Forum dyskusyjne miłośników twórczości J.R.R. Tolkiena
w sieci od 11/2001
 
Gospoda(0) | Zasady Forum | FAQ | Szukaj | Kalendarz |  Zarejestruj się |  Profil | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości | Zaloguj

Witryny zrzeszone w forum:
Hobbiton  Pod Rozbrykanym Balrogiem


"Głupcem jest ten, kto wchodzi w układy z Morgothem." Hurin, Silmarillion


Temat: Tolkien, Lewis i inni o baśniach- niepublikowany esej Lewisa (Strona 1 z 1)

  skocz na koniec strony
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tolkienowskie -> Ogólna dyskusja Wydruk
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Nifrodel
Alsílatiel / Administrator


Dołączył(a): 08 Lis 2001
Wpisy: 2724
Skąd: Ossiriand
Nieobecny(a): panta rhei...

Wysłany: 01-02-2006 23:34    Temat wpisu: Tolkien, Lewis i inni o baśniach- niepublikowany esej Lewisa Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Tygodnik Powszechny nr 5 (2951), 29 stycznia 2006 zaprezentował tydzień temu niepublikowany esej autora "Opowieści z Narnii" (za zgodą C.S. Lewis Estate Język ): O trzech sposobach pisania dla dzieci.Uśmiech

Jest to naprawdę rewelacyjny artykuł. Jego niewielki początkowy fragment jest dostępny online:

http://tygodnik.onet.pl/1563,1308666,0,5039,dzial.html napisał(a):

Uważam, że istnieją trzy sposoby, w jakie piszący dla dzieci mogą podejść do swojej pracy – dwa dobre i jeden, który jest zazwyczaj zły.
Ów zły sposób poznałem całkiem niedawno i to od dwóch nieświadomych niczego świadków. Jednym z nich była pani, która wysłała mi rękopis napisanej przez siebie historii. W historii tej wróżka dała dziecku do dyspozycji cudowny przyrząd. Piszę „przyrząd", bo nie był to magiczny pierścień, czapka, płaszcz czy jakikolwiek tradycyjny przedmiot. Była to maszyna, rzecz z zaworami, dźwigniami i guzikami do naciskania. Można było nacisnąć jeden i dostać lody w rożku, nacisnąć drugi i dostać żywego szczeniaczka i tak dalej. Musiałem powiedzieć autorce szczerze, że nie bardzo interesują mnie takie rzeczy. Odpowiedziała: „Mnie również, nudzi mnie to do szaleństwa. Ale tego właśnie chcą współczesne dzieci".

Drugi dowód jest następujący. W swojej pierwszej książce opisałem szczegółowo podwieczorek, na który gościnny faun zaprosił małą dziewczynkę, główną bohaterkę. Pewien mężczyzna, mający własne dzieci, powiedział: „Ach, wiem, jak Pan do tego doszedł. Jeśli chce się sprawić przyjemność dorosłym, daje się im seks, więc pomyślał Pan sobie »To nie nadaje się dla dzieci, co dać im zamiast tego? Wiem! Małe nicponie lubią dużo dobrego jedzenia«". W rzeczywistości jednak sam lubię jedzenie i picie. Umieściłem w opowieści to, co sam chciałbym przeczytać, gdybym był dzieckiem, i co wciąż lubię czytać, będąc po pięćdziesiątce.

Pani w pierwszym przykładzie i żonaty mężczyzna w drugim pojmowali pisanie dla dzieci jako szczególny rodzaj „dawania odbiorcom tego, czego chcą". Dzieci są oczywiście szczególnymi odbiorcami i należy dokładnie dowiedzieć się, czego chcą i dać im to nawet wtedy, jeśli samemu się tego nie lubi.

