Forum dyskusyjne miłośników twórczości J.R.R. Tolkiena
w sieci od 11/2001
 
Gospoda(0) | Zasady Forum | FAQ | Szukaj | Kalendarz |  Zarejestruj się |  Profil | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości | Zaloguj

Witryny zrzeszone w forum:
Hobbiton  Pod Rozbrykanym Balrogiem


"Człowiek wiernego serca nieraz miewa krnąbrny język." Theoden, Władca Pierścieni


Temat: Prowiant podróżnika czyli czym odżywiała się Drużyna (Strona 2 z 2)

Idź do strony Poprzednia  1, 2
  skocz na koniec strony
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tolkienowskie -> Władca Pierścieni Wydruk
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Haletha
Członek Kompanii Thorina


Dołączył(a): 11 Sty 2003
Wpisy: 242
Skąd: Szałasik w warszawskim kącie Brethilu ;)


Wysłany: 20-10-2004 22:33    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

A może oprócz krzaczków tytoniu w Południowej Ćwiartce udało się uzyskać jakąś herbatkę? Chociaż z drugiej strony możnaby się wówczas pokusić o próby stworzenia plantacji kakaowca Jestem rozwalony ... a może i nie - bo ja wiem? Śmiech
Powrót do góry
 
 
Adiemus
One Ring - One TolkFolk :)


Dołączył(a): 27 Kwi 2002
Wpisy: 1992
Skąd: Krakuff


Wysłany: 21-10-2004 07:13    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

jak już przy książkach podróżniczych jesteśmy -to ciekawe, co hobbici powiedzieliby na pemmikan -taki wynalazek eskimoski (i jak się zdaje indian północnoamerykańskich też) -suszone i zmielone mięsko, wymieszane z mąką i tłuszczem. Można to było szybko podgrzać w wodzie (otrzymując gęstą zupkę) lub na patelni na ogniu, a od biedy jeść też na zimno. Mocno energetyczne a dość lekkie Uśmiech
_________________
Nadrektor Ridcully stuknął pięścią w bok aparatu, aż omniskop się zakołysał.
– Ciągle nie działa, panie Stibbons! – ryknął. – Znowu mamy to wielkie ogniste oko! Jestem rozwalony
Going Postal
Powrót do góry
 
 
Zair Ugru-nad
Strażnik Północy


Dołączył(a): 25 Maj 2003
Wpisy: 839
Skąd: Imlad Morgul


Wysłany: 21-10-2004 07:29    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Tak myślę ogólnie nad słodyczami, niekoniecznie czekoladą - sądzę, że w Bree wpadli na pomysł pieczenia czegoś w rodzaju ciastek z suszonymi owocami, orzechami i miodem. Są energetyczne i lekkie - pamiętam, że w podobne cos zapoatrzyłam sie kiedyś na Słowacji przed wędrówką przez Wielką Fatrę. Poza tym, w naturalnym środowisku można znaleźć dziko rosnące warzywa - kiedyś w górach znaleźliśmy dziki szczypiorek i marchew Śmiech
_________________
Ten nieruchomy już jest martwy, ten, który się rusza, przeżyje.

Żaden człowiek nie może się bronić bez ryzyka.
- J. Liechtenauer
----
Nasz azyl dla zwierząt
shadow of mind
galeria DA
półka w Bibliotece
Powrót do góry
 
 
mata
Członek Kompanii Thorina


Dołączył(a): 04 Lut 2004
Wpisy: 109
Skąd: warszawa


Wysłany: 21-10-2004 19:53    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Dorzuciałabym jeszcze suszone owoce, i suchary. Oczywiście nie lembasy, ale jakieś suchary musiały być znane hobbitom. Wodę faktycznie musieli nosić, ale jej zapas jest stosunkowo łatwo usupełnić w strumieniach na trasie przemarszu. Uzupełnienie diety to świeże owoce, o ile takie znależli by na swojej drodze. Uśmiech Uśmiech Uśmiech
Powrót do góry
 
 
Nifrodel
Alsílatiel / Administrator


Dołączył(a): 08 Lis 2001
Wpisy: 2725
Skąd: Ossiriand
Nieobecny(a): panta rhei...

