"Narodziliśmy się w mrocznym okresie przeznaczonego nam czasu. Istnieje jednak ta pociecha: inaczej nie poznalibyśmy albo nie kochalibyśmy tak bardzo tego, co kochamy. Pewnie ryba wyjęta z wody jest jedyną rybą, która domyśla się istnienia wody." J.R.R. Tolkien, Listy, #52
| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Autor |
Wiadomość |
Nellelórë Weteran Bitwy Pięciu Armii

Dołączył(a): 19 Wrz 2003 Wpisy: 450
|
 Wysłany: 26-08-2005 14:55 Temat wpisu: |
|
|
Podziękowania za linka, Adiemusie dopiero teraz przeczytałam tekst i szczerze mówiąc uważam, że Guardian mógłby zamieścić bardziej wnikliwy artykuł, a nie to coś pełne niewiarygodnych banałów i stereotypów.
Właściwie można się było tego spodziewać, ale ...
O fanach Tolkiena:
| Guardian napisał(a): |
| Some don't mind being seen as geeks. (...) Others are more bothered by the stereotype of nerdy male fantasy fans. There is plenty of dodgy dentistry and not an Orlando Bloom in sight, but a surprising number of delegates are women |
Jest poza moją zdolnością pojmowania, dlaczego w sąsiedztwie nazwiska "Tolkien" MUSZĄ się w anglojęzycznych artykułach i relacjach pojawiać słowa "geek", "nerd" i obowiązkowe STRASZLIWE ZDUMIENIE że wśród tych, co lubią Tolkiena, są KOBIETY. Osobiście nie zauważyłam w ogóle wśród uczestników ludzi, którzy wyróżnialiby się niekorzystnie dziwnym wyglądem/zachowaniem - nie było ich na pewno więcej, niż na jakimkilwiek innym dużym zgromadzeniu. Nifrodel pisała tu już o tym, że zaskoczyła ją średnia wieku na konwencie - mnie też, ale raczej pozytywnie, wielu było tam przemiłych, otwartych, uroczych ludzi w średnim wieku, z którymi zamienić czasem parę słów było wielką radością, czasem czuło się albo można sobie było wyobrażać , że to ci, co pamiętają lata 60-te i ów wielki, legendarny tolkienowski boom na świecie - było to niezwykłe uczucie. Zadający pytania na wykładach i panelach w ogólności sprawiali wrażenie inteligentniejszych niż średnia populacji, a wzajemna uprzejmość i poczucie "braterstwa" dały się odczuwać w niespotykanym stopniu. Kobiet było bardzo dużo, ale nie zauważyłam tam szczególnie wielu "elvish, ethereal types" z artykułu dziennikarza z Guardiana; dominowały te zwykłe z krwi i kości. Nie przyglądałam się bardzo wnikliwie ludziom, pomijając obsesyjne niemal studiowanie ich plakietek akredytacyjnych, by dowiedzieć się, skąd są, i byłam niezmiennie pod wrażeniem, ujrzawszy "Australię" czy "New Zealand" na przykład - ale spora ilość "geeków" i "nerdów" z pewnością rzuciłaby mi się w oczy. Komentarz o "plenty of dodgy dentistry" jest niewiarygodnie śmieszny a brak młodzieńców "w typie Orlando Blooma", nad którym ubolewa Patrick Barkham, mnie specjalnie nie uderzył ani osobiście nie dotknął.
Litości, ileż można?
