Forum dyskusyjne miłośników twórczości J.R.R. Tolkiena
w sieci od 11/2001
 
Gospoda(0) | Zasady Forum | FAQ | Szukaj | Kalendarz |  Zarejestruj się |  Profil | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości | Zaloguj

Witryny zrzeszone w forum:
Hobbiton  Pod Rozbrykanym Balrogiem


"Przeniewiercą jest, kto porzuca towarzyszy, gdy ciemności zastępują drogę." Gimli, Władca Pierścieni


pokaż tylko ten wpis  Temat: Tolkien 2005 w Birmingham 
Autor Wiadomość
Nifrodel
Administrator


WpisWysłany: 20-08-2005 10:41    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem

Blessed Sarna nie ma już wyjścia i musi po tym wydarzeniu stać się najlepszym tolkienistą w Polsce Z przymrużeniem oka wieeeeeeeeeelgachny uśmiech Elfik

Niedziela 14 sierpnia

Nio i nadszedł (dla części z nas) ostatni dzień konwentu. Obudziłam się z ciężkim kamieniem w żołądku, myśląc sobie "a może by tak pospać dłużej??" niestety o 10.00 był mój wykład więc się nie dało. Chciałam iść na prelekcje Christophera Garbowskiego, ale doszłyśmy z Nelle 10 minut po czasie, więc nie chciałyśmy już robić zamieszania naszym wejściem. Trzymałam się mocno w garści, byle nie panikować, i na szczęście jakoś poszło.

W tym czasie Kasiopea, która szczęsliwie odnalazła resztę swoich printów, sprzedała, jak powiedział Memelek, w 8 minut większość prac, tak, że na naszym stoliku zostały li tylko 2 Uśmiech Saurona ;D .

Ponieważ elfy i Sarnond tego dnia mieli dyżur rano, nie zjedli śniadania, tak więc po wykładzie udaliśmy się najpierw do kafejki (jeszcze zamkniętej) a potem na przeszukiwanie okolicznych sklepów, by znaleźć coś do zjedzenia. Niestety wszystko było zamknięte. Nieoczekiwanie jednak, na końcu ulicy zajaśniało światełko Galadrieli, był otwarty jeden sklepik z miłym hinduskim sprzedawcą w turbanie - gdzie zaopatrzyliśmy się w wodę i jedną kanapkę, bo druga z tych, które zostały - jajko i cośtam, nikogo nie kusiła. Chłopaki znów kupili batoniki i colę wszystko mi się pomieszało Jestem rozwalony (aż dziw, że się nie przejedli Z przymrużeniem oka ) i wróciliśmy do Aston.

Do 12.30 nic nas specjalnie nie interesowało, siedzieliśmy zatem w Dealer's Roomie i rozmawialiśmy. Nagle, podeszła do naszego stolika Verlyn Flieger i powiedziała, że przeglądnęła Aiglosa i przeczytała parę artykułów, choć nie w całości i bardzo jej się podobały. Uśmiech Zaniemówiliśmy z wrażenia, wybąkaliśmy dziękuję i że miło nam to słyszeć. Verlyn pokręciła się po Dealer's Roomie, kupiła trochę ksiażek i wyszła. elfy w tym czasie długo bijąc się z myślami i uboga już sakiewką (która nieoczekiwanie zasilił blessed Sarna Elfik ) nabył Annotated Hobbit.

