Forum dyskusyjne miłośników twórczości J.R.R. Tolkiena
w sieci od 11/2001
 
Gospoda(0) | Zasady Forum | FAQ | Szukaj | Kalendarz |  Zarejestruj się |  Profil | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości | Zaloguj

Witryny zrzeszone w forum:
Hobbiton  Pod Rozbrykanym Balrogiem


"Współczuje ślimakom i wszelkim stworzeniom, które dźwigają swoje domy na własnych plecach." Frodo, Władca Pierścieni


Temat: Sensy i bezsensy postawy Tolkien Estate (Strona 1 z 9)

Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Następna
  skocz na koniec strony
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tolkienowskie -> Tolkienistyka i Posttolkienistyka Wydruk
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
M.L.
Uprzedzony, ujadający krzykacz / Administrator


Dołączył(a): 27 Cze 2002
Wpisy: 5709
Skąd: Mafiogród


Wysłany: 27-10-2005 21:15    Temat wpisu: Sensy i bezsensy postawy Tolkien Estate Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Jednym z najczęściej omawianych przez tolkienstow tematów, jest postawa i działalność Tolkien Estate, ktore zazwyczaj spotykają się z bardzo negatywnymi ocenami fanow (sam takowe dośc często wyrażałem).
TE jest postrzegane nie tyle jako strażnik spóścizny po Tolkienie, co raczej Cerber o mentalności psa ogrodnika.
Ocena ta jest jednak krzywdząca. O ile pewnie podpisalbym sie po0d opinią o reglamentacji dostępu a zwłaszcza wykorzystywania niepublikowanych tekstów, to jednak nie można odmówić TE, iż udostępnia niepublikowane materiały. Dzięki czemu "Vinyar Tengwar", czy "Parma Eldalamberon", w miarę regularnie publikuja nieznane teksty Tolkiena. Jak bardzo by mi się nie podobały ograniczenia, faktom nie nalezy zaprzeczać.

Faktem zreszta jest, że wielu z tolkienstow zachwuje się jakby miało wsezelkie prawo do dysponowania spuścizną po Tolkienie. Bywaja chamscy, arognaccy, namolni i niemprzyjemni. Pewnie możnaby wymienić więcej pejoratywnych przymiotników. To wszystko prawda, a dokladniej część prawdy, bo w końcu nie wszyscy tolkieniści sa tacy i nie wszyscy mają złe i niecne intencje (choć ja akurat musze sie przyznać, ze takowe mam wieeeeeeeeeelgachny uśmiech). Wiec mierzenie wszystkich jedną miarą wydaje się być stosowaniem zasady zbiorowej odpowiedzialności.

I tak wiem i znam argumenty TE: że tolkieniści są namolni maja wygórowane żądania, że chcieliby publikować teksty i materiały Tolkiena, bez odpowiedniego ich przygotowania i opracowania, że sa agresywni w swoich żądaniach, łamią zasady prawa autorskiego i własności intelektualnej.

I jak pisałem, wiele z tych zarzutow jest słusznych. Zdarzały się wypadki publikacji, niepublikowanych materiałow bez zgody TE. Estate dostaje niewątpliwie ansuradalne i wygorowane prośby i żadania. Wielu pewnie niezbyt przyjemnie reaguje na nawet uzasadnione przypadki odmowy. To wszystko prawda.

Zastanawia mnie tylko jedno, TE bowiem zdaje się zapominać, z kogo zyje. Dzięki komu ma pieniądze i dzieki komu zarabia wydając kolejne, przysłowiowe "kwity z pralni".

Oczywiście nie oznacza, to ża TE powinno przymykać oczy na wszelakie negatywne uczynki tolkienistów, ale trochę więcej otwartości, zrozumieni i wyrozumiałości chyba by nie zaszkodziło.

W końcu nie każdy tolkienista jest potencjalnym zlodziejem, nie każdy fanfik czyni szkodę dziełu Tolkiena, nie za każda prośbą kryją się niecne zamiary.

TE i jej przestawiciela skarżą się, ze musza być szorstcy i zasadniczy, bo do tego zmuszają ich działania i postawy tolkienistów. Tylko, czy nie mamy czasem do czyneinia ze sprzężeniam zwrotnym, w którym pejoratywna ocena postawy, każdej ze stron przez drugą, prowadzi do rosnącej nieufności.

