Forum dyskusyjne miłośników twórczości J.R.R. Tolkiena
w sieci od 11/2001
 
Gospoda(0) | Zasady Forum | FAQ | Szukaj | Kalendarz |  Zarejestruj się |  Profil | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości | Zaloguj

Witryny zrzeszone w forum:
Hobbiton  Pod Rozbrykanym Balrogiem


"Prawda miewa skrzywione oblicze, jeśli na nią patrzą fałszywe oczy." Gandalf, Władca Pierścieni


Temat: Przyjaźń w legendarium, przyjaźń w czasach Tolkiena (Strona 2 z 2)

Idź do strony Poprzednia  1, 2
  skocz na koniec strony
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tolkienowskie -> Ogólna dyskusja Wydruk
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Nifrodel
Alsílatiel / Administrator


Dołączył(a): 08 Lis 2001
Wpisy: 2725
Skąd: Ossiriand
Nieobecny(a): panta rhei...

Wysłany: 17-10-2009 11:45    Temat wpisu: Re: Przyjaźń w legendarium, przyjaźń w czasach Tolkiena Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Miriel napisał(a) (zobacz wpis):
my teraz jakoś chyba inaczej rozumiemy to, czym jest przyjaźń. Inaczej niż rozumiał to Tolkien. Czy tęsknimy do tej przyjaźni opisanej we Władcy Pierścieni? Zastanowiło mnie to, jak przyjaźń postrzegał Tolkien - i czy to, jak ją opisywał, to była taka przyjaźń, jaką znał, czy jakiej pragnął, czy to może jakaś tylko wymyślona, jaką sobie wyobrażał, że mogła istnieć w Śródziemiu?
A zastanowiła mnie taka ewolucja postrzegania i wyrażania przyjaźni - widoczna przynajmniej dla mnie przez porównanie XIX wieku i czasów obecnych.


Tolkien był towarzyskim człowiekiem, choć ludzie nie ciągnęli do niego tak, jak do C.S. Lewisa Uśmiech . Jego pierwszych, wielkich przyjaciół zabrała wojna. Później, w wieku około 28 lat, bardzo zaprzyjaźnił się z E.V Gordonem, który dzielił z nim zamiłowania literackie i miał bardzo podobne poczucie humoru. Lecz wkrótce potem Gordon zmarł na schorzenie nerek i Tolkien znów został sam. Oczywiście trudno mówić o nim jako człowieku samotnym, miał wtedy żonę i trójkę dzieci, ale J.R.R zawsze bardzo ostro oddzielał życie prywatne od towarzyskiego. Z Edith nie dzielił wspólnych upodobań intelektualnych Nie Nie Jeszcze na początku znajomości pokazywał jej swoje wiersze, które pisał dla niej, lecz traktował ją, jak sam przyznał później ze smutkiem, jako romantyczną i banalną istotę, a nie człowieka, mającego również swoje intelektualne i towarzyskie potrzeby. Sam jednak utrzymywał bardzo bujne życie towarzyskie, uczestnicząc jako nastolatek i młodzieniec w wielu klubach dyskusyjnych, grając w rugby, ucząc się i mając grupkę czterech bardzo dobrych przyjaciół, z którymi dzieli literackie upodobania, pierwsze poetyckie próby, wspólne wędrówki, drenujące kieszeń kolacje w klubach i częste spotkania przy piwie Z przymrużeniem oka O istnieniu jego miłości, Edith, przyjaciele z T.C.B.S. nie dowiedzieli się nawet, kiedy się zaręczył (powiedział im o niej w momencie, kiedy zmieniła wiarę na katolicką), wcześniej nie