| Guardian napisał(a): |
| Fans of Tolkien, or "the professor" as he is reverently known, pride themselves on their scholarship. Hundreds cram into a lecture room to hear a talk by Professor Tom Shippey on the proverbs of The Lord of the Rings. As he reads a Bilbo Baggins poem about Strider, his audience mutter along as if reciting the Lord's Prayer. |
Co za banalne, oklepane, niewiarygodne skojarzenia - jasne, wielbiciele Tolkiena to sekta swego rodzaju, wiersz z Władcy Pierścieni to ekwiwalent modlitwy, po prostu nie da się uniknąc tego porównania. Wiem, że teraz ja powiem coś banalnego, na dorocznym zjeździe miłośników Marcela Prousta, o którym niedawno oglądałam reportaż (panowie w smokingach, panie w fin-de-siecle'owych kapeluszach, rodzaj "fun" jaki sprawiają sobie na tym zjeździe brzmi dziwnie znajomo ) obserwator z ramienia poważnej prasy nie porównałby chóralnego powtarzania przez nich fragmentu o smaku magdalenki z "Ojcze nasz". Dlaczego, dlaczego to jest OBOWIĄZKOWE spostrzeżenie nie-tolkienisty komentującego spotkanie miłośników Tolkiena? Wiem, tu na forum megabajty już zajmują dyskusje na ten temat, ale gdy widzi się tak głupie sądy, frustracja powraca w wydaniu przejrzanym, uzupełnionym. Ech.
| Guardian napisał(a): |
| But Tolkien's followers are also keen to show they can have fun. |
Jasne, geeks i nerds wraz ze swymi (niespodziewane i wstrząsające) kobietami po wymruczeniu swego odpowiednika Lord's Prayer udają się na tańce, by udowodnić, że "potrafią się bawić". Eru.
Dlaczego poważne pismo wysyła na taką imprezę człowieka, który SPODZIEWA się pół-wariatów wyłącznie płci męskiej i potem opisuje swe zdumienie, że... pół-wariatki też są? Dlaczego nie wyśle kogoś, kto potrafi wznieść się ponad stek bzdur i stereotypów?
| Guardian napisał(a): |
| "I'm the chair of the Tolkien Society and I'm most definitely female," says Chris Crawshaw |
Mam nadzieję, że Chris Crawshaw zmierzyła pana Barkhama przeciągłym, wymownym spojrzeniem i wzniosła oczy do nieba, zanim odpowiedziała, gdy ją zagadnął o "surprising number of women" na konferencji. Choć może nie, może ona się już niczemu nie dziwi, z takimi typami ma do czynienia na co dzień...
| Guardian napisał(a): |
| "Everybody has their oddities." |
O Boże. Czy doprawdy w tak niedużym artykule warto cytować tak do podszewki wytarte stwierdzenie, uzyskane od 16-latka?
Mój niesmak nie da się łatwo zatrzeć. Choć dziś na obiad kurczak, może od niego uzykam jakąś doraźną pomoc.  |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Adiemus One Ring - One TolkFolk :)

Dołączył(a): 27 Kwi 2002 Wpisy: 1964 Skąd: Krakuff
|
 Wysłany: 26-08-2005 17:10 Temat wpisu: |
|
|
Hehe -właśnie dlatego zarzucając sznurkiem napisałem "w celach lingwistycznych" bo do niczego więcej (oprócz podniesienia poziomu żółci; przydatne przy np. degustacji hamburgera z chipsami robionymi na smalcu "trzeciego podejścia" ) się nie nadaje. Przyznaję się, że nie wytrzymałem tyle co ty, Nelle, i od mniej więcej połowy przerzuciłem tylko "z grubsza".
Guardian uważany jest tu za poważną gazetę, coś w rodzaju naszej "Rzeczpospolitej". Ale najwyraźniej niektórzy redaktorzy od czasu do czasu potrzebują błysnąć "ironicznym zacięciem" i spróbować wsadzić szpileczkę dziwakom ubierającym się w płaszcze z kapturem w celu poszwendania się z łukiem po terenie Juniwersyty of Birmingem zamiast wspomnieć w kilku choćby zdaniach o ilości wykładów.
Podejrzewam, że nie próbowałby czegoś takiego pisząc artykuł o zlocie skinheadów -wielbiciele elfów i elfickiego są bardziej spolegliwi i nie zdemolują samochodziku pismaka mieczem, choć wygląda groźniej od bejsbola  _________________ Nadrektor Ridcully stuknął pięścią w bok aparatu, aż omniskop się zakołysał.
– Ciągle nie działa, panie Stibbons! – ryknął. – Znowu mamy to wielkie ogniste oko!