Warto jednak dostrzeć w TE strażnika spuścizny Tolkiena, nawet jeżeli czasami trochę zbyt restrykcyjnego i zbyt zasadniczego, a z drugiej strony warto może pamiętać dzieki komu ma się całkiem przyjemne dochody, gwarantujące miłe i dostatnie życie. wieeeeeeeeeelgachny uśmiech

_________________
ēl sīla lūmena vomentienguo wieeeeeeeeeelgachny uśmiech
---------------------------------------
For the grace, for the might of our Lord
For the home of the holy
For the faith, for the way of the sword
Powrót do góry
 
 
Elenwe
Członek Kompanii Thorina


Dołączył(a): 05 Lis 2003
Wpisy: 213
Skąd: Helcaraxe


Wysłany: 30-10-2005 19:29    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Ech, to Tolkien Estate... Jestem rozwalony
Nie wiadomo - błogosławić je czy przeklinać? wszystko mi się pomieszało Owszem, dobrze, że "Cerber" nie dopuszcza, aby nazwiskiem Tolkiena firmować czyjąś trzeciorzędną tfu!rczość czy (powiedzmy) postacią Golluma reklamować środki na odchudzanie. Oczko
Ale z drugiej strony... Płacz
Nie wiem, jak innym, ale mnie nóż się w kieszeni otwiera Bang!, gdy czytam np. jak potraktowano Helge Fauskangera, człowieka, co by nie mówić, bardzo zasłużonego dla tolkienowskiej lingwistyki.
www.xenite.org napisał(a):
Through circumstances not of his making, Fauskanger came into possession of copies of two previously unpublished Quenya texts written by J.R.R. Tolkien. One text is a translation of the Lord's Prayer (Pater Noster). The other text is a copy of the Hail Mary (Ave Maria).
Asked to provide translations and commentary, Fauskanger complied with the request. But then he realized that his work might be of interest to other Tolkien researchers. So he approached the Tolkien Estate and asked them for permission to publish a copy of the original semi-calligraphic text of the Quenya poems.
The poems, totalling no more than 72 words, have nonetheless enabled Fauskanger to produce "more than sixty pages" of analysis. "The Quenya text," he says, "provides considerable insight not only on the invented language, but also on Tolkien's methods of work."
Fauskanger intended to publish his work in a non-profit American Tolkien journal for no compensation. When he asked the Tolkien Estate for permission to publish the facsimile he requested, not to his surprise, they refused. But the Tolkien Estate also indicated they believed they owned all rights to his research and the material he wishes to publish. The Tolkien Estate therefore forbade the researcher to publish his work.
Citing an interest in publishing the Quenya texts themselves, along with earlier versions of the poems, the Tolkien Estate also declined Mr. Fauskanger's offer to let them publish his own research. He also offered to analyze the earlier texts. Few people are more qualified to engage in such work than Helge Fauskanger.
Mr. Fauskanger's attorney informed the Tolkien Estate that publication of his research (without the original Tolkien text requested) would be protected under fair use exclusions of American copyright law. But Fauskanger hopes to persuade the Tolkien Estate to reconsider its decision and to work with him.

Takich "kwiatków" możnaby wyszukać więcej, ale chyba powstałaby z tego kilkusetstronicowa Książka Zażaleń. wieeeeeeeeeelgachny uśmiech
Emelku, tak á propos: czyżby TE nie odniosło się do Waszych planów negatywnie? Powstrzymywany płacz
Powrót do góry
 
 
Galadhorn
Strażnik Północy


Dołączył(a): 03 Gru 2001
Wpisy: 879
Skąd: Bamfurlong (Moczary)


Wysłany: 30-10-2005 19:42    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Gdybyś znała całą historię modlitw Tolkiena w quenya, może miałabyś inne zdanie o postępowaniu Fauskangera. Zachęcam do poszukiwań w necie i do poznania wersji tej historii, którą może opowiedzieć C. Hostetter. Wydaje mi się też, że już na Elendilich Neratin i ja opisywaliśmy całą tę historię. Jak znajdę linka, to Ci go prześlę na PW.

W każdym razie TE w tej sprawie IMHO nie zrobiło nic złego. Źle zachowali się ci, którzy dla własnej ambicji zawiedli kilka razy czyjeś zaufanie.