pisnął słowa, że jest w jego życiu ukochana kobieta (choć dawał tej miłości wyraz w swoich utworach, którymi się z przyjaciółmi dzielił). Rzadko kiedy zapoznawał Edith ze swoimi przyjaciółmi i to stało się później jednym ze źródeł konfliktów między małżonkami. Edith prowadziła (w porównaniu z Tolkienem) bardzo ponure życie. Wyrwana szybko ze swojego środowiska, w którym czuła się dobrze i była potrzebna, zmuszona wyborem małżeństwa do porzucenia marzeń o karierze pianistki i nauczycielki, później do częstych zmian miejsca zamieszkania, co pogłębiało jej samotność, zaś bardzo trudna sytuacja materialna odbijała się na jej zdrowiu. Później, kiedy osiedli w Oksfordzie i poziom życia im się poprawił, częste przeprowadzki i dość hermetyczne oraz sztywne - wskazane jej odpowiednie towarzystwo żon innych profesorów, wśród których było jej nieswojo, sprawiało, że czuła się coraz bardziej wyobcowana. Niepewna co do swych umiejętności pani domu (których nie miała od kogo się nauczyć, a które w owym czasie stanowiły o ocenie kobiety), maskowała nieśmiałość apodyktycznością. Nie spotkała też nikogo, z kim mogłaby nawiązać bliższą relację, chyba też nie była osobą szczególnie uzewnętrzniającą uczucia hmmmm... skupiła się więc na wychowaniu dzieci... Na tym kontraście lepiej widać, jak bardzo różne życie prowadzili Edith i Tolkien. I może też, dlaczego nie mieli sobie wiele do powiedzenia, oprócz łączących ich spraw domowych. Doświadczenia życiowe tłumaczą również, dlaczego tak bardzo oddzielał on miłość od przyjaźni.
33 letni Tolkien zajęty akademicką kariera i przelotnymi kontaktami towarzyskimi, po śmierci Gordona tęskni do prawdziwej przyjaźni, takiej, jaką poznał w grupie T.C.B.S. Widywał się wprawdzie czasem z jedynym pozostałym przy życiu członkiem T.C.B.S. - Christopherem Wisemanem, lecz tamten był pochłonięty obowiązkami dyrektora szkoły i coraz mniej mieli wspólnych tematów do rozmowy. I wreszcie, rok później, na jednym z zebrań w kolegium Merton, Tolkien poznaje C.S Lewisa. Początkowo nie pałają do siebie szczególną sympatią ale to się wkrótce zmienia. Bardzo ciekawie, chociaż w skrótowej formie o przyjaźni Tolkiena i Lewisa pisze H.Carpenter:

J.R.R Tolkien, Wizjoner i marzyciel napisał(a):

Lewis napisał w swoim dzienniku, że Tolkien "to gładki, blady, wygadany facecik. (...) Uważa, że literaturę pisze się dla rozrywki mężczyzn pomiędzy trzydziestką a czterdziestką (...) Zupełnie niegroźny, tyle, że dobrze by mu zrobiło parę kuksańców". Wkrótce jednak Lewis polubił tego mężczyznę o pociągłej twarzy i bystrych oczach, który przepadał za dobrą rozmową, śmiechem i piwem; Tolkiena zaś pociągała inteligencja Lewisa i jego wielkie serce, które rozmiarami dorównywało jego bezkształtnym flanelowym spodniom. W maju 1927 roku Tolkien przyjął Lewisa do stowarzyszenia Coalbiters, chcąc wciągnąć go do wspólnych lektur islandzkich sag. Tak zaczęła się ich długa i skomplikowana przyjaźń.
