Forum dyskusyjne miłośników twórczości J.R.R. Tolkiena
w sieci od 11/2001
 
Gospoda(0) | Zasady Forum | FAQ | Szukaj | Kalendarz |  Zarejestruj się |  Profil | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości | Zaloguj

Witryny zrzeszone w forum:
Hobbiton  Pod Rozbrykanym Balrogiem


"Poza kręgami świata nie dosięgniesz tych, co Cię odrzucili." Hurin do Morgotha, Silmarillion


Temat: "Hobbit", 21 września 1937 (Strona 4 z 5)

Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5  Następna
  skocz na koniec strony
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tolkienowskie -> Hobbit czyli tam i z powrotem Wydruk
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
M.L.
Uprzedzony, ujadający krzykacz / Administrator


Dołączył(a): 27 Cze 2002
Wpisy: 5674
Skąd: Mafiogród


Wysłany: 25-11-2007 14:25    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Na ogromnym ognisku płonęły pniebrzóz, a w okolosiedziało trzech olbrzymów. Na długich patykach przypiekali połcie baraniny i zlizywali tłuszcz z palców. W około rozchodził sie niezwykle smakowity zapach. Nieopodal stała beczka zacnego piwa, a olbrzymi popijali raz co raz z ogromnych dzbanów. To były trolle. Bez wątpienia trolle. Nawet Bilbo, który spedzil życie w zaciszu, rozpoznał ich od ręki, widząc ich wielkie, grubo ciosane twarze, ich ogromny wzrost, kształt nog, no i ich jezyk. W żadnym przypadku nie podobny to tego, ktorym posługiwano się w Shire.
- Baranina wczoraj, baranina dzisiaj, i niech mnie szlag trafi, jeżeli jutro znowu nie będzie baranina - powiedzial jeden z trolli.
- Jużem zapomniał, kiedy statnim razem miałem w gębie kęs ludziny - powiedział drugi. - I co takiego cholernie dobrego nam przyszlo ze zwalenia mostu? Nikogośmy nie złapali. Nikt nie lazł tędy od wielu dniów.
- Tja, to był pomyslunek Willima, - powiedzial pierwszy troll. - Za cholerę nie wiem, co mu tam walło do lba, żeby nas tutaj przywlec, w te strony. Co gorsze w beczce też juz dno widać - powiedział szutchając Williama, który właśnie pociuągął z dzbana.
William zakrztusił się.
- Zamknij te swoją gębę - powiedział gdy wreszcie mógł dobyc glosu. - Czego byś chciał, żeby ludzie tu siedzieli i czekali, aż ich zeżrecie na spólkę z Bertem? Każdy z was już zażarl po półtorej wsi, odkąd przyleźliśmy z gór. Wszyscy ludziowie spietruszyli. Czegoście się spodziewali ? A były takie czasy, żebysciedziękowali Billowi, za podaj ochłap baraniej padliny.
To powiedziawszy William ugryzł przypieczone udo baranie, i otarł swe usta rekawem.
Tak właśnie zachowuja się trolle, nie inaczej. Wielcy, chciwi i tepi brutale. Istnieja także inne ich rodzaje, bardziej chytre i niebezpieczne, ale Tom, Bert i William, byli już wystarczająco groźni. . Jak tylko Bilbo sie zorientowal z kim ma do czynienie, powinien natychmiast zawrócići ostrzec przyjaciół, że mają do czynienia z trzema trollami w paskudnym nastroju, którzy z pewnościa zjedli by dla odmiany kucyka, albo pieczonego krasnoluda. Mógł też szybko cos zwinąć. W legendach, prawidziwie profesjonalny włamywacz, w takim momencie przeszukalby kieszenie trolli, zwinalby pieczona baraninę, wylal piwo i uciekł, podczas gdy trolle ciagle by się zastanawiały co się stalo. Albo jeszcze lepiej i bardziej praktycznie, przeszyłby jednego trolla po drugim sztyletem, nimby sie obejrzeli. A wtedy on i krasnoludowie spedzili by te noc radośnie.
Bilbo wiedzial o tym Czytal i słyszal opowieści o wielu rzeczach, ktorych nie widział, nai nie robił. Był przestraszony i przepełniał go wstręt, najchętniej chciałby być o sto mil stąd, a mimo to, nie wiedziec czemu, nie mogł sie zdecydować na powrot do Thorina i kompanii z pustymi rekami. Stał więc w mroku, na obrzeżu polany i wahał się . Spośrod wielu, rozmaitych złodzisjskich sztuczek, o jakich w życiu slyszal, najłatwiejsza wydała mu sie kradzież kieszonkowa. Totez w końcu podpełznął w cieniu drzew tuż za plecy Williama.

