Forum dyskusyjne miłośników twórczości J.R.R. Tolkiena
w sieci od 11/2001
 
Gospoda(1) | Zasady Forum | FAQ | Szukaj | Kalendarz |  Zarejestruj się |  Profil | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości | Zaloguj

Witryny zrzeszone w forum:
Hobbiton  Pod Rozbrykanym Balrogiem


"Wszystkie drogi są teraz zakrzywione." Dunedainowie, Silmarillion


Temat: Tolkiena rozważania o miłości (Strona 1 z 3)

Idź do strony 1, 2, 3  Następna
  skocz na koniec strony
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tolkienowskie -> Ogólna dyskusja Wydruk
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
M.L.
Uprzedzony, ujadający krzykacz / Administrator


Dołączył(a): 27 Cze 2002
Wpisy: 5673
Skąd: Mafiogród


Wysłany: 02-06-2004 12:11    Temat wpisu: Tolkiena rozważania o miłości Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Mam wrażenie, być może mylne, że zwyczaj kiedy czytamy utwory Tolkiena, nie zwaracamy za wiele uwagi na jego rozważania o naturze i charakterze miłości. Widzimy ją dość standardowo, tak jak w romansach i eposach rycerskich. Nie byla to milośc bezproblemowa, ale zawsze romantyczna, zazwyczaj, choć nie zawsze, przelamująca wszelkie bariery i przeszkody. Film P.J-a, poglębia tylko to wrażenie. Ale czy na prawde Tolkien podchodzil do kwestii milości jednostronnie.
Zazwyczaj poznajemy zakochanych walczących z przeszkodami i najczęściej przezwyciężających te przeszkody (Beren i Luthien). Zdaża się milośc niepelniona, jak w przypadku Finroda i Amarie, lub nieszczęśliwa jak Finduilas do Turina. Pewnie można by wymienic wiele innych przypadków (i mam nadzieje, że i one w tym temacie sie pojawią). W tej chwili chcialbym sie jednak skoncetrowac na innym aspekcie miłości.
Aspekcie bardzo wyraźnie zawartym w Athrabeth, ale pojawiającym sie także w innych utworach. Na uczuciach tych ktorzy pozostają.
Juz tłumacze o co mi chodzi.

Rzadko kiedy patrzy się na Athrabeth jako dialog o zawiedzionych uczuciach, zawiedzionej (a może raczej niespełnionej) miłości. A przeciez tak wiele dowiadujemy sie o naturze tego uczucia u Eldarow i ludzi, co więcej pod koniec dowiadujemy się, że rozgoryczenie przebijające przez słowa Andreth w całym dialogu, ma swoje źrodło w wielkiej i niespełnionej miłości do Aegnora. Zazwyczaj zasatnawiamy się, może nawet podziwiamy rozwagę i zdrowy rozsądek Aegnora, który nie zdecydowal się, na związek, bojąc się, że unieszczęśliwi Andreth.
Jednak charakterystyczne są tutaj odpowiedzi samej Andreth, ktora wyraźnie żałuje, że nie doszlo do spełnienia tego związku.
W pewnym momencie mówi:
Cytat:
'Then why did he turn away? Why leave me while I had still a few good years to spend?'

A na wyjaśnienie Finroda, dlaczego jego brat nie zdecydowal się, odpowiada:
Cytat:
'For one year, one day, of the flame I would have given all: kin, youth, and hope itself: adaneth I am,'

W tych slowach, czuć wielkie pragnienie spelnionej milości, spelnionej wbrew wszystkiemu co podpowiada rozum i rozsądek.
I wreszcie na wyjaśnienie, Finroda, że dla Eldarow pamięć odgrywa w miłości niezwykle ważną rolę i dlatego wolą wspomnienie pieknego choć niespełnionego uczucia, Andreth odpowiada bardzo charakterystycznymi slowami:
Cytat:
'And what shall I remember?
I te słowa pozostawiam pod rozwgę.
_________________
ēl sīla lūmena vomentienguo wieeeeeeeeeelgachny uśmiech
---------------------------------------
For the grace, for the might of our Lord
For the home of the holy
For the faith, for the way of the sword
Powrót do góry
 
