Forum dyskusyjne miłośników twórczości J.R.R. Tolkiena
w sieci od 11/2001
 
Gospoda(1) | Zasady Forum | FAQ | Szukaj | Kalendarz |  Zarejestruj się |  Profil | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości | Zaloguj

Witryny zrzeszone w forum:
Hobbiton  Pod Rozbrykanym Balrogiem


"Avallone zniknęła z ziemi, Aman został zabrany gdzieś daleko i nie można ich znaleźć w świecie dzisiejszych ciemności. Niegdyś wszakże były, a więc ciągle są w swej prawdziwej postaci, będąc częścią takiego świata, jaki został pierwotnie zaplanowany." Dunedainowie, Silmarillion


Temat: "Hobbit", 21 września 1937 (Strona 3 z 5)

Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5  Następna
  skocz na koniec strony
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tolkienowskie -> Hobbit czyli tam i z powrotem Wydruk
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
M.L.
Uprzedzony, ujadający krzykacz / Administrator


Dołączył(a): 27 Cze 2002
Wpisy: 5673
Skąd: Mafiogród


Wysłany: 08-11-2007 17:06    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Wędrowali wesoło, opowiadając przeróżne opowieści i śpiewając w marszu przez cały dzień, oczywiście z przerwami na popasy. Co prawda zarządzano te przerwy nie tak czesto, jakby sobie życzył Bilbo, ale mimo to hobbit zaczął dochodzić do wniosku, ze przygody to niezla rzecz. Oczywiście, ciagle byli jeszcze Shire. Jechali więc w bez pospiechu i nocowali w dobrych zajazdach. Dopiero w sobote popołudniuprzebyli wielki most nad Brandywiną i wjechali w krainy, które Bilbo nazywał zagranicą, gdzie zagranicze rzeczy czychały za każdym zakrętem. Wreszcie poczuł, ze zaczęła się jego Przygoda.
Tyle, ze za mostem droga nadal byla dobra, a po obu jej straonach rozciagały się calkiem porządnie wyglądające pola. Po drodze spotykali się z wieloma podróżnymi: w większości krasnoludami wędrującymi, z tobołkami na plecach, na wschód lub zachód. Niektórzy z nich nalezeli do ludu Thorina, mieszkającego wśrod zachodnich gór. Ci witali go, kłaniając mu sie nisko. Inni, biedniejsi, byli wędrownymi handlarzami, oferującymi wyroby metalowe, druciarzami albo drogownikami. Napotykali także ludzi, zazwyczaj farmerów, podróżujących na wielkich, grubych koniach, a także kilku hobbitów. Ci spoglądali na kompanię Thorina, ale witali sie najwyżej usmiechem lub skinieniem głowy.
W ciagu dnia, czy dówch dotarli do Bree na Wzgórzu. Tam spędzili swój ostatni wygodny nocleg, przed wielodniowa podróżą. Przenocowali w karczmie pod "Rozbrykanym Kucykiem", dobrze znanej hobbitom ze Wschodniej Ćwiartki. Bree, to byla najdalej na wschód wysunięta miejscowość, o której Bilbo cokolwiek wiedział. Za miasteczkiem rozciągały się ziemie opuszczone przez wiele długich lat. Kiedy po dniu wędrówki dotarli do Ostaniego Zajazdu, okazało się, ze jest opuszczony. Przenocowali w jego ruinach, a nastepnego dnia znaleźli się w pustkowiach. Po lewej stronie traktu rozciagały się, jak daleko sięgał wzrok, wielkie mokradła. Wędrowali teraz bardzo powoli, oszczędzając objuczone kuce i czesto wędrując na piechotę. Droga była bowiem w bardzo złym stanie, dziurawa i nierówna, miejscami niemal ginęła wśrod bagna. Nie padało - aż do bree pogoda byla tak piękna, jak piekny może być tylko maj, nawet w legendach - teraz jednak poszarzało i zachmurzyło się, zrobiło sie ponuro.