Going Postal |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mellorn Weteran Bitwy Pięciu Armii

Dołączył(a): 07 Paź 2004 Wpisy: 586
|
 Wysłany: 10-09-2005 15:43 Temat wpisu: Re: Tolkien 2005 w Birmingham |
|
|
Nie wiem czy ekipa Aiglosa była wtedy w tej siedemnastce, ale to nie zmienia faktu iż w Birmingham prócz Was ktoś jeszcz z polski był, tylko właśnie kto, autorzy naszych polsko-tolkienowskich książek?  _________________ ''Najpiękniejszą rzeczą są zagadki - albowiem to one są źródłem nauki.'
-Albert Einstein |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Nifrodel Alsílatiel / Administrator

Dołączył(a): 08 Lis 2001 Wpisy: 3145 Skąd: Ossiriand
Nieobecny(a): panta rhei..
|
 Wysłany: 10-09-2005 20:12 Temat wpisu: |
|
|
| Mellorn napisał(a) (zobacz wpis): |
Nie wiem czy ekipa Aiglosa była wtedy w tej siedemnastce, ale to nie zmienia faktu iż w Birmingham prócz Was ktoś jeszcz z polski był, tylko właśnie kto, autorzy naszych polsko-tolkienowskich książek? |
Nasza eklipa stanowiła 11 z 17 Oprócz tego był Marek Gumkowski, Andrzej 'Bilbo' Kowalski z córką, Christopher Garbowski, Natalia (mieszkająca w Norwegii - więc nie wiem czy czasem z Norwegii nie zaakredytowana) oraz trzy inne osoby, których imion nie znam, ale wiem, że były z Polski. _________________ I tylko drzewa jak świat światem
ukłony ślą tym, co pod wiatr....
~~~~~~~~
Almanach Tolkienowski Aiglos
Eldalairië
http://nifrodel.posadzdrzewo.pl |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Mellorn Weteran Bitwy Pięciu Armii

Dołączył(a): 07 Paź 2004 Wpisy: 586
|
|
| Powrót do góry |
|
 |
M.L. Uprzedzony, ujadający krzykacz.

Dołączył(a): 27 Cze 2002 Wpisy: 3262 Skąd: Mafiogród
|
 Wysłany: 27-10-2009 11:22 Temat wpisu: |
|
|
Trochę sentymentalnie, trochę autorpomocyjnie a troche przez przypadek jeszcze wrócę do Birmingham 2005.
Sentymentalnie, bo czasami miłe wspomnienia odbijaja się czkawką. A rzeczywiści był to przemiły wyjazd. Autopromocyjnie - bo jak uczą slogany, ktore stały się ciałem autopromocja jest kluczem do sukcesu, jakiego nie wiem, ale coś się wymyśli.
A przez przypadek, bo wczoraj Poczta polska dostarczyła mi "Tolkien 2005. The Ring Goes Ever On Souvenir Book", ktore z 4-letni opóxnieniem wysałi organizatorzy.
Przeglądajac książeczkę dotarłem do sprawozdania Murraya Smitha, gdzie znalazłem ten fragment, który podm bez tłumaczenia :
| Cytat: |
"As well as Brazilians, Mexicans, and others, there were members of a
group I hadn't heard about before: the Tolkien Section of the Silesian
Science Fiction Society, a group of Poles who produce a twice-yearly
journal 'Aiglos'. This year, they did a special edition in English,
which I found very good value for money, having very nice artwork,
articles, and reviews. The articles dealing with the Polish
translations of The Lord of the Rings and on Tolkien fandom in Poland
were quite a revelation to me." |
I to by było na tyle.  _________________ On przyniesie narodom Prawo. Nie będzie wołał ni podnosił głosu, nie da słyszeć krzyku swego na dworze. Nie złamie trzciny nadłamanej, nie zgasi [ledwo] tlejącego się knotka (Iz 42, 1-3). |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich wpisów Nie możesz usuwać swoich wpisów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz dodawać załączników w tym dziale Nie możesz ściągać plików w tym dziale
|
|