Forum dyskusyjne miłośników twórczości J.R.R. Tolkiena
w sieci od 11/2001
 
Gospoda(0) | Zasady Forum | FAQ | Szukaj | Kalendarz |  Zarejestruj się |  Profil | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości | Zaloguj

"Tak właśnie najczęściej bywa z czynami, które obracają koła świata: dokonują ich małe ręce, na małych spada ten obowiazek, gdy oczy wielkich zwrócone są w inna stronę." , Władca Pierścieni


pokaż tylko ten wpis  Temat: Opowiadanie. 
Autor Wiadomość
thorlong
Mieszkaniec Shire


WpisWysłany: 12-09-2011 09:23    Temat wpisu: Opowiadanie. Odpowiedz z cytatem

Dodaje tu moje opowiadanie, jest to część większego utworu. Oceńcie to, nie szczędząc mi krytycznych uwag i własnych subiektywnych komentarzy. Najbardziej mi zależy na ocenie spójności tekstu, i błędów stylistycznych. Chętnie przeczytam co mogę jeszcze poprawić.


Rozdział 1.
Mroźny, porywisty wiatr wiał z północy. Chmury sunęły po niebie, zasłaniając księżyc i gwiazdy. Zeslavic - niewielka wieś, leżąca u podnóża Gór , pogrążona była w całkowitej ciemności. Drewniane domy chłopów rozmieszczone były w nierównomiernych odległościach od siebie na całej długości rozległej doliny. Mieszkało tu prawie czterdzieści rodzin. Surowy klimat nie sprzyjał rolnictwu, głównym zajęciem była więc praca w tutejszych tartakach. Trzeba przyznać, że było to wymarzone miejsce dla zbiegów, banitów
i innych przestępców. Jednym z takich właśnie ludzi był Gusvado. Owy człowiek mieszkał na uboczu w małym, kamiennym i zniszczonym domku. Drzwi wykonane z bukowego drewna nie wyglądały solidnie, w wielu miejscach drewno spróchniało, dziwne, że silnie wiejący wiatr nie zniszczył ich całkowicie. Niewielkie okna na pewno nie zapewniały dobrego oświetlenia, zasłonięcie ich skórą z czarnych niedźwiedzi niewiele pomagało podczas takiej pogody. W środku wcale nie było przytulniej. Wąski korytarz prowadził do pomieszczenia o stosunkowo wysokim suficie. Już od progu widać było, że pokój , przez wiele lat pełnij funkcje salonu, kuchni i sypialni. Tuż przy drzwiach w starym podniszczonym kominku jasny ogień pochłaniał kolejne sterty desek. Obok, w kącie leżały rozłożone skóry służące jako miejsce do spania. Na środku stał dębowy stół, lekko wytarty i zauważalnie poczerniały od dymu. Przy stole na białym, lipowym krześle siedział młody człowiek. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji, pokrywały ją pojedyncze zmarszczki i jedna blizna biegnąca od lewego ucha do ust. Krótkie czarne włosy nie wiadomo gdzie przechodziły w zarost. Dwa świecące, zielono – niebieskie oczy wyróżniały go i często stanowiły obiekt zazdrości. Szary płaszcz, podarty w wielu miejscach nosił znamiona długiego noszenia, a wysokie buty zostawiały na kamiennej podłodze ślady świeżego błota. Człowiek długo się nie ruszał, nawet nie mrugał oczami. Można było pomyśleć, że śpi. On jednak pogrążony w myślał nie zwracał na nic uwagi. Ciche głosy dobiegające zza drzwi momentalnie wyrwały go z zadumy. Rozpoznał jeden z nich. Bez słowa zerwał się na nogi, sięgnął po miecz leżący na stole. Instynktownie padł na kamienne płyty, przewidując co za chwile nastąpi. Nie pomylił się, huk wysadzanych drzwi ogłuszył go na krótką chwilę. Bukowe drewno wleciało do środka z ogromną prędkością. Leżąc na ziemi, widział zarys wysokiego czarodzieja z uniesioną ręką. Domyślał się kim ta osoba jest, i czego od niego chce. Niespodziewanie z dymu przysłaniającego drzwi wyłonił się inny człowiek. Był niski, jasne włosy sięgały mu ramion, czarna kolczuga i krótka zakrzywiona broń błyszczały odbijając światło ognia. Gusvado poderwał się z ziemi i zręcznie sparował pierwszy cios napastnika. Teraz to on uderzył, proste cięcie od góry spadło wprost na szable Jasnowłosego. Próbował jeszcze dwa razy zaskoczyć przeciwnika uderzając od dołu, Jasnowłosy z lekkością parował każdy jego cios. Widząc zręczność przeciwnika, Gusvado momentalnie zmienił taktykę. Tym razem nie próbował odbijać mieczem szabli, zamiast tego uniknął ciosu uskokiem w lewo i ciął podłużnie prawą ręką. Krew z przeciętej tętnicy trysnęła na wszystkie strony, ciemno – czerwona ciecz zalała kolczugę. Broń wypadła z bezwładnej ręki człowieka, który powoli osunął się na kolana, a potem na twarz. Kałuża krwi wypełniała dziury w kamiennej podłodze, rozlewała się szeroko i szybko zajmowała kolejne metry kwadratowe domu. Nie czekając na następnego przeciwnika szary zabójca ruszył w stronę