_________________
ēl sīla lūmena vomentienguo wieeeeeeeeeelgachny uśmiech
---------------------------------------
For the grace, for the might of our Lord
For the home of the holy
For the faith, for the way of the sword
Powrót do góry
 
 
M.L.
Uprzedzony, ujadający krzykacz / Administrator


Dołączył(a): 27 Cze 2002
Wpisy: 5674
Skąd: Mafiogród


Wysłany: 26-11-2007 13:37    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Bert i Tom właśnie oddalilisię ku beczce z piwem. William pociagnął z dzbanka. Bilbo zdobył sie na odwage i wsunął małą swą rękę do przepaścistej kieszeni trolla. Była w niej sakiewka, dla hobbita wielka jak worek wegla. Ha! - pomyslał, zapalając się do tej nowej dla siebie roboty i ciagnąc ostrożnie sakiewkę ku górze - dobry poczatek!
Rzeczywiście, dobry! Bo sakiewki trolli z reguły bywają zaczrowane, a ta nie stanowiła wyjątku.
- Ejże! Cos ty za jeden!? - pisnęła gdy Bilbo ja wyciagał z kieszeni. William odwrócił się błyskawicznie i capnął hobbita za kark, nim biedak zdążył dac nura między drzewami.
- Raju, Bert, patrzaj com chwycił! - zawolała William.
- A co to takiego? - spytali tamci podchodząc blizej.
- A niech mnie coś trafi, jeżeli wiem. Coś ty za jeden?
- Bilbo Baggins, wlamy... hobbit - rzekł nieszczęsny Bilbo trzęsąc sie od stó do głów i zastanawiając się, jakby tu huknąc sowim głosem, zanim troll go zadusi.
- Wlamyhobbit!? - spytali trochę zaskoczeni. Trolle na ogół cięzko myślą i bardzo podejrzliwie podchodzą do nowych rzeczy.
- I czego taki włamyhobbit szuka w mojej kieszeni? - spytał William.
- Ciekawe, ze nada się toto na pieczyste? - spytał Tom.
Można poprobować - rzekł Bert chwytając za szpikulec.
- Eee, nie starczy tego nawet na jeden ząb - powiedział William, ktory juz był po dobrej kolacji. - Mało zostanie, kiedy odrzucie się skorę i gnaty.
- Możejest ich tam gdzie wiecej w okolicy. Wrtedy udusiłoby się ich w potrawce - rzekł Bert. - Gadaj no male paskudztwo, czy jest dużo takich jak ty w tym lesie? - spytał, przygladając się kudłatym stopom hobbita, po czym chwycił go za wielkie palce u nóg i potrząsnął.
- Mnóstwo! - krzyknła Bilbo, zap[ominając w pierwszym strachu, ze nie wolno zdradzać przyjaciół. - Nie ma ani na lekarstwo - poprawiła się natychmiast.
- Co to znaczy? - spytał Bert, nie wypuszczając go z reki, ale teraz trzymając juz za włosy, głowa do góry.
- To, co mowię - bez tchu odpowiedział Bilbo. - proszę, niech mnie łaskawi panowie nie pieka na rożnie. Sam jestem doskonałym kucharzem i wole gotowac niż być gotowanym, jeżli pan rozumie co mam na myśli. Przyrządze wam coś pusznego, wspaniałe śniadanko, bylebyście mnie nie zjedli na kolację.
- Biedny głupol - rzekł William, który już solidnie się najadł i wypił sporo piwa. - Biedny głupol. Puśćmy go!
- Nie puszczę, dopóki nie powie, co to znaczy: i mnóstwo, i ani na lekarstwo - powiedział Bert. - Nie chcę by mi podrżli gardło, kiedy zasnę. Będ mu na ogniu pięty przypiekał, aż wyszczeka wszystko.
- Nie zgadzam się - rzekł William. - To jak go chycilem, a nie ty.
- Sapasiony dureń z ciebie, Williamie - rzekł Bert - jak to już zreszta mdawno gadalem.
- A z ciebie cham!
- Tego ci nie daruję Billu! - wrzasnła Bert waląc Williama pieścia miedzy oczy.

_________________
ēl sīla lūmena vomentienguo wieeeeeeeeeelgachny uśmiech
---------------------------------------
For the grace, for the might of our Lord
For the home of the holy
For the faith, for the way of the sword
Powrót do góry
 
