Forum dyskusyjne miłośników twórczości J.R.R. Tolkiena
w sieci od 11/2001
 
Gospoda(0) | Zasady Forum | FAQ | Szukaj | Kalendarz |  Zarejestruj się |  Profil | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości | Zaloguj

Witryny zrzeszone w forum:
Hobbiton  Pod Rozbrykanym Balrogiem


"Całe życie trzeba się uczyć." Dziadunio, Władca Pierścieni


pokaż tylko ten wpis  Temat: Tolkien 2005 w Birmingham 
Autor Wiadomość
Nifrodel
Administrator


WpisWysłany: 19-08-2005 21:48    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem

Sobota 13 sierpnia

Sobota powitała nas sinymi chmurami. Na szczeście po identycznym jak w piątkowe śniadaniu wciąż jeszcze nie padało, więc udało nam się cało dotrzeć do Aston. Potem się rozpadało paskudnie i trwało z przerwami niemal cały dzień. Ratujcie bo go pobiję

Okazało się, ze organizatorzy się poprawili i wszędzie pojawiły się karteczki ze strzałkami i oznaczeniami, jak dotrzeć do poszczególnych sal wykładowych.

Muszę też powiedzieć, że przez cały czas trwania konwentu najbardziej zdumiewała mnie.... średnia wiekowa uczestników. Zdziwienie Spodziewałam się ogromnej ilości młodych ludzi, zaciekawionych filmem Jacksona, tymczasem przeciętny konwentowicz miał lat + 40. Byliśmy jednymi z najmłodszych uczestników, co rzecz jasna poprawiało nam humory Z przymrużeniem oka Elfik. 90 % miało negatywne nastawienie do filmu i jesli ktoś na prelekcji powoływał się na film, zwykle podnosił się rumor i pojawiały się pytania w stylu: "ale chyba tych filmowych teori nie bierzesz poważnie?" Elfik. Młodych ludzi, którzy obejrzeli tylko film zwyczajnie nie było, albo byli bardzo słabo dostrzegani. Można to tłumaczyć dość wysoką akredytacją, hermetycznością prelekcji (niewiele dotyczyło filmu) albo odległością? Nie wiem. Jak sie dowiedziałam od ludzi z Tolkien Society, Birmingham zostało wybrane przede wszystkim ze względu na to, że mieści się mniej więcej w centrum Anglii, ma dobre połączenia z resztą świata a wynajem sal na uniwersytecie był w miarę tani. Spodziewałam się wielu osób z Anglii, podczas gdy jednak chyba najwięcej było Amerykanów. Jednak ekipy z różnych krajów prezentowały się nadzwyczaj dobrze, najlepiej rozpoznawalni byli Grecy i Hiszpanie, chodzący w zielonych koszulkach.

Ale wracając do soboty. Konwent zaczęłam przysłuchując się ciekawej prelekcji Nicole Topham: "The Time is given to us: Hope, Sacrifice and Courage in The Lord of the Rings". Nicole podkreślała rolę, jaką w dziełach Tolkiena pełni nadzieje, odwaga i poświęcenie. Miałam zostać na "Transfigured Sadness: The Sadness of fulfilment in LOTR", ale postanowiłam pójśc na prelekcję Tyellas, która napisała świetny artykuł do Aiglosa nr 4. Pomyślałam, że skoro pisze takie dobre teksty, to może i wykład okaże się interesujący. I nie pomyliłam się Elfik. Był naprawdę wspaniały. Wcześnie rano minęła nas przerażona Tyellas spieszącą na Aston i mówiącą, że potwornie się denerwuje i spodziewa się najgorszego, tymczasem była to jedna z najciekawszych prelekcji na konwencie. Tematem było: The Arts and Crafts Movement and J.R.R Tolkien: Middle-earth's Imaginery and Philosophy of Craft. Ty Rosenthal przygotowała szereg slajdów (z uruchomieniem których początkowo szarpał się pan techniczny smutna rezygnacja ) porównujących rysunki Tolkiena, szkice i np. emblematy, z bardzo podobnymi działami Williama Morrisa a także prezentując i wyczerpująco opisując zadania domowe z rysunków, jakie w szkołach odrabiali młodzieńcy tacy jak Tolkien. Po wykładzie zrobiło się jasne, skąd Tolkien czerpał tak różne pomysły jak dywan Numenorejczyków czy ornamentykę oraz pomysły na drzewa, a nawet konwencje całych ilustracji.

