Forum dyskusyjne miłośników twórczości J.R.R. Tolkiena
w sieci od 11/2001
 
Gospoda(0) | Zasady Forum | FAQ | Szukaj | Kalendarz |  Zarejestruj się |  Profil | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości | Zaloguj

Witryny zrzeszone w forum:
Hobbiton  Pod Rozbrykanym Balrogiem


"A Elbereth Gilthoniel,
Silivren penna miriel,
O menel aglar elenath!
Na-chaered palan-diriel
O galadhremmin ennorath,
Fanuilos, le linnathon
Nef aear, si nef aearon!"
 , Władca Pierścieni


Temat: Tolkien 2005 w Birmingham (Strona 4 z 7)

Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następna
  skocz na koniec strony
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tolkienowskie -> Spotkania na żywo, konwenty, konferencje Wydruk
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
elfy
Administrator


Dołączył(a): 20 Wrz 2001
Wpisy: 1148
Skąd: 010101


Wysłany: 19-08-2005 18:03    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Dla tych którzy są zainteresowani jakie dokładnie wykłady i o czym (w skrócie) były na konferencji Tolkien 2005 zamieszczam fragmenty z programu imprezy (otrzymywał go każdy akredytowany uczestnik).

Zeskanowałem, obrobiłem, scaliłem tylko najciekawsze IMHO fragmenty czyli 57 z 72 stron.

Hasło do otwarcia pliku PDF: forum.tolkien.com.pl

Plik zajmuje 3.7 MB
Link w załączniku.

_________________
"Sprawiedliwość jest dobra i nie pragnie dalszego zła, lecz może sprawić, że zło już uczynione działa nadal i nie powstrzyma go przed wydaniem owocu smutku"
Manwë


Ostatnio zmieniony przez elfy dnia 19-08-2005 20:28, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
 
 
Nifrodel
Alsílatiel / Administrator


Dołączył(a): 08 Lis 2001
Wpisy: 2725
Skąd: Ossiriand
Nieobecny(a): panta rhei...

Wysłany: 19-08-2005 18:46    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Piątek 12 sierpnia w Birmingham

Piątek miał być najcieplejszym dniem w historii Birmingham lecz chyba coś nie wyszło, bo nic się nie różnił od czwartku Jestem rozwalony
Wstaliśmy wcześnie, bo Dealer's Room otwierany był przez 9.00 i musieliśmy wcześniej ustalić kolejność dyżurów przy Aiglosach. Od rana były ciekawe prelekcje więc każdy ustalał, kiedy mógłby siedzieć a kiedy absolutnie nie, ponieważ akurat odbywało się coś interesującego.

Śniadanie, jak już wspominał Memelek, nic rewelacyjnego (trochę żałowaliśmy, ze je wykupiliśmy Ratujcie bo go pobiję) jeśli ktoś nie lubił mleka- jak ja Język pozostawały mu tosty Płacz 3 z dżemem, zwykle truskawkowym (ble Ble Ble ;D ) tudzież z masłem- nic specjalnego, ale na szczeście jakoś udawało się na tym przetrwać do południa. Spox
Prelekcje odbywały się w panelach tematycznych i co godzinę lub co pół godziny były do wyboru cztery różne wykłady. Czasem ciężko było się zdecydować, na co iść, kiedy w tym samym czasie odbywały się interesujące odczyty.

Ja zaczęłam od biegu z Evermind na prelekcję C.Riley Auge: Crossing the Thereshold, na którą mnie wyciągneła i za co jestem jej bardzo wdzięczna, bo okazała się fascynująca. Profesor Auge opowiadała o roli światła i cienia oraz symbolistyce Władcy Pierścieni, ilustrując swój wykłąd wieloma rysunkami Tolkiena, których nigdy nie widziałam i ciekawie je interpretując. Po wykładzie udałam się na prelekcję Toma Shippeya: Wisdom i wise sayings in The Lord of the Rings, zapomniałam dodać, ze w czwartek byłam jeszcze na panelu z Shippeyem i Garthem : Tolkien and the War, z którego wyniosłam mieszane odczucia. Raz, że dyskusja zbaczała w ogóle nie na temat Tolkiena tylko stawała się rozmową o tym, czy I wojna światowa to doświadczenie ironiczne, tudzież wymądrzanie się co po niektórych osobników z publiczności, na temat tego, jakie plany mieli alianci a jakie naziści. Profesor Shippey wszystko sprowadzał do żartu, rozmawiał z Garthem rzucając krótkie komentarze wypowiadane ciężko zrozumiałym akcentem i zaczynałam byc przerażona, czy w ogóle cokolwiek zrozumiem z tych wszystkich odczytów jak tak dalej pójdzie Z przymrużeniem oka Postanowiłam jednak w sobotę przekonać się, czy na wykładzie, który przygotował, moje pierwsze wrażenie się utrwali. hmmmm... Okazało się, że wykład był niezmiernie ciekawy i co ważne, zupełnie zrozumiały. Sala wypełniona po brzegi, tym razem ogromna i klimatyzowana. Shippey kwieciście rzucał przeróżnymi cytatami/powiedzeniami z "Władcy Pierścieni", porównując je do podobnych staroangielskich a czasem i amerykańskich oraz potocznych angielskich przysłów. Sypał żartami (zwykle żartobliwymi porzekadłami, czasem zupełnie niezwiązanymi z meritum sprawy, czasem - odwrotnie, celnymi i śmiesznymi) a sala klaskała i miejscami umierała ze śmiechu Super śmiech. Trzeba przyznać, że Tom Shippey to klasa sama w sobie. Ogromne doświadczenie, duże poczucie humoru i mądrość czyniły jego wystąpienie naprawdę ciekawym. Kiedy po prelekcji wręczyłam mu Aiglosa, mimo, iż był otoczony ludźmi, zapytał skąd jestem i zapowiedział, że z przyjemnością przeczyta.

Zaraz po jego wykładzie odbył się panel dyskusyjny z udziałem Priscilli Tolkien, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie. To niesamowicie miła i przeurocza starsza pani. Na samym początku kiedy Kasiopea, Nasturcja i ja rozmawiałyśmy z nią, wręczając jej Aiglosa, bardzo ciepło zapytała, skąd jesteśmy. Odpowiedziałyśmy, że "from Poland" a ona na to: "From Holland?"Zdziwienie, my z kolei- "No, no, from Poland"tak, tak, zgadzam się podsuwając jej identyfikatory. Z czarującym uśmiechem przeprosiła za pomyłkę, pięknie podziękowała i powiedziała, ze na pewno przeczyta. Z uwaga wsłuchiwała się w pytania z sali i odpowiadała na nie naprawdę szeroko, chyba nawet bardziej wyczerpująco, niż ktokolwiek mógłby oczekiwać. Zapytana przeze mnie, jaka jest jej ulubiona postać w legendarium Tolkiena, z uśmiechem odpowiedziała, że ...Sam Gamgee. wieeeeeeeeeelgachny uśmiech Z kolei Nelle zadała pytanie, czy jest nadzieja na publikację dzienników i pozostałych listów Tolkiena, niestety Priscilla odpowiedziała, że nie w najbliższym czasie. Smutek Niebieski ze smutku.
Reasumując, wykład przekroczył moje najśmielsze oczekiwania Elfik Nawet nie marzyłam, wyjeżdżając z Polski, że uścisnę dłoń Priscilli Tolkien... szczęka opada że w ogóle ją zobaczę, nie wspominając o podarowaniu jej Aiglosa. Z Kasiopeą, Nelle i Nasturcją miałyśmy chyba podobne odczucia, bo w chwili wyjścia z sali uśmiechy nie schodziły dziewczętom z twarzy, a oczy błyszczały radośnie. Ustawiłyśmy się w kolejce do Verlyn Flieger, która akurat jako Special Guest rozdawałą autografy, chcąc jej sprezentować Aiglosa. Miałam w planie podsunąć jej egzemplarz zakupionego w czwartek "Splintered Light". Profesor Flieger okazała się niezmiernie miłą osobą, o błyskotliwym i przenikliwym umyśle. Była bardzo mile zaskoczona naszym darem, obejrzała przy nas pismo i wyraziła podziw dla okładki i ciekawej zawartości, przeglądnęła i pochwaliła grafiki. Mało się tam nie rozpłynęłyśmy z radości Elfik Potem poproszona o autograf, z wielkim uśmiechem wpisała "with very good wishes" Co złego to nie ja ;D Cieszę się, że Aiglos, prezentujący to, co najlepsze w polskim fandomie, powędrował do największych sław tolkienistyki na świecie - i nie tylko. Jeśli ktoś przed konferencją nie słyszał o Polish Tolkien Society, to na konferencji już nie sposób było nas nie zauważyć wieeeeeeeeeelgachny uśmiech a po - została mu w rękach, miejmy nadzieję, interesująca pamiątka.