Posiedzieliśmy w Dealer's Roomie, porozmawialiśmy z ludźmi, sprzedaliśmy troche Aiglosów i nagle zrobiła się 14.00 czyli czas prelekcji M.L.-lka. Podążyliśmy dziarskim krokiem do sali, pokaźnie już zapełnionej i zajęliśmy miejsce. Z przodu zauwazyłam TAO i Mel oraz Christophera Garbowskiego. Pan zapowiadający przedstawił Memelka jako Majkel Lesniełsky Super śmiech mało nie połykając przy tym języka Z przymrużeniem oka. Memelek zaś od razu po powitaniu przeszedł do rzeczy. To naprawdę trzeba było zobaczyć. M.L. nie tylko nie czytał z kartki - mówił z pamięci, rzucając czasem jedynie okiem na tekst i wzbogacając swój wykład o znaczące zawieszanie głosu, momenty ciszy, pośród których na sali słychać było jedynie zamyślone oddechy słuchających. Ja, jak wszyscy słuchałam oczarowana. Kiedy skończył, rozległa się burza oklasków i pojawiły się pytania. Niestety Memelek zdołał odpowiedzieć tylko na cztery, rzecz jasna kładąc pytających na deski wieeeeeeeeeelgachny uśmiech jednak 7 minut przed czasem pan z obsługi przerwał potok pytań, twierdząc, że czas się kończy Nic nowego podczas gdy było jeszcze dobre dwie minuty jeśli nie więcej Ratujcie bo go pobiję. Szkoda. :|

Po wykładzie M.L. udaliśmy się do Dealer's Roomu, skąd większość ekipy podążyła do Sarehole. Ja w tym czasie zostałam przy naszym stoliku, przeprowadzając niezmiernie ciekawą rozmowę z TAO o Ukrainie, Rosji, języku i jego odmianach oraz dawnej i współczesnej polszczyźnie. Poznałam tez kilka nowych osób, m.inn Dwimordene z UK, autorke fanfików, przetłumaczonych do Aiglosa, która okazała się przemiłą osobą, z bardzo podobnym poczuciem humoru do mojego, więc dawno się tak nie śmiałam wieeeeeeeeeelgachny uśmiech (nie może weselej było na nocnych ucztach "co kto ma"Język w pokoju hotelowym wieeeeeeeeeelgachny uśmiech)Poznałam też fantastyczną starszą panią, prezesa Austrian Tolkien Society, zabawnie komentująca niektóre wykłady i ciekawie opowiadająca o ich fandomie. Sprzedałam ostatniego printa Kasiopei i parę Aiglosów i zaczęłam się martwić, gdzie też jest nasza ekipa, bo zbliżał się czas czytania Władcy Pierścieni w różnych jezykach.

Jakoż niecałe pół godziny przed panelem, przybyli i natychmiast poszliśmy na próby korytarzowe odgrywania scenki, w której Gollum (aka Nasturcja Gamgee Z przymrużeniem oka ), w spódnicy do kolan i siatkowanych rajstópkach wił się po podłodzę krzycząc, ze go boli lina (czytaj szalik Kasiopei), która Sam, również w spódnicy (aka Nifrodel) przywiązał mu do kostki, i którą odwiązał w końcu Frodo, jedyny w spodniach (aka Kasiopea) mający za pasem mieczyk, który wydębiłam ze stoiska z gadżetami na czas performance. Wszystko to było okraszone głębokim głosem narratora (aka Sarnond), który strzelając palcami "tik" na czas wypowiadania się narratora, zatrzymywał dziejąca się scenę w zupełnym bezruchu. Po czym znów strzelał palcami "tik" i Gollum wił się dalej, zaś ja i Frodo zastanawialiśmy się co z nim zrobić Z przymrużeniem oka Język Wyglądało to kapitalnie, niestety w sali okazało się, że po pierwsze - nie ma miejsca-, po drugie- było tyle ludzi w małej salce, i co za tym idzie tak duszno i gorąco, że Nasturcja z Kasiopeą musiały wyjść, żeby nie zemdleć. Ci, co postanowili wytrwać, przypłacili to solidnym bólem głowy :| Nic nowego

