Forum dyskusyjne miłośników twórczości J.R.R. Tolkiena
w sieci od 11/2001
 
Gospoda(0) | Zasady Forum | FAQ | Szukaj | Kalendarz |  Zarejestruj się |  Profil | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości | Zaloguj

Witryny zrzeszone w forum:
Hobbiton  Pod Rozbrykanym Balrogiem


"Wszystkie drogi są teraz zakrzywione." Dunedainowie, Silmarillion


Temat: Co to znaczy być tolkienistą i czy istnieje tolkienizm? (Strona 1 z 4)

Idź do strony 1, 2, 3, 4  Następna
  skocz na koniec strony
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tolkienowskie -> Tolkienistyka i Posttolkienistyka Wydruk
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Elring
Weteran Bitwy Pięciu Armii


Dołączył(a): 18 Gru 2004
Wpisy: 284
Skąd: Z daleka, nie wiem, z piekła czyli z raju


Wysłany: 15-06-2006 18:01    Temat wpisu: Co to znaczy być tolkienistą i czy istnieje tolkienizm? Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Na innym forum (ściśle mówiąc na Elendilich) toczy się od pewnego czasu dyskusja pt. "Dokąd zmierzają tolkieniści". Jeśli o mnie chodzi, mniejsza o to zmierzanie, znacznie bardziej zaciekawiły mnie pojawiające się przy okazji definicje i określenia terminu "tolkienista".

Zawsze mi się zdawało, że "tolkienista" tak się ma do "tolkienistyki", jak "lingwista" do "lingwistyki", "mediewista" do "mediewistyki", "filatelista" do "filatelistyki" itd... Innymi słowy - tolkienista to ktoś, kto w sposób mniej lub bardziej naukowy zajmuje się twórczością Tolkiena. Może to odbywać się zawodowo (np. w przypadku literaturoznawców) lub hobbystycznie, ale jest to po prostu badanie dzieł pisarza, pod jakimkolwiek kątem. Tak jak szekspirolodzy zajmują się dziełami Szekspira, conradyści dziełami Conrada etc.

Tymczasem czytając wzmiankowaną dyskusję, ze zdumieniem odkryłam, że bardzo wiele osób traktuje termin "tolkienista" tak jak terminy "marksista", "optymista", "realista", "socjalista", utworzone od różnych "-izmów". A więc oznaczające nie badaczy, naukowców i hobbystów, ale wyznawców określonych poglądów. No bo przecież "marksista" to nie badacz dzieł Marksa, ale zwolennik jego poglądów, "realista" to nie badacz realu Język tylko zwolennik pewnego określonego spojrzenia na świat. "Satanista" to nie demonolog, badacz ludzkich wyobrażeń na temat Szatana, tylko człowiek uznający Szatana za swego przewodnika duchowego i wyznawca określonego systemu wartości. I tak dalej...

Wychodziłoby na to, że niektórzy ludzie określający się jako tolkieniści rozumieją przez to "postępujący tak jak Tolkien, podobnie uważający, wyznawcy takiego samego systemu wartości jak te, które w swojej twórczości zawarł J.R.R. Tolkien". Więc wyznawcy czy zwolennicy "tolkienizmu", cokolwiek by to miało oznaczać...

I stąd moje pytanie, a właściwie dwa pytania:

Czy faktycznie istnieje tolkienizm?

Czy można być tolkienistą tylko w pierwszym znaczeniu - to jest kimś zajmującym się tolkienistyką jako gałęzią literaturoznawstwa, koncentrować się na twórczości Tolkiena, badać pewne jej, wybrane aspekty, nie będąc zarazem "wyznawcą"? To znaczy nie podzielając systemu wartości Tolkiena, nie traktując go (ani postaci z jego Legendarium) jako przewodnika czy mistrza, jako wzoru zachowań, jako ideału, do którego należy dążyć?
Powrót do góry
 
 
Ugrunîlo
Weteran Bitwy Pięciu Armii


Dołączył(a): 15 Cze 2003
Wpisy: 349



Wysłany: 15-06-2006 19:22    Temat wpisu: Re: Co to znaczy być tolkienistą i czy istnieje tolkienizm? Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Elring napisał(a) (zobacz wpis):
(...) zaciekawiły mnie pojawiające się przy okazji definicje i określenia terminu "tolkienista".

Faktycznie, to conajmniej ciekawe...
Elring napisał(a) (zobacz wpis):

Zawsze mi się zdawało, że "tolkienista" tak się ma do "tolkienistyki", jak "lingwista" do "lingwistyki", "mediewista" do "mediewistyki", "filatelista" do "filatelistyki" itd... Innymi słowy - tolkienista to ktoś, kto w sposób mniej lub bardziej naukowy zajmuje się twórczością Tolkiena. Może to odbywać się zawodowo (np. w przypadku literaturoznawców) lub hobbystycznie, ale jest to po prostu badanie dzieł pisarza, pod jakimkolwiek kątem. Tak jak szekspirolodzy zajmują się dziełami Szekspira, conradyści dziełami Conrada etc.

Faktycznie - "tolkienista" to ktoś, kto bada w jakiś sposób (pod jakimś kątem lub powiedzmy - całościowo) dzieła Tolkiena. I tak jak piszesz pod koniec posta - tak odbieram każdego nowo spotkanego/poznanego deklarującego się(!) tolkienistę. Skoro twierdzi, że nim jest, to szczerze pisząc zakładam, że czytał klasyczne minimum Z przymrużeniem oka czyli Hobbita, WP i S, a zapewne też NO. Przy tym wszystkim istnieje we mnie pewna doza "nieufności", bo łatwo o "tolkienistę", który jedynie widział film i skombinował (bardziej lub mniej zgodny z powiedzmy ogólnie przyjętą wizją Śródziemia) strój. Taka osoba jest łatwa do rozszyfrowania przy próbie rozmowy Jestem rozwalony ale to nie znaczy, że gdy się okaże, że nie czytała albo dopiero jest w trakcie, to się ją z miejsca przekreśla... o nie! Bywają osoby, które zaskakujące wnioski potrafia wyciągnąć na podstawie samego filmu i mają w sobie to "coś", które sprawia, że i tak ich odbieram jako... tolkienistów. (Zwykle takie osoby i tak wcześniej czy później nadrabiają zaległości w czytaniu.) I tu właśnie ocieramy się o to drugie "pojęcie":
Elring napisał(a) (zobacz wpis):

Tymczasem czytając wzmiankowaną dyskusję, ze zdumieniem odkryłam, że bardzo wiele osób traktuje termin "tolkienista" tak jak terminy "marksista", "optymista", "realista", "socjalista", utworzone od różnych "-izmów". A więc oznaczające nie badaczy, naukowców i hobbystów, ale wyznawców określonych poglądów. No bo przecież "marksista" to nie badacz dzieł Marksa, ale zwolennik jego poglądów, "realista" to nie badacz realu Język tylko zwolennik pewnego określonego spojrzenia na świat. "Satanista" to nie demonolog, badacz ludzkich wyobrażeń na temat Szatana, tylko człowiek uznający Szatana za swego przewodnika duchowego i wyznawca określonego systemu wartości. I tak dalej...

