów, banitów
i innych przestępców

A dlaczego? Spora wieś, w dodatku z tartakami, więc pewnie ożywiony ruch. Właściciel tych tartaków zapewne dbał o spokój i porządek. A poza tym, dlaczego chłopi, skoro pracowali w tartakach?

Cytat:
Już od progu widać było, że pokój , przez wiele lat pełnij funkcje salonu, kuchni i sypialni

A jak duży był ten domek? Z opisu można się domyśleć, że był mniejszy od innych (które, choć chłopskie, zasłużyły na miano "domów"), więc chyba innego pomieszczenia nie było? Zwłaszcza komicznie brzmi ten salon.

Cytat:
w starym podniszczonym kominku jasny ogień pochłaniał kolejne sterty desek

Deski to produkt przetworzony, nikt, zwłaszcza biedny, nie będzie tak desek marnował.

Cytat:
Przy stole na białym, lipowym krześle siedział młody człowiek. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji, pokrywały ją pojedyncze zmarszczki i jedna blizna biegnąca od lewego ucha do ust

A niby skąd wniosek, że młody, skoro twarz mu "pokrywały" zmarszczki? I jak pojedyncze zmarszczki mogą "pokrywać" twarz (o pokrywaniu przez bliznę już nie wspominając).

Cytat:
Gusvado poderwał się z ziemi i zręcznie sparował pierwszy cios napastnika

Czym? Tak sobie siedzi we własnym domu przy stole i ma pod ręką miecz? Wypadałoby wpleść to jakoś w opis. A poza tym śpi z otwartymi oczami...

Etc., etc. Wypadałoby jeszcze raz przemyśleć, co się chce napisać i jakie informacje chce się przekazać czytelnikowi, a potem, jak to zrobić.
Powrót do góry
 
 
thorlong
Mieszkaniec Shire


Dołączył(a): 11 Lis 2010
Wpisy: 42
Skąd: Kraków


Wysłany: 12-09-2011 21:05    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Nie atakowali kolejno. Zaatakował wynajęty przez czarodzieja zabójca. Kusznicy mieli ochraniać owego czarodzieja, dlatego czekali na zewnątrz. Czarodziej mógł oczywiście użyć czaru, ale przekonany był, że czterech jego ludzi poradzi sobie z jednym. Nie wiedział z kim ma do czynienia, chociaż spotkali się kiedyś, to czarodziej praktycznie nic nie wiedział o tym kogo atakuje.
Gusvado jest profesjonalistą, szkolonym do walki. Wie jak zabijać i ma doskonale wyważoną broń. Jest szybki, według mnie zabicie czterech osób w minutę jest możliwe.
Czarodziej zanim się zorientował w sytuacji, już leżał poobijany na ziemi, a gdy się podniósł, od razu użył czaru.
W kolczugę ubrany był tylko zabójca, który wbiegł do środka- tego bohater ciął w szyje.
Gytha napisał(a) (zobacz wpis):


Zawsze mnie też zastanawia, skąd w tych fantastycznych światach biorą się metry, cale i minuty Śmiech. Czy naprawdę tak trudno użyć miar naturalnych? Tu przynajmniej można by się było zecydować na jeden system - albo calowy, albo metryczny.

Tutaj się z tobą zgodzę- mogłem wybrać jeden system metryczny.

Gytha napisał(a) (zobacz wpis):


Cytat:
Trzeba przyznać, że było to wymarzone miejsce dla zbiegów, banitów
i innych przestępców

A dlaczego? Spora wieś, w dodatku z tartakami, więc pewnie ożywiony ruch. Właściciel tych tartaków zapewne dbał o spokój i porządek. A poza tym, dlaczego chłopi, skoro pracowali w tartakach?


Chłopi mieszkali we wsi, a "obcych zatrudniano na obrzeżach wsi w tartakach.
Jest to wyjaśnione w dalszej części opowiadania, które jeszcze nie zostało zamieszczone. Podobnie przeszłość Gustavo, i jego spotkanie z czarodziejem.



