Forum dyskusyjne miłośników twórczości J.R.R. Tolkiena
w sieci od 11/2001
 
Gospoda(0) | Zasady Forum | FAQ | Szukaj | Kalendarz |  Zarejestruj się |  Profil | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości | Zaloguj

Witryny zrzeszone w forum:
Hobbiton  Pod Rozbrykanym Balrogiem


"Współczuje ślimakom i wszelkim stworzeniom, które dźwigają swoje domy na własnych plecach." Frodo, Władca Pierścieni


pokaż tylko ten wpis  Temat: Pojawienie się Nazguli -2251 rok Drugiej Ery 
Autor Wiadomość
Turek
Mieszkaniec Shire


WpisWysłany: 13-05-2018 23:11    Temat wpisu: Pojawienie się Nazguli -2251 rok Drugiej Ery -XI część Odpowiedz z cytatem

XI (20 października 2251)

Elf szybko regeneruje siły. Po powitaniach, odświeżeniu się i lekkim poczęstunku Glorfindel wraz z Saerosem wczesnym popołudniem dołączyli do obrad. Ponieważ wciąż padał deszcz – wszyscy spotkali się w namiocie Elronda. Grainowi i Ibunowi pozwolono na nieco więcej wypoczynku – ta rasa nie przepada za konną jazdą, a musieli w ten sposób przebyć potężny dystans…

- Na przedwiośniu, ruszając na południe, miałem pewną teorię dotyczącą przesłania Pengoloda – kończył opowieść o swoich przygodach Glorfindel. – To, z czym powracam i to, co wy już wiecie - tylko ją potwierdza. Ingvaal ze wschodu przyniósł wam wieść o Hoarmurathu z Dir. Ja mam dla was pismo, którego autorem jest Khandyjczyk Uvatha, a adresatem – Akhorahil z Hyarnu.

Mówiąc te słowa Glorfindel otworzył skórzaną sakwę, wyjął z niej owinięty w tkaninę rulon i ostrożnie rozwinął go przed pozostałymi.

- W tym dokumencie najważniejsza jest pieczęć – wzór, jaki odcisnął się w laku, jest odbiciem ornamentów na pierścieniu autora, ma potwierdzać autentyczność pisma. Czy poznajecie?
- Tak. - potwierdziła Galadriela. – Klejnot, który odcisnął taki ornament, wyszedł spod tej samej ręki, co znane nam Pierścienie Mocy.
- Tak… ten odcisk mógłby dawać jeden z pierścieni Kelebrimbora – dodał Gror.
- Więc ów Uvatha nosi jeden z pierścieni Kelebrimbora, używa go jako sygnetu do pieczętowania dokumentów, a zarazem rządzi już od trzystu lat… – pokiwał głową Elrond. - I jak powiadasz, Glorfindelu, ten człowiek wielokrotnie pokazywał swoją magiczną moc…
- Podobnie wiekowy jest Hoarmurath, który też około trzech wieków temu otrzymał jakiś tajemniczy klejnot. A Ingvaal opowiadał o nadprzyrodzonych mocach, jakimi ten władca dysponuje… – podsumowała Galadriela.
- Skąd właściwie masz ten dokument, Glorfindelu? – spytał Erestor.
- Ten… oraz inne listy zdobyliśmy wspólnie z Saerosem daleko na południu, w dżunglach pomiędzy Khandem a Haradem. W Umbarze obaj przyłączyliśmy się do ekspedycji, którą zorganizowali Numenorejczycy, aby powstrzymać podboje Akhorahila z Hyarnu.