Myślę, że to za mocno powiedziane... tym bardziej, że zaczyna przypominać fanatyzm... nie zauważyłam też, żeby którykolwiek ze znanych mi tolkienistów w popadał w jakiś fanatyzm względem Śródziemia i np. schizofrenicznie upierał się przy tym, że jest elfem Jestem rozwalony .
Elring napisał(a) (zobacz wpis):

Wychodziłoby na to, że niektórzy ludzie określający się jako tolkieniści rozumieją przez to "postępujący tak jak Tolkien, podobnie uważający, wyznawcy takiego samego systemu wartości jak te, które w swojej twórczości zawarł J.R.R. Tolkien". Więc wyznawcy czy zwolennicy "tolkienizmu", cokolwiek by to miało oznaczać...

postępowanie "jak Tolkien" chyba też się kompletnie tu nie mieści w pojęciu "tolkienistyka", bo nie pisał autobiografii.
Ale coś w tym innym rozumieniu pojęcia "tolkienisty" jest. Tak jak pisałam - pierwsze rozumienie pojęcia odnoszę do nowo poznanych, ale do tych, których znam duzo dłużej, już byłoby to chyba zbyt... powierzchowne? Dlaczego?

Tolkieniści, którzy "wsiąkli" na lata, bardzo często oprócz studiowania dzieł Tolkiena, ocierają się o tematykę przeróżną... Z rozmów o elfach dochodzimy do rozważań o nieśmiertelności, z rozważań o orkach - do kwestii czy zło ma moc stwórczą a jeśli nie, to co z orkami po ich śmierci - czy mają dusze... Takich tematów mamy tu mnóstwo! W pewnym momencie przechodzimy jakby na inny poziom rozważań - znajomość faktów nie wystarcza, ta jakby podstawowa interpretacja (z której i tak przecież nie rezygnujemy - każda kolejna lektura sprawia, że odkrywamy cos nowego) przestaje wystarczać i wkraczamy w... co? Filozofię? Życiową? Zaczynamy bardziej lub mniej swiadomą pracę nad sobą i niejeden z nas pisze - przez hmm Z przymrużeniem oka pryzmat Śródziemia - osądy ogólne, ale jednak o nas wszystkich, o każdym z osobna - o ludziach po prostu - czujac byc moze w duchu, że jakoś się może wymądrza, bo sam błądzi...
Elring napisał(a) (zobacz wpis):

I stąd moje pytanie, a właściwie dwa pytania:

Czy faktycznie istnieje tolkienizm?

Cos niezwykłego istnieje, ale "tolkienizm" to za mocne słowo Uśmiech przynajmniej dla mnie... zbyt podobnie do "fanatyzmu" brzmi, a jakim by on niebył, czego by nie dotyczył - zawsze jest bezdennie zły, krzywdzący, bezgranicznie nietolerancyjny... W jakiś sposób niektóre przejawy fanatyzmu wydaja mi sie podobne do tego, co robiły posiadaczom Pierścienie, a szczególnie - co mówiono o Jedynym - posiadacz chciał dobrze, ale... wbrew woli tych, dla których to robił. Uszczęsliwianie na siłę zapewne kończyłoby się niewolnictwem.
Elring napisał(a) (zobacz wpis):

Czy można być tolkienistą tylko w pierwszym znaczeniu - to jest kimś zajmującym się tolkienistyką jako gałęzią literaturoznawstwa, koncentrować się na twórczości Tolkiena, badać pewne jej, wybrane aspekty, nie będąc zarazem "wyznawcą"? To znaczy nie podzielając systemu wartości Tolkiena, nie traktując go (ani postaci z jego Legendarium) jako przewodnika czy mistrza, jako wzoru zachowań, jako ideału, do którego należy dążyć?

Nio jasne, że można być tylko "badaczem" Uśmiech czemu nie? "Wyznawcą <<tolkienizmu?>>" lepiej nie być. Nie wiem co by to miało oznaczać, ale chyba jakieś wypaczenie, nadinterpretacje... juz lepiej nie wiedzieć o tym wszystkim nic Skrzywienie ...
Na pewno można być tolkienistą w pojęciu szerszym, niz "badacz". Tak przynajmniej ja się czuję - wszystko, co się w moim życiu zmieniło przez ostatnie 3 lata w jakiś sposob ocierało się o dzieła Tolkiena - podjęłam kilka dość odważnych decyzji i żadnej nie żałuję, chociaż teraz jest kompletnie(!!) inaczej, niż te 3 lata temu. Gdzie indziej mieszkam, pracuję (o dziwo w zawodzie Język ) i... rzecz nistpotykana - mam mnóstwo przewspaniałych znajomych. I zupełnie inne podejscie do ludzi i świata. Po prostu jest mi lepiej pod każdym względem. Trudno by mi było ukrywać, że staram się na codzień przenosić do tzw. realnego życia to, co wyczytałam, przemyślałam i wywnioskowałam z wielu, wielu rozmów. Stąd być może to moje nieco pokręcone wszystko mi się pomieszało ... tudzież poszerzone - jak kto woli - pojęcie "tolkienisty". Ale własnie wobec tych, którzy się jako "tolkieniści" deklarują i np. w dyskusjach poruszają się nie tylko po tematyce dotyczącej faktów, wydarzeń, itp. ale już jakoś tak... głębiej.
Powrót do góry
 
 
Zair Ugru-nad
Strażnik Północy


Dołączył(a): 25 Maj 2003
Wpisy: 840
Skąd: Imlad Morgul


Wysłany: 16-06-2006 11:11    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Dyskusja na Elendilich poszła w niezbyt fortunnym kierunku, a szkoda.

Moim zdaniem "tolkienizm" (chociaż moim zdaniem to słowo jest bardzo niefortunne pod względem brzmienia, jak i skojarzeń z ideologiami i religiami) jest zjawiskiem, dość znaczącym i związanym z samym faktem, że wielu ludzi na świecie uległo urokowi świata opisanego przez Tolkiena. I jak każde tego typu zjawisko, również tolkienizm ma różne oblicza. Nie będę o nich się rozpisywać, bo najlepiej, jak tylko się dało, ujął to Ring w swoim artykule na stronce Ennorath Jestem za

Chciałabym tylko zwrócić uwagę na jeden aspekt tolkienizmu i związane z tym zjawiska "wtórne".