Niemal w podskokach wróciłyśmy do Dealer's Roomu. jeeeeej! skaczę z radości a potem udałyśmy się do kafejki, gdzie się przekonałyśmy na własnej skórze, dlaczego wszyscy ostrzegali nas przed angielską kuchnią. Kas i Nelle wzięły klasyczne fish & chips, co nie było bynajmniej rybą z chipsami Z przymrużeniem oka tylko frytkami z żółtym serem, a ja chili con carre. Po spróbowaniu, wszystkie spojrzałyśmy na siebie z przerażonymi minami. Moje chili smakowało jak wodzianka ze starego byczka, taka 2-3 dniowa już- więc kwaśna Ratujcie bo go pobiję Nie powiem,buzia na kłódkę , Nelle i Kasiopea trafiły gorzej, bo ich frytki były twarde jak kamyki a ser nie miał zamiaru choć trochę się roztopić nie ma mowy . Pomyślałam, ze może panowie dadzą sobie z tym radę, jednak wezwani na pomoc elfy i Sarnond też mieli duże trudności z opróżnieniem talerzy wszystko mi się pomieszało :|
Do końca trwania konwentu zatem żywiłam się muffinkami (rodzaj magdalenek) i wodą mineralną. głową w mur A chłopaki słodyczami i colą. Czasem udało się dorwać kanapkę albo skoczyć do centrum do Tesco po crossainty, czyli po naszemu Z przymrużeniem oka kloszardy Język W niedzielę wszyscy mieliśmy tego jedzenia serdecznie dość i kiedy Michałek nieoczekiwanie wyciągnął wieczorem pomidory, wszyscy rzucili się na nie z okrzykiem "pomidor Love Zdziwienie skąd je masz??? Jestem rozwalony"

W międzyczasie Sarnod miał bardzo owocne w skutkach spotkanie sam na sam z Priscillą Tolkien - ale nie będę mu psuć opowieści, niech sam zrelacjonuje, tym bardziej, ze wychodzi mu to świetnie wieeeeeeeeeelgachny uśmiech

Po doświadczeniach kafejkowych pobiegłam na bardzo interesujący wykład Patty Howerton z Montana Tolkien Society, zatytułowany : J.R.R Tolkien and The Lord of the Rings: An inspiration for education. Patty bardzo interesująco opwiadała o doświadczeniach ich stowarzyszenia, w propagowaniu Tolkiena w amerykańskich szkołach. Po nim wróciłam do Dealer's Roomu, bo akurat przypadał mój dyżur i kupiłam parę kolejnych publikacji. Trochę żałowałam, że przegapiłam prelekcję Anny Smol, Male Friendship in The Lord of The Rings. Ale w tym czasie siedziałyśmy z Nelle w opustoszałej kafejce i skracałyśmy moją (wciąż za długą) prelekcję. Tylko dzięki Nelle mój niedzielny odczyt nie okazał się niewypałem, bo dzięki jej uwagom na temat stawiania akcentu i wymowy niektórych słów udało mi się nawet całkiem płynnie ją przeczytać. Niniejszym, wszem i wobec, jeszcze raz serdecznie Ci Nelle dziękuję uwielbiam/kocham to, jestem szczęśliwy kwiatek dla ciebie, dziękuję
Dowiedziałyśmy się także, że specjalnie dla Priscilli Tolkien zamknięto Art Show i zgadnijcie jaka praca Kasiopei spodobała jej się najbardziej? wieeeeeeeeeelgachny uśmiech http://www.tolkien.com.pl/kasiopea/strony/monidlo.htm Jak mówił Mike Johnson, ktróry ją oprowadzał - powiedziała" Looks very dramatic" wieeeeeeeeeelgachny uśmiech
Późnym wieczorem, całą grupą, zmęczeni całodziennym bieganiem po uniwersytecie, postanowiliśmy zrezygnowac z ostatniego wykładu, na który wielu uważało za interesujący: "Tolkien's Elves and the Tuata de Dana: a reading of Celtic myth's in Tolkien's works" i powlec się do hotelu. co za nudy
Jednogłośnie stwierdziliśmy, że organizacja imprezy pozostawia wiele do życzenia. Nieoznaczone sale, z których niemal każda mieściła się w innej częsci budynku, 5 minutowe przerwy, nie starczające zupełnie na przejście z parteru na szóste piętro lewego skrzydła, powodujące prawdziwe korowody spóźnialskich, czasami przedłużające się pytania z sali, które - choć interesujące- zmuszały do wyjścia przed końcem prelekcji, zeby zdążyć na następny wykład, niedostosowane sal do wielości i zapotrzebowań, bardzo często zdarzało się, ze na wykład wiele osób nie zostawało wpuszczonych, tym, co się nie zmieścili, nie pozwolono nawet siedzieć na schodach czy słuchac przed drzwiami, powołując się na względy bezpieczeństwa. Innym utrudnieniem były wykłady z mikrofonami czy slajdami, z którymi to urządzeniemi panowie techniczni codziennie mieli kłopoty. wszystko mi się pomieszało Na szczęście same prelekcje były bardzo ciekawe i wartościowe. Ja najbardziej żałuję straconej sobotniej parodii Sillmarillionu, które elfy, Kasiopea i Nasturcja bardzo barwnie opowiadały. Zapamiętałam z ich opowieści dętkę od roweru udającą Pierścień Barahira oraz Ulma, którego prezentował wielki, nadmuchany pingwin Jestem rozwalony

