Forum dyskusyjne miłośników twórczości J.R.R. Tolkiena
w sieci od 11/2001
 
Gospoda(0) | Zasady Forum | FAQ | Szukaj | Kalendarz |  Zarejestruj się |  Profil | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości | Zaloguj

Witryny zrzeszone w forum:
Hobbiton  Pod Rozbrykanym Balrogiem


"Avallone zniknęła z ziemi, Aman został zabrany gdzieś daleko i nie można ich znaleźć w świecie dzisiejszych ciemności. Niegdyś wszakże były, a więc ciągle są w swej prawdziwej postaci, będąc częścią takiego świata, jaki został pierwotnie zaplanowany." Dunedainowie, Silmarillion


Temat: Jeszcze o prawie autorskim (Strona 1 z 3)

Idź do strony 1, 2, 3  Następna
  skocz na koniec strony
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tolkienowskie -> Ogólna dyskusja Wydruk
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
M.L.
Uprzedzony, ujadający krzykacz / Administrator


Dołączył(a): 27 Cze 2002
Wpisy: 5673
Skąd: Mafiogród


Wysłany: 24-10-2007 18:20    Temat wpisu: Jeszcze o prawie autorskim Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Tak wiem, jest już temat o sensach i bezsensach postawy Tolkien Estate http://forum.tolkien.com.pl/viewtopic.php?p=45438#45438, ale tym razem kwestia jest nieco ogólniejszej natury.

Na Ostatnim Przyjaznym Domu zamieszczono informację o tym jak Tolkien Enterprises Saula Zaentza (nie mylić z Tolkien Estate), przyczepiło sie pewnego baru, za wykorzystanie nazwy Hobbit.

Oto fragment relacji z OPD (całość zob. http://www.tolkien.cyberdusk.pl/index.php?function=show_all&no=584)
OPD napisał(a):
Kolejna awantura o prawa autorskie. Prawnicy reprezentujący Saul Zaentz Company, właściciela praw autorskich do „Władcy Pierścieni” i „Hobbita” J.R.R. Tolkiena, napisali do właścicieli małej restauracyjki w Bonita Springs na Florydzie (USA) noszącej nazwę Hobbit Grill. W piśmie twierdzą, że używanie bez pozwolenia słowa hobbit jest szkodliwe dla interesów Saul Zaentz Company jak i istniejących restauracji i innych licencjonowanych firm. Zażądali aby bar zaprzestał nieuprawnionego używania tego słowa i dali właścicielom czas do pierwszego grudnia na zmianę nazwy


Nie moglem się oprzeć i skomentowalem tam, a przekaljam swoj komantarz także tutaj. Traktujcie go jako wyraz mojej złości na coraz powszechniejsze praktyki. Nikogo do niczego nie chcę przakonywać.

To jest dokładnie to, czego nie trawię we współczesnej "ochronie" mienia intelektualnego. I nie dlatego, że jestem krypto-komunistą i anarchistą, tylko dlatego, że współczesne interpretacje przepisów o prawie autorskim przekraczają od dawna granice zdrowego rozsądku.
Powiem z nadmiernym zapoewne patosem, że stały się narzedziem uderzania w wolnośc nas - konsumentów.
I to nie jest robione w imie autorow i słusznie im należnego prawa do dochodów wynikających z ich pomyslowości, inteligencji i ciężkiej zazwyczaj pracy. Nie, to służy zaspakajaniu chciwości ludzi, ktorzy z procesem twórczym nic wspolnego nie mieli.
Ja już pomijam fakt, że w przypadku literatury popularnej,w sensie cieszącej sie powodzeniem, w pewnym momencie dzieła stają się własnością wspólną. Pomijam też to, że słowo hobbit nie jest nawet wymyslem Tolkiena, tylko nalezy do schedy kulturowej północnej Anglii. Zwracam tylko uwage na zwykłą niska pazerność i chciwośc człowieka, ktory i tak zarobił grube miliony na filmie, zarobi kolejne na kolejnym filmie, nie wspominam o gadgetach.
A i tak się dobija o pare złamanych groszy, bo ktoś śmiał użyć nazwy Hobbit.
Ja wiem, ze dzisiaj jest modne chwilić taką zapobiegliwość i przedstawiać ją, jako przykład ekonomicznej zaradności. Trudno będe niemodny i staroświecki, ale dla mnie to zwykła chciwośc, pazerność, brak umiaru i klasy.