_________________
ēl sīla lūmena vomentienguo wieeeeeeeeeelgachny uśmiech
---------------------------------------
For the grace, for the might of our Lord
For the home of the holy
For the faith, for the way of the sword
Powrót do góry
 
 
M.L.
Uprzedzony, ujadający krzykacz / Administrator


Dołączył(a): 27 Cze 2002
Wpisy: 5673
Skąd: Mafiogród


Wysłany: 12-11-2007 12:50    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Bilbo poupadl na duchu. odzywał się więcej niż rzadko, odliczając jedynie czas pomiędzy postojami na posilki. Niestety te były o wiele rzadziej (i bardziej skąpo) niżby sobie życzył. W ten sposob wędrowali przez wiele dni, a każdy dzień był bardziej milczący i napięty. Otaczała ich bowiem cisza i bezruch, jakby kraina nasłuchiwała(tak przynajmniej myślał sobie Bilbo). Po pewnym czasie równiny staly sie bardziej sfałdowane, a w oddali majaczyło pasmo wzgórz. Kiedy zbliżyli sie do nich Bilbo zauważył, ze były one porosnięteciemnym lasem. Na niektórych z nich widniały ruiny ponorych baszt i murów obronnych. Wyglądały groźnie, jakby wznieśli je ludzie z dawnych, złych czasów.
Wtedy właśnie sytuacja kompanii Thorina pogorszyła się. Pewnego ranka napotkali zimny wiatr ze wschodu, ktory przyniósl znad odległych gór chmury i zacinający deszcz. Bilbo trząsl się z zimna. - To nie jest to co nazwał bym czerwcem! - stekał, brnąc za innymi przez głeboloe rozmiekłe bloto. Ścieżka coraz bardziej przypominała strumień. Biedny hobbit, zupelnie stracił rchube czasu, był to dopiero dziewiętnasty maja. Ale te trzy tygodnie, ktore już spędzili w drodze wydawala się ciagnąc bez końca. - Tam do licha z przygodami i wszystkim innym, co się z nimi wiąże! - pomyślał. - Wolalbym siedzieć w domu, przy kominku i sluchac jak woda śpiewa w imbryku! - Jeszcze nie raz miał do tego zatesknić!
Szlak wspiął się na szczyt zbocza, a następnie wiódł ostro w dół w wąską dolinę. Zatrzymali się i spojrzeli w dół przed siebie. Dolinął płynęła z północy wartka rzeka, przecinająca ich drogę. Za nią majaczyły w oddali ciemne wzgórza, a szlak ginął z widoku, w cieniu, u ich stóp.
- Ha! - zawołał Gandalf, przebijajac wzrokiem zasłonę deszczu. - Most! Most jest zerwany!
Odwrócił się strzelając palcami i mamrocząc do siebie.
- Cos złego sie tu dzieje! Koniecznie trzeba powiedzieć o tym Elrondowi.

_________________
ēl sīla lūmena vomentienguo wieeeeeeeeeelgachny uśmiech
---------------------------------------
For the grace, for the might of our Lord
For the home of the holy
For the faith, for the way of the sword
Powrót do góry
 
 
M.L.
Uprzedzony, ujadający krzykacz / Administrator


Dołączył(a): 27 Cze 2002
Wpisy: 5673
Skąd: Mafiogród


Wysłany: 16-11-2007 18:58    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Nie wiedzieli o co mu chodzi. Krasnoludowie nie znali zbyt dobrze tych krain, a nie mieli na tyle ostrego wzroku, by spostrzec cokolwiek na wieksze dystanse. Tymczasem Bilbo, ktory miał o wiele lepszy wzrok, choc nie tak dobry jak czarodziej, spojrzal w dół, i wydawało mu sie, że widzi w oddali, szary kamienny most, spinający brzegi rzeki. Jednakże środkowy łuk mostu był zniszczony.
- No dobrze. Cóż możemy poradzić? - rzekl Gandalf. - Nikt nie jest lepszy od kranosludow we wznszeniu mostów.
- Byś może - odparl Thorin. - Ale nie w dziczy, bez sprzętu i narzędzi, ani nie w rzęsitym deszczu!
- A więc tak - rzekl Gandalf. - Ale nie ma innego mostu przez tą rzekę. Sto mil na północ stąd, można ją przeskoczyć, ale ja, na waszym miejscu, nie odważylbym się pójśc w tamtym kierunku: to krain trolli. No dobrze, jexmy w dół i zobaczmy z bliska, jak to wygląda.
Dotarli do mostu i zobaczyli, że rzeka w tym miejscu nie byla jeszcze zbyt szeroka. Była natomist bardzo wartka. W miejscu, w ktorym wzniesiono most woda spływała z niewielkiej, skalistej półki, zeslizgując sie po dlugich bystrzynach nieco na prawo. Tam pienila się i wirowala na zwalonych, kamiennych fragmentach mostu, które wpadły do zimanego, szarego nurtu rzeki.
- Moglo być gorzej, - powiedzial Gandalf. - Niebezpieczny bród, ale jedyny. Albo przeprawimy się tędy, albo zawracamy. Chyba, że chcecie skręcić na południe, gdzie nie ma w ogole dróg, ani jakiegokolwiek przejścia przez Gory Mgliste, które leżą przed nami. Jeżeli nie liczyć, oczywiście, Morii.
Krasnoludowie patrzyli na niego zasępieni, mamarocząc w brody. - To jest ta droga, którą doradzałeś byśmy wybrali, - rzekł Thorin. - Jak jest teraz twoja rada?

