Forum dyskusyjne miłośników twórczości J.R.R. Tolkiena
w sieci od 11/2001
 
Gospoda(0) | Zasady Forum | FAQ | Szukaj | Kalendarz |  Zarejestruj się |  Profil | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości | Zaloguj

Witryny zrzeszone w forum:
Hobbiton  Pod Rozbrykanym Balrogiem


"Głupcem jest ten, kto wchodzi w układy z Morgothem." Hurin, Silmarillion


Temat: O fanfiction - opinie i dyskusje ogólne (Strona 1 z 2)

Idź do strony 1, 2  Następna
  skocz na koniec strony
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tolkienowskie -> Twórczość fanowska Wydruk
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
TallisKeeton
Brehon


Dołączył(a): 11 Lis 2001
Wpisy: 1764
Skąd: Oleśnica


Wysłany: 29-05-2009 21:16    Temat wpisu: O fanfiction - opinie i dyskusje ogólne Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Hej Uśmiech
Zdaje sie, że nie ma tematu do ogólnych rozmów o fanfiction? Jest kilka ale o konkretnych utworach lub o slaszu, dlatego może warto założy taki?

Ostatnio stwierdziłam, że fanfiction ciekawe jest jako zjawisko - i jako część fandomu i jako hm... jakby społeczne i estetyczne zjawisko.

W ogole śmieszna sprawa, gdy chce zabawić się w fanfikciarza i np. pisać/tłumaczyc/betowac/pisac artykuł czy coś w ten deseń to po chwili okazuje się, że szperam po różnych fanfikach, wybieram kilka i je czytam przez pare dni. Problem polega na tym, że gdy ma się ochotę pisać/tłumaczy/betowac lub napisać coś o fanfikach w formie artykułu czy chocby dłuższego posta to jednoczesnie ma się ochote na czytanie i ta ochota na czytanie, zajmuje ten czas, jaki chcieliśmy pierwotnie poświęcic na pisanie. Muszę poczytac fanfiki jesli mam jakis wybrać do tłumaczenia a jeszcze więcej jesli chce coś o nich napisac, ale w koncu czytam ich kilka na raz. Śmiech I to wygląda, jak z kucharzem, który miał coś przygotować, ale po drodze zeżarł składniki Śmiech

A wracając do ważniejszych spraw Uśmiech
Ciekawe jest imo próba ustalenia granicy między fanfikiem a utworem inspirowanym. Moim zdaniem tą granicą będzie świat przedstawiony. Opiszę to na przykładzie 2 filmów. Mamy film Siedniu samurajów i film Siedmiu wspaniałych. Może się wydawać na pierwszy rzut Uśmiech Saurona ;D że ten drugi to wyjątkowo podobny fanfik do pierwszego, ale imo to dzieło inspirowane _jedynie_. Gdyby autor Siedmiu wspaniałych chciał zrobić fanfik do dzieła Kurosawy to wysłałby/przeniósłby swych kowbojów do Japonii, zastępując nimi samurajów lub każąc im walczyć wspólnie - oczywiscie byłby to crossover (których ogólnie nie cierpie) Śmiech Historia musiałaby się dziać w tym samym świecie co utwór oryginalny. Świat ten mógłby być zmieniony, ale nadal rozpoznawalny(więc na przykład jak u Yeskowa nadal mamy Mordor i Gondor chociaż zamienione na swe przeciwieństwa). Porzyczono tu tylko pomysł na rozpoczęscie akcji, na sam początek - początek jest taki, że kilku gierojów ma ocalić wioskę przed bandytami. Więc imo to nie będzie fanfik, gdyby porzyczono _świat_ to byłby to fanfik.
Drugą imvho odmiennością miedzy utworem inspirowanym oraz każdym innym oryginalnym dziełem korzystającym z dorobku wczesniejszego utworu czy autora, a takim typowym fanfikiem jest cel powstania - imo utwór inspirowany znacznie bardziej może sobie pozwolić na polemikę z oryginałem w sensie przesłania, idei, czy ideologii, a fanfik niespecjalnie. Jednak imo ważniejszy jest świat przedstawiony, epoka, miejsce itp warunki zewnętrzne więc imo Yeskow ze swoją polemiką nie spełnia obu warunków (swiat i idea, przesłanie) a tylko jeden, chociaż imo ten ważniejszy(świat). Natomiast imo Pierumow jest bliższy obu warunkom, ba jakich powinien powstawać fanfik.