Wysłany: 23-10-2004 17:42    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Nellelórë napisał(a) (zobacz wpis):

A mnie zastanowiło, czy rzeczywiście nie mieli czekolady? Mieli herbatę, też bądź co bądź zamorski specjał - trudno sobie wyobrazić, by uprawiali krzewy herbaciane na choćby najbardziej nasłonecznonych wzgórzach Shire'u. Może sprowadzali i czekoladę, a w każdym razie kakao? Niekoniecznie od razu z Dalekiego Haradu Z przymrużeniem oka ale jakąś bardziej skomplikowaną drogą, przez pośredników, mogło docierać na przykład do Bree, czyż nie? Uśmiech


Nie można tego wykluczyć Uśmiech ale nie można też potwierdzić. A ponieważ nie mamy żadnej wzmianki o czekoladzie w "Władcy Pierścieni". Musimy pominąć ten specjał milczeniem Powstrzymywany płacz

Nellelórë napisał(a):

Tak się przywiązałam do filmowych hobbitów z plecaczkami, że było mi przykro zdać sobie sprawę z tego, że nie jest to wizja książkowa - ale... W oryginale angielskim we fragmencie przytoczonym przez Nifrodel nie ma mowy o workach ani o żadnym innym szczegółowo określonym bagażu, to tylko tłumaczenie Marii Skibniewskiej. Z kolei dalej, gdy Drużyna wyrusza z Rivendell, czytamy:
Moim zdaniem mogło tu jednak chodzić o plecak, skoro umieszczony był na ramionach Sama, i skoro nie był to "sack" - jednoznacznie "worek". Może więc wizję hobbitów z plecakami da się ocalić?


Rzeczywiście, skoro tak jest w oryginale, wskazywałoby to raczej na plecak a nie worek. Trudno sobie wyobrazić Hobbitów przemierzających takie duże obszary, obciążonych workami Zdziwienie

Nellelórë napisał(a):
Sądzę, że jednak się zaadoptowali, w każdym razie w trakcie wędrówki do Rivendell. Mógłby o tym świadczyć ten fragment rozmowy na Amon Sul (...)
Myślę, że jak najbardziej od czasu do czasu Aragorn mógł coś upolować, podobnie jak później także Boromir i Legolas. Filmowa scena z ogniskiem w nocy, kiedy to Aragorn przynosi małego upolowanego jelonka, ma książkowe oparcie.


Ja sądzę, ze polowania były raczej mało prawodopodobne.
Nie Nie Żeby zwierzę upolować, trzeba je najpierw wytropić, albo zaczaić się na nie. A to zabiera naprawdę trochę czasu (nawet doświadczonym tropicielom).
Hobbici i Aragorn, z Czarnymi Jeźdźcami na karku, zwyczajnie nie mogli pozwolić sobie na polowanie a co za tym idzie, przestoje w wędrówce, tym bardziej mam pomysł!!! , że do poszukiwania pożywienia nie byli zmuszeni Spox .

Nellelórë napisał(a):

Oczywiście, musieli się ukrywać i śpieszyć, ale jeśli trafiła się okazja - czemu nie? Z przymrużeniem oka Była jesień - a może trafiły się czasem nawet grzyby w zagajnikach?


To już bardziej prawdopodobne Uśmiech Jestem za
Tym bardziej, ze jest całkiem długa lista jadalnych roślinek, które można zbierać po drodze i się nimi dożywiać Język

Nellelórë napisał(a):
W końcu hobbici przepadają za nimi i zapewne umieli je wytropić Z przymrużeniem oka


To łatwo sobie wyobrazić Pserwa Aragorn załamujący ręce, gdy Hobbici po raz 1005 tego dnia "tropią grzyba" Super śmiech

Nellelórë napisał(a):
W każdym razie na pewno jedli dość mało i porcja 500 Kcal/h wydaje się całkowicie nierealna. Pewnie była to w większości owa prosta strawa wymienona przez Nifrodel: suszone mięso, moze suchary, suszone owoce itp... Jeśli dało się rozpalić ognisko, Sam prawdopodobnie, z pomocą mąki, soli i przypraw, potrafił ugotować całkiem dobrą zupę czy potrawkę Uśmiech


Dokładnie o tym myślałam.
Zastanawiało mnie tylko, co mogło być w tych workach, które nosił kucyk Bill. Czy jeden worek suszonych owoców, kilkanaście cebul, jabłek ziemniaków itp? Kolejny worek- woreczek mąki np?

