XIV Tolk Folk - relacje
Forum dyskusyjne miłośników twórczości J.R.R. Tolkiena -> Tolk Folk

#1: XIV Tolk Folk - relacje Autor: VilvaSkąd: Irlandia WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
Przybyłam, zobaczyłam, wróciłam:)
Czekam na sprawozdania od sprawniejszych we władaniu klawiaturąUśmiech żałuję że nie mogliśmy zostać do wręczenia Dekla (mam nadzieję że nasi przedstawiciele dopełnili czego trzeba) i do końca scenek teatralnych bo bus:(
Załapałam się tylko na Amon Hen w stylu hipisiarskim i patetyczno-patriotycznym (no i na żywy obraz 'zgon Boromira', który Orodor odtwarzał już od wczesnych godzin rannych) Super śmiech . Proszę baardzo baardzo o jakie filmiki, razem ze zapisem txtu (jakby na filmiku było niewyraźnie słychać)
Spałam 4h no a teraz do pracy:) Miłego dnia

#2:  Autor: Kamila WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
Udaję, że żyję Język Przespałam się, co nie znaczy, że się wyspałam Język Za to moja pięta żyje na pewno i przekazuje pozdrowienia Z przymrużeniem oka

#3:  Autor: ArmenSkąd: Uć :3 WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
Mnie się wczoraj urwał film Język Tzn padłam na łóżko i odsypiałam...i odsypiałam...i odsypiałam... I się obudziłam dzisiaj o 12 Śmiech

Ale bardzo, bardzo udany TF Uśmiech

Wielkie Dzięki dla Organizatorek, bo odwaliły KAWAŁ dobrej roboty! Uśmiech

#4:  Autor: VilvaSkąd: Irlandia WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
A przy okazji, wszystkim niezorientowanym w temacie czemu tegoroczny TF był TolkFolkiem w kakakaskach, mogą zajrzeć pod tego linka. Przyjemnego oglądania Uśmiech

#5:  Autor: mONASkąd: Shire WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
Dotarłam do domu, ściągnęłam kakakakask i.. padłam Język
A teraz usiłuję się ogarnąć ze wszystkim Uśmiech

Dzięki wielkie Wszystkim, którzy przyjechali - było wspaniale Was widzieć, znowu siedzieć przy ognisku i śpiewać, marudzić na słońce, które właśnie padało z nieba, urządzić 30 osobowy piorunochron Jestem rozwalony... Ech - po prostu znowu być na Tfie Love

Filmiki z konkursu teatralnego będą - jak tylko znajdę kamerkę - sznurki do filmików podam później.

#6:  Autor: bartolini166Skąd: Okolice Wrocławia. WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
Był to mój pierwszy TF, czekałem na niego od dłuższego czasu – oczekiwaniom tym towarzyszyła zarówna ciekawość, jak i pewna obawa – czy aby na pewno ja tutaj pasuję ? W połączeniu z moją aspołecznością nie było to łatwe. Na szczęście już pierwszego dnia wszystkie moje obawy zostały rozwiane, a z każdą mijającą godziną czułem się coraz lepiej. Był to efekt wielu czynników - jednym z nich były ogniska, a raczej siedzenie przy nich do rana. Co prawda nie brałem udziału w bitwie, ale pomagałem w przygotowaniach - z tego miejsca chciałem pogratulować wszystkim odtwórcom ról, a przede wszystkim organizatorom zarówno bitwy, jak i całego Tf-u.

Miło zostawić za sobą wszystkie V - erowe sprawy - wydaje się wtedy, jakby poza chwilą obecną nie istniało nic innego, a problemy na jakiś czas znikają za horyzont. Kolejnym pozytywnym zaskoczeniem była atmosfera – jeżeli jakiś konwent można określić mianem sztywnego, to na pewno nie jest to TF.

Wydarzyło się wiele rzeczy, które zapewne pozostaną na długo w mojej, i nie tylko mojej pamięci. Jedną z nich na pewno będzie niedzielny obiad, po składniki na który przeszliśmy jakieś dziesięć kilometrów. Było warto. Kolejnym jest Dagon – tutaj nie potrzeba żadnego komentarza. Super śmiech Na koniec wisienka na torcie – pochód. Na nic nie zamieniłbym spojrzeń tych wszystkich ludzi, które mówiły „ co to za banda pomyleńców?”. Nie ma się im co dziwić, ale najważniejsze, że sami czerpaliśmy z tego radość. ( tak, wiem, brzmi to niezwykle egoistycznie)
Dziękuję wszystkim obecnym za te kilka pięknych dni, i popijając herbatę ze świeżo otrzymanego kubka, zaczynam odliczać czas do następnego spotkania.


Ostatnio zmieniony przez bartolini166 dnia 10-07-2012 17:17, w całości zmieniany 1 raz

#7:  Autor: NutriasobolowaSkąd: Miasto Powodzi WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
Również byłam po raz pierwszy, nie za bardzo ogarnięta... no i przyjechałam bez ka-ka-ka-kasku oops, zawstydzenie . Ale było super, śródziemsko i po prostu TolkFolkowo Śmiech . Wspinaczka na sowę w czterdziestostopniowym upale, ognicha, piękne górskie burze, uwielbiam Love . Pochód, bitwa, spanie przez parę godzin z tymi wszystkimi pająkami, skorkami, mrówkami i nie-wiadomo-czym-tam-jeszcze ach, już tęsknię za tym wszystkim...

#8:  Autor: SirielleSkąd: Himring / Midgard WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
Trochę osób wpisało się w komentarzach do wydarzenia na FB:
https://www.facebook.com/events/242909515824227/

Sama bardzo się cieszę, że dołączyłam ponownie po rocznej przerwie. Żałuję, że z powodu noclegu poza polem ominęło mnie trochę zakręconych zdarzeń Spazmy ale ciekawe dyskusje z Quendimi i Gondorczykami to rekompensują Rycerz Chociaż nadal uważam, że przydałaby się możliwość bilokacji i / lub teleportacji Medytacja Z przymrużeniem oka

#9:  Autor: Eriu CunninghanSkąd: z Lublina WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
Fajnie było! Po iluś tam latach znów ujrzałam Bielawę i Was wszystkich. Dzięki za dobrą zabawę, śmiechu co niemiara i miłe towarzystwo, mimo, że nie miałam kakakasku! Jestem rozwalony

p.s.
Nie mam fotek, bo aparatu nie wzięłam Elfik

#10:  Autor: MelielSkąd: Wrocław WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
XIV Tolk Folk był również moim pierwszym, ka-ka-ka-kaski robiły furorę, niestety nie byłam szczęśliwą posiadaczką takowego Skrzywienie , no nic.
Genialna atmosfera przesycona dobrą zabawą, świrnięci i zakręceni ludzie, z którymi nawet rozmowa o głupotach wydaje się być filozoficznymi rozważaniami, piłkarzyki, w których ciągle przegrywałam Jestem rozwalony , ogniska i wycie na nich... jednym słowem Tolk Folk!
Do zobaczenia w przyszłym roku na urodzinach Bilba Piwko Tom Bombadil

#11:  Autor: mONASkąd: Shire WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
No, wreszcie się udało Uśmiech Filmiki z teatralnego wrzucone na YT - zgodnie z Waszymi sugestiami mają status niepubliczny. Linki w załączniku.
Jako, że uczestnicy konkursów nie wyrazili zgody na publiczne pokazywanie filmików bardzo Was proszę o nieudostępnianie tychże na Fejsbuku i tym podobnych Uśmiech

#12:  Autor: SirielleSkąd: Himring / Midgard WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
I Raport Obieżyświata, tradycyjnie polecam oglądanie w HD i do końca, jest coś po napisach Z przymrużeniem oka


Link


Mam też nadzieję, że to nie koniec ichnich materiałów z TFu.

#13:  Autor: Marille UndómielSkąd: Warszawa, a trochę z gór i lasów WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
Ale fajny filmik, dzięki Sirielle że go wrzuciłaś. Uśmiech Przybliża (wraz ze zdjęciami) świetną atmosferę panującą na TFie.

Z dużą przyjemnością i ciekawością obejrzałam.
No a końcówka po prostu powalająca - jak widać, zawsze może się przytrafić coś nieprzewidzianego.
Będę tu zaglądała, bo sądzę, że jeszcze pojawią się jakieś 'sprawozdanka' Język

#14:  Autor: Ivellios WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
Hum... dodałem to do zdjęć, bo nie zauważyłem tutaj oO. Tam ktoś dał poprzedni i to mnie zmyliło Uśmiech

Się post nie zje, bo nie może Smutek

#15:  Autor: SirielleSkąd: Himring / Midgard WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
Nic nie szkodzi. Dodałam tutaj, bo reportaż to więcej niż obrazki, a na poprzednim filmiku tylko obraz był Z przymrużeniem oka Ale może być w obu wątkach. Wielkie dzięki za filmy Elfik Jestem za Będzie więcej?