Saeros skinął głową.
- Czy Akhorahil sam nie jest Numenorejczykiem, i to z rodu Elrosa? – zaoponował Galdor – więc czemu pobratymcy mieliby go powstrzymywać?
- Władcy Numenoru zaczęli się obawiać tego możnowładcy. – kontynuował Glorfindel. - Akhorahil prowadzi bardzo samodzielną politykę, buduje flotę, armię i niechętnie słucha poleceń z Armenelos. Podejrzewają go o chęć założenia własnego państwa, niezależnego od Numenoru. Moim zdaniem dokładnie tak jest, a zdobyte dokumenty to potwierdzają. Zresztą zeznania wziętych przez nas do niewoli krasnoludów z Mordoru – w tym dwóch naszych gości - też.
- Akhorahil jest więc buntownikiem? Jakie ma szanse wobec potęgi Królów Morza? – zdziwił się Galdor.
- Szanse ma małe… i dlatego nie zrywa ostatecznie z Numenorem. Będzie lawirował i udawał lojalność… chyba że znajdzie potężnego sojusznika – wtrącił się Saeros. – Podobnie sądzą numenorejscy możni, tak też uważa uczony Pengolod.
- Myślicie, że potomek Elrosa mógłby wejść w sojusz z Mordorem? – uniósł brwi Elrond.
- Tak! – bez wahania odparł Saeros. - Balansując pomiędzy Mordorem a Numenorem może uzyskać o wiele większą samodzielność. Próbuje założyć własne mocarstwo i przy odrobinie szczęścia może mu się to udać.
- Udało nam się zniszczyć duży oddział Khandyjczyków i krasnoludów z Mordoru, idący na pomoc Akhorahilowi – kontynuował Glorfindel. - Towarzyszył im też khandyjski poseł do Hyarn. Poseł uciekł z pola walki, ale wpadł na jego trop obecny tu czcigodny Saeros. I przejął dokumenty, które wam przedstawiamy.
- Korespondencję dyplomatyczną pomiędzy Khandem a Hyarnem? – dociekał Gror.
- Dokładnie – odparł Glorfindel. - Ponieważ Saeros zdobył te dokumenty samodzielnie, z dala od miejsca starcia - uznaliśmy, że nie przekażemy ich Numenorejczykom, lecz wam. Dla Numenorejczyków to zwykła intryga polityczna, gra wywiadów… a nas interesują pierścienie Kelebrimbora i ich związek z długowiecznością sojuszników Saurona. Dokument, który wam pokazałem, stanowi chyba wystarczający dowód – wybrałem ten, na którym pieczęć Uvathy jest najlepiej odbita, ale mam ich więcej…
- Skoro domyślamy się prawdy, powinniśmy przekazać ją naszym sojusznikom z Numenoru. Niech wiedzą, czego się obawiać. Niech wyślą armie, aby do reszty pognębić Saurona, my im przecież pomożemy. Wejdziemy do Mordoru, zniszczymy Barad-Dur… i Wielki Pierścień. – stwierdził Elrond.
- Odradzam z całego serca! – dobitnie powiedział Glorfindel. – Numenorejczycy, ich królowie ani możni, nie mogą się niczego dowiedzieć o Pierścieniach i ich mocy!
- Dlaczego? – spytała Galadriela.
- Nie powiedziałem wam jeszcze wszystkiego. To, że Sauron buduje swoje wpływy rozdając sojusznikom pierścienie Kelebrimbora – to jedno. Natomiast mam poszlaki, iż pierścienie od Saurona otrzymali też potężni książęta numenorejscy… - spojrzał na Elronda - …również ci z rodu Elrosa.
