Forum dyskusyjne miłośników twórczości J.R.R. Tolkiena
w sieci od 11/2001
 
Gospoda(0) | Zasady Forum | FAQ | Szukaj | Kalendarz |  Zarejestruj się |  Profil | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości | Zaloguj

Witryny zrzeszone w forum:
Hobbiton  Pod Rozbrykanym Balrogiem


"Od czasu wzejścia słońca, czas w Śródziemiu zaczął biegnąć szybciej, a wszystkie rzeczy zmieniały się i starzały w niezwykle przyśpieszonym tempie." , Silmarillion


Temat: Psychologia u Tolkiena, albo ogon merda psem :) (Strona 1 z 1)

  skocz na koniec strony
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tolkienowskie -> Ogólna dyskusja Wydruk
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
TallisKeeton
Brehon


Dołączył(a): 11 Lis 2001
Wpisy: 1764
Skąd: Oleśnica


Wysłany: 28-02-2009 23:29    Temat wpisu: Psychologia u Tolkiena, albo ogon merda psem :) Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Hej Uśmiech
Wbrew tytułowi nie zamierzam znów ględzić, o tym, co już zostało przerobione na wiele sposób - czyli o tym, jakie to postacie tolkienowskie są słabo umowytowane, mało rozwinięte, zbyt proste psychologicznie i niewiarygodne. Albo niewiarygodnie idealne. Chodzi mi o coś innego. Mianowicie czytam sobie notatki do egzaminu z psychologii i w jednym miejscu znalazłam taki tekst.

Cytat:
Rozwiązanie konfliktu prowadzi do satysfakcji, nie rozwiązanie do frustracji. Konflikt jest nieunikniony. Także nieświadomy. Rożne spojrzenia: Freud uważał ze to sprzeczność miedzy popędem seksualnym, a społecznym tabu (id a superego), Karin Horney zwraca uwagę na wrogość miedzy jednostką a grupą. Wielu psychoanalityków jest zaniepokojonych konfliktem miedzy potrzebami jednostki a zdehumanizowanym światem. Autor podaje przykład z książki Arthura Millera „Śmierć komiwojażera” – bohater przeżywa konflikt miedzy potrzeba akceptacji przyjaciół, a robieniem kariery (konkurencja rodzi wrogów).
- W rozwijającym się społeczeństwie epoki technotronicznej środki zaczynają dominować nad celami, know-how staje się ważniejsze od know-what. Humanistyczna zasada tworzenia tego, co zaspakaja ludzkie potrzeby jest zastępowana zasadą tworzenia tego, co jest technicznie wykonalne (budujemy bombę atomową bo, umiemy). Dehumanizacja kultury rodzi konflikty, udaremnia zaspokojenie elementarnych potrzeb takich jak: poczucie tożsamości i integracji osobowości („ja” czyli „być”, podczas gdy „ego” to „mieć”).


Od razu pomyslałam, jakie to dziwne, że tak wielu recenzentów i krytyków literatury zarzucało Tolkienowi, że jego dzieła są za mało współczesne, że są nieaktualne, oraz pozbawione psychicznego tła i konfliktu.
A tu niespodziewajka Uśmiech W jednym z listów - nie pamietam którym - Tolkien pisał o takim właśnie dehumanizującym nas, wygrywającym czy może rozgrywającym nasze niskie instynkty stylu czy celu cywilizacji współczesnej.
Mieć zamiast być, szpan na zewnątrz zamiast poczucia własnej tożsamości i wartości wewnętrznych, powszechna zewnątrzsterowność zamiast wewnątrzsterowności, tworzenie czegoś, bo można a nie bo należy.
W tym liście napisał mniej więcej tak:
Największym błędem naszych czasów, jest mniemanie, że należy coś zrobić, bo można to zrobić. Albo może napisał, że trzeba coś zrobić, skoro można to zrobić. Coś w ten deseń tam było. Uśmiech Afair w tym samym liście (lub innym obok) było też coś o "środkach dominujących nad celami". Za wiele musimy mieć wkładu w, za niewielki cel. Wydajemy miliony na bzdury. Np. na gadżety, które nie slużą do niczego, do czego nie posłużyłoby inne urządzenie, a służą jedynie do pokazania się w towarzystwie. Jak kiedyś modny kapelusz noszony przez damy. Bo taka najnowsza komórka czy ipod, czy autko, czy net-book to nic innego, jak "modny kapelusz" w wersji męskiej lub unisex Uśmiech
Tymczasem on wyprodukował literacki świat, w którym niezależnie od mniej czy bardziej trudnych okoliczności człowiek może po prostu więcej, jest bardziej wolny, może wybierać nie tylko mniejsze zło, może być sobą mimo wszystko (nawet popełniając samobójstwo), oraz stać go na więcej - i czesto dokonuje czynów oraz kreacji przerastających codzienność, nie dlatego, że mu wolno ani nie dlatego, że tak wypada, ani nie dlatego, że otrzyma zapłatę, ale, że chce i nie dlatego, że są łatwe, ale dlatego, że są słuszne. Poza tym kołacze mi się tu takie zdanie także z jednego z listów, gdzie Tolkien podsumował kształt własnego świata mniej więcej takimi słowami - "zgodność wysiłku z osiągnięciem, nieskażona niczym zgodność wizji i wytworu". A więc harmonia w działaniach, w tworzeniu, harmonia (czy wsród elfów czy ludzi), tego, czego się chce z tym co się dostaje, oraz tego, co się pragnie tworzyc, z tym co się tworzy. Świat harmonijnej równowagi (w większości wypadków, bo nie mówię o elemencie zła, gdy np. z nadmiernej ambicji tworzenia czy współtworzenia, a już zwłaszcza przekręcania, wykoślawiania rzeczywistości wynika zło). Wg Tolkiena sztuka elfów jest własnie taka, jest przykładem doskonałej realizacji tego dążenia, a opowieść Tolkiena jest także, jak sam mówi - o sztuce elfów. Same elfy są u niego metaforą doskonałych dążeń i dążeń całkowicie harmonijnych, współistniejących ze światem dokoła, którym nic nie staje na przeszkodzie - zgodność celu z wysiłkiem. Im bardziej w swiecie Tolkiena jego mieszkańcy chcą przeinaczać świat wedle swych ambicji tym gorzej na tym wychodzą,(nawet elfowie u Pidżeja współistnieją z przyrodą nie niszcząc jej.)
Inaczej jest na tym świecie, gdzie wysiłku (energii, pieniędzy,emocji itp) wykładamy, inwestujemy całkiem sporo w coś co okazuje się być nieporozumieniem, inwestujemy np. w dzieło, które nam nie wyjdzie, albo w dzieło, które po powstaniu okaże się straszliwym gniotem lub kolejną popową muzyczką.
Jeśli u Tolkiena nie ma psychologii, to zapewne krytycy przeczytali tylko streszczenia jego dzieł - postacie może nie mają jej wiele, ale oczywiscie są to postacie z eposu i baśni - natomiast sama psychologia tutaj jest. Nie w postaciach tylko w budowie świata i w przesłaniu.