#16:  Autor: OminousSkąd: Hamburg WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
No dobrze, czas na kilka słów ode mnie. Postaram się pisać krócej niż w poprzednich latach Pserwa

W Mordor, fajnie było! To chyba najlepszy z Tolk-folków na których byłem (wiem, mówie tak co roku Jestem rozwalony ). Był dla mnie bardzo aktywny, chociaż w zasadzie nie brałem udziału w żadnych konkurencjach ani w bitwie. Wielkie podziękowania dla Kasi i Moni za wszystko, dla Mitha za przegonienie nas po Wielkiej Sowie (Biała Wieża zdobyta, w imieniu Mordoru Złośliwy uśmiech ), Nifrodel za prelekcje, które uświadomiły mi, że Nazgule miały jednak wolną wolę, a że nie używaną to inna sprawa. I wszystkim wszystkim innym którzy przyczynili się do tej wspaniałej tolkfolkowej atmosfery. Sirielle która nie oszczędziła żadnego krzaczka z jagodami w czasie naszej wycieczki, Erudarowi za panel dyskusyjny w środku ostatniej nocy, Alleri, że dała się namówić na swój pierwszy TF, oraz Meldagorowi, Neryi i Bartoliniemu, którzy tak zawierzyli moim zdolnościom kulinarnym że przebyli kilka ładnych km w poszukiwaniu składników. Miło było was wszystkich znów spotkać, pośmiać, porozmawiać, 'pośpiewać' przy ognisku.
Cieszę się, że mogłem przyłożyć ręki do spektaklu, latając pół dnia z taśmą klejącą i robiąc za konserwatora zabytków Amon Hen. To że sceneografia się zbuntowała i koniec końców wylądowała na mnie ('a mury runą, runą, runą... ' szpiegować, chować się ) to inna sprawa, wszystko na pewno przez brak kakakasku. No i malowanie białych dłoni na Urukach to jest to co wilki lubią najbardziej.
Kurcze, będzie co wspominać. Szkoda że tak szybko minęło tych parę dni w sowiogórskim Śródziemiu. Za rok na pewno przyjadę jeszcze wcześniej. Jak zwykle z kalamburami, jednak do trzech razy sztuka i za dwa lata postaram się o coś innego Z przymrużeniem oka

Dzięki jeszcze raz i widzimy się za rok!

#17:  Autor: M.L.Skąd: Mafiogród WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
Hie, hie tylko nie przyjechałem, od razu odbył się udany Tolk Folk. Uśmiech

A poważnie z przyjemnością czytam wasze relacje i cieszę się, że Tolk Folk był udany. Uśmiech

#18:  Autor: Zair Ugru-nadSkąd: z Czwartej Ery WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
Bardzo mi żal, że nie udało mi się dojechać na tegoroczny TF. Niestety moja Bestia podupada na zdrowiu, a letnie upały jej nie służą...

Cieszę się że bawiliście się dobrze, i do zobaczenia następnym razem Uśmiech Jestem za

#19:  Autor: VilvaSkąd: Irlandia WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
Skoro nikt się nie zdecydował to chyba ja zacznę... poprawcie mnie gdy pomylę jakiś termin, kolejność, ksywkę itp. (pamięć już nie ta, co onegdaj). Oraz uzupełniajcie o opisy zdarzeń, przy których mnie nie było, proszę Uśmiech

14 TOLKFOLK oczami rozbrykanej kobyły

Poniedziałek - dej łan
Mimo ciężkich juków, ze względu na urodę krajobrazu wybrałam pieszą drogę z PKSu przez zalew Sudety i pola na dwór namiotowy. Po drodze miałam parę przystanków na otarcie potu (dzień był ładny i ciepły), drewna na ognisko zdecydowałam nie wlec za sobą od razu (spory plecak, namiot i gitara wystarczyły, a i lata nie te).
Okazało się że wrota zawarto (byłam pierwszą TFowiczką), ale rydwan gospodarza stał na terenie. Przywitałam się, ustawiłam rezydencję z herbem rozbrykanej kobyły i dopełniłam formalności meldunku. Ściągnęłam buty, zasiadłam przed namiotem rozpakowując pierwsze Piwko i w pięknej pogodzie i ciszy podziwiałam panoramę gór i napawałam się spokojem.
Wkrótce zajechali Erudar i Majka (taksą, burżuje) i zebraliśmy nieco drew na ognisko. Mona, Kasia i Żygołak przywieźli elementy beczki (okazało się że brak do niej śledzi - brezent został nałożony na aby) i niebieskich pawilonów (złożono je pod daszkiem do późniejszego rozstawienia), zaś wieczorem dotarli Ewa i Bąk, wciąż przeżywając wrażenia z podróży busem w stylu filmu 'speed - niebezpieczna szybkość'.
Wspominki i rozmowy co się u kogo pozmieniało od zeszłego roku, potem oczywiście ognisko ze śpiewem, graniem i dalszym ciągiem rozmów. Następnie nocna burza, ulewa, deszcz itp.
I tak do dnia tu...
(cdn.)

#20:  Autor: VilvaSkąd: Irlandia WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
Wtorek - dej tu
Od czasu nocnej burzy grzmiało, lało, padało, mżyło, deszczyło grzmię jak Manwe ... wiatr rozregulował stelaż i ściągnął połowę brezentu z beczki, a deszcz sprawił że stał się on 2 x cięższy. Nawet wespół wzespół nie daliśmy rady go naciągnąć, póki organizatorzy nie przywieźli butelek z wodą. Poprawiono nieco beczkę i obciążono jej linki ww. butlami.
Podczas krótkich przerw w deszczowej pogodzie dobili Balduran i Aragorn, i zdążyli rozstawić swoje domki. Reszta wywlekła się z mokrych namiotów i spędzaliśmy czas moknąc pod mokrym daszkiem (obwieszanym płachtami bo zacinało) na mokrej łące.
Grano w osadnioków i rozmawiano. Gospodarz podrzucił aktualny temat EURO 2012, rozmowa (zbaczając jak to u nas) przeszła na stadiony i ich budowę, potem na skecz z kakakaskiem Rycerz (i było z tego powodu wieele radości).
By przybliżyć temat Ari ściągnął na swój palantir (burżuj Super śmiech ) fragment ww. kabaretu (i znów było z tego powodu wieeele radości). Naturalną koleją rzeczy Majka spontanicznie sporządziła wywieszkę 'ZAKAZ WSTĘPU BEZ KAKAKASKU' Rycerz , która zawisła na bramie dworu namiotowego (rzucając cień ZUA i deklowatości na tegoroczny TF). Wiadomo, w czasie deszczu dzieci się nudzą...
Z powodu wciąż padającego słońca rydwany zakopywały się w błocie co dostarczało nam nieco rozrywki przy pchaniu;) Każdego, komu wyrwało się słowo 'kask' poprawiano, by się nie jąkał i wymawiał właściwą formę: 'kakakask' Rycerz ; stopniowo ogarniała nas głupawka typowa dla zadeszczonych wakacji (pamiętacie czasy 'uchodźców z Amanu' i 'Numenoru'? ano właśnie Uśmiech). Wszystko było obślizgłe i zawilgłe... niewiem, czy udało się rozpalić ognicho, bo przemoczona, dość wcześnie poszłam spać. Padało prawie bez przerwy od poprzedniej nocy, przez 24h - i skończyło gdzieś nad ranem, gdy zaczął się dzień fri.
(cdn.)