Pan z obsługi technicznej szarpał się z mikrofonem, który raz po raz przestawał działać, ale w końcu każdemu udawało się jakoś przeczytać swoją kwestię. Wspaniale było słyszeć wersy Pierścienia w różnych jezykach, najbardziej rozbawił nas rosyjski, gdzie usłyszeliścy o "wiecnej ćmie" czy jakoś tak Pserwa Gdy przyszedł czas czytania po polsku. Wyszła Nasturcja i pięknie przeczytała, a cała nasza grupa dołączyła się w ostatniej linijce chórem wołając: " w krainie Mordor, gdzie zaległy cienie" Elfik , co wyszło niesamowicie i odbiło się echem po sali i zostało nagrodzone zdumionymi uśmiechami oraz oklaskami. Potem było czytanie fragmentów WP w różnych jezykach. Niektórzy wybierali niezmiernie długie fragmenty, co przy zupełym niezrozumieniu języka stawało się miejscami nużące. Najlepiej brzmiały jednak chiński - pieśń o Luthien Tinuviel, dla mnie brzmiący niby odmienianie tego samego "jang pau ciau" oraz japoński. Jako, że nasz performance miał nie dość do skutku, przeczytałam fragment, który przygotowaliśmy, zaraz potem pojawił się pan czytający w esperanto. Na koniec zaś z korytarza wyskoczyły Kasiopea z Nasturcją i rzucając publiczności - Głes wicz poem is it Z przymrużeniem oka wspaniale odśpiewały i odegrały "O Człeku co z Księżyca spadł". Po kilku mimicznych pokazywaniach rogów i imitacji gry na skrzypkach sala zaraz się zorientowała, rozległ się szmer zrozumienia i gdzieniegdzie okrzyki tutułu, a gdy dziewczyny skończyły, zerwała się burza oklasków. Tak więc naprawdę, jeśli ktoś nie wiedział wcześniej o Polish Tolkien Society, na konwencie nie sposób było naszej ekipy nie zauważyć.wieeeeeeeeeelgachny uśmiech

Chcieliśmy z Evermind iść jeszcze na fanowski wieczorek zapoznawczy, ale wszystkich tak bolały głowy i byli zmuleni brakiem tlenu na sali, więc uznaliśmy, że lepiej nie iść w ogóle, niż wejść i za chwilkę wyjść.

Na zakończenie Sarnonda i Memelka spotkała także niemiła przygoda z wyczerpaniem się baterii w zamku hotelowym, w chwil gdy akurat wyszli. Po bieganinie, sprawdzaniu okien i udaniu się do hotelu obok w poszukiwaniu kontaktu z obsługą, przyjechała pani z recepcji, mówiąc, ze "widziała nas w kamerze" Jestem rozwalony więc potem na fali były żarty o tym, gdzie jeszcze są rozmieszczone kamery Z przymrużeniem oka i podejrzliwe patrzenie na telewizory w pokojach Z przymrużeniem oka wieeeeeeeeeelgachny uśmiech

I tak się dla nas skończyły te cztery pamiętne dni. Było naprawdę wspaniale - mimo zmęczenia i niedospania -wszyscy jesteśmy niesamowicie zadowoleni i szczęśliwi, że tam pojechaliśmy. Nie chciało nam się wierzyć w poniedziałek rano, kiedy każdy patrzył na zmęczone oblicze w lustrze, że to już koniec, ale powoli stawało się jasne, że wraca proza życia Z przymrużeniem oka

Ps. Elfik Kiedy w Wa-wie powitała nas Eleagor ze swoją Szkoda Saurona, rozbujaliśmy samostoja Memelka piosenką "Gdy patrzę w twe oczy zmęczone jak moje, to kocham to miasto, zmęczone jak ja..." wieeeeeeeeeelgachny uśmiech Już odespaliśmy i zostały nam tylko wspomnienia, ale przecież, jak pisał Tolkien nigdy nie wygasłe i nie więdnące...
_________________
Gwiazdy były dalekie...
Niebo się otwarło
jak gdyby dłoń nieśmiała,
blask się do niej garnął...

~~~~~~~~
Almanach Tolkienowski Aiglos
Eldalairië
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora

Powered by phpBB2
Copyright © tolkien.com.pl Wszystkie prawa zastrzeżone.