Tallis Keeton napisał(a):

Z pewnością w podróży nie można było rozdrabniać się na ulubione składniki różnych ras, i nalezało zabrać coś, co pasowałoby generalnie kazdemu.
Ja bym stawiała na pożywienie sypkie i owocowo - warzywne. Wlasnie fasole, groch, zboża i orzechy. Gdyby w Śródziemiu był ryż, nie mielibyśmy takiej zagwozdki


Własnie, z ryżem kłopot, nie ma chińczyków do uprawiania Z przymrużeniem oka
Groch - świetnie (byle nie za dużo Pserwa ) Kaszka - też dobrze Uśmiech Jestem za

Tallis Keeton napisał(a):

No, ale nie przez cały czas, z początku trasy Aragorn mówi cos o polowaniach i zbieraniu leśnych owoców, co jednak uważa za długotrwałe zajęcie. Widać scenarzysci przejęli się sprawą pokarmu w drodze, bo dali scene, jak Aragorn przytaszczył koziołka czy jakas inna,upolowaną padlinkę. Tak wiec myśle, że z poczatku- przed Wichrowym -mogli polować nawet kilka razy. Wprawdzie wedzic nad ogniem mogli raczej male kawalki, ale mieso ususzone, osolone i zawiniete w liscie nie zepsuloby sie tak od razu, zwlaszcza, ze upału nie bylo.


Własnie dlatego myślę, że raczej kupili dużą ilość ususzonego mięsa, czy raczej "pemmikan" o którym napisał Adiemus (świetnie! Uśmiech ) niż tracili cenny czas na polowanie.


Tallis Keeton napisał(a):
Problemem nie bylaby tu ilosc zabieranego jedzenia, ale raczej jego trwałość.
Skoro ksiazkowy Aragorn mówił o polowanu to z pewnością, taki tropiciel i
traper jak on miał łuk, choc o tym ksiazka nie wspomina. Mogł być to łuk skladany i leżał w worku stąd hobbici go nie widzieli?


A ja uważam, ze łuku nie miał. Spox Bo gdyby tak było, użyłby go choć raz, no i Tolkien by to opisał Z przymrużeniem oka . Oczywiście to nie znaczy, że nie umiał się nim posługiwać. Raczej, strzegąc granic Bree i dysponując "walutą", łuku nie potrzebował. Mógł sobie kupić wszystkie potrzebne rzeczy w Bree, zaglądając tam co jakiś czas, nie musiał polować. hmmmm... Albo polowali inni strażnicy, a Aragorn zajmował się głównie patrolowaniem granic. mam pomysł!!!

Tallis Keeton napisał(a):

Czy wszystkie odmiany fasoli gotuja sie tak długo? Poza fasolą niezła na podróżne warunki jest jeszcze gorczyca, kukurydza, owies.


No właśnie nie wiem oops, zawstydzenie Wiem, ze nasza rodzima długo się gotuje Język Kukurydza, kukurydza...chyba sproszkowana i dodana do pemmikanu byłaby bardziej prawdopodobna jako prowiant nio nie wiem

Tallis Keeton napisał(a):
Bo cukru chyba nie znano w Środziemiu?


Skoro znano herbatę, to i buraki cukrowe chyba były Język Wiesz, to jeszcze zalezy od tego, czy Tolkien pił herbatę gorzką czy posłodzoną (z mojego doświadczenia, faceci zawsze słodzą Język )

Tallis Keeton napisał(a):
Nie wydaje mi sie, by przez cały czas jedli 3 razy. Z pewnościa mogli jesc dwa a przy pospiechu nawet raz dziennie. IMHO.