#21:  Autor: VilvaSkąd: Irlandia WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
Środa - dej fri
Jako że wcześniej spałam, wcześnie też i wstałam, czyli ok. 5.00 (Bąk i Erudar jeszcze się nie położyli Elfik ). Ucieszyła mnie bezdeszczowa pogoda i po porannej kawie poszłam się myć w strumyku
Rzeczka po dobowej ulewie wielokrotnie zwiększyła swą objętość; wodospadziku gdzie chłodzimy żarcie i napitki nie było widać (tylko mały, może 10cm próg wskazywał na miejsce spadku wody). W dodatku zahaczona leżała na niej wielka sterta naniesionych z gór przez wodę gałęzi, liści, błota i czego tam jeszcze...
Rozkopałam stertę spławiając ją z prądem, umyłam się (ta woda prosto z gór jest zbawienna dla cery i o wiele czystsza niż miejska, mam nadzieję że nikt z nas nie zbeszcześci jej detergentem; woda i piasek to naprawdę skuteczne ekośrodki czyszczące IV generacji), po czym jako że reszta obozu spała, drepnęłam do miasteczka (sklep EKO;)) po prowianty (spotykając Eltariona) i z powrotem zbierając przy drodze drwa (spotykając mućki idące na pastwisko).
Pogoda nadal sprzyjała, więc reszta wywlekła się (i co tam miała zmoczonego) do suszenia, spoczywając na łące (ze względu na słońce) lub pod daszkiem (ze względu na słońce).
Organizatorzy przywieźli (na dachu ich rydwanu dumnie tkwił przymocowany biały kakakask Rycerz Śmiech ) różne sprzęty na TF (także różne kakakaski Rycerz w wersji np. 'z boberkiem' i 'z haradzką woalką'). Przyjeżdżały kolejne osoby, przygotowywano się do piłkarzykowego miniEURO, dojechały śledzie beczkowe;) i można było rozpiąć ją jak należy. Wszystko to oczywiście w kakakaskach Rycerz , ze względu na wymogi BHP (czyli jak określił Aragorn, 'Braku Higieny Pracy').
Znów grano w Osadników, a ja (coby nie siedzieć na pusto) zlitowałam się nad butlami z wodą (leżały na prażonej słońcem łące) i przenosiłam je do cienia pod drzewami (po 2szt w każdej ręce, czyli po 20 l. jednocześnie). Dziewczyny potem powiedziały że to było 800 litrów (no w ostatnim etapie pomagał mi Balduran, więc może jakieś 600-700). Drzewa i rzeka szumiały, wieczorem ognisko było jak należy (choć początkowo nieco jeszcze rozmokłe). Po kolejnych śpiewach, graniu, kiełbaskach, rozmowach itp. zapadłam w namiot (nie wiem czy nocą była standardowa burza) aż do dnia for.
(cdn.)

#22:  Autor: SirielleSkąd: Himring / Midgard WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
Vilva, świetnie się czyta Twoją relację Śmiech Jestem za W końcu wiem, skąd się wzięła faza na kakakaski wieeeeeeeeeelgachny uśmiech (Nie o sam kabaret mi idzie, a o to jak to się zaczęło.) Ale że to Ty wodę nosiłaś, to jakaś masakra, jej było naprawdę masę i chyba na koniec mnóstwo zostało. Brawa dla Baldurana za zaoferowaną pomoc, ale trzeba było zorganizować czyn społeczny (w kakakakaskach, rzecz jasna Pserwa ), a nie nosić samej.

Jeśli komuś umknęło - Vilva wcześniej dała link do kabaretu, ale go powtórzę - kakakaski ;D


Link

We środę to i ja dotarłam do Bielawy, ale jeszcze nie na pole. Drogę z Wrocławia do Bielawy spędziłam miło w towarzystwie Nadii i Nutriasobolowej Elfik które spotkałam na przystanku PKS. Nie przyjechałam na pole, bo myślałam, że wcześnie się położę, by się stawić w pełni sił na poranne zdobywanie Wielkiej Sowy. Nic z tego, skończyło się na pizzy, zakupach w markecie i tradycyjnych kuchennych rozmowach po nocy - z Eldarami i Gondorczykami Uśmiech

Wyprawa na Wielką Sowę była piękna, choć myślałam, że naprawdę gdzieś po drodze zostanę. Cały czas o tym żartowałam, ale były momenty, że moje miastowe lenistwo się okropnie dawało we znaki. W końcu się zorientowałam, że gadanie przy podejściu pod górę odbiera siły i od tego momentu szło mi znacznie lepiej Z przymrużeniem oka Nie wiem tylko, czemu wszyscy wspominają, że to ja nieoszczędzałam jagód, skoro zbiorowo się na nie rzuciliśmy Pserwa - wszyscy u końca pochodu. Zdecydowanie jagody uratowały nam życie Z przymrużeniem oka Wielkie dzięki dla całej Trzynastki, która we czwartek zdobywała Wielką Sowę Śmiech i dla Mitheithela, który był pomysłodawcą wyprawy i nas prowadził Jestem za

Dzielna Trzynaska Śmiech Rycerz Smoczek

Ten obrazek znajduje się na serwerze forum i został załadowany przez jego użytkowników.
Zaloguj się żeby go obejrzeć.



Zdjęcie © Mitheithel, link do albumu w temacie foto.
Eee, tak, wydęta koszulka rulezuje Jestem rozwalony

Jeszcze co do koszulek - wszyscy interpretowaliśmy rysunek na koszulce Omiego. Od wilka po lwa Lannisterów pożerającego słońce Martellów, a po drodze były pomysły kompletnie szalone Z przymrużeniem oka

A tak - chwilę po tym, jak wspomniałam, że nigdy na żywo nie widziałam padalca, pojawiły się aż dwa. Piękne, Glaurungi miniaturki, tylko im łapki i "kolce" doprawić Love Nawiązuję do Glaurunga Alana Lee z duńskiej okładki Dzieci Húrina:


Ten obrazek znajduje się na serwerze forum i został załadowany przez jego użytkowników.
Zaloguj się żeby go obejrzeć.




Padalce widać na zdjęciach w albumie Mitheithela.

#23:  Autor: VilvaSkąd: Irlandia WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
Dzięki, Sirielle:) Również za uzupełnienie mojej relacji w postaci reportażu z wycieczki na Sowę, na której mnie nie było...
A tu ciąg dalszy mojego opisu:

Czwartek - dej for
Pierwszy oficjalny dzień tegorocznego TFu. Dojeżdżały kolejne osoby, chętni ruszyli w drogę na Wielką Sowę, zaś ja z Ewą pomagałyśmy Monice i Kasi w ośrodku Sudety przygotować dekoracje do spektaklu. Wśród kostiumów znalazłam i triumfalnie włożyłam idealny dla mnie kakakask Rycerz , nieco mniejszy od przydziałowego boberka (dzięki niemu nie zostałam zdekapitowana gałęzią, przenosząc dekoracje Pserwa ).
Olbrzymie plansze z płótnem zapełniały się starym murem, a styropianowy tron - konturami orłów. Dziewczyny znając moją szczegółowość przy obrazkach dowcipkowały, że powinnam dostać maciupki pędzelek i nim malowaćZ przymrużeniem oka. Stwierdziłam że jedną z metod 'postarzenia' budowli są ślady buszowania tu orków; wzięłam najmniejszy dostępny pędzel i z tyłu orlego tronu namazałam koślawo napisy: 'Grisznak tu był', 'Mordor pany', 'Galadriela jes gópia' i 'Rohan to h**e' (Baldi zinterpretował to jako 'Rohan to home'Śmiech).
Zdążyłam też wypluskać się krótko w zbiorniku Sudety (czyli jak mówi Bąk, iść na Dagona Z przymrużeniem oka ). Planowałyśmy z Ewą spacer do ulubionej gospody 'pod Rozbrykanym Pstrągiem', ale przepadł ze względu na brak czasu - zbliżało się oficjalne otwarcie XIV TolkFolku.
Pawilony stanęły, TFowicze dopisali, zorganizowano też skrócony kurs BHP w dziedzinie kakakasków Rycerz (noszenie i obsługa/ czyszczenie, smarowanie i konserwacja/ czesanie i czochranie boberka). Natargano drewna na ognisko i kolejny wieczór spędziliśmy jak to zwykle na TF - śpiew, gra, rozmowy, muzyka, kiełbaski i inna wyżerka...
Ponieważ wieczór był suchy i ciepły, zrealizowałyśmy z Ewą jedną z dawnych 'grupowych' TFowych tradycji, czyli 'noc pod gwiazdami'. Znaczy, wywlekłyśmy do spania śpiwory wprost na łąkę - leżąc, patrząc w gwiazdy i leniwie gwarząc o tym i owym, zapadałyśmy w sen... aż nadszedł dzień fajf.
(cdn.)