Ostatnio zmieniony przez Galadhorn dnia 30-10-2005 21:38, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
 
 
Galadhorn
Strażnik Północy


Dołączył(a): 03 Gru 2001
Wpisy: 879
Skąd: Bamfurlong (Moczary)


Wysłany: 30-10-2005 21:37    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Jestem pewien, że gdzieś o tym już pisałem (albo tutaj, albo na Elendilich - nie umiem teraz tego tematu znaleźć). Chodzi w skrócie o to, że dawno, dawno temu...

Powrót do góry
 
 
TallisKeeton
Brehon


Dołączył(a): 11 Lis 2001
Wpisy: 1764
Skąd: Oleśnica


Wysłany: 30-10-2005 23:24    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

TE zabronili publikacji tekstów w językach autorstwa Tolkiena, bo mają do tego prawo, i fajnie. Nie widzę jednak powodu, aby mieli prawo zabraniać publikacji własnej pracy H.F czy kogokolwiek innego choćby, twojej albo mojej. Nie istnieje prawo ani zasada, która zabrania publikacji
własnej twórczości badawczej lub dziennikarskiej, związanej tematycznie z twórczością innego autora. Np opracowania tekstu w quenii. Inaczej do zsypu powinna trafić cała twórczość krytyków literackich i filmowych, tłumaczy, językoznawców, filozofów, pedagogów, chemików, fizyków, matematyków, historyków, muzykologów, biografów, czyli wszystkich ludzi, których badania i twórczość nadbudowują się nad pracami innych, albo stanowią komentarze lub opracowania do pracy innych twórców. Jest to zwyczajnie skandaliczne postępowanie TE! Po prawdzie to godne stania się kazusem w Orzecznictwie Strasburskim Złośliwy uśmiech Nie zdziwię się jeśli H.F. pozwie TE przed jakiś trybunał unijny.
Problem jest jednak również i w tym, czy osoba Y dając teksty H.F. zobowiązała _jego_H.F. do nieprzekazywania ich dalej? O tym nikt tu nic nie pisze. Wiemy, że "w zaufaniu" zrobił to Ch.T. wobec osoby X, ale czy X wobec Y, a Y wobec H.F to, tego juz nie podano. Tak więc nie widzę powodu, aby H.F. odpowiadał za zawiedzione zaufanie Ch.T. i Xa.
Zresztą "zawiedzione zaufanie" nie jest kategorią prawną i nie istnieje taka instytucja w przepisach, nie można jej nawet z tych przepisów wyinterpretować, a przynajmniej nie w naszych. Oczywiście, prawo angielskie może być tu inne. Ale nie sądze, by było tak bardzo inne, w końcu podpada pod te same, unijne i miedzynarodowe rozstrzygnięcia i zasady, jak i polskie. I jedno i drugie z pewnością zabrania cenzury twórczosci, bez ważnej przyczyny. TE owej przyczyny nie podała. Zawiedzione zaufanie nie jest kategorią prawa a tylko kategorią "dobrych obyczajów", sawuarwiwru Uśmiech
TE nie zrobiła nic złego?? Oczywiście, mieli prawo do zabronienia publikacji tekstu Tolkiena, ponieważ nimi zarządzają (choć to całkiem nie do pojęcia, bo jakie mogli mieć tu powody? Czyżby Tolkien nie chciał publikacji tych modlitw? Gdzie są na to dowody? Oczywiście, ochrona twórczości Tolkiena, przed zalewem szmiry jest wielką i słuszną sprawą, w której na pewno mocno się zasłużyli, i chwała im za to chwała wam, chylę czoła, dzięki
chwała wam, chylę czoła, dzięki chwała wam, chylę czoła, dzięki bo mogli po prostu rozsprzedać prawa, każdemu producentowi gier, muzyki pop, kubeczków i innych gadżetów - co zresztą i tak się stało po filmie :/ ale, artykułu o quenii nie da się chyba zakfalifikować do grupy gadżetów masowej produkcji, co?) hmmmm...
A owszem, mieli prawo zabronić wydrukowania tekstu Tolkiena, ale niestety, nie mieli żadnego prawa zabronić wydrukowania tekstu Fauskangera.
poz
tal

_________________
Nigdy nie powstanie dzieło,które odda głębię trylogii.
Cóż nam pozostaje?Wyrosnąć w końcu z młodzieńczego hasła"ja bym to lepiej zrobił",gdyż "lepiej"jest pojęciem względnym,subiektywnym."
Powrót do góry
 
 
TallisKeeton
Brehon


Dołączył(a): 11 Lis 2001
Wpisy: 1764
Skąd: Oleśnica


Wysłany: 30-10-2005 23:44    Temat wpisu: Re: Sensy i bezsensy postawy Tolkien Estate Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

M.L. napisał(a) (zobacz wpis):

Cytat:
Cerber o mentalności psa ogrodnika.