Otóż u Tolkiena jest, postawione już dość dawno temu przez psychologów pytanie. Pytanie o warunki dehumanizacji, pytanie o to, czy, aby zaawansowana cywilizacja zamiast być naszym narzędziem nie upośledza nas, nie odczłowiecza, nie sprowadza do takiego prostego bezhawioryzmu w kontakcie miedzy człowiekiem a zaawansowanym wytworem cywilizacji? Pytanie, jak nasze własne twory wpływają na nas? Jak zmienia się nasze myślenie, nasze potrzeby i nasze reakcje, gdy z naturalnego świata do jakiego przystosowaliśmy się przez tysiące lat, trafiamy do świata pędzącech statystyk, technicyzacji i numeralizacji (wszystko musi miec numerek, i naklejkę - ludzie też). Człowiek zrobotyzowany potrafi przeżyć bez widoku drzewa lub motyla, ale nie potrafi bez widoku komputera. Śmiech
Podobne pytanie, jakie zadają psycholodzy, zadaje też Tolkien w listach - mówiąc, znieśliśmy niewolnictwo ale w pewien sposób ono nadal istnieje,
"istnieje w fabrykach, gdzie go nie widać". Oczywiście jemu wówczas chodziło o coś troche innego, o nieuczciwe wykorzystywanie pracowników, a nie koniecznie o ich technicyzację czy dehumanizację, choć pewnie jest całkiem możliwe, że jedno z drugim się w sumie wiąże, że być może człowiek wykorzystywany w pracy, nadmiernie eksploatowany (niezależnie czy chodzi o dzisiejszego pracownika mającego różne prawa, związki zawodowe, pomoc prawną itp, czy chodzi o pracownika z okresu pierwotnego kapitalizmu, z XIX wieku, gdzie warunki były takie, że dzisiaj fabrykant już by siedział za niewolnictwo), że taki człowiek nabiera pewnego stylu myślenia skupionego nadmiernie na problemach w pracy, stylu obciążania siebie, całej swej osobowości pracą, jest zgorzkniały, czuje się oszukany, czuje się psychicznie zdołowany. Nie ma więc innej ambicji, jak wydostać się z tej pracy lub dokopać szefowi, a całe jego życie wewnętrzne kręci się wokół tego kłopotu, nic się nie liczy, staje się on być może z konieczności, albo ze strachu przed konsekwencjami (wyrzucą mnie z roboty) automatem do pracy, pracując za długo, za ciężko i bez przyjemności. Oraz bez nagrody. Taki wykorzystywany pracownik musi być w ostateczności zdehumaizowany i staje sie automatem, jak sądzą psycholodzy, a, jak Tolkien powiedział jest niewolnikiem.
Notatki z psychologii mówią o tym tak:
Cytat:
robotnik pracujący metoda warsztatową zachowuje się inaczej niż ten pracujący przy taśmie produkcyjnej. Sytuacja pierwszego sprzyja rozwojowi samodzielności, kontaktów z kolegami. Drugi zaczyna działać jak automat.

Przypomina mi się tu ruch Morrisonowski, nie tylko, jako jakaś epoka czy styl w sztuce, ale także, jako element ówczesnej XIX wiecznej reakcji na pracę w fabrykach, w technicznym, automatycznym, jednostajnym, za ciężkim, nieludzkim środowisku. Morris z jego warsztatami tworzącymi rzeczy estetyczne, które nalezy upowszechnić, aby paskudne rzeczy tworzone maszynowo, fabrycznie przestały być jedyną dostępną opcją dla uboższych warstw, to przecież kontra na cywilizację, która zamienia się nie tylko w kulturę masową, ale i w kulturę wybitnie konsumpcyjną. Gdzie ilość liczy się bardziej, jak jakość, gdzie wkładanie serca w wykonywany produkt jest bezcelowe, a bez czego osoba, która pracuje w ten sposób imo musiała czuć się bardzo źle, nie mogąc dać upust swej kreatywności, indywidualności czy inwencji.
Sposób pracy - masowy, regularny, taśmowy, jednostajny przystosowuje być może umysły do zachowań i potrzeb o określonych parametrach - masowych (stadion, kino, tv), podobnych (różnice miedzy ofertami poszczególnych stacji tv są minimalne lub żadne), regularnych (tv, seriale, reality-szoł, regularne występowanie skandali politycznych, współkreowanych przez media, jako pokarm dla naszej potrzeby sensacji i krwi) Śmiech, jednostajnych (tv, seriale, gry), powtarzalnych (tv, seriale, gry), przywykamy do takich samych celów (ja chce miec taki sam samochód jak sąsiad, aktorka miała taki sweter, to z wszystkich sklepów kobiety wykupują identyczne swetry), ludzie stają się stresująco, przeraźliwie podobni w swych gustach, potrzebach, upodobaniach, praktykach, a więc pragną podobnych rzeczy np. podobnych rozrywek, gusta udzielają się jednym od drugich.
Mózg jest jak mięsień - lepiej i szybciej działa w nim to, co się ciągle trenuje, a więc dehumanizujący sposób pracy uaktywnia być może taką sferę mózgu, która potem, po pracy nadal jest najbardziej aktywna. Nadal njłatwiej ją nam "samodzielnie" uaktywnić. Co może wyjaśniać masowe uwielbienie dla niektórych co dziwniejszych "tworów" kultury i mediów Uśmiech Inwestujemy swój czas i swe emocje w dosadnie mówiąc szajsową ściemę, produkowaną za wielką kupe szmalcu (a więc producent też wydaje kupę szmalcu na nic specjalnego), wcale nie dlatego, że nie wiemy, że to szajsowa ściema i nie dlatego, że nam wmówiono, że to modne, że wypada znać, ale być może dlatego, że nasz mózg pobudzony przy pracy określonego stylu do pewnych rytmów działania ponownie zapragnie pewnego typu działań i celów, rozrywek i używek. A, więc jeśli nasza praca jest dehumanizująca i ztechnicyzowana, jeśli jest umysłowym niewolnictwem, jak być może by to nazwał Tolkien, to imo niezależnie od tego, czy pracujemy przy taśnie w dosłownym sensie w fabryce, czy "przy taśmie", jako korpy Śmiech w dziale marketingu, czy brand-u, nasze potrzeby kulturowe, estetyczne i towarzyskie muszą być stopniowo ograniczane.
Przypomniał mi się wywiad Pidżeja, jaki widziałam na YouTube. (Próba wejścia na strone z wywiadami z Charliem Rossem skończyła się jednak niepowodzeniem - po prostu nie wiem czemu ale wszystkie 3 klipy z tymi wywiadami oznaczone zostały jako prywatne - choc przez 3 lata były ogólnodostępne! Komuś odwaliło.) Pidżej tam gada o Pierścieniu, jako o metaforze uzależnienia, duchowego niewolnictwa. Pierscien działa posiadaczem a nie posiadacz pierscieniem. Gollum Pidżeja to uzależnony typ. Pidżej mówi, że to bardzo aktualne, bo to, jak z tv, kiedys jej nie było a teraz klikamy w pilota i telewizja wplywa na nas, mówi nam co myśleć, uzależniamy się od niej, nie potrafimy spedzic wieczoru bez niej.
Ostatni kawałek z notatek:
Cytat:
- Zaspokojenie potrzeb bezpieczeństwa, afiliacji i tożsamości wymaga życia w świecie zhumanizowanym, samoświadomość musi iść w parze z podnoszeniem standardów moralnych w rodzinie, szkole, instytucjach publicznych, „wyciszeniem” licznych konfliktów