Kolejny sposób może wydawać się na pierwszy rzut oka bardzo podobny, ale myślę, że to jedynie powierzchowne podobieństwo. To sposób Lewisa Carrolla, Kennetha Grahame'a i Tolkiena. Opowieść jako książka wyrasta z historii opowiadanej konkretnemu dziecku prawdziwym głosem i być może improwizowanej. Przypomina to pierwszy sposób, ponieważ z pewnością próbujemy dać dziecku to, czego chce. Ale mamy tu do czynienia z konkretną osobą, z tym dzieckiem, które oczywiście różni się od wszystkich innych dzieci. Nie ma tu mowy o „dzieciach" pojmowanych jako dziwny gatunek, którego obyczaje „opracowuje się", jak robi to antropolog czy komiwojażer. Nie byłoby również, jak sądzę, możliwe w takiej bezpośredniej sytuacji raczenie dziecka rzeczami skalkulowanymi tak, by sprawić mu przyjemność, traktowanymi jednak przez nas z obojętnością czy lekceważeniem. Jestem pewien, że dziecko zorientowałoby się w tym. My stajemy się nieco inni przez mówienie do dziecka, a dziecko staje się nieco inne przez to, że mówi do niego ktoś dorosły. Powstaje społeczność, złożona osobowość i to z niej wyrasta opowieść.

Trzeci sposób i jedyny, którego mógłbym sam używać, polega na opowiadaniu historii dla dzieci, ponieważ historia dla dzieci jest najlepszą formą dla tego, co chcemy powiedzieć – tak jak kompozytor mógłby napisać marsz pogrzebowy nie dlatego, że zbliża się pogrzeb znanej osobistości, ale dlatego, że przyszły mu na myśl pewne rozwiązania muzyczne, które najlepiej pasują do tej formy. Tę metodę można stosować także do innych rodzajów literatury dziecięcej, nie tylko do opowiadań. Usłyszałem kiedyś, że Arthur Mee1 nigdy nie miał do czynienia z dziećmi i nigdy nie miał na to ochoty. Był to, jego zdaniem, po prostu zbieg okoliczności, że chłopcy lubią czytać to, co on lubił pisać. Ta anegdota nie musi być prawdziwa, ale dobrze ilustruje to, co mam na myśli.


Powyższy fragment jest bardzo ciekawy dla wielbicieli pisarstwa Lewisa Uśmiech
Dla mnie samej, najciekawsze okazały się kwestie, które Lewis podnosi w dalszej części artykułu. Postaram się wpisać co bardziej frapujące fragmenty:

C.S. Lewis, O trzech sposobach pisania dla dzieci, Tygodnik Powszechny nr. 5/2006 napisał(a):

Kojarzenie baśni i fantazji z dzieciństwem jest zjawiskiem miejscowym i przypadkowym. Mam nadzieję, ze wszyscy przeczytali esej Tolkiena o baśniach, który jest być może najważniejszym, jak dotąd, przyczynkiem do tego tematu. Kto go zna, wie, że w większości miejsc i epok baśń nie była stworzona specjalnie dla dzieci ani przez nie tylko lubiana. Zawędrowała do pokoju dziecinnego, kiedy stała się niemodna w kręgach literackich, podobnie jak w czasach wiktoriańskich do pokoju dziecinnego wędrowały niemodne meble. Właściwie większość dzieci nie lubi tego rodzaju książek, podobnie jak wiele dzieci nie lubi kanap z końskiego włosia, lubi je za to wielu dorosłych, podobnie jak fotele bujane. A ci, którzy je lubią, młodzi czy starzy, lubią je prawdopodobnie z tego samego powodu. Nikt z nas nie umie w pełni powiedzieć, co to za powód. Dwie teorie, o których najczęściej myślę, to teorie Tolkiena i Junga.

Według Tolkiena urok baśni polega na fakcie, że człowiek spełnia w niej najpełniej swoją funkcję jako "subkreatora" - nie wypowiada, jak to się teraz mówi "komentarza na temat życia", ale tworzy, na tyle, na ile to możliwe, swój własny, podległy świat. Ponieważ jest to według Tolkiena jedna z funkcji przynależnych człowiekowi, zachwyt pojawia się naturalnie również wtedy, gdy jest ona własciwie wykonana. U Junga baśń uwalnia archetypy mieszkające w zbiorowej podświadomości i kiedy czytamy dobrą baśń, działamy zgodnie ze starym nakazem "Poznaj samego siebie".

