Forum dyskusyjne miłośników twórczości J.R.R. Tolkiena
w sieci od 11/2001
 
Gospoda(0) | Zasady Forum | FAQ | Szukaj | Kalendarz |  Zarejestruj się |  Profil | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości | Zaloguj

Witryny zrzeszone w forum:
Hobbiton  Pod Rozbrykanym Balrogiem


"Świat rzeczywisty pełen jest zasadzek i wiele w nim ciemnych plam ; ale nie brak też jasnych. A chociaż we wszystkich krajach miłość się dzisiej łączy ze smutkiem, kto wie, czy się przez to nie pogłębia jeszcze." Haldir, Władca Pierścieni


Temat: Tolkien 2005 w Birmingham (Strona 5 z 7)

Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następna
  skocz na koniec strony
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tolkienowskie -> Spotkania na żywo, konwenty, konferencje Wydruk
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Melinir
Członek Kompanii Thorina


Dołączył(a): 16 Mar 2003
Wpisy: 209
Skąd: Mar Vanwa Tyaliéva


Wysłany: 21-08-2005 20:58    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

TAO: No, to chyba kolej na nas. Tym bardziej, że w naszej pamięci utrwalił się cokolwiek inny obraz zarówno imprezy, jak i zwłaszcza miasta.

Przede wszystkim nie uważamy, by Birmingham było brzydkie. Prawda, Kraków to nie jest, a porównanie z Oksfordem jest w ogóle niestosowne, ale już od Kielc, Radomia, Białegostoku, że przez litość nie wspomnę o Chorzowie czy Zabrzu, jest znacznie ładniejsze. A może i od Warszawy. Prawda, otoczenie Middleway (tamtędy chodziła większość naszej ekipy) czy Liverpool Str. (tamtędy chodziliśmy my, nieco krócej) jest niezbyt efektowne - ale to przemysłowe peryferie, które rzadko bywają piękne. Ale o rzut beretem od campusu jest stara dzielnica miasta z kapitalną architekturą, łącznie z kapitalnym zespołem Victoria Square (to już o dwa rzuty beretem). Podobnie kapitalne wrażenie robią kolonie domków jednorodzinnych na przedmieściach. A że nowoczesne budynki są na ogół szkaradne? Wszędzie są takie. Choć, przyznam, tak imponującego brzydactwa, jak Bull Ring (to ten gigantyczny „balon” pokryty fioletowymi światłami) chyba dotąd nie widziałem.

MELINIR: W drodze do Aston mijaliśmy stary park- cmentarz, a w dzielnicy „przemysłowo-portowej” naszły mnie, na widok ślicznych, filigranowych okienek i pustostanu z drzwiami oraz oknami zabitymi porządną sklejką, smutne refleksje na temat wyglądu naszych niezamieszkałych domów. Ta tektura i brudne dechy… Jeżyny na krzaku wychodzącym na uliczkę zza ogrodzenia jakiegoś warsztatu rosły sobie spokojnie (respekt dla prawa własności, czy nieświadomość, że to się je? U nas w mig by już ich nie było…), a po drodze zawsze przystawałam, żeby powąchać takie coś podobnego do bzu, ale innego…Trafiliśmy też na majestatyczny budynek pierwszego dworca kolejowego w Birmingham. A kiedy w poniedziałek wracaliśmy do hotelu, przed jednym z budynków stał elegancki samochód, dostojny Hindus, żona w prześlicznym sari i trójka dzieci: dwóch chłopaczków oraz dziewuszka w długim kaftaniku, spodniach, szalu i haftowanych pantofelkach. Aż się obejrzałam. Podobnie jak w centrum za małą Murzyneczką z wiechą kolorowych koralików na głowie.
Acha, obiekt, o którym pisał M.L, rzeczywiście był kiedyś kościołem; obecnie jest myjnią samochodową.