W dodatku ten Cerber ocenia kandydatów na twórców zatwierdzonych, Uśmiech chyba tylko po guście własnym swych członków. A, nie po faktyczniej jakości lub szansach danej produkcji, danego projektu. Sądze tak po historii z grupą "Anois" i tym pismem..."Mallorn" chyba.

Cytat:
O ile pewnie podpisalbym sie pod opinią o reglamentacji dostępu a zwłaszcza wykorzystywania niepublikowanych tekstów,


Również uważam, że jakaś reglamentacja powinna istnieć z ważnych powodów, np z powodu ochrony tekstów prywanych, listów itp...

Cytat:
jednak nie można odmówić TE, iż udostępnia niepublikowane materiały. Dzięki czemu "Vinyar Tengwar", czy "Parma Eldalamberon", w miarę regularnie publikuja nieznane teksty Tolkiena
.

I super. chwała wam, chylę czoła, dzięki Problem tylko w tym, że udostępnianie ogranicza się, wedle mojej wiedzy, do publikacji tekstów w fanzinach, bo w przeciwieństwie do autorów i wydawców tekstów, to muzycy, plastycy, dramaturdzy - jak mi się zdaje - maja z tym dużo większy problem.
Nie wiadmo jednak czemu.

Cytat:

Oczywiście nie oznacza, to ża TE powinno przymykać oczy na wszelakie negatywne uczynki tolkienistów, ale trochę więcej otwartości, zrozumieni i wyrozumiałości chyba by nie zaszkodziło.


Jestem za

Cytat:

nie każdy fanfik czyni szkodę dziełu Tolkiena,


Jestem za

Cytat:
Tylko, czy nie mamy czasem do czyneinia ze sprzężeniam zwrotnym,


Jestem za
To może dziwne pragnienie, ale wydaje mi się, że skoro istnieje tak wiele
zjazdów, konferencji, konwentów, sympozjów itp... to ktoś u nich, w Anglii powinien zrobić konferencję o prawach autorskich i konsumencjich, na której omawiano by te problemy i być może obie strony dotarłyby się i stworzyły jakieś etyczne kanony wzajemnego traktowania, jakieś umowy społeczne na taką wewnętrzną, malutką miarę fandomu i TE?
Bo problem sprawy fandom vs. TE Uśmiech jest przykładem problematyki większej - kolidowania prawa ("świętej") własności (intelektualnej) z prawami obywatelskimi i, z prawem konkurencji i konsumentów.
poz

tal

_________________
Nigdy nie powstanie dzieło,które odda głębię trylogii.
Cóż nam pozostaje?Wyrosnąć w końcu z młodzieńczego hasła"ja bym to lepiej zrobił",gdyż "lepiej"jest pojęciem względnym,subiektywnym."
Powrót do góry
 
 
Galadhorn
Strażnik Północy


Dołączył(a): 03 Gru 2001
Wpisy: 879
Skąd: Bamfurlong (Moczary)


Wysłany: 31-10-2005 00:40    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Publikacja tekstu H. F. ujawniała nieznany szerzej tekst J.R.R. Tolkiena przed jego oficjalną publikacją (która prędzej czy później miałaby miejsce - została ona wymyszona na redakcji VT wcześniej przez publikację w TyTy). H. F. nie miał do tego prawa i zachował się bardzo NIEFACHOWO. Przy okazji H. F. naraził na b. poważne kłopoty Y (który przekazując tekst dalej prosił o dyskrecję), a na jeszcze większe X (który przy okazji stracił zaufanie Ch. T.). Jego działanie wprowadziło też bardzo wiele nieufności w grono lingwistów tolkienowskich, którzy teraz podzieleni są już nie na dwa, ale na trzy lub cztery obozy (zwolenników polityki TE - to np. ja Uśmiech, zwolenników odwiecznych przeciwników TE, czyli grona skupionego wokół TyTy, zwolenników i obrońców H.F. i osób związanych mocno z Y...).

