Forum dyskusyjne miłośników twórczości J.R.R. Tolkiena
w sieci od 11/2001
 
Gospoda(0) | Zasady Forum | FAQ | Szukaj | Kalendarz |  Zarejestruj się |  Profil | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości | Zaloguj

Witryny zrzeszone w forum:
Hobbiton  Pod Rozbrykanym Balrogiem


"-Pozdrowiony bądź, Gurthangu, śmierci żelazna! Ty jeden mi pozostałeś! Ale czy znasz innego pana, niż ten, który tobą włada? Komu jesteś posłuszny, prócz dłoni, która cię ściska? Nie wzdragasz się przed żadną krwią! Czy zabierzesz Túrina Turambara? Czy szybką śmierć mi zadasz?" Turin Turambar, Silmarillion


Temat: Fanfiki Geirve (Mantidy) (Strona 2 z 4)

Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3, 4  Następna
  skocz na koniec strony
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tolkienowskie -> Twórczość fanowska Wydruk
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Elbereth
Weteran Bitwy Pięciu Armii


Dołączył(a): 06 Kwi 2006
Wpisy: 330
Skąd: Hamburg


Wysłany: 27-08-2008 08:28    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Przekopałam się przez część opowiadań Uśmiech Nie, że Twe opowiadania wymagają wysiłku, tylko język angielski ^^ Niby go znam, a jednak czytanie czegoś wymagającego szerszego słownictwa od Harrego Pottera na dłuższą metę mnie męczy...
Oczywiście jak to ja, najpierw skupiłam się na slashach Złośliwy uśmiech Opisujesz proste scenki, bardzo obrazowe, w lekki, zabawny sposób, bardzo mi przypadający do gustu. Szczególnie to, gdzie obaj robią listę osób na coming-out Nie łapie...ehh acha..suuper!!hahaha!!

Z innych moim faworytem są refleksje Balroga Śmiech Nie wiem czemu, myślę zaraz o co niektórych tekstach naszego Adiego - rewelacja Elfik

Nie będę ukrywała, że krasnoludy niespecjalnie mnie interesują, ale Twój styl na pewno zachęca do przeczytania wszystkich pozostałych tam opowieści Jestem za

_________________
Show me the flowers invisible
Sing me the hymns inaudible
The wind is my voice
The moon is my heart
Come find me
I'm on every hills and fields
I'm here
Powrót do góry
 
 
Geirve
Weteran Bitwy Pięciu Armii


Dołączył(a): 10 Lip 2008
Wpisy: 459



Wysłany: 05-11-2008 21:40    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Przetłumaczyłam jedno z opowiadań na polski.

Zawsze ceniłem sobie sobie prywatność


Jakież to cudowne miejsca, te fora internetowe... Tylu światłych ludzi, tyle fascynujących debat... A natura mych górnych kończyn wydaje się być jednym z tematów wyzwalających największe emocje. To zainteresowanie oczywiście ogromnie mi pochlebia, ale też i wprawia w pewne zakłopotanie.

Otóż doprawdy zadziwia mnie reputacja, jaką się tu cieszę. Nie wydaje mi się, bym kiedykolwiek dokonał czegoś na tyle znaczącego, by na nią zasłużyć. Jedyne, czego zawsze chciałem od życia, to nieco ciszy i spokoju... I zdrowego, nieprzerywanego snu.

No cóż, przyznaję, zdarzył się ten drobny epizod z krasnoludami. Ale proszę wziąć pod uwagę, że obudziłem się wtedy po paru tysiącach lat i byłem bardziej niż trochę zdezorientowany. Czy zdarzyło się pani kiedyś obudzić się z tym samym bólem głowy, z którym pani zasnęła, otoczona przez walące młotami krasnoludy? Nie, nie zdarzyło się? Zatem, wybaczy pani, radziłbym się wstrzymać z osądami.

Ależ skąd, nie czuję się urażony. Z przyjemnością będą opowiadał dalej.