TAO: Podobnie nie uważamy, by gmach główny Aston University (do niedawna była to politechnika, „właściwym” uniwersytetem jest Birmingham University; byłem tam i żałowałem, że Tolkien2005 nie odbywa się tam, w przepięknej i bliższej Tolkienowi scenerii) był „chaotyczny”. Rejestrowaliśmy się jako jedni z pierwszych i jakoś bez trudności („koniec języka za przewodnika”) trafiliśmy do czerwonej windy (bo niebieska rzeczywiście wywoziła na manowce), a potem - na wystawę (co, ze zrozumiałych względów, było naszym pierwszoplanowym celem). Potem też nie mieliśmy specjalnych problemów orientacyjnych.
Natomiast rzeczywiście impreza była zorganizowana źle. Sale zbyt oddalone od siebie, parokrotne przenoszenie prelekcji do innej sali bez uprzedzenia, złe przygotowanie techniczne (nieznajomość sprzętu, zainstalowanego w salach) etc. Ale - bądźmy sprawiedliwi - byliśmy co najmniej na paru znacznie gorzej zorganizowanych konwentach. Aha, na żadnej tego rodzaju imprezie sala główna nie mieści wszystkich uczestników; można tu tylko przypomnieć przysłowie, zaczynające się od słów „kto późno przychodzi...” Zaś co do klimatyzacji - w niektórych salach w ogóle nie było odpowiedniej instalacji. Wielka Brytania między innymi dlatego tak dotkliwie odczuwa ocieplanie się klimatu, że przez lata nikt tu nie instalował klimatyzacji, nie było takiej potrzeby.
To nie był konwent w naszym rozumieniu. To była bardziej konferencja naukowa, a zarazem - zjazd członków dwu głównych towarzystw tolkienowskich: Tolkien Society i amerykańskiego Mythopoetic Society. Towarzystw, istniejących od kilkudziesięciu lat, składających się w dużej mierze z ludzi, mających młodość już raczej za sobą. Taka jest uroda tych konferencji, organizowanych raz na wiele lat (poprzednią była Centenary Conference w 1992 r.). Charakterystyczne, że ludzie młodzi byli głównie z towarzystw zagranicznych: Polacy, Grecy, Włosi, Portugalczycy.
Nie wstydzimy się hoteliku Formuły I przy Bordesley Circus (Bordesley to dawna wioska, której teren jest dziś ogrodzony specjalnym płotem). Jeśli ktoś się powinien tu wstydzić, to nie goście. Był kiepski, ale był tani. Coś za coś. Inna rzecz, że recepcjonistka mogłaby lepiej mówić po angielsku (oprócz akcentu wplatała mnóstwo francuskich słów) i lepiej kontrolować stan baterii w szyfratorach, otwierajacych drzwi („przygoda” ML’a uratowała nas od podobnej następnego dnia, bo i u nas zaczęły palić się obie diody jednocześnie). A co do możliwości zaopatrzenia - tuż przy wejściu na campus był maleńki sklepik spożywczy z pysznymi kanapkami (fakt, my też nie od razu go odkryliśmy), a obok - barek z potrawami średnimi, ale orientalnymi (bo fisch&chips rzeczywiście nie daje się jeść, tu się zgadzamy). A jakieś dwieście metrów od hoteliku było centrum handlowe, w bocznych uliczkach na pewno był jakiś sklepik spożywczy...

MELINIR: I jak można narzekać na masełko w hotelu! Nie na to margarynopodobne, tylko masło. Małe, odwijane z papierka paczuszki z napisem „Butter”. Było lekko słonawe, rewelacyjne do tostów. Fakt, najlepiej je było łapać wcześnie rano i wykamuflowywać spod spodu, spod masy tego gorszego smarowidła, no ale…

TAO: A teraz - relacja o naszych birminghamskich przypadkach.
Przyjechaliśmy, jak już wiecie, w przeddzień rozpoczęcia; wieczorem przeszliśmy się po centrum miasta. Jeszcze na dworcu zaopatrzyłem się w książeczkowy plan miasta (ML też). Rano, po rejestracji i wypakowaniu obrazów Karoliny w sali wystawowej pojechaliśmy do Moseley Bog, pierwowzoru Starego Lasu. Trochę tam pobłądziłem, ale dzięki temu obejrzeliśmy fragmenty także parku krajobrazowego Shire wzdłuż rzeki Cole, trafiając m.in. na zabawne mozaiki na chodnikach. Młyna w Sarehole nie zwiedzaliśmy (muzea młynarstwa są i w Polsce), natomiast dość długo bobrowaliśmy po Bog, sporym zagajniku w lokalnej depresji, malowniczym i inspirującym. Następnie wróciliśmy do hotelu, by się odświeżyć - do Aston dotarliśmy dopiero na inaugurację. Podczas której nie zauważyliśmy „deszczu fleszów” - zdjęcia robiło tylko kilku uprawnionych fotoreporterów (w broszurze programowej określono dość restrykcyjne zasady fotografowania i filmowania, łącznie z sugestią, by nie robić zdjęć ludziom bez ich zgody - takie są zasady we współczesnym świecie anglosaskim). Pojawienie się Priscilli Tolkien było niespodzianką: jej udział nie był przewidywany, musiała zdecydować się w ostatniej chwili. I dość wyraźnie, choć z żalem, zasugerowała, że jest to jej ostatnie wystąpienie publiczne. Potem zajrzeliśmy jeszcze na Telerin Evening, w założeniu „wieczorek integracyjny”, który był kompletnym nieporozumieniem.