Pozdrawiam głęboko zniesmaczony

_________________
ēl sīla lūmena vomentienguo wieeeeeeeeeelgachny uśmiech
---------------------------------------
For the grace, for the might of our Lord
For the home of the holy
For the faith, for the way of the sword
Powrót do góry
 
 
Dag O'Berth
Weteran Bitwy Pięciu Armii


Dołączył(a): 25 Lip 2007
Wpisy: 267
Skąd: Mordor Małopolski


Wysłany: 24-10-2007 18:38    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

To nie chodzi o chciwość i pazerność tylko o "zasady". Jedno małe pęknięcie może rozwalić tamę, jeden kamyczek może uruchomić lawinę. Nie ma sensu się oburzać na absurdy, bez kontestacji całej instytucji praw "autorskich" i paradygmatu "własności" w obszarze twórczości.
Monopol nigdy nie odpuszcza "dobrowolnie", bo jak odpuści to juz nie jest monopolem (zdanie analityczne!), a jak nie jest monopolem to łatwa kasa z cudzej pracy i posmysłowości (autora) i "tak czy inaczej" zdobytego "własnego" kapitału się kończy.

To jest daleka analogia, ta o której napiszę, ale w kontekście "kultu" jakim otoczona jest Jego twórczość nie taka znowu.

Otóż jest taki aspekt walki o czystość wiary chrześcijańskiej w "dawnych czasach", który wiąże się z czysto ekonomicznym i politycznym wymiarem "monopolu wiary" kościoła. Który ukazuje w dość dobrym świetle niesłuchany poziom agresji wobec schizm, herezji, apostazji, zwłaszcza tych, które uderzały także w gospodarcze i polityczne interesy kleru, czy panów świeckich. Husa weźcie pierwszego z brzegu.
Wolność sumienia, słowa i wyznania, wobec splotu ideologii, wiary, państwa, kościoła i gospodarki była zagrożeniem dla zupełnie materialnie rozumianych interesów społecznych klas związanych z instytucjonalnym kościołem.

To dziwne, ale czasem mam wrażenie, że Tolkienowska "wiara" czeka na jakiegoś Lutra, Husa, ale też może św. Franciszka. Kogoś tak niemal kongenialnego wobec twórcy, który "napisze coś takiego", że będziemy wiedzieli, że to on "ma prawo autorskie" a nie jakiś Saul taki czy Salomon owaki.

I wtedy się zacznie...
Powrót do góry
 
 
Sirielle
Ontalómë / Administrator


Dołączył(a): 15 Cze 2004
Wpisy: 3807
Skąd: Himring / Midgard


Wysłany: 24-10-2007 21:55    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Jeśli chodzi o prawo autorskie, to zdaje się 'hobbit' nie jest nazwą zastrzeżoną, więc nie mogą się ich czepiać hmmmm... Poza udowadnianiem, że za sprawą grill baru ucierpi wizerunek "Hobbita' Tolkiena, ale to bzdura.
Wg prawa autorskiego:
www.rightsforartists.com/definitions.html napisał(a):
Names, titles, slogans and short phrases are not protected by copyright law but may be protected under trademark, tradename or slogan mark laws.

Jeśli dobrze rozumiem dotyczy to min. nazw własnych? A z tego co wiem tylko nazwa 'Tolkien' jest w ten sposób chroniona (o czym była dyskusja na forum).

_________________
Portfolio|dA|Last.fm
Á mahta Valarauko! Áva usë! Aaaaaaaarrrgh, á entula!!!

Nelyafinwë żyje! I już zna Zasady forum (MiniFAQ), a Ty?