 
Elenai
Weteran Bitwy Pięciu Armii


Dołączył(a): 31 Gru 2001
Wpisy: 535
Skąd: Arda, the Kingdom of Earth


Wysłany: 03-06-2004 17:05    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Wiesz co ML, właśnie dorwałam się na kilka minut do komputera i sieci (sesja nadciąga i nie ma na nic czasu, więc ostatnio nie bywam na forum Jestem rozwalony) i troche mnie zamurowało, kiedy zobaczyłam ten temat - bo własnie o tym myslałam jadąc na Óczelnię (sorry za prywatę, ale to naprawdę synchronizacja Uśmiech ) - czy lepiej jest zaryzykować wszystko dla miłości, czy poddać się zdrowemu rozsądkowi i uniknąć ewentualnych cierpień swoich i innych ludzi, zachować piękne wspomnienia?

Zauważmy, ile ryzykował Breren - śmierć (a może co ś jeszcze gorszego) ukochanej, przyjaciół (Felagund i jego towarzysze), swoją. Ile ryzykowała Luthien - jak mogła zranić swoich rodziców, i kraj (co Thingol byłby w stanie oddać za swoja córkę? Morgoth z pewnością by to wykorzystał, gdyby trafiła w jego ręce). A jednak ta miłość mimo wystko zwyciężyła. Luthien nie wybrała tylko 'pięknego wspomnienia'.

Jest jeszcze jedna kwestia - czy takie wspomnienie zawsze pozostaje czyste, piękne, radosne? Np. Meaglin - niespełniona miłość przerodziłą się u niego w coś mrocznego, bolesnego.

Nie chcę tu generalizować, i myślę że Tolkien nie daje jednoznacznej odpowiedzi na to zagadnienie. Na pewno wiele zalezy od charakteru człowieka (czy elfa Język ) i sytuacji.

_________________
- Wojna to męskie rzemiosło!
- Coś tak idiotycznego musi być męskie.

Najpewniejszym dowodem na istnienie inteligentnego życia we wszechświecie jest to, że nigdy nie próbowało się z nami skontaktować
- Calvin and Hobbes


~TLOTR comics~ ~Moi na DA~
Powrót do góry
 
 
M.L.
Uprzedzony, ujadający krzykacz / Administrator


Dołączył(a): 27 Cze 2002
Wpisy: 5673
Skąd: Mafiogród


Wysłany: 06-06-2004 00:04    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Elenai napisał(a) (zobacz wpis):
czy lepiej jest zaryzykować wszystko dla miłości, czy poddać się zdrowemu rozsądkowi i uniknąć ewentualnych cierpień swoich i innych ludzi, zachować piękne wspomnienia?

To też coś na co warto zwrócic uwagęe tych, ktorzy rozpowszechniają przekonanie o jednowymiarowym charakterze postaci Tolkiena czy braku dramatu uczuć. Byc może te uczucia nie są centrum jego kreacji (co tez nie jest prawdą, patrząc chociaż na fragmenty z Historii Aragorna i Arweny, czy Narn i hin Hurin), ale one są i ammy do czynienjia z dramatami, a co wazniejesze istotnymi pytaniami, wśród ktorych jest to, które powyzej zadalaś.

I co charakterystyczne, to ludzie sa bardziej skłoni do ryzyka, do położenia wszystkiego na jedna szale, a wśród elfow kobiety.

Cytat:
Nie chcę tu generalizować, i myślę że Tolkien nie daje jednoznacznej odpowiedzi na to zagadnienie. Na pewno wiele zalezy od charakteru człowieka (czy elfa Język ) i sytuacji.


I masz racje nie dał.
W posatci Andreth widzimy pragnnienie tej chwili zapomnienia, tej choćby najkrótszej chwili, zatracenia w uczuciu, bez myślenia o konsekwencjach, choćby tylko po to by mieć co wspominać. Wspominać, te krociutkie chwile szczęścia. Ona kocha Aegnora, ale ma też do niego żal, że zachował rozsądek, że nie dal sie ponieśc uczuciu.