 
M.L.
Uprzedzony, ujadający krzykacz / Administrator


Dołączył(a): 27 Cze 2002
Wpisy: 5674
Skąd: Mafiogród


Wysłany: 28-11-2007 12:54    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Ten poderwał się z rykiem i walnłą Berta prosto w noc. Bojka rozpętała sie na dobreBulbo miał jeszcze na tyle przytomności umysłu, żeby skorzystac z zamieszania, i kiedy bert go upuscił na ziemię, wymknął się między nogami dwóch trolli, ktorzy rzucili sę na sienie niczym ściekłe psy, wywrzaskując przy tym rózne wyzwiska , bardzo szkaradne, ale najzupełniej dla nich stosoiwne. Wkrótce spleceni wzajemnie ramionami tarzali się po ziemi, omal nie wpadając na ognisko, wierzgając przy tym i grzmocąc się pięściami, podczas gdy trzeci kamprat, Tom, obu walił kijem; chciał ich w ten sposob przywołać jakoś do rozumu, ale oczywiście tym bardziej rozwścieczył zapasników.
Bilbo w tym momencie powinien był umknąć, ale noga, zgnieciona w potęznej pięści Berta, bardzo go bolała, tchu brakowało w piersi, w głowie kręciło się. Leżał więc jeszcze przez długa chwilę tuż poza kręgiem światła bijącego od ogniska i dyszal cięzko.
Trolle wciąż się ze soba biły, kiedy nadszedl Balin. Krasnoludowie słyszeli z daleka zgiełk, ale nie mogąc się doczekać ani powrotu hobbita, ani hukania sowy, zostawili Bombura, by zajął się kucami, a sami ruszyli jeden za drugim, kierując się w strone ognia. Porzucanie towarzyszy wyprawy nie leżało bowiem w ich charakterze. A teraz Balin stał rozglądając się i zastanawiając, gdzie też, całym tym chaosie, może być Bilbo. Tom zauważył go kątem oka w balsku ognia i ryknął dziko. trolle nienawidza bowiem samego widoku krasnoludów (nie przyżądzonych) . Bert i Bill natychmiast skończyli bójkę, i ryknęłi obaj - Dawaj worek, Tom, a żywo!
Nim Balin się zorientował, miał już worek na głowie i obezwładniony krasnolud leżal na ziemi.
- Przylezie ich tutaj więcej - rzekl Tom - albo siem grubo mylem. Z nimi tak: albo żaden, albo kupą. Nie jakies tam włamyhobbity, ale krasnoludy. Bo ten mi wyglądąl na krasnoluda, na pewno.
- Masz rację - powiedział Bert. - Schowajmy się w cieniu
Tak tez zrobili. Z workami, których uzywali do przenoszenia prowanych owiec lub innej zobyczy, przyczili się w ciemnościach. Co który Krasnolud wychynął z lasu i zagapil sie na ognisko, na przewrócone dzbanki i ogryzione baranie kości - hop! - spadał mu z nienacka cuchnący worek na głowę. Wkrótce leżał tak uwięziony Dwalin obok Balina, Bifur i Bofur w jednym worku, a Dori, Nori i Ori na kupie, Oin zaś, Gloin, Fili i Kilijeden na drugim, bardzo niewygodnie zaraz obok ogniska.
- Będa mieli nauczkę - rzekł Tom, ponieważ Fili i Kili sprawili mu duzo kłopotu walcząc zajadle, jak to zwykle krasnoludowie, kiedy ktoś przyprze ich do muru.
Ostatni przyszedł Thorin i ten przynajmniej nie został zaskoczony znienacka. Idąc już węszył zasadzkę i nim jeszcze spostrzegł nogi swych przyjaciół sterczące z worków, zrozumiał, ze dzieje się cos niedobrego. Zatrzymał się nieco dalej w ciemnościach i spytał.
- A co to za awantura? Kto pobił moich towarzyszy?
- Trolle! - odparl Bilbo ukryty za drzewami; zboje tymczasem zapomnieli o hobbicie. - Czają się w krzakach z workami - dodał .
Aaaa, to tak?! - zawołał Thorin i dal susa ku ognisku, nim trolle zdążyły zarzucić na niego worek. Chwycił długą gałą, płóonąca na drugim końcu, i śmignął nią w oczy Bertowi, ktory nie zdołał w porę odskoczyć. Bert na długa chwile musiał wycofac się z walki. Bilbo natomiast włączył się do niej, jak umiał. Złapał Toma za nogę - chociaż nie mógł jej objąc, bo była gruba niczym pień drzewa. Mimo to Tom jedym kopniakiem sypnął Thorinowi w twarz snop iskier, a hobbita wysłał w powietrze tak, że nieborak wylądował na szczycie jakiegoś, kolczastego krzaka.
Tom nastomist oberwal gałęzią w zęby i stracił w ten sposon jeden ze swoich kłów. Cofnął się krzycząc i klnąc w niebogłosy. Ale w tym momencie zza jego pleców wysunął się William i nakrył Thorina workiem - od głowy aż do stóp. Walka byla skończona. Nie ma co mówić krasnoludowie wpadli okropnie. Wszystkie poza Bomburem znalazły się w workach, mocnozawiązanych postronkiem, a trzech wściekłych trolli - z ktorych dwaj na dobitke byli poparzeni i posiniaczeni - radziło nad tym, czy ich upiec na wolnym ogniu, czy posiekać na drobne kawałki iugotować, czy po prostu, siadając kolejno na workach, zmiażdżyć ich na galaretę. Bilbo zaś uczepiony kolczastego krzaka, w podarym ubraniu i z podrapana skorą, nie śmiał nawet drgnąć, zeby go zbóje nie usłyszeli.