_________________
ēl sīla lūmena vomentienguo wieeeeeeeeeelgachny uśmiech
---------------------------------------
For the grace, for the might of our Lord
For the home of the holy
For the faith, for the way of the sword
Powrót do góry
 
 
M.L.
Uprzedzony, ujadający krzykacz / Administrator


Dołączył(a): 27 Cze 2002
Wpisy: 5673
Skąd: Mafiogród


Wysłany: 17-11-2007 15:49    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

- Przecież mowiłem, że nie ma teraz bezpiecznych dróg, - odparł czerodziej. - Ponadto przedstawilem moją radę: musimy sprobowac przeprawić się przez rzekę.
To rzekłszy Gandalf dosiadl swego wierzchowca i ruszył w kierunku rzeki. Bilbo juz wcześniej zauważył, że Gandalf w ogole nie używa strzemion, a bardzo rzadkko powoduje koniem przy pomocy wodzy. Rohald reagowal na polecenia Gandalfa wydawane półgłosem w nieznanym Bilbowi języku. Siwy koń wszedł ostrożnie, ale bez strachu do wody. Kuce podniosły swe smętnie zwieszone łby i obserwowały go niczym hobbicięta przyglądajace się wyrośniętemu, popisującemu się przed nimi chłopcu. Rohald okrążył zwlaone kamienie z mostu, leżące pośrodku rzeki. Woda sięgała mu zaledwie do pęcin. Brodzil dalej, ku drugiemu brzegowi rzeki. Tam poslizgnał się, ale nie upadł. Tamten brzeg był wyraźnie bardziej stromy i śliski. W końcu wspiął się, odwrócił i zarżał.
Kuce prychnęły. Widać powiedział im coś w stylu - Zobaczcie. To nic trudnego. Sprobójcie same! - Ale kuce nie były takie pewne, czy to prawda, podobnie jak krasnoludowie.
- Teraz albo nigdy! - zawolał Gandalf z drugiego brzegu. Poczatkowo nikt się nie ruszył. W końcu Thorin dosiadl swego kuca i ruszył, dając znak reszcie, by jechali za nim. Fili i Kili posłuchali natychmiast, reszta była jednak bardziej wstrzemięźliwa. Jeden za drugim w jechali w niebezpieczny nurt rzeki. Krasnoludowie ukrywali swój lęk przed spojrzeniem Gandalfa. Kuce szły ostroznie ale pewnie pod spojrzeniem Rohalda. Woda miejscami bulgotala pod ich brzuchami, a niektóre ślizgały się tak, ze mało brakowało, a uniósłby je rwący nurt rzeki. W końcu wszyscy szczęśliwie dotarli do drugiego brzegu. Jako ostatni szedł kuc niosący Bombura, a miał on zadanie trudniejsze nawet niż juczne kucyki.
Thorin przetarl twarz mokra od potu, deszczu i bryzgow wody. - No to udało sie nam, - powiedział. - Jedźmy dalej. Tutaj nie widać żadnego schronienia.
- Nie chcecie juz swego hobbita? - zapytał Gandalf. - Jak sądzę możecie go jednak potrzebować.
Wszyscy kompletnie zapomnieli o biednym Bilbie, ktory ciagle stał na zachodnim brzegu, siedząc i trzęsąc się, bardziej przerażony niż kiedykolwiek w swoim zyciu.
- Do diabła z twoim hobbitem! - rzekl Thorin. - Kiedy on wreszcie nauczy się dbać sam o siebie?
- Z czasem, - odpowiedzial Gandalf. - Szybciej niż się spodziewasz.
- Panie Baggins! - zawolał. - Nie probój sam przejechac tego brodu. Twoj kucyk jest maly. Juz jade by ci pomóc.
czarodziej przejechał spowrotem przez rzekę i posadzil hobbita za sobą.
- Trzymaj wodze swojego kucyka - powiedział - i w miare możliwości trzymaj go z naszej prawej strony. Z pomoca Rohalda powienien poradzić sobie z nurtem rzeki.
- Teraz spokojnie - rzekl do konia. - Raz jeszcze sie przeprawimy, a twoja kraina będzie juz niedaleko przed nami!