_________________
ēl sīla lūmena vomentienguo wieeeeeeeeeelgachny uśmiech
---------------------------------------
For the grace, for the might of our Lord
For the home of the holy
For the faith, for the way of the sword
Powrót do góry
 
 
Indis
Członek Kompanii Thorina


Dołączył(a): 03 Wrz 2003
Wpisy: 89
Skąd: Warszawa


Wysłany: 06-06-2004 00:25    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

M.L napisał(a):

I co charakterystyczne, to ludzie sa bardziej skłoni do ryzyka, do położenia wszystkiego na jedna szale,

Może dlatego, że mają świadomość, że ich życie jest krótkie, i że raz zaprzepaszczona szansa moze nigdy się nie powtórzyć.

Nie wiem, może się mylę (jeśli tak, to niech mnie ktoś poprawi), ale wydaje mi się, że u Tolkiena nie wystepuje (albo zdarza się niezwykle rzadko) motyw zdrady.
Powrót do góry
 
 
Avari
Weteran Bitwy Pięciu Armii


Dołączył(a): 26 Paź 2002
Wpisy: 566
Skąd: Dol Amroth


Wysłany: 07-06-2004 07:25    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Zdaje mi się, że ciężar decyzji Tolkien rzucił właśnie na kobiety - czy to sa kobiety elfów, czy ludzi. To one decydują, czy związek ma trwać mimo przeciwności losu (Luthien, Arwena) i to one ponoszą konsekwencje kiedy ich miłość zostaje odrzucona (Finduilas, Andreth). Mężczyźni u Tolkiena podejmują decyzję i przyjmują jej skutki, jako coś naturalnego, nad czym nie warto się rozwodzić.
Aegnor, owszem, wspomina miłość Andreth jak się dowiadujemy ze słów jego brata, ale traktuje to jako jedno z wielu wspomnień, może tych budzących lekki niepokój, ale napewno nie powodujących głębszych rozterek.
Możliwe, że Tolkien uważał, że właśnie taki powinien być model postępowania - to kobieta poświęca więcej, czasem nawet wszystko, gdyż bardziej emocjonalnie podchodzi do zagadnienia miłości i stanowi ono większą część sfery jej zainteresowań.

_________________
"...Wielu wszakże odrzuciło wezwanie, woląc od blasku Drzew światło gwiazd i otwarte przestrzenie Śródziemia; tych nazwano Avarimi..."

~~~Eldalairië~~~
~~~Aiglos - almanach tolkienowski~~~
Powrót do góry
 
 
Nellelórë
Weteran Bitwy Pięciu Armii


Dołączył(a): 19 Wrz 2003
Wpisy: 450



Wysłany: 08-06-2004 14:09    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Avari napisał(a):
Aegnor, owszem, wspomina miłość Andreth jak się dowiadujemy ze słów jego brata, ale traktuje to jako jedno z wielu wspomnień, może tych budzących lekki niepokój, ale napewno nie powodujących głębszych rozterek.


A ja myślę, że Aegnor właśnie nie traktował tego lekko hmmmm..., daleki był od tego. Przecież Finrod mówi do Andreth:

Cytat:
Powiadam ci, adaneth, Aikanar kochał ciebie. Z twojego powodu nigdy nie weźmie żony spośród naszego ludu. Będzie żył w samotności, do końca rozpamiętując słoneczne poranki wśród wzgórz Dorthonionu.


To wszystko jednak jest skomplikowane. Dla Aegnora Andreth była miłością życia, po niej nie miał już spojrzeć na inną kobietę, Finrod dodaje później, że tak miało być do kresu Ardy. Lecz skoro tak, dlaczego nie chciał nacieszyć się tą miłością, dopóki była możliwa? Skoro miał myśleć o Andreth do końca życia, widzieć tylko ją w swoich niegasnących elfich wspomnieniach, dlaczego nie położyć wszystkiego na jedną szalę... Zostawił Andreth, bo wiedział, że ta miłość nie może trwać, ale dlaczego jednak nie być z nią, skoro i tak inna miłość już nigdy więcej nie miała wchodzić w grę? Troszkę mi się wydaje, że Aegnor przestraszył się starości Andreth i tego, że musiałby być jej świadkiem i na zawsze zachować we wspomnieniach, które nie byłyby już tak świetliste, jak myśl o owych "porankach w Dorthonionie". Finrod mówi, że Aegnor odszedł, bo czasy wojny nie pozwalają elfom oddawać sie miłości i rodzinie i rzeczywiście - było to posłuchanie obowiązku; ale zastanawiam się, czy Aegnor nie czuł odrobinkę, potajemnie, w głębi duszy, że wojna wybawiła go od czegoś, czemu moze trudniej byłoby sprostać? Od życia ze wspomnieniem ukochanej, która w końcu straciła urodę, od wspomnienia jej śmierci? Czy gdyby nie wojna, gdyby nie obowiązek, czy słowa Finroda o Aegnorze odchodzącym od Andreth, bo nie mógłby znieść wspomnień o ukochanej w mniej doskonałym wydaniu, nie brzmiałyby trochę okrutnie? Gdyby nie wojna, to byłoby jedynym wyjaśnieniem odejścia Aegnora - jak wtedy przyjęłaby to Andreth?