Przymierze AntySzczerbowe
Powrót do góry
 
 
Erazm
Mieszkaniec Shire


Dołączył(a): 23 Maj 2007
Wpisy: 12
Skąd: Rabka


Wysłany: 25-10-2007 11:00    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Trzeba pamiętać, że prawo nie zawsze jest sprawiedliwe w ludzkim znaczeniu. Bezduszność litery prawa skrzywdziła już niejednego człowieka (patrz programy typu "Uwaga", "Na celowniku" itp). Prawo tworzone jest przez ludzi i ludziom ma służyć (tym którzy to prawo tworzą i ich mocodawcą). Taka bzdura, jak czepianie się nazwy jakiejś tam restauracyjki to wynik nacisku środowisk żerujących na pracy twórczej innych ludzi (ja nie sądzę, że Tolkien czepiałby się baru, który w nazwie umieścił słowo "Hobbit")
Inna sprawa, że sami napędzamy ten stan rzeczy. Tolkien budzi spore zainteresowanie (zwłaszcza jego twórczość). Po świecie chodzi masa fanów gotowych wykładać realne pieniądze na to co firmowane jest nazwiskiem "JRR Tolkien", lub słowem "Hobbit", tak jak i wieloma innymi nierozerwalnie związanymi z Śródziemiem. Gdyby zainteresowanie "Hobbitem" było tak znikome jak np. filmem "Wrony, wrony" (ile osób wie o co chodzi???) nawet największą w kraju restaurację można byłoby nazwać tym imieniem i nie budziłoby to niczyjego sprzeciwu.
Tak już ten świat jest skonstruowany, że rządzi na nim pieniądz (na szczęście nie nami wszystkimi).
Osobiście uważam jednak, że to przesada i pazerność czepiać się kogoś, kto nazwał sobie restaurację wykorzystując słowo tak powszechnie znane i rozpoznawalne, które z tej racji nie powinno podlegać restrykcjom prawa autorskiego. Nie powinno być też mowy o tym, że skoro Hobbit to tytuł książki , to jest to też znak firmowy, bo co innego WRANGLER, a co innego HOBBIT.

A tak z innej beczki ciekawe ile co niektórzy producenci alkoholi płacą (i komu) za wykorzystanie nazw typu. Choppin, Pan Tadeusz itp.

_________________
Kto sieje wiatr, ten zbiera burze!
Powrót do góry
 
 
M.L.
Uprzedzony, ujadający krzykacz / Administrator


Dołączył(a): 27 Cze 2002
Wpisy: 5673
Skąd: Mafiogród


Wysłany: 25-10-2007 23:55    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Dag O'Berth napisał(a) (zobacz wpis):
To nie chodzi o chciwość i pazerność tylko o "zasady". Jedno małe pęknięcie może rozwalić tamę, jeden kamyczek może uruchomić lawinę.


Masz rację, całkowicie się zgadzam.

Cytat:
Nie ma sensu się oburzać na absurdy, bez kontestacji całej instytucji praw "autorskich" i paradygmatu "własności" w obszarze twórczości.

Tak daleko bym się nie posunął. Potrzebna jest ochrona praw i zysków autora, czy nawet wydawcy.

Nie mam watpl;iwości, ze autor ma prawo decydowac, kto, gdzie, jak i kiedy ma wydawac jego dziełao. Ma także prawo do zysków z dystrybucji. Podobnie, tylko ofiucjalny wydawca, ktory nabył legalnie prawa do uzywania dziela może je powielać i dystrybuować.

Natomiast nie widze potrzeby strzerzenia każdej nazwy własnej wymyslonej przez autora (nie powiem o zapożyczonej).

Dla mnie problem leży w tym, ze zdrowy rozsądek w egzekwowaniu prawa, zastąpiło ultrarestrykcyjne interpretowanie litery prawa. Bez zrozumienia pewnej zasady, że nadmierne dokręcanie śruby prowadzi zazwyczaj do zerwania gwintu.

Cytat:
Monopol nigdy nie odpuszcza "dobrowolnie", bo jak odpuści to juz nie jest monopolem (zdanie analityczne!), a jak nie jest monopolem to łatwa kasa z cudzej pracy i posmysłowości (autora) i "tak czy inaczej" zdobytego "własnego" kapitału się kończy.