_________________
ēl sīla lūmena vomentienguo wieeeeeeeeeelgachny uśmiech
---------------------------------------
For the grace, for the might of our Lord
For the home of the holy
For the faith, for the way of the sword
Powrót do góry
 
 
M.L.
Uprzedzony, ujadający krzykacz / Administrator


Dołączył(a): 27 Cze 2002
Wpisy: 5673
Skąd: Mafiogród


Wysłany: 18-11-2007 10:33    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Wreszcie wszyscy sie przeprawili. Kuce jednak odmówiły posłuszeństwa. Nie chciały iśc dalej, odwracając pyski ku północy, ku wzgórzom, któryzch najniższe zbocza były całkiem blisko. Zachowywały się jakby coś tam je niepokoiło. Nagle jeden z jucznych kucy wyrwal wodze z dłoni Bombura i wskoczyl spowrotem w kierunku rzeki. Pozostali krasnoludowie byli zajęci uspokajaniem swoich wierzchoiwców i nim zdołali pomóc, oszalały kucyk szamotał się w wodzie, probując zrzucić bagaże, którymi byl objuczony. W zamieszaniu, ktore potem nastąpiło Fili i Kili o mało nie utonęłi, a kucyk został uratowany tylko kosztem utraty wiekszości bagaży. Oczywiście okazalo się, ze była to wiekszośc ich prowiantu, ktoru spłynęła ku bystrzynom, a ostatnie co słyszeli to brzęk najlepszego kociołka toczącego się wśrod kamieni.
Gandalf szepnął do ucha siwego konia i wspieli się na droge zaczynającą się na moście. Tam Rohald stanął, zwrócony ku północy, wygiłą szyje w łuk i zarżał głośno. Cokolwiek to oznaczało, wyraźnie uspokoilo albo zastraszyło kucyki. Pozwoliły się poprowadzić do drogi, a tam kompania ich dosiadła.
- Dobrze, - rzekl Gandalf - teraz musimy podróżować znacznie szybciej i z krótszymi postojami. Do wieczora, nie popasamy, a każdego dnia jeden posiłek mniej.
Bilbo steknął, ale nikt nie zwrócił na niego uwagiNatychmiast zaczęli kłusować i jechali na tyle szybko, na ile pozwoliły kuce. Droga byla tutaj o wiele lepsza. Był to po prostu dobrze utrzymany trakt, a nie ścieżka. Nim jednak zatrzymali sie na południowy popas, przejechawszy kilka mil, okrążyli wzgórza i teraz ciemne zarośla zacieniały stromą skarpe po ich prawej ręce. Zacisnąwszy pasy jechali w ponurym nastrokju dalej, głodni i spięci, rzadko kiedy sie odzywając.
Wiatr wzmógł się, szumiąc pośrod drzew, a zacinający deszcz rozil im twarze. Pociemniało. Daleko z tyłu niebo na krótko zabłysło czerwienią, gdy słońce zachodziło, przed nimi czaił sie mrok. Mimo to jechali dalej. Jako ostatni jechal Bilbo. Z kaptura skapywąły mu na oczy krople deszczu, jego płaszcz był kompletnie przemoczony i zimny. Nikt jednak nie oglądął się by spojrzeć na niego, nikt nawet nie zawolał - Trzymaj się!
- Ciekawe czy w ogole zauważyliby, gdybym zniknął? - pomyslał. Nie byłoby to trudne w tym mroku.
Wreszcie, kiedy było już niemal kompletnie ciemno pod drzewami, Thorin nakazał by się zatrzymali. Wiatr ciągle wiał, ale ulewa minęła. Powała chmur popekała, a daleko na wschodzie p[rzed nimi zanikający księzyc byl widoczny pośrod kołyszących się gałęzi.

