Forum dyskusyjne miłośników twórczości J.R.R. Tolkiena
w sieci od 11/2001
 
Gospoda(0) | Zasady Forum | FAQ | Szukaj | Kalendarz |  Zarejestruj się |  Profil | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości | Zaloguj

"Tuor stanął na szczycie skały i rozłożył szeroko ramiona. Jego serce wypełniła ogromna tęsknota, powiadają, że był on pierwszym z Ludzi, który dotarł do Wielkiego Morza i nikt, poza samymi Eldarami nie czuł na widok jego fal głębszej tęsknoty." , Niedokończone Opowieści


pokaż tylko ten wpis  Temat: Dzieci Hurina. Nasze wrażenia 
Autor Wiadomość
Wroobel
Członek Kompanii Thorina


WpisWysłany: 18-05-2007 10:49    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem

Ok, słów kilka ode mnie. Przeczytałem Dzieci Hurina w jeden wieczór i mam kilka uwag.

Jeśli nie macie nic przeciwko, część lingwistyczną pominę. Moim jedynym zastrzeżeniem w tej materii jest archaizacja, która, moim zdaniem, nie spełnia postawionych przed nią zadań. Oczywiście, że jest to przede wszystkim zabieg estetyczny i Agnieszka Sylwanowicz używa tego zabiegu z umiarem - ale w kilku sytuacjach język sienkiewiczowskiej Trylogii po prostu nie przystaje (nie mam przy sobie książki, nie podam zatem przykładu; wiem, że na początku książku mnie to raziło). Jednak później nie czuje się już zadnego problemu z tą płaszczyzną... chociaż, może, niektóre zdania w dialogach są budowane w sposób zbyt heroiczny, przez co, w pewien sposób, trudny do zrozumienia. Akurat ta cecha jest też widoczna w Silmarillionie, więc na pewno nie poczytam tego za minus Dzieci Hurina. Bardzo mi się też podoba fakt, że Evermind nie zmieniała zdań użytych w oryginalnej wersji Quenta Silmarillion, a jedynie dostosowała je do swojego tłumaczenia.

Pierwszą rzeczą, jaka nasuwa się po przeczytaniu prologu jest smutna refleksja: ta książka nigdy by nie powstała, gdyby nie tolkienowska mania po filmie Jacksona. Przedmowa jest kierowana do czytelnika w większości pojacksonowskiego, gdyż odwołania są jasne dla ludzi znających fabułę jedynie Władcy Pierścieni. Jasne, padają nazwy Hobbit i Silmarillion, ale te służą jednynie do skojarzenia większej całości, jaką jest twórczość Tolkiena. Cytaty użyte są jedynie z Władcy Pierścieni...
... chociaż jestem w stanie przyjąć do wiadomości fakt, że się czepiam Uśmiech

Co do treści - niby znana, ale... nieznana. Dla mnie najważniejsze w tej książce jest coś, na co niewiele osób zwróciło uwagę. Opowieść o dzieciach Turina pojawia się w Silmarillionie - ale na zupełnie innych zasadach. Silmarillion nie jest mitologią antropocentryczną, punkt widzenia i zainteresowania Tolkiena skupia się nie na ludziach, ale na elfach. Człowiek pojawia się tu nieuchronnie: w końcu autorem cyklu jest człowiek i jeśli będzie miał czytelników to będą to ludzie, przez co muszą pojawić się w tych opowieściach jako tacy, a nie jako przekształcone, antropoidalne istoty jak elfowie, krasnoludowie czy hobbici. Pozostają jednak na marginesie – są późnymi przybyszami i, mimo, że ich rola staje się coraz ważniejsza, nie są uczestnikami głównych wydarzeń. Zatem opowieść o Turinie, w takiej formie, jaką dostaliśmy wcześniej, była wątkiem pobocznym, i chociaż istotnym, to na pewno zepchniętym na dalszy plan. Dopiero punkt widzenia przedstawiony w Dzieciach Hurina pokazuje nam pewien zarys światopoglądu ludzi z Pierwszej Ery. Pojawiają się postacie, które nie są "najlepsze, najwyższe, prawie jak najznamienitsi z Eldarów, a jeden jest lepszy od drugiego" - tylko są zwykłymi uczestnikami wielkich wydarzeń - Skakun, Aerina, bandyci z kompani Turina. W końcu uwierzyłem, że w Pierwszej Erze toczyło się życie poza zamkami Noldorów i Obręczą Meliany. Jednym z lepszych epizodów książki jest fragmentaryczny opis Nirnaeth Arnoediad, nadzieje z nią związane i reakcje na ich pogrzebanie - pokazuje on ludzkie reakcje na bitwę; ludzkie - a więc: nasze. Nie szukamy powiązań z idealnymi Noldorami, ale z chromym Brandirem i przestraszonym Dorlasem. Możemy zazdrościć, możemy współczuć, ale przynajmniej możemy "wejść w ich skórę", czego nie mogłem zbytnio uświadczyć w Silmarillionie.

Za Turinem nigdy nie przepadałem, za jego rodem - poza Hurinem - również. Fatum? Być może, ale przede wszystkim duma i upór. Skojarzenia z mitem o Edypie są jak najbardziej zasadne nie tylko z powodu kazirodczego związku. Czy gdyby Edyp nie został okaleczony i skazany na śmierć jako noworodek, rzeczywiście zabiłby ojca i poślubił matkę? Czy gdyby Turin nie odszedł z Doriathu po zabójstwie Saerosa, gdyby Morwena posłuchała głosu serca i odeszła poza Obręcz Meliany - czy wszystkie tragedie - od zabójstwa Belega, przez upadek Nargothrondu do śmierci Brandira - rzeczywiście miałyby miejsce? Być może nie, ale kto wtedy by zabił Glaurunga? Zawsze chce się poznać alternatywną wersję historii, zwłaszcza tej tragicznie poprowadzonej.

Swego czasu zastanawiałem się: skoro Morgoth tak "załatwił" ród Hurina, to czemu nie zrobił tego z resztą ludzi? Dlaczego Mim nie przeklął Belega, skoro tak potężne są krasnoludzkie klątwy? Ponieważ jednak pytania nie wnoszą wiele do tematu, pozostawmy je retorycznymi. Czy ktoś lubi Turina czy nie - musi Dzieci Hurina znać. Grzeczność zobowiązuje. I obowiązek wobec rodziny Z przymrużeniem oka .
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora

Powered by phpBB2
Copyright © tolkien.com.pl Wszystkie prawa zastrzeżone.