To niestety prawda i dlatego jak ktos mi mowi o gospodarce liberalnej, to bierze mnie pusty śmiech.

Cytat:
Jeśli chodzi o prawo autorskie, to zdaje się 'hobbit' nie jest nazwą zastrzeżoną, więc nie mogą się ich czepiać Poza udowadnianiem, że za sprawą grill baru ucierpi wizerunek "Hobbita' Tolkiena, ale to bzdura.

Jak zwraca uwagę Sij na OPD tu mamy do czynienia nie tyle z casusem prawa autorskiego, co kwestia znaku towarowego.

Cytat:
Jeśli dobrze rozumiem dotyczy to min. nazw własnych? A z tego co wiem tylko nazwa 'Tolkien' jest w ten sposób chroniona (o czym była dyskusja na forum).


Przy czym, w tamtej dyskusji okazalo się, że nie tyle nazwisko Tolkien, co stylised world trade mark JRR TOLKIEN, a to jednak nie to samo. wieeeeeeeeeelgachny uśmiech

_________________
ēl sīla lūmena vomentienguo wieeeeeeeeeelgachny uśmiech
---------------------------------------
For the grace, for the might of our Lord
For the home of the holy
For the faith, for the way of the sword
Powrót do góry
 
 
Achika
Weteran Bitwy Pięciu Armii


Dołączył(a): 23 Lut 2004
Wpisy: 446
Skąd: Lublin


Wysłany: 29-10-2007 09:45    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Właściwie to jakby nie do końca na temat, chociaż trochę się kojarzy.

Nie wiem, czy ktoś z Was czytał opowiadania Tomasza Kołodziejczaka i Macieja Guzka publikowane w antologiach "Niech żyje Polska. Hura!" oraz "Księga smoków". Obaj piszą o bardzo podobnych światach, gdzie współczesna nam technologia splata się z realnie istniejącą magią, a elfy, krasnoludy, ludzie i inne rasy toczą wojny.

Obaj autorzy wykorzystują słowa znane nam z RPG i literatury fantasy, umieszczając je w nowym znaczeniu. Głównie chodzi o imiona: u Guzka gandalf to wysoka ranga wojskowa, u Kołodziejczaka potworami są soggothy (Lovecraft się kłania), balrogi i... enpisy. Uśmiech (było tego więcej, ale tyle zapamiętałam). Nawiasem mówiąc, w "Pięknej i grafie" Kołodziejczaka bohater rozmawiający z pewną elfką otwarcie wspomina Tolkiena jako tego, który "zrobił elfom świetny pijar".

Umieściłam informację w tym wątku, bo ciekawe jest zagadnienie wykorzystania w twórczości nie postaci czy miejsc, ale samych imion, w dodatku przerobionych na rzeczowniki pospolite. Przypuszczam, że prawnicy potraktowaliby to jako dozwoloną inspirację (w przypadku "gandalfa polowego" w ogóle nie ma problemu, bo przecież to imię z jakiejś skandynawskiej sagi).

_________________
Dlaczego nie lubimy SF?
Powrót do góry
 
 
TallisKeeton
Brehon


Dołączył(a): 11 Lis 2001
Wpisy: 1764
Skąd: Oleśnica


Wysłany: 29-10-2007 22:51    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Achika napisał(a) (zobacz wpis):

Przypuszczam, że prawnicy potraktowaliby to jako dozwoloną inspirację (w przypadku "gandalfa polowego" w ogóle nie ma problemu, bo przecież to imię z jakiejś skandynawskiej sagi).