Kto chciałby się dowiedzieć, co każdy z nich wniósł w życie drugiego, powinien przeczytać esej Lewisa o przyjaźni w jego książce Cztery miłości. Znajdujemy tu wszystko: opis tego, jak dwaj znajomi zostają przyjaciółmi, jak odkrywają wspólne zainteresowania, jak ich przyjaźń nie jest zazdrosna, lecz poszukuje towarzystwa innych ludzi, jak takie przyjaźnie są wśród mężczyzn niemal koniecznością, jak największą przyjemnością jest po całodniowej wycieczce usiąść w grupie przyjaciół w gospodzie:
"Wspaniałe są takie spotkania", pisze Lewis, "kiedy nałożyliśmy ranne pantofle, wyciągnęliśmy w stronę kominka nogi, a napoje stoją tuż pod ręką; kiedy w miarę, jak rozmawialiśmy, cały świat, i nie tylko świat, staje otworem przed naszym intelektem, nikt nie ma do niego pretensji, nikt nie ponosi za niego odpowiedzialności, wszyscy jesteśmy wolni i równi, jak gdybyśmy się spotkali godzinę temu, a jednocześnie spowija nas wszystkich dojrzałe w ogniu lat przywiązanie. Życie- doczesne życie- nie może nas obdarzyć niczym lepszym." (z Czterech miłości Lewisa)
O to własnie chodziło podczas tych lat przyjaźni, pieszych wycieczek, spotkań w kwaterze Lewisa w czwartkowe wieczory. Częściowo taki był duch owych czasów - zbliżoną atmosferę męskiej wspólnoty można znaleźć w dziełach Chestertona. Podobne odczucia podzielało wielu ówczesnych mężczyzn, choć może mniej świadomie. Istniały tego precedensy w starożytności; w czasach nam bliższych było to w pewnym stopniu rezultatem I wojny światowej, w której mężczyźni stracili tylu przyjaciół, że ci, którzy przeżyli, odczuwali potrzebę utrzymywania wzajemnych, bliskich kontaktów. Taka przyjaźń była niezwykła, a zarazem naturalna i nieunikniona. Nie miała w sobie nic z homoseksualizmu (Lewis słusznie wyśmiewa to przypuszczenie), jednak nie obejmowała kobiet. Jest to wielka tajemnica życia Tolkiena i jeśli będziemy próbowali ją analizować, niewiele z niej zrozumiemy. Jeśli sami natomiast przeżyliśmy taką przyjaźń, to będziemy doskonale wiedzieli, o co w niej chodzi. Jeśli to nam nie pomoże, znajdziemy jej ślady we Władcy Pierścieni.



Była to przyjaźń, która dzieliła zainteresowania literackie z rozmowami teologicznymi (dość szybko Lewis znalazł się pod wpływem Tolkiena), dyskusjami na tematy pracy i przyszłości wydziału anglistyki oraz podziału na studia lingwistyczne i literackie. Zachęcali się wzajemnie do pisania i wzajemnie krytykowali i analizowali swoją twórczość. Tolkien napisze później:"Tym długiem, nie do spłacenia, jaki u niego zaciągnęłem nie był jego "wpływ" w potocznym rozumieniu tego słowa, ale po prostu wsparcie duchowe. Przed długi czas był moim jedynym słuchaczem. Tylko dzięki niemu doszedłem do wniosku, iż moja pisanina może być czymś więcej niż hobby". Poczucie "długu" nie leżało tylko po jednej stronie: Lewis zadedykował "Listy starego diabła do młodego" Tolkienowi, i w egzemplarzu autorskim, który podarował przyjacielowi pisze: "Symbolicznie spłacając wielki dług". W ich przyjaźni nie brakowało śmiechów przy piwie, sprośnych wierszyków okolicznościowych (w których pisaniu celował Tolkien Z przymrużeniem oka), i żartów z samych siebie. Różniły ich osobowości, środowiska, z jakich się wywodzili, potrzeby w przyjaźni, doświadczenia i poglądy na wiele spraw. Łączyła miłość do podobnego typu literatury, niechęć do najnowszych "wiadomości z kraju i ze świata", które uważają za sprawy trywialne, utrzymywanie (ku oburzeniu znajomych), że jedyną "prawdę" można znaleźć w literaturze; chęć pisania i uzewnętrzniania swoich literackich gustów, iskrzące wzajemne, intelektualne oddziaływanie Uśmiech Wprawdzie później Tolkien zapoznał Edith z Lewisem, ale Lewis przy Edith czuł się skrępowany i nieśmiały, ona zaś nie rozumiała, dlaczego Ronald tak lubi jego towarzystwo i robiła się zazdrosna, zwłaszcza, że jej towarzystwo stanowiły jedynie dzieci i służba. Mimo, że pod koniec lat czterdziestych Tolkien i Lewis odsuną się od siebie, Tolkien napisze po śmierci przyjaciela w 1963 r : "Rozdzieliło nas nagłe pojawienie się Charlesa Williamsa a potem jego małżeństwo. Jednak wiele sobie nawzajem zawdzięczamy i więzi zrodzonej w ten sposób wielkiej sympatii, przetrwały. Był wielkim człowiekiem i wszelkie wyrachowane oficjalne noty pośmiertne zaledwie powierzchownie oddają jego zalety."