c.d.n Uśmiech Saurona ;D

_________________
Gwiazdy były dalekie...
Niebo się otwarło
jak gdyby dłoń nieśmiała,
blask się do niej garnął...

~~~~~~~~
Almanach Tolkienowski Aiglos
Eldalairië
Powrót do góry
 
 
TallisKeeton
Brehon


Dołączył(a): 11 Lis 2001
Wpisy: 1765
Skąd: Oleśnica


Wysłany: 19-08-2005 19:56    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

To było taaakie piękneeee, Nif Uśmiech chwała wam, chylę czoła, dzięki Dzieki za relacje. Po prostu
wielki świat ehhh...Love Uśmiech
A, macie racje, trójkątne sandłicze są pyszne, żywiłam się nimi, na każdej wycieczce (tym, i goracym kubkiem taniej chinszczyzny) Uśmiech
poz
tal

_________________
Nigdy nie powstanie dzieło,które odda głębię trylogii.
Cóż nam pozostaje?Wyrosnąć w końcu z młodzieńczego hasła"ja bym to lepiej zrobił",gdyż "lepiej"jest pojęciem względnym,subiektywnym."
Powrót do góry
 
 
Nifrodel
Alsílatiel / Administrator


Dołączył(a): 08 Lis 2001
Wpisy: 2725
Skąd: Ossiriand
Nieobecny(a): panta rhei...

Wysłany: 19-08-2005 21:48    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Sobota 13 sierpnia

Sobota powitała nas sinymi chmurami. Na szczeście po identycznym jak w piątkowe śniadaniu wciąż jeszcze nie padało, więc udało nam się cało dotrzeć do Aston. Potem się rozpadało paskudnie i trwało z przerwami niemal cały dzień. Ratujcie bo go pobiję

Okazało się, ze organizatorzy się poprawili i wszędzie pojawiły się karteczki ze strzałkami i oznaczeniami, jak dotrzeć do poszczególnych sal wykładowych.

Muszę też powiedzieć, że przez cały czas trwania konwentu najbardziej zdumiewała mnie.... średnia wiekowa uczestników. Zdziwienie Spodziewałam się ogromnej ilości młodych ludzi, zaciekawionych filmem Jacksona, tymczasem przeciętny konwentowicz miał lat + 40. Byliśmy jednymi z najmłodszych uczestników, co rzecz jasna poprawiało nam humory Z przymrużeniem oka Elfik. 90 % miało negatywne nastawienie do filmu i jesli ktoś na prelekcji powoływał się na film, zwykle podnosił się rumor i pojawiały się pytania w stylu: "ale chyba tych filmowych teori nie bierzesz poważnie?" Elfik. Młodych ludzi, którzy obejrzeli tylko film zwyczajnie nie było, albo byli bardzo słabo dostrzegani. Można to tłumaczyć dość wysoką akredytacją, hermetycznością prelekcji (niewiele dotyczyło filmu) albo odległością? Nie wiem. Jak sie dowiedziałam od ludzi z Tolkien Society, Birmingham zostało wybrane przede wszystkim ze względu na to, że mieści się mniej więcej w centrum Anglii, ma dobre połączenia z resztą świata a wynajem sal na uniwersytecie był w miarę tani. Spodziewałam się wielu osób z Anglii, podczas gdy jednak chyba najwięcej było Amerykanów. Jednak ekipy z różnych krajów prezentowały się nadzwyczaj dobrze, najlepiej rozpoznawalni byli Grecy i Hiszpanie, chodzący w zielonych koszulkach.

Ale wracając do soboty. Konwent zaczęłam przysłuchując się ciekawej prelekcji Nicole Topham: "The Time is given to us: Hope, Sacrifice and Courage in The Lord of the Rings". Nicole podkreślała rolę, jaką w dziełach Tolkiena pełni nadzieje, odwaga i poświęcenie. Miałam zostać na "Transfigured Sadness: The Sadness of fulfilment in LOTR", ale postanowiłam pójśc na prelekcję Tyellas, która napisała świetny artykuł do Aiglosa nr 4. Pomyślałam, że skoro pisze takie dobre teksty, to może i wykład okaże się interesujący. I nie pomyliłam się Elfik. Był naprawdę wspaniały. Wcześnie rano minęła nas przerażona Tyellas spieszącą na Aston i mówiącą, że potwornie się denerwuje i spodziewa się najgorszego, tymczasem była to jedna z najciekawszych prelekcji na konwencie. Tematem było: The Arts and Crafts Movement and J.R.R Tolkien: Middle-earth's Imaginery and Philosophy of Craft. Ty Rosenthal przygotowała szereg slajdów (z uruchomieniem których początkowo szarpał się pan techniczny smutna rezygnacja ) porównujących rysunki Tolkiena, szkice i np. emblematy, z bardzo podobnymi działami Williama Morrisa a także prezentując i wyczerpująco opisując zadania domowe z rysunków, jakie w szkołach odrabiali młodzieńcy tacy jak Tolkien. Po wykładzie zrobiło się jasne, skąd Tolkien czerpał tak różne pomysły jak dywan Numenorejczyków czy ornamentykę oraz pomysły na drzewa, a nawet konwencje całych ilustracji.

Potem z Nelle zastanawiałyśmy się mocno czy pójść na prelekcję "Frozen Nature, Abiding Technology in Tolkien" czy też na "The Great Questons". Siedząc już na Frozen Nature zdecydowałyśmy się jednak na Great Questons i weszłyśmy z leksza spóźnone Język Okazało się, że jednak nie było to nic specjalnego, nie za bardzo udało się autorce przedstawić owe wielkie pytania stawiane przez Tolkiena i jego odpowiedzi na nie. Prelekcja była dość chaotyczna i nie bardzo mi się podobała. Potem AFAIR był mój dyżur w Dealer's Roomie i siedziałam tam, rozmawiając z różnymi konwentowiczami aż do prelekcji Nilcamiel, odczytanej przez Evermind, traktującej o polskim fandomie. Na wstępie pani pilnująca porządku zagroziła surowo by nie robić żadnych zdjęć, któren to zakaz skwapliwie zignorowałam zaraz później Język Treść prelekcji była mi znana, powiem tylko, ze Evermind przedstawiła ją znakomicie.
Potem podążyłam do Dealer's Roomu, gdzie nakryłam Kasiopeę, przeglądająca z wielkim zainteresowaniem książkę szkiców Alana Lee. Wyciągnęłam szyję, coby zajrzeć jej przez ramię i z miejsca się zakochałam Love Spojrzałam z troską na skurczoną tolkienistyczną sakiewkę i udałam się z pielgrzymką do elfy, czy nie dałby mi 10 funciaków, które mi brakują do ksiażki wieeeeeeeeeelgachny uśmiech robienie pieknych oczek . elfy miał miękkie serce i dał Króliczek Elfik Ksiażka jest przepiękna Love i warta tych 20 funtów Ratujcie bo go pobiję
Ponieważ nikt nie chciał opuścić prelekcji Alana Lee, tymczasowo zamknęliśmy stoisko Aiglosa i udaliśmy się pod salę. Niestety, mimo że przyszliśmy wcześniej, cały korytarz blokował ogromny tłum ludzi. Spojrzałyśmy po sobie przerażone i zaczęłyśmy szukać Sarnonda i elfy, którzy mieli zarezerwować nam miejsca. Kasiopea i Nasturcja zostały przy jednych drzwiach a ja i Nelle uderzyłyśmy do drugich, wprawdzie ludzie się szerszenili, że bez kolejki i nie obchodza ich nasze rezerwacje, to jakoś udało nam się wejść. Tam już czekał elfy z Sarnondem groźnymi minami odstraszając wszystkich chętnych i siedząc okrakiem na tylu krzesełkach ilu się dało Z przymrużeniem oka wieeeeeeeeeelgachny uśmiech Usiadłyśmy, również niezmiernie się rozpierając i wyciągając szyję w poszukiwaniu Kasiopei, Nasturcji i Evermind. Jakoż, nie minęła chwila gdy dojrzałyśmy ich zwycięskie uśmiechy. Brakowało jednego krzesła ale jakoś się ścisnęliśmy Super śmiech Obok nas trwała prawdziwa burza - napierający tłum kontra organizatorzy Młotkiem go! Młotkiem go! . Organizatorzy w końcu zwyciężyli, nikt przecież nie chciał zostać wyrzucony z konwentu Jestem rozwalony. Jednak kiedy zamknęły się drzwi, zza nich dobył się jęk zawodu wszystkich, którym nie udało się dostać do środka. A była to połowa tłumu, który dostał się do sali. Okazało się też, że Evermind psim swędem weszła jako zupełnie ostatnia, kiedy przyjaciel Lee, widząc co się dzieje, zrezygnował ze swojego krzesła mówiąc, ze i tak już wszystko widział. Wyszedł a następna w kolejce i poproszona na jego miejsce była właśnie Evermind Elfik To się nazywa mieć szczęście. Pserwa