Świat shumanizowany to dla mnie świat twórczy, gdzie każdy może być sobą. Gdzie wymogi duchowego niewolnictwa (Łącznie z "Bądź sobą wybierz sprita!")
Śmiech niewolnictwa służacego efektywności, statystyce i wynikom sprzedaży nie zmuszają do zmiany własnego stylu, własnego stylu myslenia, ubierania, inwencji, twórczości czy nawet pracy. A wyobraźnia nie jest postrzegana jako ważna acz nie koniecznie przydatna część w mózgu korpa, mogąca służyć tylko do podnoszenia wyników sprzedaży. Oczywiscie jałowego szajsu, wciskanego klientowi, jako najnowszy, najmodniejszy "coś". Chocby to było to co zawsze ale w ładniejszym opakowaniu. W każdym biznesie mamy nakierowanie na środek a nie cel, w literaturze ważna jest forma a nie treść, w handlu liczy się bardziej opakowanie a nie zawartość, i tak oto ogon merda psem. Nie wiem czy nie jest tak, że wiele osób łapie się na różne "cosie", a potem żałuje, bo nie są aż tak przydatne czy fajne jak myśleli. Bo myślą tak, jak sprzedawca chce by mysleli. A o sposobach wciskania kitu, czyli manipulacji psychicznej mogę napisac o ile będzie to kogos interesowało. Uśmiech
I tak dość już nabzdeciłam Język
poz
tal
edycyjka: kilka zdań dodałam i poprawiłam literóffki Uśmiech

_________________
Nigdy nie powstanie dzieło,które odda głębię trylogii.
Cóż nam pozostaje?Wyrosnąć w końcu z młodzieńczego hasła"ja bym to lepiej zrobił",gdyż "lepiej"jest pojęciem względnym,subiektywnym."
Powrót do góry
 
 
OneWhoDreamsAlone
Mieszkaniec Shire


Dołączył(a): 15 Lip 2008
Wpisy: 9
Skąd: Tol Eressëa


Wysłany: 01-03-2009 01:33    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Lejesz miód na moje serce podejmując taki temat. chwała wam, chylę czoła, dzięki
Wielu już zatraciło smak, wzrok i słuch, i nie rozróżnia co jest imitacją, a co prawdą. Dzisiaj wręcz można powiedzieć że całe społeczności utraciły wolność choć o tę wolnosc tak mocno walczyły. Wolność to m.in. dostępność, ale w dwóch kierunkach, ten pierwszy to możliwość wyboru, ten drugi to mozliwość wpływu na wybór i wydaje się, że tam gdzie wyobraźnia śpi ten drugi kierunek dominuje. Ale po co wpływać na to co człowiek wybiera, lepiej zaatakować wcześniej- jego wyobraźnię, a tym samym zdolność do kreatywnego myślenia. Jak? Bardzo prosto- zaspokoić podstawowe instynkty tak, aby był zadowolony i przyzwyczaić go do tego stanu. Zatkac go, zasypać produktami tak, aby nie poczuł potrzeby wysilenia się na więcej. I to się udaje, szczególnie że niskie instynkty zaspokaja produkt prosty, niewymagający.
Wielu czytało Tolkiena, oglądało WP (choć to może nie jest najlepszy przykład) i... nic. Ze zdumieniem słucham wywodów różnych ludzi, którzy wynaleźli w tej twórczości takie "cuda" a nie potrafili dostrzec tego, co najważniejsze, albo nie chcieli tego przyjać, bo nie pasowało to do ich sformatowanego świata.
Temat który podejmujesz to kwestia wartości, uznania, że są wartości obiektywne jak i subiektywne, że są pewne uniwersalia. Ale wielu o nich zapomniało. Dali się podłączyć do matriksa i przeżyją życie konsumując i kopulując, tyle że matriks to maszyna która regularnie sie psuje i gdy to się stanie, wtedy ktoś takich "uwolnionych" przechwyci i pokaże im "jedyny słuszny cel"- wtedy może być już za późno.

Podejrzewam, że Twój tekst nie jest zrozumiały dla większości Polaków. Ale nie martw się , większość z nich nigdy go nie przeczyta- zostaną wcześniej powstrzymani przez odpowiednie "służby" pilnujące ich "jedynie słusznego wyboru".
pozdrawiam serdecznie
Powrót do góry
 
 
TallisKeeton
Brehon


Dołączył(a): 11 Lis 2001
Wpisy: 1764
Skąd: Oleśnica


Wysłany: 01-03-2009 20:39    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

OneWhoDreamsAlone napisał(a) (zobacz wpis):

Wolność to m.in. dostępność, ale w dwóch kierunkach, ten pierwszy to możliwość wyboru, ten drugi to mozliwość wpływu na wybór


Ale także możliwośc wybrania opcji trzecie - nie wybierania wcale. Jak prezentuja ci 2 opcje, możesz powiedziec, że chcesz jedną z nich, albo, że chcesz miec wpływ na jakąs z nich, albo, że nie chcesz żadnej.
Niektórzy jednak nie dają sobie odebrać wpływu na wybór, ale płacą za to sporą cenę. No, bo niektórzy np. uciekają - do lasu, do dziczy, do sekty, lub w syndrom ostatnio najbardziej częsty w Japonii - nie wychodzenia z domu. Jest to swoista choroba psychiczna naszych czasów - ucieczka przed tłumem oraz koniecznością wyboru, przed tym, że jak nie wybierasz tego co ci sie ofiaruje lub raczej nahalnie się z tym pcha to nie jesteś kimś. Nie używam komórki a ludzie, którzy mają po 3 śmieją się ze mnie. Nic nie poradzę, że nie mam potrzeby tak silnej jak oni. Nie musza tego lubić, ale niech wreszcie dadzą mi spokój! Ja się z nich nie smieje, że mają 3, choc imo jedna starczy. Poza tym każda kolejna komórka zakupiona przez nas to więcej zabitych w wojnie o surowce w Kongu i paru podobnych miejscach.

Cytat:
Ale po co wpływać na to co człowiek wybiera, lepiej zaatakować wcześniej- jego wyobraźnię, a tym samym zdolność do kreatywnego myślenia.


Psychologia jakiej sie akurat uczę ma na to 2 okreslenia - wpływ spłeczny oraz manipulacja. Wpływ jest użyteczny i ma przynoscic korzysci obu stronom oraz ogółowi, a manipulacja ma przynoscic prawdziwą korzysc jednej stronie a druga strona i postronny ogół mają myslec, że to dla nich także dobre. Uśmiech

Cytat:
Wielu czytało Tolkiena, oglądało WP (choć to może nie jest najlepszy przykład) i... nic.


Też odniosłam takie wrażenie, także w moim najbliższym, rodzinnym otoczeniu. Mój brat i bratowa uwielbiali Pidzejofilm ale chyba po traktowali go jedynie jako dobrą rozrywkę i obawiam się, że nie wyniesli z niego nic. Nic dla poprawy jakości swego hm...kulturowego i myślowego życia.

