Forum dyskusyjne miłośników twórczości J.R.R. Tolkiena
w sieci od 11/2001
 
Gospoda(0) | Zasady Forum | FAQ | Szukaj | Kalendarz |  Zarejestruj się |  Profil | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości | Zaloguj

"Lepiej nawet najgorszej prawdzie patrzeć w oczy." Sam Gamgee, Władca Pierścieni


pokaż tylko ten wpis  Temat: Slash w fanfikach tolkienowskich 
Autor Wiadomość
TallisKeeton
Powiernik Pierścienia


WpisWysłany: 12-11-2009 02:15    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Używasz ładnego określenia "rozwija kanon". Widać z tego wyraźnie, jak płynna jest ta definicja kanonu.


Co ma piernik? hmmmm... Śmiech Kanon można rozwijać, a imo nawet należy, nie mniej nadal coś będzie kanonem a drugie nie będzie - i nie ma dla mnie jakiejś
"płynnej" definicji kanonu (co jest płynne, już po prostu nie jest kanonem).
I to coś, co rozwija kanon samym kanonem nie jest, jest tylko rozwinięciem, choćby i ładnym, choćby i realistycznym. Choćby i przewyższającym oryginał. Nie widzę płynnej definicji kanonu - kanon po prostu jest albo go nie ma.
To co występuje w wersji oryginalnej, jest kanonem to co tam nie występuje, nie jest kanonem. Proste. W kanonie są miecze, więc jeśli dasz orkom miecze laserowe nie będzie to kanon, choćby nie wiem jak realistycznie i wiarygodnie uzasadnić zmianę w zaopatrzeniu. To może być realistycznie zrobione, ale kanonem nie będzie. To nadal mogą być orkowie a la Tolkien, ale kanon świata oryginału to nie będzie. Tak samo imo można realistycznie napisać Glorfindela geja, Meriadoka wampira, Faramira pijaka i Thranduila wyrodnego ojca ale kanoniczny on nie będzie nigdy. Tak samo, jak można do Ardy przenieść np. halfingów o zawodzie randżer lub ninja z jakiejś gry, ale kanoniczni oni nigdy nie będą w tym świecie mimo, że fizycznie przypominają hobbitów. No, ale imo to nie klopot, bo fanfiki ogólnie ze swej natury są mniej lub bardziej niekanoniczne, bo _zawsze_ zawierają rzeczy, o których Tolkien nie wspomniał.
Imo sztuka polega na sharmonizowaniu zawartości kanonicznej z własną, niekanoniczną, tak, by się zespoliły i by wyglądało, że kanonu jest dość dużo aż do próby podrobienia stylu oryginału, ale by jednoczesnie była to własna nowa historia, rozwijająca świat poprzedniego autora - rozwijająca mapę, pogłębiająca to co niedopracowane i płytkie, usuwająca to co dziś może być nierealistyczne, lub rażące niedociągnięcia (tak np. robił Pidżej w adaptacji np. ze złamanym mieczem) ale to nigdy nie ma być twórczość poświęcająca _świat Tolkiena_ naszym dzisiejszym modom i oczekiwaniom czytelniczym. Tolkien przecież nie polega wcale na tym, że jest aktualny, dzisiejszy i modny. Dlatego właśnie wyśmiewam zarzuty krytyków, że jego dzieło nie ma stylu, treści, postaci czy tematyki czy czegokolwiek typowych dla innych znakomitych dzieł lat 50 - 60 tych, i dlatego też wyśmieję pomysl, że należy pisać fanfik tolkienowski tak, aby przystawał do obecnej mody literackiej. Obecnej tematyki, obecnego stylu. Np. powieści z wątkiem typu slasz są dziś modne i fajnie, ale jak chcę poczytać coś z tym wątkiem to poczytam powieść współczesną, nie muszę zaopatrzywać świata Tolkiena w Glorfindela geja. Natomiast owszem mogę ten świat zaopatrzeć w np. haradzkiego ambasadora -geja, lub umbarskiego łowcę niewolników dostarczającego towaru w postaci blondwłosych dzieci z Rohanu. Mogę ten świat zaopatrzyć w nieszczęśliwego Bilba - geja, który wyrusza w świat, by uciec przed osamotnieniem w swym kraju, a lata później ma problem z adopcją Froda. Bo nie chcą mu go dać. Ale nie będzie to dla mnie kanoniczny Bilbo ani też, kanoniczny ambasador Haradu.
Aczkolwiek ambasador ma tę przewagą, że o kanonicznym ambasadorze w przeciwieństwie do kanonicznego Bilba nie wiem nic, więc mógł taki istnieć. Zwłaszcza, że istnienie takowego nic nie zmieni w nastepstwie zdarzeń w kanonie. To są 2 przykłady tego co jest dla mnie dopuszczalne w zakresie urealniania Tolkiena w fanfiku
- 1 przykład rozszerzenia kanonu to postac Haradczyka wygenerowana swego rodzaju "wnioskowaniem rozszerzającym" Śmiech z dośc prawdopodobnego i znajomego nam z kanonu rysu kraju o nazwie Harad, a
- 2 przykład rozbudowy kanonu to wygenerowanie "rozszerzenia" charakteru i własciwości postaci dobrze znanej i kanonicznej, które to jednak nie niweczy niczego, co ta postać miała już wcześniej w swym opisie.
O Bilbie wiem, że 1. poszedł na wyprawę, 2. adoptował Froda. A teraz możemy wygenerować wlasne wersję po pierwsze motywacji po drugie konsekwencji nr 1 - wyprawy oraz nr 2 - adopcji. Dwie rzeczy, które są kanoniczne do bólu szczęki w ten sposób urealniamy i uaktualniamy.
Dla mnie, choć może to być dziwne dla innych, fanfikciarstwo nie polega jednak na podwędzeniu fajnego świata by zrobić z nim co się lubi, ale na wpisaniu się w ten świat, maksymalnie tak, by można to co wyprodukuję było wziąć i włożyć do książek, jako dodatkowy rozdział. W którym będzie więcej świata.