Potem z Nelle zastanawiałyśmy się mocno czy pójść na prelekcję "Frozen Nature, Abiding Technology in Tolkien" czy też na "The Great Questons". Siedząc już na Frozen Nature zdecydowałyśmy się jednak na Great Questons i weszłyśmy z leksza spóźnone Język Okazało się, że jednak nie było to nic specjalnego, nie za bardzo udało się autorce przedstawić owe wielkie pytania stawiane przez Tolkiena i jego odpowiedzi na nie. Prelekcja była dość chaotyczna i nie bardzo mi się podobała. Potem AFAIR był mój dyżur w Dealer's Roomie i siedziałam tam, rozmawiając z różnymi konwentowiczami aż do prelekcji Nilcamiel, odczytanej przez Evermind, traktującej o polskim fandomie. Na wstępie pani pilnująca porządku zagroziła surowo by nie robić żadnych zdjęć, któren to zakaz skwapliwie zignorowałam zaraz później Język Treść prelekcji była mi znana, powiem tylko, ze Evermind przedstawiła ją znakomicie.
Potem podążyłam do Dealer's Roomu, gdzie nakryłam Kasiopeę, przeglądająca z wielkim zainteresowaniem książkę szkiców Alana Lee. Wyciągnęłam szyję, coby zajrzeć jej przez ramię i z miejsca się zakochałam Love Spojrzałam z troską na skurczoną tolkienistyczną sakiewkę i udałam się z pielgrzymką do elfy, czy nie dałby mi 10 funciaków, które mi brakują do ksiażki wieeeeeeeeeelgachny uśmiech robienie pieknych oczek . elfy miał miękkie serce i dał Króliczek Elfik Ksiażka jest przepiękna Love i warta tych 20 funtów Ratujcie bo go pobiję
Ponieważ nikt nie chciał opuścić prelekcji Alana Lee, tymczasowo zamknęliśmy stoisko Aiglosa i udaliśmy się pod salę. Niestety, mimo że przyszliśmy wcześniej, cały korytarz blokował ogromny tłum ludzi. Spojrzałyśmy po sobie przerażone i zaczęłyśmy szukać Sarnonda i elfy, którzy mieli zarezerwować nam miejsca. Kasiopea i Nasturcja zostały przy jednych drzwiach a ja i Nelle uderzyłyśmy do drugich, wprawdzie ludzie się szerszenili, że bez kolejki i nie obchodza ich nasze rezerwacje, to jakoś udało nam się wejść. Tam już czekał elfy z Sarnondem groźnymi minami odstraszając wszystkich chętnych i siedząc okrakiem na tylu krzesełkach ilu się dało Z przymrużeniem oka wieeeeeeeeeelgachny uśmiech Usiadłyśmy, również niezmiernie się rozpierając i wyciągając szyję w poszukiwaniu Kasiopei, Nasturcji i Evermind. Jakoż, nie minęła chwila gdy dojrzałyśmy ich zwycięskie uśmiechy. Brakowało jednego krzesła ale jakoś się ścisnęliśmy Super śmiech Obok nas trwała prawdziwa burza - napierający tłum kontra organizatorzy Młotkiem go! Młotkiem go! . Organizatorzy w końcu zwyciężyli, nikt przecież nie chciał zostać wyrzucony z konwentu Jestem rozwalony. Jednak kiedy zamknęły się drzwi, zza nich dobył się jęk zawodu wszystkich, którym nie udało się dostać do środka. A była to połowa tłumu, który dostał się do sali. Okazało się też, że Evermind psim swędem weszła jako zupełnie ostatnia, kiedy przyjaciel Lee, widząc co się dzieje, zrezygnował ze swojego krzesła mówiąc, ze i tak już wszystko widział. Wyszedł a następna w kolejce i poproszona na jego miejsce była właśnie Evermind Elfik To się nazywa mieć szczęście. Pserwa