Cytat:
Ze zdumieniem słucham wywodów różnych ludzi, którzy wynaleźli w tej twórczości takie "cuda" a nie potrafili dostrzec tego, co najważniejsze,


Tak, te rozmaite teologiczno - filozoficzne wywody metafory, interpretacje itp są oczywiscie fajne, lecz naprawde istnieje kilka przesłań bardziej hmm... o żywotnym, życiowym znaczeniu niż wykłucanie się o procent zawartości poganstwa, chrześcijanstwa czy buddyzmu. Poimijając jakość artystyczną i adaptacyjną Pidżejofilmu muszę powiedzieć, że koncepcja Jacksona, idea jaką wybrał do adaptacji, ta jego interpretacja była jednym z przykładów na własnie niezwykle życiowe, aktualne odczytanie eposu Tolkiena. W wersji Jacksona to nie jest opowiesc o przemijaniu czy o teologii, czy o inszej metafizyce, ale o dylematach wolności, poddaństwa i władzy, oraz o uzależnieniu. Pierścien dla P.J. był maszyną do zniewalania umysłów. Odbierania indywidualności i zapominania o swej wspolnocie z innymi, psychologia u Jacksona to po prostu
"psychopatologia relacji z innymi", poglębianie alienacji, wrogości, oddalenia od tych, którzy powinni być nam bliscy, to oczywiscie robi Pierścien ale także robi to ambicja, żądza władzy i trud walki. W ten sposób odesłanie Sama to jedna ze scen, jakie miały wypełnić koncepcję P. Jacksona na film, koncepcję, która z magicznego ustrojstwa zrobionego przez demona do władzy nad światem, zrobiła Pierscien, jako działającą na psychikę maszynę, maszyne do niewolenia umysłu i sterowania nim, zwłaszcza umysłu żądnego władzy, ambitnego. U Tolkiena ważne jest "pozostanie sobą" w trakcie spotkania z Pierscieniem, u Jacksona to także jest ważne, ale u niego dodatkowo konsekwencją nie pozostania sobą jest wyobcowanie, oddalenie od wpsólnoty, od grupy, bycie jej wrogim. Niemożnośc nawiązania kontaktu, niemożność zrozumienia. Każdy kto wpada do maszyny Pierscienia jest nie tylko kuszony, ale jest też kims obcym dla reszty, zmiana psychiczna w nim jest mocniej i mocniej zaznaczone. Gollum był na ostatnim etapie, i wypędzono go z rodzinnej wioski. Boromir - pokazany jako tak wrażliwy na problemy innych i poczciwy, staje się brutalny, jego wojowniczy charakte bierze górę, Saruman żyje w wieży swych marzeń i nie widzi świata dokoła siebie, Denethor zaniedbuje obowiązki, Frodo wypędza Sama! Pierścień niszczy psychologicznie rzecz biorąc relacje ludzi miedzy sobą.
Jest bowiem w filmie, nieco bardziej, jak w ksiązce jak to powiedział Shippey zapalnikiem tego złą, które jest w nas. Pierscien u Pidzeja wzmacnia złe strony tych, którzy są blisko niego. Jest pozywką dla negatywnych cech osobowości. Zmienia porządnych ludzi w szaleńców, mutantów, okrutników, wyolbrzymia to co w nich już jest. To jest ta psychologia, której ponoć nie było Uśmiech wprawdzie silniej zaakcentowana w filmie, ale w książce też obecna.

Cytat:
uznania, że są wartości obiektywne jak i subiektywne, że są pewne uniwersalia. Ale wielu o nich zapomniało.


Ale kto dziś rozmawia o wartościach? Pomijając moje rozmowy z rodziną, program 2 radia, oraz fora tolkienowskie, to jedyne wartości o jakich ostatnio słysze to wartości działki pod budowe domu i abonamentu za komórkę. Śmiech

Cytat:
Dali się podłączyć do matriksa i przeżyją życie konsumując i kopulując, tyle że matriks to maszyna która regularnie sie psuje i gdy to się stanie, wtedy ktoś takich "uwolnionych" przechwyci i pokaże im "jedyny słuszny cel"- wtedy może być już za późno.


Obawiam się, że to najgrozniejsza opcja, jaką można sobie wyobrazić, i, że to się już dzieje. Ci wszyscy "uwolnieni z matrixa" zniechęceni do krajobrazu dobrobytu (czy może raczej przesytu - bo imo jest przesyt, choc ciągle sie mówi o kryzysach, nie wiem skąd ten kryzys niby?) i do popkultury - tworów i twórców podobnych do siebie jak 2 krople wody (fantastyka także się tu zalicza ze swoją manią tworzenia 30 tomowych cykli), stają się krytykami, co jest słuszne, ale stają się też outsiderami, co jest niezbyt produktywne, niezbyt imo kreatywne, dla ogółu, bo ogół wtedy traci ich potencjał. A niektórzy jeszcze bardziej radykalni stają się wrogami wszystkiego - demokracji, bezpieczenstwa,
wolności, państwa prawa, wolnego (no, w miare) handlu, bowiem wydaje się im, że spoleczeństwo dobrobytu i przesytu to to samo, bowiem wydaje się im, że konsumpcja i kapitalizm to to samo co wolność, liberalizm, demokracja, prawa człowieka i państwo prawa. Mylą swe odejście od praktyki z deprecjacją teorii, idei. Co predzej czy później sprawi, że wykorzystać ich mogą rozmaite mroczne siły - totalitaryzmu, technokratyzmu, fundamentalizmu i terroryzmu. Ludzie odkrywający, że ich matriks polega na reklamowaniu towaru w serialach i reklamowaniu seriali w towarach, że żyją w codzienności nie twórczej, w codzienności recyklingu kultury, w codzienności, która jest tylko ciągiem handlu i wdrażania ciągle nowych sposobów na oszukanie ich percepcji i wykorzystanie do absurdu ich naturalnych składników umysłu, ich potrzeb, ich marzeń, ich motywacji są - tacy ludzie w szoku i czują się oszukani. Bo nie mają żadnych psychicznych blokad przeciw sztucznej, matrixowej rzeczywistości a, jak się obudzą to będą niebezpieczni. Np. przejdą na radykalny islam.

Cytat:
Podejrzewam, że Twój tekst nie jest zrozumiały dla większości Polaków.


Może, ale mam nadzieje, że nie. Uśmiech chociaż jeśli sobie przypomnieć, że 75% Polaków czyta mniej jak 1 książkę rocznie i nie rozumie prostych informacji telewizyjnych to coś w tym jest. Szkoda, że nie mogą poczytac tego, ci krytycy Tolkiena, ktorym nie podobał się za braki w psychologii. Uśmiech

Cytat:
Ale nie martw się , większość z nich nigdy go nie przeczyta- zostaną wcześniej powstrzymani przez odpowiednie "służby" pilnujące ich "jedynie słusznego wyboru".