Kiedy krasnoludy już odeszły, przez pewien czas było dość spokojnie. Podejrzewam, że mogłoby to nawet potrwać dłużej, gdyby nie ten, za przeproszeniem, aktywista od siedmiu boleści. Wybaczy pani, ale lepsze określenie nie przychodzi mi do głowy.

Kogo mam na myśli? Ależ Saurona, kogożby innego? Wieczny prowokator, bez przerwy coś kombinujący. I niezdolny usiedzieć na miejscu, zawsze gdzieś biegający. Eregion, Barad-dur, Númenor, Barad-dur, Dol Guldur, Barad-dur... Nie mógłby się ustatkować, raz a dobrze? Samo myślenie o tym przyprawia mnie o zmęczenie. Nie mój typ osobowościowy, zapewniam panią.

Pierścień? Co za pierścień? A, pierścień Saurona. Tak, chyba sobie przypominam. Narzekał kiedyś, że zgubił jakieś pierścionki. Nigdy nie udało mi się tak do końca zrozumieć, o co w tym chodziło. Ale ma pani rację, Sauron zdradzał jakąś osobliwą fascynację biżuterią. Tak między nami, przypisuję to towarzystwu, w którym w swoim czasie się obracał. Nie mam oczywiście żadnych uprzedzeń wobec elfów, wspaniali ludzie, ale... Niektórzy z nich nie są, jak by to powiedzieć, męscy. Rozumie pani, co mam na myśli?

Ale to dygresja. Wróćmy do tematu.

Od początku wiedziałem, że nie powinienem wpuszczać do środka tych orków. Tylko proszę mnie dobrze zrozumieć, nie mam nic przeciwko orkom: niektórzy z moich najlepszych przyjaciół są orkami. Ale od razu podejrzewałem, że będą kłopoty. Dyplomacja nie jest, że tak powiem, ich najmocniejszą stroną.

Dlaczego się zatem zgodziłem? No cóż, wie pani, jak to jest ze starymi znajomymi. Czasami trudno jest odmówić drobnej przysługi, szczególnie jeśli ktoś jest tak natarczywy jak Sauron. I przynajmniej orkowie dali sobie przetłumaczyć, że mają zachować ciszę i nie używać młotów.

Kłopoty, swoją drogą, i tak się pojawiły, w postaci wojny między orkami i krasnoludami. Na szczęście nie w samej Morii, ale wszędzie dookoła. Nikogo tu nie osądzam, na pewno obie strony miały swoje powody, ale dla kogoś tak ceniącego sobie spokój i prywatność jak ja to naprawdę było nadzwyczaj denerwujące.

Wojna się skończyła, ale później sytuacja tylko się pogarszała. Nawet dekady nieprzerwanego snu. Koszmar. Ktoś by mógł pomyśleć, że przez Morię prowadzi autostrada, taki był tam ruch.

Pierwszy pojawił się Olórin i przez chwilę niemal mnie kusiło, by z nim porozmawiać. Sporo czasu minęło, odkąd ostatnio się widzieliśmy. Tyle że zna pani Olórina. Raz go pani zachęci i już nigdy się go pani nie pozbędzie. Ciągle będzie wpadał, zaproszony czy nie. Jak się zresztą okazało, moje milczenie nic tu nie pomogło.

Jak go pani nazwała? Gandalf? Mithrandir? Ile on właściwie ma imion? No tak... Osobiście nie widzę konieczności posiadania imienia w ogóle, a już na pewno nie tak licznych. Taką obfitość uważam za nieco w złym guście, a nawet w pewnym sensie podejrzaną. Sauron, swoją drogą, wcale nie jest lepszy pod tym względem. Ale znowu popadam w dygresje.

Następnie nawiedził mnie jakiś skradający się, mocno zaniedbany osobnik rasy ludzkiej. Szczerze mówiąc, nie zrobił na mnie najlepszego wrażenia. To jego czajenie się było niepokojące. I mam nadzieję, że nie uzna mnie pani za snoba, ale stan jego odzieży... O włosach już nie wspomnę.