_________________
ēl sīla lūmena vomentienguo wieeeeeeeeeelgachny uśmiech
---------------------------------------
For the grace, for the might of our Lord
For the home of the holy
For the faith, for the way of the sword
Powrót do góry
 
 
M.L.
Uprzedzony, ujadający krzykacz / Administrator


Dołączył(a): 27 Cze 2002
Wpisy: 5673
Skąd: Mafiogród


Wysłany: 19-11-2007 13:16    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

- Musimy wrzucic cokolwiek na ząb - rzedkł Thorin - ale nie wiem gdzie możemy znaleźć kawałek suchego miejsca na posąłenie. Przynajmniej bedziemy mieli ognisko, jeżeli uda sie nam je rozpalić. Oin i Gloin poszukajcie chrustu na ognisko.
- Nie podobają mi sie te lasy - rzucił Balin. - Na nocleg lepszy byłby gestszy podszyt, ale rzadszy zagajnik po prawej wydaje sie bardziej przyjazny.
- Co doradzisz Gandalfie? - spytał Thorin rozglądając sie w około.
Dopiero w tym momencie zauważyli, ze Gandalfa nie było wśród nich. Jak do tej pory nie opuszczal ich nawet na chwilę. Nigdy nie powiedział, czy bierze udział w wyprawie, czy jedynie towarzyszy im tak długo, jak długo ich szlaki były zbieżne. Ale jak dotąd stale był z nimi, zawsze pod reką by im pomóc. Śmial się i gadał więcej niż inni, a jadł niemal tyle co Bombur. A teraz go nie było.
- Właśnie teraz, kiedy czarodziej najbardziej by sie nam przydał! - narzekał Bombur, ktory chyba wierzył, że gdyby Gandalf był, to mógłby od ręki wyczarować pieczona baraninę, oczywiście na gorąco.
Zboczyli ku kępie drzew, zaraz bok trkatu. Grunt był jednak nasączony wodą, a wiatr strącal krople wody z liści drzew. Oin i Gloin zebrali chrust, ale jakiś zły urok był albo w drewnie, albo w ich krzesiwach. Krasnoludy umieją bowiem, zazwyczaj rozniecać ognisko z byle czego i byle gdzie, nawet w najgorszym wietrze. Ale tej nocy nikt nie umiał sobie z tym poradzić, nawet Oin i Gloin, misrzowie w tej sztuce.
Pozostali siedli w około posepni i zmoknięci, klnąc na Oina i Gloina, gdy ci dalej biedzili się nad roznieceniem ogniska. W koncu Oin i Gloin stracili cierpliwość i zaczęli się kłócić. Bilbo siedział oparty o pień drzewa, skulony i zrezygnowany. Doszedl własnie do wniosku, ze nawet jeżeli przygody zaczynają się jako konna przejażdżka w majowym słońcu, to wkrotce i tak cie zawiodą w nieznane - jeżeli to jeszcze można nazwać przygodą.

_________________
ēl sīla lūmena vomentienguo wieeeeeeeeeelgachny uśmiech
---------------------------------------
For the grace, for the might of our Lord
For the home of the holy
For the faith, for the way of the sword
Powrót do góry
 
 
M.L.
Uprzedzony, ujadający krzykacz / Administrator


Dołączył(a): 27 Cze 2002
Wpisy: 5673
Skąd: Mafiogród


Wysłany: 21-11-2007 13:17    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Nagle Balin, ktory zazwyczaj pelnił straż, powiedział cicho:
- Tam coś się świeci! - wskazal na, porośnięte gęstwina krzakow i drzew, zbocze wzgorza po drugiej stronie traktu.
Wszyscy dostrzegli światełko, dość wysoko ponad drogą, migocące wśród ciemnej masy drzew. Był to czerwonawy, ciepły blask, jak gsdyby ognisko czy migotanie pochodni. Przyglądali się mu przez pewien czas, a potem wyuchła kłótnia. Jedni mowili "nie", inni mowili "tak". Jedni powiadali, że wrto by przynajmniej pójśc i zobaczyć, ze wszystko jest lepsze niż skapa kolacja, chude śniadanie i mokra odzież na grzbiecie przez całą noc. Gloin z kolei powiedział, ze wyobraża sobie wiele rzeczy, ktore moga byc znacznie gorsze.
- Rozpal tedy ognisko - odpowiadali inni.
Balin mial najwięcej wątpliwości.
- To mało znane ziemie, gdzie należy być ostroznym - mowił. - Sa bardzo blisko wielkich gor, jeżeli się nie mylę. To ziemia niczyja, nie uświadczycie tutaj map, strazy, czy patroli.
- Mowisz, ze nie słyszeli tutaj o krolu? - spytał Bilbo z drżącym sercem. Gdyż w Shire, tak sie mówiło jedynie o rzeczach dzikich i niegodziwych.
- Krola od dawan juz nie ma - odparl Balin. - Nie ma tu praw i czym mniej wścibski jesteś, tym mniej kłopotów znajdziesz.
- Bądź co bądż jest nas czternastu - rzekł Fili. -Potafimy o siebie zadbać.
- Gdzie też musiał się zapodziać Gandalf? - jęcząl Bombur, rozglądając się w około, tak jakby mial nadzieję, ze czarodziej zaraz wyskoczy zza jakiegoś drzewa.
To pytanie wszyscy powtarzali, a Bilbo nawet kilkukrotnie. W dodatku deszcz lunął jeszcze rzęśiściej, a Oin i Gloin wszczęli bójkę i zaczęli sie okładać kijami, ktore nie chciały się zapalić.
To rozstrzygnąło sprawę.
- Koniec końcow, czyż nie mamy w komapnii wlamywacza? - zapytali. - Dyskracja, to właśnie to co w tej chwili się przyda.
Ruszyli, wiodąc kuce przez drogę, p[oczym powoli i ostrożnie zaczęli się wspinać na przeciwległy stok. Nie napotkali rzadnej ścieżki, która mogłaby wieśc do domu jakiegoś drwala czy lesniczego, a drzewa rosły gęsto, otoczone bujnym podszytem. Mimo, iż dokładali wszelkich starań nie unikneli w tych ciemnościach hałasu, szelestów, skrzypienia i trzasku gałęzi pod nogami, ani stekania i przekleństw pod nosem.
Nagle i cąłkiem niedaleko czerwone światło zabłysło bardzo jasno pomiędzy drzewami. Zatrzymali się, gdyż kuce, ktore jak dotąd szły, choć bardzo niechętnie, teraz zatrzymały się wyraźnie przestraszone. Szarpaly się i wyraźnie miały ochotę pognac w dół zbocza. Krasnoludowie zakryli im łby płaszczami i probowali je uspokoić.