Najgorsze w prezentacji tego "jedynie słusznego wyboru" jest zarówno odcinanie ludzi od ambitniejszych ofert, jak i wmawianie im, że owe nie są im tak naprawdę wcale potrzebne, a nawet nie są modne i cool, a tylko niepotrzebnie zamulające umysł oraz obciachowe. Był taki artykuł na temat książki pewnej amerykanskiej badaczki, która zajmowała się badaniami nad popularnie mówiąc ogłupianiem. Otóż jakis czas wczesniej zauwazyła pewną tendencję w najbliższym jej, amerykanskim spoleczenstwie - tendencję można streścic tak - wiedza nie jest kul, z ludzi wymagających lepszej kultury tam się śmieją, postać ucznia - kujona jest notorycznie prezentowana jako bohater negatywny, wiedzieć więcej albo chcec lepszego produktu kultury to obciach, interesować się kwestiami bardziej intelektualnymi niż np. modą to obciach, młode środowiska, uczniowie, nawet studenci traktują naukę jak zło konieczne w najlepszym razie, po to, by dostać stanowisko forsiaste. W sumie jakakolwiek głebsza tematyka - czy książki czy rozmowy jest powodem kpin i obciachu. Ta badaczka napisała książkę o ogłupieniu Ameryki. Nie pamietam tytułu, w każdym razie takie sa jej wnioski z badań. Być wykształconym jest tam obciachem, no, chyba, że to wykształcenie daje wielką kasę. Wtedy z uznaniem kiwa się głową nad wiedzą fizyków, chemików, filozofów, politologów.
Ale więlce lansowana jest tam teza, że większości młodzieży nie potrzeba za dużej nauki, że po ich obciążać, że raczej wystarczy by nauczyli się tego co niezbędne do bycia robolem, znającym komputer i mającym prawo jazdy.
Nie chodzi tylko o dostepność i powszechność towaru, ale także ułatwianie, jak się da zrozumienia, doprowadzone nawet do upraszczanie i skracania dawnych lektur! i drukowania ich w nowocześniejszym języku, niż taki sprzed 100 lat - to jest wymaganie obecne.
Przyznam, że ta łatwość i prostość oferty (kulturowej, rozrywkowej, naukowej itp) mnie ogarnia dziś z, każdego kąta (i internet ma na tym terenie spore
"zasługi"), choć może nie powinnam się dziwić, bo faktycznie uwalenie się przed 185 odcinkiem serialu z piwkiem jest łatwiejsze. Od szukania na własną rękę. A do tego dostępność, prostość i natychmiastowość jest paradygmatem kultury masowej oraz - co już gorsze - konsumpcjonizmu. Dostarczyć trzeba ludowi igrzysk zanim lud będzie miał chwilę spokoju na pomyślenie. Uśmiech Kultura, jaką ja widzę w tej chwili (w sensie ogólnym, powiedziałabym antropologicznym, a nie tylko ściśle wytworów sztuki), czyli popularna i masowa zniża dorosłych odbiorców do poziomu 4 latka, który nie potrafi poczekać aż, np. dostanie garść cukierków, albo nie chce mu sie odnaleźć ich samodzielnie, i musi zjeść natychmiast ten jeden który dostał. Nie ma też taki dorosły sprowadzony do instynktu 4 latka opracowanej własnej strategii umysłowego przetrwania - strategii wygospodarowania sobie czasu i miejsca na _własne_ życie (kulturowe, duchowe czy myslowe), na rozmowę o konkretach, i o dylematach faktycznie ważnych a nie o dylemtach typu jakiego
"cosia" opłaca sie bardziej kupić, na lepszą - lub trudniejszą dla niego (właśnie tak! czytam czasem rzeczy, które są dla mnie za trudne i ogólnie przegryzam sie przez nie pomału) - książkę, muzykę, dyskusję itp., na amatorski teatr, czy na pisanie listów. Na coś autentycznego, własnego, z rozmysłem wybranego, i przez dłuższy czas zgłębianego ale nie dlatego, że koleżanki też to oglądają. Tylko dlatego, że _ja_ tego chce. Bo sama to przemyslalałm i do tego sie skłaniam.
Nasze niewolnictwo polega głównie na tym, że po pracy(w sensie ogólnym, w tym też szkoła, studia) jesteśmy tak zrypani, że nie mamy siły na cokolwiek ambitnego ani na własnie poszukiwania i dlatego dajemy sobie wciskać łatwy towar, bo jesteśmy zbyt zmęczeni, by szukać czegos wlasnego. A, gdy mamy to coś, swoją działkę to jest to tak odpychająco traktowane przez ogół, że obawiamy się z tym pokazać między ludzmi, bo to wstyd, by dorosły osobnik lubił np. komiksy. Czy był w drużynie rycerskiej. Czy w fandomie Tolkiena. Nie wstyd jest lubić kopie, kopii seriali włoskich i brazylijskich, nie wstyd jest lubić komedie o idiotkach, ale Tolkiena i komiksy wstyd. hmmmm... Chociaż po prawdzie to 1015 odcinek serialu jest durniejszy od każdego komiksu jaki czytałam w życiu. Tak to widzę po przeczytaniu wielu wątków na forach, gdzie ludzie notorycznie skarżą się na to zjawisko.

Cytat:
pozdrawiam serdecznie


poz Uśmiech
tal

_________________
Nigdy nie powstanie dzieło,które odda głębię trylogii.
Cóż nam pozostaje?Wyrosnąć w końcu z młodzieńczego hasła"ja bym to lepiej zrobił",gdyż "lepiej"jest pojęciem względnym,subiektywnym."
Powrót do góry
 
 
klemenko
Weteran Bitwy Pięciu Armii


Dołączył(a): 05 Maj 2004
Wpisy: 370
Skąd: Bonn


Wysłany: 02-03-2009 11:00    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Zazwyczaj nie zgadzam się z TallisKeeton, czemu może zbyt rzadko dawałem wyraz, ale teraz mogę tylko zdjąć czapkę i pogratulować jej tak ciekawego posta. Istotnie, żyjemy w trudnych i „ciekawych” czasach. Czy są one wyjątkowe? Tak. Ale wszystkie epoki są wyjątkowe na swój sposób.

Pozwolę sobie na kilka komentarzy na marginesach.

TallisKeeton napisał(a) (zobacz wpis):
Od razu pomyslałam, jakie to dziwne, że tak wielu recenzentów i krytyków literatury zarzucało Tolkienowi, że jego dzieła są za mało współczesne, że są nieaktualne, oraz pozbawione psychicznego tła i konfliktu.

Zwłaszcza wcześni krytycy Tolkiena dowiedli, że raczej nie przeczytali jego książek, a jeśli przeczytali, to niewiele zrozumieli. LotR, a tym bardziej Silmarillion nie były pisane jako książki współczesne – raczej ponadczasowe.

TallisKeeton napisał(a) (zobacz wpis):
Np. na gadżety, które nie slużą do niczego, do czego nie posłużyłoby inne urządzenie, a służą jedynie do pokazania się w towarzystwie. Jak kiedyś modny kapelusz noszony przez damy. Bo taka najnowsza komórka czy ipod, czy autko, czy net-book to nic innego, jak "modny kapelusz" w wersji męskiej lub unisex Uśmiech

Ludzka próżność jest zjawiskiem ponadczasowym i nic na to nie poradzimy. „Zastaw się, a postaw się” nie jest powiedzeniem stworzonym w naszych czasach. Nie wspomnę już o przepychu i próżności starożytnych.

TallisKeeton napisał(a) (zobacz wpis):
Wg Tolkiena sztuka elfów jest własnie taka, jest przykładem doskonałej realizacji tego dążenia, a opowieść Tolkiena jest także, jak sam mówi - o sztuce elfów. Same elfy są u niego metaforą doskonałych dążeń i dążeń całkowicie harmonijnych, współistniejących ze światem dokoła, którym nic nie staje na przeszkodzie - zgodność celu z wysiłkiem. Im bardziej w swiecie Tolkiena jego mieszkańcy chcą przeinaczać świat wedle swych ambicji tym gorzej na tym wychodzą,(nawet elfowie u Pidżeja współistnieją z przyrodą nie niszcząc jej.)