#24:  Autor: VilvaSkąd: Irlandia WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
Piątek - dej fajf
Obudziło mnie patelniowe gorąco i żar z nieba, Ewy nie mogłam dobudzić więc zwlekłam się ze śpiworem w cień.
Z wolna zbierano chętnych do pokazywanek (kalamburów), rozkręcało się piłkarzykowe miniEURO, niektórzy pichcili pieczarkowe dania na konkurs kucharzenia w którym każdy TFowicz chciał być żurorem;).
Kalambury rozegrały się pod pawilonami i mieliśmy wieele radości (zwłaszcza usiłując prześledzić tok rozumowania niektórych autorów obrazków). Zapamiętałam niestety tylko parę haseł: '3 szczapy elfów'Śmiech, 'syn Gondoli'Śmiech, 'spalenie okrętów w Garze'Śmiech, no i oczywiście 'kasa + Peja'ŚmiechŚmiech (tzn. oczywiście 'Kasiopea', ale za chorobę nie domyśliłabym się kto to ten gość w czapce z daszkiem). Godne zapamiętania były też wytrwałość i poświęcenie Pandy pokazującego w sumie 2 litery: 'ML' Język . Jeśli ktoś pamięta więcej takich 'smacznych kwiatków', proszę o dorzucenie:).
Później część luda podążyła na Sudety by ćwiczyć do spektaklu. Ewa obiecała Adamobowi i Gandiemu prowadzącym LARPa wyrysować im do tego (wg. ich wskazówek i opisów JRRT) mapę Lothlorien, wyciągnęłam więc pastele i zaległam na ławce pod płachtą. Obok siedział Leszek i przez pewien czas podziwiałyśmy szczegółowość figurek do gier i zegarmistrzowską precyzję Leszka, który je pomalował. Gwarzyliśmy o różnych metodach malowania, wielowarstwowego nakładania różnych typów farb, tajnikach modelarstwa, przydatnych materiałach... takie tam techniczne pierdółki, nieistotne dla nikogo prócz grafików, modelarzy i innych 'manualnych dłubaczy'Z przymrużeniem oka.
W trakcie rozwoju mapy przewijali się inni TFowicze i (jak to u nas) komentowaliśmy powstające dzieło Ewy. Np. jako że były tam talany o różnych nazwach, niektórzy domagali się Talanu Czerwonej Latarni Z przymrużeniem oka. Zdziwiło nas, że Talan Spokoju rośnie dokładnie pomiędzy Talanem Śpiewu i Talanem Tańca Super śmiech oraz że Srebrna Żyła na obrazku jest szara, a Anduina - brązowa (tak Ewa zilustrowała opis JRRT z 'Wyprawy'):
Cytat:
'Łąka wąskim językiem wciskała się między różnobarwne ramy: z prawej strony - od zachodu - perliła się Srebrna Żyła, z lewej - od wschodu - Wielka Rzeka toczyła swe ciemne, głębokie wody.'

... my jednak zinterpretowaliśmy to po swojemu, dochodząc do wniosku że elfy myły się w Srebrnej Żyle, a pozostałe sprawy higieniczne realizowały w Anduinie, prowadząc zarazem podjazdową (p-odchodową), ekologiczną wojnę biologiczną z krajami położonymi w dole rzeki ŚmiechŚmiechŚmiech
I tak to się toczyło do czasu przyjścia 'bitewnych' z Sudet i przyjazdu spyżo-busa (zaś kolejka doń przypomniała mi czasy stanu wojennego Z przymrużeniem oka ).
Po kobylastej porcji (2 gołąbki, 2 krokiety i sałatka) chciałam popić to nieco, więc w składzie: ja i Ewa, Mithrandir + Hithlome, Alagos/ Dexter + Delein ruszyliśmy leśną ścieżką wzdłuż gór do Pstrąga (wiedziałam że i tak to spalę w drodze Uśmiech ) Podziwiając niezawodne rozświetlone bukowe lasy, gwarzyliśmy luźno. Jednym z tematów była np. obecna niepoprawność polityczna bohaterów dawnych bajek i kreskówek (przykładem mafiozi - dilerzy dragów: Makowa Paniena i Król Krak Śmiech )
W Pstrągu jak zwykle atmosfera z bajki. Cicho i zielono, górami otoczono, perląca się rzeczka z brykającymi, srebrzystymi pstrągami, drewniane ławy otoczone zaroślami, przy Piwko dalszy ciąg rozmów... szybki rzut oka na Leśny Dworek (byłyśmy tam z Ewą przez pierwsze plenery i zawsze nam się kojarzy z pierwszymi TFami - szczytem marzeń byłoby wynajęcie go wraz z przyległym terenem na któryś TF - dla nas był kiedyś Ostatnim Przyjaznym Domem na Szlaku). Nadszedł czas wracać na pole - zamówiliśmy 2 taksy (burżujstwo po dwakroćŚmiech!) do dworu namiotowego.
Na łące zbierano się do LARPa (nie uczestniczyłam więc nie znam fabuły) oraz do wieczoru Istarich. Pierwsza rozmowa była na temat zepsucia i wolnej woli u Nazguli (także Golluma, orków i innych paskudów). Degrengolada duszy spowodowana wielowiekowym 'uwiązaniem się' do świata fizycznego, możliwość (w każdej chwili) powiedzenia Złu 'NIE' oraz ewentualne konsekwencje z tego wynikające, świadomość pogrążania się w otchłani zła i niemożność (jak przy silnych nałogach) podążania inną ścieżką niż ta coraz węższa i ciemniejsza, prowadząca do totalnej degeneracji...
Drugiej dyskusji nie słyszałam, bowiem na uboczu z Ewą i mamą Mony rozmawiałyśmy głównie o tym jak to jest być babciąUśmiech.
Zza gór nadciągał coraz silniejszy wiatr, chmury, błyski grzmię jak Manwe i zdecydowano się przerwać LARPa. Schroniliśmy się pod daszkiem, gdyż znów nadciągały atrakcje rzutujące także na nasze głowy (niezależnie od kakakasków Rycerz )...
Najpierw 30 osób trzymało stelaż pawilonów, by się nie zawalił na wietrze (tu moja plastyczna wyobraźnia wyświetliła obraz jednej błyskawicy trafiającej w maszt stelaża i rozchodzącej się po kratownicy na wszystkie słupki, po czym 30 zwęglonych trupów; no może 29 +
jednego sparaliżowanego). Przymurowało mnie do tego drewnianego daszka obłożonego ceramiczną dachówką jak do opoki...
Następnie ktoś w najgorszą wichurę chciał rozpalać ognisko (moja wyobraźnia ww. zwęglone trupy otoczyła pożogą lasu zapoczątkowaną iskrami z ogniska).
Ognisko zdaje się rozpalono, a w miejsce wichury przyszła potężna ulewa i ktoś zamartwił się co będzie z ogniem. Pomyślałam że
tej nocy w ramach mądrych pomysłów (burza + brak kakakasków Rycerz = rozprzestrzenianie się atmosfery deklowatości Pserwa ) zapewne przeniosą ognisko pod pawilony (rozbujana wyobraźnia zwizualizowała naelektryzowane stelaże z mokrymi zgliszczami niebieskiego ortalionu, 29 zwęglonych trupów i 1 sparaliżowanego, wszystko otoczone płonącym lasem).
Burza się burzyła choć na szczęście nieco bokiem. Z sentymentem pomyślałam o tych wszystkich alkoholach, spławiających się wesoło w dół rzeczki (która tymczasem zyskała już chyba status wodogrzmotów). Regis usiłował wcześniej ratować część butelek, ale wymiękł gdy Matka Natura przypomniała mu (za pomocą podmytego brzegu, ciemności, spienionych głębin, oślizłych gałęzi drzew) o niezbędnych rytualnych ofiarach. Ktoś rzucił: 'no to żuliki z Wrocka będą miały darmową bibkę' i daliśmy sobie spokój.
Gdy ulewa nieco zelżała, kopsnęłam się do swej rezydencji by sprawdzić stan namiotowy (namiot sztuk 1; nie odpłynął, znaczy jest OK:)) i umocnić mu szpilki. Włożyłam foliówkę deszczową i poszłam do beczki sprawdzić jak powodzianie.
W beczce stopniowo zrobiła się atmosfera jak w stajni po wyścigach Z przymrużeniem oka , pełno przemoczonego parującego luda (komu przemokło lub zawalił się namiot, tam szukał schronienia), rozmawialiśmy popijając ocalałe lub zapobiegliwie przechowane napoje. Do czasu...
Myślicie że to koniec atrakcji? Ha Mam coś dla ciebie ! Ktoś (chyba Bąk) rzucił by szukać spławiających się rzeczką napitków (tu moja galopująca wyobraźnia wyświetliła mi w głowie naelektryzowany stelaż, mokre zgliszcza, zwęglone trupy, pożogę lasu i płynące w dół rzeki topielce, wciąż wyciągające ręce w kierunku turlających się po kamykach rzeki butelek. Oraz nagłówki kolorowych gazet w całej Polsce).
Jednakże idąc do Tojek (swoją drogą, przeprawa przez istne bagna) słyszałam dzikie ryki i nawoływania dochodzące niekiedy wśród huku spienionej rzeki - zatem spontaniczny nocny LARP pt. 'Poszukiwacze zaginionej Gorzałki' został jednak zorganizowany.
Atmosfera Deklowatości rządziła, w beczce przybywało powodzian. W pewnej chwili wparował Bąk z ekipą (którzy uratowali większość napojów z kipieli), wznosząc chwałę Kamili która, cytuję: 'przewodząc ekipie ratowniczej, mimo że sama nie pije, dzielnie łowiła flaszki aż za trzecią kataraktą!!!'ŚmiechŚmiechŚmiech.
Atmosfera stopniowo przestała przypominać stajnię po wyścigach (w końcu konie nie piją procentówZ przymrużeniem oka), a poszukiwacze zaczęli częstować zdobyczną ciężarówką Śmiech napitków (komu miodówkę, komu cytrynówkę, komu krupnik, może czeremchówkę, poza tym piwa - część niezidentyfikowana z powodu zmycia przez wodę nalepek). Bąk stwierdził potem, że tego wieczoru na chwilę odrodziła się atmosfera dawnego namiotu Satry/ Zua (ech, wspomnienia...).
Ponieważ swe wieczorne piwko już spożyłam i nie miałam ochoty na alkoholowe rozpasanie (sobota miała być pracowitym dniem spektaklu), grzecznie się pożegnałam i wdziawszy podsuszoną foliówkę, podążyłam do swego namiotu by dospać do dnia siks.
(cdn.)