MELINIR: choć trochę potrwało, zanim pojechaliśmy do Moseley – naszukaliśmy się najpierw przystanku autobusu nr. 4, potem stwierdziliśmy, ze rozkładu jazdy nie ma, a mapka połączeń autobusowych pokazuje wszystko, tylko nie to, co nas interesuje, potem okazało się, iż nie mamy drobnych, a w autobusie nie wydają reszty… I dobrze, bo gdybyśmy nie poszli rozmienić grubszych banknotów na kawę mrożoną w kafejce, nie trafilibyśmy na uroczy Victoria Square (będą zdjęcia). I są osoby, które mówią, ze Birmingham jest ohydne! Na Wiktoria Square poszliśmy zresztą i w poniedziałek, po zakończeniu imprezy okrężną drogą, wąskimi uliczkami z ciekawymi kamieniczkami.
Kierowca autobusu (jak przystało piętrowego) okazał się Polakiem. Jechaliśmy przez dzielnicę zamieszkałą głównie przez imigrantów. Patrząc przez okno: sklep z sari, sklep z sari, sklep z sari, chińskie biuro podróży, sklepik z arabskimi literkami, bazarek warzywny (pod flagą z krzyżem św. Andrzeja, znaczy – prowadzi Anglik), sklep z sari (bardzo wymyślnymi zresztą)… I przegląd różnych wersji kobiecej mody hinduskiej i muzułmańskiej: od całkowicie zakwefionych pań, po dziewuszkę ze szczelnie zakryta twarzą i w…bluzeczce na ramiączkach. A w Moseley Bag (gdzie wysiąść, powiedział nam siedzący przed nami b. sympatyczny starszy Anglik, kiedy tylko zobaczył, że studiujemy pilnie mapę) śmignęła nam wśród gałęzi SZARA wiewiórka (TAO widział ich potem więcej, w samym Birmingham). W młynie kupiłam sobie czarno-białe pocztówki z wizerunkami Sarehole i młyna z początku XX wieku.

TAO: Od początku nie nastawiałem się na pilne odwiedzanie prelekcji i paneli: wolę poczekać (nawet dwa lata) na Proceedings, gdzie będą mógł teksty wystąpień spokojnie przeczytać, a potem - zacytować. Bez żalu udałem się więc w piątkowe południe na Uniwersytet Birmingham (w celach zawodowych), a potem - do Edgbaston, gdzie obejrzałem pierwowzór Dwu Wież (wieżę ciśnień, wraz z przyległymi budynkami przypominającą kościół lub zamek) oraz Fanaberię Perrota (Perrot’s Folly), wieżę, wzniesiona przez właściciela ziemskiego w celu oglądania własnych dóbr. Obie były widoczne (a może dalej są) z okien Birmingham’s Oratory.

MELINIR: Perrot’s Farry określany jest w „Birmingham Heritage Buildings”, nader wdzięcznie, jako „rococo Gothic”.
Ja chciałam rano pójść na Shippey`a, ale omyłkowo trafiłam na przeuroczy wykład… Było mnóstwo slajdów starego Birmingham i Sarehole. Najzabawniejsze, ze – jako iż w sali było ciemno, a ja nie pamiętałam tematu wykładu Shippey`a (nie mówiąc o tym, ze jego samego na oczy nie widziałam) byłam święcie przekonana, że siedzę właśnie na jego prelekcji! Z błędu wyprowadziła mnie pół dnia później Silvana, na moje pytanie: „jak Ci się podobały slajdy” odpowiadając z lekkim osłupieniem: „jakie slajdy?!” O wykładzie Verlyn Flieger wypowiedział się już M.L., zatem nie będę powtarzać.