Ha, no właśnie Tolkien pisze raz o kolacji, raz o obiedzie, raz o śniadaniu Uśmiech Saurona ;D Ofkoz nie opisuje drobiazgowo, ale to pozwala się domyślać, ze jednak trzy posiłki dziennie były. Gdyby nie jedli, to dla Hobbitów, przypuszczam, byłoby to tak dotkliwe nieszczęście, ze Tolkien by to opisał Język


mata napisał(a):

Dorzuciałabym jeszcze suszone owoce, i suchary. Oczywiście nie lembasy, ale jakieś suchary musiały być znane hobbitom. Wodę faktycznie musieli nosić, ale jej zapas jest stosunkowo łatwo usupełnić w strumieniach na trasie przemarszu. Uzupełnienie diety to świeże owoce, o ile takie znależli by na swojej drodze.


Suszone owoce na pewno...ale suchary? hmmmm... Raczej nie Nie Nie . W cytacie, który przytoczyłam na początku jest mowa o chlebie, dokładnie o czerstwym już chlebie u końca wędrówki (wyobraźcie sobie dwurygodnowy chleb...podobno przechowywany z jabłkami tak szybko nie robi się twardy Język ale i tak, cóż to była za wspaniała mąka, skoro po dwóch tygodniach chleb był wciąż zjadliwy Jestem za ). Więc jeśli ma się taki chleb (no właśnie, ile bohenków można zabrac na pięć wielkich brzuchów Elfik ?), to suchary nie wydają się potrzebne.

Valhalla napisał(a):
Tak myślę ogólnie nad słodyczami, niekoniecznie czekoladą - sądzę, że w Bree wpadli na pomysł pieczenia czegoś w rodzaju ciastek z suszonymi owocami, orzechami i miodem. Są energetyczne i lekkie - pamiętam, że w podobne cos zapoatrzyłam sie kiedyś na Słowacji przed wędrówką przez Wielką Fatrę.


Ha! ale gdyby takie ciacha były, założę się, ze Hobbici zjedli by je od razu Super śmiech hę? Tort jestem wzruszony, jakie to słodkie i coś byłoby o nich wspomniane robienie pieknych oczek

Valhalla napisał(a):

Poza tym, w naturalnym środowisku można znaleźć dziko rosnące warzywa - kiedyś w górach znaleźliśmy dziki szczypiorek i marchew


oj to to!! Uśmiech Jestem za Jestem za

Adiemus napisał(a):

jak już przy książkach podróżniczych jesteśmy -to ciekawe, co hobbici powiedzieliby na pemmikan -taki wynalazek eskimoski (i jak się zdaje indian północnoamerykańskich też) -suszone i zmielone mięsko, wymieszane z mąką i tłuszczem. Można to było szybko podgrzać w wodzie (otrzymując gęstą zupkę) lub na patelni na ogniu, a od biedy jeść też na zimno. Mocno energetyczne a dość lekkie


To dopiero jest pomysł chwała wam, chylę czoła, dzięki Miałby co Sam gotować w tych swoich rondelkach wieeeeeeeeeelgachny uśmiech (swoją drogą, jakby Drużyna dała sobie rade bez gotującego Sama, i czy to on zawsze gotował? hmmmm... bo zmywali chyba wszyscy Złośliwy uśmiech ). Więc pomysł z zupką pemmikanową, przyprawioną solą i zagryzioną chlebkiem jest przedni! brawo kwiatek dla ciebie, dziękuję Mogła ona dostarczyć energii cały długi dzień marszu Jestem za