M.L. napisał(a):
Zazwyczaj zasatnawiamy się, może nawet podziwiamy rozwagę i zdrowy rozsądek Aegnora, który nie zdecydowal się, na związek, bojąc się, że unieszczęśliwi Andreth.


Może była to rozwaga, może w tym sensie, że, jak mówi Finrod, Aegnor chciał jej oszczędzić upokorzenia i znoszenia jego litości - ale skoro kochał ją tak, że można powiedzieć, że ją właściwie w myślach poślubił - czemu nie zdecydować się na prawdziwy ślub i na życie razem na dobre i złe? Chyba jednak bał się, że to "złe" na końcu może się okazać nie do przetrzymania dla obojga. Aegnor najwyraźniej wolał piękne wspomnienie, niż prawdziwą miłość, choc ta decyzja oznaczała, że tak naprawdę miłości nie miał zaznać w całym swoim życiu, w ogóle nie poznać, czym jest... A jednak wolał tego nie wiedzieć, niż ryzykować, że pozna jej bardziej gorzki smak. Więc w końcu, co to była za miłość? Strasznie pełna sprzeczności.

M.L. napisał(a):
Ona kocha Aegnora, ale ma też do niego żal, że zachował rozsądek, że nie dal sie ponieśc uczuciu.


Ale ja mam wrażenie, że on dał się ponieść, tak wynika z wszystkiego, co mówi Finrod - i że tym, co go ostatecznie powstrzymało, nie był tak naprawdę rozsądek, nie było to tylko poczucie obowiązku i wzgląd na szczęście Andreth...

Oczywiście to naprawdopodobniej tylko jeszcze jedna ogromna różnica między ludźmi a elfami, to, że ci pierwsi chętniej poddadzą się miłości, choćby coś miało nie wyjść i zostałaby gorycz, a ci drudzy na wszelki wypadek, z troski o jakość wspomnień, wolą się w ogóle nie angażować? Dla pierwszych takie podejście mogło się czasem zdawać wręcz odpychające, tchórzliwe, choć dla elfów była to rzecz najnormalniejsza i niczego złego ani wątpliwego w takiej decyzji nie dostrzegały... A może z tego właśnie zrodziły się te wszystkie legendy Z przymrużeniem oka o elfach nieczule uwodzących ludzi i porzucających ich bez słowa wyjaśnienia? Historia Andreth i Aegnora mogłaby pokazywać, jak się sprawy rzeczywiście mogły mieć w takich wypadkach. No cóż,

Cytat:
Wy tego nie rozumiecie,


mówi Finrod do Adaneth i to pewnie musi wystarczyć za całe wyjaśnienie...

Ciekawe, jak to było z Finrodem i Amarie? Czy Amarie, która została w Amanie, też miała nikogo nie poślubiać do końca życia? A może, po wiekach i tysiącleciach, po tym, jak Finrod opuścił Pałace Mandosa, spotkali się jeszcze?... A Finduilas? Tak jak Aegnor, pokochawszy kogoś z Atanich, także nie spojrzałaby już na nikogo ze swej rasy, gdyby przeżyła? Ona z kolei nie wydawała się mieć takich obaw jak Aegnor, choć przecież musiała sobie zdawać sprawę z tego, że Turin nie zawsze będzie tym Adanedhelem, który takie na niej zrobił wrażenie w Nargothrondzie. Gdzieś jest wzmianka o tym, że przychodziła jej na myśl w związku z tym historia Berena i Luthien - czyżby wierzyła, że i dla niej Eru odmieniłby przeznaczenie? Oczywiście Aegnor takiego wzoru, i co za tym idzie nadziei, mieć nie mógł...
Powrót do góry
 
 
Adunaphel
Mieszkaniec Shire


Dołączył(a): 19 Lis 2003
Wpisy: 44
Skąd: Rzym
Nieobecny(a): Pochlonela mnie piekielna ameba

Wysłany: 10-06-2004 14:31    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Elenai napisał(a):
Czy lepiej jest zaryzykować wszystko dla miłości, czy poddać się zdrowemu rozsądkowi i uniknąć ewentualnych cierpień swoich i innych ludzi, zachować piękne wspomnienia?