TAO: Po powrocie wysłuchaliśmy prelekcji „Tolkien i powszechność: to wszystko jest dla mnie greckie”. Dowiedzieliśmy się m.in. tego, że pierwotnie słowo bohater (heros) oznaczało tyle, co człowiek wolny (eleuteros), a później - wojownik (polemista), a także, że jak się koniecznie chce znaleźć podobieństwa, to się je znajdzie (Hurin - Prometeusz, Idril - Kasandra, Eowina - Antygona). Nie jestem też pewien, czy opowieść o Gondolinie jest ściśle oparta na micie trojańskim, choć oczywiste jest, że Troja jest literackim archetypem wszystkich oblężonych miast. Ale było to świetne. Kilka godzin później oglądaliśmy inscenizację dziejów Turina i Edypa, mającą unaocznić analogiczność koncepcji przeznaczenia u Tolkiena i Sofoklesa. Część tolkienowska była taka sobie, klasyczna - znakomita: widać było, że młodzi greccy tolkieniści już nieraz grali klasyczny repertuar narodowy. Szkoda tylko, że posłużyli się własnym, mocno warsztatowym tłumaczeniem Sofoklesa na angielski, zamiast sięgnąć po jedno z istniejących. Przedstawienie chybiło jednak głównego celu autorów, unaoczniając nie podobieństwo, zasadniczą różnicę między fatum, dotykającym Edypa (które wynika z samego porządku świata) , a wynikającym z klątwy Morgotha losem Turina (który jest skutkiem klątwy Morgotha). A także to, że gdy Edyp pragnie prawdy i świadomie do niej dąży, Turin ucieka przed nią, dopóki może.

TAO: Następnego dnia posłuchałem Colina Duriez, mówiącego o Tolkienie w beletrystyce (zarówno własnej, jak i cudzej). Nie było warto. Warto było natomiast posłuchać tego, co Michael Scott Rohan mówił o Tolkienie i Wagnerze (punkt nadzwyczajny, nie uwzględniony w wydrukowanym programie). Niestety, autor czytał bardzo szybko i niezbyt wyraźnie, wiele więc mi uciekło. Ale to, co dosłyszałem, potwierdziło mój wcześniejszy pogląd o istotności związków między twórczością Wagnera a Tolkiena i dostarczyło wielu nowych argumentów. Różnię się z Rohanem głównie co do przyczyny negowania podejścia Wagnera przez Tolkiena: on widzi głównie sprzeciw polityczny, ja - moralny. Po prelekcji zamieniliśmy parę zdań na ten temat.

MELINIR: Nasturcja skomentowała Durieza pośrednio w poniedziałek pytaniem retorycznym w stylu: „jak to się dzieje, ze autorzy tych wszystkich cudownych ksiażek o C.S. Lewisie, kiedy tylko zaczynają mówić, okazują się mamroczącymi, rozmemłanymi nudziarzami?”

TAO: Wieczorem odbyło się Widowisko Kostiumowe (Costume Extravaganza). Ekstrawagancji było w nim niewiele: wszystkie kostiumy były starannie dopracowane, często projektowane przez inne osoby (podawano nazwiska projektanta, wykonawcy i modela). Było to czasem zabawne, czasem - żałosne. Raz po raz nasuwało mi się pytanie - czy elfki mogą mieć nadwagę? Żenująca była parada filmowych Gandalfów, zwłaszcza, że na sali było co najmniej kilka osób w naprawdę oryginalnych kostiumach, których najwidoczniej nie dopuszczono do gali (podobnie jak Balroga). Entiana-ogrodniczka była przykładem znakomitego wykonania fatalnego pomysłu: kostium „zdjęty” ze starogreckiej wazy - ale czy tak mogła wyglądać żona Drzewca (to dziewczę akurat nie miało nadwagi). Po pokazie odbyła się sesja dla fotografów, jeden z nielicznych spontanicznych, wręcz luzackich punktów programu, który polska grupa (oprócz nas) mówiąc delikatnie zbojkotowała. Niech żałują - to było naprawdę fajne (parę zdjęć będzie). Podczas sesji można było też dostać... katalog Widowiska, niestety, nie prezentujący wszystkich kostiumów (zdjęcia wykonano wcześniej, podczas sesji przygotowawczej).
W sobotę odbyła się parokrotnie przekładana prelekcja Natalii Oryszczuk, Ukrainki pracującej na Nowej Zelandii (wystąpiła ona też w Widowisku jako... Tłumaczenie z quenyi). Mówiła ona o podobieństwach recepcji twórczości Aleksandra Grina i Tolkiena w Rosji, a raczej - pewnej ciągłości między nimi. Szkoda tylko, że Natalija mówiła do pustej sali: oprócz nas była tylko Maryna Diaczenko i jeszcze jeden chłopak, prawdopodobnie jedyny, który potrzebował dokładniejszych informacji o twórczości Grina (dotychczas nikt nie tłumaczył go na angielski). Zaskakująca obecność Maryny, znanej ukraińskiej fantastki (tłumaczonej i nas), lecz raczej nie tolkienistki, tak na tej prelekcji, jak i w ogóle na Tolkien2005, tłumaczy się dość prozaicznie: Natalija jest jej siostrą.