Ośmieliłbym dodać do tego moją własną teorię, dotycząca nie tej odmiany jako takiej, ale jednej z jej cech - mianowicie obecności istot nie będących ludźmi, ale zachowujących się w różnym stopniu po ludzku: olbrzymów, karłów, mówiących zwierząt. Uważam, że są one conajmniej (gdyż mogą mieć i inne źródła mocy i piękna) godnymi podziwu hieroglifami pokazującymi psychologię i typy charakterów bardziej zwięźle niż jakiekolwiek przedstawienie powieściowe, a jednocześnie odpowiednio dla czytelników, do których powieściowe przedstawienie nie mogłoby jeszcze dotrzeć. Weźmy na przykład Borsuka z "O czym szumią wierzby" Grahame'a - to wyjątkowe połączenie wysokiej klasy, szorstkich manier, burkliwości, nieśmiałości i dobroci. Dziecko, które poznało Borsuka, na zawsze zachowuje w swoich kościach wiedzę o ludzkości i o angielskiej historii społecznej, której nmie zdobyłby w żasen inny sposób.


Jak dla mnie jest to niezmiernie ciekawe rozwinięcie poglądów Tolkiena, zawartych w eseju o baśniach. Tolkien pisze tam m.inn

J.R.R Tolkien, O baśniach napisał(a):

Tak naprawdę nadawca opowieści okazuje się owocnym twórcą wtórnego świata, w który może wniknąć umysł odbiorcy, a wszystko, o czym mówi, jest „prawdziwe” w ramach tego świata: jest zgodne z prawami wykreowanej rzeczywistości. A więc wierzysz, dopóki pozostajesz „wewnątrz” opowieści. Kiedy pojawia się niewiara, czar pryska: magia czy raczej sztuka zawiodła (...)
Wyjątkową radość, którą wzbudza udana fantazja, można by więc wyjaśnić nagłym przebłyskiem ukrytej prawdy o świecie.


Tolkien, Lewis i Jung mówią o jednej rzeczy - o prawdzie - rozumianej w różny sposób. Dla Junga jest to dziedzictwo zbiorowej podświadomości, swoista mądrość tkwiąca w ludzkim umyśle (archetyp). Dla Tolkiena ma to coś wspólnego z epifanią, objawieniem ukrytej prawdy o świecie, lub jak mówi także "błyskiem światła" lub : nagłą i cudowna łaską, której powrotu nigdy nie można być pewnym. (...) Łaska ta jest wiec swego rodzaju evangelium [dobrą nowiną], oferującą ulotny przebłysk radości – owej radości, która czeka poza murami tego świata." (O baśniach). Zaś dla Lewisa jest to prawda psychologii, prawda o naturze ludzkiej.
Wszystkie trzy koncepcje niezwykle ciekawe, a jednak przeciez nie wyczerpujące tej kwestii... hmmmm...

I jeszcze rzecz interesująca ( bo IMHO prawdziwa Z przymrużeniem oka )

C.S. Lewis, O trzech sposobach pisania dla dzieci, Tygodnik Powszechny nr. 5/2006 napisał(a):

Ci z nas, których oskarża się w dorosłości o czytanie dziecinnych książek, byli oskarżani jako dzieci o czytanie ksiażek zbyt dorosłych. Żaden czytelnik godzien tego miana nie działa według rozkładu. Różnica jest zatem bardzo subtelna. Nie jestem całkiem pewien, co skłoniło mnie w pewnej chwili do stwierdzenia. że musze napisać nie tylko baśń, ale właśnie baśń dla dzieci - albo pęknę. Uważam, że częściowo forma ta pozwala lub zmusza do pominięcia rzeczy, które chciałbym pominąć. Wymaga wyciśnięcia całej siły ksiażki w to, co bohaterowie robią i mówią. Trzyma ich w ryzach coś, co pewien przyjazny, ale wnikliwy krytyk określił we mnie jako "opisowego demona". Narzuca również bardzo owocne wymagania co do długości.