gdzie jeszcze niedawna znajdowały się drzwi. Powoli przestąpił próg, zaskoczenie prawie odebrało mu dech. Czterech kuszników ubranych w pomarańczowe płaszcze celowało prosto w niego, za nimi na koniu siedział uśmiechnięty siwy czarodziej, w ręku trzymał zapaloną pochodnię. Nie zmienił się prawie od ich ostatniego spotkania, czarna tunika, ledwo widoczna w tak ciemną noc powiewała na wietrze. Bełty wyleciały na rozkaz czarodzieja, Szary w ostatniej chwili zdążył schować się z powrotem do domu. Pociski chybiły, choć nieznacznie. Dwa z nich wbiły się we framugę drzwi, pozostałe ze świstem wleciały do środka, przelatując kilka cali nad głową Szarego. Wykorzystując niedokładność przeciwników, wynikającą przede wszystkim ze słabej widoczności, a nie umiejętności, człowiek wybiegł z domu i w dwóch skokach znalazł się przy pierwszym kuszniku. Ten zajęty ładowaniem broni nie zdążył się nawet zasłonić. Miecz roztrzaskał mu szczękę od ucha do ucha. Drugi ze strzelców rzucił kusze na ziemie i wyciągnął zza pasa długi zakrzywiony nuż. Z krzykiem runął na zabójcę towarzysza, był jednak za wolny, o wiele za wolny. Gdy tylko podniósł broń do zadania ciosu spadła ona na ziemie razem z ręką. Kolejny cios trafił go w klatkę piersiową i powalił na ziemię. Pozostali najemni kusznicy w czasie gdy ich kompani umierali zdążyli załadować broń i wycelować. Szary był jednak szybki i nieprzewidywalny. Skoczył na nich choć dzieliło ich ponad piętnaście stóp, wpadł pomiędzy nich, powalając obu na ziemie. Jeden z najemników upadając oddał strzał, dziki kwik konia i przekleństwa upadającego czarodzieja zlały się w okropne dźwięki rozpaczy i wściekłości. Pochodnia zgasła. Pierwszy z ziemi poderwał się człowiek w szaro – czerwonym płaszczu, z dziwnym błyskiem w oczach. Ciął krótko mieczem w skroń wstającego kusznika, czaszka pękła z głuchym trzaskiem. Teraz już zdecydowanie bardziej czerwony niż szary człowiek wykonał obrót w lewo na pięcie. Ostrze nie napotykając przeszkód zatopiło się w ciele bezbronnego, uciekającego najemnika. Wszystko to od pierwszych strzałów do zabicia ostatniego kusznika trwało nie więcej niż minutę. Wydawać by się mogło, że to koniec walki. Nigdy jednak nie wolno lekceważyć czarodziei, przynajmniej póki jeszcze oddychają. Niestety ten którego zobaczył szary wojownik, oddychał i to bardzo głośno, co gorsza wyglądał na zdenerwowanego. Z jego ręki bez ostrzeżenia wyleciała jasno świecąca fioletowa kula, jej średnica nie przekraczała dwóch cali, człowiek pamiętał jednak ile zostało z drzwi po spotkaniu z identycznym pociskiem. Mimo znakomitego refleksu i dynamicznego uniku, Gusvado nie zdołał ominąć spotkania z lecącym obiektem. Kula przeszła przez lewe ramie człowieka na wylot, po czym z hukiem wybuchła tuż przy ziemi. Siła z jaką to zrobiła cisnęła go na twarz. Upadł, miecz wysunął mu się z bezwładnej ręki, poczuł coraz wyraźniejszy zapach spalonego mięsa. Ból paraliżował mu wszystkie członki, odbierał zdolność rozsądnego myślenia. Leżący z całych sił zaciskał zęby, wiedział, że jeśli tego nie zrobi to zacznie krzyczeć, może nawet płakać. Wiedział także jak wielką satysfakcje sprawi to siwemu czarodziejowi. Usłyszał śmiech, zimny śmiech triumfującego czarodzieja, przypomniał sobie imię siwego, poznał je dawno temu, daleko stąd.
- Nawet się nie domyślasz ile czasu zajęło mi odszukanie cię...ile pracy i poświęceń. Kto by pomyślał, że schowasz się na tym północnym pustkowiu. – czarodziej mówił powoli, akcentując każde słowo. Uśmiech nie znikał mu z brodatej twarzy. – Warto jednak było, choćby dla samego widoku jak leżysz w błocie, krwawiąc i próbując powstrzymać łzy. Taki bezsilny...taki żałosny. Cóż za ironia losu, pamiętasz chyba jeszcze jak to ja byłem w podobnej sytuacji?
Człowiek milczał, Nie widział najmniejszego sensu odpowiadać. Oczywiście pamiętał...aż za dobrze pamiętał i żałował, że wtedy nie podjął innej decyzji.

****
Jest to część pierwszego rozdziału. Wiem, że nie ma tu prawie dialogów. Zapewniam, że dalej jest ich więcej. Mam nadzieje, że to nie za bardzo utrudnia to czytanie.
_________________
To, co nazywają cnotą, jest dla mnie urojeniem, czymś błahym i zmiennym, zależnym od klimatu, czymś, co nie podsuwa mi idei żadnego wszechmocnego bytu.


Ostatnio zmieniony przez thorlong dnia 16-09-2011 22:02, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość

Powered by phpBB2
Copyright © tolkien.com.pl Wszystkie prawa zastrzeżone.