O, ten opis kogoś pani przypomina? I mówi pani, że ten podejrzanie wyglądający osobnik ma jeszcze więcej imion niż Olórin? No cóż, jakoś mnie to nie dziwi.

Następnie znowu pojawiły się krasnoludy, i to w znacznej liczbie. Rzecz prosta, praktycznie od razu zaczęli walić młotami. A kiedy akurat nie walili, urządzali sobie awantury z orkami. Byłem już u kresu sił, ale tym razem naprawdę starałem się być cierpliwy. Nie poczyniłem żadnych kroków przez cztery długie lata. Ale już cierpiałem na permanentną bezsenność i w końcu po prostu nie mogłem wytrzymać...

Później uciąłem sobie bardzo potrzebną drzemkę, lecz, oczywiście, nie trwała ona długo. Niestety, podczas snu jestem bardzo wrażliwy na hałasy. Ktoś coś upuści i od razu się budzę. Tak samo musiało być i tym razem.

Wyszedłem zobaczyć, co się dzieje, i kogóż zobaczyłem? Olórin i czający się osobnik przyszli dla odmiany razem, a wraz z nimi bardzo mieszane towarzystwo. Jeden krasnolud. To było do przewidzenia, ci nie potrafią trzymać się z dala od Morii. Jeden anorektyczny elf. Albo nie robią już elfów jak za moich czasów, albo teraz nie dają młodym dostatecznej ilości jedzenia. Jeszcze jeden osobnik rasy ludzkiej, również podejrzanie wyglądający, ale nieco mniej obszarpany. I, na końcu, cztery dziwne, małe, jakby wełniste stworzenia. Coś jak małe krasnoludy, ale z ogolonymi twarzami. W skrócie, wędrowna trupa cyrkowa. Tylko im pokazującego sztuczki kucyka brakowało.

Stałem sobie tak i patrzyłem, mając nadzieję na jakąś formę wzajemnej prezentacji, kiedy Olórin, nie powiedziawszy nawet "dzień dobry", zaczął na mnie krzyczeć. Muszę przyznać, denerwuje mnie, gdy ludzie się tak zachowują. I to jego słownictwo... W jakim towarzystwie on się obracał?

Dziękuję za wyjaśnienie, to wiele tłumaczy.

Z przykrością muszę przyznać, że doszło do bójki między mną a Olórinem, a jej finał chyba już pani zna? Proszę wybaczyć, ale nie będę się nad tym rozwodził. To nie jest przyjemne wspomnienie.

I tak moja działalność w Śródziemiu dobiegła kresu. Proszę teraz ocenić, czy naprawdę nie macie państwo ciekawszych tematów do dyskusji? Cóż jest takiego fascynującego w mojej aparycji? Oczywiście to państwa decyzja, ale proszę wziąć pod uwagę, że nigdy nie podążałem za rozgłosem i cenię sobie prywatność.
Powrót do góry
 
 
Elbereth
Weteran Bitwy Pięciu Armii


Dołączył(a): 06 Kwi 2006
Wpisy: 330
Skąd: Hamburg


Wysłany: 06-11-2008 09:57    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Fantastyczna robota Elfik Jestem za chwała wam, chylę czoła, dzięki
To jeden z ulubionych Twoich fanfików jeszcze z wersji angielskiej i fajnie, że Ci się chciało go tutaj przetłumaczyć. Jak kiedyś pisałam, uwielbiam parodie, a tego typu szczególnie Śmiech Najlepsze w tym jest to, że to naprawdę nie odbiega od rzeczywistości książki, a już jak się spojrzy na film, to szczególnie.. no przecież ten biedny Balrog faktycznie im nic złego nie zrobił, to Gandalf na niego wyskoczył i zaczął się drzeć "Nie przejdziesz!!!" Coś takiego usłyszeć we własnym domu przecież może lekko zirytować ... Śmiech

Cytat:
Czy zdarzyło się pani kiedyś obudzić się z tym samym bólem głowy, z którym pani zasnęła, otoczona przez walące młotami krasnoludy?