Na wstępie zagrożono, ze wszystkie slajdy są objęte prawem autorskim i kto się poważy zrobić zdjęcie zostanie natychmiast wyrzucony. Nic nowego
Alan Lee rozpoczął z dużym opóźnieniem, na sali robiło się coraz cieplej i duszniej, ale wszyscy cierpliwie trwali na swoich z trudem wywalczonych pozycjach. Spox Język Wykład Alana był naprawde świetny, wprawdzie artysta mówił niewiele, ale pokazywał mnóstwo zdjęć z planu Władcy Pierścieni Petera Jacksona i okraszając to wszysko anegdotkami. Podobało nam się bardzo, tak bardzo, ze dziewczyny postanowiły jeszcze zostać na wykładzie Nasmitha. Ja jednak nie bardzo lubię Hobbitów z wodogłowiem Z przymrużeniem oka, w których specjalizuje się Nasmith, więc wyszłam i wreszcie miałam chwilę by obejrzeć w całości Art Show. Potem był Dealer's Room, dość szybki spacer z elfy i Sarnondem w poszukiwaniu kafejki internetowej, której własciciele mieli problemy z obsługa swoich komputerów. Śmiech Na szczeście był elfy, który raz dwa sobie poradził, co przypłacił zakazem zbliżania się do komputera, bowiem okazało się, że przy wykupionym 1 komputerze na czas 1 godziny, przy stanowisku może siedzieć tylko jedna osoba wściekły I ani elfy ani Sarnond nie mogli sobie sprawdzić poczty :| Zlewając z góry tą oczywistą siarę Język wyszliśmy stamtąd możliwie jak najszybciej, obiecując sobie, ze więcej nasza noga tam nie postanie Z przymrużeniem oka - co chyba będzie łatwe do dotrzymania Super śmiech
Kiedy wróciliśmy, okazało się, że w Dealer's Roomie pojawił się Alan Lee, który kupił jeden z rysunków Kasiopei, podpisał jej się na jednej z prac w Aiglosie słowami: "very good work"Love (dokładnie na tej Język http://www.tolkien.com.pl/kasiopea/strony/Boromir&Faramir1.htm ) a potem udał się do kafejki piętro wyżej. Z bijącym sercem, ściskając w garści jego Sketchbook, podążyłam tam na mały rekonensans, czy może uda się zdobyć autograf Język Okazało się, że Alan jest niemal sam (towarzyszyły mu tylko dwie osoby) a kafejka puściuteńka więc kiedy odszedł na chwilę, pomyślałam - teraz albo nigdy Jestem rozwalony. Zapytałam grzecznie, czy nie byłoby problemem dla niego, podpisanie ksiażki, na co Alan z niezmiernie ciepłym uśmiechem odpowiedział, ze to dla niego przyjemność. Jeśli ktoś mógłby być cieplejszy i uprzejmiejszy od Priscilli Tolkien i Verlyn Flieger, to tylko Alan Lee. Z tego pana wprost bije życzliwość a wręcz nieśmiałość, zmieszał się słysząc komplementy na temat swoich prac, a przecież słyszał takich tysiące Zdziwienie, ale przysięgnę, że błysnęły mu oczy, kiedy powiedziałam, że niemal każda linia w jego rysunkach znaczy. Oczywiście zadał dość standardowe i rozpowszechnone pytanie Pserwa skąd jestem i jak dowiedział się, że z Polski, to powiedział "I know I know" (on też dostał Aiglosa Śmiech) potem zamaszyście podpisał mi ksiażkę i chwilę pogawędziliśmy o jego prelekcji. Wyraził żal, że tak wiele osób się nie zmieściło i powiedział, ze bardzo chciałby ją powtórzyć. Potem się okazało, że powtórka była w niedziele o 11.00.

Zwartą grupą podążyliśmy na rozpoczynający się potem show Costume Extravaganza. Wiele sobie po nim obiecywaliśmy, nikt z nas nie przygotowywał kostumów, myśląc, że reszta świata, mająca o wiele więcej środków i zasobów pieniężnych, z pewnością powali nas na kolana. A okazało się, że stroje nie przedstawiają sobą czegoś super super specjalnego. Owszem, niektóre z nich były naprawdę wspaniałe, ale znakomita większość była albo zerżnieta z filmu Nic nowego albo zdecydowanie "taka sobie". Czasem stroje Tolk Folkowiczów albo poprzebieranej widowni prezentowały się lepiej. Pewnie wszyscy zastanawiacie się, co też Memelek miał na myśli mówiąc o Nimrodel, przez którą Amroth rzucił się w odmenta fal Z przymrużeniem oka Jestem rozwalony Z przykrością musze stwierdzić, że czasem bywało gorzej wal głową w ścianę
Ale od początku.
Gdy weszliśmy, widownia była prawie pełna, na szczęscie TAO i Mel zajęli dla nas trzy krzesełka obok nich, na których usiadłyśmy skwapliwie z Sil i Nelle. Reszta ekipy: tj. Memelek, elfy, Sarnond, Kasiopea i Nasturcja usiadła kilka rzędów dalej, skąd za chwilę została wyproszona (że niby zajęte Skrzywienie ) i przeniesiona na podłogę przez pierwszym rzędem nie mam zielonego pojęcia, naprawdę nie wiem, mnie się nie pytaj Potem jak to opowiadał Memelek, on zdjął swoje okulary, dał je Nasturcji i wtedy mogli się już uśmiechać i oklaskiwać poszczególne postacie. Z przymrużeniem oka
Jesteśmy trochę okrutni, ale naprawdę czasami zdarzało się, że niektórzy z występujących naprawdę nieodpowiedno dobrali do siebie postacie i stroje. Przykładowo dość leciwa pani, i idealnych rozmiarach kuli, przebrana za Arwenę Evenstar w obcisłej, bordowej sukni z dekoltem, tudzież starsza pani, trochę szersza jak dłuższa z trudem utrzymująca równowagę w długiej sukni i lektor czytający w czasie jej pochodu "Luthien Tinuviel more fair than mortal tongue can say" wyglądała naprawdę groteskowo. I choć było zrozumiałe, ze dla tych ludzi mógł być to pierwszy publiczny występ i ogromne emocje, to jednak zupełnie inaczej i ciekawiej wyglądaliby, gdyby wybrali np. postać Hobbitów i Hobbitek lub, jak dwie równie starsze panie, przebrały się za postacie formatu Andreth czy np. służkę Arweny, przygotowującą swoją panią do śmierci. Znakomita większość występujących ( a było ich naprawdę sporo) przechodziła przez scenę niezmiernie dostojnym krokiem, w akompaniamencie muzyki i nic nie robiła, co czyniło e-nty taki występ monotonnym. Najnudniejsci byli dla mnie kolejni zamyśleni Gandalfowie, Elfy też jakoś nie były specjalnie przekonujący. Najlepiej przedstawiały się postacie, które miały coś ciekawego do powiedzenia albo prezentowały taniec lub zwyczajnie miały naprawdę pomysłowy kostum.
Wśród nich trzeba wymienić chyba na pierwszym miejscu panią przebraną za Elwingę, pana przebranego za Króla Theodena, który chciał krzyknąć coś wyciągając miecz zza pasa, niestety tenże zaczepił mu się o gumową zbroję mało jej nie zrywając, co wywołało niezamierzony komiczny efekt, smiech i aplauz sali. Ciekawie moim zdaniem zaprezentowała się młoda dziewczyna przebrana za Ciemną Elfkę, pani przebrana za Elfkę oprowadzającą gości po Rivendel, z zabawnym układem pantomimicznym, oraz Tom Bombadil i Jagoda z liliami. Jednak najlepszy ze wszystkich kostumów był kostum Balroga, niestety nie uczestniczący w pokazie. Elwinga miała o tyle ciekawy pokaz, że pani ją odtwarzająca przechadzała się krokiem czapli i na końcu została ustrzelona przez wchodzacego po niej Legolasa. wieeeeeeeeeelgachny uśmiech Na zakończenie costume ekstrawaganza zaś powróciła, jako pieczeń z ptaszka, wniesiona na tacy przez 6 kucharzy Super śmiech.
Na pokazie kostumów zakończyliśmy sobotnie uczestnictwo i żywo komentując kostumy, podążyliśmy do hotelu. Obiecaliśmy sobie, że następnym razem "my też się przebierzemy" Pserwa Z przymrużeniem oka Miejmy nadzieję, że następny raz nie będzie za 50 lat, bo będziemy pewnie wyglądać jak Nimrodel, Luthien i Arwena Z przymrużeniem oka Język

_________________
Gwiazdy były dalekie...
Niebo się otwarło
jak gdyby dłoń nieśmiała,
blask się do niej garnął...