Prawdziwe, bo mam podobne do Lewisa przeżycia Uśmiech . Jako dziecko zawsze sięgałam po książki, które były "za trudne". Czytałam "Iliadę i Odyseję", "Mitologię" Parandowskiego, "Starą baśń", i "Przeminęło z wiatrem", "Potop" i "Pana Wołodyjowskiego" na długo, długo przed tym, zanim te książki były w liście lektur dla którejś klasy Uśmiech Baśnie czytałam każdą, która tylko dorwałam (to był mój ulubiony gatunek wieeeeeeeeeelgachny uśmiech od nich "wszystko się zaczęło" Z przymrużeniem oka) a ponieważ mama nie miała ich nieskończonej ilości, naturalnie sięgnełam na półkę z innymi książkami. I tak było i potem, w szkole średniej miałam całe spisy książek z kanonów klasyki i odhaczałam każdą, która wpadła mi w ręce. Oczywiście nie gardziłam literaturą młodzieżową, zwłaszcza przygodową i przyrodniczą, ale te tylko zaostrzyły mój apetyt na świat wyobrażony i sięgnełam po klasykę. Z fantastyką zetknęłam się późno, początkowo nie lubiłam jej, zwłaszcza fantastyki naukowej Z przymrużeniem oka ale Tolkien to był niesamowity powrót do dzieciństwa, które zapełniały postacie z mitów, legend i baśni. I chyba za to najbardziej go kocham Love choć to lektura daleko inna przecież... Do czego jednak zmierzam, coś w tym jest, że baśnie i fantasy przemawiają do dość wąskiej grupy ludzi, i prawdą jest, jak twierdzi Lewis, że nie wszystkie dzieci lubią tego typu literaturę.

C.S. Lewis, O trzech sposobach pisania dla dzieci, Tygodnik Powszechny nr. 5/2006 napisał(a):
Oczywiście nie cała literatura dziecięca jest fantastyczna, tak i nie wszystkie ksiażki fantastyczne muszą być książkami dla dzieci. (...) Właściwie ci sami czytelnicy najprawdopodobniej przeczytają fantastyczne opowieści "młodzieżowe" jak i te dla dorosłych. Nie musze bowiem przypominać, że schludny podział książek według grup wiekowych, tak ulubiony przez wydawców, ma tylko mglisty związek z nawykami prawdziwych czytelników.


Chciałoby się powiedzieć: "oj to to to.. Z przymrużeniem oka Język
-Brawa Panie Lewis, podpisuję się obiema rękami" wieeeeeeeeeelgachny uśmiech Z przymrużeniem oka

A teraz trochę z innej beczki Z przymrużeniem oka . Tolkien bronił się przed zarzutami eskapizmu, pisząc:
J.R.R Tolkien, O baśniach napisał(a):

Czemuż gardzić człowiekiem, który, zamknięty w więzieniu, próbuje się z niego wydostać i powrócić do domu, albo – jeśli to niemożliwe – myśli i rozmawia o innych sprawach niż dozorcy i mury więzienne? (...)
mylą – i to nie zawsze bezwiednie –ucieczkę więźnia z rejteradą dezertera (...)
Istnieją jeszcze głębsze tendencje „eskapistyczne”, które zawsze były obecne w baśniach i podaniach. Są inne rzeczy, od których trzeba uciekać, bardziej ponure niż hałas, smród, bezduszność i dziwaczność silnika o wewnętrznym spalaniu, a mianowicie głód, pragnienie, nędza, ból, smutek, niesprawiedliwość, śmierć. I jeśli nawet ludzie nie muszą na co dzień stawiać czoła tak trudnym sprawom, to istnieją odwieczne ograniczenia, od których baśnie pozwalają w jakimś stopniu uciec; istnieją też dawne pragnienia i ambicje (dotykające samych korzeni fantazji), w pewnym sensie zaspokajane czy uspokajane przez baśnie.


