Forum dyskusyjne miłośników twórczości J.R.R. Tolkiena
w sieci od 11/2001
 
Gospoda(0) | Zasady Forum | FAQ | Szukaj | Kalendarz |  Zarejestruj się |  Profil | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości | Zaloguj

Witryny zrzeszone w forum:
Hobbiton  Pod Rozbrykanym Balrogiem


"Nie, mówiłem tylko głośno do siebie. To zwyczaj ludzi starych, ktorzy do rozmowy wybierają sobie najmądrzejszą osobę z obecnych." Gandalf, Władca Pierścieni


pokaż tylko ten wpis  Temat: HoME nie tylko dla orłów 
Autor Wiadomość
Nellelórë
Weteran Bitwy Pięciu Armii


WpisWysłany: 17-11-2005 01:52    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem

Oto druga część eseju Aman z Morgoth's Ring. Pierwszą zamieściła niedawno Nifrodel w swym tłumaczeniu (dwa posty wyżej), więc - ponieważ to, co poniżej, jest kontynuacją tamtego wpisu - jeśli ktoś ma ochotę na lekturę poniższego tekstu, dobrze zrobi, jesli najpierw przeczyta/przypomni sobie Z przymrużeniem oka jej tłumaczenie. Uśmiech Wszystkie cyfry w nawiasach to odnośniki do przypisów, które są pod tekstem. Są tu też przypisy do części pierwszej, o której mówiłam przed chwilą. Uśmiech

Osobiście uważam ten esej za fascynujący i zdecydowanie za mało znany ( w każdym razie przynajmniej mnie samej Jestem rozwalony). Kipi wręcz szczegółami na temat życia w Amanie i wyjaśnia mnóstwo wątpliwości. Uśmiech To cząstka HoMe bardzo warta poznania. Uśmiech

Przejdźmy więc do samego tekstu ...


AMAN I ŚMIERTELNICY (7)

Jeśli tak właśnie jest w Amanie, lub było tak przed Odmianą Świata, a Eldarowie mogli żyć tam w zdrowiu i nieustającej radości – cóż powiemy o ludziach? Żaden człowiek nigdy nie postawił stopy w Amanie, a przynajmniej żaden stamtąd nie powrócił; Valarowie bowiem zakazali tego. Dlaczego? Númenorejczykom powiedzieli, że zrobili to, ponieważ sam Eru zabronił im wpuszczać ludzi do Błogosławionego Królestwa; oznajmili także, że ludzie nie byliby w nim błogosławieni (jak sobie wyobrażali), lecz przeklęci, „więdnąc jak ćmy w zbyt jasnym płomieniu”.

Poza te słowa nie możemy wyjść inaczej jak tylko zgadując. Możemy jednak przedstawić sprawę w sposób następujący. Valarowie nie tylko otrzymali od Eru zakaz takiej próby – oni nie mogli zmieniać natury (czy nadanego przez Eru „przeznaczenia”) żadnych Jego Dzieci. Obejmowało to także szybkość ich rozwoju (w odniesieniu do całego życia Ardy) i długość ich życia. Nawet Eldarowie pozostali pod tym względem niezmienieni.

Wyobraźmy więc sobie, że Valarowie wpuścili do Amanu także niektórych Atanich i że (pozwoli nam to wziąć pod uwagę całe życie człowieka w takim stanie) „śmiertelne” dzieci urodziły się już tam, jak dzieci Eldarów. Wtedy – mimo że działoby się to w Amanie – śmiertelne dziecko osiągnęłoby dojrzałość w ciągu około dwudziestu lat Słońca, zaś naturalna długość jego życia – czas zgodnego połączenia hroä i feä, wynosiłaby nie więcej niż, powiedzmy, 100 lat. Lub niewiele więcej, mimo, że jego ciało nie byłoby zagrożone przez choroby i inne utrapienia w Amanie, gdzie takie zło nie istnieje. (Chyba że ludzie przynieśliby je z sobą – bo dlaczego nie? Nawet Eldarowie przynieśli do Błogosławionego Królestwa odrobinę z tego Cienia spowijającego Ardę, w którym przyszło im się przebudzić.)

W Amanie jednak taka istota przemijałaby szybko, najszybciej ze wszystkich żywych stworzeń. Całe bowiem jej życie trwałoby niewiele więcej niż pół valaryjskiego roku, i podczas gdy człowiekowi wydawałoby się, że wszystkie inne żywe istoty prawie się nie zmieniają, lecz pozostają takie same, a ich życie i radość trwają, nadziei zaś na przyszłe niekończące się lata nic nie zakłóca – on sam, człowiek, rodziłby się i szybko przemijał, tak jak na Ziemi trawa rośnie na wiosnę, by zwiędnąć przed zimą. Wtedy wypełniłaby go zazdrość, uznałby się za ofiarę niesprawiedliwości, której odmówiono łask udzielonych wszystkim i wszystkiemu wokół niego. Nie ceniłby tego, co ma, lecz, czując się najmniejszym i najbardziej pogardzanym z wszystkich stworzeń, szybko zacząłby potępiać własne człowieczeństwo i nienawidzić tych, których hojniej obdarowano. Nie uciekłby przed strachem i rozpaczą swej śmiertelności, która jest jego przeznaczeniem na Ziemi, na Ardzie Skażonej, lecz stałaby się ona dlań jarzmem nie do zniesienia, tak, że utraciłby wszelką radość.