_________________
Gwiazdy były dalekie...
Niebo się otwarło
jak gdyby dłoń nieśmiała,
blask się do niej garnął...

~~~~~~~~
Almanach Tolkienowski Aiglos
Eldalairië
Powrót do góry
 
 
Adan
Homo sapiens mediterralis


Dołączył(a): 14 Lis 2001
Wpisy: 727
Skąd: Uć


Wysłany: 23-10-2004 22:07    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Adiemus napisał(a) (zobacz wpis):
(i jak się zdaje indian północnoamerykańskich też) -suszone i zmielone mięsko, wymieszane z mąką i tłuszczem. )
Jak najbardziej indian amerykanskich tyż Śmiech. W książkach przygodowych o indianach jest Śmiech.
Mocno energetyczne, lekkie i przede wszystkim się nie psuje. Wygląda na to , że pemikan jest protoplastą ... gorącego kubka w proszku Śmiech.
A tak poza tym czemu hobbici nie mogli ze sobą zabrać jakichś weków albo przetworów mlecznch - np serów? A może od razu masę kanapek Język Możemy sobie tak gdybać w nieskończonośc. Pewnie coś wzieli i nie umarli z głodu. Mnie to wystarcza Uśmiech .

_________________
Pleasant is sleep near running waters,
No memories.
Silence comes out of the mountain,
Night of fears.
Finding my way through the dark black forest,
Where the sun never shines,
Dew is the sweat of the nightingales,
Toiling all night, singing.
Powrót do góry
 
 
rozbitekas
Urodzony na Ardzie


Dołączył(a): 29 Paź 2009
Wpisy: 1
Skąd: skądinąd


Wysłany: 04-11-2013 18:18    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Adiemus napisał(a) (zobacz wpis):
jeszcze trzeba dopakować jakiś obrok dla kucyka (była późna jesień, a od Rivendell prawie zima -piszę "prawie, bo z opisu podróży wynika, że śnieg mieli tylko w górach). Po macoszemu Profesor potraktował ten problem (sporo innych zresztą też Język )
Tu muszę się nie zgodzić. Po pierwsze zwierzęta naprawdę potrafią o siebie zadbać i nawet spod śniegu bez problemu mogą wygrzebać trawę (poza tym w dzikim terenie trawa ma po kilkadziesiąt cm, nie to, co miejskie trawniczki, więc trudno to całkowicie zaśnieżyć), po drugie podróż do Rivendell odbyła się we wrześniu/ październiku (dziś listopad, na termometrze za oknem 14°C, prawie przez cały październik było min. 20°C), a później szli na południe, więc stopniowo robiło się coraz cieplej.

Co do odżywiania ludzi - Dużych i Małych (z doświadczenia własnego i innych) proponuję coś takiego. (zakładając 3 posiłki dziennie i florę z naszego świata) najwygodniej zorganizować to tak, żeby posiłki na ciepło (przy/na ognisku) były rano i wieczorem, a w południe przegrycha na zimno, bo rozpalanie ogniska i gotowanie zużywa sporo czasu i energii.

Posiłki na zimno: suszone lub wędzone podsuszane mięso (wędlina) oraz ryby, sucha kiełbasa (kabanosy), słonina, smalec ze skwarkami, suszony ser (na Litwie np. mają taki biały z kminkiem - pyszny, jest lekki i się nie psuje, może też być podwędzany), chleb*, poza tym oczywiście suszone owoce, orzechy, batony (musli, suszone owoce, orzechy, ziarna, nasiona z dodatkiem miodu/karmelu/mleka skondensowanego - konfiguracja dowolna), marcepan (lub odpowiednik z innych orzechów), chałwa, co do kakao i czekolady nic pewnego nie da się stwierdzić.

Posiłki na gorąco: 1. kasze tłuczone, bo się szybko gotują (kuskus, kukurydziana, jęczmienna, gryczana, jaglana, soczewica...) lub takie półprodukty (w kuchni bliskowschodniej nazywa się to bulgur - kasza ugotowana i wysuszona, najpopularniejsza z pszenicy albo makaron/kluski) z mięsem suszonym (gotowanym)/smalcem ze skwarkami/słoniną/wędzonką/boczkiem/kiełbasą, do tego cebula, czosnek i przyprawy (sól, pieprz, papryka, zioła); 2. gęste zupy z pemmikanu lub mięsa suszonego/wędzonego z kaszą/mąką oraz dodatkiem cebuli, suszonych warzyw (marchew, pietruszka...) i przypraw, można podawać z chlebem, na koniec ewentualnie jeszcze coś słodkiego, suszonego.