Stanowczo, nie należy osądzać, zgadzam się Śmiech

Cytat:
Sauron zdradzał jakąś osobliwą fascynację biżuterią. Tak między nami, przypisuję to towarzystwu, w którym w swoim czasie się obracał. Nie mam oczywiście żadnych uprzedzeń wobec elfów, wspaniali ludzie, ale... Niektórzy z nich nie są, jak by to powiedzieć, męscy. Rozumie pani, co mam na myśli?


Dobrze, że w pracy nie piłam akurat kawy, to mnie zabiło Nie łapie...ehh acha..suuper!!hahaha!!
Coś mi się zdaje, że u Tolkiena przejawia się generalnie jakaś obsesja na punkcie biżuterii, najpierw Silmarile, potem pierścienie... uraz jakiś czy co? Język

Co do elfów, chyba nie powinnam komentować Złośliwy uśmiech

Ciekawe, czy wrzucisz tamte dwa slashowe też... ^^? Stanowczo chcę więcej Jestem za

_________________
Show me the flowers invisible
Sing me the hymns inaudible
The wind is my voice
The moon is my heart
Come find me
I'm on every hills and fields
I'm here
Powrót do góry
 
 
Geirve
Weteran Bitwy Pięciu Armii


Dołączył(a): 10 Lip 2008
Wpisy: 459



Wysłany: 30-12-2008 13:26    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Następne tłumaczenie, ale czegoś w zupełnie innym stylu. Wielkie dzięki dla Alqualaure, Gythy Ogg i Tici (w kolejności alfabetycznej Z przymrużeniem oka ) za zbetowanie.

Zimne światło

Wcześniej Azaghâl podarował go Maedhrosowi w podzięce za ocalenie życia i majątku podczas napadu Orków na Drodze Krasnoludów w Beleriandzie Wschodnim. (J.R.R. Tolkien, Niedokończone Opowieści, tł. Radosław Kot)

Gdyby nie krasnoludowie, Glaurung wraz ze swym potomstwem zniszczyłby ogniem resztę Noldorów. Gdy bowiem smok ich zaatakował, Naugrimowie otoczyli go kręgiem, a nawet potężna zbroja nie mogła ochronić wielkiego Gada od ciężkich krasnoludzkich toporów.
Glaurung w furii odwrócił się, powalił Azaghala, Władcę Belegostu, lecz gdy pełznął po jego ciele, Azaghâl ostatnim wysiłkiem zdołał wbić nóż w brzuch potwora, który ciężko ranny uciekł z pola bitwy, pociągając za sobą także inne bestie z Angbandu.
(J.R.R. Tolkien, Silmarillion, tł. Maria Skibniewska)

Korzenie drzew Aulëgo rosną głęboko, głęboko sięga też pamięć jego dzieci; szczególnie w Górach Błękitnych, gdzie krasnoludy mieszkają na ruinach swych sławnych ongiś stolic i skąd Jeźdźcy Fal kierują swe elfie okręty ku wyspom, które przedtem były wierzchołkami wysokich gór. Niezliczone pokolenia żyły i pomarły, odkąd morze pokryło Beleriand, ale krasnoludy z Ered Lindon nigdy nie zapomniały Zachodniej Ziemi i jej mieszkańców. Ci wciąż żyją w ich pamięci. I być może nie tylko w niej. Wysłuchajcie tej opowieści i osądźcie sami.

Wielu wyruszyło z Gór Luny na Wielką Wojnę, a wrócili nieliczni. Wśród tych, których ciała nie spłonęły w ciemnej dolinie Azanulbizar, byli dwaj bracia: Frár i Hár, znakomici górnicy i wielcy wojownicy. Ich ojciec Anar, który powiódł ich na wojnę, poległ już pod Gundabadem, lecz Frár i Hár, choć odnieśli niejedną ranę, walczyli zajadle w każdej bitwie od Gundabadu do Azanulbizar i z każdej wychodzili zwycięsko.