Jeśli jednak ktoś by spytał: dlaczego w Amanie człowiek nie miałby doświadczać błogosławieństw długowieczności, tak jak Eldarowie? Na to pytanie trzeba odpowiedzieć. Stałoby się tak dlatego, że długowieczność ta przynosiła radość Eldarom, których natura różna była od ludzkiej. Ze swej natury elfia feä miała trwać do końca świata, zaś elfie hroär też były z natury długowieczne; tak, że elfia feä, połączona z hroä, ciałem, które trwało wraz z nią, wspierało ją i sprawiało, że nigdy nie dosięgało jej zmęczenie, lecz radość z posiadania ciała nie przemijała – otóż elfia feä wzmocniłaby się wtedy i doświadczyła jeszcze trwalszej radości. Niektórzy z Eldarów wątpią tak naprawdę, że jakakolwiek szczególna łaska lub błogosławieństwo zostały im udzielone w Amanie – oprócz samego wpuszczenia do Amanu. Utrzymują bowiem, że niezdolność ich hroär do trwania w niewiędnącym stanie równie długo, jak ich feär – proces, który zaobserwowano dopiero w późniejszych erach – jest rezultatem Skażenia Ardy i pochodzi od samego Cienia, od skazy Melkora, która dotknęła całą materię (czyli hroä) (8) Ardy – a może nawet całe Ëa. Całym więc błogosławieństwem, które spotkało elfy w Amanie, było to, że ta słabość elfich hroär nie rozwijała się w zdrowiu Amanu i w Świetle Drzew.

Przypuśćmy jednak, że to „błogosławieństwo Amanu” zostałoby też udzielone ludziom.* Co wtedy? Czy tym samym spotkałoby ich wielkie dobro? Ich ciała nadal szybko rozwijałyby się, aż osiągnęłyby dojrzałość. W ciągu siódmej części roku człowiek narodziłby się i dorósł, tak szybko, jak w Amanie ptak się wykluwa i odlatuje z gniazda. Potem jednak jego ciało nie więdłoby i nie starzałoby się, lecz trwałoby w swej żywotności i w radości cielesnych przyjemności. Co jednak stałoby się z ludzką feä? Jej natury i „przeznaczenia” nie dałoby się zmienić, nie dokonałoby tego ani zdrowie Amanu, ani Manwë nie mógłby tego sprawić swoją wolą. Naturą i przeznaczeniem ludzkiej feä jest bowiem (jak utrzymują Eldarowie) to, że z woli Eru nie powinna trwać długo na Ardzie, lecz opuścić ją i odejść w inne jakieś miejce – może powrócić do samego Eru, by spotkał ją inny los lub by inny się jej objawił cel, który jest poza wiedzą czy zdolnością zgadywania Eldarów.

Bardzo szybko więc feä i hroä człowieka człowieka w Amanie przestałyby być ze sobą zjednoczone. Stałyby się dla siebie wrogami, co obu sprawiłoby wiele bólu. Hroä, w pełni swej żywotności i radości życia, lgnęłoby do feä, bo odejście tej ostatniej oznaczałoby śmierć ciała; a przeciw śmierci hroä buntowałoby się tak samo, jak wielkie zwierzę w pełni swego życia albo uciekałoby przed myśliwym, albo w swej dzikości zwróciłoby się przeciw niemu. Feä jednak byłaby jakby w więzieniu, bardziej i bardziej zmęczona wszystkimi przyjemnościami hroä, aż w końcu znienawidziłaby je, coraz mocniej i mocniej tęskniąc za odejściem, i wreszcie nawet te bodźce do przemyśleń, które otrzymywałaby poprzez hroä i jego zmysły, przestałyby dla niej cokolwiek znaczyć. Człowiek nie byłby błogosławiony, lecz przeklęty; przeklinałby też Valarów, Aman i całą Ardę. Z własnej woli nie opuściłby Amanu, bo to oznaczałoby szybką śmierć, i trzeba by go było wyrzucać przemocą. Gdyby jednak został w Amanie (9), co by się z nim stało, zanim czas Ardy wypełniłby się w końcu i człowiek taki znalazłby wyzwolenie? Albo jego feä zostałoby całkowicie zdominowane przez hroä i stałby się podobny zwierzęciu, choć w środku cierpiałby bardzo – albo też, gdyby feä była silna, opuściłaby hroä. Wtedy zdarzyłaby się jedna z dwóch rzeczy: albo odejście feä nastąpiłoby w nienawiści, przemocą, hroä zaś w pełni swego życia zostałaby pokonana i umarłaby w nagłej agonii; albo też feä w nienawiści i bez litości porzuciłaby hroä, lecz ono żyłoby dalej – bezrozumne ciało, nawet nie zwierzę, lecz potwór, prawdziwe dzieło Melkora w samym środku Amanu, które sami Valarowie w końcu zniszczyliby.