MELINIR: Najlepsza była mapa Grin-landii (francuska) .Dało nam to z TAO pretekst do zastanawiania się, kiedy właściwie pojawiają się autorskie mapy Never Landów

TAO: Podczas międzynarodowych czytań przywieziona przeze mnie kolekcja tłumaczeń Rymów Pierścienia okazała się bardzo przydatna: wiele osób było w stanie odczytać przywiezione przeze mnie teksty. Gdyby nie to, Grek nie mógłby odczytać tekstu tureckiego, nikt też nie przeczytałby tekstów w językach Śródziemia (w tym sindarińskiego tłumaczenia pióra Ryśka Derdzińskiego). Wobec silnej reprezentacji własnego kraju wziąłem na siebie reprezentowanie Ukrainy (Rymy i fragment tekstu), a także Rosji (tylko to drugie): prowadzący szczęśliwie nie wywołał tych języków jednego po drugim, bo z takim przestawieniem się miałbym trudności. Niestety, nie udało mi się skłonić Marka Gumkowskiego do lektury Rymów po czesku. Do szarpaniany z mikrofonem miałem stosunek filozoficzny - pomieszczenie było niewielkie, mało komu był on naprawdę potrzebny. Aha, jeszcze jedna zabawnostka: jeden z uczestników czytań zaprezentował Rymy... wytatuowane na plecach. Ja osobiście miałem skojarzenie ze znamieniem Bestii.
Ostatniego dnia byłem na prelekcjach o włoskim i hiszpańskim tłumaczeniu Władcy Pierścieni oraz na panelu tłumaczy. Było to może bardziej pouczające, niż ciekawe: okazuje się, że wszyscy tłumacze mają podobne problemy z Tolkienem, a „unarodowianie” nazw na różne sposoby jest wcale częste. I podobne, czasem zabawne błędy, jak przełożenie Hornburga (Rogatego Grodu) jako Trombaturrione (Trąbiąca Wieża?), choć róg i trąba to jakby nie to samo, a włoska „tromba” ma konotacje falliczne. Albo katalońska Boccheria (Buckland), podobna fonetycznie, lecz znacząca Kraj/miejsce kóz i będąca... nazwą najstarszego targowiska w Barcelonie (to skojarzenie było zamierzone). Z kolei Hiszpanie mają (nie we Władcy) Vino Elfico (Elfwine). Usłyszałem też wiele ciekawego o podstawowych problemach w tłumaczeniu Tolkiena.

MELINIR: Kupiliśmy masę książek oraz podkładkę pod mysz z wizerunkiem olifanta. I cytatem: „As I tramp through the grass; Trees crack as I pass…”

TAO; Potem trzeba było pakować obrazy i odnieść je do hotelu, tak, że wróciliśmy krótko przed zakończeniem, na którym (nie sami) godnie reprezentowaliśmy niedobitki jednej z najliczniejszych (po Anglosasach) grup narodowych. Następnego dnia posnuliśmy się jeszcze trochę po Londynie, by powrócić do kraju późnym wieczorem.