Imo jest coś takiego fajnego w fanfikach czego nie ma w jakimkolwiek dziele oryginalnym. Otóż imo w każdym utworze oryginalnym (wszystko jedno czy ściśle oryginalnym, czy opartym o elementy dobrze znane) występuje element choćby jak najbardziej drobny czy mało widoczny odautorskiej dumy, pychy tego aby pokazać się i wykazać, że ma się talent, że jest się niezłym w te klocki, że należy się sława i uznanie. Otóż to co lubię w idei fanfika to wlasnie brak tego elementu wlasciwego dziełom oryginalnym - tego, dążenia do uznania i dumy, żeby na spotkaniach autorskich i listach bestselerów można było zarządzić Śmiech Otóż pomysł pisania fanfika, oraz imo każdy dobrze dopracowany fanfik musi spełniać jeszcze jeden warunek, otóż musi być w zamierzeniu hołdem dla autora oryginału. Taki Tolkien tribute czy King tribute, czy Jordan tribute itp. Nie oznacza to, że musi się we wszystkim po kolei zgadzać z autorem oryginału, ani przesłaniem ani ideami, ani poglądami, ani nawet, że musi wykorzystać całe zaplecze oryginału i jego autora, lecz imo musi ten fanfik okazywać szacunek oryginalnemu światu i sposobowi pisania autora oryginału. Choć imo, jeśli jest inna fabuła lecz wyraźnie występuje mniejsza czy większa zgodność z ideami, przesłaniami, symbolami czy poglądami pisarza oryginalnego to jest to dodatkowy atut - przynajmniej moim zdaniem.
Wydaje mi się, też, że jeśli ktoś chce być autorem oryginalnym i poćwiczyć pisanie to owszem dobrze jest ćwiczyć na fanfikach, ale imo początkującemu pisarzowi bedzie łatwiej napisać coś swojego niż iść ubitą koleiną, gdyż temperamen młodego autora wymaga indywidualności, oryginalności i pragnienia wykazania się, w tworzeniu wedle wlasnego widzimisię a nie mozolnego rekonstruowania cudzego świata i grania wedle reguł tego świata - imo dla wielu autorów, ktorzy zamierzają być pisarzami może to być zbyt trudne, zbyt męczące.
No, może już dość tych bredni Śmiech
Co myślicie?
poz Uśmiech
tal

_________________
Nigdy nie powstanie dzieło,które odda głębię trylogii.
Cóż nam pozostaje?Wyrosnąć w końcu z młodzieńczego hasła"ja bym to lepiej zrobił",gdyż "lepiej"jest pojęciem względnym,subiektywnym."
Powrót do góry
 
 
M.L.
Uprzedzony, ujadający krzykacz / Administrator


Dołączył(a): 27 Cze 2002
Wpisy: 5674
Skąd: Mafiogród


Wysłany: 30-05-2009 00:24    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Rzeczywiście fanfik może być dobrym treningiem przed wzięciem się za dziela oryginalne. Krytyk będzie podkreślał, że wpisywanie się w czyjś świat przedstawiony jest łatwiejsze, bo nie musimy sie bawić, w choćby szkicowanie tła. Ono jest dane i już. I wiele jest racji w takim stwierdzeniu. Ale czy czasem nie jest trudniejsze wpisanie się w już istniejący świat przedstawiony, zwłaszcza jeżeli ma się silną wolę nie naruszania zasadniczych elementów przyjętej scenografii.
Moim zdaniem pisanie fanfikow, zwłaszcza tych bardzo silnie osadzonych w realiach danego świata przedstawionego, wymaga wielkiej dyscypliny twórczej i uwagi. A to czasami trudniejsze niż puszczanie wodzy fantazji, gdyż poruszamy się w ściśle okreslonych ramach, podczas gdy w świecie własnej, oryginalnej kreacji, sami jesteśmy bogami. Język
Tak wiec fanfik może być dobrym treningiem.

Natomiast mam pewne wątpliwości co do poprowadzonej przez Ciebie granicy między fanfikiem a utworem inspirowanym. Wybrałaś przekonywujące argumenty, ale co zrobić z tekstem, który nie dzieje sie w świecie przedstawionym, wykorzysuje najwyżej pojedyncze postaci z tamtego świata?? Jak okreslić taki utwór?

