Forum dyskusyjne miłośników twórczości J.R.R. Tolkiena
w sieci od 11/2001
 
Gospoda(1) | Zasady Forum | FAQ | Szukaj | Kalendarz |  Zarejestruj się |  Profil | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości | Zaloguj

Witryny zrzeszone w forum:
Hobbiton  Pod Rozbrykanym Balrogiem


"Tuor stanął na szczycie skały i rozłożył szeroko ramiona. Jego serce wypełniła ogromna tęsknota, powiadają, że był on pierwszym z Ludzi, który dotarł do Wielkiego Morza i nikt, poza samymi Eldarami nie czuł na widok jego fal głębszej tęsknoty." , Niedokończone Opowieści


pokaż tylko ten wpis  Temat: Jak przekonujecie ludzi do sięgnięcia po książki Tolkiena? 
Autor Wiadomość
Miriel
Powiernik Pierścienia


WpisWysłany: 12-04-2007 15:45    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem

Zair Ugru-nad napisał(a) (zobacz wpis):
Poza tym w ogóle nie wyobrażam sobie, abym miała mówic szczerze, co czuję, będąc w Śródziemiu, każdemu, kogo chciałabym przekonać do przeczytania czegokolwiek z twórczości Tolkiena. Są to bowiem dla mnie tematy, które porusza się wyłącznie z osobami bliskimi.

Zgadzam się z Zair. Efektem masowego namawiania do czytania Tolkiena może być to, co napisał Adiemus,
Cytat:
"Spróbowałem zmolestować do Hoppita siedemnaście osób, z czego osiem to moja rodzina w tym dziadek analfabeta , ale szesnaście powiedziało, żebym się kopnął w skoro głowy nie mam i tylko dziadkowi się książka spodobała, bo ładnie smok narysowany, a papier miętki i po obejrzeniu można wykorzystać gdzie indziej"
bardzo mnie to ubawiło Pserwa Jestem rozwalony .

Ja zawsze uważałam - próbując sama sobie wytłumaczyć, jak to jest, że niektórzy Tolkiena kochają, a niektórzy w ogóle nie trawią, to że tak trudno niektórym nawet przeczytać kilka stron z Hobbita czy Władcy - że książki Tolkiena same wybierają sobie osoby i czas, w którym chcą być przeczytane. I jeśli ktoś mi mówił:
"No nie wiem, tak się tym zachwycasz, a mnie jakoś nie ciągnie do tego",
odpowiadałam:
"Widocznie ta książka jeszcze ciebie nie wybrała, lub nie jest to jeszcze właściwy czas".

Jednak mogę się podzielić moim najnowszym doświadczeniem w kwestii "namawiania" Język kogoś do przeczytania Tolkiena. Moja przyjaciółka, która zamieszkała ze mną w moim nowym mieszkaniu, nie do końca początkowo zdawała sobie chyba sprawę, jak to jest mieszkać z taką maniaczką Język .
Okazało się, że nie ma wyjścia, i musi mieszkać w Rivendell, korzystać z komputera zainstalowanego w Lórien, jeść w kuchni, której ścianę zdobią ilustracje Kasiopei, wiersze wydrukowane z Biblioteki Minas Tirith i Drugie Proroctwo Mandosa, i gdzie nie spojrzeć to jakiś syn Fëanora, Gwiazda Fëanora, mallorny czy tengwar.

Biedaczka w końcu nie wytrzymała, i mówi:
"No to opowiedz mi coś o tym Silmarillionie. O czym to jest?"
Idąc za radą Adiemusa - "że trzeba utrafić w zainteresowania potencjalnego czytacza" - a ona studiowała historię, zaczęłam opowiadać, że to wszystko zdarzyło się naprawdę, to takie opowieści przekazywane przez elfy, spisywane przez kronikarzy, przekazane ludziom, no co tu dużo mówić, to takie po prostu źródło historyczne, może trochę zafałszowane, bo wiadomo, każdy kto spisuje historię nagina ją mniej lub bardziej według własnego punktu widzenia.

"No to opowiedz mi trochę, ale od początku, tę historię" - usłyszałam.

I zaczęłam opowiadać. W odcinkach, codziennie wieczorem, po powrocie z roboty. Najpierw nieśmiale, bo nie mogłam uwierzyć, że ktoś w ogóle chce tego słuchać wszystko mi się pomieszało . Potem z coraz większymi wypiekami, mówiłam o tym, jak na świecie pojawili się elfowie, o ich wedrówce do Amanu, o Valarach, o Finwëm, Míriel, Fëanorze, o Thingolu i Melianie, o buncie Fëanora, rzezi Telerich, i tak dalej.

Gdy po jakichś dwóch tygodniach dotarłam do uwolnienia Maedhrosa przez Fingona, i opowiedział tę historię z pełnym zaangażowaniem, tłumacząc nawet, jak pozostali synowie Fëanora musieli się czuć w tej sytuacji, koleżanka powiedziała:
"Pokaż mi, gdzie to jest opisane w tym Silmarillionie!"

Tak! Jestem za To była ta chwila triumfu! hurrra!! impreza!! szampan!! Wzięłam szybko Silmarillion, znalazłam odpowiedni rozdział - "Powrót Noldorów" - dałam jej książkę, mówiąc:
"Masz! Czytaj!" Proooszę prooooooszę
Wzięła, schowała się w swoim pokoju, zajrzałam dyskretnie, patrzę, rzeczywiście, czyta... niemożliwe...
Po chwili woła do mnie:
"Ale tu prawie nic nie jest napisane!!! Dlaczego tu jest tak mało! Gdzie jest to wszystko, co mi opowiedziałaś???"

I tu się muszę przyznać jestem wzruszony, jakie to słodkie , że opowiedziałam przyjaciółce własną wersję tych opowieści, mając w głowie te opowieści znane z Silmarillionu, z innych tekstów, z fragmentów HoMe, z fanfików, uzupełnione własną wyobraźnią, bo opowiadałam z takimi szczegółami, kto się jak na kogo spojrzał, kto co mu odpowiedział i prawie że co kto sobie pomyślał.

Co na złe nie wyszło, bo męczona niedosytem informacji "to jak to naprawdę było" koleżanka podpytywała mnie już sama o poszczególne osoby, sytuacje, tak że opowiadałam dalej o Berenie i Luthien, o Maeglinie, o Belegu i dzieciach Húrina.

I zaintrygowałam swoimi opowieściami na tyle, że teraz sama czyta. I to właśnie Silmarillion. Super śmiech Pserwa
_________________
noldorski blog
japoński blog
filmowy blog
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora

Powered by phpBB2
Copyright © tolkien.com.pl Wszystkie prawa zastrzeżone.