wydaje mi się, że surowych warzyw, owoców raczej nie mieli poza tymi zabranymi na odchodnym, bo to ciężkie jest. Stawiam na suszone, z których można ewentualnie gęsty kompot przyrządzić po drodze. Mogli jeszcze zabrać miód, olej jakiś, masło, mąkę, suchary. Co do pieczenia podpłomyków jest to możliwe, ale raczej mało praktyczne podczas marszu. Mąki raczej do zagęszczania zupek mogli używać. Poza tym szli przez tereny dawniej zamieszkane (dopóki Czarnoksiężnik nie zainteresował się Arnorem), więc po drodze na pewno znajdowali jadalne korzonki, zioła, jagody, grzyby, może zdziczałe warzywka czy drzewa owocowe. Na pewno nie mieli czasu na szukanie tego specjalnie, ale jak się trafiło, to pewnie nie pogardzili. to takie wspaniale że nie moge powstrzymac ślinienia na klawiaturę Polowanie też do mnie nie przemawia, zbyt czasochłonne, poza tym trzeba mięso jeszcze oprawić i ugotować/upiec. To raczej byłaby ostateczność. (albo musieliby mieć Golluma na posyłki Język )
Generalnie wszystkie wymienione potrawy są dobre i smaczne (może oprócz suszonego mięsa czy ryb, bo są specyficzne w smaku), większość nie nadaje się na co dzień, bo są zbyt kaloryczne, ale na wędrówkę w sam raz. W ekstremalnych warunkach wszystkie posiłki sowicie okrasza się tłuszczem lub oliwą. Opisana tu wersja to taki full wypas. Z braku czasu i prowiantu po prostu posiłki się ogranicza.
Szuche produkty przechowuje się w workach (najlepiej lnianych), mięso też owinięte w lniane szmatki, olej, tłuszcz, pemmikan w skórzanych bukłakach, torbach. Z wodą nie powinno raczej być problemu po drodze i na postoje wybierali raczej miejsca w pobliżu strumieni (Aragorn znał przecież doskonale teren). Kiedyś ludzie nie taszczyli ze sobą wody, bo poza terenami pustynnymi nie było z tym problemu.

Elfy zapewne w podobne produkty zaopatrzyły drużynę, najwyżej uzupełnione o jakieś elfijskie specyjały (jak wymienione lembasy).

*
Nifrodel napisał(a) (zobacz wpis):
ale suchary? hmmmm... Raczej nie Nie Nie . W cytacie, który przytoczyłam na początku jest mowa o chlebie, dokładnie o czerstwym już chlebie u końca wędrówki (wyobraźcie sobie dwutygodniowy chleb...podobno przechowywany z jabłkami tak szybko nie robi się twardy Język ale i tak, cóż to była za wspaniała mąka, skoro po dwóch tygodniach chleb był wciąż zjadliwy Jestem za ). Więc jeśli ma się taki chleb (no właśnie, ile bochenków można zabrać na pięć wielkich brzuchów Elfik ?), to suchary nie wydają się potrzebne.
Wydaje mi się, że mogli mieć i suchary (lub podpłomyki) i chleb. Porządny chleb żytni na zakwasie długo się trzyma. np taki prawdziwy litewski (razowy czarny i z kminkiem - polecam) odpowiednio przechowywany po dwóch tygodniach jest zupełnie dobry (mój skończył mi się po jakichś 2,5). Oczywiście po takim czasie był już nieźle podsuszony, ale ale dało się go normalnie gryźć i jeść i nadal był smaczny. Poza tym, gdyby nawet wysechł, to się nie zmarnuje, bo można go dodać do zupy. Poza tym jest bardzo pożywny i nie się go zjeść tyle, co zwykłego białego.

Uff... chyba już wszystko
Powrót do góry
 
 
Wyświetl wpisy z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tolkienowskie -> Władca Pierścieni Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzednia  1, 2

Temat: Prowiant podróżnika czyli czym odżywiała się Drużyna (Strona 2 z 2)

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich wpisów
Nie możesz usuwać swoich wpisów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dodawać załączników w tym dziale
Nie możesz ściągać plików w tym dziale

Powered by phpBB2
Copyright © tolkien.com.pl Wszystkie prawa zastrzeżone.