_________________
ēl sīla lūmena vomentienguo wieeeeeeeeeelgachny uśmiech
---------------------------------------
For the grace, for the might of our Lord
For the home of the holy
For the faith, for the way of the sword
Powrót do góry
 
 
Geirve
Weteran Bitwy Pięciu Armii


Dołączył(a): 10 Lip 2008
Wpisy: 459



Wysłany: 30-05-2009 01:12    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

M.L. napisał(a) (zobacz wpis):
Rzeczywiście fanfik może być dobrym treningiem przed wzięciem się za dziela oryginalne.


Zgadzam się. Tym bardziej, że wielu (a może nawet większość) młodych pisarzy (szczególnie prozaików, poetów to mniej dotyczy) w początkowym okresie i tak naśladuje (mniej lub bardziej świadomie) czyjś styl i tematykę. (Polecam lekturę Autobiografii Agathy Christie, która pisze wprost, że po jej pierwszych utworach od razu było widać, co ostatnio czytała.) Przechodzili przez to nawet tacy, co później wyrośli na twórców bardzo oryginalnych - ot, choćby sam Tolkien. Może pisanie fanfików pozwala na bardziej świadome i kontrolowane przejście tego etapu.
Powrót do góry
 
 
Dag O'Berth
Weteran Bitwy Pięciu Armii


Dołączył(a): 25 Lip 2007
Wpisy: 267
Skąd: Mordor Małopolski


Wysłany: 30-05-2009 08:51    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Mnie się wydaje, że fanfik jest gatunkiem b. wymagającym dla twórcy i w zasadzie wyższą sztuką literackiej jazdy. Meta-gatunkiem jakby. I stąd dużo grafomanii i mało perełków. Bo o ile twórca dzieła oryginalnego buduje z czytelnikiem jednopłaszczyznową relację, no może jakby filtrując dla niego rzeczywistość (sensu largo: fakty, wartości, emocje, teorie) przez siebie (lub współ stwarza jak kto woli) i odnosi sukces jeśli zrobi to trafnie, o tyle fanfikowiec musi się już poruszać w układzie wielowymiarowym budując relację z (uprzedzonym) czytelnikiem tak, żeby jednocześnie trafić w linię łączącą ludzi z rzeczywistością (adequatio rei et intellectus) oraz linię łączącą twórcę pierwotnego z innymi czytelnikami. Żeby jednocześnie było u czytelnika: o to jest prawdziwe (piękne, interesujące) i to jest jednocześnie(np.) tolkienowskie. I jeśli komuś wystarcza do tolkienowatości dzieła, żeby były orki no to może nie jest trudne żeby trafić tę linię, no ale nie wystarcza.

(mam to rozrysowane Z przymrużeniem oka )

_________________
await me there
Powrót do góry
 
 
Monivrian
Członek Kompanii Thorina


Dołączył(a): 22 Lut 2010
Wpisy: 76



Wysłany: 07-05-2011 19:17    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

M.L. napisał(a) (zobacz wpis):
Natomiast mam pewne wątpliwości co do poprowadzonej przez Ciebie granicy między fanfikiem a utworem inspirowanym. Wybrałaś przekonywujące argumenty, ale co zrobić z tekstem, który nie dzieje sie w świecie przedstawionym, wykorzysuje najwyżej pojedyncze postaci z tamtego świata?? Jak okreslić taki utwór?


Może ja pomogę w tej kwestii. Tak się składa, że aktualnie pracuje nad takim tekstem, który dzieje się w moim autorskim świecie, ale występują tam postacie z dzieł Tolkiena. W sumie to też wygodny sposób, jeżeli ktoś koniecznie chce iść w klimaty Tolkienistyczne, bo musi skupić się tylko na kanoniczności włożonych do tekstu postaci, a reszta to już wolna amerykanka. Mi się wydaje, że to jest fanfik w 10%, a pozostałe 90% to twórczość własna, ale nie ma chyba nazwy na takie coś.
Powrót do góry
 
 
Zair Ugru-nad
Strażnik Północy


Dołączył(a): 25 Maj 2003
Wpisy: 839
Skąd: Imlad Morgul


Wysłany: 18-07-2011 21:59    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Zastanawiałam się trochę, gdzie umieścić ten post, myślałam najpierw, że może w wątku o slashu w fanfikach tolkienowskich, ale tak naprawdę nie problematyka slashu jest główną treścią tego, co chcę napisać, choć do rzeczonego slashu również nawiążę.