Problem w tym, czy jest bedzie do wspominania cos pieknego czy tez jedynie bol utraconej milosci i zal, ze pozostala niespelniona.

I mysle, ze czesciowo odpowiadasz sama na to pytanie:

Elenai napisał(a):
Jest jeszcze jedna kwestia - czy takie wspomnienie zawsze pozostaje czyste, piękne, radosne? Np. Meaglin - niespełniona miłość przerodziłą się u niego w coś mrocznego, bolesnego.

Nie zawsze sa.

M.L. slusznie napisal “W posatci Andreth widzimy pragnnienie tej chwili zapomnienia, tej choćby najkrótszej chwili, zatracenia w uczuciu, bez myślenia o konsekwencjach, choćby tylko po to by mieć co wspominać. Wspominać, te krociutkie chwile szczęścia.”

Wiec pytaniem pozostaje czy Aegnor i Andreth w ogole tego szczescia zasmakowali, i czy pozostaly im owe piekne wspomnienia.

Z jednej strony postawe elfow w tej kwesti ukazuje dobrze wczorajszy cytat na forum, zawarty w slowach Legolasa "Szczęśliwy ten, który z własnej woli znosi ból utraty, choć mógł wybrać inaczej. A nagrodą niech będą wspomnienia, nigdy nie wygasłe i nie więdnące..." Legolas, Władca Pierścieni

Pozornie nie chodzi dokladnie o to samo, ale jest pewne podobienstwo. Gimli twierdzi, ze nie podjalby ryzyka podrozy, gdyby wiedzial ze czekaja na niego nie tylko wiadome niebezpieczenstwa ze strony Nieprzyjaciela, ale rowniez utrata wielkiego szczescia i milosci. Wolalby nigdy nie odnalezc skarbu niz go utracic. Legolas odpowiada, ze mimo wszystko dla samego wspomnienia tego szczescia warto bylo podjac ryzyko. Gimli nie jest o tym przkonany i odpowiada, ze samym wspomnieniem nie nasyci sie serca. I mowi tez cos waznego, ze moze elfom samo wspomnienie wystarcza, bo jest dla nich jak sen…

Moze tu tkwi roznica miedzy postawa elfow i ludzi czy krasnoludow, ktorzy w koncu pod tym wzgledem wiecej mieli wspolniego z ludzmi?

Andreth samo wspomnienie, ze kochala nie wystarczalo. Aegnorowi byc moze tak, skoro juz nigdy nie zwiazal sie z nikim innym. Ale juz Gimli nie zadowolil sie wspomnieniem. Na koniec odplynal do Valinoru szukajac tego, probujac odnalezc co utracil.

Przychodzi mi na mysl jeszcze jeden przyklad tym razem z filmu, rozszerzonej wersji FotR, ktore IMHO dobrze ukazuje ten sam problem. Rozmowa Elronda z Aragornem e Rivendell, gdy elf probuje odwolac sie do rozsadku Aragorna, by ten pozwolil Arwenie odplynac i zabrac ze soba wspomnienie ich milosci, gdzie pozostanie wiecznym i pieknym (evergreen). Obiezyswiat-czlowiek odpowiada: "Ale niczym wiecej niz tylko wspomnieniem”.

