Forum dyskusyjne miłośników twórczości J.R.R. Tolkiena
w sieci od 11/2001
 
Gospoda(0) | Zasady Forum | FAQ | Szukaj | Kalendarz |  Zarejestruj się |  Profil | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości | Zaloguj

"Tuor stanął na szczycie skały i rozłożył szeroko ramiona. Jego serce wypełniła ogromna tęsknota, powiadają, że był on pierwszym z Ludzi, który dotarł do Wielkiego Morza i nikt, poza samymi Eldarami nie czuł na widok jego fal głębszej tęsknoty." , Niedokończone Opowieści


pokaż tylko ten wpis  Temat: Klub Pasjonatów Łucznictwa 
Autor Wiadomość
Miriel
Powiernik Pierścienia


WpisWysłany: 16-10-2007 17:31    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem

Przeczytałam cały temat Uśmiech . Wiele tu jest bardzo ciekawych informacji, porad, wskazówek. Większość linków niestety nie działa Skrzywienie . Spróbuję więc trochę odświeżyć ten temat, bo ciekawa jestem, kto nadal z tych osób, które tak się pasjonowały łucznictwem tradycyjnym, nadal uprawia ten sport.

Ja zaczęłam strzelać na krótko przed tegorocznym tolkfolkiem, na łąkach w Ossowie, razem z Rohirrimką Vilvą, z piętnastokilowej diany Łukbisu. Potem na tolkfolku miałam okazją spróbować też strzelania z innych łuków, choć wybór był niewielki, a miałam nadzieję, że zobaczę tam jakiegoś longbowa, czy w ogóle jakiś łuk angielski. Nie widziałam (może za słabo się rozglądałam?)

Krótko po tolkfolku wyruszyłam na poszukiwania łuku. I jestem szczęśliwą posiadaczką dwunastokilowej, jednocześnie prawo i leworęcznej diany, którą już kocham i robię się o nią coraz bardziej zazdrosna. Łuk, jak przystało na elficki oręż, ma imię – nazywa się Miły Manwëmu – i imię to jest zastrzeżone Spox , a wymyślił je Lómendil.

Od momentu, jak się uzbroiłam Pserwa , strzelam co niedzielę, bo tylko w ten dzień mam trochę czasu. Piękne i pełne uroku jest dla mnie wszystko, co się z tym wiąże. Czuję się tak, jakby każdy kolejny „trening” (jeśli w ogóle można to tak nazwać) był poznawaniem całego charakteru łucznictwa, lecz nie od razu. A to złamie się strzała, ale zaraz skrócona nieznacznie z nowo oprawionym grotem znów pięknie lata; a to zgubię grot (ostatnio, jak strzelałam nad Bugiem, to grot utknął mi w wale nad rzeką, więc musiałam wybrać się do sklepu po nowy grot do doklejenia). Każde takie strzelanie to nowe doświadczenie. Kilka tygodni temu lotki podczas strzału wbijały mi się w palce (teraz już wiem, co źle robiłam) aż do krwi. Gdy spojrzałam potem na strzałę, umazaną ziemią i krwią – to poczułam, że gdzieś tam w podświadomości coś drgnęło na ten widok. Jakiś dreszcz, który po raz kolejny przypomniał, że to kiedyś nie była zabawa, i strzały często plamiły się krwią. A może to był raczej jakiś pierwotny odruch łowcy?

Strzelanie z łuku ma w sobie coś wyjątkowego (chciałoby się napisać – podniecającego Język ) – siła w naprężonym drewnie, smukłość strzały, ostrze grotu, cięciwa wbijająca się w palce na moment przed jej wypuszczeniem. Wydaje mi się, że osoba, która nie czuje tego zachwytu, strzelając z łuku, albo w ogóle nie strzela – nie zrozumie tego. I wydaje mi się, że śmiesznie brzmią takie słowa napisane/wypowiedziane. W każdym razie ja rozumiem już, co to znaczy zakochać się we własnej broni Love .

Legsie

Gdzieś w tym wszystkim nagle pojawiła się troskliwość wobec łuku – w ciągu tygodnia zajmuje zaszczytne miejsce zawieszony na gałęzi mallorna w altanie Lórien. Przy wejściu do altany w kołczanie strzały (kołczan uszyłam ze spódnicy). U korzeni drzewa reszta akcesoriów – promienie cedrowe, w które się zaopatrzyłam, lotki z piór (mój ojciec zrobił przyrząd usprawniający klejenie lotek, więc będę kleić), groty mosiężne i żelazne, nasadki (niestety plastikowe, ale to tymczasowo), tuba kartonowa na drugi – większy kołczan, itd. Ostatnio w tygodniu, i to tylko późnym wieczorem, malowałam strzały – na srebrno przy grotach i lotkach, dodając na promieniu noldorskie imię tengwarem (i okazało się potem, że te właśnie najpiękniej latały! Super śmiech ). Jeszcze muszę poćwiczyć robienie owijek.

A z celnością – bywa różnie. Ważne jest dla mnie, żeby trafić w tarczę Z przymrużeniem oka . Cieszę się, bo właśnie w tę niedzielę udało mi się pierwszy raz strzelać z pełnego naciągu – wcześniej nie dałam rady w pełni napiąć łuku. Co prawda teraz bolą mnie palce od cięciwy, ale tak się składa, że inną ręką napinam cięciwę, a inną piszę – tak więc pracować mogę. Swoją drogą przydałyby mi się jakieś specjalne ochronne rękawice.

A jak nadejdą mroźne, zimowe wieczory, to będę szyła pokrowiec na łuk, a może i powyszywam go w elfickie wzory... Elfik
_________________
noldorski blog
japoński blog
filmowy blog
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora

Powered by phpBB2
Copyright © tolkien.com.pl Wszystkie prawa zastrzeżone.