Ale do rzeczy. Do napisania tychże słów skłonił mnie esej Kasiopei z ostatniego numeru "Aiglosa", pt. "Głos z Ciemnogrodu". Choć Autorka w elegancki sposób rozprawia się ze slashem i w jego głównie kontekście pisze, to jednak z niektórymi co bardziej ogólnymi sformułowaniami nie tylko nie mogę się zgodzić, ale nawet nieco dziwnie mi się robi gdzieś w środku, gdy to czytam Z przymrużeniem oka

Zdaje sobie sprawę, że moje słowa nie będą obiektywne, ale mam nadzieję, że nikt mi tego za złe nie weźmie.

Przede wszystkim osobiście i w zgodzie ze swoim sumieniem nie jestem w stanie traktować Władcy Pierścieni jako dzieła religijnego, a katolickiego tym bardziej i uważam, że pomimo, że Tolkien jako takie je postrzegał (był katolikiem), to w żaden sposób nie mógł wymagać od czytelników również takiego odbioru. Wypowiem się tutaj tylko za siebie - nie jestem katoliczką ani chrześcijanką, a twórczość Tolkiena trafia do mnie poprzez złożony system wartości naszej europejskiej, starej tradycji powiązanej dodatkowo z mitologią, a której chrześcijaństwo i katolicyzm są tylko jednym z elementów. Mało tego, w twórczości Tolkiena znajdziemy całą masę nawiązań do pogańskiego kręgu którego dziedzictwo cały czas jest w naszej kulturze obecne.

I bynajmniej nie czuję, aby mój niekatolicki odbiór twórczości Tolkiena był w jakikolwiek sposób "gorszy", czy też "mniej odpowiedni", lub może "mniej poprawny politycznie" niż spojrzenie przez pryzmat katolickiej (chrześcijańskiej) wiary.

To tyle na tematy okołoreligijne, a teraz kilka słów na temat fanfików jako takich. Nie będę poruszać tutaj tematyki slashu, szczególnie, że w znacznym stopniu moja opinia na temat tego gatunku i wciągania w niego na siłę postaci ze świata Tolkiena jest podobna, co opinia Kasiopei - szczególnie zrobienie z Aragorna i Boromira kochanków przekracza moje granice akceptowalności.

Mam na myśli fanfiki, które w różny sposób i w różnym celu wyłamują się ze sztywnego "kanonu", a ich autorzy wykorzystują oryginalne postaci opisane przez Tolkiena jako element... właśnie - polemiki z pisarzem. Przy czym w dziwny, niepojęty sposób wpasowują się w tzw. kanon, choć np. treść fanfika porusza sprawy lub wydarzenie kompletnie wymyślone przez autora tegoż fanfika. To znaczy - czytając fanfik wiemy, że nadal jesteśmy w dowolnej krainie Ardy i nic zasadniczo nam nie zgrzyta... Czytamy w ten sposób alternatywne opowieści, różnorakie uzupełnienia luk, czytamy wreszcie kompletnie od nowa napisane opowieści, w których dominują postaci stworzone przez autora, a postaci oryginalnych jest co przysłowiowy kot napłakał Z przymrużeniem oka

Tak, jak pisze Kasiopea w eseju:
Cytat:
Tyle że bardzo często podejście jest inne: "Jestem miłośnikiem twórczości Tolkiena, z tym drobnym wyjątkiem, że nie odpowiadają jego przekonania etyczne ani przesłanie jego powieści, mam gdzieś to, że był katolikiem i jakie miał intencje".


- tak samo można napisać: "Jestem miłośnikiem twórczości Tolkiena, ale nie zgadzam się z opisanymi przez Tolkiena losami postaci/przebiegiem wydarzeń i napiszę wszystko po swojemu, tak, jak ja to widzę, dla mojego własnego widzimisię, aby nakarmić mój egoizm i dla "zawieszenia niewiary".

Takie podejście jest niczym innym, jak polemiką, będącą odzwierciedleniem wrażliwości i swojego rodzaju przywiązania do postaci, które dla nas, czytelników, nie muszą być tylko i jedynie literami na kartach książki. I napiszę wprost - w tym przypadku ktoś może mieć w przysłowiowej Mam coś dla ciebie intencje Tolkiena, bo akurat zafascynowała go postać, dajmy na to, Maeglina Jestem za Jestem rozwalony (lub też Morgotha).