Niestety, nie jesteśmy elfami. Nie jesteśmy nawet Dúnedainami, najszlachetniejszymi z ludzi. Z Tolkienowskich określeń najbardziej pasuje do nas „lesser people”. Z drugiej strony widzimy tu jak na dłoni najważniejszą różnicę pomiędzy elfami a ludźmi – od pewnego momentu elfowie chcą wszystko zakonserwować i ochronić, ludzie zaś, świadomi krótkotrwałości swojego życia chcą jak najszybciej coś osiągnąć i zostawić po sobie. Takie jest źródło postępu, czy nam się to podoba czy nie.
TallisKeeton napisał(a) (zobacz wpis):
Podobne pytanie, jakie zadają psycholodzy, zadaje też Tolkien w listach - mówiąc, znieśliśmy niewolnictwo ale w pewien sposób ono nadal istnieje,
"istnieje w fabrykach, gdzie go nie widać". Oczywiście jemu wówczas chodziło o coś troche innego, o nieuczciwe wykorzystywanie pracowników, a nie koniecznie o ich technicyzację czy dehumanizację, choć pewnie jest całkiem możliwe, że jedno z drugim się w sumie wiąże, że być może człowiek wykorzystywany w pracy, nadmiernie eksploatowany (niezależnie czy chodzi o dzisiejszego pracownika mającego różne prawa, związki zawodowe, pomoc prawną itp, czy chodzi o pracownika z okresu pierwotnego kapitalizmu, z XIX wieku, gdzie warunki były takie, że dzisiaj fabrykant już by siedział za niewolnictwo), że taki człowiek nabiera pewnego stylu myślenia skupionego nadmiernie na problemach w pracy, stylu obciążania siebie, całej swej osobowości pracą, jest zgorzkniały, czuje się oszukany, czuje się psychicznie zdołowany. Nie ma więc innej ambicji, jak wydostać się z tej pracy lub dokopać szefowi, a całe jego życie wewnętrzne kręci się wokół tego kłopotu, nic się nie liczy, staje się on być może z konieczności, albo ze strachu przed konsekwencjami (wyrzucą mnie z roboty) automatem do pracy, pracując za długo, za ciężko i bez przyjemności.

Stary Marks pisał o alienacji pracy. Jak widać, pozostaje to ciągle aktualne.

Pytanie brzmi, czy możliwa jest ucieczka od nowoczesności (przez nowoczesność rozumiem czasy po rewolucji przemysłowej, kiedy wszystko nagle przyspieszyło)?

TallisKeeton napisał(a) (zobacz wpis):
Nie używam komórki a ludzie, którzy mają po 3 śmieją się ze mnie. Nic nie poradzę, że nie mam potrzeby tak silnej jak oni. Nie musza tego lubić, ale niech wreszcie dadzą mi spokój! Ja się z nich nie smieje, że mają 3, choc imo jedna starczy.

Masz wolność niekorzystania z komórki. Nikt Cię do tego nie zmusi. Ja np. komórkę mam (trzyletnią, a więc prehistoryczną), ale nie mam telewizora… Z bardzo szerokiej oferty gadżetów można zawsze wybrać, to co jest naprawdę potrzebne. Może i jestem niewolnikiem, ale komórka, komputer i samochód bardzo ułatwiają mi życie. Za to obchodzę się bez TV, ajpodów, srajpodów i czego tam jeszcze nie wymyślą.

[quote="TallisKeeton";p="85688] Też odniosłam takie wrażenie, także w moim najbliższym, rodzinnym otoczeniu. Mój brat i bratowa uwielbiali Pidzejofilm ale chyba po traktowali go jedynie jako dobrą rozrywkę i obawiam się, że nie wyniesli z niego nic. [/quote]
Bo Pidżejofilm to kolejny produkt masowej kultury obrazkowej. Ja tam nie doszukiwałem się w nim żadnych głębszych treści, oglądałem obrazki, słuchałem muzyki i porównywałem z książką. To po prostu kolejny film, gdzie dobrzy wygrywają ze złymi, jest mnóstwo efektów specjalnych i niezła nawalanka.

Zgadzam się z tym, co napisałaś o kulturze ogłupiania. Chyba pierwszy raz w historii głupota, przeciętność i brak jakiegokolwiek poziomu są tak nachalnie lansowane.

Ale weźmy też pod uwagę, że wykształcenie i „wysoka” kultura nigdy nie były powszechne. Przeciętny starożytny Rzymianin nie rozczytywał się w Wergiliuszu czy Horacym. Wolał iść do Koloseum, nażreć się za darmo jednocześnie patrząc na konsumpcję chrześcijan w wykonaniu lwów albo na reality show w wykonaniu gladiatorów. W późniejszych wiekach też panowały rozrywki mało ambitne, od połykania ognia i tańczących niedźwiedzi do publicznych egzekucji.

A co do wykształcenia, to czytałem gdzieś, że pod koniec lat 30. w Polsce „dużą maturę” robiło zaledwie kilkanaście tysięcy osób rocznie, zaś w PRL ponad połowa każdego rocznika kończyła zawodówki. Naprawdę niewielka była grupa odbiorców ambitniejszej literatury i sztuki.

[quote="TallisKeeton";p="85688] A, gdy mamy to coś, swoją działkę to jest to tak odpychająco traktowane przez ogół, że obawiamy się z tym pokazać między ludzmi, bo to wstyd, by dorosły osobnik lubił np. komiksy. Czy był w drużynie rycerskiej. Czy w fandomie Tolkiena. Nie wstyd jest lubić kopie, kopii seriali włoskich i brazylijskich, nie wstyd jest lubić komedie o idiotkach, ale Tolkiena i komiksy wstyd. hmmmm... [/quote]

Ale też dzięki sieci i globalizacji łatwiej jest znaleźć ludzi o podobnych zainteresowaniach i łatwiej choćby opublikować swoje przemyślenia. Gdzieś też czytałem, że na Amazonie większość obrotów generują nie bestsellery, które łatwo kupić w księgarni za rogiem, a książki rzadkie, niszowe, specjalistyczne. Poza tym Internet, w przeciwieństwie do TV, radia, reklamy outdoorowej jest medium mocno zindywidualizowanym i każdy znajdzie tu coś dla siebie.

OneWhoDreamsAlone napisał(a) (zobacz wpis):
Podejrzewam, że Twój tekst nie jest zrozumiały dla większości Polaków. Ale nie martw się , większość z nich nigdy go nie przeczyta- zostaną wcześniej powstrzymani przez odpowiednie "służby" pilnujące ich "jedynie słusznego wyboru".

Nie chcę być kontrowersyjny, ale 99,99% Polaków nie czyta tego forum (tak, to bardzo bolesna prawda). I ciekawe, co to za służby – może WSI? Może TW klemenko?
OneWhoDreamsAlone napisał(a) (zobacz wpis):
Jeśli chcesz poznać tę paranoiczną stronę interpretacji tej twórczości to poczytaj sobie jak wybielają się w niej różnego rodzaju oszołomy, wróżki, geje, lesbijki, itd...

i paralotniarze, hodowcy kanarków, numizmatycy… O Żydach i cyklistach nie wspomnę, za mało to oryginalne.