Gdy wojna się zakończyła, Frár i Hár, zmęczeni i poranieni, wybrali się w drogę powrotną do domu, mimo iż nadchodziła zima. Lecz zim na północy Eriadoru nie można ważyć sobie lekce. Choć w czasach, o których mówię, nie istniało już królestwo Angmaru, mróz gryzł tak dotkliwie i śnieg sypał tak gęsto, jak gdyby Czarnoksiężnik wciąż nimi władał. A byli i gorsi jeszcze wrogowie niż mróz i śnieg. Nie wszyscy orkowie przepadli w bitwie w Azanulbizar i wielu z nich, zdesperowanych i żądnych pomsty, grasowało w górach, sprzymierzonych z białymi wilkami i groźniejszymi od nich wargami.

Z taką właśnie bandą przyszło się zmierzyć Frárowi i Hárowi w ciemnościach śnieżnej nocy. Mimo przewagi wroga bracia bili się dzielnie i wielu orków i wargów padło pod ich toporami. Po tym jak Hár przebił włócznią ogromnego kapitana orków, zgraja zawahała się i cofnęła, a krasnoludom udało się zbiec. Lecz gdy tylko spoglądali za siebie, wciąż widzieli w oddali czarne cienie i jarzące się ślepia. Nieprzyjaciele ciągle ich ścigali.

Mieli w tym swój cel, jak się wkrótce okazało. Wiatr wył i zawiewał śnieg w twarze braci, i Frár i Hár szybko zgubili drogę w labiryncie gór. Wreszcie znaleźli się na wąskiej półce skalnej, z bezdenną przepaścią otwierającą się po obu stronach i przed nimi. Za sobą widzieli tylko gorejące ślepia wilków i słyszeli szyderczy rechot orków. Nie było ucieczki.

Z wielkiego domu byli Frár i Hár, z krwi pradawnego władcy Belegostu, Azaghâla Smoczego Hełmu, i, choć byli jeszcze młodzi, nie powstydziłby się Azaghâl swych walecznych potomków. Śmierci się nie bali, bo taki jest los przeznaczony wszystkim krasnoludom od przebudzenia Durina, a ci, którzy padną w boju, przychodzą w chwale do grot Valarów. Lecz żaden z braci nie miał żony i nie spłodził dziecka. Gdyby padli obaj, wraz z nimi wygasłby ród Azaghâla.

Widząc zatem tłum nieprzyjaciół napierających na nich i brak drogi odwrotu, Frár nagle obrócił się do Hára z dziwnym wyrazem oczu i przemówił do niego:

– Osłoń oczy, bracie. Będę wołał.

Podniósł topór ku niebu i zakrzyknął potężnym głosem:

– Maedhros! Maedhros! Maedhros!

Trzy razy błyskawica rozdarła niebo. Wiatr, wrzaski orków, wycie wilków, wszystko zamilkło i głucha cisza nastała. I Maedhros przybył.

Oślepiające światło zabłysło przed braćmi; i jak jastrząb spada z wysoka na swą zdobycz, tak widmowy elf uderzył na zgraję orków, olbrzymia postać o białej twarzy i rękach jaśniejących jak gwiazdy na zimowym niebie i długich rudych włosach płonących jakby smoczym ogniem. Jego oczy i miecz rzucały promienie jasne jak słońce wschodzące o świcie, lecz zimne i przeraźliwe. Wilki ze skowytem uciekały przed jego obliczem. Niektóre, oszalałe, rzucały się w przepaść. Orkowie, równie oślepieni i bezrozumni ze strachu, też uciekali, nierzadko zabijając jeden drugiego w swym przerażeniu, krzycząc, że ściga ich świetlisty demon. Cała banda po chwili rozpierzchła się i żadnego z nich więcej nie widziano.