Śródziemie i całe Legenarium można odbierać zasadniczo na trzy sposoby, przy czym moim zdaniem nie wykluczają sie one wzajemnie.
- "badawczy" - czyli swojego rodzaju naukowy, badając różne aspekty twórczości Tolkiena i opisanego przez niego świata - tak, jak napisała to Elring. Wszelkiego rodzaju umysłowa gimnastyka, którą możemy uprawiać, zaspokajając chęć poznania tego świata.
- "artystyczny" - gdy kontakt z tym światem pobudza naszą wrażliwość artystyczną i sprawia, że czujemy potrzebę wyrażenia naszych emocji, myśli poprzez przekaz artystyczny - proza, poezja, grafika, szeroko pojęta twórczośc plastyczna, muzyka etc.
- "filozoficzno-uczuciowy" - budzący niestety najwięcej kontrowersji - tym pojęciem bym określiła tych fascynatów Śródziemia, których Elring określiła w cudzysłowiu jako "wyznawców". Aczkolwiek wydaje mi się, że "wyznawca" to trochę za dużo powiedziane. Osobiście rozumiem to jako odbiór świata Tolkiena, który generuje w nas zwykłe, ludzkie uczucia, którym nie pozostajemy obojętni. Uczucia niezależne od religii czy wyznania. Ale również odbiór, który skłania do pytań czysto filozoficznych - o naturę świata, o "obieg wartości" w nim, o sens odwagi, przyjaźni, szacunku, wybaczenia. Jakie znaczenie ma dla nas to, jacy sami jesteśmy? Jak postępujemy wobec innych? Od takiego spojrzenia niewiele już dzieli do pytania - dlaczego by nie starać się systemu wartości z Legendarium stosować w normalnym, współczesnym życiu?

Smutne jest tylko to, że czasami tego typu podejście, działania w życiu podjęte właśnie pod wpływem przemyśleń nad "tolkienowskim systemem wartości", traktowane są jako swojego rodzaju fanatyzm, przejawy "wyidealizowannej wizji tolkienistów", a co gorsze, nawet eskapizm. Ja tego nie rozumiem - co jest złego w tym, że ktoś stara sie maksymalnie wykorzystać czas na to, aby robić w życiu coś, co go pasjonuje? Że stara się pracować nad sobą? Dlaczego fakt, że dla tego kogoś właśnie świat Tolkiena jest tym źródłem sensu jego życia, wywołuje drwiące uśmieszki i posądzenia o "odmienny stan ducha"? Tak samo ktoś inny może czerpać siły życiowe z innego źródła i jest to przecież ludzkie, normalne i potrzebne. A że nie ma tutaj miejsca na cynizm - cóż, nie każdy jest cynikiem, chociaż często uznaje się brak cynizmu za przeżytek i naiwność.

_________________
Ten nieruchomy już jest martwy, ten, który się rusza, przeżyje.

Żaden człowiek nie może się bronić bez ryzyka.
- J. Liechtenauer
----
Nasz azyl dla zwierząt
shadow of mind
galeria DA
półka w Bibliotece
Powrót do góry
 
 
M.L.
Uprzedzony, ujadający krzykacz / Administrator


Dołączył(a): 27 Cze 2002
Wpisy: 5849
Skąd: Mafiogród


Wysłany: 17-06-2006 01:07    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Czytałem inne odpowiedzi. I daja wiele do myślenia, postaram jednak wyrazic swoją opinię niezaleznie od nich.

Co to znaczy byc tolkienistą?
A dokladniej, tak jak wyraziła to Elring:
Elring napisał(a):
Czy można być tolkienistą tylko w pierwszym znaczeniu - to jest kimś zajmującym się tolkienistyką jako gałęzią literaturoznawstwa, koncentrować się na twórczości Tolkiena, badać pewne jej, wybrane aspekty, nie będąc zarazem "wyznawcą"?

Moja pierwsza odpowiedź brzmiala, oczywiście, że tak. Bo w końcu czemu nie? wieeeeeeeeeelgachny uśmiech
Ale zaraz potem przyszła refleksja, czy aby na pewno? I nie chodzi, o bycie wyznawcą. Bo tu nie widzę problemu. Sam nie uważam siebie za wyznawcę, tylko pasjonata twórczości. Lubię dzieła Tolkiena, ale już nie koniecznie widzę go jako wzór do naśladowania. Zafascynował mnie stworzony przez niego świat, a nie on sam jako człowiek.

Zresztą osoba nie będąca wyznawcą, patrząca niejako z dystansu, pod wieloma względami będzie lepszym obserwatorem i badaczem, niż ktoś uczuciowo zaangażowany. Nie tutaj więc widze problem.

Moj problem polega na pytaniu, czym jest tolkienistyka, i czy możemy w ogóle mówic o takiej specjalności w ramach literaturoznawstwa?

W każdym razie jak dla mnie spokojnie można koncentrować się na twórczości Tolkiena, badać pewne jej, wybrane aspekty, nie będąc zarazem "wyznawcą".

Natomiast, na pytanie: Czy faktycznie istnieje tolkienizm?

Bez watpliwości odpowiem, że tak. I nie przeszkadza mi ideologizująca końcówka, bo w końcu nie każda ideologia jest, czy musi byc zła.
Problem znowu polega na tym, czym jest ten tolkienizm? Czy określeniem dla w sumie pozytywnego fioła, ktory pozwala się ludziom cieszyc życiem, kontaktami z podobnie myslącymi i reagujacymi ludźmi, który jest rodzajem zabawy i czerpania radości z lektury dzieł Tolkiena i kontaktow w ramach pewnego środowiska. Czy też etykietka dla pewnej ideologii, która nakazywałaby zycie i postepowanie wedle ściśle określonych norm i zasad?
Nie watpię, że istnieja ludzie własnie tak pojmujacy tolkienizm, tylko ja niezbyt wiem, jakie to miałyby byc normy i co Tolkienizm miałoby wyróżniac spośród innych -izmów, poza osobą Tolkiena oczywiście.

_________________
ēl sīla lūmena vomentienguo wieeeeeeeeeelgachny uśmiech
---------------------------------------
For the grace, for the might of our Lord
For the home of the holy
For the faith, for the way of the sword
Powrót do góry
 
 
Elring
Weteran Bitwy Pięciu Armii


Dołączył(a): 18 Gru 2004
Wpisy: 284
Skąd: Z daleka, nie wiem, z piekła czyli z raju


Wysłany: 17-06-2006 16:38    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Dziękuję za odpowiedzi.

Falmawen napisał(a) (zobacz wpis):

postępowanie "jak Tolkien" chyba też się kompletnie tu nie mieści w pojęciu "tolkienistyka", bo nie pisał autobiografii.

Autobiografii nie, ale listy - owszem. A w nich zawarł wiele swoich poglądów.

Cytat:
Takich tematów mamy tu mnóstwo! W pewnym momencie przechodzimy jakby na inny poziom rozważań - znajomość faktów nie wystarcza, ta jakby podstawowa interpretacja (z której i tak przecież nie rezygnujemy - każda kolejna lektura sprawia, że odkrywamy cos nowego) przestaje wystarczać i wkraczamy w... co? Filozofię? Życiową? Zaczynamy bardziej lub mniej swiadomą pracę nad sobą i niejeden z nas pisze - przez hmm Z przymrużeniem oka pryzmat Śródziemia - osądy ogólne, ale jednak o nas wszystkich, o każdym z osobna - o ludziach po prostu - czujac byc moze w duchu, że jakoś się może wymądrza, bo sam błądzi...

No właśnie. I o ten etap mi chodzi - kiedy poglądy i system wartości przestają być systemem konkretnego, badanego autora, a stają się systemem badacza...

