Forum dyskusyjne miłośników twórczości J.R.R. Tolkiena
w sieci od 11/2001
 
Gospoda(0) | Zasady Forum | FAQ | Szukaj | Kalendarz |  Zarejestruj się |  Profil | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości | Zaloguj

Witryny zrzeszone w forum:
Hobbiton  Pod Rozbrykanym Balrogiem


"Myślę, że najlepiej jest, kiedy po prostu kocha sie to, do czego serce samo od urodzenia ciągnie." Merry, Władca Pierścieni


pokaż tylko ten wpis  Temat: Fingon i jego harfa 
Autor Wiadomość
Sirielle
Powiernik Pierścienia


WpisWysłany: 08-04-2016 01:31    Temat wpisu: Fingon i jego harfa Odpowiedz z cytatem

Lata minęły, a mnie nadal nurtuje po co Fingon zabrał ze sobą harfę? Zdziwienie hmmmm... wszystko mi się pomieszało


Ten obrazek znajduje się na serwerze forum i został załadowany przez jego użytkowników.
Zaloguj się żeby go obejrzeć.



http://namecchan.deviantart.com/art/Fingon-the-Valiant-Speed-Paint-525595514
(To pewnie obraz z innego, neutralnego momentu.)

The Silmarillion - Of the Return of the Noldor napisał(a):
Therefore he dared a deed which is Justly renowned among the feats of the princes of the Noldor: alone, and without the counsel of any, he set forth in search of Maedhros; and aided by the very darkness that Morgoth had made he came unseen into the fastness of his foes. High upon the shoulders of Thangorodrim he climbed, and looked in despair upon the desolation of the land; but no passage or crevice could he find through which he might come within Morgoth's stronghold. Then in defiance of the Orcs, who cowered still in the dark vaults beneath the earth, he took his harp and sang a song of Valinor that the Noldor made of old, before strife was born among the sons of Finwë; and his voice rang in the mournful hollows that had never heard before aught save cries of fear and woe.

Thus Fingon found what he sought. For suddenly above him far and faint his song was taken up, and a voice answering called to him.


Odważył się więc na czyn, który słusznie zapisano w poczet najchlubniejszych zasług książąt Noldorów. Sam, nie zwierzając się ze swych zamiarów nikomu, wyruszył na poszukiwanie Maedhrosa. Pod osłoną ciemności nasyłanych przez Morgotha zakradł się pod jego twierdzę. Wspiął się wysoko na zbocze Thangorodrimu i z rozpaczą spojrzał z góry na spustoszoną okolicę; nie mógł jednak znaleźć żadnej ścieżki czy choćby szczeliny, która by umożliwiła mu przedostanie się do wnętrza fortecy. Wreszcie nie zważając na to, że mogą usłyszeć go orkowie zaczajeni w ciemnych jaskiniach pod ziemią, chwycił swoją harfę i zaczął śpiewać pieśń o Valinorze, ułożoną przez Noldorów, zanim jeszcze synowie Finwego powaśnili się między sobą. Śpiew rozległ się w posępnych kotlinach, które dotychczas nie słyszały nic prócz wrzasków strachu i bólu.

Dzięki pieśni Fingon znalazł tego, kogo szukał. Nagle bowiem, gdy się wzbiła w górę, z daleka i z wysoka odpowiedział jej słaby głos.


Nie był bardem, ale grał na harfie. Pewnie większość Quendich potrafiła grać na wielu instrumentach. Może lubił grać nie tylko dla przyjemności, ale i dodania sobie i innym otuchy, więc mimo, iż Noldorowie mieli podróżować "lekko" i zabrać z Amanu tylko to, co niezbędne, nasz bohater zabrał ze sobą harfę i przeszedł z nią przez Helcaraxë aż do Beleriandu. Nie zgubił, nie popsuł, mróz jej nie zniszczył, nie przydała się na podpałkę - jakimś cudem przetrwała. A może zdobył/otrzymał harfę już na miejscu? To chyba bardziej prawdopodobne. Jakkolwiek to się stało Fingon harfę miał i zabrał ze sobą na Thangorodrim.


Ten obrazek znajduje się na serwerze forum i został załadowany przez jego użytkowników.
Zaloguj się żeby go obejrzeć.



Cały komiks: http://fieldofheathers-stuff.tumblr.com/post/58942653426/

Wyobrażam sobie, że dobrze wiedział, gdzie się wybiera, że przyjdzie mu iść przez góry spowite trującymi oparami i dymem, więc wyprawę odpowiednio zaplanował. W końcu chciał Maedhrosa uwolnić, a nie bohatersko zaginąć w Górach Żelaznych. Chociaż w zasadzie plan to był szalony Z przymrużeniem oka Zatem miał przy sobie sprzęt do wspinaczki (elfickie liny), broń, wodę, suchy prowiant, strój nierzucający się w oczy (żadnego złota we włosach i srebrnych sztandarów Z przymrużeniem oka ). Co tylko potrzebne na takiej misji, ale jak najlżej i harfa mi tu nijak nie pasuje, to jedynie zbędny balast. To trochę jak komandos zabierający ze sobą gitarę na tajną misję Złośliwy uśmiech


Ten obrazek znajduje się na serwerze forum i został załadowany przez jego użytkowników.
Zaloguj się żeby go obejrzeć.



http://ironhill.blog101.fc2.com/blog-entry-235.html

Nawet jeśli to była naprawdę mała harfa (lira? drumla? grał na łuku?), to czy ktokolwiek hałasowałby na tajnej, jednoosobowej misji w sercu wrogiego terenu? :|

No, chyba, że kiedy Fingon "z rozpaczą spojrzał z góry na spustoszoną okolicę" poddał się i uznał, że pieśń będzie ostatnią rzeczą, jaką zrobi na Ardzie (a przynajmniej zanim się odrodzi.) Nie mógł przewidzieć, że orkowie zostawią go w spokoju, ani, że otrzyma pomoc. Może to było przeczucie, ostatni promyk nadziei... Jakby nie kombinować, moim zdaniem przede wszystkim nie powinien mieć przy sobie żadnej harfy, co najwyżej w akcie rozpaczy/przebłysku nadziei zanucić pieśń bez akompaniamentu. To by było bardziej naturalne w tej sytuacji, choć mniej widowiskowe.

Przy okazji, rozprawił się z tym tematem jakiś fan fik? Sensownie, z humorem, w ogóle? A może ktoś już temat rozpracował w jakimś eseju czy sam autor wytłumaczył w liście, komentarzu na marginesie i niepotrzebnie się trudzę? Uśmiech Saurona ;D
_________________
Portfolio|dA|Last.fm
Á mahta Valarauko! Áva usë! Aaaaaaaarrrgh, á entula!!!

Nelyafinwë żyje! I już zna Zasady forum (MiniFAQ), a Ty?

Przymierze AntySzczerbowe
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora

Powered by phpBB2
Copyright © tolkien.com.pl Wszystkie prawa zastrzeżone.