*
Chciałem podziękować wszystkim którzy ocenili i zapraszam do dalszych komentarzy.

_________________
To, co nazywają cnotą, jest dla mnie urojeniem, czymś błahym i zmiennym, zależnym od klimatu, czymś, co nie podsuwa mi idei żadnego wszechmocnego bytu.
Powrót do góry
 
 
Gytha
Mieszkaniec Shire


Dołączył(a): 24 Sty 2009
Wpisy: 12



Wysłany: 12-09-2011 21:55    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Cytat:
Nie atakowali kolejno. Zaatakował wynajęty przez czarodzieja zabójca. Kusznicy mieli ochraniać owego czarodzieja, dlatego czekali na zewnątrz. Czarodziej mógł oczywiście użyć czaru, ale przekonany był, że czterech jego ludzi poradzi sobie z jednym. Nie wiedział z kim ma do czynienia, chociaż spotkali się kiedyś, to czarodziej praktycznie nic nie wiedział o tym kogo atakuje.

W dalszym ciągu nie wyjaśnia to, dlaczego czarodziej nie zaatakował, gdy Twój bohater pojawił się w drzwiach albo kiedy spudłowali kusznicy. Może tępy jest? A w takim razie dlaczego ci kusznicy mieli przygotowaną broń, skoro miał wystarczyć sam zabójca?

Cytat:
Gusvado jest profesjonalistą, szkolonym do walki. Wie jak zabijać i ma doskonale wyważoną broń. Jest szybki, według mnie zabicie czterech osób w minutę jest możliwe.

Owszem, przy użyciu szybkostrzelnej broni palnej. Oczywiście, możesz sobie wykreować bohatera jak chcesz, ale tacy o nadzwyczajnych talentach pojawiają się zwykle w bardzo marnej literaturze. Ale o czym ja w ogóle piszę - już po samym opisie wyglądu zewnętrznego można się zorientować, z jakim typem bohatera mamy do czynienia.

Cytat:
Czarodziej zanim się zorientował w sytuacji, już leżał poobijany na ziemi, a gdy się podniósł, od razu użył czaru.

Przez ponad minutę się nie zorientował? No to rzeczywiście ma problemy z kojarzeniem.

Cytat:
W kolczugę ubrany był tylko zabójca, który wbiegł do środka- tego bohater ciął w szyje.

Bo tak łatwo trafić mieczem w szyję... No ale prawda, przecież nadzwyczajnie zdolny ten bohater.

Cytat:
Chłopi mieszkali we wsi, a "obcych zatrudniano na obrzeżach wsi w tartakach.
Jest to wyjaśnione w dalszej części opowiadania, które jeszcze nie zostało zamieszczone. Podobnie przeszłość Gustavo, i jego spotkanie z czarodziejem.

Nie, napisałeś "Surowy klimat nie sprzyjał rolnictwu, głównym zajęciem była więc praca w tutejszych tartakach". Czytelnik nie wie, jaką wizję ma autor i co napisze później. Czyta to, co jest napisane. Jeśli faktycznie chcesz pisać, to musisz zwracać uwagę na obraz, jaki przekazujesz czytelnikowi, żeby był spójny i logiczny. Każde zdanie powinno czemuś służyć. Radziłabym też więcej czytać, przede wszystkim klasyków literatury polskiej. Od np. takiego Sienkiewicza sporo się można nauczyć.
Powrót do góry
 
 
Wyświetl wpisy z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tolkienowskie -> Twórczość fanowska Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następna

Temat: Opowiadanie. (Strona 1 z 2)

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich wpisów
Nie możesz usuwać swoich wpisów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dodawać załączników w tym dziale
Nie możesz ściągać plików w tym dziale

Powered by phpBB2
Copyright © tolkien.com.pl Wszystkie prawa zastrzeżone.