Osobiście uważam właśnie taką twórczość fanowską, nawet z elementem tzw. obrazoburczości za cenną, bo wnosi świeży powiew i skłania, aby na dany problem/wydarzenie/postać spojrzeć z innej perspektywy i dostrzec jej wielowymiarowość, wbrew temu, co twierdza krytycy, iż tolkienowskie postaci płaskie są i basta Jestem rozwalony (tak mi się przypomniał szczegółowy rysunek przedstawiający mnogość niepłaskich powierzchni u Pewnego Gondorczyka Jestem rozwalony ).

Natomiast idąc tym tokiem myślenia, nie sposób mi się nie zgodzić z słowami Kasiopei, że wiele slashy, choć dobrze napisanych literacko, niestety kompletnie spłaszcza postaci, zabierając im wszystko to, co stanowi o ich wartości (w "białej" czy "czarnej" skali, akurat to nie ma znaczenia), a przedstawiając je tylko i wyłącznie jako spragnionych wiadomo czego i kierujących się prymitywną żądzą. I tutaj właśnie chyba tkwi sedno sprawy. Dobrze napisany, obrazoburczy i kontrowersyjny fanfik owej głębi postaciom nie odbiera. A czasem wręcz przeciwnie Jestem rozwalony

To na razie chyba tyle moich chaotycznych myśli. W sumie temat nadaje się na całkiem spory esej lub tolkfolkową dysputę Z przymrużeniem oka

Dodam na zakończenie, że esej Kasiopei uważam za cenny i potrzebny i w wielu punktach trafiający w sedno. A moje nie zgadzanie się z konkretnymi sformułowaniami w niczym nie umniejsza wartości eseju Jestem za

_________________
Ten nieruchomy już jest martwy, ten, który się rusza, przeżyje.

Żaden człowiek nie może się bronić bez ryzyka.
- J. Liechtenauer
----
Nasz azyl dla zwierząt
shadow of mind
galeria DA
półka w Bibliotece
Powrót do góry
 