MELINIR: Nawet gazet angielskich nie zdążyłam zgarnąć w pośpiechu…

TAO: Na zakończenie przepraszamy za ironizowanie i pokpiwanie (zwłaszcza na początku). Tacy już jesteśmy (przynajmniej w połowie).
Powrót do góry
 
 
Melinir
Członek Kompanii Thorina


Dołączył(a): 16 Mar 2003
Wpisy: 209
Skąd: Mar Vanwa Tyaliéva


Wysłany: 21-08-2005 21:06    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

O pardon, znowu mi chochliki (kornwalijskie) wycięły! W zdaniu:
Cytat:
Ja chciałam rano pójść na Shippey`a, ale omyłkowo trafiłam na przeuroczy wykład…

powinien byc ciąg dalszy:
Boba Blackhama "Tolkien`s Birmingham - The Roots of Middle-earth", o miejscach, gdzie mieszkali w dzieciństwie i wczesnej młodości bracia Tolkienowie.
Powrót do góry
 
 
Oosse
Mieszkaniec Shire


Dołączył(a): 17 Maj 2005
Wpisy: 8



Wysłany: 22-08-2005 09:29    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Od kiedy Nifrodel przesłała relację z Birmingham na naszą stronę w każdej wolenj chwili zaglądam tu i czytam relacje k uczestników, dzięki czemu mam pełniejszy obraz tego wydarzenia. Zresztą wszystkie relacje są tak żywe , pełne emocji, że można przynajmniej częściowo wczuć się w atmosferę konwentu. Na pewno jest to największe wydarzenie tolkienowskie tego roku, jeśli nie ostatnich 10 lat. W jednym miejscu zgromadziło się tylu miłośnikow Tolkiena, znawców tematu i sław, odbyło się mnóstwo prelekcji, można było zakupć najświeższe publikacje, zawrzeć znajomości z innymi środowiskami tolkienowskimi, wymienić poglądy. Cały czas mam wrażenie, że jednak trwało to zbyt krótko, tempo było zbyt szybkie, że pozostał jakiś niedosyt.

Na mnie największe wrażenie zrobiły namacalne dowody sukcesu polskiej ekipy, a więc wysoka sprzedaż Aiglosów, prac Kasiopei, no i skoro jeden z uczestników został pobłogoslawiony przez Priscillę, to tak jakby cała grupa pośrednio uzyskala błogosławieństwo. Wy pewnie nigdy tego nie zapomnicie, ja cieszę się Waszym sukcesem i fajnie, że choć pośrednio z drgiej ręki mogłem 'uczestniczyć' w tym wydarzeniu.

A tak już na marginesie to Birmingaham chyba nie jest aż tak brzydkie, po prostu nie mieliście czasu obejrzeć miasta a druga rzecz za udział w takim wydarzeniu mógłbym 'odpokutować' chlebem i woda Z przymrużeniem oka. Ba.. z wrażenia to ja bym nic jeść nie mógł Z przymrużeniem oka.
Powrót do góry
 
 
Adiemus
One Ring - One TolkFolk :)


Dołączył(a): 27 Kwi 2002
Wpisy: 1992
Skąd: Krakuff


Wysłany: 22-08-2005 09:50    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

A co najlepsze, relacje naszych Specjalnych Wysłanników Jestem rozwalony Język są, jak się zdaje, najpierwsze w światowym webie Uśmiech Saurona ;D
Zaglądam i na stronę tolkiensociety, i na forumy wymienione w temacie "największe forumy tolkienowskie" (w "linkach") -i do tej pory nic Złośliwy uśmiech
Śpią? Złośliwy uśmiech Zdjęcia im nie wyszły? Jestem rozwalony Nie mogą dojść do siebie po lekturze fanfików z Aiglosa Super śmiech Super śmiech Super śmiech
Nasi rzondzom! Jestem za

offtopicowo będzie (offtopici rzondzom Jestem rozwalony ): jeżyny (blackberries) to -jak się zdaje- popularny element krajobrazu. W Poole/Bournemouth też jest tego pełno, i to nie tylko jako element posesji, ale także rosną na trawnikach na ulicach (szczególnie tych z Avenue w nazwie, czyli po ludzku alejach Jestem rozwalony ) i można skubać spacerując Jestem za (witaminy w aptekach i supermarketach drogie, poza tym nie ma jak natura Śmiech ). Angole też je chyba lubią, bo po sklepach leży sporo soków i dżemów.
Szare wiewiórki też już widziałem Z przymrużeniem oka

_________________
Nadrektor Ridcully stuknął pięścią w bok aparatu, aż omniskop się zakołysał.
– Ciągle nie działa, panie Stibbons! – ryknął. – Znowu mamy to wielkie ogniste oko! Jestem rozwalony
Going Postal
Powrót do góry
 
 
Galadhorn
Strażnik Północy


Dołączył(a): 03 Gru 2001
Wpisy: 884
Skąd: Bamfurlong (Moczary)