- Glorfindelu, to niesłychane oskarżenie! – żachnął się Elrond.
– Słabo znam Zamorskich, ale ci z Tharbadu, z którymi handlujemy to uczciwi i dobrzy ludzie… - wtrącił Gror.
Glorfindel sięgnął ponownie do sakwy, wyjmując kolejne pismo.
- Nie rzucam oskarżeń bez podstaw. Poprzedni dokument przyniosłem tylko ze względu na pieczęć, gdyż jego treść jest błaha: Uvatha wysyłał do Akhorahila niejakiego Vihusa – „ambasadora nadwielmożnego i zupełnomocnego”. To on zginął podczas naszej zasadzki w dżungli…
- Zabił go członek jego orszaku, doradca, czy sekretarz. Ów Vihus nie był już młody, a w bitwie odniósł ranę. Podczas ucieczki ostatni pozostały przy nim rodak zabił go, uznając za obciążenie dla własnej ucieczki… Mam podstawy sądzić, że Sauron krzewi wśród swych sojuszników kult Morgotha - Saeros zwiesił głowę.
- Ale przyjęcie khandyjskiego posła wcale nie przesądza, że Akhorahil jest zdrajcą. Nawet jeśli jest wielkorządcą lojalnym wobec Numenoru – to przecież może zawierać miejscowe sojusze, prowadzić własną regionalną politykę. Wszak namiestnik powinien dbać o dobre relacje z sąsiadami, więc jeśli pisują do siebie z Uvathą, czy wysyłają wzajem przedstawicieli dyplomatycznych – cóż w tym złego…? Natomiast przeczytajcie to…
- Pieczęć taka sama, tylko gorzej odbita. A treść… - odezwał się Erestor.
- Kolejne pismo Uvathy do Akhorahila? – upewniła się Galadriela. – Kto zna ten język?
- Spróbuję tłumaczyć – zaofiarował się Gror. – Nad Morzem Rhun spotykałem Khandyjczyków…
- Pomogę ci, Synu Durina. Poznałem ten język podczas wojny w Eregionie – dodał Erestor.
Krasnolud i elf pochylili się nad dokumentem.
- To pismo jest sygnowane „do rąk własnych” – zauważył Erestor
- Poprzedni list nie miał takiego emblematu. Poselstwo Vihusa miał poznać cały dwór Akhorahila, to był oficjalny dokument urzędowy. A tu mamy jakiś głębszy sekret – uzupełnił Glorfindel.
- „Pozdrowienia dla Czcigodnego, Dostojnego, Potężnego… Brata w pradawnej mocy…?” – podjął Gror.
- „…Ufam że Mistrz Naszych Pierścieni nauczy nas dogłębnie mocy naszych klejnotów i bę-dziemy mogli porozumiewać się, czytając wzajem w umysłach, choćby dzieliła nas odległość całego świata – ja dzięki mojemu pierścieniowi, a ty, czcigodny – dzięki twojemu…” – kontynuował coraz wolniej Erestor.
Zapadła cisza. Wszyscy rozważali konsekwencje tej wieści.
- „…Naszych klejnotów…?! Twojemu pierścieniowi...?!” – wykrztusił Elrond. - Numenorejski arystokrata, wicekról, potomek Elrosa… - dla syna Earendila to było najważniejsze.
-…przyjął pierścień mocy od Saurona…! – dokończyła Galadriela.
- Ze wschodu nadciąga burza. – zwrócił uwagę Glorfindel, wskazując czarne chmury przelewające się pomiędzy masywami i szczytami Gór Mglistych, zasnuwające już niebo nad Ost-in-Edhil. – Wracajmy do Rivendell.