Cytat:
Nio jasne, że można być tylko "badaczem" Uśmiech czemu nie? "Wyznawcą <<tolkienizmu?>>" lepiej nie być. Nie wiem co by to miało oznaczać, ale chyba jakieś wypaczenie, nadinterpretacje... juz lepiej nie wiedzieć o tym wszystkim nic Skrzywienie ...

No to mam takie pytanie: czy np. ocenianie "Harry'ego Pottera" przez pryzmat Tolkienowego eseju "O baśniach" już pod te wypaczenia podchodzi, czy nie?
To właśnie jest dla mnie niepokojące w tzw. "tolkieniźmie": przejmowanie punktu widzenia Tolkiena w kwestiach zupełnie z jego twórczością niezwiązanych.

Cytat:
Tak przynajmniej ja się czuję - wszystko, co się w moim życiu zmieniło przez ostatnie 3 lata w jakiś sposob ocierało się o dzieła Tolkiena - podjęłam kilka dość odważnych decyzji i żadnej nie żałuję, chociaż teraz jest kompletnie(!!) inaczej, niż te 3 lata temu. Gdzie indziej mieszkam, pracuję (o dziwo w zawodzie Język ) i... rzecz nistpotykana - mam mnóstwo przewspaniałych znajomych. I zupełnie inne podejscie do ludzi i świata. Po prostu jest mi lepiej pod każdym względem.

No tak. Mnie Tolkien, szczerze mówiąc, też zmienił... Pewnie gdyby nie on i wiersz "The road goes ever on and on, down from the door where it began...", nie zmieniłabym pracy, tylko tkwiła dalej w tym samym miejscu Śmiech
A jednak wciąż pozostaję sobą; dostrzegam całe bogactwo Tolkienowskiego świata i jego wartości, ale raczej z niego czerpię, niż mnie ono zmienia.

Valhalla napisał(a) (zobacz wpis):
Śródziemie i całe Legenarium można odbierać zasadniczo na trzy sposoby, przy czym moim zdaniem nie wykluczają sie one wzajemnie.
- "badawczy" - czyli swojego rodzaju naukowy, badając różne aspekty twórczości Tolkiena i opisanego przez niego świata - tak, jak napisała to Elring. Wszelkiego rodzaju umysłowa gimnastyka, którą możemy uprawiać, zaspokajając chęć poznania tego świata.
- "artystyczny" - gdy kontakt z tym światem pobudza naszą wrażliwość artystyczną i sprawia, że czujemy potrzebę wyrażenia naszych emocji, myśli poprzez przekaz artystyczny - proza, poezja, grafika, szeroko pojęta twórczośc plastyczna, muzyka etc.
- "filozoficzno-uczuciowy" - budzący niestety najwięcej kontrowersji - tym pojęciem bym określiła tych fascynatów Śródziemia, których Elring określiła w cudzysłowiu jako "wyznawców". Aczkolwiek wydaje mi się, że "wyznawca" to trochę za dużo powiedziane. Osobiście rozumiem to jako odbiór świata Tolkiena, który generuje w nas zwykłe, ludzkie uczucia, którym nie pozostajemy obojętni. Uczucia niezależne od religii czy wyznania. Ale również odbiór, który skłania do pytań czysto filozoficznych - o naturę świata, o "obieg wartości" w nim, o sens odwagi, przyjaźni, szacunku, wybaczenia. Jakie znaczenie ma dla nas to, jacy sami jesteśmy? Jak postępujemy wobec innych? Od takiego spojrzenia niewiele już dzieli do pytania - dlaczego by nie starać się systemu wartości z Legendarium stosować w normalnym, współczesnym życiu?

Bardzo trafny podział...

Cytat:
Smutne jest tylko to, że czasami tego typu podejście, działania w życiu podjęte właśnie pod wpływem przemyśleń nad "tolkienowskim systemem wartości", traktowane są jako swojego rodzaju fanatyzm, przejawy "wyidealizowannej wizji tolkienistów", a co gorsze, nawet eskapizm. Ja tego nie rozumiem - co jest złego w tym, że ktoś stara sie maksymalnie wykorzystać czas na to, aby robić w życiu coś, co go pasjonuje? Że stara się pracować nad sobą? Dlaczego fakt, że dla tego kogoś właśnie świat Tolkiena jest tym źródłem sensu jego życia, wywołuje drwiące uśmieszki i posądzenia o "odmienny stan ducha"? Tak samo ktoś inny może czerpać siły życiowe z innego źródła i jest to przecież ludzkie, normalne i potrzebne. A że nie ma tutaj miejsca na cynizm - cóż, nie każdy jest cynikiem, chociaż często uznaje się brak cynizmu za przeżytek i naiwność.

A według mnie smutny jest nie tylko fakt tego braku akceptacji dla "tolkienizmu". Smutne jest także to, że niektórzy "wyznawcy" usiłują swój punkt widzenia narzucić innym. I stawiają znak równości między "badaczem" a "wyznawcą", wykluczając tym sposobem wszystkich, którzy pewnych poglądów Tolkiena nie podzielają; którzy nie traktują go jako wyroczni we wszelkich kwestiach...
Otóż według mnie Tolkien jest wyrocznią tylko i wyłącznie w kwestii Śródziemia, jako jego twórca. I tylko w tej jednej sprawie, w kwestii tych rozstrzygnięć, jego słowo jest ostateczne. W żadnej innej. Oczywiście zgadzam się, że każdy może na swój indywidualny użytek sobie Tolkiena (ewentualnie Gandalfa, Frodo, Manwego etc) przyjąć za swój autorytet. Ale nie wolno narzucać tego innym, tak jak nie wolno nikomu nigdy narzucać swojej ideologii, jakakolwiek by ona nie była.

M.L. napisał(a) (zobacz wpis):
Moj problem polega na pytaniu, czym jest tolkienistyka, i czy możemy w ogóle mówic o takiej specjalności w ramach literaturoznawstwa?

Może to nie tyle gałąź, ile gałązka... W słownikach literatury faktycznie raczej nie figuruje. Ale jeśli wziąć pod uwagę, jak bardzo naukowe potrafi być podejście do twórczości tego konkretnego pisarza...

Cytat:
Bez watpliwości odpowiem, że tak. I nie przeszkadza mi ideologizująca końcówka, bo w końcu nie każda ideologia jest, czy musi byc zła.

Oczywiście. Te całkiem "złe" ideologie to chyba raczej mniejszość. Ale jak już pisałam wyżej - problem leży nie w samej ideologii, ale w próbach narzucenia jej innym.

Cytat:
Nie watpię, że istnieja ludzie własnie tak pojmujacy tolkienizm, tylko ja niezbyt wiem, jakie to miałyby byc normy i co Tolkienizm miałoby wyróżniac spośród innych -izmów, poza osobą Tolkiena oczywiście.