Więc w przypadku grill baru o nazwie Hobbit też problemu być nie powinno, bo to słowo istniejące od dawna. Ale jednak ludzie lubią robić sobie problemy dla paru dolców, bo przecież dla obrotów takiego mega producenta utarg takiego baru to parę dolców jest. Widziałam gdzieś takie fajne zdanie na czyims podpisie - "Ludzie mają prawa. Mają w ogóle mnóstwo praw. I, jak korzystają z nich wszystkich na raz to nie idzie z nimi wytrzymać" Uśmiech
poz Uśmiech
tal

_________________
Nigdy nie powstanie dzieło,które odda głębię trylogii.
Cóż nam pozostaje?Wyrosnąć w końcu z młodzieńczego hasła"ja bym to lepiej zrobił",gdyż "lepiej"jest pojęciem względnym,subiektywnym."
Powrót do góry
 
 
M.L.
Uprzedzony, ujadający krzykacz / Administrator


Dołączył(a): 27 Cze 2002
Wpisy: 5673
Skąd: Mafiogród


Wysłany: 26-11-2007 13:12    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Jako, że wyrwała mnie z marazmu pewna dyskusja, która odbyła się na Forum Elendilich, gdzie nie umiałem sie powstrzymac od komentarza http://
Cytat:
www.elendili.pl/viewtopic.php?p=95959#95959
wieeeeeeeeeelgachny uśmiech Język

Postanowiłem rozwinąć myśl tutaj. wieeeeeeeeeelgachny uśmiech
Potraktujcie to jako deklarację:

Dlaczego MuamkiL ma tak wiele zrozumienia dla piractwa? Super śmiech Język

Nie jest to tekst teoretyczny więc nie będę się bawił w wyjaśnianie terminu piractwo, zwłaszcza, ze większość z nas i tak wie o co chodzi.

Zapewne wielu z was, wielokrotnie zauważyło, że mam wiele zrozumienia dla piratów i dość często staję w obronie praktyk określanych powszechnie jako pirackie. Dlaczego? Czy dlatego by komuś dokuczyć? Jak niektórzy podejrzewają. Czy dlatego, ze jestem zdemoralizowany? Czy może wreszcie dlatego, ze popieram złodziejstwo? Nie będę wołał, nie, nie, nie i jeszcze raz nie.
Czasami lubię dokuczyć i się podroczyć. Mam nadzieję, że nie jestem zdemoralizowany, choć nie mnie to oceniać. Wbrew pozorom jednak nie popieram złodziejstwa.

Dlaczego nie stawiam automatycznego znaku równości między piractwem a złodziejstwem?

Zacznijmy od tego, że owszem, piractwo jest złodziejstwem. I to jest jedna strona medalu. Ktoś mógłby powiedzieć to wystarczy do potępienie, nie relatywizujmy. Kradzież jest kradzieżą i basta. Problem polega jednak na tym, ze to druga strona relatywizuje i stąd moje zrozumienie dla piractwa. Bo piractwo dla mnie, to skutek praktyk stosowanych na tak zwanych rynkach, a nie źródło problemów tych „rynków”. Dlaczego „rynkach” a nie rynkach, o tym później.

Kiedy dyskutuje się o piractwie bardzo często obrońcy obecnej sytuacji ustawiają opozycję autor – odbiorca. Tymczasem nie widzę zasadniczego sporu na linii twórca - odbiorca. I żeby było jasne piszę to jako autor i współautor kilku książek.

U źródeł piractwa stoją ceny towarów objętych pojęciami prawa autorskiego i własności intelektualnej lub ich dostepność. Oczywiście są tacy, którzy niezależnie od ceny dokonywali by aktów piractwa, ale nie o nich mówimy, tylko większości, która w sytuacji niższych cen, wolałaby kupić legalny produkt, niż ryzykować kupno pirata.

Przy czym zauważmy, że zdecydowana większość odbiorców akceptuje fakt, że autor zasługuje na godziwe wynagrodzenie za swoje dzieło. Nikogo chyba nie drażni, ze np. Rowling zarobiła kilka milionów funtów na sprzedaży książek, czy to, że Sapkowski zarobił na swych książkach pewnie z kilkaset tysięcy złotych. Konflikt jest tym mniejszy, że honorarium autorskie, przynajmniej w warunkach polskich, stanowi zazwyczaj nie więcej niż 5% ceny detalicznej (honoraria, przynajmniej w przypadku książek, zazwyczaj kształtują się na poziomie 8-12% ceny wydawniczej, a ta to ok. 50% ceny detalicznej). Więc każdy widzi, że to nie dochody autorów są tutaj problemem.
Problemem jest wydawca, pośrednicy i sprzedawcy.