Wysłany: 22-08-2005 10:25    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Zapraszam do lektury jeszcze jednej relacji z Birmingham, którą napisała dla Niezapominki Nif Róża

http://home.agh.edu.pl/~evermind/birmingham_2005.htm
Powrót do góry
 
 
Oosse
Mieszkaniec Shire


Dołączył(a): 17 Maj 2005
Wpisy: 8



Wysłany: 22-08-2005 13:51    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Z zagranicznych relacji znalazłem w sieci taką: http://www.theonering.net/perl/newsview/8/1124415594

Ale ta u Was jest o wiele obszerniejsza, dokładna, z udziałem kilku komentatorów, a co najbardziej mi sie podoba pełna emocji, uśmieszków , a najfajniejsze są te młotki Śmiech przed prelekcją Alana Lee.

Z relacją na Niezapomnince też się chętnie zapoznam.
Powrót do góry
 
 
Nifrodel
Alsílatiel / Administrator


Dołączył(a): 08 Lis 2001
Wpisy: 2725
Skąd: Ossiriand
Nieobecny(a): panta rhei...

Wysłany: 22-08-2005 14:02    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Oosse napisał(a) (zobacz wpis):
Z zagranicznych relacji znalazłem w sieci taką: http://www.theonering.net/perl/newsview/8/1124415594


Osse, dzięki za linka Uśmiech Kwiatek
Na pierwszej fotce u góry (prowadzącej do większej ilości zdjęć) są trzy urocze panie Hobbitki, które Evermind uprzejmie zaczepiła na Costiume Extravaganza, z zapytaniem, z jakiego rodu Hobbitów się wywodzą. Panie odwróciły się z czarującymi uśmiechami i niemal chóralnie odpowiedziały "Brandybuck, of course" Elfik wieeeeeeeeeelgachny uśmiech

Przejrzałam też tekst, i zauważyłam, że rzadko kiedy wspomina się tam o programie czwartku, niedzieli i poniedziałku. Dominuje opowieść z wycieczki po Oksfordzie. Mam nadzieję, że z biegiem czasu pojawi się więcej bardziej wyczerpujących relacji. Fajnie będzie je wszystkie przeczytać i pooglądać ciekawe zdjęcia. Jeśli takie znajdziecie, to wrzućcie tu linka Uśmiech Jestem za

_________________
Gwiazdy były dalekie...
Niebo się otwarło
jak gdyby dłoń nieśmiała,
blask się do niej garnął...

~~~~~~~~
Almanach Tolkienowski Aiglos
Eldalairië
Powrót do góry
 
 
Adiemus
One Ring - One TolkFolk :)


Dołączył(a): 27 Kwi 2002
Wpisy: 1992
Skąd: Krakuff


Wysłany: 22-08-2005 14:53    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

A na ostatniej fotce (http://www.theonering.net/scrapbook/group/1734/view/16232) to chyba TAO obejmuje Japonkę w koszulce "LotR"?
Tak sobie pomyślałem widząc to zdjęcie: trochę szkoda, że nie przywdzialiście koszulków "One Ring - One TolkFolk" Jestem rozwalony (a większość zdaje się ma Język ) -idę o zakład, że bylibyście zaczepiani w tej sprawie; może ktoś z nich by się zdecydował na Bielawę 2006 Pserwa (skoro jeżdżą na jakieś zloty do Indianapolis -gdzie to w ogóle leży? Złośliwy uśmiech )

I tak jesteśmy pierwsi (to znaczy jesteście Jestem rozwalony ): relacja M.L.a pokazała się 16go augusta, ta podlinkowana przez Oosse 18go Ble Ble ;D

_________________
Nadrektor Ridcully stuknął pięścią w bok aparatu, aż omniskop się zakołysał.
– Ciągle nie działa, panie Stibbons! – ryknął. – Znowu mamy to wielkie ogniste oko! Jestem rozwalony
Going Postal
Powrót do góry
 
 
Wyświetl wpisy z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tolkienowskie -> Spotkania na żywo, konwenty, konferencje Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następna

Temat: Tolkien 2005 w Birmingham (Strona 5 z 7)

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich wpisów
Nie możesz usuwać swoich wpisów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dodawać załączników w tym dziale
Nie możesz ściągać plików w tym dziale

Powered by phpBB2
Copyright © tolkien.com.pl Wszystkie prawa zastrzeżone.