Slasz w fanfikach nie jest dla mnie kanoniczny (same fanfiki nie są też). Nawet, jeśli jakiś pomysł ze slaszem mi się podoba, czy jakas postac do tego pasuje, to nie jest to czesc kanonu. I nie włączy się tego w kanon. Może jednak być częścią mojego wlasnego, osobistego kanonu tolkienowskiego - moj zawiera książki, filmy Jacksona, teatr BBC, fanfiki Larner oraz Boromira Kasiopei. Uśmiech
Fanfiki ze strony Mary Borselino (w większości zawierające slasz oraz trójkąt miłosny) mimo, że je lubię i są dla mnie fajnym "rozwinięciem kanonu",
z ciekawą perspektywą na kwestie par oraz ich dzieci to jednak _nie_ są kanonem - a nawet nie moim osobistym kanonem. Nie są nim jednak nie tylko dlatego, że zawierają niekanoniczne związki, ale przede wszystkim, że zawierają uniwersum alternatywne - takie, w który pewna scena nie odbyła się jeszcze przez lat nascie czy cos kole tego. Bo, aby te fanfiki mogły się dziać, ta scena odbyć się nie mogła. I to jest wbrew kanoniczności. Mimo tego, te fanfiki są całkime niezłe imo.

Cytat:
Otóż, nadal nie uważam czegoś za niekanoniczne dlatego tylko, że Tolkien o tym nie pisał. Tolkien nie pisał o naprawdę mnóstwie spraw, które doskonale wkomponowują się w jego świat.


Ale wlasnie na tym polega bycie niekanonicznym, że oryginalny autor tego nie opisał. Skoro nie opisał elektrowni wodnej na wodospadach Rivendell to umieszczenie ich tam będzie nie kanoniczne. Skoro nie opisał popijawy w czasie uczty Gildora w Leśnym Zakątku to to pijaństwo kanoniczne nie jest, choćby jak bardzo mi się podobał ten pomysł. A podoba mi się.
Nie pisał o mnóstwie spraw i to mnóstwo można w fanfikach zawrzeć - nie będzie to kanon, ale może to być jego rozbudowanie. Wkomponowują się dobrze, nawet tak dobrze, jak Boromir Kasiopei Jestem za Love ale one nie są pierwotną częścią obrazka.