~~~~~~~~
Almanach Tolkienowski Aiglos
Eldalairië
Powrót do góry
 
 
Sarnond
Weteran Bitwy Pięciu Armii


Dołączył(a): 01 Wrz 2003
Wpisy: 495
Skąd: Fornost Erain


Wysłany: 20-08-2005 02:05    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

W zasadzie największy z Mumaków (sercem ofkoz) oraz najczerwieńsza z Laiquedni powiedzieli już wszystko, co było do opisania. Złe słowo.. Do nakreślenia, bo opisać tego, co widzieliśmy, doświadczyliśmy i przeżyliśmy nawet w zwykłych słowach się nie da, nie mówiąc już o słowie pisanym. Tak czy siak, niewiele mimo wszystko można dodać do tego, co napisali przedpiszcy, poza jedną rzeczą - zawartością i jakością merytoryczną tego, co było filarem całego konwentu, a więc szeregu wykładów i odczytów ludzi zza wielu lądów, a często i oceanów, ludzi, którzy zjechali na te parę dni do Birmingham nie tylko posłuchać (jak 70% z naszej ekipy Język), ale też pochwalić się albo swoją - wyłącznie - wiedzą nt. Śródziemia, albo też umiejętnością błyskotliwego wiązania faktów i wyciągania (mniej lub bardziej) zaskakujących wniosków, by przedstawić wynikłe płody szerszej publice.
"Problemem" chyba wszystkich większych konferencji jest to, że wśród - jeśli szczęście i poziom dopisze - pokaźnej liczby prelekcji z tej drugiej półki, znajdzie się mniejszy czy większy natłok pogadanek z tej pierwszej. Nie inaczej było i w tym przypadku. Nie mnie oceniać poprawność merytoryczną i nowatorstwo tez poszczególnych prelegentów - to Silvana, Memel oraz TAO i Melinir byli najczęstszymi (choć nei jedynymi) z naszej ekipy elementami zasilającymi trybuny sal, salek i pokojów Z przymrużeniem oka i pewnie napiszą niejedno na ten temat w najbliższym wydaniu Aigloska. Niemniej nawet mnie, laikowi, szczególnie w kwestiach językowych, rzuciło się czasem w oczy (uszy sensu stricte) amatorstwo (co wysoce zrozumiałe) oraz nawijka truizmami i wtórność (co już mniej) pewnej części odczytów (a przyznam, że na aż tak wielu nie byłem). Przyjezdni prelegenci czasem sami nie wiedzieli co jest clue ich wykładu i do czego chcą przekonać publikę, a czasem bez pardonu (choć nie wprost) przyznawali, że jakichkolwiek wniosków z ich strony daremnie się w prelekcji doszukiwać, a sam wykład okazywał się być już w założeniu potokiem frazesów i rzeczy już od dawna oczywistych, choć zebranych nie wiadomo w jakim celu w jedną kupę. To z kolei, w połączeniu z siarskim faux-pas ze strony organizatorów pod tytułem nie włączenie klimy na salach wykładowych i wysokim deficycie tlenu, dawało tak wymoszczonej kompilacji faktów czynnik wysoce usypiający (poważnie!), szczególnie, że średnią snu w owym tygodniu stanowiło jakieś 4-5 godzin.
Niemniej lwia część prelekcji była naprawdę ciekawa (a niektóre perełki z tej miażdżącej większości, po prostu wspaniałe - np. wykłady profesor Flieger) - a w każdym razie warta odwiedzenia i poświęcenia godziny cennego w tych warunkach czasu. Cennego tym bardziej, że Aigloski niestety, mimo swej świetności (docenionej przez wielu, również gości specjalnych), same sprzedawać się nie kciały i potrzebowały do tego celu porywającego wdzięku naszych przeuroczych Śmiech tudzież uroku osobistego naszych przeprzystojnych Śmiech. Ktoś pełen poświęcenia musiał więc być stale obecny w Dealer's Room, choć nawet jeśli nie przypadała akurat nasza kolej na użeranie się z angielskim systemem monetarnym, na którym ogląda się dziwnym trafem stale tę samą twarz, raz 20 lat młodszą, raz 20 lat starszą Z przymrużeniem oka, nie znaczyło to, że problem z możliwością wjazdu na interesujące nas wykłady uznać można było (przynajmniej na czas jakiś) za rozwiązany. Prelekcje odbywały się równocześnie w czterech miejscach, więc decyzja na któryś z intrygująco brzmiących (po tytule) wykładów była często już na starcie konieczna, choć jak się czasem post factum okazywało niestety źle podjęta, jeśli odczyt, na który zdecydowaliśmy się pójść okazywał się organizacją jednogodzinnych miejsc noclegowych, a kolidował przy tym z innym, o równie frapującym nas tytule i - być może tym razem - także treści.
Abstrahując więc od jakości merytorycznej odczytów i od trudności ze zrozumieniem czasem łamanej angielszczyzny przyjezdnych retorów przez innych przyjezdnych z niemniej złamanym uchem, wspomnieć należy o pokazach slajdów najbardziej znanych ilustratorów Śródziemia - Alana Lee oraz Teda Nasmitha. Zbrakło na konwencie niestety pana Howe'a, a szkoda, bo razem z wyżej wymienionymi oraz Anke Eissman stanowiliby świetne tło dla prac naszych, rodzimych artystów. Śmiech Kolejka do sali, w której slajdował Lee zaczęła ustawiać się już pół godziny przed slide-show'em. Dobrze, że przyszło nam, elfom i półelfom Śmiech, do głów zająć w tym momencie strategiczne pozycje przy wejściu do sali, bo tym sposobem swymi smukłymi gabarytami zarezerwowaliśmy dobre miejsca już na widowni dla reszty timu. Pięć minut przed wpuszczenie m ludzi do sali przed wejściem czekała populacja w liczbie 200 osób na jakiąś setkę wolnych miejsc wewnątrz... Sam pokaz był niezły. A raczej byłby niezły gdyby nie stała zmora konwentowych paneli - ktoś nie cyknął, żeby cyknąć klimę Nic nowego. Spoko, zasnąłem gdzieś koło zdjęcia filmowego Shire'u, a obudziłem dzięki oklaskom hołubiącym jakiś lee'owy szkic. Jestem za Z przymrużeniem oka Suma sumarrum - pokaz Lee był dużo lepszy niż następujący po nim panel Teda Nasmitha. Lee nie skupiał się na swoich ilustracjach prezentujących Śródziemie czasów WP. Pewnie wyszedł z założenia, że mimo, że są bardzo lubiane i podziwiane, to także i bardzo znane, a pokazywanie czegoś już widzianego przez tak wybitnego artystę na własnym pokazie skutecznie ululałoby publikę i z klimą włączoną na full. Skupił się wiec (słusznie moim zdaniem) na szkicach oraz zdjęciach stworzonych na planie i na potrzeby superprodukcji Petera Jacksona, przy której kręceniu był głównym po scenarzyście kreatorem wizji wszelakich. Z przymrużeniem oka Pokazywał więc szkice elementów architektonicznych, etapy powstawania Shire'u, pielęgnowania ogrodów aż po bardziej prywatne zdjęcia grupowe z ekipą twórców filmu, także w bardzo egzotycznych miejscach Nowej Zelandii, gdzie często jak mówił wybierali się w poszukiwaniu odpowiednich krajobrazów na potrzeby filmu.
W jednym z ostatnich dni odbyło się, jak już wspomnieli przedmówcy, międzynarodowe, czy raczej interjęzykowe Z przymrużeniem oka czytanie fragmentów Władcy. Jak przebiegało, rozpisywać się nie będę, bo zrobił to już choćby Memel. Może uzupełnię tylko, jak to wyglądało z sarniej perspektywy. Z przymrużeniem oka Po traumatycznych przeżyciach doznanych poprzedniego wieczora na rzeczywiście dość extrawaganzkim pokazie strojów Śródziemia Skrzywienie mieliśmy ambitny plan pokazać tym monotonnym do bólu Angolom siłę słowiańskiej ekspresji. Jako że "na stanie" mieliśmy akurat jak najbardziej polskie wydanie Władcy Pierścieni (czyt.: w tłumaczeniu pani S.), a ściślej Dwie Wieże, wyszukaliśmy dość znaczącą scenkę, w której Frodo z Samem wiążą pochwyconego przed momentem Golluma liną elfów, podziwiając jak nieszczęśnik zwija się z bólu. Znaczącą z tego względu, że w naszym arcysprytnym planie miał ów ustęp zostać odegrany(!), a nie odczytany, a to wymagało (aby rzeczeni Angole nie patrzyli na nas jak na UFO) dużej liczby wyrazów dźwiękonaśladowczych. To zaś oznacza palącą potrzebę prób, przynajmniej kilku. Autobus do Sarehole okazał się "średnim" do tego celu miejscem, szczególnie, że na jego górnym pokładzie rzucało niemiłosiernie, a Sarn trzymający książkę zamiast 'się poręczy' stanowił niejakie zagrożenie dla otoczenia. Zaraz więc po powrocie do Aston, Sarnond - narrator, Kasiopea - Frodo, Nartu(r)cja - Gollum oraz niemy w tej scenie Samfrodel Z przymrużeniem oka znaleźli kąt na uboczu (czytaj rozległy, acz opuszczony korytarz), gdzie rozpoczęły się próby nie na żarty (do pokazu zostało jakieś 12 minut - a co! Polak potrafi! Z przymrużeniem oka). Wychodziło świetnie, Nasturcja w roli Golluma to jak Tommy Lee Jones w Ściganym! Jak Darth Vader grający samego siebie albo jak Babe Świnka z Klasą w roli Babe Świnka z Klasą! Po prostu Andy Serkis może się schować! Z dużej chmury mały deszcz jak to mówią... Po paru całkiem udanych próbach skończyło się na tym, że Nasturcja wytarła sobą połowę korytarza, a fragment i tak odczytała Nif - od początku do końca. Pomyśleliśmy, że to jednak zbyt śmiałe dla zgromadzonych w pokoiku, że biedna Nas, w afekcie wicia się po podłożu może zachaczyć np głową o krzesło (kolejny raz wyszedł poślizg organizacyjny - na cel tego panelu przeznaczyli pokój wielkością odpowiadający "przybytkowi" na mojej uczelni Skrzywienie), a ponad wszystko - że nie będzie to i tak widoczne dla ogółu, jako że lwia część zasadniczej akcji naszego pokazu miała miejsce jakieś 10 cm od podłoża. Nif dostała gromkie brawa, pewnie za ten potok zgłosek ś, ń, ź, rz, cz, dż, brzmiący dla ogółu niczym zaklęcia, a Nasturcja zastanawiała się przy otwartych stale na oścież drzwiach wejściowych do pokoju, czy by w trakcie odczytu Nif nie wpełznąć teraz ni stąd, ni z owąd, odgrywając swoją życiową rolę Smeagola. Na nieszczęście rozmyśliła się. Smutek Z przymrużeniem oka Śmiech Tak czy owak, dziewczyny i tak zaskoczyły publikę, bo po całogodzinnym wsłuchiwaniu się w kolejne scenki w coraz to inszych językach (i robieniu mądrej miny, że niby się coś rozumie, np z flamandzkiego tudzież yiddysh), na sam koniec wskoczyły do sali i w dumnej polszczyźnie odśpiewały śpiewkę z Bree "O Człeku co z Księżyca spadł". O dziwo Brytanie nie mieli problemów z odgadnięciem co to za piosenka - pewnie po części dlatego, ze Nasturcja i Kasiopea nie tylko śpiewały, ale i gestykulowały. Świetny widok. Szczególnie min Anglików. Jestem za