Na przykład - ocenianie wszelkich dzieł literackich przez pryzmat Tolkiena i jego poglądów na literaturę i mit wyłożonych w esejach i w listach...
Powrót do góry
 
 
M.L.
Uprzedzony, ujadający krzykacz / Administrator


Dołączył(a): 27 Cze 2002
Wpisy: 5849
Skąd: Mafiogród


Wysłany: 17-06-2006 20:58    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Elring napisał(a) (zobacz wpis):
No właśnie. I o ten etap mi chodzi - kiedy poglądy i system wartości przestają być systemem konkretnego, badanego autora, a stają się systemem badacza...

Pytanie, czy taką osobę można jeszcze nazwac badaczem?

Cytat:
No to mam takie pytanie: czy np. ocenianie "Harry'ego Pottera" przez pryzmat Tolkienowego eseju "O baśniach" już pod te wypaczenia podchodzi, czy nie?

Moim zdaniem nie. Esej O baśniach, jest wyłożeniem konkretnej koncepcji mitopoetycznej, z którą można się zgadzac lub nie, ale która może stanowic podstawę do analizy róznych tekstow, nie tylko napisanych przez Tolkiena.

Cytat:
To właśnie jest dla mnie niepokojące w tzw. "tolkieniźmie": przejmowanie punktu widzenia Tolkiena w kwestiach zupełnie z jego twórczością niezwiązanych.

No tak. Rozumiem twoje watpliwości. Tolkien jako literaturoznawca był amatorem. To fakt. Czy to jednak oznacza, że jego spostrzeżenia są pozbawione wartości, czy nie moga stanowic propozycji interpretacyjnej.
Oczywiście nie chodzi o bezkrytyczne przyjmowanie opinii Tolkiena. Zresztą nie tylko w kwestiach literaturoznawczych.

Cytat:
A według mnie smutny jest nie tylko fakt tego braku akceptacji dla "tolkienizmu".

Zwłaszcza, ze ten fakt braku akceptacji wystepuje u nas, ale już nie koniecznie w innych krajach.

Cytat:
Smutne jest także to, że niektórzy "wyznawcy" usiłują swój punkt widzenia narzucić innym. I stawiają znak równości między "badaczem" a "wyznawcą", wykluczając tym sposobem wszystkich, którzy pewnych poglądów Tolkiena nie podzielają; którzy nie traktują go jako wyroczni we wszelkich kwestiach...

Powiem wprost i brutalnie, to przejaw zwykłej głupoty. Świat stworzony przez Tolkiena jest niezwykle fascynujący i pod pewnymi względami wręcz doskonaly, ale Tolkien, ani nie jest najlepszym pisarzem, ani najwybitniejszym anglo-sasksonistą, ani genialnym teoretykiem literatury. A w związku z tym robienie z niego miary niemal wszystkiego, jest w najlepszym przypadku przejawem fanatyzmu, a w najgorszym bezdennej głupoty.

Cytat:
Otóż według mnie Tolkien jest wyrocznią tylko i wyłącznie w kwestii Śródziemia, jako jego twórca. I tylko w tej jednej sprawie, w kwestii tych rozstrzygnięć, jego słowo jest ostateczne. W żadnej innej.


Zgoda. W kazdej innej jest autorem ciekawych propozycji. przy czym w kwestiach linglistycznych i filologicznych nalezy już do historii obu tych nauk. A o teoriach mitopoetycznych się nie wypowiadam, bo sie nie znam. Ja w nich widze ciekawe wnioski i koncepcje, z wieloma się zgadzam, ale to wszystko.

Cytat:
Może to nie tyle gałąź, ile gałązka... W słownikach literatury faktycznie raczej nie figuruje. Ale jeśli wziąć pod uwagę, jak bardzo naukowe potrafi być podejście do twórczości tego konkretnego pisarza...

Tylko, że wiele z tych publikacji, i to właśnie tych najbardziej naukowych, budzi moje wątpliwości. Widzę, że dziela Tolkiena są w nich raczej pretekstem dla wygłoszenia takiej czy innej tezy, ktora z Tolkienem niewiele ma wspólnego.
JRRT jest wart studiów i wierzę, że jeszcze wiele rzeczy można zrobic, zwlaszcza, że ciagle wielu rzeczy nie wiemy, a wiele materiałów jest niedostępnych.
Tym niemniej to najwyżej gałązka badawcza.

Cytat:
Ale jak już pisałam wyżej - problem leży nie w samej ideologii, ale w próbach narzucenia jej innym.

O tym nie piszę, bo to tak oczywiste, że trudno z tym polemizowac.

Cytat:
Na przykład - ocenianie wszelkich dzieł literackich przez pryzmat Tolkiena i jego poglądów na literaturę i mit wyłożonych w esejach i w listach...

Pytanie, w jaki sposob się to robi? Mam przyjaciela, który jest historykiem i filologiem zarazem. Nie lubi dzieł literackich Tolkiena, ale jego teksty filologiczne uwaza za interesujące i warte uwagi. Uważa, że jego tezy są ciagle aktualne.
Wszystko więc zależy, od tego czy jesteśmy powazni i krytyczni, czy fanatyczni.

_________________
ēl sīla lūmena vomentienguo wieeeeeeeeeelgachny uśmiech
---------------------------------------
For the grace, for the might of our Lord
For the home of the holy
For the faith, for the way of the sword


Ostatnio zmieniony przez M.L. dnia 20-06-2006 12:02, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
 
 
Ugrunîlo
Weteran Bitwy Pięciu Armii


Dołączył(a): 15 Cze 2003
Wpisy: 349



Wysłany: 18-06-2006 01:15    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Elring napisał(a) (zobacz wpis):
Dziękuję za odpowiedzi.
Jestem rozwalony cała przyjemność po naszej stronie wielgachny uśmiech
Elring napisał(a) (zobacz wpis):

Falmawen napisał(a) (zobacz wpis):

postępowanie "jak Tolkien" chyba też się kompletnie tu nie mieści w pojęciu "tolkienistyka", bo nie pisał autobiografii.

Autobiografii nie, ale listy - owszem. A w nich zawarł wiele swoich poglądów.

Jasne - ostatnio się w nich zaczytuję, ale prócz po raz kolejny rosnącego podziwu dla człowieka, który np. tak wspaniale optymistycznie sobie radził z codziennością, tak dużo pracował, tak mało (jak nie wcale) narzekał, nie odczuwam potrzeb jakiegoś kultu i przedrzeźniania Zdziwienie . Oczywiście zakładam, ze istnieją osoby, które tak bardzo chciałyby być(..??) jak Tolkien, że pozują na Tolkiena... nie pozostaje mi nic innego, jak współczuć Skrzywienie im i otoczeniu, bo nikgdy nie będzie się kimś, kogo się udaje... raczej przykrą, wypaczoną jego parodią, jednak sądzę, że ilosć takich osób jest marginalna, podobnie jak wszystkich innych ekstremalnych przypadków w jakiejkolwiek kwestii.
Elring napisał(a) (zobacz wpis):

Cytat:
Takich tematów mamy tu mnóstwo! W pewnym momencie przechodzimy jakby na inny poziom rozważań - znajomość faktów nie wystarcza, ta jakby podstawowa interpretacja (z której i tak przecież nie rezygnujemy - każda kolejna lektura sprawia, że odkrywamy cos nowego) przestaje wystarczać i wkraczamy w... co? Filozofię? Życiową? Zaczynamy bardziej lub mniej swiadomą pracę nad sobą i niejeden z nas pisze - przez hmm Z przymrużeniem oka pryzmat Śródziemia - osądy ogólne, ale jednak o nas wszystkich, o każdym z osobna - o ludziach po prostu - czujac byc moze w duchu, że jakoś się może wymądrza, bo sam błądzi...

