"Nawet działając z dobrego serca czasem łatwo zadać cios bardziej bolesny niż cios wroga." Hurin, Silmarillion
| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Autor |
Wiadomość |
klemenko Członek Kompanii Thorina

Dołączył(a): 05 Maj 2004 Wpisy: 238 Skąd: Warszawa
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
M.L. Uprzedzony, ujadający krzykacz.

Dołączył(a): 27 Cze 2002 Wpisy: 3232 Skąd: Mafiogród
|
 Wysłany: 26-01-2010 23:41 Temat wpisu: |
|
|
Zaraz sobie przeczytam, choć tekst jest długi. Co prawda to, co napisał klemenko, jest dość oczywistym stwierdzeniem, ale teksty Hammonda i Scull zawsze warto przeczytać.  _________________ On przyniesie narodom Prawo. Nie będzie wołał ni podnosił głosu, nie da słyszeć krzyku swego na dworze. Nie złamie trzciny nadłamanej, nie zgasi [ledwo] tlejącego się knotka (Iz 42, 1-3). |
|
| Powrót do góry |
|
 |
M.L. Uprzedzony, ujadający krzykacz.

Dołączył(a): 27 Cze 2002 Wpisy: 3232 Skąd: Mafiogród
|
 Wysłany: 28-01-2010 23:53 Temat wpisu: |
|
|
Dobrze. Udało mi się przeczytać ten artykuł. Jak zawsze w przypadku tej pary warto go przeczytać, tym bardziej, ze porusza ważne kwestie.
1. Wiarygodności przekazów źródłowych (listów i wspomnień Tolkiena i jego najbliższych)
2. Niewiarygodności jakiejś części pojawiających się listów i przekazów pochodzących rzekomo od Tolkiena, jego rodziny, przyjaciół i znajomych.
3. Konieczności krytycznego podchodzenia do nawet najbardziej poważnych tolkienowskich opracowań.
Z jednej strony trzeba powiedzieć, ze to teoretycznie nic nadzwyczajnego. Hamond i Scull nie odkrywają tutaj Ameryki.
Przynajmniej teoretycznie każdy student wydziałów humanistycznych, na pierwszym roku powinien dowiedzieć się tego co piszą Hammond i Scull: a) nie wolno bezkrytycznie ufać opracowaniom; b) fascynaci i badacze mają coś wspólnego - lubią nie tylko odtwarzać ale i kreować rzeczywistość; c) pamięć ludzka jest zawodna, a co za tym idzie wszelkie wspomnienia, czy to w wersji pisanej czy mówionej są mało wiarygodnym źródłem, zwłaszcza odnośnie podstawowej faktografii. Dlatego powinny być w miarę możliwości weryfikowane, przez inne niezależne źródła.
Tak wiec ktoś mógłby napisać, że ten tekst nie wnosi niczego nowego, powiela prawdy od dawna znane. Ale właśnie dlatego, że są teoretycznie znane warto je powtarzać. Łatwo bowiem o nich zapomnieć. Jest to tym bardziej istotne, że Hammond i Scull zwracają uwagę na, nowe zjawisko.
Internet stworzył nowe możliwości. Jest wspaniałym pożytecznym narzędziem, ale jednocześnie pozwalana praktycznie każdemu na publikowanie swoich przemyśleń. Ich jakość jest bardzo różna, tym bardziej, że nie przechodzą one całego procesu weryfikacji, który muszą przechodzić tradycyjnie publikowane teksty. Łatwo wiec napotkać teksty, które trafiają w sedno naszych wyobrażeń, podobają się nam, ale merytorycznie są bezwartościowe, lub małowartościowe.
Problem pogłębia fakt, ze system print on-demand sprawił, ze nawet publikacje książkowe, zwłaszcza w krótkich seriach, nie przechodzą tradycyjnej weryfikacji. To widać np. w książkach Martineza, które są warsztatowo i redakcyjnie niedopracowane i faktycznie są w formie niezmienionego zapisu z tekstu internetowego.
Takich prac jest sporo, coraz więcej a ich jakość, no cóż warto, jak piszą Hammond i Scull, zachować zdrowy krytycyzm. Nie oznacza to nie wierzyć niczemu, ale pamiętać by nie wierzyć wszystkiemu.
W tym wymiarze zresztą wyraźnie opowiadają się za profesjonalizmem, nie rozumianym, jako sztywne trzymanie się zasad i regułek, czy tym bardziej biurokratyczny obieg dokumentów, ale jako stosowanie sprawdzonych metod weryfikacji, redakcji i korekty tekstu.