_________________
ēl sīla lūmena vomentienguo wieeeeeeeeeelgachny uśmiech
---------------------------------------
For the grace, for the might of our Lord
For the home of the holy
For the faith, for the way of the sword
Powrót do góry
 
 
M.L.
Uprzedzony, ujadający krzykacz / Administrator


Dołączył(a): 27 Cze 2002
Wpisy: 5674
Skąd: Mafiogród


Wysłany: 29-11-2007 18:46    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

I w tym właśnie momencie powrócił Gandalf. Nikt jednak go nie spostrzegł. Trolle właśnie zadecydowały, że nalezy upiec krasnoludów niezwłocznie, a pożreć dopiero póxniej. Taki wniosek wysunłą Bert, a dwaj jego kamraci zgodzili się na to po długiej dyskusji.
- Nie ma sensu brac się teraz do pieczenia, zajmie nam to całą noc - rozległ się głos. Bert myślał, ze powiedział to William.
- Nie zaczynaj wszystkiego od początku, Billi - rzekl - bo wtedy bedziemy sie kłócić przez całą noc.
- A kto tu sie spiera? - oburzył się William, przekonny, że głos należal do Berta.
- Ty się spierasz - rzekł Bert.
- A ty łżesz - wrzasnął William i awantura rozgorzala na nowo. W końcu 7uradzili, ze posiekaja Krasnoludów w drobną kostkę i ugotują.
- Gotowanie nie ma sensu. Wody nam brak, a do źródła daleko i w ogole za wiele z tym, zachodu - odezwal się głos. Bertowi i Williamowi wydawało się, ze to głos Toma.
- Zamknął byś gębę - powiedzieli - bo nigdy z tym nie skończymy. Zamiast tyle pyskować, kopnij sie lepiej po wodę.
- To ty zawrzyj gębę - odrzekl Tom, przekonany, ze był to glos Willima. - Kto tu najwięcej pyszczy, jak nie ty sam, chciałbym wiedzieć.
- Ale z ciebie kretyn - rzekl William.
- Sam jestes kretynem - odwrzasnął Tom.
I znowu zaczęli sie kłócić, jeszcze zapalczywiej niż przedtem, aż wreszcie postanowili siadać kolejno na workach, żeby zmiażdżyć krasnoludow na galaretę, a ugotowac dopiero później.
- Którego weźmiemy na poczatek? - spytal głos.
- Najlepiej zacząc od ostatniego - powiedział bert, ktoremu Thorin boleśnie podbił oko. Bert myślał, że pytanie zadal Tom.
- Cos ty? Sam do siebie gadasz? - zdziwił się Tom. - Ale jeśli chcesz, możesz siąść najpierw na ostatnim. Ktory to?
- Ten w żółtych spodniach - rzekl Bert.
- Bzdury pleciesz - powiedział głos, naśladując bas Williama. - W szarych.
- Założę się, ze w żółtych - odparl Bert.
- Racja, w żółtych - potwierdzil William.
- To czegoś gadał, że w szarych? - krzyknął Bert.
- A bo ja cos gadalem? To Tom.
- Ja? Nic nie mowiłem - rzekł Tom. - To ty powiedziałeś.
- Jak ci dwóch mowi, ze to ty, to się przestań wreszcie kłócić - rzekł Bert.
- Do kogo ta mowa? - spytal William.
- Dośc tego! - obaj razem zawołali Tom i Bert. - Noc mija, dzień teraz świta wcześnie. Bierzmy się do roboty.

_________________
ēl sīla lūmena vomentienguo wieeeeeeeeeelgachny uśmiech
---------------------------------------
For the grace, for the might of our Lord
For the home of the holy
For the faith, for the way of the sword
Powrót do góry
 
 
M.L.
Uprzedzony, ujadający krzykacz / Administrator


Dołączył(a): 27 Cze 2002
Wpisy: 5674
Skąd: Mafiogród


Wysłany: 03-12-2007 12:56    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