Przyjaźń dla Tolkiena zatem, to uczucie, które łączy przede wszystkim osoby jednej płci, o podobnych gustach intelektualnych i statusie społecznym (to również było dla niego ważne). I znacznie się różni od miłości (miłość Tolkienowi jawiła się przede wszystkim jako uczucie romantyczne). Zdaje się również, że Tolkien nie wiedział nic (może tez nie chciał wiedzieć) o przyjaźni między kobietami. Uśmiech Saurona ;D hmmmm... Świat kobiet to była tajemnicza, milcząca planeta, której lepiej się trzymać z daleka. Z przymrużeniem oka Na szczęście jednak przyjaźń między kobietami nie różni się szczególnie od przyjaźni między mężczyznami, zatem doświadczenia i literackie opisy Tolkiena są na tyle uniwersalne, że niezależnie od płci można się w nich odnaleźć. Z przymrużeniem oka

_________________
Gwiazdy były dalekie...
Niebo się otwarło
jak gdyby dłoń nieśmiała,
blask się do niej garnął...

~~~~~~~~
Almanach Tolkienowski Aiglos
Eldalairië
Powrót do góry
 
 
M.L.
Uprzedzony, ujadający krzykacz / Administrator


Dołączył(a): 27 Cze 2002
Wpisy: 5711
Skąd: Mafiogród


Wysłany: 18-10-2009 19:48    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Moim zdaniem sama natura przyjaźni się nie zmieniła. Dzisiaj jest dokładnie tym, czym była w czasach Tolkiena, czy w czasach Chopina. Tym, co zostało opisane na kartach WP. Wierzę w słowa Aragorna, że pewne rzeczy nie ulegają zmianie, niezależnie od czasu, miejsca i okoliczności. I do nich należy przyjaźń. Relacja rzadka i bardzo specjalna.
Dla mnie przyjaźń to silna i całkowicie platoniczna relacja emocjonalna bazująca na głębokim zaufaniu, lojalności, choć wbrew pozorom nie bezkrytycznej. To taka relacja w której niczego się nie boimy i gotowi jesteśmy powierzyć przyjacielowi najgłębsze i najbardziej osobiste tajemnce, dzielić się najbardziej intymnymi problemami. To związek nakierowany na dawanie, a nie branie. W którym ufamy do tego stopnia, że gotowi jesteśmy przyjąć każdą krytyke nie wietrząc w niej podstępu i chęci zrobienia nam przykrości, lojalni jesteśmy do tego stopnia, że nie tylko bronimy przyjaciela i wspieramy go w trudnych chwilach, ale umiemy mu prywatnie powiedzieć, że robi źle wiedząc/wierząc, iż nie odbierze tego jako ataku personalnego.
Cieszymy sie jego/jej radościami, przejmujemy jego/jej problemami i niespodziewamy się niczego w zamian.

O ile istota przwdziwej przyjaźni się nie zmieniła, to zmieniło sie pojmowanie samego slowa i formy jej okazywania zwłaszcza publicznie.