***

Rivendell zbudowano pięć wieków wcześniej, jako schronienie na czas wojny. Obecnie był to piękny kompleks pałacowy u stóp Gór Mglistych. Rezydencje, budynki gospodarcze, posterunki cieszyły oko zarówno w postaci pojedynczych budowli – jak i w postaci całego zespołu architektonicznego, doskonale komponującego się z otaczającymi go lasami, szczytami górskimi i przecinającymi całą dolinę strumieniami.
Mimo, że kończył się październik, dzień był ciepły i słoneczny. Elfy i Gror siedzieli na tarasie, za plecami mając pałac Elronda. Słudzy podawali przekąski, owoce i wino. Trawniki i alejki wokół pałacu pokryte były warstwą złotych i żółtych liści.
- Co wiemy o tym Akhorahilu? – spytała Galadriela.
- Jego ojciec, Kiryamir, jeszcze w czasach króla Kiryatana, z którym zresztą był spokrewniony, miał założyć w Hyarn, na południe od Dalekiego Haradu, tam gdzie nawet inne gwiazdy świecą, porty, warsztaty i plantacje służące ich państwu. – odpowiedział Glorfindel. - Wypłynął z Numenoru na czele licznej floty, opanował wybrzeże, założył Kiryatondor… Niestety, zmarło mu się niedługo później i już od trzystu lat władzę sprawuje jego syn, Akhorahil.
- Mniej więcej od czasu, w którym zaczyna się panowanie Hoarmuratha i Uvathy? – raczej dla formalności spytał Galdor.
- Akurat u Akhorahila nie byłoby to nienaturalne… Jest on potomkiem Elrosa, objął rządy jako młodzieniec, więc nie przekroczył jeszcze naturalnej granicy swojego plemienia. – zabrał głos Elrond.
- Tym niemniej powinien już być w sile wieku – a według świadków nie jest… - kontynuował Glorfindel.
- Jeśli otrzymał od Saurona pierścień – to wiele się wyjaśnia. I kolaboracja z Mordorem i aspiracje do samodzielnej władzy… - uzupełnił Elrond.
Elrond, jako gospodarz i przyjaciel Glorfindela – zdążył już otrząsnąć się z szoku. Przyjął do wiadomości, że kolejne pokolenia potomków jego brata Elrosa – mogły daleko odejść od prawości i dobroci założyciela rodu. I że zdarzają się wśród nich czarne owce. W końcu już ponad trzy wieki wcześniej Numenorem wstrząsnął bunt Murazora - chociaż tamto można było uważać za jednorazowy eksces…
- Sauron najpierw poznał i podporządkował sobie pierścienie, które Kelebrimbor wykuwał, a później – przechwycił je i rozdał wśród swoich zaufanych. Rozumiecie głębię jego planu? Wykorzystał naszą, elfią, moc aby wzmocniła jego panowanie nad światem. Morgoth, Wielki Nieprzyjaciel, budował w poprzedniej erze swoje mocarstwo czerpiąc z własnej mocy – żadna to sztuka. A Sauron okazał się o wiele sprytniejszy - tworzy imperium wykorzystując pierścienie, w które to Kelebrimbor wlał moc. W Siedmiu i Dziewięciu zawarta jest moc elfów… a Sauron tylko leciutko ich dzieła zmodyfikował. Rozumiecie? Dodatkowa, ostatnia inkanta-cja… To tak, jakby doświadczony treser ujeżdżał konia i uczył go najwymyślniejszych sztuczek, a później ktoś inny wbijał zwierzęciu jedno polecenie: „tylko mojego głosu masz słuchać”. Albo płatnerz, który wykuwa dla wojownika wspaniały hełm… a gdy jest niemal gotowy inny płatnerz wierci z boku hełmu maleńki otwór, przez który będzie mógł owemu wojownikowi rozkazywać, krzycząc komendy wprost do jego ucha. Klejnoty, które pierwotnie miały służyć mądrości i pięknu – służą władzy i wojnie. – podsumowała Galadriela.
Tu odezwał się milczący dotychczas Saeros.
- Trzysta lat… widzę tu jeszcze jedną zbieżność: czy mniej więcej w tym czasie… albo trochę wcześniej… nie zaginął młodszy syn ówczesnego władcy Numenoru – Murazor? W Numenorze wciąż go pamiętają, na dworze jego imię jest zakazane, ale pospólstwo i mędrcy wiele o nim mówią. Co się z nim właściwie stało?
- Nie mógł się pogodzić z tym, że nie obejmie władzy po Kiryatanie, którego następcą był Atanamir. Jeszcze jako młodzieniec zebrał zwolenników, popłynął tu, do Śródziemia, próbował przejąć władzę w Tharbadzie, a później w Umbarze, przegrał… a później nagle zniknął. – skomentował Elrond.