#25:  Autor: OminousSkąd: Hamburg WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
Vilva napisał(a) (zobacz wpis):

tu moja galopująca wyobraźnia wyświetliła mi w głowie naelektryzowany stelaż, mokre zgliszcza, zwęglone trupy, pożogę lasu i płynące w dół rzeki topielce, wciąż wyciągające ręce w kierunku turlających się po kamykach rzeki butelek. Oraz nagłówki kolorowych gazet w całej Polsce


Padłem Jestem rozwalony
Przypomniał mi się zasłyszany dialog na chwile przed robieniem za 30 osobowy piorunochron:
Monia ze zwieszoną głową oparta o nogę namiotu i nagle czyjś pytający głos - Mona, co robisz? - załamuje się...

No a potem broniliśmy tych talanów jak niepodległości Śmiech

#26: KOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOCHAM, czyli Nadii relacja z Tolk Folku Autor: NadiaSkąd: Poznań WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
No to nadszedł czas na... moją relacyjkę! Jestem rozwalony
Będzie niemiłosiernie zaspamowana, prawdziwie emocjonalna i całkowicie szczera. A więc.. zaczynamy!

Przede wszystkim: bardzo, ale to BARDZO mi się podobało! Najlepszy Tolk Folk, na jakim byłam! Z przymrużeniem oka [SPAM] IIIAUAhAHahaHauaha!!!! ACHhhhH!!!! KOOOOOOOOOOOOCHAM! Jestem rozwalony Love Nie łapie...ehh acha..suuper!!hahaha!! Juppiiii! hurrra!! impreza!! szampan!! jeeeeej! skaczę z radości kompletny szok! zemdlałem z wrażenia Uściski Mdleję... brawo boje się Patrzeć spode łba,podejrzliwie Oh nie! Serduszka raz, dwa, raz, dwa, tempo! Miłość, Zakochanie maaahahahahhhaaaaaaahahaaaaaaa Miłość wieeeeeeeeeelgachny uśmiech Ooooo Widziały gały co brały Super śmiech Złośliwy uśmiech Spox Pserwa chwała wam, chylę czoła, dzięki Elfik wszystko mi się pomieszało Uśmiech Saurona ;D Język Śmiech Z przymrużeniem oka [/SPAM]

A teraz już nieco konkretniej!

Na Tolk Folk czekałam od roku, kiedy to dowiedziałam się z forum o jego istnieniu. Umierałam z ekscytacji na samą myśl o tym, że poznam tylu wspaniałych ludzi, których dotychczas mogłam jedynie czytać. Przed dłuuuuuugi czas TF był głównym tematem moich myśli, rozmów z Nutriasobolową, a myśl o nim towarzyszyła nieustannie mi i wszystkim moim poczynaniom!
Nie wiązałam z nim jakichś poważnych obaw, chociaż zastanawiałam się, czy tam trafię, ile osób mnie polubi, a ile znielubi, czy się z wami zintegruję, czy znajdę "Zbycha", czy... no i jak to w ogóle będzie! Początkowo zamierzałyśmy z Nutrią spać w samych śpiworach (na drzewie czy gdzieś Jestem rozwalony ), ale, w końcu, ze względu na spore opady, zdecydowałam się zakupić namiocik!

Już w pociągu towarzyszyły mi takie emocje, że nie wiem, jak w ogóle udało mi się tam dojechać. Na szczęście na dworcu czekała już na mięęę Nutria, która zaprowadziła mnie na dworzec PKS. Miałyśmy mały problem ze znalezieniem kasy, a następnie kupnem biletu na właściwy bus, ale na szczęście los był dla nas łaskawy. Po paru minutach siedzenia na ławce i umierania od myśli, JAK TO BĘDZIE, zaczęłyśmy umierać jeszcze bardziej, gdyż poznałyśmy Sirielle! Z nią to przegadałyśmy całą drogę busem, co było cudownym wstępem do wspaniałości Tolk Folku. Oczywiście dzięki Sirielle znalazłyśmy "Zbycha", zamówiłyśmy taksówkę i, z bijącym 421235670987 razy na sekundę sercem, wkroczyłyśmy na drogę prowadzącą do pola. boje się Tam powitała nas grupa osób, z których rozpoznałyśmy na początku mONĘ i Vilvę. No i zaczęło się!

Przede wszystkim, zdziwiło mnie pole, które wyobrażałam sobie inaczej, jednak szybko się do niego przyzwyczaiłam. I dość mało osób było jeszcze. Ludzie byli bardzo sympatyczni, jednak czułam się raczej "z zewnątrz", nie rozumiałam, o czym rozmawiają, nie znałam kontekstów i powiązań. Uśmiech Saurona ;D Czułam się trochę wyobcowana (ale często tak mam, że nie pasuję do innych, taka już jestem Z przymrużeniem oka ). Jednak to, co poczułam od razu, to to, że to bardzo sympatyczni i pozytywnie poryci ludzie, i że chcę się z nimi polubić i stać się częścią tego środowiska. Dlatego najpierw starałam się integrować z każdym po trochu, a jednocześnie ze wszystkimi, a z każdą godziną czułam się coraz bardziej zintegrowana.

W czwartek się zaczęło! Rozpoczęło się wspaniałą, niezapomnianą i cudowną wyprawą na Wielką Sówkę Serduszka w grupie trzynastu śmiałków! Spox Przy okazji poznałam między innymi Nifrodel, która zaproponowała mi i Nutrii banany Sirielle! Elfik (Bo, jak niektórzy wiedzą, ja i Nutria jesteśmy PB, czyli Prawie Zabanowane.) (A po powrocie na pole poznałyśmy dalszą część administracji...) Aaale, ale: wracając do tematu... I chociaż to 300 metrów Jestem rozwalony troszeczkę się przeciągało, to nie zamieniłabym tej wyprawy na nic innego! Rozmowy z ludźmi, w tym z naszymi wspaniałymi adminkami Miłość Miłość , między innymi o zwierzakach, gadach, płazach, wężach, pająkach i innych takich cudownościach Miłość, Zakochanie , śmianie się, te głośno komentowane przeze mnie kłody pod nogami, zbieranie jagód, PADALEC Love, integracja z padalcem, na górze lody i soczek oraz wspinaczka na wieżę... Koooocham! Serduszka

Te wszystkie konkursy: kalambury, teatralny (zachęcam do hejtowania wersji patriotyczno - patetycznej; ja już zahejtowałam, A TY? Z przymrużeniem oka ), "wiedzy" Jestem rozwalony , zapewniły mi porządną dawkę śmiechu, a "wiedzy" (w którym dałam nazwę grupie: "No to nie wiem", pokonując grupy: "Nie wiem" i "Nie wiem, k...") zapewnił nawet kubeczek Miłość, Zakochanie (dzięki Kaile, mimo że ja sama wzięłam udział raczej bardziej parodystycznie niż z jakiegokolwiek innego powodu). LARP, przebieranie się za orka (chyba pasuje mi ten styl bardziej niż jakikolwiek inny Spox ) m. in. z Mildą Miłość , bieganie, chowanie się po krzokach, wpadanie w jakieś bagna za drzewami Jestem rozwalony , włażenie na takie cuś obserwacyjne, spadające orcze kakakaski, okładanie się z kimś orczym kakakaskiem, jako że poskąpili mi broni Jestem rozwalony . Potem cudowna i niezapomniana burza Love , siedzenie najpierw przy ognisku, potem przeniesienie się do tego drewnianego czeguś, gdzie się siedziało, i tam rozmowy o różnych różnościach (między innymi z Neryą o "Grze o Tron", której nie czytałam i nie zamierzam przeczytać Złośliwy uśmiech ), a następnie przesiadywanie w beczce do rana, a w niej nocne rozmowy z Nutrią, Kotem (była też Krokodyl, acz nie tu, i był Panda, też nie tu Z przymrużeniem oka ), Kamilą, Baldim, Arim, Silem, Mithem, potem wpadł jeszcze Bąku, a potem Eru, żeby nas przegonić, ale nie został wysłuchany, do tego degustacja mnogości ocalanych wcześniej napitków, śmiechy i integracja!