Generalnie problem milosc i zwiazkow u Tolkiena jest przedstawiony w sposob bardzo dojrzaly i bardzo prawdziwy. I pojawia sie tu kwestia ile tak naprawde dana osoba jest sklonna poswiecic dla milosci i dla szczesliwosci zwiazku z dana osoba.
Dlaczego rozpadlo sie malzenstwo Aldariona i Erendis? Bo nie byli w stanie poswiecic dla drugiej osoby odpowiednio swojej pasji i swojej dumy. Dlaczego oddalili sie od siebie Feanor i Nerdanel, co sprawilo, ze on zamykal coraz czesciej uszy i serce na jej slowa? Czy nie przewazyla u niego milosc do dziel wlasnych rak od milosci do swej malzonki, ktora przeciez takze kochal?
Natomiast Beren i Luthien byli sklonni poswiecic dla siebie wszystko, co zostalo im wynagodzone. Byli tez do konca szczesliwi, podobnie Arwena czy Meliana…

Z drugiej strony to prawda, ze u Tolkiena czesciej kobiety, takze elfie, sa sklonne do ryzyka i do poswiecenia w imie milosci, ale czy to rowniez nie jest bardzo prawdziwe, nie tylko w Srodziemiu?

I moim zdaniem, choc Tolkien jednoznacznej odpowiedzi nie daje, to sklania sie bardziej ku poswieceniu dla dobra zwiazku i ku walce o milosc. Przynajmniej ja tak to wszystko odbieram.

_________________

Czekaliśmy tu, na tej górze, przez całe nasze życie na kogoś, kto zapaliłby tamten stos...nareszcie nasze istnienia mają sens!

---------
Podziękowania dla Pippina od straży wzgórz sygnałowych
Powrót do góry
 
 
Nifrodel
Alsílatiel / Administrator


Dołączył(a): 08 Lis 2001
Wpisy: 2724
Skąd: Ossiriand
Nieobecny(a): panta rhei...

Wysłany: 21-12-2004 15:08    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Myślę, ze wato spojrzeć na to zagadnienie przez pryzmat czasów, w których żył Tolkien i przez pryzmat jego biografii.
Ideałem kobiecości wtedy była dziewczyna, którą charakteryzowały następujące cechy: delikatność, uległość, przywiązanie i oddanie sprawom domu, rodziny, marzycielskość, brak ambicji oraz brak niepokojów natury seksualnej, ale też kapryśność czy też zmienność nastrojów. Czasy wiktoriańskie charakteryzował też obłudny rygoryzm obyczajowo moralny. A jednak bohaterki tolkienowskie nie sa ucieleśnieniem tych ideałów Nie Nie Jestem za . Często sa przecież aktywne, niepokorne (jak Lúthien, Haletha, Morwena i Eowina), ambitne ( jak Galadriela, Ardehela, czy Beruthiel, mądre i odważne- jak Galadriel, Idril i Adaneth, kapryśne - jak Ardehel, często dumne i uparte jak np. Ancalimë i Erendis, bywają też złośliwe i skąpe - jak Lobelia, a nawet zbyt gadatliwe- jak Ioreth. W gruncie rzeczy mało jest eterycznych i zwiewnych laleczek, mdlejących co chwila, wywracających oczkami i przebierających nogami, kiedy pojawia się w pobliżu rycerz z bajki Język Może Tolkienowi wcale nie podobał się wiktoriański ideał kobiecości? Język
Rzecz jasna delikatne dziewczątka tez mozna znaleźć- wystarczy przypomnieć Finduilas, matkę Boromira i Faramira, Arwenę.Ale są one w zdecydowanej mniejszości! Uśmiech
Kobiety tolkienowskie mają wyraźne osobowości, nie są to sztampowe, "papierowe" postacie.

Ale w zestawieniu z tymi kobietami mężczyźni również nie wypadają blado Uśmiech Jestem za . To nie do końca tak, że tylko kobiety poświęcają się w imię miłości. Przykład Berena pokazuje, że podejmuje się dla Lúthien misji beznadziejnej, wyrwania Silmarila z korony Morgotha. A kiedy ona ocala go z lochów Saurona, chce poświęcić własne szczęście, odprowadzić ją bezpieczną do Doriath i dotrzymać przyrzeczenia, które zobowiązał się wypełnić, by być z ukochaną kobietą, by ona mogła żyć w kraju rodzinnym, który kocha.
Podobnie Aragorn, czeka na decyzję Arwen aż 74 lata, a na szansę małżeństwa jeszcze dłużej. Czyż nie jest to ogromne poświęcenie? Ciche, wytrwałe dążenie do celu, który nie tylko nie jest jasno określony (jak w przypadku Berena), ale w dodatku może nigdy się nie urzeczywistnić.
A Amroth? On także czeka, aż Nimrodel zdecyduje się go poślubić, organizuje statek, na którym mogą razem odpłynąć, a kiedy wiatry spychają okręt na pełne morze, poświęca życie, by dotrzeć do ukochanej.
Czy Gwindor w obronie Finduilas nie traci życia, czy nie zaklina Túrina, by przede wszystkim ją ratował? Czy Gorlim po zniknięciu Eilineli nie wyprawia się na samotne, długie wędrówki, by ją odnaleźć? Czy nie zdradza nawet swoich najbliższych towarzyszy, aby ją ocalić?
Czy Elwë dla Meliany nie opuszcza swojego ludu oraz nie zarzuca planu dotarcia do Valinoru? Uśmiech