Faktem jest, że wydawca ponosi konkretne, czasami (programy komputerowe, muzyka) wysokie koszty. Tylko czy zdajemy sobie sprawę jaki procent te koszty stanowią w ostatecznej cenie? Nie będę udawał bardzo zorientowanego, ale w jednej dziedzinie niejaką wiedzą dysponuję. Cena wydawnicza ksiązki, to jak pisałem, mniej więcej 50% ceny detalicznej. A w cenie wydawniczej mamy już wszystko, koszty produkcji (redakcja, korekta, druk), honoraria autorskie, wszelkie podatki i wreszcie zysk wydawnictwa. Następne niemal 50% to koszta i zyski pośredników i sprzedawców.
Przy czym, zdajemy sobie sprawę, że ksiązki nie są obecnie, aż tak chodliwym towarem, by na nich strasznie zdzierać. Jak to się ma w przypadku muzyki i programów komputerowych nie wiem. Nakłady producenta są na pewno znacznie wyższe niż w przypadku książek, ale też skala sprzedaży jest nieporównywalnie wyższa.

I tu się pojawia pytanie o skalę zysku, o marżę producenta, o pozostałych nie wspominając. Każdy rozumie i akceptuje, że producent nie produkuje towaru z powodów altruistycznych, chce zarobić. Jest to w pełni zrozumiałe i naturalne. Tylko pytanie, jaka skala zysku jest jeszcze uczciwa i godziwa, a jaka już nie? Nie zamierzam odpowiadać, na pytanie, bo zapewne w każdej sytuacji będzie ona nieco inna, ale i tak należy zadać pytanie, czy 100%, 200%, 300% przebicie na cenie, to jest uczciwe i moralne.
Ktoś powie zaraz, zaraz, nie mieszajmy tutaj moralności. Tu rządzą prawa rynku, prawa podaży, popytu i konkurencji. I to decyduje o cenie, a nie moralność czy uczciwość.

I tu się robi śmiesznie. Bo ci, co tak twierdza, nie zauważają, że w walce z piractwem ucieka się zazwyczaj do kategorii prawnych i moralnych, ba sami obrońcy polityki producentów zazwyczaj w którymś momencie do takich uciekają, wskazując, że piractwo to kradzież, łamanie prawa (zwróćcie uwagę zawsze autorów, bardzo rzadko się wspomina o producentach), że to wreszcie niemoralne i sprzeczne z sumieniem. No to zdecydujmy się, czy te kategorie są ważne czy nie? Bo jeżeli nie, to dajmy sobie spokój z moralnością zostańmy przy prawie i rynku.
I o dziwno, obrońcy polityki producentów, dziwnie nie chcą zbyt dokładnie się rozwodzić nad ekonomiczną stroną przedsięwzięć. Być może dlatego, że w wielu wypadkach okazałoby się, że cena produktu, ma się nijak do tantiem, czy rzeczywistych kosztów produkcji.
W przypadku prawa, pozostaje kwestia praw konsumenckich i zapytanie, czy prawnie uzasadnione są horrendalne marże, nie mające związku z kosztami uzyskania towaru. Marże na których zazwyczaj nie korzysta autor, lub korzysta w stopniu nieproporcjonalnie małym.

Natomiast w przypadku rynku, zastanówmy się co to oznacza ‘rynek’ – czy tak zwane wilcze prawa rynku? Czyli pozbawiona jakikolwiek norm i zasad walka o zyski. Jeżeli tak, to cóż, dlaczego ma to obowiązywać tylko w jedną stronę. Ktoś mnie okrada (bo tak trzeba określić nieuzasadnioną wysokość marż), to czemu mam dawać się okradać, też go okradam. Niemoralne. Owszem to niemoralne, ale przecież powiedzieliśmy, że moralność nie ma nic do rzeczy. Więc o co pretensja?