Próby do bitwy, okładanie się bronią z Sobolową i Potomkiem (jeszcze mam strup na palcu Jestem rozwalony ), coraz bardziej udolne próby szczelania Jestem rozwalony z łuku, moich pytań co to bitwy wykładanie, męczenie ludzi, bieganie po łące, łażenie z ludźmi do sklepu po moje żelki i lody, krycie się przed słońcem pod schodami, Dagon pod mostem (ale tylko do kolan Z przymrużeniem oka ) i podgryzanie stóp przez rybki (według pomysłu Niuch). Porządniejszy Dagon z mojej strony nastąpił w poniedziałek, ale i tak był byle jaki, bom nie miała stroju. Ratujcie bo go pobiję POCHÓD! Jestem rozwalony Jestem rozwalony Jestem rozwalony Jestem rozwalony Tutaj naprawdę nie cza nic dodawać! Jak sobie przypomnę sowę, darcie się naszej Bandy Debili, wymuszenie jednego piwa na wszystkich, a zaraz potem: "Znowu się spiiiiiiiiiili! Nadchodzi banda debiiiiiiiiiili!", no to po prostu ze śmiechu nie mogę! I ci biedni ludzie, patrzący, nierozumiejący i niełapiący... bezcenne. Spox No i sama bitwa, oczywiście! Nie wyobrażam sobie, żebym mogła nie brać w niej aktywnego udziału! Chociaż nie ogarnęłam (jak to ja!) paru rzeczy i inni musieli mnie ogarniać. I chociaż moje pięć minut trwało jakieś 30 sekund (a właściwie, to nie wiem, ile), to i tak rzeczywisty czas walk, okładania się orczym orężem i tej całej atmosfery, trwał znacznie dłużej!

Wizyta w "Pstrągu", którego, nie wiedzieć czemu, uważałam za "Śledzia" Pserwa , a tam ciekawe rozmowy między innymi z mONĄ, mamą Potomka i Potomkiem. Gra w "Grę o Tron", z której ogarniałam tyle, że chcę już to skończyć wszystko mi się pomieszało . Potem ostatni, wspaniały dzień, niezapomniane rozmowy z ostatnimi tolkfolkowiczami, między innymi o szeroko pojętych zwierzętach, zbożóweczkach, głaskaniu niedźwiedzi, wężach i Bieszczadach (to z paroma osobami), a także osobliwych użytkownikach, Gospodach, spamowaniu, poznaniu Nutrii i prawie zabanowaniu (to głównie z barto166) [inni nie bardzo się orientowali, o co pływa, biedaczki, a niech żałują, a jak chcą wiedzieć, to niech do mnie napiszą, to im wyślę pewien plik (a pamiętam, że byli chętni), co do którego moją obsesję znają prawie wszyscy, którzy znają mnie]. Z przymrużeniem oka

Tonięcie w prysznicach, prysznic, z którym musiałam walczyć, spotkanie drugiego tu już padalca, wypatrywanie żmii, drażnienie szerszenia, wypytywanie ćwierci TFu o sklep, przesiadywanie i darcie się przy ogniskach (te piosenki, które do dziś mnie męczą... aczkolwiek treść niektórych z nich może mi się nie podobać i nie podoba mi się (nielicznych) Elfik (ale podoba mi się Szelobcia!), to jedno cza im przyznać: wpadają w ucho niesamowicie! No i oczywiście ZUO... (Tak na marginesie, a właściwie w nawiasie: wczoraj wybrałam się do zoo i, zamiast: ZOO, przeczytałam: ZUO. Jestem rozwalony )

Ogólnie piękna okolica, drzewa w pobliżu (do wspinania!) i góry w oddali (również), integracja z jakże wspaniałą i niepowtarzalną Bandą Debili, których poczułam się częścią, poznanie ludzi z Forum, których byłam tak bardzo ciekawa (na przykład Sirielle!) (ale też, na przykład, bardzo chciałam poznać Zair Z przymrużeniem oka ), a także wielu innych, również wartych poznania! Jeszcze przed Tolk Folkiem (albo, jak to mawiamy z Nutrią: Fiołkiem) też poznałam sporo wspaniałych osób z forum (z niektórymi po dziś dzień (znaczy no akurat dzisiaj nie) jestem w stałym kontakcie, pacz: Nutria Jestem rozwalony , ale tutaj dodatkowy urok polegał na tym, że byliście tak skumulowani w jednym miejscu!

Dwa podstawowe pytania do mnie brzmiały, jak następuje (znaczy mniej więcej, no Pserwa ): "Czy ty masz soczewki?" i "Czy ty jesteś Nutria?". Elfik A ja za każdym razem cierpliwie odpowiadałam. I dzięki temu zachodził proces integracji!

A najwspanialsze jest to, że, mimo iż tak niewiele czasu spędziliśmy razem, to już po krótkim czasie poczułam z wami prawdziwą więź, tak, jakbym znała was od dawna. No i wszystkich was bardzo polubiłam. Uściski Jeśli kogoś mniej, to pewnie tylko dlatego, że mniej z nim sobie pogadałam, chociaż starałam się popodchodzić do większości i pytać, kto oni. Patrzeć spode łba,podejrzliwie

Droga powrotna również przebiegła w przemiłej atmosferze w gronie ostatnich tolkfolkowiczów. A zakończyła się chyba jakoś przed 22 (dobrze mieć ciocię we Wrocławiu, u której można nocować!). A przy okazji pobytu we Wrocu, dałam Nutrii wspaniałomyślnie szansę zrewanżowania się za poznanie zbożóweczki i tym razem ja poznałam jej szczury. Miłość, Zakochanie Ale, jak wróciłam, to tak strasznie mi was brakowało! I nadal brakuje, no co zrobić! Z przymrużeniem oka Ale z niektórymi, z którymi jestem w kontakcie, już wiem, że widzę się na Fornoście!

Reasumując: Tolk Folk dopasował się mniej więcej do poziomu moich wyobrażeń, a nawet pod wieloma względami znacznie je przewyższył. I wielkie chwała wam, chylę czoła, dzięki do organizatorek za ogarnięcie tego wszystkiego, tyle włożonego wysiłku i pasji.
A w ogóle, to KOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOCHAM i do zobaczenia! Oby jak najrychlej! Złośliwy uśmiech


Ostatnio zmieniony przez Nadia dnia 21-10-2012 16:51, w całości zmieniany 1 raz

#27:  Autor: SirielleSkąd: Himring / Midgard WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
A to ciekawe czemu Was w kółko wszyscy mylili hmmmm... Sama w pierwszej chwili nie wiedziałam która z Was jest która, ale to dlatego, że nie dosłyszałam nicków.

#28: Re: KOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOCHAM, czyli Nadii relacja z Tolk F Autor: VilvaSkąd: Irlandia WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
Nadia napisał(a) (zobacz wpis):
...Dlatego najpierw starałam się integrować z każdym po trochu, a jednocześnie ze wszystkimi, a z każdą godziną czułam się coraz bardziej zintegrowana.

Brawa dla tej pani, brawa Jestem za ! Obserwowałam to; pomimo iż była na TF pierwszy raz i nikogo nie znała osobiście (a tylko paru korespondencyjnie), to pozapisywała się do wszystkich możliwych konkursów i punktów programu (włącznie z piłkarzykami) dzięki czemu wkrótce wszysscy ją kojarzyli i ona wzajemnie:) Tak trzymać!