Cytat:
Rozumiem doskonale bunt tolkienistów, którzy doskonale znając Silmarillion czytają o Valarach zachowujących się tak, jakby byli ludźmi.


Nie znam Silmarilionu doskonale. Czytałam dawno i niezbyt dobrze pamiętam. oops, zawstydzenie
No, wlasnie, o to mi chodzi, że sprowadzanie postaci w rodzaju valarów do
ludzkich kategorii jakby imo mija się z celem. Oczywiscie możemy zrobić inne założenie i postanowić, że oto ot początku będzemy traktować valarów tylko, jak bogów greckich/germanskich itp - a więc zrobimy im telenowelę ze zdradami, kłótniami, orgiami, pijaństwem, robieniem sobie kawałów i świństw - proszę bardzo. Ja jednak wolę valarów jako Opiekunów Ziemi. Nie po to ludzie tworzą w mitach elfy, bogów, oraz wyższe cywilizacje kosmiczne, jak te w Gwiezdnych Wrotach, aby je potem ściągać do wlasnego levelu. Jeśli chcemy mieć bohaterów typowo człowieczych o człowieczych potrzebach i ambicjach to zatrudnijmy do tego ludzi ew. elfy. Choć i one są nieco bardziej obce nam kulturowo. I lubię, gdy w fanfikach ta obcość kulturowa elfów oraz związane z nią ich poczucie odrębności a nawet wyższości nad ludzmi, w skrajnych przypadkach ich wyraźna pogarda dla ludzi (nie zawsze nieuzasadniona) jest zaznaczona. Imo stosunki na linii ludzie - elfy to bogaty temat na fanfiki, tak polityczne, jak obyczajowe, jak i psychologiczne.
Imo całkiem spora dawka oddziaływania i efektywności, oraz głębi (tej ostatniej niedostrzegalnej dla wielu krytyków) świata Tolkiena pochodzi stąd wlasnie, że istnieją tu nie tylko różne kultury, ale też wyższe i niższe cywilizacyjnie gatunki, a nawet byty na duchowej drabinie. Jeśli ze wszystkich zrobimy po prostu ludzi, którzy muszą mieć swoje "romantic interests" to zrobi się nam fanfik a la Sapkowski a nie Tolkien.

Cytat:
Valarowie i elfowie w Amanie w czasach Drzew mieli ze sobą bardzo bliski kontakt. Valarowie nie byli Bogami za górami, wspomniane są uczty gdzie wspólnie biesiadowali, wspomniane są takie znaczące szczegóły jak choćby "kuźnia", czy "siłownia" Tulkasa.


Siłownia? O co biega? Zdziwienie
Imo niezłym tematem na jakiś długi fanfik byłoby ukazanie zmian w stosunku Valarów do zewnętrznego świata z ich POV. Zmian poprzez kolejne ery. Ukazać ich stosunek do elfów i ludzi, poprzez ich wlasne uczucia. Od wlasnie takiej bliskiej zażyłości z ery Drzew, do Ukrycia Valinoru Jestem za Valarowie mogliby być pokazani jako odczuwający zawód, żal, gniew, litośc, a przede wszystkim niezrozumienie pragnień i potrzeb oraz przeznaczen elfów i ludzi. Ponieważ są tymi, którzy nie rozumieją Eruhini, gdyż nie podzielają ich pragnien, potrzeb i ambicji. Bo nie są ludzcy. Tak naprawdę. Mogą przybrać postać ludzką ale nie są ludzmi. Myślę, że majarowie byli niższego levelu i bliższi byli ludziom i elfom, i częściej się z nimi stykali. I, że majarowie mogli służyć valarom za taki łącznik za posłańców oraz konsultantów do spraw ludzkich, za łączników między valarami a ludzmi (elfami mniej). Uważam, że Valarowie są Myślą i Mocą, są Duchem i Magią, a fizjologia i związane z nią emocje są im obce.