Żyjemy w czasach inflacji słów, zacierania znaczeń. Lekko i bezrefleksyjnie rozszerza się definicje terminu "przyjaźń" na coś co było kiedyś koleżeństwem, znajomością, kumplowaniem się, a więc relacjami miłymi, sympatycznymi i bardzo potrzebnymi każdemu z nas, ale w sumie powierzchownymi nie wymagającymi aż tak daleko idącego zaangażowania się. Przyjacielem zaczyna być każdy kogo nieco lepiej znamy i z kim sie nieco lepiej czujemy niż z resztą ogółu.
Tyle, że to nie oznacza, iż przyjaźń się zmieniła, tylko tyle, że źle rozumiemy znaczenie tego słowa.
Z drugiej strony nastąpiło zawężenie form. W obecnych czasach fascynacji/obsesji szeroko rozumianym erotyzmem, każdy bliższy związek miedzy ludźmi niezaleznie od płci zaczyna być sprowadzany do erotyzmu, wręcz seksualnosci. Stąd będa niktórzy dowodzić, że Frodo i Sama łączyła miłość z podtekstem erotycznym, stąd listy Chopina bedzie się interpretować jako przejaw jego bi-, tri-, psi- czy ixiseksualizmu, nie wnikając w formy zachowań i charakter epoki, środowiska i samej osoby.
Bo przecież facet nie może się przyjaźnić z kobietą, tylko na pewno chce ją jedynie (sorry za zwrot) zaliczyć. Bo jeżeli ktoś pisze słowa przytoczone przez Miriel, to nie może być wyraz głebokiej przyjaźni, tylko musi być dowód nieuświadomionych erotycznych pragnień i fascynacji. Jeżeli Sam przytula Froda i grzeje go własnym ciałem, to musi być drugie dno a nie zwykła męska przyjaźń bez podtekstów.

Więc nie przyjaźń sie zmieniła, tylko nasze jej postrzeganie.

_________________
ēl sīla lūmena vomentienguo wieeeeeeeeeelgachny uśmiech
---------------------------------------
For the grace, for the might of our Lord
For the home of the holy
For the faith, for the way of the sword
Powrót do góry
 
 
Kasiopea
Weteran Bitwy Pięciu Armii


Dołączył(a): 16 Lip 2006
Wpisy: 351
Skąd: Minas Tirith


Wysłany: 19-10-2009 14:59    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Bardzoś to ładnie, Mumakilu, wyłożył.

Od siebie dorzucę jeszcze Pitagorasa, który twierdził, że "przyjaciel to drugi ja". A zatem przyjaźń byłaby wedle tej definicji nie tyle braterstwem dusz, co wręcz ich tożsamością - przyjacielowi ufamy tak jak sobie, myślimy tak jak on itd. Interesująca, choć może nieco zbyt kategoryczna interpretacja.

Zgadzam się z Mumakilem, że przyjaźń w swej istocie się nie zmieniła. Zmieniły się formy jej okazywania. I tak, zgodnie z często przywoływanym przykładem, w średniowieczu zaprzyjaźnieni mężczyźni mogli pocałować się w usta czy nawet dzielić łoże bez żadnych erotycznych podtekstów.
To, że teraz świat oszalał i np w znanym nam wszystkim filmie o pewnym pierścionku dwaj faceci (dowolnej rasy) nie mogą się objąć bez uruchomienia lawiny obscenicznych slashy to inna rzecz.
Taka obserwacja na marginesie - mam wrażenie, że echa dawnych form okazywania przyjaźni i więzi zdołały przetrwać, o dziwo, w wojsku i sporcie. Zobaczcie jak się obściskują, całują i miziają piłkarze po udanej akcji Śmiech - a jakoś nikogo to nie gorszy, wprost przeciwnie jest to akceptowane jako zupełnie naturalne. Nikt tu podtekstów żadnych nie dorabia, a piłka nożna uważana jest za męski sport przez duże m. Żołnierze na różnych dokumentalnych i fabularnych filmach okazują sobie przyjaźń i wsparcie, a dotyk gra równie ważną rolę jak słowo. W naszej "niedotykalskiej" kulturze to chyba jedne z nielicznych rezerwatów dawnych zachowań.