No właśnie. I o ten etap mi chodzi - kiedy poglądy i system wartości przestają być systemem konkretnego, badanego autora, a stają się systemem badacza...

Oj to nie tak... to, ze zaczynamy rozważać tematy nieco filozoficzne, że zaczynamy (byc może nieświadomie) przekształcać, rozbudowywać, zmieniać nasz system wartosci pod wpływem lektury i dyskusji, nie oznacza, że staje się on systemem autora. My to my, autor, to autor. Tolkien nie wypisał nam (bez)pośrednio "przykazań" - gdyby tak było, nie byłoby o czym dyskutować... zresztą pewnie całe legendarium i WP nie byłyby tak pociągające. Świadomie (niestety tego Listu doszukać sie nie mogę) wiele spraw zostawił niedopowiedzianych a czasem w kilku wersjach, aby nabrały "historycznego" wrazenia (przecież często odkrycia bywają sprzeczne, kroniki "ubarwiane" przez kronikarzy, a wiele szczegółów na przestrzeni wieków umknęło). Postępowanie wielu postaci jest intrygujące lub wręcz irytujace. Nie jest czarno i biało. Jak z takiej mieszaniny wyodrębnic jednoznaczny system wartosci? I nie sądzę, żeby Listy załatwiały sprawę -to przecież nie wszystkie (wiele zaginęło, niejeden - o ile pamiętam - odrzucono, większość to "z listu" więc być może zostaliśmy pozbawieni jakiegoś szczegółu, bo został uznany za zbyt osobisty) i na dodatek nie były pisane jako zbiór dziełek w formie listów, które miały byc wydane jako przekaż jakiejś ideologii zyciowej - autentycznie były listami. Jeszcze jakby tego było mało, to przecież są pisane na przestrzeni iluś lat. Tolkien się zmieniał, jak każdy. Zmieniał też nieco poglady z pewnością... podobnie jak zmieniała się wizja legendarium - wiecznie i nieskończenie poprawianego.
Cytat:

To właśnie jest dla mnie niepokojące w tzw. "tolkieniźmie": przejmowanie punktu widzenia Tolkiena w kwestiach zupełnie z jego twórczością niezwiązanych.
J.w. - nikt ostatecznie nie wie jak w danej chwili Tolkien by zareagował. Ktos, kto twierdzi, że z całą pewnością wie, albo jest jakimś fanatykiem, albo zwyczajnie brak mu pokory. Jesli na dodatek twierdzi, że się zachowuje identycznie i jest to jedynie własciwe, to juz kompletne wyrazy współczucia...
Wszystko jedno - nie mam ochoty takiej osoby spotkać Jestem rozwalony
[quote="Elring";p="50440"]
Cytat:
Bez watpliwości odpowiem, że tak. I nie przeszkadza mi ideologizująca końcówka, bo w końcu nie każda ideologia jest, czy musi byc zła.

Oczywiście. Te całkiem "złe" ideologie to chyba raczej mniejszość. Ale jak już pisałam wyżej - problem leży nie w samej ideologii, ale w próbach narzucenia jej innym.

Tu sie zgadzam Uśmiech To jest własnie najgorsze - narzucanie innym. Pewnie właśnie z tego powodu pojęcie "tolkienizm" - jakoś ideologicznie brzmiące - wydaje mi sie troszkę
niemiłe i brzmiące mało pozytywnie. Swoją drogą pewnie nie raz się wsród samych tolkienistów zdarzyło, ze jeden narzucał swoją interpretację drugiemu...
Elring napisał(a) (zobacz wpis):

Cytat:
Nie watpię, że istnieja ludzie własnie tak pojmujacy tolkienizm, tylko ja niezbyt wiem, jakie to miałyby byc normy i co Tolkienizm miałoby wyróżniac spośród innych -izmów, poza osobą Tolkiena oczywiście.

Na przykład - ocenianie wszelkich dzieł literackich przez pryzmat Tolkiena i jego poglądów na literaturę i mit wyłożonych w esejach i w listach...

To by był fanatyzm chyba... nie wyobrażam sobie oceniania Pratchetta przez pryzmat Tolkiena Jestem rozwalony kompletnie wszystko mi się pomieszało rotflowy pomysł! Albo omijania szerokim łukiem Martina? Do czego to miałoby prowadzić? Do zaprzestania czytania czegokolwiek innego? Beznadziejnie.. Jeśli ktoś tak sobie utrudnił życie to stanowczo nie doczytał Listów Język Złośliwy uśmiech Tolkien np. fantastykę naukową czytał o ile pamiętam...
Nie no nic nie poradzę.. "tolkienizm" jako słowo mi sie po prostu nie podoba.
Ale tak wracajac do tolkienistów, to nadal mam wrażenie, że sie odróżniają od innych miłośników przekładaniem wniosków, jakie wyciągają ze swoich zamiłowań na codzienne życie. Jeśli się "wsiąka" w coś na lata, to ono oddziałuje jakoś - trudno, zeby nie... a to oddziaływanie w przypadku tolkienistów, jest na ogół przecież pozytywne. I sądzę, że tolkieniści mają po prsotu wyjątkowo spory materiał do dumania, szukania i wnioskowania. W końcu mają świat z mitami, legendami i historią, z językami, różnymi kulturami, miejscami... Chyba trudno o Tolkienistę, który po kilku latach nie zaczyna "osiadać na stałe" w jakimś miejscu, np. w Gondorze, albo w jakimś czasie, np. w II Erze. A potem, gdy juz nasyci się miejscem czy czasem, wędruje dalej i dalej... Z przymrużeniem oka

---krótki dodatek po przespaniu paru godzin* Jestem rozwalony ---------------------------------------------
Zapomniałam dopisać paru słów o czymś jeszcze.
Elring napisał(a) (zobacz wpis):

Otóż według mnie Tolkien jest wyrocznią tylko i wyłącznie w kwestii Śródziemia, jako jego twórca. I tylko w tej jednej sprawie, w kwestii tych rozstrzygnięć, jego słowo jest ostateczne. W żadnej innej. Oczywiście zgadzam się, że każdy może na swój indywidualny użytek sobie Tolkiena (ewentualnie Gandalfa, Frodo, Manwego etc) przyjąć za swój autorytet. Ale nie wolno narzucać tego innym, tak jak nie wolno nikomu nigdy narzucać swojej ideologii, jakakolwiek by ona nie była.