Rewelacyjnie uzupełnia ten wywód Lewis Uśmiech Podchodzi z zupełnie innej strony, ale jest nie mniej przekonujący: Uśmiech Jestem za

C.S. Lewis, O trzech sposobach pisania dla dzieci, Tygodnik Powszechny nr. 5/2006 napisał(a):

Oskarża się baśnie o przekazywanie fałszywych wrażeń o świecie, w którym żyją. Ale sądzę, że żadna literatura, którą dzieci są w stanie czytać, nie daje im wrażenia mniej fałszywego. Uważaam, ze to,. co uchodzi za realistyczne historie dla dzieci, o wiele łatwiej może je wprowadzić w błąd. Nigdy się nie spodziewałem, ze prawdziwy świat bedzie taki jak w baśniach. Spodziewałem się natomiast chyba, że szkoła będzie taka, jak w ksiażkach o życiu szkolnym. Baśnie mnie nie oszukały. A historie o szkole - owszem.
(...)
Czy baśnie uczą dzieci ucieczki w świat spełnionych marzeń - "fantazji" w psychologicznym tego słowa znaczeniu - zamiast stawiania czoła problemom rzeczywistego świata? Tutaj własnie problem staje sie trudny do uchwycenia.
(...)
Dziecko nie pragnie krainy elfów tak jak chłopiec pragnie zostać bohaterem szkolnej drużyny piłkarskiej. Czy ktokolwiek podejrzewa, że rzeczywiście pragnie ono wszystkich niebezpieczeństw i niewygód baśni? Naprawdę chce smoków we współczesnej Anglii? Tak przecież nie jest.
O wiele słuszniej byłoby powiedzieć, ze kraina elfów wzbudza w nim pragnienie - samo nie wie, za czym. Porusza je i niepokoi (ku jego wiecznemu wzbogaceniu) tym niejasnym poczuciem czegoś poza jego zasięgiem, nie tłumiąc i nie pustosząc prawdziwego świata, nadaje mu nową głębię. Nie zaczyna ono pogardzać prawdziwymi lasami, ponieważ przeczytało o zaczarowanych - czytanie czyni wszystkie normalne lasy trochę zaczarowanymi. Jest to szczególny rodzaj pragnienia. Chłopiec czytający historię szkolną z rodzaju tych, o których mówię, myśli o własnym powodzeniu i jest nieszczęśliwy (kiedy ksiażka się skończy), ponieważ nie może go osiągnąć.(...)


To nie ostatni ciekawy wątek poruszany przez C.S. Lewisa. Ostatni, który tu przytoczę, dotyczy zarzutu, że baśnie napędzają dziecięce strachy.

C.S. Lewis, O trzech sposobach pisania dla dzieci, Tygodnik Powszechny nr. 5/2006 napisał(a):

O wiele poważniejszy jest zarzut wysuwany wobec baśni jako literatury dziecięcej pochodzi od tych, którzy nie chą, by dzieci się bały. Sam doświadczyłem w dzieciństwie zbyt wielu nocnych strachów, żeby zlekcewazyć tę obiekcję. Nie chcę rozpalać ogni tego prywatnego piekła u żadnego dziecka. Z drugiej jednak strony żaden z moich strachów nie pochodził z baśni. Moją specjalnością były olbrzymie owady, na drugim miejscu duchy. Podejrzewam, że duchy pochodziły pośrednio czy bezpośrednio z opowieści, chociaż z pewnością nie z baśni, ale nie sądzę, żeby było tak z owadami. Nie sądzę też, zeby moi rodzice mogli coś zrobić lub czegoś uniknąć, żeby ocalić mnie przed szczypcami, szczękami i oczami tych wielonogich okropieństw. (...)

Ponieważ w baśniach, obok straszliwych postaci, znajdziemy również odwiecznych pocieszycieli i świetlistych obrońców, a straszliwe postaci są nie tylko straszliwe, ale i wzniosłe. Dobrze byłoby, gdyby żaden mały chłopiec leżąc w łóżku i słysząc, albo sądząc, że słyszy jakieś odgłosy, nie bał się. Ale jeśli już ma się bać, lepiej niech myśli o olbrzymach i smokach niż po prostu o włamywaczach. I myślę, że święty Jerzy albo jakichkolwiek inny obrońca w lśniącej zbroki jest lepszą pociechą niż policja.
Posunę się nawet dalej. Czy gdybym mógł uniknąć wszystkich tych nocnych strachów za cenę niepoznania nigdy krainy czarów, zyskałbym na tej wymianie? Nie mówię tego bez przemyślenia. Te strachy naprawdę były koszmarne. Lecz sądzę, że cena byłaby zbyt wysoka.


