Forum dyskusyjne miłośników twórczości J.R.R. Tolkiena
w sieci od 11/2001
 
Gospoda(0) | Zasady Forum | FAQ | Szukaj | Kalendarz |  Zarejestruj się |  Profil | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości | Zaloguj

Witryny zrzeszone w forum:
Hobbiton  Pod Rozbrykanym Balrogiem


"Piękne tytuły! - szyderczo mruknął smok. - Ale nawet szczęśliwe numery nie zawsze wygrywają." Smaug, Hobbit


pokaż tylko ten wpis  Temat: "Lord of the Rings" musical www.lotr.com 
Autor Wiadomość
Lórin
Członek Kompanii Thorina


WpisWysłany: 17-05-2008 22:26    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem

Posty o musicalu są rozsiane po kilku tematach, ale ten wydaje się odpowiedni do podzielenia się wrażeniami.

Od początku zastanawiało mnie, jak zmieścić całego Władcę w trzech godzinach - Jacksonowi nie udało się w jedenastu. Całego się oczywiście nie da, spodziewałem się ostrego cięcia, ale scenarzyści mnie kompletnie zaskoczyli. Największą zmianą jest pominięcie Rohanu, zlepienie Theodena i Denethora w jedną postać - Namiestnika i połączenie bitew o Isengard, Helmowy Jar i Minas Tirith w jedną. A Gandalf zamiast z Rohirrimami przybywa z entami. Tak mnie to zadziwiło, że nie wiem, co o tym sądzić. Pominięcie prawie jednej trzeciej książki trochę szokuje, ale z drugiej strony to genialny sposób na skrót. Jednak przez te skróty miałem czasem wrażenie, że akcja się dzieje w przyspieszonym tempie. Wydawało mi się, że osoba nieznająca fabuły z pewnością się pogubi.

Z innych spraw: w moim odczuciu za bardzo rozdmuchali rolę Galadrieli, zdaje się patronować walce z Sauronem (w tle ostatecznej bitwy śpiewa, a bohaterowie przywołują jej imię, jakby awansowała na Elbereth Gilthoniel), a enty były zdecydowanie za szybkie. Biednego Glorfindela znów nie było (tego akurat nie można mieć twórcom za złe), tym razem zastąpił go na odległość Elrond. Irytował mnie Gollum, podczas swoich schizofrenicznych rozterek za bardzo się rzucał po scenie. A propos sceny, czasem była okropnie pusta. Na przykład w Bag End wiało pustką: pośrodku drzwi, a dookoła czarna dziura. Nie chodzi o brak scenografii (i bez niej można nie czuć próżni), ale coś mi tu nie grało.

Mieszane uczucia wzbudziły we mnie elfy. Elrond i Arwena (wyglądająca jak matrona) byli za starzy. Elfy huśtające się na lianach (?) zdawały się lewitować, szczególnie Galadriela (troszkę zbyt złota) zlatująca z nieba. Swoją drogą, ciepło musi być w Lórien - mieszkańcy chodzili półnago. Ani trochę mi nie pasował Boromir - taki... zbyt słowiański. Był pożytek z jego śmierci - przestał mi przeszkadzać. Nudziły mnie trochę sceny z Frodem i Samem, ale to nie ich wina, że nie lubię tego (pobocznego i nieistotnego) wątku. Członkowie narady u Elronda wyglądali jak Trzej Królowie (z drobną różnicą, że było ich więcej). Gandalf Szary był zbyt wybuchowy, a Gandalf Biały zbyt spokojny. Jeśli chcieli pokazać przemianę Mithrandira, to, moim zdaniem, trochę przesadzili.

Koniec marudzenia. Musical mi się przecież bardzo podobał, więc czas chyba opisać zalety. Po pierwsze: Nazgule. BOSKIE!!! Aktorzy-lalkarze na szczudłach wyglądali jakby naprawdę jeździli na koniach. Szkoda, że nie pojawiali się częściej... Patrzeć na nich to czysta przyjemność, szczególnie z podkładem audiowizualnym. Musiałem je podziwiać z rozdziawioną gębą. Upiory Pierścienia uważam za najlepszy element musicalu, tak pięknie stworzone, że warto go zobaczyć chociaż dla nich. Minimalnie za nimi umieszczam scenę na moście Khazad-dum. Sam Balrog może nie olśniewał, ale efekty specjalne - mistrzostwo świata. Czerwone światło, dym, wiatr rzucający kawałki czarnego papieru (nie wiem, co miał symbolizować, ale nastrój tworzył nadzwyczajnie dobrze) prosto w twarze widzów. Gdyby jeszcze się dało buchnąć w widownię ciepłem, scena ta by zasłużyła na wszelkie możliwe laury.

Ogólnie najlepszym elementem musicalu był właśnie nastrój. Gra świateł, orkowie przemykający między widzami, efekty specjalne na żywo tworzą atmosferę lepiej niż każde digital surround. Lórien, Fangorn, sceny walk - klimat można oddać bez dosłowności obrazu, a może nawet w ten sposób właśnie lepiej. Bitwa pod Czarną Bramą była doskonale pokazana: scenę zasłania płótno, przed nim aktorzy odgrywają pojedynek, a na płótno projektor rzuca rozmazany obraz walki (jak widać, nie umiem tego opisać). To niesamowite, ile można osiągnąć światłem i dźwiękiem. Byłem też pod wrażeniem możliwości technicznych sceny: kilka obracających się kręgów, podnoszące się fragmenty... Może nie brzmi interesująco, ale widziane w akcji - zachwyca.

Na muzyce się nie znam, ograniczę się więc do stwierdzenia, że najbardziej mi się podobały głosy Arweny, Galadrieli (choć miałem wrażenie, że ciągle śpiewa to samo) i Legolasa. W ucho najbardziej mi wpadło Lothlórien, ale to pewnie dlatego, że ten utwór już słuchałem na stronie musicalu. Niemniej jednak soundtrack na pewno kiedyś kupię.

Podsumowując: jako adaptacja - średnie, jako widowisko - świetne.


PS Adres w tytule tematu ma o jedno o za dużo.
_________________
Słyszałam, jak wśród deszczu i wiatru wiele drzew śpiewało na chwałę Ilúvatara. Yavanna Kementári
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość

Powered by phpBB2
Copyright © tolkien.com.pl Wszystkie prawa zastrzeżone.