Całkowicie (jak już pisałam pewnie Język ) się zgadzam, ze nikomu nigdy nie wolno narzucać swojej ideologi. Moim zdaniem nawet interpretacji (pomijając sprawy dość oczywiste i wielokrotnie w ten sam sposób np. opisywane też w Listach)... bo często się okazuje, że pojawia się jakiś kolejny fakt i to, co dodtychcas ogólnie wszyscy wydumali i wobec tego byli zgodni, może się ukazać w innym świetle.
Nie jestem tylko pewna co do "wyroczni w kwestii Śródziemia". Tę niepewnosć właśnie podsyciły Listy. Tolkien wiele razy wspomina, że to wszystko było mu "dane", że nie czuł jakby wymyslał, ale niemal jakby sobie przypominał, że kolejne pisane wersje były jak próby znalezienia prawdziwej wersji a nie wymyślenia. Dość ciekawym przykładem był Drzewiec, który mu się Jestem rozwalony wziął i napisał. Albo Entowe Żony. Na pytanie jakiegos czytelnika - co się z nimi naprawdę stało - o ile pamiętam, odpisał... "nie wiem"... Jakby tego było mało, pewnych rzeczy nie dopisał specjalnie, żeby nadać większe wrażenie historycznej wiarygodności i... jak sądzę... dać nam więcej miejsca na własne domysły.
Nie chodzi mi bynajmniej o to, że jako autor był niezdecydowany czy coś w tym rodzaju. A tym bardziej, broń Eru, nie twierdzę, że ktolkolwiek wie lepiej!! Po prostu Tolkien chyba nie zdążył "przypomnieć" sobie wszystkiego... a nawet jeśli, to my tej wersji nie mamy czarno na białym. I nie jestem pewna czy mielibyśmy, gdyby zdążył i mógł ją spisać... Dlatego z tą "wyrocznią" jestem troszke ostrożna Język szczególnie w przypadku faktów, co do których nie ma pewności, bo wersji jest kilka, a i w Listach nie ma jednoznaczengo potwierdzenia, bez zmiany zdania po jakimś czasie. I chyba to właśnie najbardziej przyciąga Tolkienistę - to moze może myśleć nad tym wszystkim, szukać i mieć pewność, że starczy tego na całe życie. Tu jakoś szczególnie można się delektować samą drogą, a nie wyglądać celu.

*najwyżej mi powiecie "nie śpij tyle" Język
Powrót do góry
 
 
Ring
Weteran Bitwy Pięciu Armii


Dołączył(a): 06 Lip 2005
Wpisy: 617
Skąd: Warszawa
Nieobecny(a): Operacja Tolk Folk 2012 może...

Wysłany: 20-06-2006 01:16    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Trochę trwało nim zebrałem myśli do tej odpowiedzi. Głównie z tego powodu, że zaskoczyło mnie istnienie terminu "tolkienizm". Spotykałem "tolkienologię" i oczywiście "tolkienistykę", ale ten „-izm” wydał mi się czymś zupełnie dziwnym, rzekłbym nawet obcym. Skoro jednak funkcjonuje (podobno!), postanowiłem go nie ignorować, tylko podjąć próbę umiejscowienia go gdzieś sensownie w całej fanowsko-tolkienowskiej układance. I spróbuję też odpowiedzieć na pytanie jak ja ten termin rozumiem.

Najpierw jednak o innej sprawie. Tworząc ten temat Elring napisała (wytłuszczenie i skróty moje):

Cytat:
Zawsze mi się zdawało, że "tolkienista" tak się ma do "tolkienistyki", jak "lingwista" do "lingwistyki […] Innymi słowy - tolkienista to ktoś, kto w sposób mniej lub bardziej naukowy zajmuje się twórczością Tolkiena. Może to odbywać się zawodowo (np. w przypadku literaturoznawców) lub hobbystycznie, ale jest to po prostu badanie dzieł pisarza, pod jakimkolwiek kątem[…]


Już chciałem zaprotestować nad tak zawężoną definicją Tolkienisty, ale kilka postów dalej zostałem porażony wyznaniem ML-a.

Cytat:
Moj problem polega na pytaniu, czym jest tolkienistyka, i czy możemy w ogóle mówic o takiej specjalności w ramach literaturoznawstwa?


Zdziwienie Jaki problem ML-u? Czy mam Ci przypomnieć, że w pierwszym numerze Aiglosa zamieściłeś swój esej „O budowaniu wieży – czyli czym jest Tolkienistyka, a czym Tolkienologia? Po co się nimi zajmować i co z tego może wynikać?”
Już sam tytuł wskazuje, że zaproponowałeś rozróżnienie obu terminów.
Ponieważ Aiglos nr 1 jest trudno dostępny, niech mi wolno będzie przytoczyć zaproponowane przez Ciebie definicje.

Cytat:
Tolkienistyką powinniśmy nazywać całokształt twórczości powstałej z inspiracji dziełami J.R.R. Tolkiena, zarówno mającej charakter naukowy, popularnonaukowy czy quasi-naukowy, jak i literackiej, filmowej malarskiej czy ogólnie rzecz ujmując artystycznej


Cytat:
Tolkienologią jest każda naukowa analiza, która przyczynia się do pogłębienia naszej znajomości dzieła, procesu twórczego, inspiracji, motywacji i sposobu pracy Tolkiena.


Jestem zdumiony, czyżbyś nadal miał wątpliwości? Z przymrużeniem oka

Teraz do meritum, czyli próba zdefiniowania tolkienizmu.

Valhalla napisał(a):
Moim zdaniem "tolkienizm" jest zjawiskiem, dość znaczącym i związanym z samym faktem, że wielu ludzi na świecie uległo urokowi świata opisanego przez Tolkiena. I jak każde tego typu zjawisko, również tolkienizm ma różne oblicza. Nie będę o nich się rozpisywać, bo najlepiej, jak tylko się dało, ujął to Ring w swoim artykule na stronce Ennorath.


Pięknie dziękuję chwała wam, chylę czoła, dzięki za niezmordorowane reklamowanie moich skromnych umiejętności pisarskich, chociaż akurat nie bardzo zgadzam się, że tekst jest o „obliczach tolkienizmu”. Zdecydowanie bliska jest mi definicja „tolkienistyki” autorstwa ML-a i starałem się opisać przejawy tego zjawiska, a jeśli któreś z nich można podciągnąć pod „tolkienizm”, to tylko jako wycinek większej całości. Tolkienistykę umieszczam na szczycie drabiny terminologicznej. Wszystko inne: posttolkienistyka, tolkienologia i tolkienizm są jej składowymi. Dlaczego tak twierdzę?

Zacznijmy od pytania czymże jest/może być tolkienizm?