- Dzień świta, co w kamień was obróci! – odezwał się głos, podobny do basu Williama. Ale to nie był głos Willima. W tym momencie bowiem świt błysnął blado pomiędzy drzewami i rozległ się ptasi świergot. William nie mógł się odezwać, bo tak jak stał, pochylony nad workiem, nagle skamieniał. A Bert i Tom, patrząc na niego , w tym samym okamgnieniu zastygli w skałę. Stoją na tym miejscu po dziś dzień, samotni, chyba że jakiś ptak przysiądzie któremuś na ramieniu. Albowiem trolle musza przed świtem wracać pod ziemię, a jeśli tego nie zrobią, obracają się w skałę, z której powstały, i nigdy już nawet drgnąć nie mogą. To właśnie przydarzyło się Bertowi, Tomowi i Williamowi …
- Wspaniale – rzekł Gandalf wychodząc zza wielkiego drzewa i pomógł Bilbowi zleźć z ciernistego krzaka. Hobbit teraz zrozumiał wszystko. To głos czarodzieja podżegał trolle do kłótni i sporów tak długo, aż brzask ich zaskoczył.
Zaraz we dwóch wzięli się do rozwiązywania worków i uwalniania krasnoludów. Na wpół uduszeni, byli wyraźnie wściekli. Niewielka to była przyjemność leżeć bezsilnie i słuchać jak trolle naradzają się, czy cię upiec, czy posiekać, czy rozgnieść. Bilbo musiał dwa razy powtarzać swoja opowieść o całej przygodzie, a i tak nie ukoiło to złości Thorina.
- Co za głupota, aby wprawiać się w kieszonkowej kradzieży! – rzekł Thorin. – Jedyne czego przecież chcieliśmy to ogień i strawa.
- A w każdym przypadku, żadnej z tych dwóch rzeczy nie uzyskalibyście od trolli bez walki – rzekł Gandalf. – Mogło być o wiele gorzej. Tak czy inaczej nie ma co teraz tracić czasu. Czy nie wiecie, że trolle musiały mieć gdzieś w pobliżu jaskinię, w której chowały się przed słońcem? Warto by tam zajrzeć.

_________________
ēl sīla lūmena vomentienguo wieeeeeeeeeelgachny uśmiech
---------------------------------------
For the grace, for the might of our Lord
For the home of the holy
For the faith, for the way of the sword
Powrót do góry
 
 
M.L.
Uprzedzony, ujadający krzykacz / Administrator


Dołączył(a): 27 Cze 2002
Wpisy: 5674
Skąd: Mafiogród


Wysłany: 04-12-2007 20:53    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Przeszukali więc okolicę i wkrótce trafili na ślady wydeptane ciężkimi butami trolli wśród lasu. Idąc tym tropem pod gorę, znaleźli ukryte w zaroślach ogromne kamienne drzwi wiodące do podziemi. Nie mogli ich jednak otworzyć, chociaż pchali wszyscy naraz, a Gandalf próbował różnych zaklęć.
- Może to na coś się przyda? – spytał Bilbo, gdy już cała kompania zmęczyła się i zirytowała na dobre. – Znalazłem to na ziemi, kiedy trolle biły się między sobą. – I pokazał ogromny klucz, który Williamowi zapewne wydawał się maleńki i łatwy do ukrycia. Musiał ten klucz wypaść trollowi z kieszeni, na szczęście stało się to, nim cały olbrzym obrócił się w kamień.
- Czemuż, do licha, wcześniej tego nie powiedziałeś? – krzyknęli krasnoludowi, a Gandalf chwycił za klucz i wcisnął go w otwór zamka. Kamienne drzwi jednym potężnym zamachem otwarły się oścież, a cała kompania zeszła w głąb piwnicy. Na ziemi poniewierały się ogryzione kości, w powietrzu unosił się przykry zaduch, ale było sporo żywności niedbale rzuconej na półki lub po kątach, między bezładnymi stosami łupów wszelkiego rodzaju – od różnego rodzaju guzików i zaśniedziałych brosz, po stojące w kącie garnki pełne złotych monet. Na wbitych w ściany kołkach wisiało sporo ubrań – jedyne co pozostało z wielu biednych leśnych ludzi i pasterzy , którzy ciągle mieszkali rozrzuceni w pobliskiej dziczy. Za kolejnymi drzwiami znaleźli wiele schowanych mieczy i noży najprzeróżniejszych kształtów i rozmiarów. Dwa z nich natychmiast zwróciły ich uwagę ze względu na ich bogato zdobione pochwy i wysadzane szlachetnymi kamieniami rękojeści, które zdawały się świecić w półmroku.
Gandalf wziął jeden z mieczy, a drugi wręczył Thorinowi. Bilbowi dał sztylet ozdobiony srebrna gałką. – Podarunek w sam raz dla hobbita! – powiedział skłaniając się, co sprawiło mu wielka przyjemność, chociaż nie uważał by zasłużył na uznanie. Popatrzył na sztylet schowany w czarnej pochwie z tłoczonej skóry, kiedy go dobył, zauważył, że ostrze jest jasne i bez najmniejszej skazy. Było na tyle długie, że spokojnie mogło służyć hobbitowi za miecz.
- Te ostrza także wyglądają bardzo porządnie, - powiedział czarodziej, wysuwając miecze z pochew i uważnie się im przyglądając. – Na pewno nie zostały wykonane, przez troll, ani przez ludzkich płatnerzy z naszych czasów. Niestety są bardzo zabrudzone plamami czarnej krwi gobelinów. Kiedy się je oczyści i będzie można odczytać wyryte na ostrzach runy, czegoś więcej się dowiemy o tych mieczach.