Na wstępie zagrożono, ze wszystkie slajdy są objęte prawem autorskim i kto się poważy zrobić zdjęcie zostanie natychmiast wyrzucony. Nic nowego
Alan Lee rozpoczął z dużym opóźnieniem, na sali robiło się coraz cieplej i duszniej, ale wszyscy cierpliwie trwali na swoich z trudem wywalczonych pozycjach. Spox Język Wykład Alana był naprawde świetny, wprawdzie artysta mówił niewiele, ale pokazywał mnóstwo zdjęć z planu Władcy Pierścieni Petera Jacksona i okraszając to wszysko anegdotkami. Podobało nam się bardzo, tak bardzo, ze dziewczyny postanowiły jeszcze zostać na wykładzie Nasmitha. Ja jednak nie bardzo lubię Hobbitów z wodogłowiem Z przymrużeniem oka, w których specjalizuje się Nasmith, więc wyszłam i wreszcie miałam chwilę by obejrzeć w całości Art Show. Potem był Dealer's Room, dość szybki spacer z elfy i Sarnondem w poszukiwaniu kafejki internetowej, której własciciele mieli problemy z obsługa swoich komputerów. Śmiech Na szczeście był elfy, który raz dwa sobie poradził, co przypłacił zakazem zbliżania się do komputera, bowiem okazało się, że przy wykupionym 1 komputerze na czas 1 godziny, przy stanowisku może siedzieć tylko jedna osoba wściekły I ani elfy ani Sarnond nie mogli sobie sprawdzić poczty :| Zlewając z góry tą oczywistą siarę Język wyszliśmy stamtąd możliwie jak najszybciej, obiecując sobie, ze więcej nasza noga tam nie postanie Z przymrużeniem oka - co chyba będzie łatwe do dotrzymania Super śmiech
Kiedy wróciliśmy, okazało się, że w Dealer's Roomie pojawił się Alan Lee, który kupił jeden z rysunków Kasiopei, podpisał jej się na jednej z prac w Aiglosie słowami: "very good work"Love (dokładnie na tej Język http://www.tolkien.com.pl/kasiopea/strony/Boromir&Faramir1.htm ) a potem udał się do kafejki piętro wyżej. Z bijącym sercem, ściskając w garści jego Sketchbook, podążyłam tam na mały rekonensans, czy może uda się zdobyć autograf Język Okazało się, że Alan jest niemal sam (towarzyszyły mu tylko dwie osoby) a kafejka puściuteńka więc kiedy odszedł na chwilę, pomyślałam - teraz albo nigdy Jestem rozwalony. Zapytałam grzecznie, czy nie byłoby problemem dla niego, podpisanie ksiażki, na co Alan z niezmiernie ciepłym uśmiechem odpowiedział, ze to dla niego przyjemność. Jeśli ktoś mógłby być cieplejszy i uprzejmiejszy od Priscilli Tolkien i Verlyn Flieger, to tylko Alan Lee. Z tego pana wprost bije życzliwość a wręcz nieśmiałość, zmieszał się słysząc komplementy na temat swoich prac, a przecież słyszał takich tysiące Zdziwienie, ale przysięgnę, że błysnęły mu oczy, kiedy powiedziałam, że niemal każda linia w jego rysunkach znaczy. Oczywiście zadał dość standardowe i rozpowszechnone pytanie Pserwa skąd jestem i jak dowiedział się, że z Polski, to powiedział "I know I know" (on też dostał Aiglosa Śmiech) potem zamaszyście podpisał mi ksiażkę i chwilę pogawędziliśmy o jego prelekcji. Wyraził żal, że tak wiele osób się nie zmieściło i powiedział, ze bardzo chciałby ją powtórzyć. Potem się okazało, że powtórka była w niedziele o 11.00.