To w zasadzie wszystko, co w tej chwili sobie przypominam. Mówią, że im dalej w czas, tym wspomnienia się wygładzają i tracą szczegóły, ale newa sej newa. Uśmiech
Priscilla, no tak. Priscilla Tolkien, najmłodsze dziecko i jedyna córka Tolkiena była zarazem gościem jak najbardziej specjalnym całego konwentu, jak i skrzętnie tajoną do ostatka niespodziewajką. Tym bardziej, że przeurocza osóbka ma już za sobą prawie osiemdziesiąt wiosen i wycofuje się powoli z uczestnictwa w większych spędach masowych. Cris Crawshaw - przewodnicząca organizatorów - zaanonsowała ją na uroczystym otwarciu imprezy i ku radości ciżby, zaprosiła na scenę na małe "słów kilkoro". Oczywiście miła, starsza pani, od odpalonego wówczas stroboskopu fleszy wszystkich znajdujących się w auli aparatów, miała w oczach jedno wielkie "Ride The Lightning" i nie dziwota, że pomagali jej potem ze zejść ze sceny... ja sam miałbym problemy z trafieniem w schody... :| Z przymrużeniem oka Następnego dnia, jak wspomniała Nif, przemiła starsza pani miała swój własny panel, na którym wyczerpująco i w urzekający sposób odpowiadała na pytania fanów. Czasem pytania trudne, czasem na granicy wścibstwa i dobrego smaku - to zadziwiające jak fantastycznie, zręcznie i z jaką klasą potrafi replikować na niejedno niełatwe pytanie. Taką zręczność w posługiwaniu się słowem w odpowiedziach widziałem chyba tylko w Listach Tolkiena, ale.. no tak.. po kimś się to ma. Z przymrużeniem oka Tak czy owak, Priscilla nie odmówiła odpowiedzi na żadne postawione pytanie - z jednym wyjątkiem: nie wypowiada się na temat filmowej adaptacji, choć przyznała mimochodem, że Nazgule i orkowie stowrzeni przez Jacksona dużo bardziej ją przerażają niż te wyobrażone przy czytaniu książek Ojca.
Cel, jaki postawili sobie niektórzy, to zdobyć autograf miłej starszej pani. To w końcu córka Miszcza! Z przymrużeniem oka A podobna okazja niestety może się już nie powtórzyć. Im dalej w odmęt czasu, tym owo prawdopopodobieństwo mniejsze. Zaraz po jej własnym panelu, jak wspomniała Nif, niestety o autografach kazano nam już z miejsca zapomnieć. Nic dziwnego, jeśli zastanowić sie bliżej... Miła, starsza pani ma już swoje lata, po godzinnym mówieniu i intensywnym usiłowaniu zrozumieć quasianglojęzycznych przyjezdnych chyba każdy byłby wyżyłowany psychicznie, a ofiarowując jeden autograf musiałaby ofiarować trzydzieści następnych. Cóż, pozostało więc brać książkę w łapę i polować. Polować z tym większą determinacją, że ofiara PODOBNO zwiedzała tego dnia Aston University, uczestnicząc w niektórych prelekcjach i oglądając prace grafików. Niestety.. jeśli miła starsza pani pojawiała się na korytarzu, to zawsze w otoczeniu tzw balrogów, czyli paru organizatorów, którzy nie dopuszczali do niej nikogo. Skrzywienie Tak się złożyło, że przechodząc z Dealer's Room na pokaz tańców śródziemnych, minąłem na korytarzu niewyróżniającą się zbytnio, acz podejrzanie skupioną grupkę osobników. Nie trwało długo, by wybadać w odmętach balrogowych skarb cenny, który tak chronili - osobnika rasy białej, wysokości nieco wyższej niż hobbit, dostojnie i z ciepłym, przeuroczym uśmiechem na ustach sunącego w swych cichobiegach poprzez labirynty Aston, z niekłamaną ufnością zawierzając wyprowadzenie się spośród nich na bezpieczny świat gronu balrogów dookoła siebie. "Biedaczka!..." - pomyslałem, sunąc już właściwie nieświadomie ich tropem do windy z książką pod pazuchą i cienkopisem w nieco rozdygotanej dłoni. Uśmiech Raz kozie śmierć - pomyślałem wsiadając za nimi do lifta (przypomniało mi się, że OCZYWIŚCIE mam coś nie cierpiącego zwłoki do załatwienia na parterze Śmiech). Myślę, ze miła starsza pani nie zwróciła zbytniej uwagi na metr wyższego osobnika, stojącego ponad nią z dziwnym, amotycznym uśmiechem przylepionym do twarzy, a w każdym razie, dzięki Eru, nie myślała się go wystraszyć. Opowiadała akurat jakąś śmieszną historyjkę o konwencie, w którym drzewiej brała udział. Oczywiście śmiałem się razem z balrogami, chociaż w odróżnieniu od nich, zrozumiałem z wypowiedzi AŻ spójniki i parę zaimków. Uśmiech Po wyładowaniu z windy nastąpił przełom. Śmiech Jako, że w Aston znaleźć właściwą drogę bez dobrej busoli i kompletu kart Tarota nie sposób, nic dziwnego, że cała kompania stanęła w konsternacji, który z trzech korytarzy wybrać, by wydostać się na świat. Może to dzięki wzrostowi Sarna, może dzięki zrządzeniu losu, zobaczyłem nad odmętem jednego z korytarzy byczy napis "EXIT. Dis łej!", który umknął uwagi reszty. "Aj fink di egzit is dat łej" - zabłysnę, pomyślałem. Śmiech I to był klucz do sukcesu, bo jak się okazało balrogi były ufne i łatwo oswajalne - wespół z Priscllą podreptali za Sarnem, który z dziwnym błyskiem w oku uchylił im drzwi zaciemnionego korytarza. I właśnie wtedy zostałem zauważony. Ktoś z obstawy rzucił patrząc na to, co mam pod pazuchą: "fajna książka!" z wymownym, zawoalowanym żartem. Tu Sarn był jeszcze w stanie podjąć rozmowę po angielsku, powiedziałem, żę owszem, że to mój treżer i że to jest nowa edycja i... na tym skończyła się moja zdolność wysławiania się, bo zauważyła mnie także miłą starsza pani, która podjęła rozmowę, pytając między innymi, które to wydawnictwo, czy brytyjskie, czy hamierykańskie (brytyjskie lepsze! pamiętajcie! Śmiech). Co to była za rozmowa! No właśnie... co to była za rozmowa?... :| niech ktoś mi powie, bo w stanie euforii niewiele zapamiętałem. Korytarz prowadzący do holu głównego budynku miał jakieś 40 metrów, co przy tempie poruszania się uroczej starszej pani daje dobrych paredziesiąt sekund konwersacji. Śmiech Problem w tym, że o ile moje zdolności porozumiewawcze w języku wyspiarzy w normalnych warunkach sięgają jakichś 60% umiejętności Anglika, o tyle w tamtym momencie osięgnęły pułap jakich piętnastu... Powiedziałem Priscilli, że jestem z Polski i że w związku z tym chcę zaopatrzyć się w jak najwięcej papierowych skarbów na tym konwencie. Na słowo Poland zareagowała ożywieniem i uśmiecham, przypomniała sobie trzy młode kobiety, które podeszły do niej rankiem tego dnia wręczając swoje pismo. Ofkoz MUSSSIAŁEM powiedzieć, że to są maj frendz. Kazała w związku z tym gorąco je pozdrowić, a na koniec rozmowy wypowiedziała pamiętne i godne utrwalenia cyrklem na monitorze słowa... bless you. wieeeeeeeeeelgachny uśmiech Matko! Zostałem bleśnięty! Przez samą Priscillę! Nie bardzo jestem w stanie dojść, w jakim kontekście to powiedziała, ale na pewno po swojej plejadzie słów, kończąc naszą niekrótką rozmowę, głównie o Polsce; na pewno też wtedy nie kichnąłem. Język Tyle to pamiętam. Z przymrużeniem oka Nie poprosiłem więc w rezultacie o ten autograf na książce. Nie chciałem psuć chwili, mogła przecież w jednym momencie odpowiedzieć, ze nie może i już (szła, nie było nigdzie krzesła, nie miała okularów, korytarz był ciemny, etc.). Poza tym błogosławieństwo rozwaciło moje nogi i poszerzyło uśmiech już poza granice normy, więc o ile wcześniej gorączkowo myślałem jak tu o niego spytać, o tyle teraz stan spełnienia rozlał się po niedospanym organiźmie i niczego więcej już nie wymagał. Z przymrużeniem oka Tak, czy siak, dzielę się swoim bleśnięciem z całym naszym Forum. Mej da fors bi łid U! Uśmiech