Cytat:
Valarowie nie przywiązywali się do fizycznej formy, przybierali ją jednak, bo chcieli. Tolkien pisał "tak jak my przybieramy ubranie". I zgoda - sam fakt jednak pozostaje, że przybierali.


Imo były to jednak zmiany szybkie, szybsze niż w przypadku majara, który imo jeśli ubierał ciało to raz na całe życie i przywiązywał do niego. Oni mogli się zmieniać w ciągu dnia czy godziny, czy upodobnić się do elfa na chwilę,
aby tylko coś komuś podszepnąć lub pokazać i wracali do siebie i do wersji duchowej. Dlatego nie byli w stanie przywiązać się do ciała i materii.

Cytat:
niepraktykującą buddystką,


O, to można być niepraktykującym buddysta? Czekaj, czekaj to może ja też jestem buddystką i nei wiedziałam Śmiech bo w sensie obrzedów przeca nic nie robię, ale wiele spraw z buddyzmu mi się podoba. I chciałabym by więcej religii tak wyglądało. Choć ze 2 rzeczy u nich też są dla mnie bez sensu. Do dziś uważałam się za sympatyka buddyzmu. Z przyczyny odrębności kulturowych nie bedącego w stanie się całkowicie w to angażować.

Cytat:
podróżującą nieraz poza ciałem


zawsze wiedziałam, że śnienie na jawie nie jest domeną tylko tolkienisty Śmiech

Cytat:
Elfowie z tamtych czasów byli zupełnie innymi elfami niż ci kilka er później w Śródziemiu.


W sensie, że bardziej pakernymi i podobniejszymi valarom i majarom niż ludziom?

Cytat:
Relacje między Ainurami widzę jako rodzaj połączenia mocy, energii, współpracy. Dlatego nie kłóci mi się z tym wizja miłości Valiery do elfki.


Mi się kłócą ludzkie (krasnoludzkie/hobbickie) ambicje i potrzeby przypisane valarowi (w mniejszym stopniu majarowi/elfowi). A współpracować to kanoniczni valarowie, jak najbardziej współpracowali. W fanfiikach podoba mi się, gdy współpracują w: rozgniataniu paskudztwa, rozpylaniu wrażych armii,
Złośliwy uśmiech ratowaniu i leczeniu bohaterów, odradzaniu świata po zniszczeniach.
Ogólnie podoba mi się w fanfikach przedstawianie podnoszenia levelu postaci/kraju/ludności czy sytuacji zamiast obniżania levelu tego co już było wczesniej wyższego levelu.

Cytat:
co Ty uważasz, że "rozwija kanon" ja uważam już że nim jest. Uśmiech Jestem za


Aah, no trudno Uśmiech

Cytat:
Eru mi świadkiem, że nie miałam skojarzeń, zanim nie zobaczyłam jej miny i tego kwiku śmiechu na pół kina. No chichotałyśmy we trzy równo przez resztę filmu, co ja poradzę Pserwa


hłehłe Śmiech
Muszę powiedzieć, że ja też mam skojarzenia - ale one dotyczą malarstwa. Nie nakładam slaszu na wszystkie historie/opowiesci/dzieła. ale za to nakładam tolkienowszczyzne na wszelkie dzieła plastyczne i filmowe. Otoż mam taką przypadłośc, że widzac obraz lub scenę w jakims filmie (nie koniecznie fantastycznym) dopasowuję go do tolkienowskiej sytuacji, a bohaterów do tych tolkienowskich. Np. ostatnio w filmie "Elżbieta:Złoty wiek" było zapalenie stosów sygnałowych podczas ataku hiszpanskiej Armady - skojarzenie było tak oczywiste, że wszsyscyśmy przy telewizorze będący się rozprychali. Cóż, to wszystko nie jest zbyt normalne Śmiech
poz
tal
_________________
Nigdy nie powstanie dzieło,które odda głębię trylogii.
Cóż nam pozostaje?Wyrosnąć w końcu z młodzieńczego hasła"ja bym to lepiej zrobił",gdyż "lepiej"jest pojęciem względnym,subiektywnym."
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email

Powered by phpBB2
Copyright © tolkien.com.pl Wszystkie prawa zastrzeżone.