Gdy wrogów już nie stało, elfia zjawa ruszyła z wolna w stronę braci, utkwiwszy we Frárze swe straszliwe spojrzenie. Niewielu w Śródziemiu – krasnoludów, ludzi czy elfów – nie pierzchłoby przed takim widokiem. Lecz Frár, który nie znał strachu, stał niezmieszany i spojrzał śmiało w porażająco lśniące oczy.

– Dziedzice Azaghâla Smoczego Hełmu składają ci dzięki, Maedhrosie Przyjacielu Krasnoludów, o którego czynach wciąż śpiewają w kamiennych salach pod Górami – przemówił do niego w grzecznych słowach. – Twój miecz uczynił naszą drogę do domu prostą i bezpieczną. Obyś i ty wreszcie odnalazł drogę do swojego domu, równie szybką i pewną.

Na te słowa straszne światło przygasło i przez chwilę Hár widział swego brata stojącego przed wysokim elfem z okaleczoną ręką, z twarzą posępną i wycieńczoną, patrzącym z żalem i tęsknotą w stronę Zachodu. Poruszony litością, Hár chciał podejść do zjawy, lecz Frár potrząsnął głową.

– Ta przepowiednia nie jest na nasze jeszcze czasy.

Dźwięk jakby stłumionego szlochu odbił się echem od gór, wiatr zawiał na nowo, ciemność znów zapadła i widmo zniknęło. Frár i Hár w milczeniu zebrali broń i pospiesznie odeszli. Dotarli do swej kopalni przed nowiem, jako że żadne więcej niebezpieczeństwo nie zagroziło braciom w ich drodze do domu.

Taki jest bowiem dar potomków Azaghâla, jak długo ród będzie istniał, i taki jest los Maedhrosa Bratobójcy. Biada tym, którzy zawezwą Jednorękiego dla śmiechu lub ze strachu, bo mogą ściągnąć straszliwą pomstę na siebie – Maedhros nie wybacza głupcom czy tchórzom. Ale gdy rodowi Azaghâla grozi śmiertelne niebezpieczeństwo, krasnolud z jego krwi może przywołać elfiego wojownika i Maedhros przybędzie z pomocą. Bowiem dług krwi między wojownikami jest ponad czas i śmierć.

Powiadają, że sam Smoczy Hełm kiedyś powróci, odrodzony w swoim potomku. I gdy on umrze ostateczną śmiercią, Maedhros Bratobójca w końcu znajdzie drogę z otchłani ziemi do Mandosu, za przewodnika mając Azaghâla.
Powrót do góry
 
 
Melinir
Członek Kompanii Thorina


Dołączył(a): 16 Mar 2003
Wpisy: 209
Skąd: Mar Vanwa Tyaliéva


Wysłany: 01-01-2009 13:25    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Świetny pomysł i bardzo wdzięczne opowiadanko. Bardzo mi się spodobało.

Mam dwa pytania:
a) czy kryptocytat z Kossak-Szczuckiej jest zamierzony czy przypadkowy? Jestem rozwalony Nawiązanie urocze.
Aczkolwiek akurat to właśnie nawiązanie trochę zgrzyta, zwłaszcza, że jest bardzo czytelne. Lepiej by wyglądało, gdyby poprowadzić je konsekwentnie, tj. ten z braci, co wezwał strzygę, eee, znaczy Maedhrosa Złośliwy uśmiech, ginie. Albo nie nawiązywać tak wyraźnie - zwłaszcza, że akurat śmierć Frára kłóciłaby się z późniejszym wywodem, iż źle kończy ten tylko, co wzywa Bratobójcę z głupoty bądź tchórzostwa, a nie w wielkiej potrzebie.
No, ale możliwe, że to tylko moje odczucie Język ze zgrzytem.
b) dlaczego „groty Valarów” , a nie „groty Mahala”? hmmmm...
Rozumiem, że to legenda krasnoludzka, ale krasnoludy z Valarami, poza jednym Aulem, jakoś nie miały do czynienia i chyba nie darzyły ich estymą.