_________________
ēl sīla lūmena vomentienguo wieeeeeeeeeelgachny uśmiech
---------------------------------------
For the grace, for the might of our Lord
For the home of the holy
For the faith, for the way of the sword
Powrót do góry
 
 
M.L.
Uprzedzony, ujadający krzykacz / Administrator


Dołączył(a): 27 Cze 2002
Wpisy: 5674
Skąd: Mafiogród


Wysłany: 05-12-2007 11:51    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

- Wyjdźmy wreszcie z tego okropnego zaduchu! – rzekł Fili.
Wynieśli więc z piwnicy garnki ze złotymi monetami oraz te prowianty, które wydawały się nietknięte przez trolli i zdatne do spożycia, a także baryłkę piwa, jeszcze pełną. Wszyscy już marzyli o śniadaniu i tak byli głodni, że nie kręcili nosami na wątpliwe przysmaki z trollowej spiżarni. Własne ich zapasy już się kończyły. Teraz bądź co bądź mieli chleb i ser, piwa pod dostatkiem i słoninę, która przypiekali po kawałku w żarze ogniska.
- Teraz poszukajcie lepiej Bombura – rzekł Gandalf. – będziemy potrzebowali kucy, jeżeli nie zginęły .
Bifur i Bofur udali się w dół zbocza, a wkrótce wrócili ze starym grubym krasnoludem. Wyglądał raczej nieszczęśliwie. Nie dlatego, ze minęła go przygoda z workami, ale znaleźli go pogrążonego w mocnym śnie i żadnych kucyków. Thorin nie był zadowolony.
Gandalf roześmiał się. – Nic nie szkodzi! – rzekł. – Zjedzmy najpierw śniadanie. Byliście głupi ciągnąc je ze sobą. I tak jestem zaskoczony, ze udało się wam doprowadzić je aż tak daleko. Nikt by ich nie utrzymał, kiedy zaczęły się hałasy. Ale nie martwcie się, nic im się nie stało. Ronald zaopiekował się nimi.
Tak więc zasiedli do wielkiego śniadania, które bardziej wyglądało na ucztę. Potem przespali się (nawet Bombur), bo należało im się po tak burzliwej nocy. Nie ruszyli się przed popołudniem. Wtedy wstał Gandalf i poszedł w dół zbocza, a wkrótce powrócił wiodąc swego siwego konia, za którym potulnie podążały kucyki.
Krasnoludowi spakowali całe jedzenie jaki pozostało po uczcie i inne rzeczy, które mogły się przydać w dalszej podróży. Załadowali także garnki ze złotem, które potem zakopali w chaszczach nieopodal drogi. Miejsce zabezpieczyli licznymi zaklęciami i naznaczyli runicznymi kamieniami, na wypadek gdyby udało im się wrócić z wyprawy i odzyskać łup. Kiedy się z tym wszystkim uporali, dosiedli swoich wierzchowców i ruszyli dalej traktem ku wschodowi.
- Gdzież to zniknąłeś tak bez słowa, jeżeli mogę wiedzieć? –zapytał Thorin, gdy tak jechali obok siebie.
- Przepatrywałem drogę przed nami – odparł czarodziej.
- A co cię sprowadziło powrotem, w najodpowiedniejszej chwili?
- Spojrzałem w porę na drogę za sobą – odpowiedział Gandalf.
- Nie wątpię – rzekł Thorin – ale czy nie mógłbyś powiedzieć nieco więcej?
- Popędziłem na przód w poszukiwaniu przyjaciół. Zerwany most był złym znakiem, a my mieliśmy mało prowiantu na najbliższych kilka dni. Tak, jak miałem nadzieję, nie ujechałem daleko, jak spotkałem kilku przyjaciół z Rivendell.
- Gdzie to jest? – spytał Bilbo, który trzymał się tak blisko czarodzieja, jak to było możliwe.
- Nie przerywaj! – rzekł Gandalf. – Jeśli ci się poszczęści, będziesz tam za kilka dni, a wtedy sam wszystko zobaczysz. Otóż, jak mówiłem, Elrond już słyszał o kłopotach. Strażnicy byli na wyprawie, więc wysłał dwóch ze swoich poddanych by zbadali sprawę. Powiedzieli mi, że trolle nadciągnęły z północy, obawiali się, ze trzech z nich osiadło w lasach nieopodal drogi. Okoliczni mieszkańcy zbiegli dalej na południe, a oni czyhali na przejezdnych.
- Wracaj, i to szybko – powiedziałem do siebie, a spoglądając wstecz zauważyłem w oddali ogień. Przybyłem tak szybko, jak szybko dał rade mnie nieść Ronald. Znalazłem wasze kuce zbite w stado na drodze, z opuszczonymi łbami i ogonami zwrócone ku północy. A reszty się już zapewne domyślasz. Bardzo was proszę, na przyszłość bądźcie ostrożniejsi, bo inaczej nigdzie nie dotrzemy. Moi przyjaciele nie mieli prowiantu na zbyciu, gdyż akurat polują: w okolicy są też inne złe stwory. Spiżarnia trolli to odrobina szczęścia, na które nie zasłużyliście. Gdyby nie pan Baggins, leżelibyście teraz wśród innych kości na jej podłodze.
- Nie ma o czym mówić! – rzekł Thorin.