Naprawdę esej jest wprost arcyciekawy Książka ale jak na razie nie zanosi się na to, żeby został udostępniony w całości w internecie Smutek Być może nie ma zgody C.S. Lewis Estate? A może jednak okazę się, że się mylę Proooszę prooooooszę i za jakiś czas się pojawi? Uśmiech Saurona ;D

Ps. Tłumaczką eseju jest Dominika Kurek.i

_________________
Gwiazdy były dalekie...
Niebo się otwarło
jak gdyby dłoń nieśmiała,
blask się do niej garnął...

~~~~~~~~
Almanach Tolkienowski Aiglos
Eldalairië
Powrót do góry
 
 
Mellorn
Weteran Bitwy Pięciu Armii


Dołączył(a): 07 Paź 2004
Wpisy: 590



Wysłany: 02-02-2006 18:44    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Nifrodel napisał(a) (zobacz wpis):

Tygodnik Powszechny nr 5 (2951), 29 stycznia 2006 zaprezentował tydzień temu niepublikowany esej autora "Opowieści z Narnii" (za zgodą C.S. Lewis Estate Język ): O trzech sposobach pisania dla dzieci.Uśmiech


A nie z 23?, bowiem tak pisze na podanej przez Ciebie stronie Język Super śmiech Śmiech (wiem czepiam się Elfik )

Gdy przeczytałem Nif Twój wpis bez namysłu pobiegłem do najbliższego kiosku, ale niestety nie ma już tego numeru. Do następnego i to samo. Smutek Jutro jeszcze się wybiorę na łowy i oby były pomyślne.

Swoją stroną ciekawe dlaczego nie opublikowali tego eseju wcześniej? hmmmm... Przecież jest bardzo ciekawy (tak wiem, ryzykuje stawianiem opinii choć nie przeczytałem całości).


Cytat:
Prawdziwe, bo mam podobne do Lewisa przeżycia . Jako dziecko zawsze sięgałam po książki, które były "za trudne". Czytałam "Iliadę i Odyseję", "Mitologię" Parandowskiego, "Starą baśń", i "Przeminęło z wiatrem", "Potop" i "Pana Wołodyjowskiego" na długo, długo przed tym, zanim te książki były w liście lektur dla którejś klasy

Skąd ja to znam... Śmiech


Cytat:
A może jednak okazę się, że się mylę i za jakiś czas się pojawi?


Obyś się myliła Proooszę prooooooszę Uśmiech

_________________
''Najpiękniejszą rzeczą są zagadki - albowiem to one są źródłem nauki.'

-Albert Einstein
Powrót do góry
 
 
Nifrodel
Alsílatiel / Administrator


Dołączył(a): 08 Lis 2001
Wpisy: 2724
Skąd: Ossiriand
Nieobecny(a): panta rhei...

Wysłany: 02-02-2006 20:24    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Mellorn napisał(a) (zobacz wpis):

A nie z 23?, bowiem tak pisze na podanej przez Ciebie stronie Język Super śmiech Śmiech (wiem czepiam się Elfik )


Nie, numer jest z 29 stycznia Uśmiech ( http://tygodnik.onet.pl/405711,archiwum.html ) natomiast nie wiem dlaczego napisali, że jest dostępny od 23 stycznia wszystko mi się pomieszało Ja nie mogłam dostać tygodnika prawie przez tydzień, szukałam go ze względu na wkładkę poświęconą ks. Twardowskiemu (nawiasem mówiąc, wspaniałe artykuły... Love )- a tu taka niespodzianka mam pomysł!!!

Cytat:

Gdy przeczytałem Nif Twój wpis bez namysłu pobiegłem do najbliższego kiosku, ale niestety nie ma już tego numeru. Do następnego i to samo. Smutek Jutro jeszcze się wybiorę na łowy i oby były pomyślne.


Dostałam dopiero w ostatnią sobotę na południu Polski Język (można powiedzieć, że pół kraju przejechałam, żeby go kupić Z przymrużeniem oka ) bo na północy się spóźniał :|
Ale Nelle też nie mogła dostać, więc pozostaje pytać w kioskach, może jeszcze nie wszystkie zrobiły zwroty. Zawsze można napisać do redakcji.

Cytat:

Swoją stroną ciekawe dlaczego nie opublikowali tego eseju wcześniej? hmmmm... Przecież jest bardzo ciekawy (tak wiem, ryzykuje stawianiem opinii choć nie przeczytałem całości).


Myślałam, że tekst się ukaże w wersji elektronicznej w Internecie i dlatego tyle czekałam (po pierwsze to kawałek tekstu i nie chciałam przepisywać całości, po drugie, prawa autorskie Uśmiech ). Jednak większość artykułów jest już dostępna - a ten nie Ratujcie bo go pobiję . Może na publikację elektroniczną nie było zgody? Niebieski ze smutku

Cytat:

Obyś się myliła Proooszę prooooooszę Uśmiech


Z każdym dniem nadzieja słabnie..

_________________
Gwiazdy były dalekie...
Niebo się otwarło
jak gdyby dłoń nieśmiała,
blask się do niej garnął...