To jest niezbędne, bo nawet w dobrej wierze możemy popełnić błędy, chociażby dlatego, że wielu badaczy i pasjonatów Tolkiena ma skłonność, do kreowania rzeczywistości. Wkładania w usta Tolkiena i jego bliskich słów, których nie wypowiedzieli, czy wpisywania w jego biografię, rzeczy których nie zrobił nie mógł zrobić. Tu pojawia się jeszcze jeden element, to znaczy zawodność pamięci samego Tolkiena, jak i jego dzieci, oraz przyjaciół. To norma dla tego typu źródeł. Stąd takie ważne jest weryfikowanie tych źródeł. I tu pojawiają sie dwie kwestie. Jedna o której Hammond i Scull piszą, czyli weryfikacja w niezależnych dokumentach i tak wczesny okres życia Tolkiena zwłaszcza kwestie związane z I wojną światowa można łatwo zweryfikować sięgając do archiwaliów dostępnych w Public Record Office http://www.nationalarchives.gov.uk, np.: WO 339/34423, HW 62/21/18, BW 2/650. Druga, o której wprost nie piszą, to ograniczony dostęp do materiałów archiwalnych pozostających w gestii TE, a zwłaszcza dzienników i korespondencji z danego okresu, gdyż takie typy źródeł mają znacznie większą wartość.
Na samym początku jednak Hammond i Scull wymieniają jeszcze jeden typ błędu czy raczej nadużycia, co powoduje zaciemnienie obrazu i rzeczywistości dzieła literackiego. Zresztą nie traktując tego jako błąd, zwłaszcza, że piszą o własnym dziele. Chodzi o to zdanie:
| Cytat: |
| In the case of our edition of The Lord of the Rings, our task was to determine facts (of writing and prior publication) and use them to produce a definitive text. |
Sami przyznają wprawdzie, że:
| Cytat: |
| That we have not always been full or correct |
Problem jednak nie leży w tym wypadku w kwestii zachowania standardów, ale w ogóle w chęci ustalenia faktów. Sorry, z całym szacunkiem dla obojga wybitnych badaczy, nie wolno wierzyć we wszystko co redaktorzy piszą, nawet w dobrej wierze. Prawda jest taka, że mamy finalny tekst wydany za życia Tolkiena. Nawet w testamencie mamy wyraźnie napisane, że:
| Cytat: |
| Od tej pory wyłącznie do niego należy decyzja o publikowaniu, redagowaniu, zmienianiu i dokończeniu któregokolwiek z moich dzieł, które nie zostały opublikowane w momencie mojej śmierci, lub o zniszczeniu całości lub którejkolwiek części takiego nieopublikowanego utworu. |
Wytłuściłem fragment, który moim zdaniem jednoznacznie świadczy o tym, że Tolkien wyłączył z modyfikacji teksty opublikowane za swojego życia. Uznawał je za ostateczna formę i postać i nawet jeżeli przemyśliwał o zmianach i modyfikacjach, a to należałoby udowodnić, to jednocześnie uznał, że są one wystarczająco dobre by pozostawić je w takiej a nie innej postaci. Tak wiec publikacja pod redakcją Hammonda i Scull jest niekanoniczna, wprowadza niepotrzebne zamieszanie i przeinacza dzieło Tolkiena, choć nie wątpię, że ich intencje były jak najlepsze.
Czym innym jest bowiem dzieło w stylu The Lord of the Rings: A Reader’s Companion. To prawo każdego badacza, analizować nawet najbardziej krytycznie tekst, wskazywać, na jego cechy I charakter, czy na to, ze istnieją późniejsze wersje, różnych koncepcji i pomysłów. Czy nawet sugerować, iż możliwe, ze autor by naniósł takie czy inne zmiany. Czym innym jest jednak redagowanie wydanego w ostatecznej postaci tekstu i twierdzenie, ze dopiero teraz jest on ostatecznym tekstem. To jest ewidentne nadużycie ze strony redaktorów. I szczerze mówiąc szkoda, że więcej miejsca w swoim tekście nie poświęcili kwestii odpowiedzialności redaktora za to co robi.
Bo tego typu praktyki, tworzą bardzo niebezpieczny precedens rozmywania istniejącego kanonu tekstologicznego. _________________ On przyniesie narodom Prawo. Nie będzie wołał ni podnosił głosu, nie da słyszeć krzyku swego na dworze. Nie złamie trzciny nadłamanej, nie zgasi [ledwo] tlejącego się knotka (Iz 42, 1-3). |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich wpisów Nie możesz usuwać swoich wpisów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz dodawać załączników w tym dziale Nie możesz ściągać plików w tym dziale
|
|