Wszystko to pozostaje w sferze myśli i spekulacji o tym, co mogłoby być; bo Eru i Valarowie, którzy mu służą, nie pozwolili ludziom takim, jacy naprawdę istnieją (10), zamieszkać w Amanie. Można jednak teraz przynajmniej zrozumieć, że ludzie w Amanie nie uciekliby przed grozą śmierci, lecz doświadczaliby jej w większym stopniu i przez długi czas. Co więcej, wydaje się prawdopodobne, że sama śmierć, w postaci agonii lub strachu, weszłaby wraz z ludźmi do Amanu.

* Lub (jak utrzymują niektórzy ludzie) że ich hroär nie są z natury krótkotrwałe, lecz że stały się takie przez złośliwość Melkora, niezależnie od ogólnego skażenia Ardy, i że skaza ta mogłaby zostać uleczona i odwrócona w Amanie.

W tym miejscu kontynuacją Amanu w jego oryginalnej formie (zobacz wstęp do eseju) były słowa „Niektórzy ludzie utrzymują, że ich hroär nie są z natury krótkotrwałe…”, które stały się początkiem wstępu do Athrabeth Finrod ah Andreth.

PRZYPISY

(1) Numer III i tytuł Skażenie ludzi (przy zachowaniu pozostałych tytułów) nadane zostały części drugiej, zaś Aman dostał numer II. Nie znaleziono żadnego tekstu oznaczonego numerem I.

(2) Jak zobaczymy, konsekwencją transformacji „mitu kosmogonicznego” była całkowicie nowa koncepcja „Roku Valarów”. Skomplikowane obliczenia Czasu w Rocznikach Amanu zostały oparte na „cyklu” Dwóch Drzew, który przestał istnieć, gdy nastało „nowe liczenie czasu” oparte na dziennym ruchu Słońca. „Rok Valarów” jest jednak teraz, jak się wydaje, „jednostką postrzegania” upływu Czasu Ardy, ponieważ Valarowie w takich własnie przedziałach czasu potrafili postrzegać proces starzenia się Ardy od jej początku do końca. Zobacz przypis 5.

(3) Ojciec zapisał następny akapit („Mogli wybiegać w przyszłość, cofać się wstecz w myśli…”) drobną kursywą, a ja postanowiłem zachować taką formę tego fragmentu tekstu w druku; podobnie było z następnym akapitem, który przerywa tekst główny i zaczyna się od słów „jednostka czasu Valarów”.

(4) „… możemy używać…jednostek miar Valarów”: innymi słowy, przypuszczalnie dawna struktura dat w kronice Amanu może być zachowana, chociaż znaczenie tych dat w Śródziemiu będzie radykalnie inne. Zobacz przypis 5.

(5) Istnieje teraz wielka przepaść między Latami Valarów i „latami śmiertelników”; por. też poniżej w tekście „Całe bowiem jej życie trwałoby niewiele więcej niż pół valaryjskiego roku”, „W ciągu siódmej części roku człowiek narodziłby się i dorósł”. W notatkach nie zamieszczonych w tej książce, gdzie ojciec na tej podstawie obliczał czas Przebudzenia się Ludzi, zostało wyraźnie powiedziane, że 144 Lata Słoneczne = 1 Rok Valarów (w tym kontekście warto czytać słowa z Dodatku D do Władcy Pierścieni: „Wydaje się jasne, że Eldarowie w Środziemiu (…) operowali bardzo długimi okresami czasu, i że quenejskie słowo yén (…) naprawdę oznaczało 144 nasze lata”). Jeśli się to zdarzenie umieści „po lub mniej więcej w tym samym czasie, w którym nastąpiło zdobycie Utumno, w roku valaryjskim 1100”, można będzie zauważyć wielką czasową przepaść między „przebudzeniem się” ludzi a ich pierwszym pojawieniem się w Beleriandzie.

(6) Dokładniejsze wyjaśnienie użycia terminu „Ziemia” w opozycji do słowa „Aman”, bardzo częstego w tym eseju, znajduje się w Morgoth’s Ring, Harper Collins 2002, str. 282.

(7) Podtytuł Aman i Śmiertelnicy był późniejszym dodatkiem.

(8) To szczególne użycie słowa hroä porównaj na str. 399 Morgoth’s Ring, Harper Collins 2002: „hroa, czyli ‘ciało’ lub fizyczna materia Ardy”.

(9) Ten fragment, od słów „Z własnej woli nie opuściłby Amanu…”, był późniejszym dodatkiem. W pierwszej wersji po „…całą Ardę” następowały od razu słowa „Co by się z nim stało…”.

(10) Słowa „takim, jacy naprawdę istnieją” były późniejszym dodatkiem, który pojawił się w tym samym czasie, co te, do których odnoszą się przypisy 7 i 9.
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość

Powered by phpBB2
Copyright © tolkien.com.pl Wszystkie prawa zastrzeżone.