~~~~~~~~
Almanach Tolkienowski Aiglos
Eldalairië
Powrót do góry
 
 
Elanor
Weteran Bitwy Pięciu Armii


Dołączył(a): 13 Sty 2002
Wpisy: 365
Skąd: Lublin


Wysłany: 05-02-2006 13:01    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Nifrodel napisał(a) (zobacz wpis):
Myślałam, że tekst się ukaże w wersji elektronicznej w Internecie i dlatego tyle czekałam (po pierwsze to kawałek tekstu i nie chciałam przepisywać całości, po drugie, prawa autorskie Uśmiech ). Jednak większość artykułów jest już dostępna - a ten nie Ratujcie bo go pobiję . Może na publikację elektroniczną nie było zgody? Niebieski ze smutku


Nie wiem, czy esej ukaże się w całości w Internecie - być może wtedy, gdy ten numer Tygodnika będzie się już kwalifikował jako archiwalny...

Natomiast - prawa autorskie prawami autorskimi, ale w kręgu przyjaciół można się niby tekstami dzielić... no więc kto chce się przyznać do znajomości ze mną i dostać cały tekst mailem? :>
Powrót do góry
 
 
Lomendil
Strażnik Północy


Dołączył(a): 17 Cze 2006
Wpisy: 776

Nieobecny(a): in tenebris

Wysłany: 11-08-2006 07:02    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Strasznie jestem spóźniony Płacz Od dawna już nie czytam gazet, chociaż kiedyś "Tygodnik" regularnie kupowałem [i nie tylko...], m. in. ze względu na "Frywolitki" Musierowicz. A tu się okazuje, że straciłem esej Lewisa i wkładkę o ks. Twardowskim Smutek Smutek Smutek Smutek Smutek I co ja mam teraz zrobić?

Co do esejów Lewisa: wiem, że istnieje zbiór pt. "Rehabilitations and Other Essaya", który zawiera np. doskonałe [podobno, bo nie czytałem] wprowadzenie do metrum poezji staroangielskiej... Rzecz w tym, że ten zbiór wydano w 1939 i nie wznawiano nigdy, a ceny na bookfinder.com itp. są wyższe niż Taniquetil...

_________________
Friends help you move. Real friends help you move bodies.
Powrót do góry
 
 
Wyświetl wpisy z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tolkienowskie -> Ogólna dyskusja Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)

Temat: Tolkien, Lewis i inni o baśniach- niepublikowany esej Lewisa (Strona 1 z 1)

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich wpisów
Nie możesz usuwać swoich wpisów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dodawać załączników w tym dziale
Nie możesz ściągać plików w tym dziale

Powered by phpBB2
Copyright © tolkien.com.pl Wszystkie prawa zastrzeżone.