- Czy to nie dziwne? Zarówno jego poplecznicy, jak i słudzy prawowitych królów: Kiryatana i Atanamira powinni przetrząsnąć całe Śródziemie żeby znaleźć taką personę. Brat najpotężniejszego władcy ludzi! Ani nie skazany, ani nie odnaleziony, ani nie założył gdzieś własnego państwa… znikł jak kamień w wodę… - Saeros uśmiechnął się smutno.
- Całkiem możliwe, że się odnalazł… jako namiestnik Barad-Dur… - dokończył.
- Mów Saerosie! Niech wychylę ten kielich hańby do samego końca! – Elrond miał już dość.
- Czy zaprosimy do naszej rozmowy krasnoludy? Starszy, Grain, podczas podróży opowiedział mnie i Glorfindelowi wiele interesujących sekretów ze stolicy Mordorczyka.
Decyzja o przybyciu Graina i Ibuna do Rivendell zapadła jeszcze w Ost-in-Edhil, gdy przed wyjazdem Gror w imieniu Durina zażądał z nimi widzenia.
- Służyliście Sauronowi, nędznicy?! – huknął na powitanie.
- My za chlebem, panie… budować jeno chcieli… My bardzo zbłądzili… - Grain był autentycznie przestraszony, Ibun milczał.
- A teraz chcecie osiedlić się w świętym Khazad-Dum? – spytał Gror szyderczo.
- O niczym innym nie marzymy! Choćby jako pomocnicy górników, jako odźwierni przy bramie… – wyjąkał Grain.
- Więc wiedzcie, że dla was droga do Khazad-dum wiedzie przez Rivendell. Dopiero gdy pomożecie czcigodnym elfom rozwikłać intrygę, z jaka wszyscy się zmagamy, dopiero gdy odpowiecie wedle pełnej waszej wiedzy na ich wszystkie pytania, a elfy ujmą się za wami i potwierdzą, że pomogliście im – możecie przekroczyć bramę Khazad-dum.
Gdy Grain z Ibunem weszli na pałacowy taras byli wyraźnie spłoszeni. Towarzyszyli im dwaj elfi dworzanie, na tarasie podszedł do nich z jednej strony Gror, a z drugiej –Glorfindel z wielką księgą, przyniesioną z biblioteki Elronda.
- Pozwoliłem sobie wziąć ten album. To może być nasz ostateczny dowód.
Elrond skinął głową, Glorfindel położył księgę na stoliku, Gror podprowadził do stoli-ka krasnoludów.
- Elrondzie, ja już z nimi rozmawiałem w drodze. Niech teraz nie będzie nawet cienia wątpliwości, że coś im sugeruję – powiedział Glorfindel odstępując od stolika i manifestacyjnie odwracając się plecami.
- Grainie, podczas przesłuchania latem, na południu, przyznałeś, że widywałeś Murazora - komendanta Barad-Dur…? – spytał Elrond.
- Odpowiadaj, a rychło! – rzucił Gror.
- Kilka razy, możni panowie… nie rozmawiałem z nim nigdy… możniejsi z nim dyskutowali… ja stałem i widziałem jego kilka razy… - niepewnie wykrztusił Grain.
- Popatrzcie – Elrond wskazał księgę. – Znajdziecie tu podobizny rozmaitych możnych, których nie znacie… To moi dalecy krewni. Przejrzyjcie je, karta za kartą i powiedzcie, czy ów Murazor z Barad-Dur jest do kogoś podobny?
- Szlachetny Panie, gdzie mi do waszych familii? – Grain zawahał się, ale posłusznie otworzył ciężką księgę. Powoli przyjrzał się pierwszej ilustracji… ten tu do was, dostojny panie, podobny, jak brat! Wybaczcie, widzę podpis, ale nie umiem po waszemu czytać…
- Nie szukaj podobieństwa do mnie, a do owego Murazora – ponaglił Elrond.
- Widać że jeden w drugiego wielki pan, książę, czy nawet król… a to chyba królowa…! A to druga władczyni…? – Grain powoli, ostrożnie przewracał bogato ilustrowane strony, wreszcie zatrzymał się na przedostatniej…
- Do tego tu bardzo podobny. Chudszy może, szczuplejszy, ale wyższy i w barach szerszy. Ten na karcie – to jakiś król w pałacu, a Murazor z Barad-dur – to wojownik. Ale podobny jak brat…
- Tar Atanamir, poprzedni król Numenoru… - westchnął Elrond, zamykając z rezygnacją oczy.
- Dziękujemy ci Grainie. – Galadriela przejęła inicjatywę. - A ty, dostojny Grorze, masz moje słowo, że ten krasnolud, wraz z synem – zasłużył się naszej sprawie. Khazad-Dum ubogaci się, otwierając przed nim bramy.