Zwartą grupą podążyliśmy na rozpoczynający się potem show Costume Extravaganza. Wiele sobie po nim obiecywaliśmy, nikt z nas nie przygotowywał kostumów, myśląc, że reszta świata, mająca o wiele więcej środków i zasobów pieniężnych, z pewnością powali nas na kolana. A okazało się, że stroje nie przedstawiają sobą czegoś super super specjalnego. Owszem, niektóre z nich były naprawdę wspaniałe, ale znakomita większość była albo zerżnieta z filmu Nic nowego albo zdecydowanie "taka sobie". Czasem stroje Tolk Folkowiczów albo poprzebieranej widowni prezentowały się lepiej. Pewnie wszyscy zastanawiacie się, co też Memelek miał na myśli mówiąc o Nimrodel, przez którą Amroth rzucił się w odmenta fal Z przymrużeniem oka Jestem rozwalony Z przykrością musze stwierdzić, że czasem bywało gorzej wal głową w ścianę
Ale od początku.
Gdy weszliśmy, widownia była prawie pełna, na szczęscie TAO i Mel zajęli dla nas trzy krzesełka obok nich, na których usiadłyśmy skwapliwie z Sil i Nelle. Reszta ekipy: tj. Memelek, elfy, Sarnond, Kasiopea i Nasturcja usiadła kilka rzędów dalej, skąd za chwilę została wyproszona (że niby zajęte Skrzywienie ) i przeniesiona na podłogę przez pierwszym rzędem nie mam zielonego pojęcia, naprawdę nie wiem, mnie się nie pytaj Potem jak to opowiadał Memelek, on zdjął swoje okulary, dał je Nasturcji i wtedy mogli się już uśmiechać i oklaskiwać poszczególne postacie. Z przymrużeniem oka
Jesteśmy trochę okrutni, ale naprawdę czasami zdarzało się, że niektórzy z występujących naprawdę nieodpowiedno dobrali do siebie postacie i stroje. Przykładowo dość leciwa pani, i idealnych rozmiarach kuli, przebrana za Arwenę Evenstar w obcisłej, bordowej sukni z dekoltem, tudzież starsza pani, trochę szersza jak dłuższa z trudem utrzymująca równowagę w długiej sukni i lektor czytający w czasie jej pochodu "Luthien Tinuviel more fair than mortal tongue can say" wyglądała naprawdę groteskowo. I choć było zrozumiałe, ze dla tych ludzi mógł być to pierwszy publiczny występ i ogromne emocje, to jednak zupełnie inaczej i ciekawiej wyglądaliby, gdyby wybrali np. postać Hobbitów i Hobbitek lub, jak dwie równie starsze panie, przebrały się za postacie formatu Andreth czy np. służkę Arweny, przygotowującą swoją panią do śmierci. Znakomita większość występujących ( a było ich naprawdę sporo) przechodziła przez scenę niezmiernie dostojnym krokiem, w akompaniamencie muzyki i nic nie robiła, co czyniło e-nty taki występ monotonnym. Najnudniejsci byli dla mnie kolejni zamyśleni Gandalfowie, Elfy też jakoś nie były specjalnie przekonujący. Najlepiej przedstawiały się postacie, które miały coś ciekawego do powiedzenia albo prezentowały taniec lub zwyczajnie miały naprawdę pomysłowy kostum.
Wśród nich trzeba wymienić chyba na pierwszym miejscu panią przebraną za Elwingę, pana przebranego za Króla Theodena, który chciał krzyknąć coś wyciągając miecz zza pasa, niestety tenże zaczepił mu się o gumową zbroję mało jej nie zrywając, co wywołało niezamierzony komiczny efekt, smiech i aplauz sali. Ciekawie moim zdaniem zaprezentowała się młoda dziewczyna przebrana za Ciemną Elfkę, pani przebrana za Elfkę oprowadzającą gości po Rivendel, z zabawnym układem pantomimicznym, oraz Tom Bombadil i Jagoda z liliami. Jednak najlepszy ze wszystkich kostumów był kostum Balroga, niestety nie uczestniczący w pokazie. Elwinga miała o tyle ciekawy pokaz, że pani ją odtwarzająca przechadzała się krokiem czapli i na końcu została ustrzelona przez wchodzacego po niej Legolasa. wieeeeeeeeeelgachny uśmiech Na zakończenie costume ekstrawaganza zaś powróciła, jako pieczeń z ptaszka, wniesiona na tacy przez 6 kucharzy Super śmiech.
Na pokazie kostumów zakończyliśmy sobotnie uczestnictwo i żywo komentując kostumy, podążyliśmy do hotelu. Obiecaliśmy sobie, że następnym razem "my też się przebierzemy" Pserwa Z przymrużeniem oka Miejmy nadzieję, że następny raz nie będzie za 50 lat, bo będziemy pewnie wyglądać jak Nimrodel, Luthien i Arwena Z przymrużeniem oka Język
_________________
Gwiazdy były dalekie...
Niebo się otwarło
jak gdyby dłoń nieśmiała,
blask się do niej garnął...

~~~~~~~~
Almanach Tolkienowski Aiglos
Eldalairië
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora

Powered by phpBB2
Copyright © tolkien.com.pl Wszystkie prawa zastrzeżone.