#29:  Autor: MelielSkąd: Wrocław WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
Kurczę, dlaczego mnie ominęła wyprawa na Sowę Skrzywienie
Następnym razem (o ile takowa wspinaczka jeszcze będzie) to koniecznie się z Wami zabieram!!!
tak to jest jak się skąpi kasy i przychodzi po 18 na pole namiotowe by nie płacić za dzień Super śmiech

#30:  Autor: NadiaSkąd: Poznań WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
Jej, dzięki, Vilva, za brawa. Z przymrużeniem oka Śmiech
Ale kilka osób znałam osobiście też, np. Niuch, Kaile i Allerię (że o Nutrii nie wspomnę). Śmiech
Ale oczywiście większości nie znałam (a poznanie niektórych nadal przede mną!). Dlatego dzięki wszystkim za ten wspólnie spędzony czas i znoszenie mnie. Z przymrużeniem oka Bardzo was lubię!

#31: Re: KOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOCHAM, czyli Nadii relacja z Tolk F Autor: VilvaSkąd: Irlandia WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
Nadia napisał(a) (zobacz wpis):
...w którym dałam nazwę grupie: "No to nie wiem", pokonując grupy: "Nie wiem" i "Nie wiem, k..."

...swoją drogą, może powinno się zrobić kiedyś na TFie konkurs na najciekawszą nazwę dla drużyny Super śmiech

Sobota - dej siks
Po nocnych atrakcjach towarzycho wstało stosunkowo późno - dla mnie i Ewy czas był udać się na Sudety, by dopatrzyć dekoracji (nie wiem więc, jak przebiegł konkurs elokwencji). Korzystając z okazji, że chwilowo nie było tam kogoś kto by nam wskazał, co gdzie ew. dorysować/ jak poupinać mur itp - wróciłam na pole wypić kawę i coś zjeść. Podobno nasza płócienna ściana zawaliła się na TFowiczów, którzy ją pomagali wznosić - co wyraźnie pokazuje jak ważne jest noszenie kakakasków Rycerz na budowie Z przymrużeniem oka
Resztę dnia w zasadzie zdominowały próby do spektaklu i sama bitwa. Obserwowaliśmy je, usadziwszy się pod drzewem gdzie Boromir (czyli Erudar) potykał się z Uruk-hai. Naprawdę, jestem pełna podziwu dla aktorów, którzy mimo wielu godzin prób w upale, mieli jeszcze siłę naparzać się w każdej wolnej chwili, korzystając z dostępnej, acz 'bezpiecznej' broni i kakakasków Rycerz .
Po spożyciu spyży z busa, w parę osób skoczyliśmy na Dagonka (ja tym razem w opakowaniu, co nic nie szkodziło jako że lekkie płócienne portki i T-shirt w tej temperaturze schną błyskawicznie). Przy akompaniamencie śmichów, okrzyków itp. rozswawoleni chłopcy zrealizowali kolejną dawną tradycję TFową - z rytualnym śpiewem na ustach ('o Dagonie, to ty ze mną pływałeś...') spławili kolejną dziewoję w ofierze Cthulhu (ksywka jej umknęła mi z pamięci - jak to czyta, niech się przypomni).
Później czas już był odziać się w ciuchy organizacyjne, małą grupką wróciliśmy na pole; ominął więc nas pochód, a właściwie obchód (TFowicze bowiem tym razem obeszli zbiornik Sudety). Obchód jak nam mówiono był b. fajny, pod przewodnictwem Wielkiej Sowy (w tej roli Żygołak), wraz ze spontanicznymi bansami, jednym Piwko na 40 osób itp:)
Przyszedł czas na generalną próbę i konkurs.
Szermierczy punkt programu niestety nie odbył się z przyczyn niemania instruktorki Valhalli/ Zair (niestety zaniemógł jej familiar/ chowaniec - też TFowicz - zwany 'Bestią'. Życzymy zdrówka!).
Konkursu orków i orczych strojów nie widziałam w całości, a zapamiętałam głównie jedną z laureatek (jako jedyną orczycę w konkursie - w tej roli o ile dobrze pamiętam ksywkę, Zieleń) oraz Bąka. Po wystąpieniu poprzednich kandydatów, stanął przed nami jak ork-albinos (pozostali już wymalowali się na czarno, a on nieopalony i w jasnych portkach) i po krótkiej przemowie wytarzał się z wielkim poświęceniem w kałuży mułu pozostałego po nocnej ulewie, łypiąc przy tym pożądliwie na drugie, większe błoto obok. Po czym wśród śmichów (i okrzyku Potomka w śnieżnobiałej koszuli: 'Bąku, ty masz mnie nieść w bitwie!') podszedł do mnie...
Cytat:
(Bąk) - Basiu, poczęstuj fajkiem...
(ja, wyciągając fajki) - Startujesz w orczym konkursie?
(Bąk, robiąc wielkie oczy) - to ma być jakiś orczy konkurs?...

ŚmiechŚmiechŚmiech... to wyraźny przykład, czemu Bąk stał się dla TFu praźródłem nagrody Dekla i samą esencją deklowatości (do tej chwili byłam przeświadczona, że to jego prezentacja imidżu orka w konkursie - a on po prostu wytytłał się w błocie dla własnej radości i ku uciesze gawiedzi Uśmiech )...
Po kolejnych próbach, ustaleniach i dopinaniu szczegółów, zaczął się SPEKTAKL.
Było pięknie i klimatycznie Jestem za Muzyka super Jestem za Aktorzy super Jestem za Światła super Jestem za Dekoracje super Jestem za i w ogóle wszystko...
Wcześniej dziwiłam się czemu poszczególne sceny są porozrzucane na tak dużej przestrzeni skłaniając aktorów do wyrabiania hektarów drogi - okazało się że wszystko to miało być zgrane z akcentami muzycznymi i reflektorami, ustawionymi na określone miejsca scenerii. I było!
Ponadto, organizatorzy uprzednio martwili się nieco, że zbyt mało ludzi będzie chciało pójść za bohaterami w 'ostatniej drodze Boromira'. Niepotrzebnie - okazało się że zwykli Bielawianie i turyści ruszyli za aktorami na długo przedtem, nim Elek z głośników powiedział, by odprowadzić bohatera do łodzi na Anduinie Uśmiech . Z tego co widziałam (na cześć Erudara grającego rolę Boromira, niosłam niedopite Piwko i niedopalonego fajka Z przymrużeniem oka tak wyszło), w tym pochodzie szli wszyscy: starsi ludzie z wnukami, młodzi krótko ostrzyżeni z puszkami piwka, baby, dzieci, młode dziewczyny; w ciszy i spokoju... bardzo klimatycznie się zrobiło (nieco jak na wieczornej drodze krzyżowej, bez urazy dla czyichkolwiek wartości religijnych...)
Boromir spoczął w łódce na wodzie i powoli rozeszliśmy się do paru pamiątkowych zdjęć, zbierania dekoracji i kostiumów, mycia się... A potem na pole.
Zaczęło się ognicho, jednak niestety byłam na nim krótko bowiem zostałam wezwana do beczki na obrady kapituły Dekla. Której szczegóły mają pozostać tajne; mogę powiedzieć tylko tyle, że tym razem był przy nas skryba Draugluin, który zobowiązał się konotować owe obrady dla potomności (kiedyś) i przytomności (naszej, albowiem z wiekiem: 1. Dekli przybywa i jest nas na obradach coraz więcej, 2. pamięci nam ubywa i jest jej coraz mniej Z przymrużeniem oka ) Tym razem (co ucieszyło frakcję żeńską kapituły) uradziliśmy, że będzie to Majka.
Dla niezorientowanych w historii nagrody Dekla i jej źródłach (a zainteresowanych skąd się toto wzięło, podaję link do prapoczątków, czyli wspomnień owego porytego TFu).
Po obradach ruszyliśmy jeszcze nieco do ognia, śpiewu, rozmów, muzyki... jak zwykle w ciepłe bielawskie noce towarzyszyły nam świetliki i gwiazdy.
Dla mnie to było ostatnie tegoroczne sowiogórskie ognicho; żałowałam, że jestem zmęczona i nie posiedzę z wami dłużej, ale wkrótce (czyli gdzieś nad ranem) ruszyłam do namiotu. Zaczynał się dzień sewyn.
(cdn.)

#32:  Autor: AlleriaSkąd: Rumia (Numenor) WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
To byłam ja! Przyznaję się.
Nie wiem co mnie podkusiło by iść ze wszystkimi. Podwinęłam nogaweczki spodni i zaczęłam sobie z rozkoszą dreptać przy brzegu. Nagle wszyscy kąpiący się jednocześnie się na mnie spojrzeli. Stwierdziłam, że trzeba dać dyla. Niestety Potomek mnie dogonił i złapał za nogę Język. Tak oto ofiara została złapana. Potem Bąku mnie utopił. Cały dzień spodnie (paskudne jeansy) mi schły. Pozdrawiam chłopaków Śmiech.