_________________
" Gniewamy się mianowicie, gdy cierpimy, bo kto cierpi, ten czegoś pragnie"
( Arystoteles, Retoryka, 1379 a)
Powrót do góry
 
 
Geirve
Weteran Bitwy Pięciu Armii


Dołączył(a): 10 Lip 2008
Wpisy: 459



Wysłany: 01-01-2009 20:50    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Cieszę się, że Ci się podobało. Nawiązanie do Kossak-Szczuckiej jest oczywiście w pełni zamierzone. Zastanawiałam się poważnie, czy Frára nie uśmiercić - ale przy niskiej rozrodczości krasnoludów, to by trochę było bez sensu... Groty Valarów, czyli Aulëgo i Mandosa. Sądzę, że o istnieniu Mandosa krasnoludowie wiedzieli, i szanowali go (zwłaszcza jeśli Durin naprawdę wracał).
Powrót do góry
 
 
Melinir
Członek Kompanii Thorina


Dołączył(a): 16 Mar 2003
Wpisy: 209
Skąd: Mar Vanwa Tyaliéva


Wysłany: 01-01-2009 21:06    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Geirve napisał(a) (zobacz wpis):
Cytat:
Cieszę się, że Ci się podobało. Nawiązanie do Kossak-Szczuckiej jest oczywiście w pełni zamierzone. Zastanawiałam się poważnie, czy Frára nie uśmiercić - ale przy niskiej rozrodczości krasnoludów, to by trochę było bez sensu...


No tak, to jest argument Język. Pytanie, czy dla strzygi, pardon, Maedhrosa też...Pserwa .





Cytat:
Groty Valarów, czyli Aulëgo i Mandosa. Sądzę, że o istnieniu Mandosa krasnoludowie wiedzieli, i szanowali go (zwłaszcza jeśli Durin naprawdę wracał).


Fakt, przypomniałam sobie, że wierzyli, że mają osobne siedziby w Halach Mandosa, które Aule dla nich przygotował. Ale wedle ich wierzeń chyba zmarli nie podlegali Mandosowi, tylko Aulemu?

_________________
" Gniewamy się mianowicie, gdy cierpimy, bo kto cierpi, ten czegoś pragnie"
( Arystoteles, Retoryka, 1379 a)
Powrót do góry
 
 
Geirve
Weteran Bitwy Pięciu Armii


Dołączył(a): 10 Lip 2008
Wpisy: 459



Wysłany: 01-01-2009 21:55    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Melinir napisał(a) (zobacz wpis):

Pytanie, czy dla strzygi, pardon, Maedhrosa też...

A owszem. Cytat z Kossak-Szczuckiej przecież nie jest doslowny. U mnie Maedhros ma osobisty interes w tym, że by ród Azaghala przetrwal do odpowiedniej chwili (patrz ostatni paragraf), więc musi to mieć na uwadze.

Cytat:

Fakt, przypomniałam sobie, że wierzyli, że mają osobne siedziby w Halach Mandosa, które Aule dla nich przygotował. Ale wedle ich wierzeń chyba zmarli nie podlegali Mandosowi, tylko Aulemu?


Aulëmu. Ale Mandos użyczał lokalu, więc groty zasadniczo były jego (podejrzewam, że krasnoludowie mieli bardzo rozbudowane pojęcie własności Pserwa ).
Powrót do góry
 
 
Wyświetl wpisy z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tolkienowskie -> Twórczość fanowska Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3, 4  Następna

Temat: Fanfiki Geirve (Mantidy) (Strona 2 z 4)

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich wpisów
Nie możesz usuwać swoich wpisów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dodawać załączników w tym dziale
Nie możesz ściągać plików w tym dziale

Powered by phpBB2
Copyright © tolkien.com.pl Wszystkie prawa zastrzeżone.