Blessed Sarna.

P.S. Chciałem podziękować wszystkim, w których towarzystwie spędziłem ten niecały tydzień. 70% jak najbardziej pozytywnych wrażeń i wspomnień, które wyniosłem z tego konwentu, bierze się tak naprawdę stąd, że byłem tam z tymi wspaniałymi ludźmi. Dzięki Wam WIELKIE Silvana, Nasturcja, Kasiopea, Nelle, Melinir, Nif, elfy, Memelek oraz TAO.

P.P.S. Zdjęcia później. Uśmiech Nie mam po prostu siły ich już dzisiaj odpowiednio zmniejszać.

_________________
"... gdybyś wtedy tutaj był i Wojny ujrzał twarz, z bólu wraz z Maglorem wył, z Cirdanem pełnił straż...
... gdybyś wtedy tutaj był w ciemności wielkiej stał, gdy wściekłości wąż się wił, i łkał głos przelanej krwi..."
Powrót do góry
 
 
Nifrodel
Alsílatiel / Administrator


Dołączył(a): 08 Lis 2001
Wpisy: 2725
Skąd: Ossiriand
Nieobecny(a): panta rhei...

Wysłany: 20-08-2005 10:41    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Blessed Sarna nie ma już wyjścia i musi po tym wydarzeniu stać się najlepszym tolkienistą w Polsce Z przymrużeniem oka wieeeeeeeeeelgachny uśmiech Elfik

Niedziela 14 sierpnia

Nio i nadszedł (dla części z nas) ostatni dzień konwentu. Obudziłam się z ciężkim kamieniem w żołądku, myśląc sobie "a może by tak pospać dłużej??" niestety o 10.00 był mój wykład więc się nie dało. Chciałam iść na prelekcje Christophera Garbowskiego, ale doszłyśmy z Nelle 10 minut po czasie, więc nie chciałyśmy już robić zamieszania naszym wejściem. Trzymałam się mocno w garści, byle nie panikować, i na szczęście jakoś poszło.

W tym czasie Kasiopea, która szczęsliwie odnalazła resztę swoich printów, sprzedała, jak powiedział Memelek, w 8 minut większość prac, tak, że na naszym stoliku zostały li tylko 2 Uśmiech Saurona ;D .

Ponieważ elfy i Sarnond tego dnia mieli dyżur rano, nie zjedli śniadania, tak więc po wykładzie udaliśmy się najpierw do kafejki (jeszcze zamkniętej) a potem na przeszukiwanie okolicznych sklepów, by znaleźć coś do zjedzenia. Niestety wszystko było zamknięte. Nieoczekiwanie jednak, na końcu ulicy zajaśniało światełko Galadrieli, był otwarty jeden sklepik z miłym hinduskim sprzedawcą w turbanie - gdzie zaopatrzyliśmy się w wodę i jedną kanapkę, bo druga z tych, które zostały - jajko i cośtam, nikogo nie kusiła. Chłopaki znów kupili batoniki i colę wszystko mi się pomieszało Jestem rozwalony (aż dziw, że się nie przejedli Z przymrużeniem oka ) i wróciliśmy do Aston.

Do 12.30 nic nas specjalnie nie interesowało, siedzieliśmy zatem w Dealer's Roomie i rozmawialiśmy. Nagle, podeszła do naszego stolika Verlyn Flieger i powiedziała, że przeglądnęła Aiglosa i przeczytała parę artykułów, choć nie w całości i bardzo jej się podobały. Uśmiech Zaniemówiliśmy z wrażenia, wybąkaliśmy dziękuję i że miło nam to słyszeć. Verlyn pokręciła się po Dealer's Roomie, kupiła trochę ksiażek i wyszła. elfy w tym czasie długo bijąc się z myślami i uboga już sakiewką (która nieoczekiwanie zasilił blessed Sarna Elfik ) nabył Annotated Hobbit.

Posiedzieliśmy w Dealer's Roomie, porozmawialiśmy z ludźmi, sprzedaliśmy troche Aiglosów i nagle zrobiła się 14.00 czyli czas prelekcji M.L.-lka. Podążyliśmy dziarskim krokiem do sali, pokaźnie już zapełnionej i zajęliśmy miejsce. Z przodu zauwazyłam TAO i Mel oraz Christophera Garbowskiego. Pan zapowiadający przedstawił Memelka jako Majkel Lesniełsky Super śmiech mało nie połykając przy tym języka Z przymrużeniem oka. Memelek zaś od razu po powitaniu przeszedł do rzeczy. To naprawdę trzeba było zobaczyć. M.L. nie tylko nie czytał z kartki - mówił z pamięci, rzucając czasem jedynie okiem na tekst i wzbogacając swój wykład o znaczące zawieszanie głosu, momenty ciszy, pośród których na sali słychać było jedynie zamyślone oddechy słuchających. Ja, jak wszyscy słuchałam oczarowana. Kiedy skończył, rozległa się burza oklasków i pojawiły się pytania. Niestety Memelek zdołał odpowiedzieć tylko na cztery, rzecz jasna kładąc pytających na deski wieeeeeeeeeelgachny uśmiech jednak 7 minut przed czasem pan z obsługi przerwał potok pytań, twierdząc, że czas się kończy Nic nowego podczas gdy było jeszcze dobre dwie minuty jeśli nie więcej Ratujcie bo go pobiję. Szkoda. :|

Po wykładzie M.L. udaliśmy się do Dealer's Roomu, skąd większość ekipy podążyła do Sarehole. Ja w tym czasie zostałam przy naszym stoliku, przeprowadzając niezmiernie ciekawą rozmowę z TAO o Ukrainie, Rosji, języku i jego odmianach oraz dawnej i współczesnej polszczyźnie. Poznałam tez kilka nowych osób, m.inn Dwimordene z UK, autorke fanfików, przetłumaczonych do Aiglosa, która okazała się przemiłą osobą, z bardzo podobnym poczuciem humoru do mojego, więc dawno się tak nie śmiałam wieeeeeeeeeelgachny uśmiech (nie może weselej było na nocnych ucztach "co kto ma"Język w pokoju hotelowym wieeeeeeeeeelgachny uśmiech)Poznałam też fantastyczną starszą panią, prezesa Austrian Tolkien Society, zabawnie komentująca niektóre wykłady i ciekawie opowiadająca o ich fandomie. Sprzedałam ostatniego printa Kasiopei i parę Aiglosów i zaczęłam się martwić, gdzie też jest nasza ekipa, bo zbliżał się czas czytania Władcy Pierścieni w różnych jezykach.