------------------------------

I to już koniec rozdziału drugiego, w ktorym jak widac, jest o wiele więcej zmian w stosunku do znanego nam tekstu. To jednak jeszcze nie całość, choć zostało już niewiele. wieeeeeeeeeelgachny uśmiech

_________________
ēl sīla lūmena vomentienguo wieeeeeeeeeelgachny uśmiech
---------------------------------------
For the grace, for the might of our Lord
For the home of the holy
For the faith, for the way of the sword
Powrót do góry
 
 
M.L.
Uprzedzony, ujadający krzykacz / Administrator


Dołączył(a): 27 Cze 2002
Wpisy: 5674
Skąd: Mafiogród


Wysłany: 05-12-2007 23:45    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

I to już ostatni fragment, ktory zostal przez Tolkiena poprawiony. Zamieszczam w całości, bo nie jest dlugi.

Teraz mając przed oczami całośc tego co Tolkien zdołał poprawić w 1960 roku, sami możecie ocenić, czy ta wersja się wam podoba, i czy poprawiony Hobbit byłby zasadniczo inny.
---------------------------------------------------------------------
Rozdział III
Przybycie do Rivendell


Chociaż pogoda się poprawiła, nie śpiewali pieśni, nie opowiadali sobie żadnych historii tego dnia ani nazajutrz, ani dzień później. Czuli, że niebezpieczeństwo czai się po obu stronach traktu. Obozowali gdzie się dało, wystawiając warty. Ich wierzchowce miały więcej do jedzenia, niż jeźdźcy, bo trawa rosła tu bujnie, lecz sakwy świeciły pustkami: nie na długo starczyło zdobytej u trolli żywności. Czwartego dnia, od mostu przez rzekę wyjechali z cienia ciemnych wzgórz. Gandalf zaśmiał się i wskazał na przód. Przed nimi, ale ciągle daleko, błyszczała w promieniach zachodzącego słońca kolejna rzeka, a leżące za nią ziemie spowijały mgły.
Popołudniu następnego dnia dotarli do rzeki i znaleźli wygodny bród, wiodący przez szeroka płyciznę. Widać było szlak wyznaczony przez wielkie głazy na których bulgotała i pieniła się woda. Na przeciwnym brzegu śliska ścieżka wiła się stromo do góry. Kiedy się wspięli na jej szczyt, wiodąc swe kuce za uzdy, ujrzeli przed sobą wysokie góry, które wyglądały, tak jakby nagle wyruszyły na ich spotkanie. Dzień był gorący, a powietrze przejrzyste, wydawało się wiec, ze dzieli ich od nich, zaledwie dzień niezbyt forsownego marszu. Wznosiły się czarne i ponure, jakkolwiek tu i ówdzie plamy słońca ozłacały im bure grzbiety, a ośnieżone szczyty nad granią lśniły bielą.
- Czy to już nasza Góra? – spytał Bilbo głosem uroczystym, szeroko otwierając okrągłe oczy. Nigdy dotychczas nie widział czegoś równie wielkiego.
- Oczywiście nie! – odparł Balin. – To dopiero początek Gór Mglistych; musimy przez nie przejść na druga stronę, góra czy dołem, jak się da, żeby dostać się na Pustkowie. Za tym łańcuchem jeszcze nas czeka długa droga do Samotnej Góry na wschodzie, gdzie Smaug waruje na naszych skarbach.
- O! – powiedział Bilbo i nagle poczuł się tak zmęczony, jak nie był jeszcze nigdy w życiu. Znów w tej chwili wspomniał wygodny fotel przy kominku, w ulubionym pokoju własnej norki, i śpiew imbryka. Ale nieraz jeszcze miał to z żalem wspominać.
Teraz pochodem kierował Gandalf.
Nie wolno nam zgubić szlaku, bo będzie to dla was koniec – powiedział. – Potrzebujecie chociażby jedzenia, a także chwili odpoczynku, jak również rady. Jak sądzę, nikt z was nie wędrował północnymi przełęczami. Niebezpieczeństwa stale tutaj się zmieniają, musicie więc skonsultować się z kimś, kto zna sytuację, żebyście mogli podjąć właściwą decyzję. Ci, którzy wybrali zły szlak przez Góry Mgliste nigdy nie mają okazji by spróbować raz jeszcze.
Dopytywali się, dokąd ich prowadzi, Gandalf więc odpowiedział.
- Dotarliście do samego skraju zachodnich krain. Tam leży ukryta, piękna dolina Rivendell, o której, jak nie wątpię, niektórzy z was słyszeli opowieści, choć tylko niewielu krasnoludów widziało ją na własne oczy. Tam w Ostatnim Przyjaznym Domu mieszka Mistrz Elrond. Posłałem wieści za pośrednictwem moich przyjaciół, jesteśmy oczekiwani.
