Forum dyskusyjne miłośników twórczości J.R.R. Tolkiena
w sieci od 11/2001
 
Gospoda(0) | Zasady Forum | FAQ | Szukaj | Kalendarz |  Zarejestruj się |  Profil | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości | Zaloguj

Witryny zrzeszone w forum:
Hobbiton  Pod Rozbrykanym Balrogiem


"Pan Bilbo nauczył go abecadła... nie zrobił tego, uważacie ze złych chęci i mam nadzieję, że nic złego z tego nie wyniknie." Hamfast Gamgee, Władca Pierścieni


pokaż tylko ten wpis  Temat: Tolkiena rozważania o miłości 
Autor Wiadomość
Nellelórë
Weteran Bitwy Pięciu Armii


WpisWysłany: 08-06-2004 14:09    Temat wpisu: Odpowiedz z cytatem

Avari napisał(a):
Aegnor, owszem, wspomina miłość Andreth jak się dowiadujemy ze słów jego brata, ale traktuje to jako jedno z wielu wspomnień, może tych budzących lekki niepokój, ale napewno nie powodujących głębszych rozterek.


A ja myślę, że Aegnor właśnie nie traktował tego lekko hmmmm..., daleki był od tego. Przecież Finrod mówi do Andreth:

Cytat:
Powiadam ci, adaneth, Aikanar kochał ciebie. Z twojego powodu nigdy nie weźmie żony spośród naszego ludu. Będzie żył w samotności, do końca rozpamiętując słoneczne poranki wśród wzgórz Dorthonionu.


To wszystko jednak jest skomplikowane. Dla Aegnora Andreth była miłością życia, po niej nie miał już spojrzeć na inną kobietę, Finrod dodaje później, że tak miało być do kresu Ardy. Lecz skoro tak, dlaczego nie chciał nacieszyć się tą miłością, dopóki była możliwa? Skoro miał myśleć o Andreth do końca życia, widzieć tylko ją w swoich niegasnących elfich wspomnieniach, dlaczego nie położyć wszystkiego na jedną szalę... Zostawił Andreth, bo wiedział, że ta miłość nie może trwać, ale dlaczego jednak nie być z nią, skoro i tak inna miłość już nigdy więcej nie miała wchodzić w grę? Troszkę mi się wydaje, że Aegnor przestraszył się starości Andreth i tego, że musiałby być jej świadkiem i na zawsze zachować we wspomnieniach, które nie byłyby już tak świetliste, jak myśl o owych "porankach w Dorthonionie". Finrod mówi, że Aegnor odszedł, bo czasy wojny nie pozwalają elfom oddawać sie miłości i rodzinie i rzeczywiście - było to posłuchanie obowiązku; ale zastanawiam się, czy Aegnor nie czuł odrobinkę, potajemnie, w głębi duszy, że wojna wybawiła go od czegoś, czemu moze trudniej byłoby sprostać? Od życia ze wspomnieniem ukochanej, która w końcu straciła urodę, od wspomnienia jej śmierci? Czy gdyby nie wojna, gdyby nie obowiązek, czy słowa Finroda o Aegnorze odchodzącym od Andreth, bo nie mógłby znieść wspomnień o ukochanej w mniej doskonałym wydaniu, nie brzmiałyby trochę okrutnie? Gdyby nie wojna, to byłoby jedynym wyjaśnieniem odejścia Aegnora - jak wtedy przyjęłaby to Andreth?

M.L. napisał(a):
Zazwyczaj zasatnawiamy się, może nawet podziwiamy rozwagę i zdrowy rozsądek Aegnora, który nie zdecydowal się, na związek, bojąc się, że unieszczęśliwi Andreth.


Może była to rozwaga, może w tym sensie, że, jak mówi Finrod, Aegnor chciał jej oszczędzić upokorzenia i znoszenia jego litości - ale skoro kochał ją tak, że można powiedzieć, że ją właściwie w myślach poślubił - czemu nie zdecydować się na prawdziwy ślub i na życie razem na dobre i złe? Chyba jednak bał się, że to "złe" na końcu może się okazać nie do przetrzymania dla obojga. Aegnor najwyraźniej wolał piękne wspomnienie, niż prawdziwą miłość, choc ta decyzja oznaczała, że tak naprawdę miłości nie miał zaznać w całym swoim życiu, w ogóle nie poznać, czym jest... A jednak wolał tego nie wiedzieć, niż ryzykować, że pozna jej bardziej gorzki smak. Więc w końcu, co to była za miłość? Strasznie pełna sprzeczności.

M.L. napisał(a):
Ona kocha Aegnora, ale ma też do niego żal, że zachował rozsądek, że nie dal sie ponieśc uczuciu.


Ale ja mam wrażenie, że on dał się ponieść, tak wynika z wszystkiego, co mówi Finrod - i że tym, co go ostatecznie powstrzymało, nie był tak naprawdę rozsądek, nie było to tylko poczucie obowiązku i wzgląd na szczęście Andreth...

Oczywiście to naprawdopodobniej tylko jeszcze jedna ogromna różnica między ludźmi a elfami, to, że ci pierwsi chętniej poddadzą się miłości, choćby coś miało nie wyjść i zostałaby gorycz, a ci drudzy na wszelki wypadek, z troski o jakość wspomnień, wolą się w ogóle nie angażować? Dla pierwszych takie podejście mogło się czasem zdawać wręcz odpychające, tchórzliwe, choć dla elfów była to rzecz najnormalniejsza i niczego złego ani wątpliwego w takiej decyzji nie dostrzegały... A może z tego właśnie zrodziły się te wszystkie legendy Z przymrużeniem oka o elfach nieczule uwodzących ludzi i porzucających ich bez słowa wyjaśnienia? Historia Andreth i Aegnora mogłaby pokazywać, jak się sprawy rzeczywiście mogły mieć w takich wypadkach. No cóż,

Cytat:
Wy tego nie rozumiecie,


mówi Finrod do Adaneth i to pewnie musi wystarczyć za całe wyjaśnienie...

Ciekawe, jak to było z Finrodem i Amarie? Czy Amarie, która została w Amanie, też miała nikogo nie poślubiać do końca życia? A może, po wiekach i tysiącleciach, po tym, jak Finrod opuścił Pałace Mandosa, spotkali się jeszcze?... A Finduilas? Tak jak Aegnor, pokochawszy kogoś z Atanich, także nie spojrzałaby już na nikogo ze swej rasy, gdyby przeżyła? Ona z kolei nie wydawała się mieć takich obaw jak Aegnor, choć przecież musiała sobie zdawać sprawę z tego, że Turin nie zawsze będzie tym Adanedhelem, który takie na niej zrobił wrażenie w Nargothrondzie. Gdzieś jest wzmianka o tym, że przychodziła jej na myśl w związku z tym historia Berena i Luthien - czyżby wierzyła, że i dla niej Eru odmieniłby przeznaczenie? Oczywiście Aegnor takiego wzoru, i co za tym idzie nadziei, mieć nie mógł...
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość

Powered by phpBB2
Copyright © tolkien.com.pl Wszystkie prawa zastrzeżone.