Ostatnio zmieniony przez klemenko dnia 02-03-2009 12:23, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
 
 
TallisKeeton
Brehon


Dołączył(a): 11 Lis 2001
Wpisy: 1764
Skąd: Oleśnica


Wysłany: 02-03-2009 20:37    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

[quote="klemenko";p="85706"]
Stary Marks pisał o alienacji pracy. Jak widać, pozostaje to ciągle aktualne.

Nie wiedziałam.

Cytat:
Pytanie brzmi, czy możliwa jest ucieczka od nowoczesności


Tyle, że to nie moje pytanie. Nie widzę sensu w zadawaniu takiego pytania. Bo nie widzę tu problemu - żadnej konieczności ucieczki przed nowoczesnoscią nie widzę. Chęci owszem, ale nie konieczność. Bo nie uważam, że wszystko co najlepsze już było, a teraz to się tylko staczamy. Można oczywiście tęsknić do pewnych aspektów przeszłości i nawet brać z nich przykład o ile były dobre i je wdrażać czy lansować i dziś. Kultywować pewne tradycje, badać je, czuć z nimi związek (chociaż np. nie wiem tyle co Lomendil o np. IX - XI wieku, także czuję sie trochę emocjonalnie z tą epoką związana).
Nie da się uniknąć zmian, będą zawsze, więc imo nie ma sensu ich nienawidzić lub się nimi przejmować, że w ogóle są. Stresować się tym, narzekać, że kiedyś było lepiej, próbować zatrzymac czas. Przejmować się tym, na co się nie ma wpływu jest niezdowe, bo bezproduktywne. Nic konstruktywnego z tym nie zrobisz, a tylko się zestresujesz. Mam czasem wrażenie, że konserwatysci to własnie takie elfy-mumifikatorzy. Uśmiech
Nie starałabym się także wrócić do średniowiecza, ani w życiu własnym, ani w grupie jakichs hippisów czy innych neo-druidów. Pisałam w poprzednim poscie, że krytyka pewnych spraw w realu to jedno, wrogość i agresja do wszystkiego co się nam nie podoba coś innego (zapewne choroba psychiczna), zaś outsiderstwo i wszelkie "uciekanie do lasu" (jak pewna Niemka ostatnio, która żyje w lasach od kilku lat, w warunkach, że tak powiem ziemiankowych Śmiech i mówi, że wreszcie jest szczesliwa i, że ma ciągle coś do roboty) coś innego.
To ostatnie imo, jako pewne oderwanie się od realu na pewien czas, jako odpoczynek, od siebie także, jako regeneracja nie tylko fizyczna ale i duchowa jest ok, i bardzo potrzebne (dlatego doskonale rozumiem samotne opływanie świata dokoła, budowanie słowiańskiej dłubanki i pływanie tym po Bałtyku, albo jechanie wozem pod Grunwald, lub zamykanie się w dowolnym klasztorze na pół roku), natomiast życie na stałe całkiem w lesie (tudzież w zakonie, komunie, sekcie, wiosce Majów czy innym jakims odciętym od świata miejscu odosobnienia dobrowolnego, a nie przymusowego, jak wiezienie) jest imo jalowe, bezproduktywne i egoistyczne, bowiem społeczność traci potencjał tego uciekiniera.

Cytat:
komórka, komputer i samochód bardzo ułatwiają mi życie.


Samochód, komórka i komputer to wg mnie narzędzia pracy. Przy czym komputer także zabawy. Bawienie się komórką jest dziecinne - wszystko czym możesz się w niej bawić masz na komputerze w lepszej rozdzielczości, wiec tak naprawde ludzie bawią się gadżetem a nie jego zawartością (jak filmy, gry itp). Bo zawartość zawsze jest lepsza na dużym ekranie. Jak musisz w pracy, szybko porozumiec sie w terenie, to komórka jest niezastąpiona. Jak idziesz w góry czy do lasu też, to powinno się ją miec dla bezpieczeństwa. Ale poza tym nie jest mi potrzebna - tylko po to, by tracic czas i pieniądze na różne funkcje, wstawiane tam żebyśmy się od nich uzależnili i coraz czesciej wyskoczyli z większej kasy? Śmiech Nie dzieki. Jak na miescie musze zadzwonic idę do budki.

Cytat:
Za to obchodzę się bez TV, ajpodów, srajpodów i czego tam jeszcze nie wymyślą.


Ja też. Chyba, że tv traktujemy jako odtwarzacz dvd.

Cytat:
Ja tam nie doszukiwałem się w nim żadnych głębszych treści,


A szkoda. Bo treści zarówno Tolkiena, jak i wkładu własnego filmowców, zainspirowanego Tolkienem nie brakuje.

Cytat:
oglądałem obrazki, słuchałem muzyki i porównywałem z książką.


Ja oglądając nie porównywałam filmu z książką i nie z tym zamiarem poszłam do kina, i chyba dzięki temu nadal lubię tak samo film, jak książkę.
Bo nie zepsułam sobie oglądania filmu ciągłym porównywaniem.

Cytat:
gdzie dobrzy wygrywają ze złymi, jest mnóstwo efektów specjalnych i niezła nawalanka.


Czyli tak samo jak w oryginale Uśmiech

Cytat:
Zgadzam się z tym, co napisałaś o kulturze ogłupiania. Chyba pierwszy raz w historii głupota, przeciętność i brak jakiegokolwiek poziomu są tak nachalnie lansowane.


I to nachalne lansowanie mnie ostatnio wnerwia. Jest w tym jednak także pewna doza hm... zazdrości. Zazdrosci osobnika, którego wychowano nieco inaczej, i który może wolałby, żeby go jednak wychowano do takich warunków, jak są wymagane, oczekiwane, (a nie do wymogów przedwojennych), bo może w realu byłoby mu troche łatwiej hmmmm...

Cytat:
Ale weźmy też pod uwagę, że wykształcenie i „wysoka” kultura nigdy nie były powszechne. W późniejszych wiekach też panowały rozrywki mało ambitne, od połykania ognia i tańczących niedźwiedzi do publicznych egzekucji.