Cieszę się, że Tolkien nie stronił od pokazania nam więzi między bohaterami za pomocą rozmaitych gestów przyjaźni. Zawsze się wzruszam, kiedy czytam, jak to Aragorn bierze Froda ze rękę i schodzą razem ze wzgórza, albo kiedy Sam przytula swego pana. I pamiętam jak duże wrażenie zrobił na mnie fakt (czytaj - dokumentnie rozmaślił), że Aragorn całuje umierającego Boromira i trzyma go za rękę przez całą ich rozmowę.

_________________
"Ile wieków trzeba czekać, by Namiestnik został królem, jeśli król nie wraca?"
Dziecino, ty nie pytaj. Ty działaj!
Powrót do góry
 
 
TallisKeeton
Brehon


Dołączył(a): 11 Lis 2001
Wpisy: 1765
Skąd: Oleśnica


Wysłany: 28-11-2009 05:38    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Kasiopea napisał(a) (zobacz wpis):

To, że teraz świat oszalał i np w znanym nam wszystkim filmie dwaj faceci (dowolnej rasy) nie mogą się objąć bez uruchomienia lawiny obscenicznych slashy to inna rzecz.


Dla mnie LOTR film jest między innymi opowieścią o wielkiej miłości, ale jest
to przyjaźń grupy osób a nie romans. Film jest o tym, że "nie ma większej miłości, niż, gdy kto życie swoje oddaje za przyjaciół". Ten sławny cytat przychodzi mi często na myśl w związku z filmem. Filmowcy specjalnie z powagą odnieśli się do pokazania naprawdę _wielu_ spraw książkowych - i imo chwała im, że nie zrobili nam jakiegoś pastiszowania, co teraz jest modne w filmach akcji. Pidżej i ska mówili w wywiadach o kwesti okazywania sobie uczuć w filmach - a w obecnych czasach zdaje mi się ona kwestią kontrowersyjną. Chcieli te przyjaźnie pokazać w sposób wierny książce i pokazali, choć odrobinę złagodzili kontakt fizyczny wielu postaci (np. Cirith Ungol, gdzie Sam _stoi_ nad Frodem - i dobrze, bo co by się wyrabiało w opiniach krytyków filmowych i fanfikciarstwa slaszowego, gdyby P.J. zastosował wersję książkową to aż, boje się myśleć Złośliwy uśmiech Ratujcie bo go pobiję ). Imo P.J. ograniczając tego rodzaju sceny chciał uniknąć kinowego chichotu. Chichotu widzów, który imo ogólnie powoduje zawsze, że klimat biorą diabli. Ratujcie bo go pobiję Choć i tak tego nie uniknął. P.J. mówił, że wg niego to chichotają widzowie niedojrzali. Imo ci, którym się z przeproszeniem wszystko jak żołnierzowi kojarzy Śmiech Ale nawet, mimo tego nieco
"obchodzonego" przez nich za pomocą scenariusza kontaktu fizycznego w efekcie mamy nadal książkowe rozegranie relacji między różnymi osobami. Była to wyrażana w wywiadach intencja autorów filmu i moim zdaniem dobrze, że nie ugięli się pod polityczną poprawnością, za pomocą, której mogli sobie łatwo darować wszystkie te spojrzenia i uściski, aby tylko łatwo wgrać się w naszą pospolitą kulturę pop i maczo, która jakąkolwiek czułość albo i samo wyznawanie uczuć zarezerwowała wyłącznie dla związków romansowych. A, jej przejawy nie będące otwarcie romansem (wszystko jedno jakiej orientacji) nasza powalona kultura pop ma za skrywany romans lub za przejaw słabości lub/i niedojrzałości. W naszej kulturze pop i maczo nie ma już przyjaciół - imo możesz być albo znajomym, z którym się imprezuje lub pracuje, albo kochankiem. Imo wielkim osiągnięciem tego filmu jest uświadomienie dzisiejszemu widzowi (zwłaszcza temu, ktory chichota przy co bardziej emocjonalnych scenach) jego niedojrzałość do poważnego związku - przyjaźni.