Tolkien Estate zgadza się na publikację lingwistycznych tekstów Tolkiena, o ile są one opracowane fachowo. Taką fachowość może zapewnić tylko i wyłącznie grono osób, związanych wieloletnią współpracą z Ch. T., który jest w posiadaniu tych tekstów lingwistycznych, których nie ma w Marquette i Bodleian, ma doświadczenie w publikacji materiałów ojca (HoMe, umiejętność pracy z rękopisami Tolkiena) itd. Takie grono osób to ludzie związani z pismami Vinyar Tengwar i Parma Eldalamberon. Możesz mieć o taki wybór pretensje tylko i wyłącznie do Ch. T. (bo nawet nie do TE, które akurat w tej sprawie polega na opinii Ch. T.), ale ten starszy człowiek nie chce innych współpracowników i ufa redaktorom VT i PE.

Nie zdarzyło się jeszcze nigdy, żeby TE zabraniało publikacji artykułów lub prac badawczych na temat opublikowanych już materiałów lingwistycznych Tolkiena. Mówię to jako autor słownika sindarinu i kilku lepszych lub gorszych tekstów o językach Tolkiena. TE chce tylko, żeby:

1) nieznane teksty Tolkiena nie były drukowane przez osoby inne niż wypróbowane grono współpracowników Ch. T.

2) w ewentualnych opracowaniach materiały Tolkiena nie stanowiły ich głównej treści, np. TE nie zgodziłoby się zapewne na wydrukowanie bez ich zgody Etymologii poprawionych zgodnie z erratą w dwóch niedawnych numerach VT. Stąd drukując słownik języka wymyślonego przez Tolkiena lepiej mieć zgodę TE, którą to zgodę łatwo uzyskać pisząc do nich tak, jak zrobił to K. Chaij.
___________________________________

Tutaj jest wspomniana przeze mnie wcześniej dyskusja na temat TE i copyrights. Dyskutowaliśmy z Neratinem na Cyberdusku: http://tolkien.cyberdusk.pl/index.php?function=show_all&no=46


Ostatnio zmieniony przez Galadhorn dnia 31-10-2005 09:59, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
 
 
TallisKeeton
Brehon


Dołączył(a): 11 Lis 2001
Wpisy: 1764
Skąd: Oleśnica


Wysłany: 31-10-2005 01:40    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Galadhorn napisał(a) (zobacz wpis):

H. F. wbrew woli Y i bez wiedzy X oraz w niezgodzie z TE i Ch. T. opublikował te modlitwy w piśmie TyTy. H. F. prosił TE o zgodę na publikację, ale w związku z całym przebiegiem historii, TE oczywiście nie zgodziła się na publikację przez H. F.


Rozumiem, że z tego wynika, że H.F. najpierw wydał a dopiero potem spytał czy może? W takim razie postąpił niewłaściwie.

Cytat:

Publikacja tekstu H. F. ujawniała tekst J.R.R. Tolkiena przed jego
oficjalną publikacją (która prędzej czy później miałaby miejsce - została ona wymuszona na redakcji VT wcześniej przez publikację w TyTy),


Skoro TE i tak by ją wydali, to gdzie tu wymuszenie? Po prostu istnieją 2 wersje w 2 pismach. Gdyby wcale nie zamierzali wydawać jakiegoś tekstu,(np z powodów prywatnych) to jego ujawnienie byłoby nie wporządku. I mogliby sie sądzić o naruszenie prywatności Mistrza. Jestem za

Cytat:
H. F. opublikował przy okazji swojego opracowania tekst J.R.R.T.


Z tego, ang tekstu zrozumiałam, że zabronili mu tego, i ok - mogli mieć takie widzimisie - ich cyrk, ich pchły Śmiech Nie rozumiem jednak czemu mieliby mu bronić również publikacji własnego tekstu(opracowania)
bez tekstu Tolkiena(w quenii)?

Cytat:

H. F. naraził na b. poważne kłopoty Y, a na jeszcze większe X.


Możliwe. I co z tego? Dla przecietnego odbiorcy? To wewnętrzne sprawy miedzy nimi. Ale cieszę się, że istnieją 2 wersję publikacji w 2 pismach.