Można byłoby skonstruować taką oto definicję:

Tolkienizm – całokształt zainteresowań powiązanych z życiem i twórczością J.R.R Tolkiena

Bardzo to zbliżone do definicji „tolkienistyki” autorstwa ML-a, przy czym zauważcie różnicę, że tam mowa jest o „całokształcie twórczości”, a mój „całokształt zainteresowań” jest pojęciem szerszym, bo pozwala zaistnieć także tym zjawiskom, które nie mają w sobie „twórczego” pierwiastka. Tutaj właśnie mieściliby się ci, o których pisze Elring

Cytat:
Wychodziłoby na to, że niektórzy ludzie określający się jako tolkieniści rozumieją przez to "postępujący tak jak Tolkien, podobnie uważający, wyznawcy takiego samego systemu wartości jak te, które w swojej twórczości zawarł J.R.R. Tolkien”


Stworzona przeze mnie definicja nie jest jednak właściwa, bo od razu rodzi pytanie: zatem to nie „tolkienistyka” ale „tolkienizm” powinien dzierżyć szczyt hierarchii terminologicznej? Chyba jednak nie, a są ku temu co najmniej dwa powody.
O pierwszym pisze zresztą sama Elring zawężając zjawisko tolkienizmu do „niektórych ludzi” spośród tolkienistów. Skoro więc sprawa dotyczy pewnej grupy osób, nie może być mowy o posługiwaniu się terminem „tolkienizm” na opisanie całości.

Warto także zadać sobie pytanie – i to jest powód drugi - skąd mogło się wziąć określenie „tolkienizm”? Zacznijmy od naszego podwórka. Analiza występowania tego słowa w polskim internecie daje bardzo ciekawe rezultaty. Ten termin występuje zaledwie niewiele ponad 100 razy, z czego lwia część przypada na odwołania do dyskusji na forum Elendilich i Hobbitonu. Jeśli już pojawia się gdzie indziej łatwo zauważyć, że używany jest w wielu znaczeniach.

Przykłady:

1. fragment wywiadu (fakty.lebork.pl)

Cytat:
- Koledzy z klasy mówią, że nawracasz ich na „tolkienizm”.
- No cóż, odniosłam nawet mały sukces. Nauczyłam ich elfowych pozdrowień


2. fragment wypowiedzi na forum tolkien.cyberdusk.pl

Cytat:
Tolkienizm, owszem, jest to rzecz, którą pochwalam. […]Swój tolkienizm można realizować na wiele sposobów[…]


3. fragment wypowiedzi w dyskusji na forum lotr.superhost.pl

Cytat:
No powiedz- pasjonuje Cię najwidoczniej misjonarska działalność, chcesz nas nawrócić na prawdziwy tolkienizm i wykazać jak błądziliśmy do tej pory, żywiąc przyjazne uczucia do filmu Jacksona?


4. fragment wypowiedzi w dyskusji na forum fantastyka.pl

Cytat:
Pamiętaj też o tym, że często występują mieszanki i czyste fantasy jest już rzadkie Autorzy boją się chyba posądzenia o tolkienizm względnie powielanie motywów z RPGów i innych podobnych


5. fragment recenzji zamieszczonej na fanfiki.tolkien.com.pl

Cytat:
Tak więc fanfik spełnił swoje zadanie […] Nawet jeśli jego tolkienizm objawia się dopiero na końcu


6. fragment artykułu ze strony radio.com.pl na temat filmu „Aleksander"
Olivera Stone’a

Cytat:
Analizując zamiary Olivera Stone’a nie powinniśmy przeoczyć jeszcze jednej sprawy, o której on sam nam uporczywie przypomina. W licznych wywiadach podkreśla bowiem, że swoim filmem rzucił wyzwanie modzie na tolkienizm


7. forum Wydawnictwa ISA
(dyskutantka wymienia, co ją denerwuje w książkach z gatunku fantasy)

Cytat:
[…] 3. epickosc ( "tolkienizm" ) ?


Podsumowując, „tolkienizm” to:

- szeroko pojęte upowszechnianie twórczości Tolkiena
- hobby, zainteresowanie, pasja wyrażane w różnoraki sposób
- głoszenie wyższości dzieła Tolkiena nad dziełem Petera Jacksona
- ukryte naśladownictwo i wzorowanie się na dziele Tolkiena przez innych autorów
- celowe stosowanie skojarzeń lub odwołań wprost do twórczości Tolkiena
- moda, czyli zwyczaj lub obyczaj o charakterze przejściowym
- nowe określenie rodzaju literackiego do tej pory zwanego epiką

Przyznacie, że niezły to groch z kapustą. Śmiech

Wszystko więc wskazuje na to, że termin "tolkienizm" nie jest polskim wynalazkiem, ale przeciekł różnymi drogami zza wschodniej granicy. W obszarze anglojęzycznym Internetu słowo to pojawia się bardzo rzadko (niespełna 700 odwołań). Odwrotnie jest w przypadku naszych wschodnich sąsiadów. W niezwykle bogatej tolkienistyce rosyjskiej termin „tolkienizm” (oczywiście jeśli szukać go pisanego cyrylicą) pojawia się ponad 20.000 razy! Już pobieżne zapoznanie się z treścią ukrytą pod niektórymi odwołaniami pozwala stwierdzić, że niejeden raz „tolkienizm” jest tam synonimem „ekstremizmu”. Można by więc hipotetycznie założyć (temat wymaga dalszych badań), że określenie „tolkienizm” stworzone zostało nie w gronie miłośników twórczości Tolkiena, lecz przez ich krytyków. To już jednak temat do zgłębienia w innym miejscu i czasie.

Elring pyta:

Cytat:
Czy faktycznie istnieje tolkienizm?


Wszystko wskazuje na to, że istnieje. Uśmiech

Cytat:
Czy można być tolkienistą tylko w pierwszym znaczeniu - to jest kimś zajmującym się tolkienistyką jako gałęzią literaturoznawstwa, koncentrować się na twórczości Tolkiena, badać pewne jej, wybrane aspekty, nie będąc zarazem "wyznawcą"?


Oczywiście można. Uśmiech

Wziąwszy pod uwagę głosy moich przedmówców pokuszę się na koniec o próbę zdefiniowania terminu „tolkienizm” Oto moja propozycja:

Tolkienizm – postrzeganie różnorodnych aspektów świata realnego przez pryzmat osoby J.R.R Tolkiena i jego twórczości


Zapraszam, jeśli macie ochotę, do rzeczowej krytyki tej definicji i dalszej dyskusji, bo tematu z pewnością nie wyczerpałem. Ciekawe zwłaszcza byłoby podjęcie próby określenia granic „tolkienizmu” i rozważenie np. czy jest to zjawisko z gruntu złe, czy niekoniecznie, bo jak słusznie zauważyła Val... Jestem za

Valhalla napisał(a):
I jak każde tego typu zjawisko, również tolkienizm ma różne oblicza.

_________________
Jeden by wszystkimi rządzić,
Jeden by wszystkie odnaleźć,
Jeden, by wszystkie zgromadzić i w ciemności związać...


Ostatnio zmieniony przez Ring dnia 20-06-2006 13:07, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
 
 
Wyświetl wpisy z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tolkienowskie -> Tolkienistyka i Posttolkienistyka Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3, 4  Następna

Temat: Co to znaczy być tolkienistą i czy istnieje tolkienizm? (Strona 1 z 4)

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich wpisów
Nie możesz usuwać swoich wpisów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dodawać załączników w tym dziale
Nie możesz ściągać plików w tym dziale

Powered by phpBB2
Copyright © tolkien.com.pl Wszystkie prawa zastrzeżone.