Nie mówię o robieniu rozrywki masowej, którą też lubię, jak każdy (lubię festyny a la sredniowiecze, lubię jarmarki pod kościołem i filmy z Brucem Willisem) ale o sprzedawaniu miernoty, jako ostatniej mody i szpanu. I chały, jako wielkiej, ambitnej (bo niemożliwej do zrozumienia przez zwykłego człeka) sztuki. O narzucaniu stylu wszystkiego - nawet mówienia, bywania, ubierania się, słuchania muzyki oraz zachowania się w miejscach publicznych. Nie mówię o cyrku, który przyjechał i uczciwie wykonuje swoją pracę ale o cyrku, który przyjechał i wmawia nieświadomym, że to on jest wyznacznikiem stylu, klasy i mody. To jest ta różnica miedzy połykaczem ognia i pogromcą niedzwiedzia w średniowieczu a tańcem na lodzie czy innym bigbrotherem - połykacz i pogromca nie twierdził, że jest Szekspirem. I, ze tylko połykacza i linoskoczka ludzie powinni oglądać, bo to co ambitniejsze jest niemodne, wiesniackie i nie wyglada dobrze w c.v. Ani w towarzystwie.
Po raz pierwszy spotkałam się z tym na praktykach. Przywykłam do pewnego reagowania na ciekawe, nieznane mi książki. Ponieważ sama na nie reaguje tak, to i po innych tego się spodziewam. Nocowaliśmy w szkole i na każdym posłaniu były jakies czytanki. Ktos tam szedł akurat i podniósł moją. Nie pamietam co to było, ale coć o antycznych filozofach - zamiast sie zainteresować, przegladnąć, jak tego bym oczekiwała po studencie było nie było kierunku mocno z antykiem zwiazanego, odskoczył, jak oparzony i wyraźnie nie wiedział jak się odezwać. Był zażenowany - jakbym czytała pornola. Śmiech Akurat przechodziłam obok, idąc do innej czesci korytarza i się zdziwiłam. Poszedł do stojących obok ludzi i na ich pytanie o czytankę mruknął coś troche sie wstydząc a troche śmiejąc. Wtedy poczułam, jakby miedzy nami - wspólnie jedzącymi i śpiącymi, kopiącymi dołki w upale i myjącymi w jednej studni wyrosła szklana ściana.
Dużo później zrozumiałam, że prawdziwe czytanie, także spraw naukowych, jak go wymagają nasze studia nie jest dla nich czymś zwykłym, oczywistym ale czyms co albo wymaga obśmiania, albo opadu szczeny. A nie zwykłego przyjecia do wiadomości i może niejakiego zaciekawienia, jakiego sie spodziewałam. To był 2 raz, kiedy pojęłam, że może moje wychowanie, gdzie książka nie jest dziwnym dobrem luksusowym, a książek się nie używa do pracy/szkoły tylko je ma i z nimi żyje na codzień, nie jest w tym kraju czymś powszechnym.
Pierwszy raz był, gdy w końcu podstawówki przeprowadzano w naszej szkole badania psychologiczne, uzdolnien itp. Jakies babki nas wszystkich w klasie testowały. Wydaje mi się, że choc moje wyniki mi sie podobały, bo trudno zeby nie, skoro były najlepsze w klasie to jednak wydaje mi sie, też, że jest całkiem możliwe, że wtedy wcale nie chciałam miec takich wyników, nie zalezało mi na piątkowym wyniku w teście zdolności i ulekturowienia, 4 za logike i matmę (a tego do dzis nie pojmuje!) oraz 5 za cos tam jeszcze (chyba polski, zdolności jezykowe i werbalne), bo mozliwe, że czułam sie jeszcze bardziej odsunieta od reszty grupy. Panie testerki Śmiech były w szoku porownujac moja liste lektur z normą reszty klasy (głównie komiksy), ale tak po prawdzie to wolałabym sie tego nigdy nie dowiedziec. Teraz myślę, że choc wtedy, jako małolata nie zwróciłam na to uwagi, to być może odczuwałam oderwanie od normy.

Cytat:
A co do wykształcenia, to czytałem gdzieś, że pod koniec lat 30. w Polsce „dużą maturę” robiło zaledwie kilkanaście tysięcy osób rocznie, zaś w PRL ponad połowa każdego rocznika kończyła zawodówki. Naprawdę niewielka była grupa odbiorców ambitniejszej literatury i sztuki.


Tyle, że wtedy to było, że tak powiem naturalne. Pamiętajmy, że wówczas Polska była krajem bardzo biednym, tak, że nawet warunki kryzysowe z lat po przewrocie lat 90 tych, wydawłyby się w latach 20 tych marzeniem. Dzis w dobie takiej techniki i dostępności, a nawet bezpłatności wielu spraw, nie interesować się niczym poza filmem na polszmacie i meczem jest dziwne, niemądre i bardzo groźne - dla delikwenta. Dla jego postrzegania innych, dla rozumienia siebie, a rozumienia chocby tego co i jaką manipulacją wciskają mu kandyaci w wyborach, ale i dla jego innuych praktycznych umiejetnosci przetrwania w komplikujacym sie realu. Oraz dla jego higieny umysłowej. Jest takie arabskie powiedzenie - "Lepiej miec wiedze niz majątek. Bo wiedza cię strzeże, natomiast majątku musisz sam pilnować. Im wiecej rozdasz majątku tym bardziej stracisz, a im więcej wiedzy rozdasz, tym więcej jej przybędzie." W czasach tak wielkiej dostepności wszelkich sztuk i nauk i metod ich przyswajania - łatwych, prostych nie korzystanie z tego to zwykłe manotrawstwo. Lecz lansowanie za opłatą, wszelkimi sposobami i kanałami mody na nie korzystanie, mody na bycie tłuczkiem, mody na bycie nieukiem to zbrodnia! przeciw ludzkosci (narodowa czy jakakolwiek tam chcecie).

Cytat:
Gdzieś też czytałem, że na Amazonie większość obrotów generują nie bestsellery, które łatwo kupić w księgarni za rogiem, a książki rzadkie, niszowe, specjalistyczne.


Pewnie masz rację, skoro a ile pamietam na moje lektury do dyplomu wydałam ok 1300 zł - na Amazonie miedzy innymi Uśmiech Były chyba niszowe - historia prawa we wczesnym średniowieczu to nie jest raczej działka bestselery w Amazonie? Uśmiech

Cytat:
Poza tym Internet, w przeciwieństwie do TV, radia, reklamy outdoorowej jest medium mocno zindywidualizowanym i każdy znajdzie tu coś dla siebie.


I za to mu chwała i czesc Uśmiech

OneWhoDreamsAlone napisał(a) (zobacz wpis):
Podejrzewam, że Twój tekst nie jest zrozumiały dla większości Polaków. Ale nie martw się , większość z nich nigdy go nie przeczyta- zostaną wcześniej powstrzymani przez odpowiednie "służby" pilnujące ich "jedynie słusznego wyboru".


Też nie bardzo kumam ten tekst - wierzysz w jakies teorie spiskowe czy jak? Uśmiech
poz
tal

_________________
Nigdy nie powstanie dzieło,które odda głębię trylogii.
Cóż nam pozostaje?Wyrosnąć w końcu z młodzieńczego hasła"ja bym to lepiej zrobił",gdyż "lepiej"jest pojęciem względnym,subiektywnym."
Powrót do góry
 
 
OneWhoDreamsAlone
Mieszkaniec Shire


Dołączył(a): 15 Lip 2008
Wpisy: 9
Skąd: Tol Eressëa


Wysłany: 03-03-2009 00:19    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem Szukaj na forum

Nie, te "służby" to taki skrót myślowy. Chodzi o ludzi którzy zrobią wszystko by przeciągnąć innych na swoją stronę, kłamiąc , niszcząc, manipulując, aby sprzedaż/oglądalność rosła a ciemny lud kupował. To przeciwieństwo tych którzy działają dla dobra wspólnego, dla podniesienia kultury, świadomości, edukacji.
Powrót do góry
 
 
Wyświetl wpisy z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum tolkienowskie -> Ogólna dyskusja Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)

Temat: Psychologia u Tolkiena, albo ogon merda psem :) (Strona 1 z 1)

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich wpisów
Nie możesz usuwać swoich wpisów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dodawać załączników w tym dziale
Nie możesz ściągać plików w tym dziale

Powered by phpBB2
Copyright © tolkien.com.pl Wszystkie prawa zastrzeżone.