Muszę powiedzieć, że to mój pierwszy w życiu taki wyjazd. Cieszę się, że znalazły się na to finanse i nie wydałam w cale tak dużo. Bałam się tylko o swoją reakcję na dużą ilość osób. Początkowo pierwszego dnia nie miałam co ze sobą zrobić, ale szybko się rozkręciłam. Zyskałam sympatię grupki osób powalając Ariego Język. Nawet zabrałam mu szalik. Oddałam potem.

Wspaniałą sprawą były przygotowania do spektaklu. No i wspólnie spędzane wieczory. Śpiewanie przy ognisku było fajne. Rozmowy do późnej godziny. Dziękuję wszystkim, a szczególnie Draugowi, który wiernie dotrzymywał mi towarzystwa do samego końca.
Było na prawdę miło. Śmiech Świetnie się bawiłam.

#33:  Autor: VilvaSkąd: Irlandia WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
Niedziela - dej sewyn
Dzień zaczął się dla mnie mocnym akcentem. Leżałam chwilę po przebudzeniu, słysząc szum drzew i strumyka, śpiewy ptaków i ciche rozmowy z okolicy. Nagle tę sielankę przerwał głośny dziewczęcy krzyk: 'ratunku, ratunku!!!' Przez chwilę byłam przekonana, że to LARPowcy zdecydowali się dokończyć grę i owe krzyki są elementem fabuły. Ale gdy usłyszałam kolejny krzyk 'dzwońcie po karetkę!', przestało mi być wesoło; kolejną myślą było to, że (jak słyszałam dzień wcześniej) w tym roku ponoć na Dolnym śląsku jest wyjątkowo dużo żmij, i czy biednego nieszczęśliwca zdążą na czas dowieźć do Wrocka (bo podobno tylko w szpitalach dużych miast mają surowicę), i że szkoda że Opar wyjechał dzień wcześniej...
A oto co się naprawdę stało.
Niejaki Delakrua wspiął się dość wysoko na drzewo (jak podobno ma w zwyczaju) i z niego zleciał (choć tego nie ma w zwyczaju). Ponieważ przy tym stracił na chwilę świadomość, zachodziła obawa wstrząsu mózgu, wezwano więc karetkę i organizatorki pojechały z nim do szpitala. Takie są skutki braku kakakasku Rycerz oraz niemania wiedzy o Braku Higieny Pracy w dziedzinie kakakasków Rycerz (Del przyjechał nieco później i nie załapał się na kurs BHP ad. kakakasków Rycerz ).
Kolejną atrakcję zapoczątkowało długie, potężne chrapanie rozlegające się z Tojek. Cała grupa kopsnęła się do przybytków i zaczęła dobijać (by uratować niezidentyfikowanego użytkownika sławojki, nim przyjedzie firma Tojkowa i zacznie swe manewry z nim wewnątrz). Dłuugo to trwało, acz wreszcie wynurzył się Eltarion i... kontynuował spanie na siedząco na ławce pod pawilonami. Wśród śmiechów, okrzyków typu 'patrz, zombi!' i po wylaniu nań pewnej ilości wody zaczął chwiejnym powłóczystym krokiem a la zombie ganiać pozostałych, usiłując ich gryźć.
Spojrzałam na kilka poniewierających się (jak na polu bitwy) pod pawilonami zwłok; jak co roku, najbardziej poryte motywy zaczynały się gdy dekla już przydzielono...
Po porannym oporządzeniu się musiałam zwijać bambetle, podobnie jak część luda; zaklepaliśmy więc busik do Wrocka na 8 osób i tak czekaliśmy 'na bagażach'. W międzyczasie okazało się, że rydwan Eleagor zawisł na skarpie i chłopcy poszli go podepchać... potem zaczął się konkurs teatralny - tym razem grupy miały interpretować ten sam motyw (sceny z Amon Hen), jednak w różnych stylach.
To co zdążyłam zobaczyć bardzo mi się podobało. Scenka w konwencji hipisowskiej: pomysł mordowania kolejnych bohaterów za pomocą zajefajnie mocnego ziela fajkowego Śmiech . Scena w konwencji patriotyczno - patetycznej: biedne uciśnione orki ('Morgoth, Hodor, Orczyzna!') i Bąk jako zapijaczony, klnący i ryczący rębajło, zabużański (zaanduiński?) watażka Legolas Trandujlewicz, który pragnie pomścić kumpla od butelki, kniazia watażkę Boromira Denetorowicza Śmiech ...
Szkoda że nie doczekałam reszty teatrów (widziałam potem na YT, choć to nie to samo) oraz popisów łuczniczych, wręczenia Dekla, zakończenia TFu i rozdania nagród; proszę tu o relacje 'wrażeń na żywo' z opuszczonych elementów programu (dzięki dziewczynom za bieżące uzupełnienia) oraz o spis nagrodzonych, aby ich uhonorować na forum choćby buźką Uśmiech !
Jednak nasza wyjeżdżająca grupka musiała już kopsnąć się do czekającego busa. Zerkając tęsknie na oddalające się Góry sowie oraz na zbliżającą się Ślężę a potem Wrocław, obiecywaliśmy sobie jak zwykle, że będziemy tu za rok - tym razem na urodzinach Bilba.
di ENT

#34:  Autor: LeadrigaSkąd: Smolec WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
Widzę, że zabawa była przednia Uśmiech Mnie, niestety, też nie było- w tym czasie akurat opuszczałam nasze morskie brzegi, udając się w kierunku zielonych fiordów Norwegii Love Mam nadzieję pojawić się na TF-ie w przyszłym roku, oczywiście, z aparatem Z przymrużeniem oka

EDIT
Vilva napisał(a) (zobacz wpis):
[u] W pewnej chwili wparował Bąk z ekipą (którzy uratowali większość napojów z kipieli), wznosząc chwałę Kamili która, cytuję: 'przewodząc ekipie ratowniczej, mimo że sama nie pije, dzielnie łowiła flaszki aż za trzecią kataraktą!!!'ŚmiechŚmiechŚmiech.
[/i]

Brawo Kamila! Super śmiech Pserwa Jestem rozwalony

#35:  Autor: cothis WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
ej cud:D udało mi sie tutaj wleźćŚmiech
jak zwykle dzię iwszystkim wam żeście tam byli (tym w kakakakaskach w dwójnasób) i co ? i zajebiaszczo:D widzim sie na Fornoście i za rok:D
Znaczy to ja , Bąk
Sie jak tu daje avatar?Śmiech

#36:  Autor: ellaronaSkąd: Bielawskie Śródziemie/Poznań WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
Raport Obieżyświata przygotował film z inscenizacji! chwała wam, chylę czoła, dzięki
Ci, którzy tam byli i udział brali, mogą zobaczyć jak to wyglądało z perspektywy widza. Widziały gały co brały Ta cześć z was, która na Tolk-Folku się nie pojawiła, może zobaczyć co straciła! Uśmiech


Link


Link poprawiony ponownie. Sirielle

#37:  Autor: EllenaSkąd: Rohan/Ithilien/jaskinia Thranduila (Kujawy) WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
Obejrzałam i jestem pod ogromnym wrażeniem Uśmiech A co do szanownych aktorów płci męskiej i narratora - każdy z panów ma cudowną, klimatyczną barwę głosu Róża Pieśń o Boromirze Oklaski (czy aranżacja była w jakimś stopniu wzorowana na pieśniach sakralnych?).

#38:  Autor: LeadrigaSkąd: Smolec WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
Inscenizacja świetna, a pieśń Love .
EDIT Czy pieśń o Boromirze jest może gdzieś dostępna? Miło by było móc jej słuchać na codzień Serduszka

#39:  Autor: NutriasobolowaSkąd: Miasto Powodzi WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
Fajnie sobie wszystko jeszcze raz obejrzeć, łącznie ze scenami gdzie leżałam i wąchałam trawę Z przymrużeniem oka .
A piosenka niesamowita, zgadzam się w całości z przedmówcami, wyjątkowo klimatyczny głos Jestem za

#40:  Autor: NeryaSkąd: Warszawa WpisWysłany: Dzisiaj o
    ----
Wspaniale znowu wrócić pamięcią do tegorocznego TFa. Z przymrużeniem oka
Jako że też pozostaję pod kompletnym czarem pieśni Love, pozwoliłam sobie wyciągnąć z filmu empetrójkę z tymże fragmentem. Daję linka, może komuś się przyda. Wiem już, co będę w ciągu najbliższych dni męczyć podczas dojazdów komunikacją miejską. Jestem rozwalony
http://www.sendspace.pl/file/be5e3b7f28fa3e951bd0cab

Strona 1 z 1

Powered by phpBB 2 © 2001,2002 phpBB Group