Zapowiedź brzmiała obiecująco. Ale jeszcze tam nie dotarli, a nie było łatwo odnaleźć drogę do ukrytej doliny i Ostatniego Przyjaznego Domu na zachód od Gór. Przed wędrowcami nie było widać lasów ani dolin przecinających teren, tylko rozległy stok wznoszący się łagodnie aż do podnóży najbliższej góry, szeroka szarą przestrzeń wrzosów i rumowisk skalnych, tu i ówdzie poznaczona zielonymi łatami trawy i mchu, w miejscach, gdzie można było spodziewać się źródeł.
Popołudniowe słońce świeciło jasno, ale nigdzie w tej cichej pustce nie dostrzegali znaku życia czy jakichś osiedli. Jadąc naprzód, wkrótce zrozumieli, ze dom Elronda może się kryć niemal wszędzie, gdzieś miedzy nimi a górami. Trafiali niespodzianie na doliny ciasne, zamknięte stromymi ścianami, otwierające się znienacka u ich stóp, i patrząc w głąb jarów, ze zdumieniem spostrzegali na ich dnie drzewa i strumienie. Napotykali szczeliny tak wąskie, że prawie mogli je susem przesadzić, lecz głębokie i huczące od wodospadów. Napotykali ciemne wąwozy, których nie dało się przeskoczyć, i tak urwiste, że w żaden sposób nie zdołaliby zejść w nie i potem wspiąć się znowu na drugi brzeg. Napotykali grzęzawiska z pozoru nęcące świeżą zielenią, różnobarwnymi, bujnymi kwiatami, lecz objuczony kucyk, który się tam dał skusić, nigdy już nie powrócił.
Nikt z was nie zgadłby nawet, że tak strasznie dziki kraj dzieli bród na rzece od gór. Bilbo nie mógł się temu nadziwić. Jedyną ścieżkę znaczyły białe kamienie, ale niektóre bardzo małe, inne znów zarośnięte wrzosem lub mchem. Słowem , mozolna była to droga, chociaż Gandalf, który, jak się zdawało, znał ją dobrze, służył za przewodnika.
Wędrowali tak, aż ogarnął ich bezksiężycowy zmrok. Zalegli tej nocy pod jasnymi gwiazdami. Następny dzień dobiegał końca, a oni ciągle podążali za Gandalfem, który kręcił głową, wystawiał brodę to w prawo, to w lewo, wypatrując białych kamieni w zapadającym zmroku. Blade ćmy trzepotały w zaroślach i wysokich wrzosach, mrok gęstniał, podobnie jak mgła u końskich kopyt.
Czas kolacji, już minął! Pomyślał Bilbo, który nie jadł od samego południa. Jego zmęczony kucyk zaczął się potykać o korzenie i kamienie. I wtedy właśnie, tuż przed nim Ronald zarżał, i pośpieszył naprzód. Dotarł do stromego urwiska i nieomal ześlizgnął się prosto na dół.
- Nareszcie dotarliśmy! – zawołał Gandalf, a krasnoludowie podeszli i spojrzeli w dolinę.

W tym miejscu kończy się poprawiony tekst „Hobbita”. Więcej Tolkien nie napisał, a przynajmniej nic o tym nie wiemy. Jest tylko jeszcze jeden dopisek, który wskazuje, co jeszcze Tolkien chciał zawrzeć w Rozdziale III.

Rozdz. III powinien objaśnić, że to Elrond
dba o utrzymanie traktów od Gwathló do Gór.
Dopisz także, ze siwy koń, Róhald pochodził z Rivendell
I został wypożyczony przez Elronda Gandalfowi.


----------------------------------------------------------------------- ------

I to by bylo na tyle, sa jeszcze inne ciekawe kwestie, ale to innym razem, bo nie dotyczą "Hobbita" z 1960 roku.

_________________
ēl sīla lūmena vomentienguo wieeeeeeeeeelgachny uśmiech
---------------------------------------
For the grace, for the might of our Lord
For the home of the holy
For the faith, for the way of the sword
Powrót do góry
 
 
Wyświetl wpisy z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tolkienowskie -> Hobbit czyli tam i z powrotem Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5  Następna

Temat: "Hobbit", 21 września 1937 (Strona 4 z 5)

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich wpisów
Nie możesz usuwać swoich wpisów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dodawać załączników w tym dziale
Nie możesz ściągać plików w tym dziale

Powered by phpBB2
Copyright © tolkien.com.pl Wszystkie prawa zastrzeżone.