A jeżeli jednak uznajemy, że moralność, normy i zasady liczą się, to znowu dotyczy obu stron. I wraca pytanie, czy w takim wypadku moralne jest, że ktoś zdziera 100%, 200%, 300%, lub więcej marzy. Czy to uczciwe? Czy to też nie jest kradzież? To nie ma być tak, że jedna strona ma przestrzegać jakichś tam norm, a druga je wykorzystuje do pomnażania zysku. Podstawową zasadą liberalizmu jest bowiem równość podmiotów na rynku, pod każdym względem.

Osobną kwestia, jest czy istnieje jeszcze wolny rynek. Czy w środowisku zdominowanym przez wielkie korporacje, przez nieformalne układy o charakterze monopolistycznym, można jeszcze mówić o rynku, czy czasem termin ten nie jest jedynie wytrychem, który ma usprawiedliwiać zrzucanie resztek społecznej, czy państwowej kontroli. Ale to temat na osobna dyskusję, i chyba nie na tym Forum. Śmiech

Zdziwi to może niektórych, ale wbrew temu co może się wydawać po powyższym, jestem zwolennikiem gospodarczego liberalizmu.
Nie wiem, jak inni, ale czytałem O przyczynach bogactwa narodów Adama Smitha, i wiem, że jest on także autorem Teorii uczuć moralnych. I tutaj pojawia się kolejna zabawna kwestia. Wszyscy wspaniali neo-liberałowie, piewcy tak zwanego wolnego rynku, nie chcą pamiętać o jednym, że dla Smitha fundamentem wolnego rynku, była chrześcijańska moralność i wynikające z niego samoograniczenie egoizmu. Dzisiaj możemy, jak ktoś chce zrezygnować z przymiotnika chrześcijańska, ale to nie zmienia faktu, że kluczem to gospodarki rynkowej poza wielością podmiotów, poza ich równością wobec prawa (o czym też czasem się zapomina), poza prawami popytu i podaży, jest zwykła uczciwość. Uczciwość, która między innymi zakazuje kradzieży w obu interesujących nas postaciach.

Z jednej strony ta uczciwość niewątpliwie potępia piractwo, jako akt kradzieży, ale potępia także ściągania nieuczciwych, zdzierczych marż, jako taki sam akt kradzieży.

Podsumowując. Problem piractwa jest skutkiem. Skutkiem jednostronnego patrzenia na tak zwane prawa rynku. Jest skutkiem praktyk monopolistycznych i nieliczenia się z konsumentem i jego prawami. I choć na aktach piractwa cierpią autorzy, to zasadniczo są oni jedynie ubocznymi ofiarami konfliktu między producentami a klientami.
To nie zmienia tego, że tracą, ale może warto się zastanowić, kto bardziej ponosi winę za ich straty, czy rzeczywiście winni są jedynie paskudni piraci.
Autorzy i twórcy stali się wbrew swej woli narzędziami i amunicją w propagandzie grup producenckich, które z chęcią wskazują na twórców, jako winowajców wysokich cen produktów objętych pojęciem własności intelektualnej, wykorzystując iż przeciętny konsument nie wie, że tantiemy to góra 10-12% kosztów produkcji, a zazwyczaj poniżej 5%.

Piractwo jest tez efektem pojawienia się nowych możliwości technologicznych. Samo w sobie nie jest niczym godnym pochwały, przeciwnie jest czymś godnym potępienia, dokładnie tak samo, jak dążenie do zysków nijak nie współgrających z kosztami produkcji.
W całej dyskusji warto zachować pamięć o dwóch kwestiach prawnej równości podmiotów i zwykłej uczciwości, o której ktoś kiedyś i gdzieś zapomniał..

_________________
ēl sīla lūmena vomentienguo wieeeeeeeeeelgachny uśmiech
---------------------------------------
For the grace, for the might of our Lord
For the home of the holy
For the faith, for the way of the sword
Powrót do góry
 
 
Wyświetl wpisy z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tolkienowskie -> Ogólna dyskusja Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3  Następna

Temat: Jeszcze o prawie autorskim (Strona 1 z 3)

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich wpisów
Nie możesz usuwać swoich wpisów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dodawać załączników w tym dziale
Nie możesz ściągać plików w tym dziale

Powered by phpBB2
Copyright © tolkien.com.pl Wszystkie prawa zastrzeżone.