Cytat:
Taką fachowość może zapewnić tylko i wyłącznie grono osób, związanych wieloletnią współpracą z Ch. T.,


Galu, ty tak na serio, czy coś? Elfik Wierzyć mi się nie chce, że ty mówisz coś takiego. hmmmm... Wiesz, epoka gildii i partaczy dawno minęła. Śmiech

Opowiem wam teraz bajkę.
Dawno, dawno temu, w pewnej jaskini żyli sobie jaskiniowcy Uśmiech Robili narzędzia- odłupki, zgrzebła, wióry, sztylety i takie różne bzdury. Ale,
że rzecz była i w precyzyjnej robocie i w niebezpiecznej, bo i zaciąc się można Śmiech no, to wyrobem najostrzejszych i najprecyzyjniejszych np obsydianowych precjozów zajmować się mogli tylko, jak myślicie kto?? Ano, krewni i znajomi szamana Uśmiech Poniewąż było ich niewielu, jaskiniowcy od precyzyjnej roboty byli bardzo cenni, i mieli poważanie. Dostawali najlepsze żarcie i najlepsze miejsce przy ogniu. Zaś jaskiniowcy od niewyspecjalizowanych kawałów krzemienia klęli na czym świat stoi. Bo nie dość, że mieli brudniejszą robotę, to jeszcze mniej za nią dostawali, a w dodatku i tak dostarczali niedoskonałe i toporne półprodukty tym, wymądrzającym się specjalistom. Ale, największą bolączką tych biedaków od partaninki było to, że nigdy nie dadzą rady nauczyć się sami, tego, co umieli i co wiedzieli mistrzowie. Tego, z czego tak dumna była mała grupka krewnych i znajomych szamana. Bo wiedzieli, że nikt im na to nigdy nie pozwoli. Bowiem wiedza jest źródłem władzy tak samo, jak maczuga, i wiecie co? Ci drudzy, ci od dostarczania surowców i wstępnej obróbki, odkryli tę prawdę znacznie wcześniej, jak ci pierwsi, bo ci pierwsi poznali tylko swoją specjalizację, i nic więcej ich nie interesiło Śmiech
Myślę, że własnie do tego miejsca zdąża kultura - do zmonopolizowania i skoncentrowania wiedzy i twórczości w rękach miniaturowej grupy ludzi, którzy będą mieli na tyle wielkie pieniądze, aby skupować patenty i licencje.

Cytat:
Nie zdarzyło się jeszcze nigdy, żeby TE zabraniało publikacji artykułów na temat opublikowanych już materiałów lingwistycznych Tolkiena.


A, czy TE broniła też publikowania prac na temat niepublikowanychdzieł Mistrza? Czy zdarzyło się to, poza, tym, jednym przypadkiem? Chodzi mi o upublicznienie dzieła, które jeszcze nie miało zostać wydane, poprzez napisanie czegoś na jego temat. Czy to może wyjątek był? Wyjątek w kontaktach między fandomem a TE? Jeśli to był wyjątek, to znaczy, że owo wyciaganie tekstów przez namolnych fanów nie zdarza się tak często, jak pisze M.L. Skąd by więc brały się te, zarzuty wobec fanów? Że namolni, że chamscy?
Swoją drogą, pamiętacie jeszcze uczennicę Tolkiena, która mając do prywatnej dyspozycji "Hobbita" bez wiedzy autora wzięła i dostarczyła do wydawnictwa? Uśmiech Zdaje się, że Tolkien jej wtedy nie pozwał? Śmiech
poz
tal

_________________
Nigdy nie powstanie dzieło,które odda głębię trylogii.
Cóż nam pozostaje?Wyrosnąć w końcu z młodzieńczego hasła"ja bym to lepiej zrobił",gdyż "lepiej"jest pojęciem względnym,subiektywnym."
Powrót do góry
 
 
Wyświetl wpisy z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tolkienowskie -> Tolkienistyka i Posttolkienistyka Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Następna

Temat: Sensy i bezsensy postawy Tolkien Estate (Strona 1 z 9)

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich wpisów
Nie możesz usuwać swoich wpisów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dodawać załączników w tym dziale
Nie możesz ściągać plików w tym dziale

Powered by phpBB2
Copyright © tolkien.com.pl Wszystkie prawa zastrzeżone.