 
M.L.
Uprzedzony, ujadający krzykacz / Administrator


Dołączył(a): 27 Cze 2002
Wpisy: 5674
Skąd: Mafiogród


Wysłany: 19-07-2011 12:53    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Bez większych wstępów. Nie będę wchodził w buty autorki, mam nadzieję, że sama się ustosunkuje do dyskusji. Nie wiem czy chodziło jej o to, że odbiór katolicki czy szerzej chrześcijański, jest jedynym uprawnionym. Wątpię, zęby jej o to chodziło.
Nie odbieram też jej tekstu, jako sprzeciwu wobec polemiki z autorem, dokonywanej przez autorów różnych fanfików.
Sam jestem katolikiem, ale cenię sobie u Tolkiena jego uniwersalizm, zdolność do przemawiania do wszystkich, wreszcie to, ze z całą świadomością starał się unikać epatowania swoją wiarą, nie uprawiał swoistego kaznodziejstwa w stylu C.S. Lewisa.
W tym wypadku myślę, że chodziło o coś innego. Zacznę od może dziwnego przypadku. Cenię sobie pierwszą część ostatniej ekranizacji Harry'ego Pottera za to, ze jest jednym z bardzo nielicznych we współczesnej pop-kulturze przedstawień przyjaźni chłopaka i dziewczyny bez podtekstu erotycznego.
Tu nie chodzi o chrześcijaństwo czy węziej katolicyzm, ale fakt, że współcześnie wszelkie relacje międzyludzkie sprowadzamy (kultura masowa) do seksu i erotyki. Dwie koleżanki mieszkają razem, znaczy się lesbijki. Chłopak zaprosił dziewczynę na kolację znaczy zakończy się ona śniadaniem. Dwoch mężczyzn łączy bliska przyjaźń znaczy, że są geyami.
Wracając do Tolkiena, przecież to oczywiste, że jeżeli Sama i Froda łączył tak bliski związek, to musiało tam chodzić o coś więcej, a pruderyjny profesorek z Oxfordu, nie chciał, nie umiał, bał się napisać to wprost. Więc napiszmy to za niego bo przecież wiemy lepiej, a jednocześnie dodajmy pikanterii i wplećmy w to wszystko mały skok w bok Sama lub Froda, albo obydwu, z Gorbagiem, bo będzie fajnie.
I gdybyż jeszcze chodziło o autentyczną polemikę z Tolkienem, tak jak w przypadku Elring i jej opowiadania "Wybór" http://fanfiki.tolkien.com.pl/viewstory.php?sid=41&chapter=1, gdzie zadaje pytanie o charakter wyboru losów elfich i ludzkich, kwestionując wizję Tolkiena, ale robiąc to świadomie i celowo, by zmusić czytelnika do zastanowienia nad wyborem między losem elfów i ludzi.
Gdybyż chodziło o zadawanie pytań, poddawanie w wątpliwość, kwestionowanie utartych stereotypowych wizji, interpretacji, to byłoby O.K. Ale najczęściej w przypadku slasha chodzi, no właśnie, nawet nie wiem o co, bo w 90% procentach przypadków struktura slashy przypomina mi strukturę filmów porno, gdzie w 95% przypadków tak zwana fabuła ma doprowadzić do ciągu zbliżeń w możliwie wielu konfiguracjach, przy czym logika, przejmowanie się wydolnością fizjologiczną, możliwościami bio-mechanicznymi czy zachowaniem wiarygodności narracyjnej nie jest nijak wymagane, gdyż wszyscy wiemy co jest istotne.
Tymczasem sprowadzanie wszystkiego do sfery seksu i erotyki jest chyba nawet bardziej zubażające niż wykluczanie tegoż seksu i erotyki ze sfery relacji międzyludzkich.
To nie znaczy, że tej sfery odnośnie Tolkiena nie należy poruszać. Przeciwnie tu warto przypomnieć tekst Ty Rosenthal „Wygrzane łóżeczka są przyjemne: seks i libido w twórczości Tolkiena”, Aiglos, nr 4 wiosna/lato 2005, s.69-88.
Nie mam też nic przeciw erotyce, nawet odważnej, która pojawi się w fanfiku, ale niech ma to jakieś logiczne i racjonalne uzasadnienie, a nie będzie sztuką dla sztuki, tak na prawdę krypto-Merry Sue.
Szacunek dla autora, jego wizji i poglądów zawsze warto zachować. Nie róbmy drugiemu co nam nie miło, nawet jeżeli ten drugi już odszedł z tego świata.

_________________
ēl sīla lūmena vomentienguo wieeeeeeeeeelgachny uśmiech
---------------------------------------
For the grace, for the might of our Lord
For the home of the holy
For the faith, for the way of the sword
Powrót do góry
 
 
Kasiopea
Weteran Bitwy Pięciu Armii


Dołączył(a): 16 Lip 2006
Wpisy: 351
Skąd: Minas Tirith


Wysłany: 22-07-2011 21:42    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Widzę, że muszę ostro popracować nad darem wymowy, skoro Czytelnik odnosi wrażenie, iż mogłam postulować hasło w rodzaju: „katolicki WP tylko dla katolików”. Jeszcze chwila, a podniesie się szum, że domagam się zamykania nie-katolików w gettach. Z przymrużeniem oka

Nie.

Wprost przeciwnie nawet. Uważam, że WP jest dla wszystkich. Ale dla mnie, w moim całkowicie subiektywnym odczuciu, nie oznacza to, że wszyscy mogą z nim zrobić wszystko.

Chciałam w moim eseju przypomnieć, że bez względu na to, jak bardzo jest to dla wielu niewygodne, WP napisał katolik, traktując je jako dzieło religijne, katolickie. I oczywiście, nie mógł siłą wymagać, by tak było traktowane. Ale chciał – i dawał temu wyraz publicznie – by przekaz jego opowieści był uszanowany.
Ten, kto czytał jego listy zapewne dziwił się widząc szewską pasję, z którą Tolkien traktował nieudolne próby ekranizacji jego dzieła, próby autorstwa niejakiego Zimmermana. Pisał np.: „Jeśli postacie zostaną wypaczone, poczuję się dotknięty nawet bardziej niż zniszczeniem intrygi i scenerii (a już jestem dotknięty wypaczeniami pojawiającymi się w tym tekście)”. Swój długi gniewny wywód spuentował brakiem zgody na taką ekranizację: „Władca Pierścieni nie może być zniekształcony w taki sposób” – napisał.