Jakoż niecałe pół godziny przed panelem, przybyli i natychmiast poszliśmy na próby korytarzowe odgrywania scenki, w której Gollum (aka Nasturcja Gamgee Z przymrużeniem oka ), w spódnicy do kolan i siatkowanych rajstópkach wił się po podłodzę krzycząc, ze go boli lina (czytaj szalik Kasiopei), która Sam, również w spódnicy (aka Nifrodel) przywiązał mu do kostki, i którą odwiązał w końcu Frodo, jedyny w spodniach (aka Kasiopea) mający za pasem mieczyk, który wydębiłam ze stoiska z gadżetami na czas performance. Wszystko to było okraszone głębokim głosem narratora (aka Sarnond), który strzelając palcami "tik" na czas wypowiadania się narratora, zatrzymywał dziejąca się scenę w zupełnym bezruchu. Po czym znów strzelał palcami "tik" i Gollum wił się dalej, zaś ja i Frodo zastanawialiśmy się co z nim zrobić Z przymrużeniem oka Język Wyglądało to kapitalnie, niestety w sali okazało się, że po pierwsze - nie ma miejsca-, po drugie- było tyle ludzi w małej salce, i co za tym idzie tak duszno i gorąco, że Nasturcja z Kasiopeą musiały wyjść, żeby nie zemdleć. Ci, co postanowili wytrwać, przypłacili to solidnym bólem głowy :| Nic nowego

Pan z obsługi technicznej szarpał się z mikrofonem, który raz po raz przestawał działać, ale w końcu każdemu udawało się jakoś przeczytać swoją kwestię. Wspaniale było słyszeć wersy Pierścienia w różnych jezykach, najbardziej rozbawił nas rosyjski, gdzie usłyszeliścy o "wiecnej ćmie" czy jakoś tak Pserwa Gdy przyszedł czas czytania po polsku. Wyszła Nasturcja i pięknie przeczytała, a cała nasza grupa dołączyła się w ostatniej linijce chórem wołając: " w krainie Mordor, gdzie zaległy cienie" Elfik , co wyszło niesamowicie i odbiło się echem po sali i zostało nagrodzone zdumionymi uśmiechami oraz oklaskami. Potem było czytanie fragmentów WP w różnych jezykach. Niektórzy wybierali niezmiernie długie fragmenty, co przy zupełym niezrozumieniu języka stawało się miejscami nużące. Najlepiej brzmiały jednak chiński - pieśń o Luthien Tinuviel, dla mnie brzmiący niby odmienianie tego samego "jang pau ciau" oraz japoński. Jako, że nasz performance miał nie dość do skutku, przeczytałam fragment, który przygotowaliśmy, zaraz potem pojawił się pan czytający w esperanto. Na koniec zaś z korytarza wyskoczyły Kasiopea z Nasturcją i rzucając publiczności - Głes wicz poem is it Z przymrużeniem oka wspaniale odśpiewały i odegrały "O Człeku co z Księżyca spadł". Po kilku mimicznych pokazywaniach rogów i imitacji gry na skrzypkach sala zaraz się zorientowała, rozległ się szmer zrozumienia i gdzieniegdzie okrzyki tutułu, a gdy dziewczyny skończyły, zerwała się burza oklasków. Tak więc naprawdę, jeśli ktoś nie wiedział wcześniej o Polish Tolkien Society, na konwencie nie sposób było naszej ekipy nie zauważyć.wieeeeeeeeeelgachny uśmiech

Chcieliśmy z Evermind iść jeszcze na fanowski wieczorek zapoznawczy, ale wszystkich tak bolały głowy i byli zmuleni brakiem tlenu na sali, więc uznaliśmy, że lepiej nie iść w ogóle, niż wejść i za chwilkę wyjść.

Na zakończenie Sarnonda i Memelka spotkała także niemiła przygoda z wyczerpaniem się baterii w zamku hotelowym, w chwil gdy akurat wyszli. Po bieganinie, sprawdzaniu okien i udaniu się do hotelu obok w poszukiwaniu kontaktu z obsługą, przyjechała pani z recepcji, mówiąc, ze "widziała nas w kamerze" Jestem rozwalony więc potem na fali były żarty o tym, gdzie jeszcze są rozmieszczone kamery Z przymrużeniem oka i podejrzliwe patrzenie na telewizory w pokojach Z przymrużeniem oka wieeeeeeeeeelgachny uśmiech

I tak się dla nas skończyły te cztery pamiętne dni. Było naprawdę wspaniale - mimo zmęczenia i niedospania -wszyscy jesteśmy niesamowicie zadowoleni i szczęśliwi, że tam pojechaliśmy. Nie chciało nam się wierzyć w poniedziałek rano, kiedy każdy patrzył na zmęczone oblicze w lustrze, że to już koniec, ale powoli stawało się jasne, że wraca proza życia Z przymrużeniem oka

Ps. Elfik Kiedy w Wa-wie powitała nas Eleagor ze swoją Szkoda Saurona, rozbujaliśmy samostoja Memelka piosenką "Gdy patrzę w twe oczy zmęczone jak moje, to kocham to miasto, zmęczone jak ja..." wieeeeeeeeeelgachny uśmiech Już odespaliśmy i zostały nam tylko wspomnienia, ale przecież, jak pisał Tolkien nigdy nie wygasłe i nie więdnące...

_________________
Gwiazdy były dalekie...
Niebo się otwarło
jak gdyby dłoń nieśmiała,
blask się do niej garnął...

~~~~~~~~
Almanach Tolkienowski Aiglos
Eldalairië
Powrót do góry
 
 
M.L.
Uprzedzony, ujadający krzykacz / Administrator


Dołączył(a): 27 Cze 2002
Wpisy: 5805
Skąd: Mafiogród


Wysłany: 21-08-2005 13:57    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Tak czytam te relacje, czytam i czekam aż Nifcia albo Mel wspomną o jeszcze jednym elemencie ożywiąjącym czytanie fragmentow WP w niedzielny wieczór. Ale albo jestem ślepy, co jest możliwe, albo drogie panie zapomniały, w co wątpię, albo są nadwyraz skromne. Hmmm, chyba zostanę przy tej ostatniej interpretacji. wieeeeeeeeeelgachny uśmiech
Poza występem Nasturcji i Kasiopei był bowiem jeszcze jeden występ który wyraźnie ozywił publikę. Zwłaszcza jej piekniejsza część.
Otóż w pewnym momencie wyszła przed wszystkich para i zapowiedxizała, że choć tekst przeczyta po angielsku, to nośnik będzie nietypowy. I na te słowa, śniady, dobrze zbudowany pan (notra bene o ksywie Obi-wan Baggins) zrzucił swoją koszulkę, odwrócił sie plecami do publiki (co zazwyczaj nie jest grzeczne, ale w tym wypadku było usprawiedliwione Super śmiech ), na których mial wytatuowane rymy pierścienia, które następnie zostały odczytane ku uciesze i aplauzowi damskiej części publiczności. Love Pserwa Jestem rozwalony

_________________
ēl sīla lūmena vomentienguo wieeeeeeeeeelgachny uśmiech
---------------------------------------
For the grace, for the might of our Lord
For the home of the holy
For the faith, for the way of the sword
Powrót do góry
 
 
Sarnond
Weteran Bitwy Pięciu Armii


Dołączył(a): 01 Wrz 2003
Wpisy: 495
Skąd: Fornost Erain


Wysłany: 21-08-2005 14:07    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

A żeby nie być gołosłownym... Uśmiech
_________________
"... gdybyś wtedy tutaj był i Wojny ujrzał twarz, z bólu wraz z Maglorem wył, z Cirdanem pełnił straż...
... gdybyś wtedy tutaj był w ciemności wielkiej stał, gdy wściekłości wąż się wił, i łkał głos przelanej krwi..."
Powrót do góry
 
 
Wyświetl wpisy z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tolkienowskie -> Spotkania na żywo, konwenty, konferencje Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następna

Temat: Tolkien 2005 w Birmingham (Strona 4 z 7)

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich wpisów
Nie możesz usuwać swoich wpisów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dodawać załączników w tym dziale
Nie możesz ściągać plików w tym dziale

Powered by phpBB2
Copyright © tolkien.com.pl Wszystkie prawa zastrzeżone.