Ten widz, o którym mówili filmowcy nie jest przygotowany do wyrażania uczuć tego typu. Unika ich wyrażenia, bo boi się, że w tej kulturze zostanie uznany za słabego i niezdolnego do rywalizacji lub za geja. Jego kultura pod tym względem go emocjonalnie zaburzyła. To, co lubię w filmie to właśnie całe piękno przyjaźni, jakie wywalono tam wiadrem na nieznającego książki, czyli nieprzygotowanego widza, na widza przyzwyczajonego do łatwych popcornowych superprodukcji, w których facetom nie wypada wypłakiwać się komuś w ramię, co najwyżej zapalić wspólnie cygaro lub iść na wódkę. Ten sam klimat lubię w fanfikach - choć alergicznie reaguję na nadmiar lukru, który jest cechą kiepskich fanfików - w tym slaszy brrr Skrzywienie W tym filmie jest taka ilość uczuć rozmaitych, taka ilość ogólnie rzecz biorąc miłości (oczywiscie przeważają bitwy), że patrzenie na to, to jakby ci mózg przewierciło.
Skoncentrowanym białym strumieniem palnika. I oczywiscie nie chodzi tylko o wątek A. i A.

Cytat:
W naszej "niedotykalskiej" kulturze


Skąd się wzięła ta dzisiejsza niedotykalna kultura? Kultura, która dziwnie opacznie - śmiechem, pogardą, złością, obrzydzeniem - reaguje na wideo z YT, które tu wyżej zapodałam. Ano, imo stąd się wzięła, że dzisiejsi ludzie boją się posądzeń o bycie nie takim, jak trzeba, byś był, jak trzeba by cię widzieli. Bo wiedzą, że inni w tym naszym świecie mogą cie albo uznać za niezdolnego do rywalizacji, za słabego mazgaja albo posądzać o bycie homo. A przez wieki w tej kulturze naszej posądzenie - czy to o bycie homo, czy też po prostu o bycie słabą ciamajdą - wiązało się z odpowiedzią agresją i awersją. Z przesladowaniem a co najmniej z wyśmiewaniem.

Cytat:
Zawsze się wzruszam, kiedy czytam, jak to Aragorn bierze Froda ze rękę i schodzą razem ze wzgórza,


W moim przypadku, to pamiętam, że to wzięcie za rękę przez dłuższy czas odbierałam jako potraktowanie hobbita jak dziecko. I pamiętam, że mnie to krzywiło Skrzywienie Teraz mnie już nie krzywi.
poz Uśmiech
tal

_________________
Nigdy nie powstanie dzieło,które odda głębię trylogii.
Cóż nam pozostaje?Wyrosnąć w końcu z młodzieńczego hasła"ja bym to lepiej zrobił",gdyż "lepiej"jest pojęciem względnym,subiektywnym."
Powrót do góry
 
 
Wyświetl wpisy z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tolkienowskie -> Ogólna dyskusja Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzednia  1, 2

Temat: Przyjaźń w legendarium, przyjaźń w czasach Tolkiena (Strona 2 z 2)

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich wpisów
Nie możesz usuwać swoich wpisów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dodawać załączników w tym dziale
Nie możesz ściągać plików w tym dziale

Powered by phpBB2
Copyright © tolkien.com.pl Wszystkie prawa zastrzeżone.