***

Po obiedzie Gror, wraz ze swoim orszakiem, do którego włączono też uradowanych Graina i Ibuna – ruszył z Rivendell do Khazad-Dum. Zapowiedział ścisłą współpracę Durina z elfami, szczególnie wylewnie pożegnał Galadrielę.
Przed wieczorem przywódcy elfów zebrali się jeszcze raz, w niewielkim gabinecie w pałacu Elronda. Gospodarz był milczący i przygnębiony – docierała do niego głębia upadku krewniaków… Obrady faktycznie prowadziła Galadriela.
- Czy rozumiecie? Jeśli nawet najszlachetniejsi spośród Dunedainów są gotowi przejść na służbę Saurona dla nieśmiertelności – to cóż się stanie, jeśli poznają cała prawdę? Jeśli władcy Numenoru pożądają wiecznego życia, a Sauron da im bodaj jego namiastkę – kto ich powstrzyma przed oddaniem się na jego służbę? – Glorfindel był pesymistą.
- Sauron zrabował klejnoty pięć i pół wieku temu, a wiemy, że Kelebrimbor wykuł ich dziewięć – podsumowała posiadaną wiedzę Galadriela. - Więc jeśli żaden nie został zniszczony, to oprócz sześciu, które już nienaturalnie przedłużyły życie nosicielom, Sauron miałby do zaofe-rowania ludziom trzy kolejne. Ale jeżeli rozdaje je ostrożnie i nie jednocześnie – to nie wszystkie musiały się jeszcze ujawnić. Dla barbarzyńców biologiczną granicą życia jest chyba około stu lat – i to oni mieliby sześć pierścieni, otrzymanych – jak Hoarmurath i Uvatha – ja-kieś trzy wieki temu, a być może jeszcze wcześniej.
- Pamiętacie wojnę w Eregionie? – przypomniał Galdor. - Jeśli w ówczesnej armii Saurona pojawił się jakiś energiczny i odważny dowódca Easterlingów – to mógł w nagrodę dostać taki pierścień od razu na polu walki, albo zaraz po… i już od czterystu, albo i pięciuset lat byłby pod wpływem tego klejnotu….
- Nie wiem, czy po tej wojnie Mordorczyk miał powody, by nagradzać swoich żołnierzy czy dowódców… Poniósł ciężką klęskę… - wtrącił Elrond.
- Oczywiście nie chodziło mi o akt dobroci ze strony Saurona, ale o kalkulację – poprawił się Galdor. - Jeśli w jego rozbitej wtedy armii znalazły się formacje szczególnie skuteczne czy dowódcy o ponadprzeciętnej inteligencji którzy stracili tylko połowę, a nie cztery piąte swoich żołnierzy - to Sauron miał powody, aby takich władców wspierać. Pierścień mógł być formalnie nagrodą za męstwo - a w praktyce narzędziem, aby taki zdolny, a zarazem lojalny wobec Mordoru, watażka zjednoczył wokół siebie inne plemiona.
- Ale z Numenorejczykami jest inaczej – do głosu powrócił Glorfindel. - Po pierwsze – byli wrogami Saurona, to ich armia zdecydowała pięć wieków temu o jego klęsce, więc bezpośrednio po wojnie ani on im nie dawałby żadnych prezentów – ani oni by w żadne układy z nim nie wchodzili. Zanim pojawili się Numenorejczycy chętni do kolaboracji – pamięć wojny musiała się nieco zatrzeć – sto, dwieście lat…. Co ważniejsze, dla numenorejskiej arystokracji granica życia wynosi czterysta lat, może nawet więcej – Elros dożył pięćsetki, Atanamir do-ciągnął do czterystu dwudziestu. Z tych, których podejrzewamy, Murazor, jeśli to on, miałby obecnie czterysta czterdzieści lat, Akhorahil przekroczyłby trzysta pięćdziesiąt… więc nawet jeśli mają już pierścienie od Saurona – to jeszcze nie żyją „nienaturalnie długo”. Na razie więc, oprócz sześciu, o których wspominał Pengolod – mamy jeszcze dwóch prawdopodobnych nosicieli pierścieni, którzy jeszcze się nie „ujawnili”. Więc pierścieni, którymi Sauron zniewala ludzi byłoby co najmniej osiem…
- Nigdy nie wolno nam zdradzić ludziom tajemnicy Pierścieni Władzy. My naszych nigdy nie użyjemy, krasnoludy pewnie nigdy swoich nikomu nie odstąpią – prędzej dadzą się pozabijać. Ale ludzi nie potrafimy powstrzymać. – podsumował Erestor.
- Sądzisz, że Numenorejczycy i tak się nie dowiedzą? Mają licznych szpiegów i wiele potrafią… - wątpił Saeros
- Nie musimy im tego ułatwiać. Poza tym liczę też na… Mordorczyka. On też nie ma zbyt wiele mocy, aby każdego króla, czarnoksiężnika czy wojownika uczynić swoim sługą. Kelebrimbor mógł mu wydać najwyżej siedem pierścieni, które miały służyć krasnoludom i dzie-więć – przeznaczonych dla ludzi – stwierdził Glorfindel.
- Może to i lepiej, że większość pierścieni otrzymali barbarzyńcy?
- Ci głupcy nie zdają sobie sprawy z mocy klejnotów. Może i uzyskają nieśmiertelność, może i zbudują swoje imperia – ale staną się niewolnikami pierścieni i Wielkiego Pierścienia, który nosi Mordorczyk.
- „Niewolnicy pierścieni” – ciekawe określenie…
_________________
Szagrat: pamiętam Wielkie Oblężenie... 3000 lat, jak ten czas leci!
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość

Powered by phpBB2
Copyright © tolkien.com.pl Wszystkie prawa zastrzeżone.