Tak jak napisałam – ja jestem z Ciemnogrodu, dla mnie wola autora jest ważna. Tak w ogóle, nie tylko w odniesieniu do Tolkiena. Uważam np., że to skandal co zrobiono Margaret Michell, która łopatologicznie i publicznie orzekła, że nie będzie dalszego ciągu „Przeminęło z wiatrem”, ona nie napisze i nie życzy sobie, bo opowieść kończy się dokładnie tam i dokładnie tak, jak ma się kończyć. Po jej śmierci cierpliwe i przedsiębiorcze hieny odczekały tyle lat ile wymagało prawo i czym prędzej z przytupem wypuściły w świat kontynuację-gniota, która nie miała nic wspólnego z pierwowzorem – poza imionami.
I tu znowu wracam do tego co próbowałam pokazać w eseju – tu się światopoglądy rozdwajają. Albo-albo. Dla jednych jest to skandal. Dla innych – jak najbardziej dozwolona polemika, poszerzająca horyzonty. I co? I nic z tym nie zrobimy.

Nie mam ani ochoty, ani prawa, ani możliwości, by żądać poszanowania woli autora – ale mogę dać wyraz smutkowi i irytacji, kiedy widzę, że zdecydowana większość ma ją gdzieś. I dałam, w eseju.

Dodam też, że nie byłoby tego eseju, gdyby nie kilka listów, które dostałam od miłośników slashy. Choć slashy tolkienowskich nie akceptuję, nigdy w życiu nie prowadziłam antyslashowej krucjaty, nie pisałam do slashowców z bluzgami, usiłując ich „nawrócić”, nie zapychałam im prywatnych skrzynek wezwaniami do służenia jedynej słusznej sprawie itd. itd. – po prostu omijałam to zjawisko szerokim łukiem, uprawiając własne poletko i delektując się WP po swojemu. Wszak wolnoć Tomku w swoim domku, w wolnym kraju żyjemy, każdemu według potrzeb. Ale nagle okazało się, że nie mam prawa odmówić (uprzejmie odmówić, co podkreślam) swoich prac do promowania slashy, a jeśli odmówię to dostaję kolejne listy z wyrazami, ujmijmy to nad wyraz delikatnie, rozczarowania moją osobą.
Eru, ja niczego od nikogo nie chcę, nikomu nic złego nie zrobiłam – chcę mieć jedynie prawo do kichania na polityczną poprawność i do życia w swoim Ciemnogrodzie, w którym mi dobrze – bez otrzymania listów, z których dowiaduję się, że jestem taka i owaka, bo nie narysuję na zamówienie Eola, który bierze Maeglina od tyłu. I chcę mieć prawo o tym powiedzieć głośno, a nie że od razu jak katolik to Mordor w kubeł, czy kubeł w Mordor (jak kto woli)

I nieśmiałe pytanie do Zair na koniec:

Zair Ugru-nad napisał(a) (zobacz wpis):
szczególnie zrobienie z Aragorna i Boromira kochanków przekracza moje granice akceptowalności.


Dlaczego przekracza, skoro napisałaś:

Cytat:
Osobiście uważam właśnie taką twórczość fanowską, nawet z elementem tzw. obrazoburczości za cenną, bo wnosi świeży powiew i skłania, aby na dany problem/wydarzenie/postać spojrzeć z innej perspektywy i dostrzec jej wielowymiarowość


To, dajmy na to, Fingon ujeżdżający Maedhrosa, bądź Boromir Faramira są cenni obrazoburczo, ze świeżym powiewem, perspektywami itd a Aragorn ujeżdżający Boromira już nie? A to nie jest przypadkiem właśnie ta ze wszech miar pożądana polemika z pisarzem? Bo się ździebko pogubiłam.... Uśmiech

_________________
"Ile wieków trzeba czekać, by Namiestnik został królem, jeśli król nie wraca?"
Dziecino, ty nie pytaj. Ty działaj!
Powrót do góry
 
 
Wyświetl wpisy z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tolkienowskie -> Twórczość fanowska Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następna

Temat: O fanfiction - opinie i dyskusje ogólne (Strona 1 z 2)

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich wpisów
Nie możesz usuwać swoich wpisów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dodawać załączników w tym dziale
Nie możesz ściągać plików w tym dziale

Powered by phpBB2
Copyright © tolkien.com.pl Wszystkie prawa zastrzeżone.