_________________
ēl sīla lūmena vomentienguo wieeeeeeeeeelgachny uśmiech
---------------------------------------
For the grace, for the might of our Lord
For the home of the holy
For the faith, for the way of the sword
Powrót do góry
 
 
M.L.
Uprzedzony, ujadający krzykacz / Administrator


Dołączył(a): 27 Cze 2002
Wpisy: 5673
Skąd: Mafiogród


Wysłany: 24-11-2007 16:53    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

- Teraz kolej na włamywacza - orzekli krasnoludowie, spoglądając w kierunku Bilba, który stał trzęsąc się i spoglądajac na poblask ogniska.
- Musisz tam iść i wybadać, co to za światło - rzekł Thorin. - Zobacz co tam się dzieje i czy jest bezpiecznie i spokojnie.
- Idź co żywo, ale skrycie. Wracaj prędko, jeżeli wszystko będzie w porządku. Jeżeli nie, to wracaj jeżeli zdołasz. A jeżeli nie, to daj znak: huknij dwa razy jak sowa i raz jak puszczyk, a wtedy zobaczymy co da się zrobić.
Powiedziawsz ty popchnął Bilba w kirunku ogniska.
I tak hobbit musiał ruszyć na zwiady, nim zdołał wyjaśnić, że nigdy w życiou nie słyszał puszczyka. Chciałbym umieć latać jak nietoperz, pomyślał. Nie potrafił, ale umial sie poruszać rownie cicho po twardej ziemi, choc może nie tak szybko. Hobbici potrafią bowiem przemieszczać sie po lasach praktycznie bezszelestnie. I bardzo się szczyca ta umiejętnością. Bilbo nie raz nie dwa prychał na "krasnoludzkie hałasy", jak je nazywał, kiedy szli pod górę. Chociaż podczas wietrznej nocy Duzi Ludzie niczego zapewne by nie usłyszeli. Kiedy zaś Bilbo skradał się w strone ognia, nawet czujna łasica nie poruszylaby wąsem, kiedy by ja mijał. Toteż niezauważony dotarl do samego ogniska, bo bylo to ognisko, i oto co tam zobaczył.

_________________
ēl sīla lūmena vomentienguo wieeeeeeeeeelgachny uśmiech
---------------------------------------
For the grace, for the might of our Lord
For the home of the holy
For the faith, for the way of the sword
Powrót do góry
 
 
Wyświetl wpisy z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tolkienowskie -> Hobbit czyli tam i z powrotem Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5  Następna

Temat: "Hobbit", 21 września 1937 (Strona 3 z 5)

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich wpisów
Nie możesz usuwać swoich wpisów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dodawać załączników w tym dziale
Nie możesz ściągać plików w tym dziale

Powered by phpBB2
Copyright © tolkien.com.pl Wszystkie prawa zastrzeżone.