Rzeczywiście, jak zauważyła Indis, coś co u Tolkiena nie zdarza się w ogóle, to motyw zdrady mężczyzny lub kobiety. Owszem, są zdrady przyjaciół, zdrada ideału i sprawy, o którą się walczy, zdrada całego ludu - ale nie ma zdrady fizycznej Uśmiech Saurona ;D Być może jest to własnie wpływ wiktoriańskiego wychowania? A może w Śródziemiu nie dochodziło do zdrad? Uśmiech
Elfy, trzeba zauważyć, wybierały sobie jednego partnera na całe życie (za drobnym wyjątkiem Finwë, potwierdzającym regułę). Z kolei pośród Ludzi nie pamiętam przypadku, kiedy mężczyzna zdradza kobietę lub odwrotnie Uśmiech Saurona ;D Bardzo jest to znamienne, szczególnie w świetle Listów, gdzie Tolkien wypowiada się, że mężczyźni są z natury poligamiczni Ratujcie bo go pobiję

Natomiast jeśli chodzi o dramatyczną miłość Adaneth do Aegnora, nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że Aegnor nie chciał się związać z Adaneth "w trosce o jakość wspomnień". Przecież ich spotkanie nastąpiło jeszcze przed historią Berena i Lúthien, w których historii wyraźne jest podkreślone, że była to sprawa przeznaczenia.
Finrod mówi Adaneth, ze nie godzi się, by śmiertelnicy wiązali się z nieśmiertelnymi, i niewątpliwie ma rację. Nie każdemu jest dana łaska, jak Lúthien, która może wybrać los śmiertelniczki.
Jednocześnie, skoro takie miłości zdarzały się, to, czy w świecie, w którym istnieje przeznaczenie, nie można wysnuć wniosku, ze Ilúvatar na taką miłość pozwolił? I zostawił Aegnorowi i Adaneth wybór. Może, gdyby zdecydowali się oni być razem na przekór wszystkiemu, byliby kolejną wielką parą, która dostąpiłaby łaski? Może i wobec nich mówiłoby się o przeznaczeniu? mam pomysł!!!
Nie jest to przypadek prosty, przecież Aegnor wyrzeka się miłości nie tylko "dla dobra" Adaneth, ale również mając na względzie kulturę, w której został wychowany, i która zabrania brania na siebie zobowiązań w czasie wojny. Może przeczuwa też rychłą śmierć? Nie chce jej związywać słowem, by nie była samotna do końca życia, by znalazła szczęście wśród Ludzi, którego przy jego boku nie zaznałaby wiele?
Oczywiście argumenty Adaneth też są poruszające i smutne. I myślę, ze właśnie to, ze Tolkien dał głos przede wszystkim jej, przekazuje, ze warto walczyć o swoje szczęście i miłość, choćby na przekór całemu światu Uśmiech

_________________
Gwiazdy były dalekie...
Niebo się otwarło
jak gdyby dłoń nieśmiała,
blask się do niej garnął...

~~~~~~~~
Almanach Tolkienowski Aiglos
Eldalairië
Powrót do góry
 
 
Wyświetl wpisy z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tolkienowskie -> Ogólna dyskusja Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3  Następna

Temat: Tolkiena rozważania o miłości (Strona 1 z 3)

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich wpisów
Nie możesz usuwać swoich wpisów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dodawać załączników w tym dziale
Nie możesz ściągać plików w tym dziale

Powered by phpBB2
Copyright © tolkien.com.pl Wszystkie prawa zastrzeżone.